Wyszukaj

12 marca 2014

Konfrontacja: Metallica - Metallica vs Metallica - Master Of Puppets


Witam w kolejnej, dosyć nietypowej konfrontacji - dzisiaj porównam albumy tego samego zespołu. Jest to chyba jedyna, lub jedna z nielicznych tego rodzaju, które pojawią się na tym blogu. Postanowiłem ją stworzyć głównie ze względu na to, że wielu "fanów" uważa The Black Album za najcudowniejszy, najlepszy w swoim rodzaju, a podczas recenzji powiedziałoby jedno zdanie i "10/10". Zobaczymy jednak czy ten "ideał" ma szansę stanąć w randze z albumem który do dziś bije na głowę wszystkie inne z tego samego gatunku. Czy wyższa sprzedaż wygra z profesjonalizmem? Przed wami największy komercyjny sukces grupy: Metallica i thrash metalowe arcydzieło: Master Of Puppets.

Metallica - Metallica (The Black Album)


Album Metallica został wydany 12 sierpnia 1991 roku nakładem Electra Records, i przez większość osób uważany jest za najlepszy album Metalliki głównie za sprawą największego sukcesu komercyjnego w historii.  Perkusista Lars Ulrich wpadł na pomysł by coś zmienić w muzyce grupy, przez co Metallica zatrudniła nowego producenta: Boba Rocka. Ten wprowadził wiele zmian: James musiał nieco inaczej operować swoim wokalem, muzyka miała być prostsza, i bardziej współczesna. Ponieważ w latach 90-tych bardzo często się to sprawdzało, pomysł mógł być całkiem ciekawy. I tak, po wydaniu albumu tłumy nastolatek zbiegły się do sklepów by posłuchać ich nowego idola. Album zyskiwał bardzo wysokie noty, dostał się na 1 miejsce w rankingu Billboard 200, zyskał masę nagród, mnóstwo innych wydań oraz długą notkę na Wikipedii.

Okładka jest dosyć zaskakująca. Widzimy na niej węża w rogu, który nie jest zbyt duży, niczym się nie wyróżnia. Dominują kolory czarny i szary. Standardowo oczywiście mamy napis "Metallica" w lewym górnym rogu. Okładka jest prymitywna, uboga niczym się nie wyróżnia. Czy jednak naprawdę jest taka zła? Otóż nie, wszystko to zostało zrobione celowo. Jamesa Hetfielda zainspirowały do tego okładki niektórych płyt innych zespołów, które wyglądają tak banalnie jakby malowało je dziecko z szóstej klasy podstawówki. Chciał zaskoczyć innych i chyba mu się to udało. Okładka zwraca na siebie uwagę.


1. "Enter Sandman"
Utwór znany nawet osobom, które fanami zespołu nie są. Bardzo często jest puszczany w radiu. Gdy przyjrzymy się dokładniej, zauważymy, że cały utwór zbudowany jest tylko wokół jednego riffu. Najprostszy na płycie moim zdaniem. Słyszymy, że Metallika poszła mocno w rejony hard rocka (niestety). Utwór jest uwielbiany przez większość ludzi, i wciąż nie potrafię tego zrozumieć: dobry riff który (o dziwo) przez cały okres utworu nie kaleczy nam uszu, oraz niestety wokal który już to robi. Widać że James zmienił nieco styl wokalny, i gdy na ...And Justice For Alll wokalista starał się być poważny, tutaj brzmi nieco jak pajac. Naprawdę, ten wokal w ogóle mnie nie kręci, i wydaje się być denny.  Utwór jest o koszmarach sennych.

Ocena: 8/10 

2. "Sad But True"
Następny utwór jest o wiele lepszy od poprzedniego. Na początku słyszymy budujące napięcie intro z riffem w stylu "To Live Is To Die" z albumu ...And Justice For All. Następnie słyszymy dobry i ciężki riff. Wreszcie James robi to co trzeba, i śpiewa bez zbędnych wibrat, czy innych takich (nie znam się na wokalu). W porównaniu do poprzednika przez cały okres utworu jest znacznie ciężej, i "Sad But True" nie kręci się wokół jednego schematu. Utwór jest o codzienności - o tym, że prawie zawsze udajemy kogoś innego niż jesteśmy w rzeczywistości. Zakładamy maskę i ukrywamy za nią "nasze prawdziwe JA". James próbuje ukazać nasz wewnętrzny głos frazami "You, you are my mask / you are my cover, my shelter". Można ten tekst zinterpretować również inaczej - jako myśli osoby chorej psychicznie (podobnie jak w piosence "The Frayed Ends Of Sanity" z albumu "...And Justice For All". Świetna solówka. Dobry numer.

Ocena: 9/10 

3. "Holier Than Thou"
Po ciężkim "Sad But True" przyszedł czas na coś szybszego. No wszystko fajnie - niby szybki, thrashowy i tak dalej, ale... za dużo w tym hard rocka. Jednak nie psują one zbytnio całej piosenki (ale wszystko mogłoby być upchane zgrabniej i lepiej). Przez cały czas "Holier Than Thou" mamy do czynienia z luźnym charakterem. Nie ma żadnego budowania napięcia, tylko szybka gra i żywy wokal. Nic co mogłoby zaciekawić, co mogłoby wprowadzić odrobinę więcej finezji do tego wszystkiego. Tylko słyszymy cały czas dobry riff kojarzący się nieco z Sepulturą. Utwór jest skierowany do ludzi, którzy próbują ingerować w nasze życie, do hipokrytów i kłamców - krytykuje ich. Nawet niezły numer, jednak słabo wypada w porównaniu z "Sad But True".

Ocena: 7,75/10 

4. "The Unforgiven"
Ballada metalowa - jak to zwykle jest z piosenkami Metalliki, które mają numer czwarty na płycie. Znana większości ludzi - podobnie jak "Enter Sandman", jednak co jak co, jest znacznie lepsza. Spokojny rytm, smutne brzmienie rodem z ...And Justice For All - bardzo smutne i poruszające. To samo się tyczy wokalu. Najlepiej wyszedł w całym utworze refren - idealnie dźwiękowo i tekstowo: "what I've felt, what I've known / never shined through what I've shown". Utwór jest o człowieku, który zmarnował całe swoje życie, miał wiele okazji, aby coś osiągnąć, lecz nie wykorzystał ich. A teraz jest starszym człowiekiem, który niedługo ma umrzeć i nie może sobie wybaczyć tego, że nie wykorzystał wielu sytuacji. Pomimo tego że moim konikiem są raczej ciężkie brzmienia, "The Unforgiven" uważam za arcydzieło samo w sobie - jak dla mnie jeden z lepszych utworów na płycie.

Ocena: 10/10 

5. "Wherever I May Roam"
Jeden z lepszych numerów na płycie. Na początku słyszymy instrumenty, które kojarzą nam się z wschodnimi rejonami, Indiami. Z czasem to brzmienie przeradza się w świetny riff. Niesamowity kawałek, bardzo klimatyczny. Nastrój jaki budują instrumenty i wokal bardzo pasują do tekstu, który opowiada o wiecznym życiu muzyków w trasie. "...and the road becomes my bride" jak intonuje Hetfield (ten efekt świetnie wyszedł moim zdaniem). Ogólnie to cały kawałek warto posłuchać - świetne brzmienie, bardzo dobre zwroty akcji, niesamowite solo, które jeszcze lepiej brzmi w wersji na żywo oraz nieustająca ciekawość. Jak dla mnie jest to jeden z lepszych utworów który dobrze wyszedł na płycie S&M.

Ocena: 9/10 

6. "Don't Tread On Me"
W przypadku tego utworu mam podobne wrażenia co w "Holier Than Thou". Kawałek niby brzmi dobrze, powolny, dobry riff... jednak... nie oszukujmy się, mogło by być znacznie lepiej, zdecydowanie czegoś tu zabrakło. Jedyne co moim zdaniem w miarę ratuje ten kawałek, to samo solo które wnosi coś więcej do tego steku mięsa. Sam tytuł ("nie depcz po mnie") wziął się od słynnego zawołania amerykańskich żołnierzy pospolitego ruszenia, zwanych Culpeper Minutemen używanego w czasie wojny o niepodległość. W utworze wokalista sławi ducha bojowego i odwagę zwykłego człowieka. Tekst był błędnie odczytywany był przez większość osób jako wychwalający wojnę.

Ocena: 7/10 

7. "Through The Never"
"Through The Never" jest zdecydowanie szybszy od poprzedników, przypomina trochę kawałki z poprzednich albumów. Utwór jest bardzo żywiołowy, pełny życia czego dodaje mu świetny riff. Na początku mam problemy z wyłapaniem jakichkolwiek wad. No, z czasem pojawia się słabe solo które nieco psuje ten kawałek. Naprawdę, można to było wykonać jakoś lepiej. Utwór ma filozoficzną tematykę: stawia pytania "czemu ten wszechświat istnieje? dlaczego żyjemy?". James twierdzi, że ludziom trudno jest zrozumieć ten mechanizm - ich umysł jest prosty, zbyt szybki w ocenie: "too quick to criticize / obligation to survive / we're hunger to be alive". Bardzo dobry numer.

Ocena: 9,25/10 

8. "Nothing Else Matters"
Chyba za dużo nie muszę mówić... ten utwór znają raczej wszyscy ludzie na świecie (albo prawie wszyscy). Kolejna ballada. Początkowo może i coś w sobie ma, jednak po niedługim czasie zaczyna się robić nudna. Prosta konstrukcja, podobnie jak w przypadku "Enter Sandman". W radiu leci niemal każdego dnia. Wielu ludzi uznaje ją za coś cudownego, co powoduje szybsze bicie serca, wyciskanie łez... akurat! Dla mnie jest to strasznie przereklamowane, i nudne. Irytuje mnie to że większość ludzi nie dostrzega świetnych utworów spoza tego "giganta z wielką dupą na cały świat": mnóstwo ludzi uważa, że jak słucha "Nothing Else Matters" to słucha już całej Metalliki, i zna jej całą twórczość. Mam dla nich wiadomość: poznajcie inne utwory i albumy tej grupy, bo tak naprawdę "Nothing Else Matters" jest słabe w porównaniu do nich. Utwór miał być pierwotnie o miłości Jamesa do pewnej dziewczyny. Jednak ten związek okazał się nietrwały i znaczenie tekstu zostało zmienione - opowiada o przyjaźni członków zespołu. Pierwsze cztery wersy utworu zostały rzekomo wypowiedziane przez umierającego dziadka Jamesa Hetfielda, co było dla niego inspiracją.

Ocena: 4,75/10 

9. "Of Wolf And Man"
No nareszcie! Najlepszy numer na płycie moim zdaniem. Po nudnym "Nothing Else Matters" ten kawałek jest jak lekarstwo na wszystkie cierpienia. Na początku, przed pierwszą zwrotką, gitary bardzo dobrze budują napięcie, a potem dochodzi taki "główny riff" i utwór się rozkręca. Wokal James'a brzmi tutaj bardzo dobrze, nie mam żadnych zarzutów. Nie dosyć, że perfekcyjnie zaśpiewany to jeszcze słuchanie instrumentów jest czystą przyjemnością! Często tak miałem, że męczyłem ten kawałek niemiłosiernie. Włączyłem sobie; skończyła się? Lecimy od nowa! Utwór świetnie brzmi również w wersji na żywo. Inspiracją do napisania tego tekstu było zainteresowanie myślistwem - James Hetfield razem ze swoim ojcem polowali często na zwierzynę. Tekst IDEALNIE oddaje atmosferę takich wieczornych łowów w lasach - "Off through the new day's mist I run / out from the new day's mist I have come / we shift / pulsing with the earth / company we keep / roaming the land while you sleep". Dobre, dosyć skomplikowane solo. Perfekcyjny numer.

Ocena: 10/10 

10. "The God That Failed"
Teraz dla odmiany mamy wolniejszy, cięższy i mroczniejszy utwór. Wreszcie jest ciężej, bez zbędnych elementów hard rocka. Przez cały czas trwania utworu słyszymy ciekawe riffy wykonane w bardzo dobrym stylu, nadają takiego dobrego smaku do tego wszystkiego. Wokal również mnie nie drażni, wszystko jest tak jak powinno. Pomimo tego nie potrafię jakoś zaliczyć go do perfekcyjnych, "Of Wolf And Man" było jak dla mnie najlepsze. W utworze wokalista krytykuje sekty różnego rodzaju - matka James'a należała do sekty "Stowarzyszenie Nauki Chrześcijańskiej". Wkrótce potem zachorowała na raka; ponieważ jej religia zabraniała jej korzystać ze środków współczesnej medycyny, męczyła się i wkrótce potem zmarła. Tekst z dosyć smutnym, aczkolwiek ważnym przesłaniem.

Ocena: 9,75/10 

11. "My Friend Of Misery"
Nastrój, który panuje przez cały utwór jest dosyć przygnębiający. Słyszymy smutny, aczkolwiek dobry riff. W okolicach refrenu utwór zaczyna brzmieć bardziej pogodnie. W utworze wokalista opowiada o oszustwach, zakłamanych mediach oraz niewiarygodnych politykach. Brzmienie instrumentów niezbyt do niego pasuje - gdy usłyszymy ten riff, może nam się wydawać, że tekst mówi o śmierci, tragedii i nieszczęściu. Klimatyczne solo i melodia, nastrój jaki wywołuje przypomina mi ten, który możemy odczuć w późniejszych częściach piosenek "Staystrong", "Frontlines" i "Corrosion Creeps" z albumu "Dark Ages" autorstwa Soulfly. Utwór ten można też długo męczyć, podobnie jak "Of Wolf And Man" - jest bardzo dobry.

Ocena: 8,25/10 

12. "The Struggle Within"
Chyba najszybszy utwór na płycie. Przez 30 sekund słyszymy gitary próbujące budować napięcie. Potem utwór się rozkręca i trochę przypomina "Holier Than Thou". "The Struggle Within" jest jednak od niego znacznie lepsze, brzmi znacznie lepiej: słyszymy dobry riff dodający całego dobrego smaku, dobry wokal, ogólnie nie mam raczej większych zarzutów. Chociaż w porównaniu do "Of Wolf And Man", czy chociażby "The Unforgiven" kawałek jest wyraźnie słabszy, po prostu w porównaniu do nich czegoś zdecydowanie tu brakuje. Wokalista w utworze opowiada o niezdecydowaniu, wewnętrznej walce i rozdarciu.

Ocena: 7,75/10  

Podsumowując, album Metallica jest całkiem ciekawym albumem. Owszem, w porównaniu do poprzedników Metallica zagwarantowała nam ogromne zmiany, jednak album nie został pozbawiony dobrego smaku. Mieszanka hard rocka i heavy metalu może zrobić jakieś tam wrażenie. To co drażniło mnie na tym albumie to to, że był pozbawiony schematów rodem z poprzedników. Muzyka była zdecydowanie za prosta, wpływów hard rocka było o wiele za dużo, a wokalista w niektórych momentach brzmiał jak pajac. Pomimo tego album ma również wiele ciekawych zalet, jak na przykład uniwersalny styl, świeżość którą możemy usłyszeć nawet dzisiaj, różnorodność oraz klimat.

Okładka: 8/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,25/10

Ocena końcowa: 9/10

Zalety:
- różnorodność
- żywiołowość
- klimat
- świetne kompozycje
- świetne teksty
- dobry wokal

Wady:

- zbyt duża ilość elementów hard rocka
- wokalista czasem drażnił wokalem
- prostota doprowadzona do skrajności
- rezygnacja z najlepszych elementów muzyki Metalliki


Metallica - Master Of Puppets


Master Of Puppets jest trzecim albumem Metalliki, został wydany 3 marca 1986 roku nakładem Elektra Records. Po wydaniu Ride The Lightning Metallica była jeszcze bardziej nakręcona na tworzenie muzyki. Formuła była prosta, aczkolwiek bardzo trudna do zrealizowania: trzeba było stworzyć album który nie dość że będzie kipiał świeżością, to jeszcze będzie bardzo rasowy. W ruch poszły pomysły Cliffa i reszty grupy, jednak to mistrz tutaj decydował. Po trzech miesiącach, nowy album był ukończony 2 dni po świętach. Gdy zaczęła nadchodzić wiosna, Master Of Puppets ujrzał światło dzienne, przy okazji podbijając rynek komercyjny. Album zyskiwał największe możliwe noty, a na Billboard 200 zyskał (o dziwo) 29 pozycję.

Na okładce widzimy mnóstwo białych krzyży - grobów żołnierzy poległych na wojnie, a nad nimi dłonie trzymające sznurki, które dotykają każdego z tych grobów. Wskazuje to już na to, że mamy do czynienia z albumem, na którym dominują teksty o manipulacji i wojnie. Jedna z lepszych okładek Metalliki. Przechodzimy do utworów.


1. "Battery"
Utwór rozpoczyna się spokojnym intrem, nieco w stylu "Harvester Of Sorrow". Następnie słyszymy bardzo dobry riff, który z czasem się rozkręca. Dalej jednak gdy go słyszymy, nieco się psuje; wyraźnie słychać że czegoś tu brakuje. Ale tak sobie myślę, że "Battery" został napisany najwcześniej na płycie, to może być przyczyna tego niskiego (jak na Master Of Puppets) poziomu. Akurat jedyny utwór z tej płyty, który mi się jedynie "podoba". Tak, dobrego określenia użyłem. Utwór nie jest idealny. Jego najlepszą cechą jest to, że jest szybki i thrashowy; niby bardzo dobry, ale brakuje mu tego co mają wszystkie następne utwory: profesjonalizmu. Tekst również jest podobny do tego z "Harvester Of Sorrow" - opowiada o człowieku, który oszalał i zabija wszystkich dookoła. Trochę mało kreatywne.

Ocena: 9,75/10  

2. "Master Of Puppets"
Numer tytułowy. Znany większości ludzi. Dosyć długi, aż osiem minut. Jednak nie znalazłem w nim ani jednego nudnego momentu. Świetny riff. Świetny - zresztą za mało powiedziane. Bardzo rasowy, agresywny, thrashowy... ogólnie mówiąc coś, czego ludzie na pewno się nie spodziewali gdy album został wydany. Im dłużej tego słucham, tym bardziej jestem ciekaw co zastaniemy dalej. Świetny, klimatyczny refren, bardzo dobre solówki, ogólnie mówiąc nie mam żadnych zastrzeżeń. Jeden z najlepszych utworów Metalliki jakie słyszałem. Świetny styl, wiele zwrotów akcji. Tekst możemy zinterpretować na dwa sposoby: 1) mówi o narkotykach, oraz o tym jak zniewalają ludzi - widać to choćby w wersach "taste me, you will see / more is all you need / dedicated to / how I'm killing you!", 2) opowiada o ludziach w rządach, który manipulują zwykłymi obywatelami, co widać w słowach "needlework the way / never you betray". Miejscami widzimy również skargi skrzywdzonego człowieka, który pyta czemu obietnice dawane przez polityka okazały się kłamstwem (parę słów po pierwszej solówce oraz ostatnia zwrotka). Bardzo, bardzo dobry kawałek.

Ocena: 10/10  

3. "The Thing That Should Not Be"
Ciekawy numer z mrocznym riffem. Wolniejszy od poprzednich. Ten cały mrok czuć już od początku. Słyszymy gitary budujące napięcie, utwór się rozkręca. W porównaniu do poprzedników "The Thing That Should Not Be" jest prostszy, ma bardziej ponury i ociężały klimat. W czasie zwrotki i refrenu nieco się uspakaja, jednak klimat nie cichnie. Całe napięcie ze zwrotek i refrenu usuwane jest słowami "hunter of the shadows is rising / immortal" oraz "in madness you dwell" pod koniec refrenu, co mogę nazwać czymś w rodzaju katharsis, następnie wszystko zaczyna się od nowa. Solówka robi bardzo ciekawe wrażenie. Zwróćcie uwagę na brzmienie gitary prowadzącej w tle: ponure, i ociężałe. A solówka cicha, aczkolwiek bardzo żywiołowa i agresywna. Wszystko się w tym momencie uzupełnia jak mąż pantoflarz, i kobieta z patelnią w łapie pilnująca go jak ten myje podłogę... lub jak kto woli, piękna i bestia. W wersji z albumu S&M też prezentuje się naprawdę dobrze. Tekst w utworze na pierwszy rzut oka wydaje się bez sensu, zmienia się to jednak, gdy dowiadujemy się, że inspiracją do napisania tego była jedna z książek H. P. Lovecrafta, którego Cliff był wielkim fanem.

Ocena: 10/10

4. "Welcome Home (Sanitarium)"
 Numer czwarty u Metalliki - wiadomo, że będzie to ballada. W intrze słyszymy bijący zegar, symbolizujący upływający czas. Następnie utwór nabiera kształtów: spokojne pogrywanie na gitarze które ciągnie się jeszcze w czasie zwrotek, by w czasie refrenu przejść całkowitą przemianę: nabrał nieco agresji. Utwór jest o człowieku, który został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, mimo, iż był całkowicie zdrowy, co sprawia, że kuracja staje się manipulacją. Po drugim refrenie utwór przyspiesza, nabiera cech mocniejszych utworów z tego albumu, słyszymy świetne solo i melodyjne brzmienie. Pod koniec utworu główny bohater stwierdza, że jedyną metodą ucieczki z tego miejsca jest pozabijanie ludzi próbujących temu przeszkodzić. "Mirror stares back hard / Kill, it's such a friendly word / Seems the only way / For reaching out again". Jeden z pierwszych utworów tego zespołu, który mi się kiedyś spodobał.

Ocena: 10/10

5. "Disposable Heroes"
"Disposable Heroes" jest jednym z szybszych, i cięższych kawałków na tej płycie. Długi - podobnie jak tytułowy, trwa osiem minut. Intro do utworu kojarzy mi się trochę z utworami "The Four Horsemen" z albumu Kill'em All oraz z "Creeping Death" z poprzedniego albumu Metalliki. Po około 30 sekundach, utwór zaczyna się rozkręcać: w tym momencie gitary brzmią trochę jak orkiestra symfoniczna, by następnie przerodzić się w jeden z najlepszych riffów jakie Metallica stworzyła. Bardzo ciekawymi częściami utworu są również zwrotka, w której James śpiewa melodyjnym, klimatycznym wokalem (bez żadnych przesterowań), oraz refren w którym wokalista wręcz emanuje agresją śpiewając słowa: "Back to the fronts! You will do what I say, when I say: Back to the fronts! You will die, when I say: you must die! Back to the fronts!". Utwór jest o żołnierzu, który nie wiedział o co walczy, a zginął na wojnie. Metallica krytykuje wojny i konflikty. Zwrotki zawierają słowa, zdania jakie mógłby wypowiedzieć żołnierz wysłany na wojnę, a refren, jak można się domyśleć, brzmi jak słowa dowódcy. Bardzo dobry utwór, przez te osiem minut nigdy nie przewijam, nie znalazłem żadnego nudnego elementu. Wszystko idealnie do siebie pasuje.

Ocena: 10/10

6. "Leper Messiah"
Utwór jest zdecydowanie wolniejszy od poprzedniego. Na początku słyszymy intro, z którego powoli formuje się całkiem przyjemny riff. Następnie wszystko składa się w świetną całość: perkusja nieco w stylu "Walk" Pantery (tyle że szybsza), pełna rytmika, oraz prosty w budowie riff, niezaprzeczalnie lepszy od tego z "Enter Sandman". Tak samo jak w przypadku poprzedników, do wokalu również nie mam zastrzeżeń. James brzmi naprawdę świetnie, tyle w temacie wokalu. Utwór wręcz emanuje energią, oraz profesjonalizmem: grupa w jednej chwili potrafiła przejść z jednego stanu w drugi: po rytmicznej, żywej kompozycji przyszedł czas na jedną z lepszych solówek Metalliki: gitara rytmiczna i prowadząca bardzo dobrze się uzupełniają, tworząc bardzo podniosły nastrój, nieco w stylu "Disposable Heroes". Tekst jest atakiem na Kościół, a właściwie kontratakiem. Zespoły metalowe były (i nadal są) uznawane przez Kościół jako satanistyczne. Zatem w tym utworze Metallica kontratakuje, stwierdzają, że Kościół wyłudza pieniądze od naiwnych ludzi ("send me money, send me green / heaven you will meet") i wymieniają jego wady. Grupa zarzuca kościołowi manipulację ludźmi.

Ocena: 10/10

7. "Orion"
Utwór instrumentalny. Nie przepadam za takimi, ale o dziwo, ten jest chyba jedynym instrumentalem, którego lubię sobie czasem posłuchać. Bardzo klimatyczny, wiele zwrotów akcji, ciekawych riffów i melodii. Widzimy w tym utworze jak i w poprzednich duży wkład Cliffa Burtona. Mi się cały kawałek podoba, jednak to kwestia tego co kto lubi - jednym się spodoba, innych znudzi.

Ocena: 9,5/10

8. "Damage Inc."
Chyba najszybszy i najmocniejszy numer na płycie, a zarazem jeden z najlepszych. Przez pierwszą minutę słyszymy łagodne intro zagrane przez Cliffa Burtona, które jest zwyczajną ciszą przed burzą. Po jakimś czasie zaczynamy słyszeć perkusję i gitarę, która brzmi zajebiście szybko. Przypomina trochę "The Joker" Acid Drinkers z albumu Infernal Connection. Żywy utwór, gdy się go słucha, aż chce się żyć. W refrenie instrumenty odrobinę zwalniają i pod koniec jego słyszymy wyszeptane słowa "damage incorporated", które dodają całej kompozycji tajemniczości. Tekst wydaje się być dosyć agresywny, podobny do "My Apocalypse" z Death Magnetic, które prawdopodobnie było wzorowane na tym numerze. Są różne możliwości intepretacji: 1) mowa tu jest o mafii (w Nowym Jorku była kiedyś organizacja o nazwie "Murder, Inc."), wskazują na to wersy w rodzaju tych: "slamming through don't fuck with razorback / stepping out you'll feel our hell on your back", 2) jest to wizja bezprawia, które zapanuje na świecie w przyszłości, w świecie pełnym szumowin i bezradności. Solówka przypomina mi trochę utwór "The Outlaw Torn" z płyty Load, wprowadza atmosferę pełną niepokoju. Mocny kawałek zamykający płytę idealnie pasuje do otwierającego krążek "Battery".

Ocena: 10/10

Podsumowując Master Of Puppets nie ma sobie równych. Jest to album idealny. Po prostu trudno mi sobie wyobrazić to, że zwykły człowiek (a co dopiero banda 22-latków) dała radę stworzyć takie coś. Aby osiągnąć tak wielki sukces trzeba mieć coś znacznie więcej niż słuch absolutny. Według mnie trzeba być kimś nie z tej ziemi. Niesamowita rasowość, zgranie, agresja, brutalność... jest tu wszystko co prawdziwy metal mógłby sobie zamarzyć. Każdy utwór nie dość że jest inny, to jeszcze bardzo dobry. Jak już mówiłem, album idealny. Szkoda że dobra passa Metalliki została przerwana przez wypadek w 1986 roku, i śmierć Cliffa Burtona.

Okładka: 10/10 (pasuje do tekstów i charakteru całego albumu)
Teksty: 10/10
Kompozycje: 10/10

Ocena końcowa: 10/10


Zalety:
- Cliff Burton i jego ogromny wkład
- Świetne solówki
- Świetne kompozycje
- Świetne teksty, niektóre z nich sprawiają, że zastanawiamy się nad różnymi sprawami
- Nie znalazłem utworów słabych i przeciętnych

Wady:
- Nie znalazłem

12 komentarzy:

  1. "Najprostszy na płycie moim zdaniem."

    I tak Highway To Hell nie przebije w "prymitywności" (bez urazy). xD

    Recenzja (właściwie porównanie) całkiem fajna, lecz po czach mi bije te bezkrytyczne zapatrzenie w Mastera (wystawianie 10/10 przy ocenie dla Battery - 9,75 xD) i trochę nieadekwatna ocena dla Battery (wręcz zawyżona, skoro tylko ci się "podobał"). Reszta okej, w końcu twoja opinia, lecz nie przesadzajmy, że ten album jest bez wad... W końcu wszystko ma swoje zady i walety... Przepraszam, zalety i wady, nawet sam Master.
    Reszta jak pisałem, w porządku. ;)
    Tak swoją drogą, NEM to nie jest aż tak tragiczny utwór. :) Wykonanie z symfonią zasługuje na uznanie. xD

    OdpowiedzUsuń
  2. "Zalety: dobry wokal
    Wady: wokalista czasem drażnił wokalem"

    No to w końcu wokal na tym albumie jest wadą, czy zaletą? ;) Jeżeli "czasem drażnił", to w zaletach powinno być "czasem dobry wokal".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Paweł Pałasz, mój wspólnik MrCommando1995 sam przyznał że źle zrobił tą recenzję. Obecnie oczekuje ona na remake. :)

      Usuń
    2. Przy okazji, damy znać jak pojawi się remake recenzji.

      Usuń
  3. Przede wszystkim, jeśli "Orion" się komuś nie podoba (czy jakikolwiek inny instrumental Mety i jakiekolwiek innego zespołu), to znaczy, że jest ograniczony gustem. Należy słuchać wielu stylów muzycznych, a nie zamykać się tylko na metal.

    Co do recenzji, jest nawet dobra, ale jest sporo byków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz jest taki głupi że postanowiłem go przywrócić xD
      Przede wszystkim to nie mam pojęcia co żeś zjarał przed napisaniem tego komentarza. Stwierdziłeś, że niby Orion nam się nie podoba, gdyż jesteśmy ograniczeni gustem. Orion to jest 100% metalu idioto! Otwieraj się sobie sam na inne gatunki muzyczne, my tutaj recenzujemy metal oraz jego pochodne.

      Usuń
  4. Faktycznie stylistyka u was lezy jak i profesjonalizm w pisaniu recenzji ale zakladam, ze jestescie jeszcze dosc mlodzi dlatego wszystko przed wami.mimo powyzszych zarzutow lekko i przyjemnie sie to czyta;) pzdr

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyżej napisałem, że nam obu nie spodobała się ta recenzja :) Poza tym, to były nasze początki. Teraz mamy maj 2015, polecam zapoznać się z naszymi nowszymi recenzjami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Można liczyć na jakiś remake, bo ta recenzja jest kiepska ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to jest do dupy. Commando miał zrobić, nie ma on jednak na to czasu.

      Usuń
  7. Ja najbardziej lubię "Ride the Lightning" i "...And Justice for All", a na trzecim miejscu jest u mnie "Master of Puppets" ;) Lubię go, ale kompletnie nie przemawiają do mnie trzy kawałki - "Disposable Heroes", "Leper Messiah" i "Damage Inc.".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla mnie te trzy które wymieniłeś podobają się najbardziej :) Nie lubię tylko Battery.

      Usuń

Obserwuj nas!