Wyszukaj

7 stycznia 2014

Konfrontacja: Sepultura - Bestial Devastation vs Sarcofago - Rotting (remake)


Witam w kolejnej konfrontacji. Gdy patrzę na niektóre stare wpisy na naszym blogu zastanawiam się, czy przypadkiem nie pisał tego 15-latek. Wiecie, recenzje wychodziły w dosyć krótkich odstępach czasowych, wszystko było opisywane krótko; to nie należało do rzeczy profesjonalnych. To co robimy teraz wprawdzie też nie jest, ale jak już mówiłem, wciąż się z Commando uczymy tej sztuki. Dzisiaj omówię dwie ważne Brazylijskie EP-ki, albumy słynące z kontrowersyjności, oraz pewnej oryginalności. Opowiem co nieco o dwóch grupach z Belo Horizonte, które początkowo wydawały się stać na tym samym poziomie; późniejsze lata ukazały, która spośród owych grup wybiła się poza Cogumelo Records, oraz Belo Horizonte. Przed wami: Sepultura - Bestial Devastation vs Sarcofago - Rotting.


Sepultura - Bestial Devastation



Bestial Devastation jest pierwszą EP-ką brazylijskiej grupy death metalowej Sepultury. Została ona wydana 1 grudnia 1985 roku nakładem Cogumelo Records. Sepulturę utworzyli w połowie 1984 roku bracia Max (początkowo gitarzysta) i Igor Cavalera (perkusista). Do czasu gdy do grupy dołączył Wagner Lamounier (wokalista), chłopaki nie wiedzieli jaki gatunek mają grać (rozważali wiele propozycji, byle to była muzyka gitarowa); pod wpływem świeżo zatrudnionego wokalisty chłopaki zaczęli grać death metal. Niedługo potem dołączyli Jairo Guedz (gitarzysta) i Paulo Jr (basista). W marcu 1985 roku, wskutek nieporozumień z grupy zostaje wyrzucony Wagner Lamounier, inspiracje ciężkim metalem jednak pozostały. Chłopaki wypożyczyli sprzęt, wynajęli studio, i zaczęli tworzyć nowy album. Nowy krążek został zauważony przez niewielką publiczność.

Jak to w przypadku pierwszego albumu bywa, okładka jest brzydka i prymitywna. Przedstawia ona demona uciskającego kościół. Poniżej widać kroczącą kostuchę, oraz trzy krzyże. To co najbardziej mnie zaskoczyło, to ten demon sam w sobie; czemu jego skrzydła wyglądają jak uszy słonia? I czemu napis "Sepultura" jest tak ohydny? Ponieważ Bestial Devastation jest pierwszym krążkiem grupy, nie ma sensu za bardzo rozwodzić się nad grafiką. Poza tym, definitywnie chłopaki nie mieli kasy na dobrego artystę, przez co wyżej ukazaną okładkę musiał narysować Igor Cavalera.


1. "The Curse"
Intro. Słychać bicie dzwonów oraz wiejący wietrzyk. Co to właściwie jest? Czy miało to służyć do zbudowania napięcia? Po chwili możemy usłyszeć czyjś "złowieszczy głos" wypowiadający słowa: "Rzucono klątwę, strzeżcie się! Władca śmierci wypowiedział wojnę. Szatan rozpocznie zniszczenie, będzie przewodził bestialskiej dewastacji". W teorii intro wyglądałoby całkiem nieźle, w praktyce? Niekoniecznie. Wiatr w tle przypomina dmuchanie do mikrofonu, a głos na pierwszym planie brzmi jakby był wypowiedziany przez menela na sterydach. W jednym ze wcześniejszych wywiadów grupy, Igor Cavalera stwierdził, iż do wypowiedzenia tej kwestii zatrudnił kolegę, który bez żadnych przesterowań wypowiedział słowa z intra.

2. "Bestial Devastation"
Wreszcie, jest muzyka. Po 40 sekundach ubawu przy intrze jest ona jak wybawienie. Zwłaszcza że Sepultura od początku zaczyna grać naprawdę przyjemnie. Trochę to prymitywne, ale jak na początek jest nieźle. Nisko nastrojona gitara, do tego agresywna perkusja która równie dobrze mogłaby rozbrzmiewać na Hate grupy Sarcofago... Po usłyszeniu zwrotki przechodzą ciarki po plecach; w jej czasie słyszymy bardzo dobrą sekwencję riffów, szybką perkusję, złowieszczo brzmiący wokal. Zdarzą się czasem ciekawe zwroty akcji w postaci zwolnień, solówek, czy chociażby zmiany riffów; słychać jednak że to granie jest jeszcze surowe, i dla grupy czegoś brakuje. Utwór jest o walce ludzkości z siłami zła. Wkrótce z owego konfliktu rodzi się nuklearna wojna.

Ocena: 7,5/10 (wraz z intrem)

3. "Antichrist"
Utwór został napisany przez Wagnera Lamouniera. Jak można się spodziewać, "Antichrist" będzie czymś w rodzaju korzeni Sarcofago. Jakiś czas temu przesłuchiwałem I.N.R.I. wyżej wymienionej grupy, tak więc wiadomo jak do tej sprawy podszedł Wagner. Utwór jest dosyć ubogi. Ma cały czas ten sam schemat, przez co słuchacza zaczyna po jakimś czasie denerwować monotonia. Poza tym, kawałek dosyć szybko się nudzi, jak dla mnie najsłabszy numer z tej płyty. Utwór jest o antychryście, który ma wkrótce przybyć na Ziemię.

Ocena: 5/10

4. "Necromancer"
"Necromancer" jest zdecydowanym numerem jeden na tej płycie. Słuchając go wiedziałem, że grupa włożyła w niego mnóstwo serca i czasu. Wiecie, utwór który został nagrany pierwszy na płycie musi mieć coś w sobie. "Necromancer" jest solidną dawką death metalu: kompozycja lekko zawiewa prymitywnością, nie przeszkadza mi to jednak w cieszeniu się utworem. Czasem zdarzają się jakieś ciekawsze zwroty akcji, równie dobrze utwór mógłby znaleźć się na Schizophrenii. Utwór jest o Nekromancie - czarowniku który ożywia zmarłych, by ci walczyli po stronie zła.

Ocena: 8,25/10

5. "Warriors Of Death"
"Warriors Of Death" wydaje się być zrzynką z utworu "Bestial Devastation" - kawałek ma dokładnie ten sam schemat, jedyne co zostało zmienione to tekst i kompozycja. W porównaniu do "Bestial Devastation", ta ścieżka wydaje się być nieco bardziej klimatyczna, poszczególne riffy są lepiej dopracowane, a tekst to po prostu zupełnie inna bajka. Nie ma tam żadnych szatanów, demonów, antychrystów... "Warriors Of Death" jest o pewnej armii, która idzie do wroga na śmierć. Patrząc na ten tekst wydaje mi się że obecne Soulfly i Cavalera Conspiracy cofają się właśnie do tego typu tekstów.

Ocena: 7,75/10

Podsumowując Bestial Devastation jest średnie. Nie oczekiwałem jednak wielkiej rewolucji, jest to w końcu pierwsza płyta wydana niecały rok po utworzeniu grupy. Wiem jednak że grupa starała się zrobić co tylko się da, by Bestial Devastation brzmiało dobrze przy niewielkiej ilości forsy. Kompozycje są w miarę dobre, zdarzyło się coś co nie do końca się ze sobą gryzło, jest to jednak lepsze od tego co się działo na Roorbacku czy A-Lex Nowej Sepultury. Teksty są raczej kiepskie, nie ma to jak tłumaczyć je z portugalskiego na angielski. Nie dziwi mnie także fakt, że fani po prostu zapomnieli o tym albumie: nie byłem zbyt usatysfakcjonowany po przesłuchaniu tego albumu, jedyne co sobie pomyślałem to "dziwna była ta Sepultura". Całe szczęście po 1986 roku Max Cavalera przestał zajmować się tą muzyką, zapewne zauważył że to nie jest w jego stylu.

Zalety:
- Różnorodność
- Włożony trud w album
- Bardzo dobry utwór "Necromancer"
- Ciekawa atmosfera

Wady:

- Prymitywność
- Kiepskie teksty
- Niski budżet
- Słaba jakość nagrań


Okładka: 5/10
Teksty: 6/10
Kompozycje: 6,5/10

Ogólna ocena: 6/10



Sarcofago - Rotting


Rotting jest drugim albumem (w tym pierwszą EP-ką) brazylijskiej grupy death metalowej Sarcofago. Został wydany 6 sierpnia 1989 roku nakładem wytwórni Cogumelo Records. Album zapowiadał pewne zmiany w twórczości grupy. Gdy na I.N.R.I. znajdowały się przede wszystkim szybsze utwory zagrane na brudno, tutaj zdecydowanie bardziej dopracowano brzmienie: kawałki były bardziej ustabilizowane, zastosowano również niektóre elementy elektroniki; przy okazji nagrano remake utworu "Nightmare" by ukazać to jak przez te 3 lata zmieniło się Sarcofago. Pojawił się również utwór "Tracy", który ujawniał w którą stronę poszła grupa, ale o tym szerzej za chwilę. Album przemknął praktycznie bez echa, jedyny aspekt znany wśród większej publiczności jest kontrowersyjna okładka.

Jak przed chwilą powiedziałem, okładka ukazuje kontrowersyjny obraz. W tej chwili mamy porządną zapowiedź ostrej jazdy jaką zagwarantuje nam Sarcofago. Śmierć wylizuje (nie wiem jakim cudem) twarz szyderczo uśmiechniętego Jezuska, przy okazji namiętnie go obejmując. Z tego powodu twarz syna bożego pokrywa się bliznami, i zaczyna gnić. Fajnie się na okładkę patrzy, została narysowana z dbałością o szczegóły. Jest to zdecydowanie najlepsza okładka z serii "obrazoburcze" jaką dotąd widziałem, nie miałem wątpliwości. Skoro okładka ryje beret, to czemu nie album? :)


1. "Rotting"
Pierwszy utwór z albumu prezentuje się obiecująco. Co dziwne, utwór kojarzy mi się z Sepulturą: utwór brzmi jak remake pewnego utworu z albumu Morbid Visions przeniesiony na Schizophrenię (rzecz jasna remake zagrany z Jairo Guedzem). Dosyć spokojny, aczkolwiek wpadający w ucho riff. Od 0:40 "Rotting" zaczyna się rozkręcać. Przez dłuższy czas utwór ma spokojne tempo, po jakimś czasie następuje speed-up który raczy nas przez dosyć długi czas. Kompozycja jest dosyć skomplikowana, co chwila jesteśmy atakowani innym riffem, czasem zdarzy się solówka, czy chociażby część wokalna. Co do perkusji, znacznie bardziej wolę szybkie, bezcelowe napierdalanie w bębny od nienaturalnych strzałów automatu perkusyjnego. Jak można się domyśleć, utwór jest atakiem na chrześcijan. Przy pomocy bluzgów i negatywnych uwag Wagner stara nam się przytoczyć powody dlaczego nie warto wierzyć w boga. Przy okazji opowiada o rychłym upadku chrześcijaństwa, który najprawdopodobniej wkrótce nastąpi.

Ocena: 8,25/10

2. "Sex Drinks And Metal"
Od początku Sarcofago wali w nas pociskami naprawdę surowej dawki metalu w stylu I.N.R.I., tyle że z większym chaosem. Ledwo łączę wątki, zastanawiam się co to kurna jest? Iście szybka perkusja, niezrozumiałe jęki, niezrozumiałe gitary oraz brak jakiegokolwiek sensu. Kawałek kojarzy mi się nieco z Bestial Devastation Sepultury, oraz Hell Awaits Slayera, zdecydowanie. Wiem że to było celowe, zdaję sobie również sprawę że niektórych takie młóćki kręcą. Jak tego słucham, zastanawiam się "z jakiej racji ma kogoś to interesować, przecież to jest niezrozumiały bełkot!". Całe szczęście, "Sex Drinks And Metal" jest krótkie jak na utwór z albumu Rotting. Jak sama nazwa wskazuje, utwór jest o seksie, alkoholu i metalu. Ponieważ w latach 80-tych kościół dosyć często potępiał wyżej wymienione czynności, Sarcofago to podłapało, i postanowiło napisać o tym wszystkim piosenkę. Według grupy te czynności są takie złe, że aż świetne.

Ocena: 4,25/10

3. "Nightmare"
Oryginalnie utwór znalazł się na albumie I.N.R.I. z 1986 roku; w porównaniu do poprzedniego albumu, to "Nightmare" zostało zagrane bardziej ustabilizowanie, klimatycznie. Nie ma już takiej bezsensownej monotonności i nudy, kawałek jest ciekawą, klimatyczną bombą. Ponieważ Wagner Lamounier kupił ten sam model gitary co miał Jairo Guedz, utwór zdecydowanie brzmi jak odrzut z Morbid Visions. Ponieważ utwór przez dłuższy czas jest dosyć spokojny, wiem że w pewnym momencie nastąpi ten magiczny moment speed-up'u. I oczywiście, nie myliłem się. W porównaniu do utworu "Rotting", speed-up jest zdecydowanie bardziej ustabilizowany i krótszy. Zdecydowany mój numer 1 na tym albumie. Utwór jest o osobie, która ma sen o zejściu do piekła. Opowiada ona co widziała w tym śnie, oraz co czuła patrząc na wszystko co ją otaczało.

Ocena: 8,75/10

4. "The Lust"
"The Lust" jest przerywnikiem, czymś w rodzaju bezsensownego zapychacza z którymi miałem czelność się spotkać na Dante XXI Nowej Sepultury. "The Lust" jest jakby odpowiednikiem "The Curse". Nie słyszymy jednak przedmowy która niszczy ludzkie umysły i katuje nasze gardła głośnymi rykami ze śmiechu. Ot co, słyszymy dźwięki z taśmy porno: jęczące kobiety. Często również pojawiały się inne efekty, typu niskie ryki, uszojebne piski. Skoro już Sarcofago pokusiło się na okładkę przedstawiającą szkielet liżący Jezusa, oraz utwory które zrażą niejednego katolika, "The Lust" nie mogło tutaj zabraknąć ;) Zdecydowanie najdziwniejszy przerywnik z jakim miałem do czynienia.

BRAK OCENY

5. "Alcoholic Coma"
Słysząc pierwsze riffy mam wrażenie że nad "Alcoholic Coma" Sarcofago zaczęło pracę jeszcze za czasów I.N.R.I., a skończyło z nim dopiero w 1989 roku. Słychać że tempo jest nieregularne: to zwolnienie, to speed-up, to znowu zwolnienie, to speed-up; "Alcoholic Coma" jest raczej chaotycznym kawałkiem, przez pewien czas miałem problem z oswojeniem się z tym utworem. Gdy ponownie przesłuchałem "Sex Drinks And Metal" uznałem, że nad "Alcoholic Coma" niepotrzebnie się rozwodzę. Niestety, w pewnym momencie perkusja zaczęła drążyć mi dziurę w głowie (perkusista gra jakby był robotem). Jedyne co w miarę cieszy to kompozycja. "W miarę" to jest dobre słowo, mianowicie słyszymy riff niemalże zerżnięty ze "Slaves Of Pain" Sepultury z albumu Beneath The Remains. Potem jest dosyć krótki breakdown, solo, i znowu speed-up. Utwór jest o pewnym człowieku który uznał że powinien się zabawić. Zamówił dziwkę, zerżnął ją, a na koniec wypił Smirnoffa. Nieświadomy co się wokół niego dzieje, bohater wychodzi na ulicę by "cieszyć się z małych rzeczy". W pewnym momencie zostaje najprawdopodobniej potrącony przez samochód, po czym dostaje śpiączki i ląduje w szpitalu.

Ocena: 8/10

6. "Tracy"
Pamiętam jak po raz pierwszy włączyłem "Tracy"; nie znałem jeszcze The Laws Of Scourge, nie wiedziałem więc skąd ta zmiana. Zastanawiałem się skąd takie lekkie balladowe pogrywanie, przecież to nie jest w stylu Sarcofago! Miłośnicy ballad nie pocieszą się długo lekkim pogrywaniem, wkrótce zaczynamy słyszeć bardzo dobry, wpadający w ucho riff. Kawałek jest jednak wolniejszy od pozostałych, ustabilizowane tempo, + perkusja która pracuje trochę jak automat perkusyjny (przez dłuższy czas wałkuje to samo walenie). W pewnym momencie kawałek brzmi trochę jak "A Touch Of Evil" z albumu Painkiller grupy Judas Priest. Jak tytuł wskazuje, utwór jest o kobiecie o imieniu Tracy. Została ona zamordowana przez psychopatę który zezłościł się pod wpływem pewnych słów.

Ocena: 7,75/10

Podsumowując Rotting jest zaskakującym dziełem. W porównaniu do I.N.R.I. album wydał mi się znacznie lepszy, nawet pomimo tego że Rotting jest EP-ką. Każde ponowne zajrzenie do tego albumu będzie mi się kojarzyć głównie z Jezuskiem obmacującym się ze szkieletem, oraz z brzmieniem przypominającym dosyć Sepulturę z czasów Morbid Visions. Parę rzeczy mi jednak w tym albumie nie pasowało, mianowicie pierwsze skrzypce grała chaotyczna, głośna perkusja. Gitarę czasem ledwo się słyszało, chyba jedynie do wokalu nie mam pod względem brzmieniowym zastrzeżeń. Trochę też dziwi fakt, że w 1989 roku Rotting nie przyniósł większych sukcesów dla grupy, gdy tymczasem jej główny konkurent (Sepultura) z każdym albumem stawał się coraz lepszy. Nie licząc tych wad, warto zapoznać się z albumem. Gwarantuję jednak to, że gdy się usłyszy takie The Laws Of Scourge, na pewno Rotting pójdzie w odstawkę. Na początek przygody z Sarcofago, gorąco polecam.

Zalety:
- Dobre teksty
- Przyzwoite kompozycje
- Świetna, kontrowersyjna okładka
- Przerywnik "The Lust" ryjący beret
- Agresja

Wady:
- Przedawkowanie chaotyczności
- Słaba jakość nagrań
- Album jest beznadziejnie zmiksowany


Okładka: 10/10
Teksty: 8/10
Kompozycje: 7,25/10

Ogólna ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!