Wyszukaj

24 lutego 2014

Konfrontacja: Sepultura - Beneath The Remains vs Sodom - Tapping The Vein


Witam w kolejnej konfrontacji! Z tej strony Adi666! Wraz z dzisiejszym wpisem rozpoczynamy nową serię remake'ów starych konfrontacji, które niegdyś spartoliliśmy. Jak już parę razy wspominaliśmy, robimy to po to, aby nasze recenzje czytało się jeszcze lepiej. Dzisiaj na warsztat weźmiemy dwa, charakterystyczne zespoły grające thrash metal. Wyżej wymienione płyty pomimo tego, że są do siebie dosyć podobne, przyniosły nowy rozdział w karierach zespołów z Brazylii i Niemiec. Nikt nie ma wątpliwości, które z tych dzieł osiągnęło większą popularność. Który jednak ocenię lepiej? Przed wami: Sepultura - Beneath The Remains vs Sodom - Tapping The Vein.


Sepultura - Beneath The Remains



Beneath The Remains jest trzecim albumem studyjnym brazylijskiej grupy thrashmetalowej Sepultury. Został wydany 7 kwietnia 1989 roku nakładem Roadrunner Records. Po wydaniu Schizophrenii, chłopakom z Brazylii otwierają się wrota do popularności. Jeszcze przed wydaniem albumu, Max Cavalera wyjeżdża do Nowego Jorku, w celu rozmowy z właścicielem Roadrunner Records. Po udanej konwersacji, Sepultura zatrudnia znanego producenta babrającego się w muzyce death metalowej, Scotta Burns'a, współpracującego ówcześnie z Morbid Angel, Obituary i Death. Beneath The Remains miało być inspirowane brzmieniem takich grup jak Kreator, czy Slayer. Po wydaniu albumu, grupa wybrała się w trasę koncertową po Europie. Obecnie Beneath The Remains uznawane jest za klasykę thrash/death metalu.

Okładka została stworzona przez Michaela Whelana. Nazwana została "Nightmare In Red": przedstawia ona czaszkę na której znajdują się róże, jama potwora oraz groby. Widać że w tamtym okresie Sepultura nie miała zbyt wiele kasy na tworzenie albumu, stąd najprawdopodobniej zalatująca z niej "biedota". Wyżej wspomniana grafika nie robi tak dużego wrażenia jak pozostałe obrazy artysty, aczkolwiek da się jakoś nacieszyć oko. Czaszka została bardzo dobrze wykonana, i robi wrażenie. Szkoda tylko że tak tu pusto.


Lista utworów:

1. Beneath The Remains
2. Inner Self
3. Stronger Than Hate
4. Mass Hypnosis
5. Sarcastic Existence
6. Slaves Of Pain
7. Lobotomy
8. Hungry
9. Primitive Future
10. A Hora e a Vez Do Cabelo Nascer


Kompozycje zostały napisane bardzo dobrze; w każdym razie jest lepiej w porównaniu do poprzednika. Dzieła słucha się z przyjemnością, słychać że Max Cavalera i Andreas Kisser włożyli mnóstwo serca aby je napisać. Muzyka ma w sobie elementy zarówno thrash, jak i death metalu, wszystko zawiewa ciężkim klimatem i profesjonalizmem. Na albumie można usłyszeć mnóstwo świetnych riffów i solówek, gitary są nastrojone na niskie tony, przez co słuchanie tego albumu to czysta przyjemność. To co jedynie mnie drażni, to sama oryginalna jakość albumu. Jest ona dosyć słaba, przez co trudno mi się go słuchało. Po jakimś czasie wraz z MrCommando1995 nabyliśmy egzemplarze zremasterowane, przez co słuchanie Beneath The Remains nabrało nowego sensu. Do wokalisty nie mam żadnych zarzutów. Pierwszy utwór to faworyt, Beneath The Remains. Na początku słyszymy klimatyczne intro, po czym dostajemy w kość zajebistym, agresywnym graniem. Sepultura udowadnia, że jej poziom z czasem rośnie. Następny w kolejce jest Inner Self, równie dobry jak poprzednik; wprawdzie nieco bardziej ustabilizowany, aczkolwiek z cięższymi momentami naprawia sytuację. Dalej dostajemy utwór trochę bardziej death metalowy kawałek (w stylu Schizophrenii), Stronger Than Hate. Następnie dostajemy równie dobre, hipnotyzujące Mass Hypnosis. Jest to typowy utwór Sepultury, łączący w sobie zarówno piękno jak i brutalność. Numer piąty to porządna dawka ciężkiego klimatu, Sarcastic Existence. Numer szósty, Slaves Of Pain to (podobnie jak w przypadku Mass Hypnosis) porządna dawka ciężkiego grania w połączeniu z pięknem. Kawałek został napisany przez Andreasa Kissera w roku 1987, znalazł się również na pierwszej demówce jego dawnego zespołu, Pestilence. Dalej dostajemy zajebisty kawałek w stylu Schizophrenii, Lobotomy. Utwór warty przesłuchania ze względu na to mieszające w głowie zgranie, cholernie zawiewa ciężkim klimatem i profesjonalizmem. Następny jest równie dobry, aczkolwiek trochę bardziej ustabilizowany numer, Hungry. Numer 9 to Primitive Future. Utwór postawiony bardziej na brutalność, krótkie i zdecydowane pierdolnięcie ze strony Sepultury na koniec wersji oryginalnej albumu. Wśród bonusów rozczarowanie, mianowicie dostajemy utwory Mass Hypnosis i Inner Self w wersji instrumentalnej, oraz lipny, punkowy cover (!), A Hora e a Vez Do Cabelo Nascer; nie mam pojęcia czemu to miało służyć. Moim zdaniem jak już Sepultura chciała zabrać się za jakiś cover, mogła wziąć coś ze stajni Metalliki (chociażby utwór dosyć podobny do tych z BTR, For Whom The Bell Tolls), czy na przykład cokolwiek z Death'u, Morbid Angel, czy chociażby ówczesnego wzoru, Kreatora. Ale nie, musieli na koniec zostawić nam jakieś gówno, i zepsuć całe wrażenia ze słuchania!

W przypadku tekstów, trudno jest cokolwiek zarzucić. Zostały napisane przez mózgów grupy, Andreasa Kissera i Maxa Cavalerę, obaj panowie wywiązali się ze swojego zadania śpiewająco. Teksty zazwyczaj dotyczyły ludzi, którzy zostali dotknięci przez wojny (Beneath The Remains, Mass Hypnosis, Sarcastic Existence, Hungry, Primitive Future). Są również utwory, w których grupa przejawia bunt przeciwko władzy (Inner Self, Stronger Than Hate, Lobotomy). W utworze Slaves Of Pain grupa zachęca do walki ze swoimi problemami, nawet wtedy gdy są one ciężkie do rozwiązania. Z kolei w A Hora e a Vez Do Cabelo Nascer trudno jest określić jakąkolwiek tematykę, jest to utwór o jakiejś przyjemności, podmiot liryczny cieszy się z czegoś, itp. Nie chce mi się tego gówna omawiać.

Podsumowując, Beneath The Remains to bardzo dobry album. Czasem brakowało mi słów, aby móc to dobrze opisać, Sepultura zasłużenie dzięki niemu zyskała miejsce w czołówce grup thrash/death metalowych lat 80-tych i 90-tych. Kompozycje napisane z sercem, połączenie brutalności, agresji i piękna. Tektsy również bardzo mi się spodobały, Sepultura przytoczyła nam odpowiedzi na ważne tematy, czasem ukazała nam również straszną prawdę w postaci złej strony ludzkiej natury. Warto zainteresować się Brazylijczykami, zwłaszcza z tego powodu że mają swój unikalny styl, nawet pomimo tego że próbowali wzorować się na takich ówczesnych gigantach jak Kreator, czy chociażby Slayer.

Zalety:
- Świetnie skomponowany album
- Bardzo dobre teksty
- Dobry wokal
- Różnorodność
- Połączenie piękna z brutalnością
- Agresja i rasowość

 Wady:
- Beznadziejny utwór bonusowy (10)
- Wersja oryginalna jest kiepskiej jakości

Okładka: 8/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 10/10

Ocena ogólna: 9,5/10 


Sodom - Tapping The Vein


Tapping The Vein jest piątym albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Został wydany 1 sierpnia 1992 roku nakładem Steamhammer Records. Album pojawił się w moim rankingu top 5 najbardziej niedocenianych albumów na 4 miejscu, umieściłem go tam z powodu jego wykonania (które w rzeczywistości było bardzo dobre). Sam album został skreślony oczywiście z powodu tego jak Sodom zagrał ten album. Prawdziwy fan thrashu, moim zdaniem powinien lubić zarówno thrash metal jak i death metal (przynajmniej w lżejszej odmianie). Album był pozytywnie oceniany przez krytyków, negatywnie przez fanów grupy.

Okładka została stworzona przez Dietera Brauna i Jürgena Hubera. Tak samo jak w przypadku Beneath The Remains Sepultury, wydaje mi się że grupa chciała na niej zaoszczędzić. Na grafice widoczny jest chwiejący się żołnierz trzymający karabin maszynowy. Do niego przyczepiona jest pompa wstrzykująca truciznę; okładka jest idealnym nawiązaniem do utworu z tego albumu, w którym jest mowa o żołnierzu który popełnia samobójstwo dając sobie zastrzyk trucizny. Muszę przyznać że pomysł jest całkiem dobry, wykonanie z kolei zostawia wiele do życzenia.



Lista utworów:

1. Body Parts
2. Skinned Alive
3. One Step Over The Line
4. Deadline
5. Bullet In The Head
6. The Crippler
7. Wachturm
8. Tapping The Vein
9. Back To War
10. Hunting Season
11. Reincarnation


Na początku sucharek. Wiecie czemu Tapping The Vein zawdzięcza swoją nazwę? Werbel wydaje na nim dźwięki "tap tap tap" <badum tsss>. A teraz na poważnie, Sodom za kompozycje dostaje ode mnie okejkę. Nie jest wprawdzie tak dobrze jak na Agent Orange, czy Persecution Mania, grupa jednak udowadnia że potrafi jeszcze dobrze grać. Jak mówiłem w moim rankingu, album najprawdopodobniej był inspirowany Seven Churches grupy Possessed oraz Beneath The Remains Sepultury (zwłaszcza nim), nawet Kreator by się tam zmieścił. Album przepełniony jest ciężkim klimatem, muzyka została napisana bardzo dobrze, chociaż mogłoby się znaleźć parę wyjątków. Co do wokalu, jest średni; znacznie lepiej Tom Angelripper zaśpiewał na poprzednim albumie. Tutaj wokalista brzmi jakby próbował udawać growl, ewentualnie jakby nabawił się kataru będąc na wycieczce na Kamczatce. Sodom rozpoczyna swoją grę zdecydowanym, thrashowym młotem Body Parts. Utwór kojarzy mi się ze starym, dobrym Nuclear Winter wykastrowanym z rasowości. Wprawdzie nie jest to aż takie złe, wiem jednak że Sodom dopiero się rozkręca. Numer dwa, Skinned Alive to praktycznie klon poprzednika. Do większych różnic należy najprawdopodobniej bezpłciowa solówka. Wraz z numerem trzecim, One Step Over The Line, Sodom się rozkręca, dając nam do posłuchania ociężały, klimatyczny kawałek z nutką rasowości lekko w stylu Persecution Mania. Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych utworów z płyty. Numer piąty to Bullet In The Head, będący czymś w stylu Better Off Dead; utwór jest średni, jest dosyć prosty w budowie, i wydaje się lekko prześmiewczy. W The Crippler grupa wraca do szybszych utworów w bardzo dobrym stylu. Wachturm jest zdecydowanie bardziej postawiony na rasowość, miejscami przypomina Bullet In The Head. Utwór został wykonany w ojczystym języku grupy. Numer ósmy to ciężkie uderzenie w stylu Beneath The Remains, Tapping The Vein będące jednocześnie moim faworytem. Jest to ciężki i klimatyczny utwór z porządną dawką adrenaliny. Back To War to powrót do muzyki w stylu Better Off Dead, niezbyt dobry utwór. Wraz z Hunting Season, Sodom gwarantuje nam kolejną dawkę łojenia na silnej adrenalinie. Warto zwrócić tutaj uwagę na świetne, agresywne riffy i solówki. Zdecydowanie obok Tapping The Vein, najlepszy utwór na płycie. Ostatni utwór zwie się Reincarnation, jest to ociężały kawałek z całkiem dobrą dawką porządnych riffów.

Teksty na albumie Tapping The Vein dotyczą w większości tematyki śmierci. Sodom zechciał zszokować odbiorcę bezpośrednim przekazem, mówiąc o umieraniu w taki sposób, jakby z każdym utworem grupa poruszała inny temat, co jest bardzo ciekawym zabiegiem. Na Tapping The Vein grupa nie pierdoli się ze słuchaczami, zamiast tego lepiej jest powiedzieć wprost o co chodzi. Wprawdzie czasem zdarzy się jakiś tekst w przypadku którego trzeba dochodzić dłużej do znaczenia, jednak aby taki znaleźć, trzeba się trochę natrudzić. Utwór Body Parts jest o klinice, która handlowała organami pacjentów zmarłych na skutek ciężkich wypadków. Skinned Alive jest o seryjnym zabójcy lubującym się w obdzieraniu ofiar ze skóry żywcem. One Step Over The Line jest o wadach seksu. W pierwszej zwrotce jest mowa o chorobach wenerycznych wybijających powoli ludzkość; w drugiej z kolei grupa wspomina o kobietach, które zaszły w przypadkową ciążę, i zabijają niechciane dzieci. Deadline jest o więźniu oczekującym na wyrok śmierci. Jeśli czekaliście na coś bardziej związanego z Agent Orange i Persecution Mania, macie tu Bullet In The Head, które jest o wojennych egzekucjach pojmanych żołnierzy. The Crippler zostało z kolei zainspirowane brutalnością w wrestlingu, mowa jest tu o krwawej walce zapaśników. Jak już w czasie opisywania okładki wyjaśniłem, utwór Tapping The Vein jest o żołnierzu, który popełnia samobójstwo poprzez zastrzyk trucizny. Dowiadujemy się, że bohater ma tak zniekształconą psychikę, że nie wie dlaczego zdecydował się na taki krok. Tekst do utworu Wachturm jest nie lada zaskoczeniem. W nim wokalista manifestuje ludzką niechęć do świadków Jehowy, którzy przychodzą do ludzi by ich "nawrócić". Back To War i Hunting Season są kolejną dwójką w stylu Agent Orange. W jednym jest mowa o żołnierzu, który został wysłany na wojnę po przerwie. W drugim z kolei bohaterem jest były porucznik, który w pewnym momencie swojego życia przestał odróżniać wojnę od pokoju, po czym zaczął zabijać cywili. Na ostatniej ścieżce, Reincarnation, grupa potępia istnienie religii i życia po śmierci na rzecz reinkarnacji.

Podsumowując, Tapping The Vein to całkiem spora dawka ciężkiego brzmienia ze stajni Sodomu. Album jest jak mały rollercoaster, w jego słuchaniu można było dostrzec wzloty i upadki; jednym razem dostawaliśmy dobry utwór, innym razem coś słabszego. Kompozycje zrobiły tu na mnie największe wrażenie, wydaje mi się że jest to ostatni tak dobry album w karierze grupy, w każdym razie do czasu wydania M-16 (tak, grupa brała się w garść 9 lat, wydając w tym czasie 3 LP i jedną EP-kę). Teksty były całkiem niezłe, aczkolwiek sprawiały wrażenie lekko monotematycznych. Sam wokal Toma Angelrippera był niestety kiepski. W czasie gdy we wcześniejszych albumach brzmiał całkiem przyzwoicie, tutaj śpiewał jakby ktoś mu wbił w płuco kawałek pręta. Nie wiem czy to skutek przesterowania wokalu, czy może eksperymentu związanego ze zmianą brzmienia. Warto zapoznać się z Tapping The Vein, nawet pomimo tego że bardzo się różni od swoich poprzedników.


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Teksty poruszające ciekawe tematy
- Solidna dawka brutalnego brzmienia
- Rasowość
- Porządna dawka ciężkiego klimatu
- Pomysł na okładkę

 Wady:
- "Efekt rollercoaster'a"
- Kiepski wokal


Okładka: 6,5/10
Teksty: 9/10

Kompozycje: 9,25/10

Ocena ogólna: 9/10



Konfrontację wygrywa: Beneath The Remains

20 lutego 2014

Recenzja: Cavalera Conspiracy - Inflikted (remake)


Witam w kolejnej recenzji! Ostatnio mam taki czas, że po prostu nie mogę najzwyczajniej w świecie kontynuować recenzji/konfrontacji którą dopiero co zacząłem robić. Cholera, wydaje mi się to naprawdę bezsensowne, za co szczerze przepraszam. Zamiast tego będę was raczyć kolejną dawką remake'ów, spośród których wpadam na coraz to nowsze. Dzisiaj zajmę się grupą stworzonych przez braci Cavalera, obecnie "szczycącą" się niezbyt dobrą opinią. Wprawdzie wszystkie wydawnictwa grupy uznawane są za słabe, aczkolwiek fani potrafili odnaleźć swojego faworyta. Przed wami: Cavalera Conspiracy - Inflikted.

Inflikted jest debiutanckim albumem amerykańskiej grupy death metalowej Cavalera Conspiracy. Został wydany przez Roadrunner Records 24 marca 2008 roku. Grupa Cavalera Conspiracy rozpoczęła działalność w 2007 roku; została założona w całkiem przyzwoitych okolicznościach. Rok 2006, z nowej Sepultury odchodzi Igor Cavalera. Udziela on szeregu wywiadów dla różnych metalowych czasopism odpowiadając na pytanie "dlaczego odchodzi z Sepultury". Perkusista uznał, iż grupa podąża nie w tym kierunku co trzeba, i powinna była tak naprawdę zakończyć działalność w 1997 roku. Pojednanie braci nastąpiło w czasie dziesiątego memoriału Dany Wellsa; chłopaki zagrali wspólnie utwory "Roots Bloody Roots" i "Attitude". Po całym zdarzeniu powstało Cavalera Conspiracy. Album Inflikted miał być powrotem do thrashowo - death'owego grania sprzed 1993 roku. Producentem albumu został Logan Mader (o boże); album zyskiwał całkiem pochlebne oceny, a w rankingu US Charts zyskał 72 miejsce.

Nad okładką nie powinienem raczej długo się rozwodzić - jest na niej po prostu 6 prostokątów tworzących litery "CC" (skrót od Cavalera Conspiracy). Po lewej mamy z kolei nazwę grupy i albumu. Owszem, okładka jest całkiem stylowa, ale ewidentnie czegoś mi w niej brakuje. Po drugim debiucie braci Cavalera liczyłbym raczej na jakiś surrealistyczny obrazek, a nie czarne prostokąty na czerwonym tle. Patrząc na tą okładkę mam wrażenie jakbym widział grafikę jakiegoś zespołu hip-hop'owego z Niemiec.


1. "Inflikted"
Utwór rozpoczyna się od średniawego sampla w postaci pisków; niedługo potem słyszymy idącą w rytm z samplem stopę, oraz gitarę. Następnie zaczyna się cała akcja: bardzo dobra, żywiołowa zwrotka w stylu albumu Beneath The Remains, agresywna, ale rytmiczna kompozycja, oraz przede wszystkim charyzmatyczny wokalista z lekko przesterowanym głosem. "Inflikted" wydaje mi się świetnym utworem na rozpoczęcie działalności grupy, widać że panowie postarali się nad nim, włożyli także w niego mnóstwo serca. Pod tym względem "Inflikted" jest takim drugim "Necromancer", ze świetną kompozycją zarówno we zwrotce, jak i w refrenie; skoro mowa o refrenie, słyszymy tylko słowa "Inflicted - show no mercy, you motherfucking wicked!" (bardzo dobre na koncerty). Potem jeszcze pojawia się dobra solówka; co do gry Marca Rizzo, muszę powiedzieć że nie poznaję go - nie ma tu żadnych ewolucji, jest tylko czysta, prosta gra. Utwór jest o pewnej osobie, która mianuje siebie "katem ludzkości" - postać ta wymierza kary dla ludzi krzywdzących innych.

Ocena: 9,75/10 (+2 za agresję i świetny początek, +1,5 za żywiołowość)

2. "Sanctuary"
Gwałtowny początek - słyszymy szybkie, thrashowe brzmienie rodem z Arise Sepultury. Tak samo jak w poprzedniku, zwrotka również prezentuje się dobrze. Tekst jest rozbudowany, lekko w stylu Dark Ages, ale znośny. Niedługo potem rozpoczyna się krótki, koncertowy refren. Utwór jest bardzo dobrze skomponowany, ma w sobie to czego brakuje obecnej Sepulturze. Perkusista rzecz jasna gra jakby miał te cholerne 20, czy 21 lat; Marc Rizzo do utworu włożył trochę więcej swojej gry: mamy melodyjną kompozycję wypełnioną różnorodnością, agresją i przyjemnymi momentami satysfakcjonującymi fana. Tekst w utworze może mieć 2 znaczenia: utwór może być o terroryście, który w imię Allaha chce wysadzić budynek pełny ludzi. Może też chodzić o człowieka, który wskutek swojego niedorozwoju, zechciał dokonać zamachu na pewien budynek, i pozabijać wszystkie osoby znajdujące się w nim.

Ocena: 9,5/10 (+1,5 za połączenie agresji i piękna, +1 za żywiołowość)

3. "Terrorize"
W porównaniu do "Sanctuary", czy "Inflikted", "Terrorize" zaczyna się bardzo łagodnie: słyszymy spokojne, groove metalowe granie, które Igor zdążył już spraktykować w czasie pobytu w nowej Sepulturze. Po chwili dołącza do niego cicha gitara, a następnie... zwrotka uderza z porządną siłą. Możemy usłyszeć, iż Max Cavalera wolał wykonać ten utwór bardziej na luzie, przez co utwór jest bardziej ustabilizowany. Tekst nie jest jakimś objawieniem, jest to coś w stylu Dark Ages (przepełnione pojedynczymi zwrotami ujadanie + jakiś dodatek w stylu "I am the judge coś tam coś tam"). Kompozycja wręcz przeciwnie, słychać że Marc Rizzo jest w swoim żywiole: utwór jest jednocześnie w stylu Soulfly, jak i Sepultury: porządne, melodyjne granie + agresja. Kocham pracę gitary w tym utworze :) Zresztą, perkusja również pracuje zajebiście. Wydaje mi się że w "Terrorize" jest mowa o dżihadzie okiem typowego muzułmanina. Grupa wykorzystała zabieg uosobienia, mianowicie tytułowy terror jest Allahem. To by się nawet zgadzało.

Ocena: 9,25/10 (+3 za świetną kompozycję, +1 za agresję, -1 za słaby tekst)

4. "Black Ark"
Utwór został wykonany wraz z Richiem Cavalerą. Oczywiście takiego utworu jak "Black Ark" nie mogło zabraknąć na Inflikted. Dlaczego się pytacie? Kawałek ma w sobie pewne cechy Roots, jest ich jednak dosyć niewiele. Przykładem może być intro, oraz outro utworu składające się z plemiennych bębnów. Wydaje mi się że tego jest tak mało, gdyż Max Cavalera przez te 12 lat zdążył wyczerpać schemat całkowicie. Grupa zdecydowanie postawiła na rytmikę, żywiołowość, oraz agresję. Przykładem świetnej rytmiki i żywiołowości jest właśnie ten utwór; w tym momencie perkusja brzmi niesamowicie. Jest to kawałek zdecydowanie w stylu Chaos A.D., brutalny, ale za razem ustabilizowany. Jak wiemy, Sepultura w 1993 roku ten styl opanowała do perfekcji. Tymczasem na "Black Ark" wydaje się być to lekko oklepane, nie jest jednak straszne. Zdecydowanie bardziej podoba mi się zgranie Maxa i Richiego. W utworze jest mowa o amazońskich plemieniach próbujących przetrwać w wielkich miastach.

Ocena: 8,75/10

5. "Ultra Violent"
Od razu słyszymy że utwór był wzorowany na albumach: Vulgar Display Of Power Pantery oraz Chaos A.D. Sepultury. W sumie, wystąpił tutaj Rex Brown znany z Pantery. Kawałek zaczyna się od niezbyt długiej zwrotki, ociężałego riffu. Brzmi to naprawdę rasowo, zagrany jak za dawnych dobrych czasów braci Cavalera. W utworze wciąż jest ten sam schemat, aż do speed-up'u. Na początku nieznacznie przyspiesza (na pierwszym planie słyszymy melodyjną solówkę). Następnie słyszymy prosty, aczkolwiek sympatyczny powrót do Arise. Tak samo jak w "Terrorize", nie podoba mi się tekst: jest on bardzo prosty, przez większość utworu pojawiają się zwroty tytułowe. Jedynie refren, oraz zwrotka w czasie speed-up'u mi się podobała. Utwór może przedstawiać coś w rodzaju głosu chciwości który jest wewnątrz przywódców biednych krajów. Namawia ich, by ci rozpoczęli wojnę z sąsiednim krajem dla bogactwa.

Ocena: 8,5/10

6. "Hex"
"Hex" jest jednym z najszybszych kawałków na Inflikted. Praktycznie od razu rozpoczyna się od szybkiej, thrashowej młóćki. Ogólnie mówiąc "Hex" kipi agresją, wszystko jest tak mocne jak tylko trzeba: perkusja, gitara (dodająca przy okazji trochę melodyjności), oraz wokal. Obok "Inflikted" jest to kolejny utwór mający niewiele wspólnego z grą Marca Rizzo w grupie Soulfly. Właściwie patrząc na te wszystkie dokonania mam wrażenie że całe Cavalera Conspiracy jest czymś bardziej uniwersalnym w porównaniu do Soulfly. Pod koniec utwór zwalnia; wprawdzie bardzo lubię szybkie utwory, tutaj jednak razi mnie to, że tego thrashu jest zdecydowanie za mało. Połowa utworu to rasowa, thrashowa młóćka, cała reszta (aż do 2:37) to lekkie zwolnienie, które nie pasuje do części pierwszej. Utwór jest o grupie ludzi, która została rozstrzelana przez żołnierzy z Buffalo. Max Cavalera opisuje ich bezduszność wypowiadając słowa "Buffalo soldiers high, on crack".

Ocena: 7,75/10

7. "The Doom Of All Fires"
"The Doom Of All Fires" od razu rozpoczya się od zwrotki, która jest dosyć długa. Niestety, tutaj dostrzegamy wadę utworu: beznadziejny tekst (trochę jak w "Terrorize", tylko gorszy"). W utworze jest pewien haczyk. Kompozycja jest raczej słaba (przypomina loop), w utworze zdarzają się jednak ciekawsze zwroty akcji, np. przed speed-up'em który jest pod koniec. Poza tym, "The Doom Of All Fires" jest bardzo wciągające, nawet pomimo tego że ten tekst ssie na całej linii. Utwór jest o zagładzie, która została spowodowana przez wojnę.

Ocena: 7,5/10 (-2 za tekst)

8. "Bloodbrawl"
Ponieważ utwory z drugiego albumu tego samego wykonawcy pomieszałem z Inflikted na swojej playliście, często myliłem ten kawałek z "Blunt Force Trauma". Utwór jest dosyć spokojny, takie heavy metalowe granie ze szczyptą Pantery. Ten taki lekko prymitywny riff kojarzy mi się z utworem "Nomad" z albumu Chaos A.D. Sepultury. W zwrotkach często powtarzają się zwroty "Fed Up And Fucked Up", najczęściej 2 razy w ciągu jednej zwrotki. Tak samo jak w poprzednich utworach, tekst jest raczej słaby. Kompozycja z kolei jest całkiem przyjemna w słuchaniu: melodyjna gitara, agresywna perkusja, oraz nie najgorszy schemat. Jedyne co mi się tutaj nie podoba to właśnie ten tekst, przez który kawałek brzmi jakby żywcem został wyjęty z Blunt Force Trauma. Nie jest to zbyt urodziwy utwór, aczkolwiek ma pewne zalety. Utwór jest o nawoływaniu poległych narodów do walk z ich przywódcami.

Ocena: 7,75/10 (-0,5 za tekst)

9. "Nevertrust"
Szczerze to jest to dla mnie jeden z najbardziej prymitywnych thrash metalowych utworów jakie słyszałem. Kawałek przez cały czas pędzi jak szatan, ciągle brzmi jak jeden wielki loop (cały czas słyszymy ten sam riff, czasem zdarzą się też krótkie zwroty akcji). Tekst jest oczywiście słaby, w każdym wersie znajduje się wyraz "Nevertrust". Utwór wydaje mi się być kwestią sporną. Jeden uzna to za typową, thrashową młóćkę, inny - za bezsensowne granie. Ja bym raczej należał do tej drugiej grupy. Zdecydowanie czegoś tutaj brakuje, jest to po prostu gra na jedno kopyto, ciągłe napierdalanie bez serca. Pomimo tego "Nevertrust" da się jako tako polubić. Wiem że słyszałem znacznie gorsze utwory. Kawałek jest czymś w rodzaju pouczenia dla fanów. Grupa daje przekaz, by nie ufać byle komu. Czytając ten tekst można dostrzec, że tak naprawdę to przesłanie jest bez sensu. Btw. jedna linijka wydaje mi się być trochę niejednoznaczna. Chodzi mi o "Nevertrust - the asskissers". Z jednej strony oznacza to "nigdy nie ufaj lizusom". Z drugiej z kolei może oznaczać "Nigdy nie ufaj Andreasowi Kisserowi". Ale to tylko takie moje dostrzeżenie, wy przyjmijcie to jak chcecie ;)

Ocena: 7/10

10. "Hearts Of Darkness"
"Hearts Of Darkness" wydaje się być całkiem przyjemną odmianą w porównaniu do poprzednich kawałków. Przypomina mi trochę "Black Ark", jest jednak lepiej skomponowany. Słyszymy bardzo dobre zwrotki, świetną, rasową pracę gitary, a także rytmiczną perkusję. Ogólnie mówiąc "Hearts Of Darkness" zapowiada się bardzo dobrze. Po jakimś czasie słyszymy speed-up, i refren. W tym momencie niestety utwór się psuje; refren jest raczej prymitywny. Co do tej przerwy między refrenami, wydaje mi się że można było to jakoś lepiej rozegrać, aczkolwiek nie jest źle. Utwór jest czymś w rodzaju "Prophecy" grupy Soulfly. Mianowicie jest o osobie która przepowiada ogólnoświatową wojnę, która spowoduje masowe zniszczenia i zagładę ludzkości.

Ocena: 8,25/10

11. "Must Kill"
"Inflikted", tylko w trochę zmienionej formie. Ten sam rytm, żywiołowość, no świetnie! Jest jedyny problem: TEKST. Tak samo mocno mnie poraża jak w utworze "The Doom Of All Fires". Często powtarzają się zwroty "... must kill" (w miejsce kropek wstaw frazę "you" lub "we"). W nowszych utworach Soulfly i Cavalera Conspiracy denerwuje mnie powtarzalność fraz. Sprawia to wrażenie jakby utwór został napisany przez małe dziecko, ewentualnie małpę po trepanacji czaszki. Przez cały czas utworu słyszymy to samo nudne granie, jedynie w refrenie coś się zmienia. Tak naprawdę nie jest to jakaś przyzwoita zmiana, "Must Kill" nadal brzmi kiepsko. Na początku kompozycja jest nawet niezła, po jakimś czasie zaczyna się jednak przejadać. Schemat jest powtarzalny do bólu, kawałek po jakimś czasie denerwuje. Jedyne co mi się tutaj podoba, to praca perkusji. Utwór jest o żołnierzu któremu się wpaja polecenie: "musisz zabijać".

Ocena: 4,5/10 (-4 za nudę, -2 za kiepski tekst)

12. "The Exorcist"
Cover grupy Possessed. Intro jest specjalnością Marca Rizzo, mianowicie słyszymy gitary w stylu flamenco. Niedługo potem zaczyna się akcja: szybka, thrashowo - deathmetalowa jatka. "The Exorcist" grupy Cavalera Conspiracy bardzo różni się od oryginału, nastrojenie gitar, melodyjność i agresja zostały bardzo dobrze przebudowane. W oryginale wprawdzie było podobnie, jednak to "The Exorcist" jest niesamowicie oryginalne jak na cover. Słynne solówki pomiędzy zwrotkami brzmią niesamowicie! Miałem już do czynienia z coverami stworzonymi przez Death i Cannibal Corpse. Szczerze powiedziawszy to co zrobiło Cavalera Conspiracy jest świetnym coverem, aczkolwiek nieidealnym. Samo "The Exorcist" grupy Possessed jest idealne, naprawdę. Jedyne co mnie zawiodło, to tylko wokal. Wokalista próbował zaśpiewać utwór tak samo jak większość tych, które można usłyszeć na Omenie i Blunt Force Trauma. Zdecydowanie, Max nie potrafi śpiewać rasowym growlem. Gdybym był jego doradcą, stanowczo bym mu ten zabieg odradził. Utwór jest o człowieku, który był egzorcyzmowany pomimo tego że w rzeczywistości nie był opętany. Był on po prostu szalonym satanistą.

Ocena: 9,5/10

13. "In Conspiracy"
Od razu od początku mam wrażenie że ten utwór będzie czymś zdecydowanie żywym. Przypomina mi odrobinę "Seethe" z albumu Kairos. Zwrotki są bezsensowne (kompozycja zwrotek również), ale przynajmniej są dobrze zaśpiewane. Składają się z dowolnych zwrotów. Przynajmniej bardzo dobry jest refren, idealny na koncerty: "In Conspiracy arise from doom! IN CONSPIRACY!". Przy okazji podoba mi się to młócenie między refrenem a zwrotką. Co do tekstu to może Max Cavalera czerpał inspirację z Rammsteina? Może chciał aby sami fani śpiewali ten utwór? Tymczasem utwór nie jest zbyt często wykonywany na koncertach. Właściwie to ja go cudem znalazłem w internecie. Utwór jest zlepkiem niedopasowanych do siebie wyrazów, np. "Yearning, Frigid". Gdy posłuchałem refrenu pomyślałem sobie że w zwrotce powinno być coś co by oznaczało "koniec zagłady".

Ocena: 3/10

Podsumowując Inflikted jest istnym powrotem do Sepultury. Dobrze było posłuchać tego po tak długim czasie, i zrobić remake. Wiem że bracia Cavalera na współę stworzyli naprawdę przyjemną w posłuchu kapelę, chociaż nie tak dobrą jak Sepultura. W tym przypadku wydaje mi się że Max wypełnił pustkę która rzucała się w słuch na wielu albumach Soulfly. Parę utworów było bardzo dobrze skomponowanych, czasem zdarzyło się coś słabszego, co czasem lekko działało mi na nerwy. Możemy usłyszeć na albumie riffy które kojarzą się wyłącznie z Sepulturą (lata 1989-1993), co wyjątkowo mnie cieszy. Na podziw zasługuje tutaj Marc Rizzo, za to że pokazał jak dobrze potrafi grać proste riffy. Igor również się popisał. Wprawdzie w nowej Sepulturze również grał dobrze, jednak miałem tam do niego jakąś niechęć. Teksty były różnorodne: od dobrych, posiadających porządne znaczenie, do kiepskich i bezsensownych. Ogólnie, cały album jest bardzo różnorodny. Co mnie najbardziej zdziwiło? To, że wśród twórców albumu wymieniony jest Logan Mader. Wydaje mi się jednak, że on był po prostu współproducentem, większość roboty musiał wykonać Max Cavalera. Nie jest to wprawdzie coś perfekcyjnego, ale na początek wystarczy. Polecam!

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Różnorodność
- Połączenie piękna i brutalności
- Rzucająca się w słuch gra Marca Rizzo
- Przekaz
- Ciekawy bonus ("The Exorcist")
- Bardzo dobry powrót Sepultury

Wady:
- Teksty raz były lepsze, raz gorsze
- Czasem zdarzały się słabsze utwory
- Słaba okładka

Okładka: 3/10
Teksty: 7/10
Kompozycje: 8,5/10

Ogólna ocena: 8,25/10

17 lutego 2014

Konfrontacja: Soulfly - Enslaved vs (Nowa) Sepultura - Kairos



Witam w kolejnej konfrontacji! Tu ponownie Adi666! Cieszymy się że konfrontacja Soulfly - Savages vs Nowa Sepultura - Kairos została przez was przeczytana ponad 300 razy, przy okazji zyskując niedawno 3 miejsce w top miesiąca. Dziękujemy za to! Przy okazji, przepraszam za niewywiązanie się ze swojej roboty, mam nadzieję że finalna wersja remake'u wam to zrekompensuje. Oba albumy są zacne, wydaje mi się jednak że za słabo je omówiliśmy, tak samo jak w przypadku konfrontacji Savages vs Mediator. Albumy którymi dzisiaj się zajmiemy zostały wydane w podobnych latach przed grupy konkurujące ze sobą. Czy i w tym starciu zwycięży Andreas Kisser ze swoją ekipą, czy może Max Cavalera najprawdopodobniej po raz ostatni pokaże że jeszcze się nie zestarzał? Przypominam że nad tą recenzją pracowaliśmy obaj.

Soulfly - Enslaved


Enslaved jest ósmym albumem amerykańskiej grupy groove metalowej Soulfly. Został wydany 13 marca 2012 roku nakładem wytwórni Roadrunner Records. Płytę poprzedził wydany 25 stycznia 2012 roku singel "World Scum". Do utworu został zrealizowany także teledysk, który wyreżyserował Thomas Mignone. Nagrania zadebiutowały na 82. miejscu listy Billboard 200 w Stanach Zjednoczonych sprzedając się w nakładzie 5900 egzemplarzy w przeciągu tygodnia od dnia premiery. Na perkusji zagrał David Kinkade.

Okładka została stworzona przez artystę Marcelo Vasco specjalizującego się w tworzeniu przerażających okładek do death metalowych albumów. Przedstawia ona gladiatora przykutego łańcuchami do ściany. Postać tą udało mi się dojrzeć dopiero po dokładnym przyjrzeniu się tej okładce, jest dosyć niewyraźna. Na drugim planie dominują zimne kolory: fioletowy i czarny. Jak wskazuje, teksty na tej płycie traktują o najróżniejszych sposobach manipulacji i zniewalania. Dobrze zrobiona okładka, właściwie jedna z lepszych tej grupy. Podoba mi się.


Lista utworów:

1. Resistance
2. World Scum
3. Intervention
4. Gladiator
5. Legions
6. American Steel
7. Redemption Of Man By God
8. Treachery
9. Plata O Plomo
10. Chains
11. Revengeance
12. Slave
13. Bastard

W przypadku kompozycji, Max Cavalera rzadko kiedy zawodzi swoich fanów. W przypadku Enslaved, jest jeszcze mniej tego typu błędów; nie jest to może coś równie dobrego jak Arise, czy chociażby Dark Ages, ale przełknąć można spokojnie. Były lider Sepultury nadal ma do nich wenę, i to jest oczywiste. Muzyka jest klimatyczna, miejscami można się doszukać chwilowych "powrotów" do początków Soulfly, które bardzo dobrze komponują się z brutalnym młóceniem. Na początku słyszymy średnie intro, Resistance będące czymś nieco w stylu The March z albumu Dark Ages. Wraz z nadejściem numeru drugiego (World Scum), Soulfly pokazuje że nadal ma pierdolnięcie. Numer został wykonany wraz z Travisem Ryan'em z Cattle Decapitation, i muszę przyznać że brzmi bardzo dobrze. W trzecim utworze, Intervention, Soulfly przyspiesza, dając nam szybki, ale i sprawny kawałek. Wiem jednak, że panowie dopiero się rozkręcają. Następnie słyszymy Gladiator, które według mnie jest jednym z najlepszych utworów z płyty: bardzo dobra kompozycja, ciekawe zwroty akcji, Marc Rizzo napierdalający na gitarze oraz popis Davida Kinkade. Pod numerem piątym dostajemy kolejny dobry, nieco bardziej zrównoważony kawałek, Legions. Wraz z numerem szóstym, American Steel, Max Cavalera pokazuje swoją słabszą stronę: brak inwencji twórczej w pisaniu tekstów. Utwór brzmi jakby został napisany za czasów Omena. W numerze siódmym, Redemption Of Man By God, grupa ponownie prezentuje się tak jak powinna: porządne młócenie, jakiś powrót inwencji twórczej, oraz dobry gość: Dez Fafara z Devildriver'a. Pod kolejnym numerem znajduje się Treachery, będący utworem iście w stylu Sepultury: brutalne młócenie na początku, następnie zwolnienie i znowu powrót do agresywnego grania. Zdecydowany mój faworyt na albumie, za razem jeden z najlepszych kawałków na płycie. Najprawdopodobniej od tej pory Max Cavalera miał przebłysk inwencji twórczej, i zaczął fanom prezentować swoją lepszą stronę. Panowie udowadniają to również w Plata O Plomo, będące kolejnym majstersztykiem ze stajni Cavalery. Następny na liście jest Chains: kolejny popisowy numer ze strony Cavalery. Po dłuższym czasie słyszymy Revengeance, świetnie kończące oryginalną wersję albumu. W utworze wystąpili Zyon Cavalera (który zagrał tak jak powinien był to zrobić na Savages), Igor Cavalera Jr. oraz Richie Cavalera. Później słyszymy bonusy w postaci przyzwoitego Slave, oraz kiepskiego Bastard.

Co do tekstów, jestem pod wrażeniem. Wydaje mi się, że każdy recenzent/krytyk powiedziałby tak samo, Max Cavalera napisał naprawdę dobre teksty! Czyżby przestał szukać inspiracji na muzykę w supermarkecie? To nawet prawdopodobne. Teksty na Enslaved są głównie na temat podupadłej polityki w USA (Resistance, World Scum, American Steel, Slave), oraz zgubnych skutkach wojen (Intervention, Legions, Treachery). Jest również utwór poświęcony walkom gladiatorów (Gladiator). Redemption Of Man By God jest o plagach egipskich. Plata O Plomo jest utworem poświęconym dla Pablo Escobara, wielkiego barona narkotykowego. Chains jest o człowieku, który został zniewolony przez własne potrzeby jak i instynkty. Z kolei Revengeance jest typowym kawałkiem w stylu pierwszych dwóch albumów Soulfly; utwór jest poświęcony pamięci Dany Wellsa. W Bastard grupa krytykuje ludzi fałszywych i hipokrytów.

Podsumowując, "Cavalera is back!" Nawet tyle wystarczyłoby aby opowiedzieć o tym albumie, naprawdę. Enslaved jest naprawdę porządnym kawałkiem muzyki. Wprawdzie nie jest to tak dobre jak światowe albumy typu Kill grupy Cannibal Corpse, czy chociażby Reign Supreme grupy Dying Fetus, ale na standardy Cavalery jest wyśmienity. Z początku niezbyt go doceniałem, z czasem jednak polubiłem go, doszukując się w nim coraz więcej zalet. Kompozycje zostały napisane dobrze, wprawdzie Cavalera rzadko kiedy miał z nimi problemy, jednak tym razem postanowił jakby bardziej się wytężyć. Dominowała tu mroczna i tajemnicza atmosfera rodem z Dark Ages, co dodatkowo wychodzi na plus. Teksty są ogromną zmianą; zwykle były bardzo dobrze napisane, dopasowane do kompozycji; czasem było trochę nierówno, ale widać że Cavalera włożył tu mnóstwo serca. Tak powinno być zarówno na Savages jak i Pandemonium grupy Cavalera Conspiracy. Gorąco polecam!


Zalety:
- Bardzo dobrze napisane kompozycje
- Zaskakująco dobre teksty i ich przesłanie

- Różnorodność
- Klimat

- Połączenie brutalności z pięknem

Wady:
- Kiepskie intro




Okładka: 9/10
Teksty: 8/10
Kompozycje: 9/10

Ocena ogólna: 9/10


Nowa Sepultura - Kairos


Kairos jest szóstym albumem Sepultury bez Maxa Cavalera. Został wydany 24 czerwca 2011 roku nakładem Nuclear Blast. Po nieudanym albumie A-Lex wydanym pod szyldem Steamhammera grupa postanowiła przenieść się pod skrzydła Nuclear Blast. Jak widać wytwórnia przyjęła ich dosyć ciepło. Już 3-ci rok współpracują ze sobą. Pod koniec 2010 roku Andreas Kisser zabrał się za pisanie utworów do tej oto płyty, oraz znalazł producenta Roya Z, znanego ze współpracy z grupami Judas Priest i Iron Maiden. Fani polubili nowy album; w pierwszym tygodniu sprzedaży wyprzedano 2,5 tysiąca kopii w USA. Krytycy z Allmusic.com ocenili ten album 3/5 gwiazdek. Na płycie znajduje się singiel Mask wydany kilka miesięcy wcześniej. Do utworu nie zrealizowano oficjalnego teledysku, ponieważ nowa Sepultura nie miała nikogo kto by się tym zajął. Poproszono o to fanów.

Okładka przedstawia greckiego boga szczęśliwego zbiegu okoliczności i niewykorzystanej szansy - Kairosa. Według mitologii greckiej Kairos w czasie swojej ery mógł zostać złapany przez każdego kto go zobaczy, pod warunkiem że zrobi to w mgnieniu oka; wówczas los będzie dla niego przychylny. Można powiedzieć, że grupa okładką zachęca fanów do "wzięcia spraw w swoje ręce". Kairos był łysym młodzieńcem z długimi skrzydłami. Na tej okładce ma się wrażenie jakby ten opis z mitologii był fałszywy; tutaj wygląda na kawał niezłego skurwysyna - przypomina trochę hybrydę anioła oraz śmierci z Danse Macabre - ma głowę obraną ze skóry i mięsa, przy okazji trzyma w ręku klepsydrę, jakby to miało znaczyć że "era Kairosa przeminie, i nikt nie wykorzysta swojej szansy". Po raz pierwszy od czasu Against, widzimy również dawne logo Sepultury. Okładka prezentuje się całkiem dobrze, widywałem jednak lepsze.




Lista utworów:

1. Spectrum
2. Kairos
3. Relentless
4. Just One Fix
5. Dialog
6. Mask
7. Seethe
8. Born Strong
9. Embrace The Storm
10. No One Will Stand
11. Structure Violence (Azzes)
12. Firestarter
13. Point Of No Return

Tak samo jak grupa Soulfly, przy najnowszym albumie nowa Sepultura się postarała... o dziwo. Patrząc na takiego mutanta jak A-Lex, można było spodziewać się szajsu, muszę przyznać jednak że ktoś włożył tutaj serce. Możliwe że po prostu Andreas Kisser zdał sobie sprawę z tego, że grupa jego dawnego kolegi z zespołu podupada (a jego lider wygląda jakby został na miesiąc zamknięty w Burger Kingu), i jest to najwyższy czas na to, aby coś zmienić w "swojej" muzyce. Gdyby nie to, że Andreas Kisser nie ma prawa do grania w tej grupie pod tą nazwą, szanowałbym tego gościa. Kompozycje zostały dobrze napisane; nie jest tak dobrze jak na Mediatorze, i nie jest tak źle jak na A-Lex, co znaczy że z każdym albumem grupa zaczyna się rozwijać. Co ciekawe, w porównaniu do poprzednika dostaliśmy wybór! Możemy nabyć wersję z zapychaczami, lub bez. Album otwiera bardzo dobry, zrównoważony kawałek (a za razem mój faworyt), Spectrum. Cóż, utwór jest dosyć prosto zbudowany; trochę zawiało A-Lex, z tą różnicą, że tutaj można wyczuć równie ciężki klimat jak na Enslaved. Miejscami riffy brzmią naprawdę poważnie, sam wokal Derricka brzmi dobrze, bardzo pasuje kompozycji, co jest dla mnie w przypadku nowej Sepultury nowością. Muzyka daje silnego kopa adrenaliny, przez co słuchacz od razu się nakręca, a to już jest duży plus! W numerze drugim pod tytułem Kairos, panowie podkręcają nieco tempo. Również jest to całkiem dobry kawałek, pozostaje jednak w cieniu jedynki. Z kolei Relentless, bardzo przypomina swojego poprzednika, niewiele wnosi do albumu. Następnie słyszymy średniawe Just One Fix. Następny utwór na liście to klimatyczny Dialog, przypominający trochę Metamorphosis z A-Lex. Przy Mask, tempo nieco zwalnia. Panowie pokazują że są w stanie stworzyć coś równie dobrego jak stara Sepultura za czasów Chaos A.D. Według fanów, Mask jest to jeden z najlepszych utworów nowej Sepultury; ja mógłbym śmiało stwierdzić, że jest to najlepszy kawałek na albumie, nawet pomimo tego że nie jest moim faworytem. Później słyszymy jeden z szybszych utworów na liście, pod tytułem Seethe. Następnie dostajemy jeden ze słabszych kawałków na liście, Born Strong. Szczerze to dziwię się, że dopiero teraz dostajemy kiepski utwór, a nie od razu przy dwójce, czy chociażby trójce. Potem następuje średnie Embrace The Storm. Numer 10 to najszybszy kawałek na liście, No One Will Stand. Bardzo dobry, klimatyczny kawałek z ciekawymi zwrotami akcji i brutalną garścią riffów. Ostatni kawałek z oryginalnej wersji albumu to Structure Violence (Azzes); utwór strasznie zawiewa ciężkim klimatem, kojarzy mi się nieco ze starym już Manifest z albumu Chaos A.D. Wraz z Mask i No One Will Stand stanowi świętą trójcę tego albumu. Na koniec dostajemy podobne rozczarowanie jak na Beneath The Remains: Firestarter. Tak samo jak w przypadku A Hora e a Vez Do Cabelo Nascer nie mam pojęcia jakim cudem znalazło się to na albumie. Jest to zdecydowanie najgorszy kawałek na albumie, nie mam pojęcia dlaczego panowie z nowej Sepultury często grają go na koncertach; chociaż z drugiej strony już wolałbym żeby grali tego nieszczęsnego Firestartera zamiast Arise, Roots Bloody Roots, czy chociażby Altered State, w przypadku którego byłem raczej wściekły na to że śpiewa go Derrick a nie Max. Ostatni jest nudnawy Point Of No Return (budzi skojarzenia z utworem o tej samej nazwie grupy Havok).

Do tekstów tej grupy zwykle się nie czepiałem (no może tylko na Roorbacku i A-Lex). Tutaj też nie będę się czepiał, wszystko jest w miarę poprawne. Dominują tutaj teksty na temat wyrwania się z ucisku, wzięcia sprawy w swoje ręce, coś w stylu tego z czym miałem okazję zapoznać się na Enslaved (Spectrum, Kairos, Relentless, Dialog, Born Strong, Embrace The Storm). Są również tutaj teksty na temat wojen i ulicznych rozrób (No One Will Stand, Firestarter). Just One Fix jest o przegranej walce z narkotykami. Seethe jest o dokonywaniu aborcji. W Mask grupa krytykuje wszelkie przejawy hipokryzji; może chodzić nie tylko o polityka, czy przyjaciół. Grupa mogła napisać ten tekst dla fanów, którzy pomimo tego że jej słuchają, nie przepadają za nią. Structure Violence (Azzes) było wzorowane na utworze Manifest z Chaos A.D.. Gdy tam była mowa o masakrze w kompleksie więziennym Carandiru, tutaj grupa opisuje masową zagładę żydów za czasów II Wojny Światowej. Tekstu Point Of No Return nie znalazłem w internecie.

No, wreszcie po tylu latach beznadziejności nowa Sepultura wybiła się i zrobiła coś, co powinna była zrobić za czasów A-Lex. Kompozycje były wciągające i bardzo klimatyczne, a sam wokal bardzo do nich pasował. Niektóre z nich bardzo mi się spodobały, i jest to większość. Znalazło się jednak kilka utworów słabszych, przez które pomyślałem że Kairos może być słabe. Jest dobrze, jednak nie aż tak jak na Mediatorze, czy za czasów Maxa Cavalery.

Zalety:
- Bardzo dobrze napisane kompozycje

- Różnorodność
- Znaczne podwyższenie poziomu w porównaniu do poprzednika
- Bardzo dobrze napisane teksty

- Przesłanie
- Klimat

Wady:
- Kiepskie bonusy

- Album miał swoje słabe momenty



Okładka: 7,75/10
Teksty: 8,75/10
Kompozycje: 7,5/10

Ocena ogólna: 7,75/10



Konfrontację wygrywa album: Enslaved. Lepiej napisane kompozycje przesądziły o zwycięstwie Soulfly.

13 lutego 2014

Konfrontacja: Slayer - Diabolus In Musica vs Metallica - Load

Witam w kolejnej recenzji! Jak widzicie po raz trzeci skonfrontuję ze sobą albumy Slayera i Metalliki - "Diabolus In Musica" (Slayer) i "Load" (Metallica). Oba albumy były, są i zapewne będą niedoceniane przez większość fanów. Uważa się je za jedne z najgorszych płyt tych zespołów. Jednak czy naprawdę są takie złe? Który z tych "słabych" albumów jest lepszy? Czy Slayer, nawet gdy coś mu nie wychodzi, gra lepiej niż Metallica, czy jest na odwrót? Przekonamy się za chwilę.


1. Slayer - Diabolus In Musica



Pierwszym albumem jaki omówię będzie "Diabolus In Musica" Slayera. Jest to siódmy album studyjny grupy Slayer, wydany 9 lipca 1998 roku przez wytwórnię American Recordings. To druga pełna studyjna płyta na której za perkusją zagrał Paul Bostaph. "Diabolus In Musica" w porównaniu do wszystkich poprzednich dzieł bardzo odstawał stylem - był nieco wolniejszy i ociężały, przez co wielu fanów nie potrafiło jego przełknąć. Album w pierwszym tygodniu sprzedał się w ilości 46,000 kopii w USA i uplasował się na 31 miejscu listy Billboard 200. Według danych z kwietnia 2002 album sprzedał się w nakładzie 253,302 egzemplarzy na terenie Stanów Zjednoczonych.

Okładka jest dosyć prosto skonstruowana - dominuje czerń, w centrum okładki widzimy jakiegoś demona czy też czarta. Nieważne co to dokładnie jest - wiemy, że to mroczna postać z zaświatów. Okładka dodaje mrocznego nastroju albumowi. Niestety jest dosyć uboga mimo to. Jednak czy utwory do niej pasują? Czy są dobre? Właśnie do nich przechodzimy.


Album do przesłuchania
1. Bitter Peace
Utwór zaczyna się powoli, buduje napięcie. W pewnym momencie słyszymy dźwięk lecącego helikoptera. Piosenka trwa i trwa, nic się nie zmienia i po pewnym czasie zaczyna nudzić. Cała akcja zaczyna się pod koniec drugiej minuty. Utwór przyspiesza i nabiera cech bardziej właściwych Slayerowi. Wszystko jest fajnie, tylko jedna rzecz nie do końca mi pasuje - refren. Wycie "can't stop the warring factions, can't stop the warring factions!!" niezbyt do mnie przemawia. Mimo to utwór można uznać za dobry, niezłe solo i zwrotki. A gdy odsłuchamy tej piosenki parę razy, refren przestaje razić. Pod koniec piosenka zwalnia i zaczyna przypominać wolniejsze utwory z albumu "Christ Illusion" tej samej grupy. Klimatyczna końcówka. Dobry początek albumu. Tekst krytykuje wojny oraz zadaje pytanie "czemu tak ciężko jest utrzymać pokój?".

Ocena: 8,75/10

2. Death's Head
Piosenka zaczyna się szybkimi uderzeniami perkusji. A zaraz potem słyszymy agresywnie zaśpiewaną zwrotkę. Szybki i energiczny start. Piosenka zapowiada się dobrze. Jednak ten refren trochę psuje dobry efekt, jaki wywołała pierwsza zwrotka. Są to wyszeptane słowa "I'll wake the silence in you / I'll shoot the violence". Trochę to wybija z rytmu, było już nieźle, ale świetna akcja została przerwana. Po trzech zwrotkach piosenka zmienia całkowicie rytm. Słyszymy niepokojący, trzymający nas w napięciu riff oraz jakieś dziwaczne dźwięki, które nie do końca tu pasują. Tekst opowiada o kimś, kto jest torturowany i ma niedługo umrzeć. Cały utwór jest średni, słabszy od poprzedniego.

Ocena: 7,75/10

3. Stain Of Mind
Kawałek jest o wiele lepszy od obu poprzednich i jest jednym z moich ulubionych na tej płycie. Na początku słyszymy riff rodem z albumu "Death Magnetic" Metalliki. Później piosenka zwalnia, przed zwrotką słyszymy typowy dla Slayera riff budujący napięcie. Bardzo dobrze zaśpiewana zwrotka, przypomina te z poprzedniego utworu. Pod koniec słyszymy wyszeptany wers "death becomes your bride" a następnie "lifelessness invades your eyes!". W drugim wersie ten szept przechodzi w taki krzyk i uwalnia całe napięcie, które zbudowały oba wersy. Bardzo dobrze zrobiona część piosenki. Zaczyna się refren, w którym widoczne, a raczej słyszalne są wpływy muzyki hip-hopowej. Udany eksperyment. Jedynie solówka jest średnia, ale reszta utworu jest naprawdę dobra! Kończy się tak jak się zaczęła - riffem kojarzącym się z albumem "Death Magnetic" Metalliki. Tekst opowiada o kimś, kto został opętany przez jakąś nieludzką siłę, może szatana (?) i przez to popełnia wiele zbrodni. W sumie pasuje do nazwy tej płyty.

Ocena: 9,75/10

4. Overt Enemy
Utwór zaczyna się powolnym, ciężkim riffem, który skutecznie buduje napięcie. W tle słyszymy jakieś głosy oraz co pewien czas niegłośne ryki jakiejś bestii. Chwilę później piosenka się rozkręca, słychać dobry, klimatyczny riff oraz niezłą perkusję. Piosenek z tej płyty nie zagrał już Dave Lombardo, lecz Paul Bostaph również jest dobrym perkusistą. Większa część utworu jest powolna, pełny niepokoju, jednak w okolicach czwartej minuty utwór przyspiesza, nieznacznie, ale przyspiesza. Wydaje się, że w piosence nie ma jako takiego refrenu, jednak jest - tyle, że niezauważalny. Dobrze zrobiony utwór, można słuchać go przez dłuższy czas, jednak nie jest lepszy od "Stain Of Mind". Tekst przypomina mi trochę "Master Of Puppets" Metalliki. Można zinterpretować go na dwa sposoby: 1) mówi o zgubnym wpływie narkotyków na ludzi, o tym jak kontrolują 2) opowiada o manipulacji, o egoizmie ludzi, którzy osiągają korzyści kosztem innych osób.

Ocena: 8,25/10

5. Perversions Of Pain
 Początek utworu kojarzy się trochę z początkiem utworu "Mass Hypnosis" Sepultury. Bez zbędnego marnowania czasu - Slayer od razu przechodzi do zwrotki, szybko i konkretnie. Sposób w jaki została zaśpiewana buduje napięcie, które uwalnia się w refrenie. Taki zabieg Slayera, który jest dosyć często spotykany w ich piosenkach. Przez połowę trwania utworu, panuje atmosfera pełna niepokoju, utwór jest dosyć powolny. Słyszymy różne, dobre riffy. Jednak najlepsza część piosenki zaczyna się pod koniec drugiej minuty. Utwór drastycznie przyspiesza. Perkusja brzmieniem zaczyna przypominać tą z albumu "Cause Of Death" Obituary. Świetna solówka. Dynamiczności i "ognia" tej piosence dodają wtrącane co jakiś czas wersy. Można słuchać tej piosenki dłuższy czas i się nie będzie nudzić. Tekst opowiada o kimś, kto oszalał z powodu cierpień doznanych w przeszłości i teraz zabija ludzi.

Ocena: 7,75/10

6. Love To Hate
Utwór zaczyna się powoli, perkusja przypomina tą z "Cause Of Death" Obituary (z tym, że tu jest wolniej). Gdy już słychać wokal, piosenka jest niemal bliźniaczo podobna do niektórych kawałków grupy Biohazard. Mogła być inspirowana na tym zespole - w końcu ten album to taki eksperyment. Prawdopodobnie nie spodoba się ten utwór fanom szybszych brzmień w rodzaju "Reign In Blood". Przez cały czas jest powolny. Jednak dla mnie jest to niezły kawałek. Świetne zwrotki i agresywnie wykrzyczany refren to nie wszystko, słyszymy jeszcze dobre solo. Utwór jest dobry, jednak na tej płycie znajdziemy lepsze. Tekst opowiada o złym władcy znienawidzonym przez poddanych, którzy jednak nie mogą się zbuntować i go wygnać lub zabić, bo sprowadziłoby to na nich inne nieszczęścia. Wydaje się, że ten tekst też namawia do spokojnego zaplanowania wszystkiego co chce się zrobić. Nie działać spontanicznie, zastanowić się.

Ocena: 7,5/10

7. Desire
Utwór zaczyna się spokojnym pogrywaniem, które buduje napięcie i niepokój. Rozkręca się jak "Overt Enemy". Dochodzi agresywniejszy riff oraz perkusja. Zwrotki instrumentalnie zbudowane są podobnie jak te w poprzednim numerze. Za to wokal to jest taki tajemniczy półszept, ledwie słyszalny. W refrenie wszystko się zmienia. Na pierwszym planie słyszymy agresywny wokal, który brzmi dosyć obłąkańczo, a na drugim planie klimatyczny riff, dodający niepokoju. Połączenie tych rzeczy daje nam naprawdę dobry utwór. Jednak solówka niestety nie jest zbyt dobra w tej piosence. Cóż, coś za coś. Rzadko kiedy jest utwór idealny. Dobrze zagrana piosenka, jedna z moich ulubionych na tej płycie. Tekst przypomina starsze nagrania Slayera z szokującymi tekstami - opowiada o nekrofilii.

Ocena: 7/10

8. In The Name Of God
No cóż, jak dotąd było dobrze. Czy ten utwór jest tak samo dobry jak poprzednie? Niestety nie. Otwiera go dosyć słaby riff, po paru sekundach zaczyna się zwrotka. Znów szybko i konkretnie, jak w "Love To Hate". Chyba jedyną zaletą tej piosenki jest sposób w jaki zaśpiewano zwrotki. Wpada to w ucho, lecz po pewnym czasie i tak zaczyna nudzić. Kolejnym nieudanym elementem tej piosenki jest refren. Próbuje budować napięcie, nieskutecznie. Budowa tej piosenki jest bardzo prosta. Dopiero pod koniec piosenki wszystko się polepsza. Słyszymy nawet niezłe solo i riff. Mimo to, i tak nie uznam tego utworu za dobry. O czym jest tekst? Krytykuje fanatyzm religijny. Ludzie popełniają wiele złych czynów i tłumaczą je "zrobiłem to dla Boga". Choćby po to, aby się usprawiedliwić przed samym sobą.

Ocena: 7/10

9. Scrum
Najkrótszy utwór na płycie. Trwa ledwo ponad dwie minuty. Zaczyna go pełne napięcia brzmienie gitary i perkusji, a następnie słyszymy wokal kojarzący się z zespołem "Hatebreed". W okolicach 0:40 piosenka się rozkręca. Słyszymy niezły, wciągający riff. A potem... właściwa część utworu. Szybko zaśpiewane zwrotki. Bardzo dynamiczne. Utwór zapewne spodoba się fanom szybszym nagrań Slayera, stylem powraca do starszych albumów. Jego budowa jest dosyć prosta. Tekst jest dosyć zagadkowy. Najprawdopodobniej opowiada o mordercy-psychopacie, grożącemu ludziom masowymi morderstwami.

Ocena: 7/10

10. Screaming From The Sky
Numer z początku przypomina "In The Name Of God", jest tak samo powolny. Jednak tutaj riff jest o wiele lepszy i słuchanie sprawia przyjemność od samego początku. Niektórzy mogą krytykować ten utwór za to, że "nie jest w stylu Slayera". To akurat prawda - bardziej pasowałby do Biohazardu, podobnie jak w przypadku "Love To Hate". Jednak mnie niezbyt obchodzi to czy piosenka jest w normalnym stylu swojego wykonawcy czy też nie - najważniejsze jest, aby to dobrze brzmiało. Kiedy słyszymy zwrotki, mogą nam się one kojarzyć z utworem "Stain Of Mind". Obecne małe wpływy hip-hopu. Za to refren kojarzy się z tym ze "Spirit In Black" z albumu "Seasons In The Abyss". Też próbuje budować napięcie. W "Screaming From The Sky" efekt jest znacznie słabszy niż na "Seasons In The Abyss". Tekst jest typowym dla Slayera - uznaje wiarę chrześcijańską za bzdurę i wymysł stworzony przez zachłannych ludzi chcących manipulować słabymi.

Ocena: 8,75/10

11. Wicked
Jeden z lepszych utworów zostawiony został prawie na sam koniec płyty. Zaczyna się spokojnie, w sumie podobnie jak piosenka "Cult" z albumu "Christ Illusion". Potem dochodzi trochę agresywniejszy, ale nadal powolny riff budujący napięcie. Od początku piosenka głowa zaczyna sama się kiwać. Wolne, ale rytmiczne. Klimatu piosence dodaje ciekawe brzmienie instrumentów pomiędzy zwrotkami a refrenem oraz wokal. Głos został dostosowany odpowiednio do momentów. Sam refren z początku wydawał mi się dosyć nijaki, głównie dlatego, że nie widziałem dużych różnic pomiędzy nim a zwrotkami. Jednak im dłużej słuchałem tej piosenki, tym więcej zalet dostrzegałem. W późniejszej części dostrzegamy takie "eksperymenty" Slayera. Rytm się zmienia, staje się chaotyczny. To jest część piosenki jaką niezbyt lubię. Jednak całokształt wypada dobrze. Tekst opowiada o możliwej zagładzie świata z powodu nieudolnych władców, prezydentów, którzy powodują wojny, pogarszają stan państw.

Ocena: 9,5/10

12. Point
Zaczyna się jak "Screaming From The Sky". Jednak po pewnym czasie piosenka przyspiesza i zaczyna bardziej przypominać "Scrum". A później... no! Rozkręca się i bardziej przypomina te mocniejsze utwory Slayera. Charakterystyczną cechą piosenki jest brak właściwego refrenu. Niby powtarzają się co jakiś czas te same wersy, lecz w prawie każdej zwrotce tekst mówi o czym innym. Jakoś w okolicy połowy piosenka zwalnia, niestety. A już wsłuchałem się w ten szybki, ostry rytm. Kolejnym wyróżniającym się elementem piosenki jest wers kończący większość zwrotek - "Point is where all die!". Słyszymy niezłe solo i na koniec piosenka przyspiesza ponownie. Jednak to zwolnienie w połowie było całkowicie niepotrzebne i zepsuło dobry efekt, zabrało utworowi energię. Tekst opowiada o pewnym brutalnym dowódcy, który chce pokonać przeciwnika za wszelką cenę, nawet kosztem życia swoich żołnierzy i przyjaciół - nie zna litości.

Ocena: 7,75/10

Podsumowując, "Diabolus In Musica" wcale nie jest takim złym albumem za jaki jest uważany, wręcz przeciwnie - jest dobry. Odbiega od klasycznego stylu Slayera, lecz o to nie ma się co czepiać - jest inaczej, ale ważne że nie jest źle. Z pewnością można tutaj zauważyć jeszcze odłamki tego stylu z "Divine Intervention" - podwójna stopa, ociężałość i lekko przesterowany wokal. Pomimo tego że zabrakło tutaj szybszych kawałków z których Slayer jest znany, nie powinienem być wściekły. Album jest raczej swego rodzaju eksperymentem. W końcu, na następnych albumach Slayer wraca do oldschool'owego grania.

Okładka: 7/10
Kompozycje: 8/10
Teksty: 7/10

Ocena ogólna: 7,5/10
 
Zalety:
- dobre kompozycje
- dobry wokal
- miejscami "eksperymenty" Slayera brzmią nieźle
- dobre solówki

Wady:
- średnie teksty

- miejscami "eksperymenty" Slayera brzmią też źle...


2. Metallica - Load


Drugim albumem jaki omówię będzie "Load" Metalliki. Został on wydany w 1996 roku. Na płycie znajduje się 14 utworów. Napisano ich o wiele więcej, jednak te, które się nie zmieściły, zostały wydane na płycie "Reload" z roku 1997. Według danych z kwietnia 2002 album sprzedał się w nakładzie 4,682,409 egzemplarzy na terenie Stanów Zjednoczonych oraz zajął 1. miejsce na liście Billboard 200 w roku 1996. Jak wspominałem, płyta została wydana w roku 1996, w czasie, gdy gra Metalliki odrobinę osłabła. Czy ta płyta jest kolejnym dobrym wydawnictwem Metalliki czy też jest to album niewarty odsłuchania? Przekonamy się za chwilę.

Okładka jest tak naprawdę zdjęciem zmieszanej ze sobą krwi i spermy fotografa Andresa Serrano. Okładka nazywa się "Semen And Blood III" i została wykonana w 1990 roku. Zmieszanie krwi i spermy miało symulować płomienie. Muszę przyznać że nawet im się to udało.


Album do przesłuchania
1. Ain't My Bitch
Już na początku gitara brzmi bardziej hardrockowo. Jednak jest w tym więcej metalu niż w piosenkach grupy Testament, której piosenki kojarzą się z przesłodzonymi rockowymi utworami. Metallica mimo że zmieniła nieco styl gry w tym utworze pokazuje, że umie zagrać dobrze. Budowa utworu dosyć prosta - nieskomplikowany riff. Przed refrenem słyszymy budujący napięcie wstęp, które zostaje uwolnione w refrenie. Znany nam już "zabieg stylistyczny" :) Solo mnie odrobinę zaskoczyło. Nie mówię, że jest złe, ale brzmi dosyć dziwnie i średnio pasuje do reszty piosenki. Tekst jest nawiązaniem do dawnych problemów wokalisty, Jamesa Hetfielda. Opisuje coś, co "sprowadzało go na dno", to "coś" to jest alkohol (James Hetfield był alkoholikiem).

Ocena: 7,5/10

2. 2 X 4
Już od początku piosenka przypomina nam bardziej rozbudowaną wersję "Walk" grupy Pantera. Możliwe, że Metallica pisząc ten utwór wzorowała się na Panterze (w końcu najlepsze lata mieli za sobą), i rozbudowała trochę tą piosenkę. Podobnie jak w poprzednim numerze - ma elementy hard rocka, jednak to wcale nie psuje dobrego numeru. Jest o wiele wolniejszy od poprzedniego, jednak jest w nim pewien "ogień", szczególnie w zwrotkach. Refren brzmi dosyć dziwnie, przypomina mi fragmenty piosenki "Under Siege (Regnum Irae)" Sepultury (jednak tylko odrobinę wokalnie) - wokal brzmi jakby "dobiegał z zaświatów". Po chwili jednak ten głos odchodzi na drugi plan i James Hetfield śpiewa już "normalnym" głosem resztę refrenu. Po drugiej zwrotce i refrenie, gitara zaczyna skutecznie budować napięcie. Słyszymy solówkę wolniejszą od reszty piosenki. Moim zdaniem bardzo dobra część piosenki, jednakże solówka w utworze została zakwalifikowana na 20 miejscu listy "100 najgorszych solówek wszech czasów" prowadzonej przez stronę internetową Guitar World. Niezbyt to rozumiem. Fakt, istnieje wiele lepszych solówek, jednak tutaj wcale nie jest aż tak źle. Tekst jest o wiele gorszy. Rzekomo odnosi się do jakiejś deski, "pigułki nasennej z Belfastu" o wymiarach 2 x 4. Trudno zrozumieć o co w tym naprawdę chodzi.

Ocena: 7,75/10

3. The House Jack Built
Utwór zaczyna budujący napięcie, wolny i ciężki riff kojarzący się z utworem Soulfly "Redemption Of Man By God" (lecz tylko z jego początkiem). Jeden z cięższych i wolniejszych kawałków na tej płycie. Przez dłuższą część piosenki słyszymy dosyć mroczny riff, który cały czas buduje napięcie. Nastrój piosenki staje się pogodniejszy podczas refrenu, którego tekst ma proste, a trafne przesłanie - "im wyżej jesteś, tym upadek bardziej boli, im dalej zajdziesz, tym dłuższy jest powrót". Cały tekst nawiązuje do uzależnień od narkotyków. Widać to praktycznie w każdym wersie oraz w samym tytule. "Jack up" w amerykańskim slangu oznacza wstrzykiwanie sobie narkotyku. Piosenka uznawana jest za jeden z gorszych utworów Metalliki, jednak dla mnie nadal dobry.

Ocena: 8/10

4. Until It Sleeps
Tytuł z pewnością znany większości z Was - ballada Metalliki, znana w podobnym stopniu co "The Unforgiven" i "Nothing Else Matters". "Until It Sleeps" jednak moim zdaniem bije obie wyżej wymienione piosenki na głowę. Od początku piosenka wprowadza dosyć smutny nastrój, który podkreśla odzywająca się co jakiś czas gitara. Spokojne zwrotki, metalowy refren. Jeden z lepszych utworów na tej płycie. Jednak to co najlepsze zaczyna się dopiero w późniejszej jego części - solo, które jest wprost niesamowite! Wolałbym zdecydowanie, aby "Until It Sleeps" leciało często w radiu, a nie "Nothing Else Matters", które jest MARNE. Tekst opowiada o śmierci rodziców Hetfielda, którzy zmarli na raka (właśnie to jest tym "it"). Byli oni członkami Stowarzyszenia Nauki Chrześcijańskiej, sekty, której członkowie nie wierzyli w skuteczność lekarstw, a tylko pomoc boską. Tekst smutny, obraca się wokół podobnych tematów co "The God That Failed" z "The Black Album".

Ocena: 9,75/10

5. King Nothing
Pierwsze dźwięki jakie słyszymy w tej piosence skojarzyły mi się z... brzęczeniem pszczół (?!). Do utworu stopniowo dochodzą wszystkie instrumenty, perkusja, gitara, wszystko powoli. W rezultacie słyszymy riff, który pasowałby idealnie na płytę "Ride The Lightning". Jak dotąd najlepszy utwór jaki tu omawiam. Bije na głowę wszystkie poprzednie. Zwrotki są wolne, a energiczne, takie marszowe tempo. Następnie słyszymy budujący napięcie wstęp przed refrenem. Napięcie utrzymuje się do końca refrenu, a zostaje uwolnione, gdy zostaje zaśpiewany szyderczy wers "Where's your crown, king nothing?". Tekst nawiązuje do mitu o królu Midasie, który dotykając czegokolwiek, zamieniał to w złoto. Jest to utwór, którego można słuchać naprawdę długi czas (pamiętam jak kiedyś słuchałem wyłącznie tego przez 3 dni :) ). Wspaniała solówka, w paru elementach przypomina piosenkę "Spiral" Soulfly. Tekst nawiązuje do postaci fikcyjnej, a zawiera pewne prawdziwe przesłanie - "Careful what you wish / You may regret it / Careful what you wish / You just might get it" (po polsku: uważaj czego sobie życzysz / możesz tego pożałować / uważaj czego sobie życzysz / bo jeszcze się to może spełnić). Prawdziwe.

Ocena: 9,75/10

6. Hero Of The Day
Piosenka, której szczerze nie lubiłem długi czas. W ogóle nie pasuje do Metalliki. Brzmi jak połączenie jakiegoś popu z soft rockiem. Zwykle miałem ten utwór za niewarty odsłuchania. Jednak po naprawdę długim czasie (chyba parę lat), dopatrzyłem się w nim pewnych zalet. To już zależy co kto lubi, piosenka nie spodoba się fanom ostrzejszych brzmień, jednak dla mnie jest zdatna do posłuchania i czasami lubię sobie to włączyć. Piosenka ma klimat, jestem otwarty na różne zmiany w stylu. Poza tym - to tylko jeden utwór różniący się od reszty, drobny eksperyment prawdopodobnie. Demo tej piosenki nosiło tytuł "Mouldy" (Spleśniałe), ponieważ riffy do niej były bardzo stare i długo czekały na wykorzystanie. Utwór został zbluzgany przez "prawdziwych fanów metalu", którzy stwierdzili, że Metallica sprzedała się alternatywnej, lepszej publiczności (co poniekąd jest prawdą). Jak na ironię, numer ten opowiada o ciemnej stronie kultu bohaterów, o bezwarunkowej miłości rodziców do dzieci, które poszły śladem "bohatera dnia", i obawach, że bohater może okazać się zły - bohaterowie mają w końcu do siebie to, że zawsze zawodzą. Utwór wcale nie jest aż taki zły.

Ocena: 7/10

7. Bleeding Me
Utwór jest bardzo spokojny, długi - trwa ponad osiem minut. Rozpoczyna go spokojny, mroczny riff. Piosenka od początku ma taki trochę mroczny klimat. Od czasu do czasu piosenka nabiera więcej metalowego rockowego brzmienia. Fani mocniejszych brzmień również mogą ten utwór krytykować, jednak dla mnie jest bardzo dobry, spokojny, klimatyczny z trochę mocniejszymi elementami (refrenem choćby, solówką). Nie nudzi w żadnej chwili, wciąga i te osiem minut mija niepostrzeżenie. Gdy słyszę te mocniejsze elementy piosenki, to przypomina mi się nieco "Screaming From The Sky" Slayera z poprzedniego albumu jaki omówiłem. Tekst opowiada o problemach Jamesa Hetfielda z alkoholem (podobnie jak numer 1).

Ocena: 8,5/10

8. Cure
 Zaczyna się w hardrockowym stylu, jak większość utworów na tej płycie. Piosenka nie przemawia od pierwszego odsłuchania, ale gdy posłuchałem jej raz drugi, trzeci i czwarty, stwierdziłem, że jest to bardzo dobra rzecz i zacząłem słuchać tego bez przerwy jak i "King Nothing". Zaletą tej piosenki jest dobry refren, wyróżniający się. Tekst podobny do poprzedniego. Również opowiada o problemach alkoholowych. Widać to od samego początku, w wersie "the man takes another bullet", owo "bullet" (kula) może symbolizować piwo Coors Lite nazywane również "srebrną kulą". Piosenka bada powody z jakich ludzie popadają w alkoholizm. W pewnym momencie James stwierdza, że skoro alkohol ma pomóc ludziom zapomnieć o swoich problemach, ma być tytułowym "lekarstwem", to już lepsza jest choroba niż takie lekarstwo, które przyniesie efekty uboczne. Prawdopodobnie James Hetfield nawiązuje też do swojego nałogu alkoholowego.

Ocena: 7/10

9. Poor Twisted Me
Piosenka jest właściwie parodią blues-rockowych kawałków z lat siedemdziesiątych, np. "Mistreated" Deep Purple. Riff brzmi jakby został zerżnięty z "On The Road Again" Canned Heat. Niezbyt i tak za nim przepadam, właściwie to zero elementów metalu. Piosenka jest dosyć nijaka. Przynajmniej nadrabia tekstem, który jest dosyć dobry. Podobnie jak w przypadku "My Friend Of Misery" z albumu "Metallica" opowiada o ludziach lubiących skarżyć się na swój ból, robiących z byle czego wielkie zamieszanie.

Ocena: 5/10

10. Wasting My Hate
Utwór za którym niezbyt przepadam. Zaczyna się dosyć spokojnym pogrywaniem na gitarze, potem dochodzi trochę agresywniejszy riff, który i tak wypada dosyć słabo. Za dużo elementów rocka, piosenka w ogóle nie jest złożona i szybko nudzi. Dobrze, że trwa niecałe 4 minuty, a nie więcej. Zdecydowanie jeden z gorszych utworów na tej płycie. Opowiem jeszcze o jego genezie. Tekst został zainspirowany historią opowiedzianą Jamesowi Hetfieldowi przez Waylona Jenningsa, gwiazdora muzyki country. Pewnego razu Jennings siedząc w barze, zobaczył za oknem człowieka gapiącego się na niego z samochodu. Nie pasowało mu to, toteż odpowiedział "nienawistnym spojrzeniem". Tamten jednak nie odwrócił wzroku. Gdy Jennings wyszedł na dwór, aby porozmawiać z nieznajomym, przekonał się, że ten śpi a jego spojrzenie wzięło się z odbicia światła na szybie samochodu. Waylon Jennings stwierdził, że "zmarnował na niego swoją nienawiść". Moim zdaniem trochę banalny powód oraz tematyka tego tekstu.

Ocena: 6,5/10

11. Mama Said
Kolejna spokojna ballada, też zapewne ją znacie. Zostanie skrytykowana przez fanów mocniejszego brzmienia. Jednak ja bardzo ten utwór lubię, jest klimatyczny, dobry do posłuchania, gdy chcemy się uspokoić. Piosenka głównie krytykowana jest za zbliżony styl do country oraz za tą gitarę akustyczną. Jednak mnie to nie przeszkadza, jak mówiłem - piosenka ma klimat! Tekst jest takim osobistym tekstem Hetfielda, podobny do "Until It Sleeps". Opowiada o jego matce, Hetfield żałuje, że się od niej oddalił i z nią nie rozmawiał kiedy jeszcze żyła. Też takie smutne przesłanie jak i brzmienie instrumentów w tym utworze.

Ocena: 7,5/10

12. Thorn Within
No, czas na coś żywego. Piosenka ma najwięcej elementów thrash metalu ze wszystkich na tej płycie. Pierwsza piosenka Metalliki jaką poznałem, od razu się spodobała i zachęciła do poznania innych utworów i płyt :) Od początku słyszymy ostry, energiczny riff, który ma nawet parę cech starszych albumów Metalliki! Spokojne, budujące napięcie zwrotki. Jednak prawdziwą zaletą tego utworu jest świetnie zaśpiewany refren oraz riff jaki leci w tym momencie. Piosenka jest prawdziwym arcydziełem, w sumie jest tak dobra jak "King Nothing" jeśli nie lepsza. Pewne elementy hard rocka zawiera, ale dobra, to tylko śladowe ilości. Tekst nawiązuje do Biblii, wymierza cios fanatykom. Widać to wersach typu: "forgive me father / for I have sinned" (Przebacz mi, Ojcze / bo zgrzeszyłem) - rodem z katolickiego konfesjonału. Obecne są też biblijne symbole - cierniowa korona, piętno wstydu (piętno Kaina). Tekst też w pewnej części opowiada o poszukiwaniu przebaczenia za fikcyjne lub prawdziwe zło, przebaczenia, jakiego narrator nigdy nie uzyska.

Ocena: 9,75/10

13. Ronnie
Utwór trochę w stylu AC/DC. Słyszymy od początku dosyć melodyjny riff. Jeden z lżejszych utworów na tej płycie. Hetfielda do napisania go zainspirowała strzelanina w pewnej szkole w stanie Waszyngton (USA). Jeden z uczniów - "Ron Brown" (czy też Ronnie Frown - Ronnie Marsowa Mina w piosence), choć zapewne chodziło o Barry'ego Loukaitisa, czternastolatka - przebrany za rewolwerowca, z dwoma ukrytymi pistoletami, 78 nabojami i szybkostrzelną strzelbą, zabił troje ludzi. Uznał, że "fajnie byłoby postrzelać do ludzi". Został skazany na dożywocie. Hetfield w paru miejscach trochę potraktował to jako przykład czarnej komedii - "Now we all know why the children called him Ronnie Frown / When he pulled that gun from his pocket they all fall down" (teraz wiemy, czemu dzieci mówiły na niego Ronnie Marsowa Mina / Kiedy wyciągnął pistolet - wszyscy padli).

Ocena: 7,5/10

14. The Outlaw Torn
Ostatni i najdłuższy utwór na płycie. Rozpoczyna go ciężki, powolny riff. Piosenka rozkręca się powoli, wokal pojawia się dopiero w okolicach drugiej minuty. Instrumenty budują napięcie podczas zwrotek, które uwalniane jest w agresywnym refrenie, który jest naprawdę bardzo efektowny. Jednak najlepsza część tej piosenki zaczyna się w 6:25 - jest to solówka, najlepsza solówka na płycie. Właściwie nie ma żadnego błędu, jest zagrana idealnie. W utworze jest wiele zwrotów akcji, zmian rytmu, brzmi ciekawie. Tytuł często jest błędnie tłumaczony na "cierń poza prawem" co brzmi idiotycznie. Otóż "torn" to nie jest to samo co "thorn". "Torn" jest przymiotnikiem (ewentualnie trzecią formą czasownika "tear"), a "outlaw" tłumaczymy jako "banita". "Rozdarty banita". Tekst jeszcze raz nawiązuje do śmierci rodziców Jamesa i o jego próbach pogodzenia się z tym.

Ocena: 8,5/10

Podsumowując, "Load" jest dobrym albumem. Różni się od ich poprzednich płyt, ponieważ tutaj obecne są wpływy hard rocka i miejscami country. Jedna z ich lżejszych płyt, prawdopodobnie nie spodoba się fanom mocniejszych brzmień, jednak dla kogoś kto zaczyna przygodę z tym gatunkiem muzyki płyta jest bardzo dobra. Obecnie wolę mocniejsze albumy, jednak często słucham tej płyty (kiedyś bardzo ją lubiłem). Czas na ocenę.

Okładka: 9/10
Kompozycje: 8/10
Teksty: 10/10

Ocena ogólna: 8,5/10

Zalety:
- dobre kompozycje
- dobry wokal
- różnorodność
- dobre, klimatyczne solówki
- dobre teksty

Wady:
- za dużo elementów hard rocka

Obserwuj nas!