Wyszukaj

24 lutego 2014

Konfrontacja: Sepultura - Beneath The Remains vs Sodom - Tapping The Vein


Witam w kolejnej konfrontacji! Z tej strony Adi666! Wraz z dzisiejszym wpisem rozpoczynamy nową serię remake'ów starych konfrontacji, które niegdyś spartoliliśmy. Jak już parę razy wspominaliśmy, robimy to po to, aby nasze recenzje czytało się jeszcze lepiej. Dzisiaj na warsztat weźmiemy dwa, charakterystyczne zespoły grające thrash metal. Wyżej wymienione płyty pomimo tego, że są do siebie dosyć podobne, przyniosły nowy rozdział w karierach zespołów z Brazylii i Niemiec. Nikt nie ma wątpliwości, które z tych dzieł osiągnęło większą popularność. Który jednak ocenię lepiej? Przed wami: Sepultura - Beneath The Remains vs Sodom - Tapping The Vein.


Sepultura - Beneath The Remains



Beneath The Remains jest trzecim albumem studyjnym brazylijskiej grupy thrashmetalowej Sepultury. Został wydany 7 kwietnia 1989 roku nakładem Roadrunner Records. Po wydaniu Schizophrenii, chłopakom z Brazylii otwierają się wrota do popularności. Jeszcze przed wydaniem albumu, Max Cavalera wyjeżdża do Nowego Jorku, w celu rozmowy z właścicielem Roadrunner Records. Po udanej konwersacji, Sepultura zatrudnia znanego producenta babrającego się w muzyce death metalowej, Scotta Burns'a, współpracującego ówcześnie z Morbid Angel, Obituary i Death. Beneath The Remains miało być inspirowane brzmieniem takich grup jak Kreator, czy Slayer. Po wydaniu albumu, grupa wybrała się w trasę koncertową po Europie. Obecnie Beneath The Remains uznawane jest za klasykę thrash/death metalu.

Okładka została stworzona przez Michaela Whelana. Nazwana została "Nightmare In Red": przedstawia ona czaszkę na której znajdują się róże, jama potwora oraz groby. Widać że w tamtym okresie Sepultura nie miała zbyt wiele kasy na tworzenie albumu, stąd najprawdopodobniej zalatująca z niej "biedota". Wyżej wspomniana grafika nie robi tak dużego wrażenia jak pozostałe obrazy artysty, aczkolwiek da się jakoś nacieszyć oko. Czaszka została bardzo dobrze wykonana, i robi wrażenie. Szkoda tylko że tak tu pusto.


Lista utworów:

1. Beneath The Remains
2. Inner Self
3. Stronger Than Hate
4. Mass Hypnosis
5. Sarcastic Existence
6. Slaves Of Pain
7. Lobotomy
8. Hungry
9. Primitive Future
10. A Hora e a Vez Do Cabelo Nascer


Kompozycje zostały napisane bardzo dobrze; w każdym razie jest lepiej w porównaniu do poprzednika. Dzieła słucha się z przyjemnością, słychać że Max Cavalera i Andreas Kisser włożyli mnóstwo serca aby je napisać. Muzyka ma w sobie elementy zarówno thrash, jak i death metalu, wszystko zawiewa ciężkim klimatem i profesjonalizmem. Na albumie można usłyszeć mnóstwo świetnych riffów i solówek, gitary są nastrojone na niskie tony, przez co słuchanie tego albumu to czysta przyjemność. To co jedynie mnie drażni, to sama oryginalna jakość albumu. Jest ona dosyć słaba, przez co trudno mi się go słuchało. Po jakimś czasie wraz z MrCommando1995 nabyliśmy egzemplarze zremasterowane, przez co słuchanie Beneath The Remains nabrało nowego sensu. Do wokalisty nie mam żadnych zarzutów. Pierwszy utwór to faworyt, Beneath The Remains. Na początku słyszymy klimatyczne intro, po czym dostajemy w kość zajebistym, agresywnym graniem. Sepultura udowadnia, że jej poziom z czasem rośnie. Następny w kolejce jest Inner Self, równie dobry jak poprzednik; wprawdzie nieco bardziej ustabilizowany, aczkolwiek z cięższymi momentami naprawia sytuację. Dalej dostajemy utwór trochę bardziej death metalowy kawałek (w stylu Schizophrenii), Stronger Than Hate. Następnie dostajemy równie dobre, hipnotyzujące Mass Hypnosis. Jest to typowy utwór Sepultury, łączący w sobie zarówno piękno jak i brutalność. Numer piąty to porządna dawka ciężkiego klimatu, Sarcastic Existence. Numer szósty, Slaves Of Pain to (podobnie jak w przypadku Mass Hypnosis) porządna dawka ciężkiego grania w połączeniu z pięknem. Kawałek został napisany przez Andreasa Kissera w roku 1987, znalazł się również na pierwszej demówce jego dawnego zespołu, Pestilence. Dalej dostajemy zajebisty kawałek w stylu Schizophrenii, Lobotomy. Utwór warty przesłuchania ze względu na to mieszające w głowie zgranie, cholernie zawiewa ciężkim klimatem i profesjonalizmem. Następny jest równie dobry, aczkolwiek trochę bardziej ustabilizowany numer, Hungry. Numer 9 to Primitive Future. Utwór postawiony bardziej na brutalność, krótkie i zdecydowane pierdolnięcie ze strony Sepultury na koniec wersji oryginalnej albumu. Wśród bonusów rozczarowanie, mianowicie dostajemy utwory Mass Hypnosis i Inner Self w wersji instrumentalnej, oraz lipny, punkowy cover (!), A Hora e a Vez Do Cabelo Nascer; nie mam pojęcia czemu to miało służyć. Moim zdaniem jak już Sepultura chciała zabrać się za jakiś cover, mogła wziąć coś ze stajni Metalliki (chociażby utwór dosyć podobny do tych z BTR, For Whom The Bell Tolls), czy na przykład cokolwiek z Death'u, Morbid Angel, czy chociażby ówczesnego wzoru, Kreatora. Ale nie, musieli na koniec zostawić nam jakieś gówno, i zepsuć całe wrażenia ze słuchania!

W przypadku tekstów, trudno jest cokolwiek zarzucić. Zostały napisane przez mózgów grupy, Andreasa Kissera i Maxa Cavalerę, obaj panowie wywiązali się ze swojego zadania śpiewająco. Teksty zazwyczaj dotyczyły ludzi, którzy zostali dotknięci przez wojny (Beneath The Remains, Mass Hypnosis, Sarcastic Existence, Hungry, Primitive Future). Są również utwory, w których grupa przejawia bunt przeciwko władzy (Inner Self, Stronger Than Hate, Lobotomy). W utworze Slaves Of Pain grupa zachęca do walki ze swoimi problemami, nawet wtedy gdy są one ciężkie do rozwiązania. Z kolei w A Hora e a Vez Do Cabelo Nascer trudno jest określić jakąkolwiek tematykę, jest to utwór o jakiejś przyjemności, podmiot liryczny cieszy się z czegoś, itp. Nie chce mi się tego gówna omawiać.

Podsumowując, Beneath The Remains to bardzo dobry album. Czasem brakowało mi słów, aby móc to dobrze opisać, Sepultura zasłużenie dzięki niemu zyskała miejsce w czołówce grup thrash/death metalowych lat 80-tych i 90-tych. Kompozycje napisane z sercem, połączenie brutalności, agresji i piękna. Tektsy również bardzo mi się spodobały, Sepultura przytoczyła nam odpowiedzi na ważne tematy, czasem ukazała nam również straszną prawdę w postaci złej strony ludzkiej natury. Warto zainteresować się Brazylijczykami, zwłaszcza z tego powodu że mają swój unikalny styl, nawet pomimo tego że próbowali wzorować się na takich ówczesnych gigantach jak Kreator, czy chociażby Slayer.

Zalety:
- Świetnie skomponowany album
- Bardzo dobre teksty
- Dobry wokal
- Różnorodność
- Połączenie piękna z brutalnością
- Agresja i rasowość

 Wady:
- Beznadziejny utwór bonusowy (10)
- Wersja oryginalna jest kiepskiej jakości

Okładka: 8/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 10/10

Ocena ogólna: 9,5/10 


Sodom - Tapping The Vein


Tapping The Vein jest piątym albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Został wydany 1 sierpnia 1992 roku nakładem Steamhammer Records. Album pojawił się w moim rankingu top 5 najbardziej niedocenianych albumów na 4 miejscu, umieściłem go tam z powodu jego wykonania (które w rzeczywistości było bardzo dobre). Sam album został skreślony oczywiście z powodu tego jak Sodom zagrał ten album. Prawdziwy fan thrashu, moim zdaniem powinien lubić zarówno thrash metal jak i death metal (przynajmniej w lżejszej odmianie). Album był pozytywnie oceniany przez krytyków, negatywnie przez fanów grupy.

Okładka została stworzona przez Dietera Brauna i Jürgena Hubera. Tak samo jak w przypadku Beneath The Remains Sepultury, wydaje mi się że grupa chciała na niej zaoszczędzić. Na grafice widoczny jest chwiejący się żołnierz trzymający karabin maszynowy. Do niego przyczepiona jest pompa wstrzykująca truciznę; okładka jest idealnym nawiązaniem do utworu z tego albumu, w którym jest mowa o żołnierzu który popełnia samobójstwo dając sobie zastrzyk trucizny. Muszę przyznać że pomysł jest całkiem dobry, wykonanie z kolei zostawia wiele do życzenia.



Lista utworów:

1. Body Parts
2. Skinned Alive
3. One Step Over The Line
4. Deadline
5. Bullet In The Head
6. The Crippler
7. Wachturm
8. Tapping The Vein
9. Back To War
10. Hunting Season
11. Reincarnation


Na początku sucharek. Wiecie czemu Tapping The Vein zawdzięcza swoją nazwę? Werbel wydaje na nim dźwięki "tap tap tap" <badum tsss>. A teraz na poważnie, Sodom za kompozycje dostaje ode mnie okejkę. Nie jest wprawdzie tak dobrze jak na Agent Orange, czy Persecution Mania, grupa jednak udowadnia że potrafi jeszcze dobrze grać. Jak mówiłem w moim rankingu, album najprawdopodobniej był inspirowany Seven Churches grupy Possessed oraz Beneath The Remains Sepultury (zwłaszcza nim), nawet Kreator by się tam zmieścił. Album przepełniony jest ciężkim klimatem, muzyka została napisana bardzo dobrze, chociaż mogłoby się znaleźć parę wyjątków. Co do wokalu, jest średni; znacznie lepiej Tom Angelripper zaśpiewał na poprzednim albumie. Tutaj wokalista brzmi jakby próbował udawać growl, ewentualnie jakby nabawił się kataru będąc na wycieczce na Kamczatce. Sodom rozpoczyna swoją grę zdecydowanym, thrashowym młotem Body Parts. Utwór kojarzy mi się ze starym, dobrym Nuclear Winter wykastrowanym z rasowości. Wprawdzie nie jest to aż takie złe, wiem jednak że Sodom dopiero się rozkręca. Numer dwa, Skinned Alive to praktycznie klon poprzednika. Do większych różnic należy najprawdopodobniej bezpłciowa solówka. Wraz z numerem trzecim, One Step Over The Line, Sodom się rozkręca, dając nam do posłuchania ociężały, klimatyczny kawałek z nutką rasowości lekko w stylu Persecution Mania. Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych utworów z płyty. Numer piąty to Bullet In The Head, będący czymś w stylu Better Off Dead; utwór jest średni, jest dosyć prosty w budowie, i wydaje się lekko prześmiewczy. W The Crippler grupa wraca do szybszych utworów w bardzo dobrym stylu. Wachturm jest zdecydowanie bardziej postawiony na rasowość, miejscami przypomina Bullet In The Head. Utwór został wykonany w ojczystym języku grupy. Numer ósmy to ciężkie uderzenie w stylu Beneath The Remains, Tapping The Vein będące jednocześnie moim faworytem. Jest to ciężki i klimatyczny utwór z porządną dawką adrenaliny. Back To War to powrót do muzyki w stylu Better Off Dead, niezbyt dobry utwór. Wraz z Hunting Season, Sodom gwarantuje nam kolejną dawkę łojenia na silnej adrenalinie. Warto zwrócić tutaj uwagę na świetne, agresywne riffy i solówki. Zdecydowanie obok Tapping The Vein, najlepszy utwór na płycie. Ostatni utwór zwie się Reincarnation, jest to ociężały kawałek z całkiem dobrą dawką porządnych riffów.

Teksty na albumie Tapping The Vein dotyczą w większości tematyki śmierci. Sodom zechciał zszokować odbiorcę bezpośrednim przekazem, mówiąc o umieraniu w taki sposób, jakby z każdym utworem grupa poruszała inny temat, co jest bardzo ciekawym zabiegiem. Na Tapping The Vein grupa nie pierdoli się ze słuchaczami, zamiast tego lepiej jest powiedzieć wprost o co chodzi. Wprawdzie czasem zdarzy się jakiś tekst w przypadku którego trzeba dochodzić dłużej do znaczenia, jednak aby taki znaleźć, trzeba się trochę natrudzić. Utwór Body Parts jest o klinice, która handlowała organami pacjentów zmarłych na skutek ciężkich wypadków. Skinned Alive jest o seryjnym zabójcy lubującym się w obdzieraniu ofiar ze skóry żywcem. One Step Over The Line jest o wadach seksu. W pierwszej zwrotce jest mowa o chorobach wenerycznych wybijających powoli ludzkość; w drugiej z kolei grupa wspomina o kobietach, które zaszły w przypadkową ciążę, i zabijają niechciane dzieci. Deadline jest o więźniu oczekującym na wyrok śmierci. Jeśli czekaliście na coś bardziej związanego z Agent Orange i Persecution Mania, macie tu Bullet In The Head, które jest o wojennych egzekucjach pojmanych żołnierzy. The Crippler zostało z kolei zainspirowane brutalnością w wrestlingu, mowa jest tu o krwawej walce zapaśników. Jak już w czasie opisywania okładki wyjaśniłem, utwór Tapping The Vein jest o żołnierzu, który popełnia samobójstwo poprzez zastrzyk trucizny. Dowiadujemy się, że bohater ma tak zniekształconą psychikę, że nie wie dlaczego zdecydował się na taki krok. Tekst do utworu Wachturm jest nie lada zaskoczeniem. W nim wokalista manifestuje ludzką niechęć do świadków Jehowy, którzy przychodzą do ludzi by ich "nawrócić". Back To War i Hunting Season są kolejną dwójką w stylu Agent Orange. W jednym jest mowa o żołnierzu, który został wysłany na wojnę po przerwie. W drugim z kolei bohaterem jest były porucznik, który w pewnym momencie swojego życia przestał odróżniać wojnę od pokoju, po czym zaczął zabijać cywili. Na ostatniej ścieżce, Reincarnation, grupa potępia istnienie religii i życia po śmierci na rzecz reinkarnacji.

Podsumowując, Tapping The Vein to całkiem spora dawka ciężkiego brzmienia ze stajni Sodomu. Album jest jak mały rollercoaster, w jego słuchaniu można było dostrzec wzloty i upadki; jednym razem dostawaliśmy dobry utwór, innym razem coś słabszego. Kompozycje zrobiły tu na mnie największe wrażenie, wydaje mi się że jest to ostatni tak dobry album w karierze grupy, w każdym razie do czasu wydania M-16 (tak, grupa brała się w garść 9 lat, wydając w tym czasie 3 LP i jedną EP-kę). Teksty były całkiem niezłe, aczkolwiek sprawiały wrażenie lekko monotematycznych. Sam wokal Toma Angelrippera był niestety kiepski. W czasie gdy we wcześniejszych albumach brzmiał całkiem przyzwoicie, tutaj śpiewał jakby ktoś mu wbił w płuco kawałek pręta. Nie wiem czy to skutek przesterowania wokalu, czy może eksperymentu związanego ze zmianą brzmienia. Warto zapoznać się z Tapping The Vein, nawet pomimo tego że bardzo się różni od swoich poprzedników.


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Teksty poruszające ciekawe tematy
- Solidna dawka brutalnego brzmienia
- Rasowość
- Porządna dawka ciężkiego klimatu
- Pomysł na okładkę

 Wady:
- "Efekt rollercoaster'a"
- Kiepski wokal


Okładka: 6,5/10
Teksty: 9/10

Kompozycje: 9,25/10

Ocena ogólna: 9/10



Konfrontację wygrywa: Beneath The Remains

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!