Wyszukaj

13 lutego 2014

Konfrontacja: Slayer - Diabolus In Musica vs Metallica - Load

Witam w kolejnej recenzji! Jak widzicie po raz trzeci skonfrontuję ze sobą albumy Slayera i Metalliki - "Diabolus In Musica" (Slayer) i "Load" (Metallica). Oba albumy były, są i zapewne będą niedoceniane przez większość fanów. Uważa się je za jedne z najgorszych płyt tych zespołów. Jednak czy naprawdę są takie złe? Który z tych "słabych" albumów jest lepszy? Czy Slayer, nawet gdy coś mu nie wychodzi, gra lepiej niż Metallica, czy jest na odwrót? Przekonamy się za chwilę.


1. Slayer - Diabolus In Musica



Pierwszym albumem jaki omówię będzie "Diabolus In Musica" Slayera. Jest to siódmy album studyjny grupy Slayer, wydany 9 lipca 1998 roku przez wytwórnię American Recordings. To druga pełna studyjna płyta na której za perkusją zagrał Paul Bostaph. "Diabolus In Musica" w porównaniu do wszystkich poprzednich dzieł bardzo odstawał stylem - był nieco wolniejszy i ociężały, przez co wielu fanów nie potrafiło jego przełknąć. Album w pierwszym tygodniu sprzedał się w ilości 46,000 kopii w USA i uplasował się na 31 miejscu listy Billboard 200. Według danych z kwietnia 2002 album sprzedał się w nakładzie 253,302 egzemplarzy na terenie Stanów Zjednoczonych.

Okładka jest dosyć prosto skonstruowana - dominuje czerń, w centrum okładki widzimy jakiegoś demona czy też czarta. Nieważne co to dokładnie jest - wiemy, że to mroczna postać z zaświatów. Okładka dodaje mrocznego nastroju albumowi. Niestety jest dosyć uboga mimo to. Jednak czy utwory do niej pasują? Czy są dobre? Właśnie do nich przechodzimy.


Album do przesłuchania
1. Bitter Peace
Utwór zaczyna się powoli, buduje napięcie. W pewnym momencie słyszymy dźwięk lecącego helikoptera. Piosenka trwa i trwa, nic się nie zmienia i po pewnym czasie zaczyna nudzić. Cała akcja zaczyna się pod koniec drugiej minuty. Utwór przyspiesza i nabiera cech bardziej właściwych Slayerowi. Wszystko jest fajnie, tylko jedna rzecz nie do końca mi pasuje - refren. Wycie "can't stop the warring factions, can't stop the warring factions!!" niezbyt do mnie przemawia. Mimo to utwór można uznać za dobry, niezłe solo i zwrotki. A gdy odsłuchamy tej piosenki parę razy, refren przestaje razić. Pod koniec piosenka zwalnia i zaczyna przypominać wolniejsze utwory z albumu "Christ Illusion" tej samej grupy. Klimatyczna końcówka. Dobry początek albumu. Tekst krytykuje wojny oraz zadaje pytanie "czemu tak ciężko jest utrzymać pokój?".

Ocena: 8,75/10

2. Death's Head
Piosenka zaczyna się szybkimi uderzeniami perkusji. A zaraz potem słyszymy agresywnie zaśpiewaną zwrotkę. Szybki i energiczny start. Piosenka zapowiada się dobrze. Jednak ten refren trochę psuje dobry efekt, jaki wywołała pierwsza zwrotka. Są to wyszeptane słowa "I'll wake the silence in you / I'll shoot the violence". Trochę to wybija z rytmu, było już nieźle, ale świetna akcja została przerwana. Po trzech zwrotkach piosenka zmienia całkowicie rytm. Słyszymy niepokojący, trzymający nas w napięciu riff oraz jakieś dziwaczne dźwięki, które nie do końca tu pasują. Tekst opowiada o kimś, kto jest torturowany i ma niedługo umrzeć. Cały utwór jest średni, słabszy od poprzedniego.

Ocena: 7,75/10

3. Stain Of Mind
Kawałek jest o wiele lepszy od obu poprzednich i jest jednym z moich ulubionych na tej płycie. Na początku słyszymy riff rodem z albumu "Death Magnetic" Metalliki. Później piosenka zwalnia, przed zwrotką słyszymy typowy dla Slayera riff budujący napięcie. Bardzo dobrze zaśpiewana zwrotka, przypomina te z poprzedniego utworu. Pod koniec słyszymy wyszeptany wers "death becomes your bride" a następnie "lifelessness invades your eyes!". W drugim wersie ten szept przechodzi w taki krzyk i uwalnia całe napięcie, które zbudowały oba wersy. Bardzo dobrze zrobiona część piosenki. Zaczyna się refren, w którym widoczne, a raczej słyszalne są wpływy muzyki hip-hopowej. Udany eksperyment. Jedynie solówka jest średnia, ale reszta utworu jest naprawdę dobra! Kończy się tak jak się zaczęła - riffem kojarzącym się z albumem "Death Magnetic" Metalliki. Tekst opowiada o kimś, kto został opętany przez jakąś nieludzką siłę, może szatana (?) i przez to popełnia wiele zbrodni. W sumie pasuje do nazwy tej płyty.

Ocena: 9,75/10

4. Overt Enemy
Utwór zaczyna się powolnym, ciężkim riffem, który skutecznie buduje napięcie. W tle słyszymy jakieś głosy oraz co pewien czas niegłośne ryki jakiejś bestii. Chwilę później piosenka się rozkręca, słychać dobry, klimatyczny riff oraz niezłą perkusję. Piosenek z tej płyty nie zagrał już Dave Lombardo, lecz Paul Bostaph również jest dobrym perkusistą. Większa część utworu jest powolna, pełny niepokoju, jednak w okolicach czwartej minuty utwór przyspiesza, nieznacznie, ale przyspiesza. Wydaje się, że w piosence nie ma jako takiego refrenu, jednak jest - tyle, że niezauważalny. Dobrze zrobiony utwór, można słuchać go przez dłuższy czas, jednak nie jest lepszy od "Stain Of Mind". Tekst przypomina mi trochę "Master Of Puppets" Metalliki. Można zinterpretować go na dwa sposoby: 1) mówi o zgubnym wpływie narkotyków na ludzi, o tym jak kontrolują 2) opowiada o manipulacji, o egoizmie ludzi, którzy osiągają korzyści kosztem innych osób.

Ocena: 8,25/10

5. Perversions Of Pain
 Początek utworu kojarzy się trochę z początkiem utworu "Mass Hypnosis" Sepultury. Bez zbędnego marnowania czasu - Slayer od razu przechodzi do zwrotki, szybko i konkretnie. Sposób w jaki została zaśpiewana buduje napięcie, które uwalnia się w refrenie. Taki zabieg Slayera, który jest dosyć często spotykany w ich piosenkach. Przez połowę trwania utworu, panuje atmosfera pełna niepokoju, utwór jest dosyć powolny. Słyszymy różne, dobre riffy. Jednak najlepsza część piosenki zaczyna się pod koniec drugiej minuty. Utwór drastycznie przyspiesza. Perkusja brzmieniem zaczyna przypominać tą z albumu "Cause Of Death" Obituary. Świetna solówka. Dynamiczności i "ognia" tej piosence dodają wtrącane co jakiś czas wersy. Można słuchać tej piosenki dłuższy czas i się nie będzie nudzić. Tekst opowiada o kimś, kto oszalał z powodu cierpień doznanych w przeszłości i teraz zabija ludzi.

Ocena: 7,75/10

6. Love To Hate
Utwór zaczyna się powoli, perkusja przypomina tą z "Cause Of Death" Obituary (z tym, że tu jest wolniej). Gdy już słychać wokal, piosenka jest niemal bliźniaczo podobna do niektórych kawałków grupy Biohazard. Mogła być inspirowana na tym zespole - w końcu ten album to taki eksperyment. Prawdopodobnie nie spodoba się ten utwór fanom szybszych brzmień w rodzaju "Reign In Blood". Przez cały czas jest powolny. Jednak dla mnie jest to niezły kawałek. Świetne zwrotki i agresywnie wykrzyczany refren to nie wszystko, słyszymy jeszcze dobre solo. Utwór jest dobry, jednak na tej płycie znajdziemy lepsze. Tekst opowiada o złym władcy znienawidzonym przez poddanych, którzy jednak nie mogą się zbuntować i go wygnać lub zabić, bo sprowadziłoby to na nich inne nieszczęścia. Wydaje się, że ten tekst też namawia do spokojnego zaplanowania wszystkiego co chce się zrobić. Nie działać spontanicznie, zastanowić się.

Ocena: 7,5/10

7. Desire
Utwór zaczyna się spokojnym pogrywaniem, które buduje napięcie i niepokój. Rozkręca się jak "Overt Enemy". Dochodzi agresywniejszy riff oraz perkusja. Zwrotki instrumentalnie zbudowane są podobnie jak te w poprzednim numerze. Za to wokal to jest taki tajemniczy półszept, ledwie słyszalny. W refrenie wszystko się zmienia. Na pierwszym planie słyszymy agresywny wokal, który brzmi dosyć obłąkańczo, a na drugim planie klimatyczny riff, dodający niepokoju. Połączenie tych rzeczy daje nam naprawdę dobry utwór. Jednak solówka niestety nie jest zbyt dobra w tej piosence. Cóż, coś za coś. Rzadko kiedy jest utwór idealny. Dobrze zagrana piosenka, jedna z moich ulubionych na tej płycie. Tekst przypomina starsze nagrania Slayera z szokującymi tekstami - opowiada o nekrofilii.

Ocena: 7/10

8. In The Name Of God
No cóż, jak dotąd było dobrze. Czy ten utwór jest tak samo dobry jak poprzednie? Niestety nie. Otwiera go dosyć słaby riff, po paru sekundach zaczyna się zwrotka. Znów szybko i konkretnie, jak w "Love To Hate". Chyba jedyną zaletą tej piosenki jest sposób w jaki zaśpiewano zwrotki. Wpada to w ucho, lecz po pewnym czasie i tak zaczyna nudzić. Kolejnym nieudanym elementem tej piosenki jest refren. Próbuje budować napięcie, nieskutecznie. Budowa tej piosenki jest bardzo prosta. Dopiero pod koniec piosenki wszystko się polepsza. Słyszymy nawet niezłe solo i riff. Mimo to, i tak nie uznam tego utworu za dobry. O czym jest tekst? Krytykuje fanatyzm religijny. Ludzie popełniają wiele złych czynów i tłumaczą je "zrobiłem to dla Boga". Choćby po to, aby się usprawiedliwić przed samym sobą.

Ocena: 7/10

9. Scrum
Najkrótszy utwór na płycie. Trwa ledwo ponad dwie minuty. Zaczyna go pełne napięcia brzmienie gitary i perkusji, a następnie słyszymy wokal kojarzący się z zespołem "Hatebreed". W okolicach 0:40 piosenka się rozkręca. Słyszymy niezły, wciągający riff. A potem... właściwa część utworu. Szybko zaśpiewane zwrotki. Bardzo dynamiczne. Utwór zapewne spodoba się fanom szybszym nagrań Slayera, stylem powraca do starszych albumów. Jego budowa jest dosyć prosta. Tekst jest dosyć zagadkowy. Najprawdopodobniej opowiada o mordercy-psychopacie, grożącemu ludziom masowymi morderstwami.

Ocena: 7/10

10. Screaming From The Sky
Numer z początku przypomina "In The Name Of God", jest tak samo powolny. Jednak tutaj riff jest o wiele lepszy i słuchanie sprawia przyjemność od samego początku. Niektórzy mogą krytykować ten utwór za to, że "nie jest w stylu Slayera". To akurat prawda - bardziej pasowałby do Biohazardu, podobnie jak w przypadku "Love To Hate". Jednak mnie niezbyt obchodzi to czy piosenka jest w normalnym stylu swojego wykonawcy czy też nie - najważniejsze jest, aby to dobrze brzmiało. Kiedy słyszymy zwrotki, mogą nam się one kojarzyć z utworem "Stain Of Mind". Obecne małe wpływy hip-hopu. Za to refren kojarzy się z tym ze "Spirit In Black" z albumu "Seasons In The Abyss". Też próbuje budować napięcie. W "Screaming From The Sky" efekt jest znacznie słabszy niż na "Seasons In The Abyss". Tekst jest typowym dla Slayera - uznaje wiarę chrześcijańską za bzdurę i wymysł stworzony przez zachłannych ludzi chcących manipulować słabymi.

Ocena: 8,75/10

11. Wicked
Jeden z lepszych utworów zostawiony został prawie na sam koniec płyty. Zaczyna się spokojnie, w sumie podobnie jak piosenka "Cult" z albumu "Christ Illusion". Potem dochodzi trochę agresywniejszy, ale nadal powolny riff budujący napięcie. Od początku piosenka głowa zaczyna sama się kiwać. Wolne, ale rytmiczne. Klimatu piosence dodaje ciekawe brzmienie instrumentów pomiędzy zwrotkami a refrenem oraz wokal. Głos został dostosowany odpowiednio do momentów. Sam refren z początku wydawał mi się dosyć nijaki, głównie dlatego, że nie widziałem dużych różnic pomiędzy nim a zwrotkami. Jednak im dłużej słuchałem tej piosenki, tym więcej zalet dostrzegałem. W późniejszej części dostrzegamy takie "eksperymenty" Slayera. Rytm się zmienia, staje się chaotyczny. To jest część piosenki jaką niezbyt lubię. Jednak całokształt wypada dobrze. Tekst opowiada o możliwej zagładzie świata z powodu nieudolnych władców, prezydentów, którzy powodują wojny, pogarszają stan państw.

Ocena: 9,5/10

12. Point
Zaczyna się jak "Screaming From The Sky". Jednak po pewnym czasie piosenka przyspiesza i zaczyna bardziej przypominać "Scrum". A później... no! Rozkręca się i bardziej przypomina te mocniejsze utwory Slayera. Charakterystyczną cechą piosenki jest brak właściwego refrenu. Niby powtarzają się co jakiś czas te same wersy, lecz w prawie każdej zwrotce tekst mówi o czym innym. Jakoś w okolicy połowy piosenka zwalnia, niestety. A już wsłuchałem się w ten szybki, ostry rytm. Kolejnym wyróżniającym się elementem piosenki jest wers kończący większość zwrotek - "Point is where all die!". Słyszymy niezłe solo i na koniec piosenka przyspiesza ponownie. Jednak to zwolnienie w połowie było całkowicie niepotrzebne i zepsuło dobry efekt, zabrało utworowi energię. Tekst opowiada o pewnym brutalnym dowódcy, który chce pokonać przeciwnika za wszelką cenę, nawet kosztem życia swoich żołnierzy i przyjaciół - nie zna litości.

Ocena: 7,75/10

Podsumowując, "Diabolus In Musica" wcale nie jest takim złym albumem za jaki jest uważany, wręcz przeciwnie - jest dobry. Odbiega od klasycznego stylu Slayera, lecz o to nie ma się co czepiać - jest inaczej, ale ważne że nie jest źle. Z pewnością można tutaj zauważyć jeszcze odłamki tego stylu z "Divine Intervention" - podwójna stopa, ociężałość i lekko przesterowany wokal. Pomimo tego że zabrakło tutaj szybszych kawałków z których Slayer jest znany, nie powinienem być wściekły. Album jest raczej swego rodzaju eksperymentem. W końcu, na następnych albumach Slayer wraca do oldschool'owego grania.

Okładka: 7/10
Kompozycje: 8/10
Teksty: 7/10

Ocena ogólna: 7,5/10
 
Zalety:
- dobre kompozycje
- dobry wokal
- miejscami "eksperymenty" Slayera brzmią nieźle
- dobre solówki

Wady:
- średnie teksty

- miejscami "eksperymenty" Slayera brzmią też źle...


2. Metallica - Load


Drugim albumem jaki omówię będzie "Load" Metalliki. Został on wydany w 1996 roku. Na płycie znajduje się 14 utworów. Napisano ich o wiele więcej, jednak te, które się nie zmieściły, zostały wydane na płycie "Reload" z roku 1997. Według danych z kwietnia 2002 album sprzedał się w nakładzie 4,682,409 egzemplarzy na terenie Stanów Zjednoczonych oraz zajął 1. miejsce na liście Billboard 200 w roku 1996. Jak wspominałem, płyta została wydana w roku 1996, w czasie, gdy gra Metalliki odrobinę osłabła. Czy ta płyta jest kolejnym dobrym wydawnictwem Metalliki czy też jest to album niewarty odsłuchania? Przekonamy się za chwilę.

Okładka jest tak naprawdę zdjęciem zmieszanej ze sobą krwi i spermy fotografa Andresa Serrano. Okładka nazywa się "Semen And Blood III" i została wykonana w 1990 roku. Zmieszanie krwi i spermy miało symulować płomienie. Muszę przyznać że nawet im się to udało.


Album do przesłuchania
1. Ain't My Bitch
Już na początku gitara brzmi bardziej hardrockowo. Jednak jest w tym więcej metalu niż w piosenkach grupy Testament, której piosenki kojarzą się z przesłodzonymi rockowymi utworami. Metallica mimo że zmieniła nieco styl gry w tym utworze pokazuje, że umie zagrać dobrze. Budowa utworu dosyć prosta - nieskomplikowany riff. Przed refrenem słyszymy budujący napięcie wstęp, które zostaje uwolnione w refrenie. Znany nam już "zabieg stylistyczny" :) Solo mnie odrobinę zaskoczyło. Nie mówię, że jest złe, ale brzmi dosyć dziwnie i średnio pasuje do reszty piosenki. Tekst jest nawiązaniem do dawnych problemów wokalisty, Jamesa Hetfielda. Opisuje coś, co "sprowadzało go na dno", to "coś" to jest alkohol (James Hetfield był alkoholikiem).

Ocena: 7,5/10

2. 2 X 4
Już od początku piosenka przypomina nam bardziej rozbudowaną wersję "Walk" grupy Pantera. Możliwe, że Metallica pisząc ten utwór wzorowała się na Panterze (w końcu najlepsze lata mieli za sobą), i rozbudowała trochę tą piosenkę. Podobnie jak w poprzednim numerze - ma elementy hard rocka, jednak to wcale nie psuje dobrego numeru. Jest o wiele wolniejszy od poprzedniego, jednak jest w nim pewien "ogień", szczególnie w zwrotkach. Refren brzmi dosyć dziwnie, przypomina mi fragmenty piosenki "Under Siege (Regnum Irae)" Sepultury (jednak tylko odrobinę wokalnie) - wokal brzmi jakby "dobiegał z zaświatów". Po chwili jednak ten głos odchodzi na drugi plan i James Hetfield śpiewa już "normalnym" głosem resztę refrenu. Po drugiej zwrotce i refrenie, gitara zaczyna skutecznie budować napięcie. Słyszymy solówkę wolniejszą od reszty piosenki. Moim zdaniem bardzo dobra część piosenki, jednakże solówka w utworze została zakwalifikowana na 20 miejscu listy "100 najgorszych solówek wszech czasów" prowadzonej przez stronę internetową Guitar World. Niezbyt to rozumiem. Fakt, istnieje wiele lepszych solówek, jednak tutaj wcale nie jest aż tak źle. Tekst jest o wiele gorszy. Rzekomo odnosi się do jakiejś deski, "pigułki nasennej z Belfastu" o wymiarach 2 x 4. Trudno zrozumieć o co w tym naprawdę chodzi.

Ocena: 7,75/10

3. The House Jack Built
Utwór zaczyna budujący napięcie, wolny i ciężki riff kojarzący się z utworem Soulfly "Redemption Of Man By God" (lecz tylko z jego początkiem). Jeden z cięższych i wolniejszych kawałków na tej płycie. Przez dłuższą część piosenki słyszymy dosyć mroczny riff, który cały czas buduje napięcie. Nastrój piosenki staje się pogodniejszy podczas refrenu, którego tekst ma proste, a trafne przesłanie - "im wyżej jesteś, tym upadek bardziej boli, im dalej zajdziesz, tym dłuższy jest powrót". Cały tekst nawiązuje do uzależnień od narkotyków. Widać to praktycznie w każdym wersie oraz w samym tytule. "Jack up" w amerykańskim slangu oznacza wstrzykiwanie sobie narkotyku. Piosenka uznawana jest za jeden z gorszych utworów Metalliki, jednak dla mnie nadal dobry.

Ocena: 8/10

4. Until It Sleeps
Tytuł z pewnością znany większości z Was - ballada Metalliki, znana w podobnym stopniu co "The Unforgiven" i "Nothing Else Matters". "Until It Sleeps" jednak moim zdaniem bije obie wyżej wymienione piosenki na głowę. Od początku piosenka wprowadza dosyć smutny nastrój, który podkreśla odzywająca się co jakiś czas gitara. Spokojne zwrotki, metalowy refren. Jeden z lepszych utworów na tej płycie. Jednak to co najlepsze zaczyna się dopiero w późniejszej jego części - solo, które jest wprost niesamowite! Wolałbym zdecydowanie, aby "Until It Sleeps" leciało często w radiu, a nie "Nothing Else Matters", które jest MARNE. Tekst opowiada o śmierci rodziców Hetfielda, którzy zmarli na raka (właśnie to jest tym "it"). Byli oni członkami Stowarzyszenia Nauki Chrześcijańskiej, sekty, której członkowie nie wierzyli w skuteczność lekarstw, a tylko pomoc boską. Tekst smutny, obraca się wokół podobnych tematów co "The God That Failed" z "The Black Album".

Ocena: 9,75/10

5. King Nothing
Pierwsze dźwięki jakie słyszymy w tej piosence skojarzyły mi się z... brzęczeniem pszczół (?!). Do utworu stopniowo dochodzą wszystkie instrumenty, perkusja, gitara, wszystko powoli. W rezultacie słyszymy riff, który pasowałby idealnie na płytę "Ride The Lightning". Jak dotąd najlepszy utwór jaki tu omawiam. Bije na głowę wszystkie poprzednie. Zwrotki są wolne, a energiczne, takie marszowe tempo. Następnie słyszymy budujący napięcie wstęp przed refrenem. Napięcie utrzymuje się do końca refrenu, a zostaje uwolnione, gdy zostaje zaśpiewany szyderczy wers "Where's your crown, king nothing?". Tekst nawiązuje do mitu o królu Midasie, który dotykając czegokolwiek, zamieniał to w złoto. Jest to utwór, którego można słuchać naprawdę długi czas (pamiętam jak kiedyś słuchałem wyłącznie tego przez 3 dni :) ). Wspaniała solówka, w paru elementach przypomina piosenkę "Spiral" Soulfly. Tekst nawiązuje do postaci fikcyjnej, a zawiera pewne prawdziwe przesłanie - "Careful what you wish / You may regret it / Careful what you wish / You just might get it" (po polsku: uważaj czego sobie życzysz / możesz tego pożałować / uważaj czego sobie życzysz / bo jeszcze się to może spełnić). Prawdziwe.

Ocena: 9,75/10

6. Hero Of The Day
Piosenka, której szczerze nie lubiłem długi czas. W ogóle nie pasuje do Metalliki. Brzmi jak połączenie jakiegoś popu z soft rockiem. Zwykle miałem ten utwór za niewarty odsłuchania. Jednak po naprawdę długim czasie (chyba parę lat), dopatrzyłem się w nim pewnych zalet. To już zależy co kto lubi, piosenka nie spodoba się fanom ostrzejszych brzmień, jednak dla mnie jest zdatna do posłuchania i czasami lubię sobie to włączyć. Piosenka ma klimat, jestem otwarty na różne zmiany w stylu. Poza tym - to tylko jeden utwór różniący się od reszty, drobny eksperyment prawdopodobnie. Demo tej piosenki nosiło tytuł "Mouldy" (Spleśniałe), ponieważ riffy do niej były bardzo stare i długo czekały na wykorzystanie. Utwór został zbluzgany przez "prawdziwych fanów metalu", którzy stwierdzili, że Metallica sprzedała się alternatywnej, lepszej publiczności (co poniekąd jest prawdą). Jak na ironię, numer ten opowiada o ciemnej stronie kultu bohaterów, o bezwarunkowej miłości rodziców do dzieci, które poszły śladem "bohatera dnia", i obawach, że bohater może okazać się zły - bohaterowie mają w końcu do siebie to, że zawsze zawodzą. Utwór wcale nie jest aż taki zły.

Ocena: 7/10

7. Bleeding Me
Utwór jest bardzo spokojny, długi - trwa ponad osiem minut. Rozpoczyna go spokojny, mroczny riff. Piosenka od początku ma taki trochę mroczny klimat. Od czasu do czasu piosenka nabiera więcej metalowego rockowego brzmienia. Fani mocniejszych brzmień również mogą ten utwór krytykować, jednak dla mnie jest bardzo dobry, spokojny, klimatyczny z trochę mocniejszymi elementami (refrenem choćby, solówką). Nie nudzi w żadnej chwili, wciąga i te osiem minut mija niepostrzeżenie. Gdy słyszę te mocniejsze elementy piosenki, to przypomina mi się nieco "Screaming From The Sky" Slayera z poprzedniego albumu jaki omówiłem. Tekst opowiada o problemach Jamesa Hetfielda z alkoholem (podobnie jak numer 1).

Ocena: 8,5/10

8. Cure
 Zaczyna się w hardrockowym stylu, jak większość utworów na tej płycie. Piosenka nie przemawia od pierwszego odsłuchania, ale gdy posłuchałem jej raz drugi, trzeci i czwarty, stwierdziłem, że jest to bardzo dobra rzecz i zacząłem słuchać tego bez przerwy jak i "King Nothing". Zaletą tej piosenki jest dobry refren, wyróżniający się. Tekst podobny do poprzedniego. Również opowiada o problemach alkoholowych. Widać to od samego początku, w wersie "the man takes another bullet", owo "bullet" (kula) może symbolizować piwo Coors Lite nazywane również "srebrną kulą". Piosenka bada powody z jakich ludzie popadają w alkoholizm. W pewnym momencie James stwierdza, że skoro alkohol ma pomóc ludziom zapomnieć o swoich problemach, ma być tytułowym "lekarstwem", to już lepsza jest choroba niż takie lekarstwo, które przyniesie efekty uboczne. Prawdopodobnie James Hetfield nawiązuje też do swojego nałogu alkoholowego.

Ocena: 7/10

9. Poor Twisted Me
Piosenka jest właściwie parodią blues-rockowych kawałków z lat siedemdziesiątych, np. "Mistreated" Deep Purple. Riff brzmi jakby został zerżnięty z "On The Road Again" Canned Heat. Niezbyt i tak za nim przepadam, właściwie to zero elementów metalu. Piosenka jest dosyć nijaka. Przynajmniej nadrabia tekstem, który jest dosyć dobry. Podobnie jak w przypadku "My Friend Of Misery" z albumu "Metallica" opowiada o ludziach lubiących skarżyć się na swój ból, robiących z byle czego wielkie zamieszanie.

Ocena: 5/10

10. Wasting My Hate
Utwór za którym niezbyt przepadam. Zaczyna się dosyć spokojnym pogrywaniem na gitarze, potem dochodzi trochę agresywniejszy riff, który i tak wypada dosyć słabo. Za dużo elementów rocka, piosenka w ogóle nie jest złożona i szybko nudzi. Dobrze, że trwa niecałe 4 minuty, a nie więcej. Zdecydowanie jeden z gorszych utworów na tej płycie. Opowiem jeszcze o jego genezie. Tekst został zainspirowany historią opowiedzianą Jamesowi Hetfieldowi przez Waylona Jenningsa, gwiazdora muzyki country. Pewnego razu Jennings siedząc w barze, zobaczył za oknem człowieka gapiącego się na niego z samochodu. Nie pasowało mu to, toteż odpowiedział "nienawistnym spojrzeniem". Tamten jednak nie odwrócił wzroku. Gdy Jennings wyszedł na dwór, aby porozmawiać z nieznajomym, przekonał się, że ten śpi a jego spojrzenie wzięło się z odbicia światła na szybie samochodu. Waylon Jennings stwierdził, że "zmarnował na niego swoją nienawiść". Moim zdaniem trochę banalny powód oraz tematyka tego tekstu.

Ocena: 6,5/10

11. Mama Said
Kolejna spokojna ballada, też zapewne ją znacie. Zostanie skrytykowana przez fanów mocniejszego brzmienia. Jednak ja bardzo ten utwór lubię, jest klimatyczny, dobry do posłuchania, gdy chcemy się uspokoić. Piosenka głównie krytykowana jest za zbliżony styl do country oraz za tą gitarę akustyczną. Jednak mnie to nie przeszkadza, jak mówiłem - piosenka ma klimat! Tekst jest takim osobistym tekstem Hetfielda, podobny do "Until It Sleeps". Opowiada o jego matce, Hetfield żałuje, że się od niej oddalił i z nią nie rozmawiał kiedy jeszcze żyła. Też takie smutne przesłanie jak i brzmienie instrumentów w tym utworze.

Ocena: 7,5/10

12. Thorn Within
No, czas na coś żywego. Piosenka ma najwięcej elementów thrash metalu ze wszystkich na tej płycie. Pierwsza piosenka Metalliki jaką poznałem, od razu się spodobała i zachęciła do poznania innych utworów i płyt :) Od początku słyszymy ostry, energiczny riff, który ma nawet parę cech starszych albumów Metalliki! Spokojne, budujące napięcie zwrotki. Jednak prawdziwą zaletą tego utworu jest świetnie zaśpiewany refren oraz riff jaki leci w tym momencie. Piosenka jest prawdziwym arcydziełem, w sumie jest tak dobra jak "King Nothing" jeśli nie lepsza. Pewne elementy hard rocka zawiera, ale dobra, to tylko śladowe ilości. Tekst nawiązuje do Biblii, wymierza cios fanatykom. Widać to wersach typu: "forgive me father / for I have sinned" (Przebacz mi, Ojcze / bo zgrzeszyłem) - rodem z katolickiego konfesjonału. Obecne są też biblijne symbole - cierniowa korona, piętno wstydu (piętno Kaina). Tekst też w pewnej części opowiada o poszukiwaniu przebaczenia za fikcyjne lub prawdziwe zło, przebaczenia, jakiego narrator nigdy nie uzyska.

Ocena: 9,75/10

13. Ronnie
Utwór trochę w stylu AC/DC. Słyszymy od początku dosyć melodyjny riff. Jeden z lżejszych utworów na tej płycie. Hetfielda do napisania go zainspirowała strzelanina w pewnej szkole w stanie Waszyngton (USA). Jeden z uczniów - "Ron Brown" (czy też Ronnie Frown - Ronnie Marsowa Mina w piosence), choć zapewne chodziło o Barry'ego Loukaitisa, czternastolatka - przebrany za rewolwerowca, z dwoma ukrytymi pistoletami, 78 nabojami i szybkostrzelną strzelbą, zabił troje ludzi. Uznał, że "fajnie byłoby postrzelać do ludzi". Został skazany na dożywocie. Hetfield w paru miejscach trochę potraktował to jako przykład czarnej komedii - "Now we all know why the children called him Ronnie Frown / When he pulled that gun from his pocket they all fall down" (teraz wiemy, czemu dzieci mówiły na niego Ronnie Marsowa Mina / Kiedy wyciągnął pistolet - wszyscy padli).

Ocena: 7,5/10

14. The Outlaw Torn
Ostatni i najdłuższy utwór na płycie. Rozpoczyna go ciężki, powolny riff. Piosenka rozkręca się powoli, wokal pojawia się dopiero w okolicach drugiej minuty. Instrumenty budują napięcie podczas zwrotek, które uwalniane jest w agresywnym refrenie, który jest naprawdę bardzo efektowny. Jednak najlepsza część tej piosenki zaczyna się w 6:25 - jest to solówka, najlepsza solówka na płycie. Właściwie nie ma żadnego błędu, jest zagrana idealnie. W utworze jest wiele zwrotów akcji, zmian rytmu, brzmi ciekawie. Tytuł często jest błędnie tłumaczony na "cierń poza prawem" co brzmi idiotycznie. Otóż "torn" to nie jest to samo co "thorn". "Torn" jest przymiotnikiem (ewentualnie trzecią formą czasownika "tear"), a "outlaw" tłumaczymy jako "banita". "Rozdarty banita". Tekst jeszcze raz nawiązuje do śmierci rodziców Jamesa i o jego próbach pogodzenia się z tym.

Ocena: 8,5/10

Podsumowując, "Load" jest dobrym albumem. Różni się od ich poprzednich płyt, ponieważ tutaj obecne są wpływy hard rocka i miejscami country. Jedna z ich lżejszych płyt, prawdopodobnie nie spodoba się fanom mocniejszych brzmień, jednak dla kogoś kto zaczyna przygodę z tym gatunkiem muzyki płyta jest bardzo dobra. Obecnie wolę mocniejsze albumy, jednak często słucham tej płyty (kiedyś bardzo ją lubiłem). Czas na ocenę.

Okładka: 9/10
Kompozycje: 8/10
Teksty: 10/10

Ocena ogólna: 8,5/10

Zalety:
- dobre kompozycje
- dobry wokal
- różnorodność
- dobre, klimatyczne solówki
- dobre teksty

Wady:
- za dużo elementów hard rocka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!