Wyszukaj

26 marca 2014

Konfrontacja: Pantera - The Great Southern Trendkill vs Metallica - Reload


Witam! Ech, lata 90-te. Czas, kiedy my bawiliśmy się do późna na podwórku, do domu przychodziliśmy tylko po to aby się napić, i wyspać. Te czasy były świetne nie tylko dlatego że byliśmy dziećmi - to był też czas, gdy metal przeżywał najwspanialsze chwile; Cowboys From Hell Pantery, Chaos A.D Sepultury, The Sound Of Perseverence grupy Death, Tomb Of The Multilated grupy Cannibal Corpse i wieeele innych. W latach 90-tych tworzono również słabe albumy, lub takie które nie przyjęły się, na przykład Tapping The Vein Sodomu które jakiś czas temu oceniał MrCommando1995, lub New World Disorder grupy Biohazard. Tym razem opowiem nieco o tej dwójce, najsłabszych punktach najlepszej grupy lat 90-tych, oraz mistrza thrash metalu lat 80-tych: Pantera - The Great Southern Trendkill oraz Metallica - Reload.

Przy okazji, chciałem poinformować iż w przeciwieństwie do mojego kolegi MrCommando1995 nie zmienię swojego stylu pisania. Dalej będę umieszczał różne informacje na temat albumów (okoliczności wydania, przyjęcie albumu przez fanów i krytyków, miejsca w różnych rankingach). Informacje te może i nie są najważniejsze, ale uważam że przydają się na wstępie.

Pantera - The Great Southern Trendkill



The Great Southern Trendkill Pantery został wydany 22 maja 1996 roku nakładem East/West Records. Jest to ósmy, a za razem przedostatni album grupy. Podczas wydawania albumu grupa przeżywała ciężki okres - Phil Anselmo upajał się alkoholem i ćpał, przez co często na koncertach obrażał fanów, krzyczał, ogólnie zachowywał się jak idiota. Wszyscy się na siebie obrazili, i rozdzielili się; bracia Abbott i Rex Brown nagrywali kompozycje w Dallas, a Phil Anselmo nagrał wokal w Nowym Orleanie. W czasie trasy koncertowej promującej album Phil zasłabł na scenie z powodu przedawkowania heroiny, od tej pory się jej wystrzega. Album zyskał 4 miejsce w rankingu Billboard 100, przy okazji pokrył się złotem i platyną. Pomimo tego opinie o albumie są podzielone - jedni uważają, że album jest za ostry, inni że odpowiedni. A ja na to: przekonamy się za chwilę.

Okładka przedstawia węża, a konkretnie grzechotnika patrzącego swoim groźnym wzrokiem na fotografa. Nie mam pojęcia kim jest fotograf, ale zrobił niezłe zdjęcie. Pasuje do grupy z Teksasu. Ma się wrażenie że będzie to coś agresywnego, coś złowieszczego, coś... jak ten wąż.

1. "The Great Southern Trendkill"
Rozpoczęcie albumu, bardzo szybkie i gwałtowne. Utwór pędzi na łeb na szyję, uroku mu dodaje ostry krzyk Phila. Przez pierwsze kilka sekund panuje niesamowity chaos. Z rozpoczęciem zwrotki utwór nieco zwalnia. No cóż, niby wszystko brzmi świetnie, jednak w idealnie ułożonych utworach Pantery dziwi mnie ten chaos. W utworze jest wiele zwrotów akcji. Podczas końcówki utwór zwalnia na coś w kształt albumów Far Beyond Driven oraz Cowboys From Hell. Jednak szczerze powiem, gdybym słuchał wersji instrumentalnej utworu bez jakiejkolwiek informacji (o tytule i wykonawcy) dopiero słuchając końcówki domyśliłbym się że jest to Pantera. Utwór jest o trendach wśród nastolatków przez które głupieją. Negatywnie kreowane są tutaj trendy które robią z ludzi idiotów. W sumie w dzisiejszych czasach utwór ma duży sens. Dla każdego "The Great Southern Trendkill" może być o czymś innym, na przykład o wyzwaniu piwnym które przez pewien czas na Facebooku było trendem.

Ocena: 9/10

2. "War Nerve"
No, teraz mamy do czynienia z czymś nieco spokojniejszym. Coś w stylu poprzedniego albumu. W porównaniu do poprzedniego utworu ten chaos jest znacznie mniej wyczuwalny. Wreszcie jest coś w co można dokładniej się wsłuchać. Tak samo jak w przypadku poprzedniego utworu, ten również ma częste zwroty akcji. Raz zwalnia, potem wraca do poprzedniego tempa. Przynajmniej nie powtarzają się schematy. Do zgrania utworu również nic nie mam. "War Nerve" jest o mediach które promują w telewizji wojny. Omawiają w nich na przykład produkcję broni, morderstwa ludzi; ogólnie rzeczy o których człowiek nie chciałby słuchać.

Ocena: 9/10

3. "Drag The Waters"
Coś jeszcze spokojniejszego od "War Nerve". Tak naprawdę to utwór jest lekko ociężały z tempa, brzmi groźnie jednak nie mrocznie jak niektóre utwory Rammsteina. To spokojne tempo pasuje do tego ciężkiego riffu. Wokal niby nie jest tak spokojny jak na niektórych utworach z Vulgar Display Of Power, ale jest bardzo dobrze wkomponowany w resztę utworu. Przyjemnie się go słucha. Dla odmiany coś stabilnego. Niby utwór też zawiera zwroty akcji, jednak tylko chwilowe. "Drag The Waters" jest o damskich bokserach którzy dzięki naiwności bliskich pozostają bezkarni.

Ocena: 9,5/10

4. "10's"
Kolejna zmiana. Utwór jeszcze spokojniejszy od poprzedniego. Coś bardziej w stylu albumu Far Beyond Driven. Utwór w porównaniu do poprzedniego nie jest taki mocny, zdecydowanie tutaj dominuje mrok. Słyszymy spokojny riff, i delikatne postukiwanie na perkusji. Zdecydowanie przyjemnie mi się tego słucha. Wszystko jest do siebie świetnie dopasowane, ta chłodna atmosfera potrafi przygnębić. Słysząc refren wiem że gdzieś to już słyszałem. I wiedziałem co słyszę - "War Nerve". Pomimo podobnego refrenu ten brzmi jakby został bardziej dopracowany. W utworze jest mowa o kropli krwi, która uroniła się wraz ze śmiercią pewnego człowieka. Tym człowiekiem jest sam wokalista - Phil Anselmo. Utwór został napisany po wypadku na jednym z koncertów w 1996 roku. Phil po zażyciu sporej dawki kokainy padł na ziemię. Przewieziono go do szpitala, gdzie obiecał sobie że zapisze się na odwyk. Tą kroplę krwi można porównać do wspomnienia jakie by zostało po Philu gdyby on zmarł w czasie tego koncertu.

Ocena: 9,75/10

5. "13 Steps To Nowhere"
Po raz kolejny jestem zaskoczony. Wydaje mi się że utwór będzie czymś żywszym niż poprzednie utwory. Brzmi tak trochę rockowo, ale nie przeszkadza mi to. Trochę zraziła mnie zwrotka, nie dopasowana do kompozycji. Do refrenu z kolei nic nie mam. Tak naprawdę jak dokładniej się tego wsłuchałem, dominuje tutaj jeszcze większy chaos niż w pierwszym utworze. Nie nadążałem ze słuchaniem, często rozbrajały mnie nierówności. Pomimo tego do samego tekstu i kompozycji nic nie mam. Utwór jest o ponurej rzeczywistości, która zmierza donikąd poprzez ludzkie postępowanie. W utworze są wymienione powody: eksperymenty na zwierzętach, produkcja narkotyków, slang (czy ja wiem czy to jest aż tak straszne), fałszywy kościół, nazizm, rasizm, wojny, przemoc związana ze zwierzętami, satanizm.

Ocena: 8,25/10

6. "Suicide Note Pt. I"
Utwór rozpoczyna się dosyć dziwnymi dźwiękami, coś jakby odwrócona w czasie. Po niedługim czasie przekonuję się że jest to ballada, coś w stylu "This Love" z Vulgar Display Of Power tego samego wykonawcy, czy "Cemetery Gates" z albumu Cowboys From Hell, również Pantery. W porównaniu do tych utworów mam nieodparte wrażenie że panuje tutaj chaos. Wydaje się jakby Phil śpiewał od niechcenia ten utwór. Poza tym, ta kompozycja jakoś do mnie nie trafia, nie jestem w stanie tego długo słuchać. Utwór jest o przeżyciach Phila związanych z kokainą. Opowiada nam o tym jak trudno się z takiego nałogu wyrwać ze względu na niezwykle przyjemne uczucie spokoju panujące po zażyciu. Brzmi trochę jak przeprosiny skierowane do fanów. Tak naprawdę czytając tekst miałem dziwne wrażenie; z jednej strony utwór brzmi jakby został zaśpiewany bez serca, z drugiej strony tekst brzmi jakby został napisany od serca.

Ocena: 8,5/10

7. "Suicide Note Pt. II"
Jest to kontynuacja poprzedniego utworu. W porównaniu do tamtej ballady, ten utwór brzmi równie chaotycznie jak "The Great Southern Trendkill". Pomimo tego można się zagłębić w ten utwór, niektórym może naprawdę się spodobać. Szczerze powiem w przypadku tego utworu jest znacznie bliżej do klasycznego thrash metalu, mamy tu wszystko - szybką perkusję, cholernie ostry riff, mocny wokal. Ogólnie mówiąc nie podoba mi się ten styl Pantery, ale ten utwór został wykonany całkiem dobrze pomimo tego chaosu. Jak już mówiłem, kawałek jest kontynuacją poprzedniego utworu. Phil okazuje skruchę, żałuje tego że wplątał się w nałóg. Pomimo tego chaosu utwór jest zdecydowanie szczery.

Ocena: 9,25/10

8. "Living Through Me"
Coś zupełnie innego od pozostałych utworów. Znacznie żywszy utwór, wreszcie coś w stylu poprzednich albumów. Pomimo tego jest to na niższym poziomie - kompozycja nie wpada w ucho, ogólnie jest to coś czego z pewnością nie zapamiętam. Pomimo tego utwór jest dobrze zbudowany; wszystko jest do siebie nawet nieźle dopasowane, chociaż słyszałem gorsze momenty w tym utworze.W "Living Through Me" Phil omawia sprawy związane z jego dawnym nałogiem. W utworze nazywa go "Samolubnym Cryerem". Nazywa go również swoim dawnym przyjacielem który go oszukał.

Ocena: 9/10

9. "Floods"
Utwór jest spokojny, coś jak "10's", tyle że już tak bardzo nie wciąga. Nie powiem że jest to ballada, brzmi bardziej jak jakiś psychodeliczny rock, czy coś w tym stylu - nie wiem, na rocku słabo się znam. Słyszymy spokojny riff, postukujące bębny, oraz spokojny wokal Phila, tak jak w przypadku pierwszej części "Suicidal Note" brzmi jakby był nieszczery. Tak więc utwór brzmi dosyć nijako. No, nabiera lekkiego tempa w pewnym momencie, brzmi jakby budował napięcie do następnego utworu. Jednak czekajcie czekajcie, następna jest solówka. Dopiero jak usłyszałem solówkę coś się we mnie obudziło; miałem deja vu, jakbym to już wcześniej słyszał. Oczywiście - intro do utworu "Cemetery Gates" z albumu Cowboys From Hell! No cóż, niby do utworu pasuje, jednak to dowodzi że Pantera miała ograniczone pomysły. Pomimo tego podoba mi się końcówka tego utworu, coś jak z albumu Vulgar Display Of Power, tyle że bardziej pomysłowa. Utwór jest o powtórzeniu biblijnej powodzi spowodowanej zachowaniem człowieka w dzisiejszych czasach.

Ocena: 7,75/10

10. "The Underground In America"
Wiem już że to będzie coś zupełnie innego w porównaniu do poprzednich utworów (wszystkich). Utwór jest żywy, powoduje że zaczynam się kołysać. Tak naprawdę ten dosyć łagodny heavy metalowy utwór jest czymś naprawdę mocnym. Pomimo tego chaosu przez pierwsze kilka sekund pierwszej zwrotki, mógłbym stwierdzić iż utwór ma dobrą budowę. Po kilku przesłuchaniach może się spodobać. Wreszcie ostre riffy zostały dobrze wykorzystane, tekst jest dobrze dopasowany do kompozycji. Po drugiej zwrotce utwór zaczyna się rozlatywać - niby utwór dalej brzmi dobrze, ale uważam że ten fragment kompletnie nie pasuje do "The Underground In America". Utwór jest o nastolatkach lat 90-tych którzy zazwyczaj chodzili z wygolonymi głowami, często brali udział w bójkach. Jednym z przykładów szału nastolatków była sytuacja w 1992 roku kiedy to Metallica odwołała swój koncert na skutek pobytu w szpitalu James'a Hetfielda.

Ocena: 9,75/10

11. "Sandblasted Skin"
Przez chwilę słychać fragment poprzedniego utworu. Następnie utwór się rozkręca. Po raz kolejny jest to coś zupełnie innego w porównaniu do poprzedników - utwór jest bardzo żywy, jednak chaotyczny. Przypomina trochę niektóre utwory Motorhead. Zwrotka jest jedną z najdziwniejszych jaką słyszałem. Przyspieszenie, ostry wokal i riff, jakby w death metalu. W ogóle to dobre połączenie? Death metal z taką starą heavy metalową żywością. Nie sądzę. Tak naprawdę utwór jest strasznie chaotyczny, do tego jest strasznie nudny. Całe szczęście nie był zbyt długi, więc nie ziewałem zbyt długo. Utwór jest o przemijającym trendzie, o którym wszyscy bardzo szybko zapominają. 

Ocena: 7/10

Nie dziwi mnie to że The Great Southern Trendkill zbierał tak niskie noty. W porównaniu do poprzedników ten album jest bardzo słaby. Jednak na standardy lat 90-tych jest całkiem przyzwoity. Większość utworów jest zdatnych do słuchania. Tak, jest parę strasznie chaotycznych, nudnych, inne z kolei są przebojowe... ogólnie mówiąc słuchając tego albumu czasem miałem wrażenie jakbym słuchał składanki. Wiele utworów było do siebie bardzo podobnych, czasem jednak zdarzały się dobre odmieńce. Tak naprawdę to większość z nich jest do polubienia, jednak prawdziwy fan Pantery powiedziałby: "to nie to samo". I ja się zgadzam z tym stwierdzeniem.

Okładka: 8/10
Teksty: 8,25/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 8/10

Zalety:
- Udany eksperyment zwiększenia ostrości
- Dobre teksty z ważnym przesłaniem
- Dobra okładka
- Dobry wokal Phila w ostrzejszych utworach

Wady:
- Znaczne obniżenie poziomu w porównaniu do poprzednich albumów
- Wiele utworów jest do siebie podobnych
- Ballady brzmią jakby zostały zaśpiewane bez serca


Metallica - Reload



Reload jest to siódmy album Metalliki, został wydany 18 listopada 1997 roku nakładem Elektra Records. Album był nagrywany w studiu Plant w Kalifornii. Tak samo jak w przypadku dwóch ostatnich albumów Metalliki produkcją zajął się Bob Rock, przez wielu znienawidzony producent muzyczny (bo jak inaczej wytłumaczyć spadek jakości utworów Metalliki?). Na początku Reload miał być wydany na dwóch płytach, jednak zdecydowano się wszystko wydać na jednym krążku. Album był różnie krytykowany - jedni uznali to za "rockowe dzieło sztuki", inni z kolei stwierdzili że jest to jeszcze słabsze niż Load. Album zyskał pierwsze miejsce w rankingu Billboard 200, sprzedał się w ilości 4 milionów kopii w pierwszym roku, i uzyskał aż 4 razy platynę.

Okładka jest fotografią stworzoną przez Andresa Serrano. Przedstawia ona coś zupełnie innego (i chyba bardziej ohydnego) w porównaniu do poprzedniego albumu. Andres Serrano sfotografował mieszankę swojej krwi i moczu (!).Na początku myślałem że jest to szynka podgrzana w mikrofalówce wyświetlona w podczerwieni. Tak naprawdę pomysł na okładkę wydawał się świetny, jednak sam efekt jest mierny. Nie zachęciło mnie to do bliższego kontaktu z albumem.

1. "Fuel"
No, album rozpoczyna się całkiem nieźle - utwór zaczyna się szybko, aczkolwiek stabilnie. Zanosi się na szybki, przyjemny dla ucha utwór. Brzmi znacznie bardziej nowocześnie w porównaniu do utworów z poprzedniego albumu. Szybkie tempo, wszystko ze sobą świetnie połączone. Lars wali jak za czasów Master Of Puppets, tyle że nieco spokojniej, wszystko brzmi naprawdę ciekawie. Słucha się go przyjemnie, można się pokołysać. Niby to nie jest taka rewelacja jaka była na albumie Master Of Puppets, ale ważne że to nie jest złe! Zdecydowanie polecam. Utwór jest o zamiłowaniu do motoryzacji, o tym jakie pozytywne doznania ze sobą niesie.

Ocena: 9,75/10

2. "The Memory Remains"
Tym razem mamy do czynienia z nieco spokojniejszym utworem. Spokojne tempo nadaje utworowi dobrego rockowego nastroju. Wszystko brzmi naprawdę dobrze, utwór wpada w ucho, można się przy nim pokołysać. Wyczuwam w nim szczyptę utworu "Wherever I May Roam" z albumu The Black Album z 1991 roku. Utwór jest do polubienia, nie wkurza, nic. Po prostu się go słucha, z przyjemnością w dodatku. Pod koniec utworu słyszymy również śpiew Marianne Faithful. Tekst opowiada o starych, emerytowanych gwiazdach. Ci sławni ludzie myślą, że nadal nimi są, mimo, że od czasu, gdy wystąpili na scenie minęło wiele lat.

Ocena: 9,75/10

3. "Devil's Dance"
Jak na razie utwór jest dosyć spokojny, coś jak te z albumu Load z 1996 roku. Utwór jest przebojowy, z lekka emanuje mrokiem, ma w sobie coś przyciągającego. Jednak wyraźnie czuję że coś tu nie gra. Mam wrażenie jakbym już gdzieś słyszał ten utwór. Przypomina spowolnione "Enter Sandman" w połączeniu z "For Whom The Bells Tolls". Pomimo tego nie będę narzekać - nie brzmi aż tak źle. Utwór opowiada o dwoistości natury człowieka - jego dobrych i złych stronach, podobnie jak "Sad But True".

Ocena: 9,5/10

4. "The Unforgiven II"
Spokojna ballada, czasem słyszę ją w radiu. Brzmi jak utwór wyjęty żywcem z poprzedniego albumu. Przyjemnie się jej słucha, znacznie przyjemniej niż komercyjne "Nothing Else Matters". "The Unforgiven II" brzmi trochę jakby było wzorowane na utworze "Hollow" Pantery z albumu Vulgar Display Of Power. Utwór ma w sobie to "coś" co zatrzymuje na dłużej. Pomimo tej delikatności czuć w tym wewnętrzną potęgę. Utwór jest o kobiecie dla której początkowo James Hetfield napisał utwor "Nothing Else Matters". Opisał w nim ból po tym, jak ta go porzuciła, oraz inne uczucia jakie mu towarzyszyły - łudził się że ta do niego wróci.

Ocena: 9,5/10

5. "Better Than You"
Utwór rozpoczyna się dosyć dziwnie - słyszymy dosyć dziwny riff, bezsensowne walenie w gary. Szczerze wam powiem, przestrzegano mnie przed tym albumem. Słuchając cztery pierwsze utwory nie rozumiałem dlaczego. Chyba tutaj zaczyna się ta "ciemna strona" płyty Reload. Po chwili utwór się rozkręca, jednak to już nie jest takie dobre jak na poprzednich utworach. Niby jest przebojowy, jednak słychać że czegoś mu brakuje. Cóż, tekst jest całkiem spoko, jednak w tym przypadku kompozycja jest prymitywna, tak naprawdę w tym utworze nie ma żadnych uczuć - James brzmi jakby zaśpiewał ten utwór na odwal, tak jak w niektórych momentach na albumie The Great Southern Trendkill robił to Phil Anselmo. Tak naprawdę utwór jest o walce typowego człowieka z innym by być tym lepszym.

Ocena: 8/10

6. "Slither"
Po raz kolejny muszę powiedzieć że utwór zaczyna się dosyć dziwnie. Słyszymy co chwilę walenie w gary, oraz... wokal i gitarę potraktowane syntezatorem. Według mnie niepotrzebnie. Następnie... tego się nie spodziewałem. Utwór brzmi jak "Enter Sandman" z lekko zmienionym riffem, znacznie gorszym. Nie rozumiem czemu grupie chciało się podawać fanom jak na tacy utwór "Enter Sandman" od nowa, tyle że ze zmienioną nazwą... i o wiele gorszym refrenem - żadnego wyczucia, brzmi kiepsko. Zapewne miało udawać tego tytułowego "węża". W refrenie słychać tylko słowa "Ssssseee you crawling!", nie do końca rozumiem zmieszanie tej przebojowości z "Enter Sandman" z mrocznym wokalem. Pytam się, po co?! Utwór wydaje się być o wężach w dżungli, jednak ten wąż ma symbolizować kusiciela. Pewne nawiązanie do Biblii.

Ocena: 5/10

7. "Carpe Diem Baby"
Utwór rozpoczyna się bardzo spokojnie, trochę jak utwory grupy Black Sabbath. No cóż, niby nie ma wiele złego w tym utworze - tekst jest dobry, kompozycja również. Metallica przez bardzo długi czas była kojarzona z thrash metalem, byli w tym arcymistrzami, było naprawdę dobrze. Jedyne co mnie nurtuje to to, że utwór jest nieoryginalny, brak tego stylu co był w starszych utworach Metalliki - tego utworu posłuchasz, a potem o nim zapomnisz. Jeden z wielu. To już nie jest to samo co w latach 80-tych. Utwór jest przekazem by pomimo, że wiele rzeczy się nie udaje chwytać dzień i nie poddawać się.

Ocena: 8,25/10

8. "Bad Seed"
Utwór rozpoczyna się spokojnie. No cóż, to co dociera do moich uszu to nawet niezła kompozycja, dobra jako intro, oraz... wokal który tym razem zaczął mnie denerwować. Po niepotrzebnym jęczeniu James'a utwór dalej leci. Potem pojawia się zwrotka w czasie której wokal niestety dalej mnie denerwuje! Nigdy wcześniej nie słyszałem żadnego utworu Metalliki z beznadziejnym wokalem, zapewne dlatego że James jest świetnym wokalistą. Gdybym usłyszał ten utwór jako pierwszy, a dalej Metalliki bym nie słuchał, zapewne nie uwierzyłbym rankingom. Tekst jest kompletnie niedopasowany do kompozycji. Utwór wyłączyłem niedługo po drugiej zwrotce. Utwór jest kolejnym nawiązaniem do Biblii - opowiada o ludziach, w których "dobre nasienie boże" nie trafiło i zeszli na złe drogi.

Ocena: 5,5/10

9. "Where The Wild Things Are"
Utwór rozpoczyna się niepokojąco - ma się wrażenie jakby zaraz miało się coś ciekawego wydarzyć. W trakcie pojawia się jednak dziwnie brzmiący wokal, potem utwór wzmacnia się, jednak w czasie zwrotki napotykam znowu rozczarowanie. Wokal brzmi naprawdę okropnie. Nie dość że jest niedopasowany, to jeszcze brzmi pedalsko. Ale naprawdę, przeraża mnie to. Z Metalliki słuchałem albumów Ride The Lightning, Master Of Puppets oraz Load, ale takich cudów na kiju jeszcze nie widziałem. Jest jeszcze gorszy od poprzedniego utworu! Pierdole, wyłączam. Takiego kopa w dupę fani zapewne się nie spodziewali. Tytuł utworu wziął się z książki dla dzieci autorstwa Maurice'a Sendaka. Tekst opowiada o dzieciństwie oraz kryjących się w nim możliwościach: dobra i zła.

Ocena: 3/10

10. "Prince Charming"
Przepraszam, ale poprzednim utworem nieco się zbulwersowałem. Zaczynam dostrzegać że utwory począwszy od "Slither" mają podobną budowę - ma jakiś wstęp, potem nudne brzmienie. Tutaj chyba jednak się nie rozczaruję coś tak czuję. Słychać że ten wstęp jest żywy, szybki, ogólnie brzmi całkiem nieźle. Przypomina nieco utwór "Fuel". W czasie zwrotki dostaję kolejnego, bolesnego kopa w dupę. Wokal jest kompletnie niedopasowany do kompozycji. Co do tekstu to nie jest aż tak źle. Niby utwór przypomina te początkowe "Fuel", jednak zdecydowanie brakuje tutaj melodyjnego wokalu, jest tylko wkurzające gadanie. Ta początkowa kompozycja była tylko taką zmyłką, tak naprawdę Metallica zaserwowała nam kolejne szambo. Utwór jest o kimś wszechobecnym.

Ocena: 5,75/10

11. "Low Man's Lyric"
Utwór jest balladą. Z początku utwór nie wydaje się aż taki straszny jak mogłoby się to wydawać - kompozycja jest dobrze dopasowana do wokalu. Jednak niedługo potem dostajemy po mordzie, co z tego że to ballada. Utwór brzmi jak "Nothing Else Matters" dla ubogich. Metallica zdecydowanie za bardzo zbliżyła się do Queen oraz Scorpions'ów. Tak naprawdę typowa metalowa ballada powinna zawierać w sobie odrobinę ostrości. Ten utwór jest praktycznie pozbawiony tej ostrości, brzmi trochę jak ballada "Wind Of Change" grupy Scorpions, tyle że ta brzmi nieoryginalnie, i nie ma w sobie nic ciekawego. No, poza tym że ma taki smutny akcent który może spodobać się głównie emo, lub zbuntowanym nastolatkom. Utwór jest o wyrzutku odtrąconym przez wszystkich ludzi.

Ocena: 5,5/10

12. "Attitude"
Pierwsze z czym mi się skojarzył ten utwór to z "Attitude" Sepultury z albumu Roots, ale wiecie - jak na razie patrzę tylko na tytuł. Gdy włączyłem utwór po raz kolejny uraczyło nas intro. Potem znowu dobra, szybka kompozycja... błagam James, nie spierdol wokalu, nie spierdol wokalu, nie spier... ujdzie. Wokal niby nie jest idealny, jednak powiem że zniosę. Niby słuchając tego utworu nie powinniśmy się nudzić, tak naprawdę mam zupełnie inne odczucia - po pewnym czasie utwór zaczyna się nudzić, nawet pomimo tego że jest taki żywy. Po jakimś czasie nudne zwrotki zaczynają wiercić dziurę w głowie, przez co nie czuję żadnej radości słuchając tego. Utwór jest o kimś komu nie podobają się poglądy innych.

Ocena: 6/10

13. "Fixxxer"
Dobra, zaczynam być zażenowany. Jeśli ten utwór nie dostanie powyżej 7 to się z lekka wkurzę. Na początku wita nas ten sam schemat co w poprzednich utworach - intro. To jednak nieco się różni od poprzednich. Mam wrażenie że coś będzie się dziać. Niby jest spokojne, jednak czuję że może zrobić wrażenie. Niedługo potem rozpoczyna się utwór, ociężałym uderzeniem, brzmi nawet nieźle. Ale czekajcie czekajcie, to tylko kompozycja. Ta jak na razie brzmi świetnie, wreszcie jakaś odmiana po tych kiepskich utworach. Przypomina mi trochę "Oriona" z albumu Master Of Puppets. Brzmi jak na razie dobrze. Potem wkracza wokal, i <chwila napięcia>. Uff. Tego nie spieprzyli. Pomimo tego że utwór brzmi całkiem nieźle dalej jestem zażenowany poprzednimi utworami, przez co już tak bardzo się tym nie cieszę. Zapewne byłoby lepiej gdyby "Fixxxer" był na szóstej pozycji. A tak to słyszymy tylko przeciętny utwór. "Fixxer" jest o manipulacji Kościoła oraz psychologicznym wykorzystywaniu dzieci, praniu mózgu.

Ocena: 7,75/10

No, wreszcie koniec. Umęczyłem się podczas słuchania. Co to właściwie było? Czy ja aby na pewno słuchałem Metalliki? Po niej spodziewałem się raczej bardzo wysokiego poziomu, czegoś czego dałoby się słuchać godzinami, mowa... miesiącami! Kompozycje albumu są dosyć przeciętne - niektóre z nich potrafią niemiłosiernie zanudzić nawet pomimo tego że są bardzo żywe. Teksty są kiepsko zbudowane, są źle dopasowane do kompozycji, przez co świetny kawałek po prostu się rozlatuje. Album brzmi bardziej jak kompilacja B-Side'ów stworzona w latach 1992-1997. Jest jeszcze jeden fakt który z pewnością wpłynie na ocenę, mianowicie: dlaczego to do jasnej cholery było takie lekkie?! Od 1991 roku do wydania tego albumu Metallica tworzyła albumy z gatunku heavy metal. To było po prostu lekkie popowe granie dla mas. Album zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie: jest to najgorszy album Metalliki jaki kiedykolwiek słyszałem. Polecam dla ludzi którzy lubią bezsensowną, lekką muzykę słuchaną przez masy. Chociaż, właściwie ktoś taki czyta naszego bloga?

Okładka: 5/10
Teksty: 7/10
Kompozycje: 6/10

Ogólna ocena: 5,5/10

Zalety:
- Pierwsze 4 utwory

Wady:
- Kiepski wokal James'a (!)
- Bardzo niski poziom
- Powtarzalność schematów
- Utwory które szybko się nudzą
- Słabe kompozycje
- Album stworzony dla mas (duża wada)


Jak widać największe grupy heavy metalowe lat 90-tych wydając takie albumy jak The Great Southern Trendkill i Reload zasłużyły na lanie. Obie spieprzyły robotę, jednak tutaj możemy mówić o albumie niedopracowanym, oraz o albumie dla mas. Zdecydowanie Pantera wygrała to starcie, gdyż stworzyła album który nie brzmiał jak skończone dzieło. Pomimo niedociągnięć nawet polubiłem ten album. Co do Reload to... po prostu nie chce mi się o tym albumie więcej gadać, Metallica po prostu zaczęła tworzyć muzykę dla ludzi którzy po prostu metalu nie rozumieją. Dzięki Bob Rock, zniszczyłeś najlepszą grupę lat 90-tych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!