Wyszukaj

12 marca 2014

Konfrontacja: Soulfly - Omen vs Cavalera Conspiracy - Blunt Force Trauma (remake)


Witajcie w kolejnej konfrontacji! Od czasu przesłuchania albumu Primitive grupy Soulfly ubóstwiam projekty Maxa Cavalery: od najważniejszej Sepultury, po mniej ważne Nailbomb; wokalista jest świetnym kompozytorem, często pisze również teksty które niosą za sobą ważne przesłanie. To co zdecydowanie sprawia że fani zaczynają się od niego odwracać to regularne spadki jakości jego dzieł, począwszy od roku 2010. Pomimo tego pod filmami z koncertów wciąż można spotkać wielu fanów którzy się wykłócają co tak naprawdę jest lepsze, czy Soulfly czy Cavalera Conspiracy. W tego typu przypadkach zamieniam się w mediatora, i po prostu muszę pogodzić obie strony. Przed wami dosyć nietypowa konfrontacja dwóch dzieł Maxa Cavalery: Soulfly - Omen i Cavalera Conspiracy - Blunt Force Trauma.

Soulfly - Omen





Omen jest siódmym albumem amerykańskiej grupy groove metalowej Soulfly. Został wydany 18 maja 2010 roku nakładem wytwórni Roadrunner Records. Album od początku był opisywany jako dzieło wyjątkowo brutalne, dopasowane do tekstów o wojnach oraz o seryjnych mordercach. Omen został zdominowany przez styl death metalowy: można na nim usłyszeć wiele melodyjnych riffów oraz growl. Dodatkowo zrezygnowano z plemiennych wstawek. W uzyskaniu tego typu brzmienia miał pomóc producent Logan Mader znany ze współpracy z wokalistą przy albumie Inflikted Cavalera Conspiracy. W teorii album wyglądał na całkiem pozytywne dzieło. Zobaczymy jak sprawdzi się w praktyce!

Okładkę wykonał szanowany grafik Travis Smith; współpracował on z takimi zespołami jak Cradle Of Filth, Avenged Sevenfold czy chociażby Overkill. Patrząc na jego wystawę zauważyłem, iż facet robi naprawdę świetne grafiki. Niestety, Travis Smith używa również technik 3D do tworzenia okładek, co zresztą widać na powyższym przykładzie. Wygląda ona niesamowicie sztucznie, postacie przypominają swoim wyglądem manekiny sklepowe stworzone w programie do obróbki obiektów 3D. Czyli jak już mówiłem, okładka nie dość że kipi sztucznością, to po prostu jest brzydka i wieje straszną taniochą. Zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby, gdyby okładkę wykonał Android Jones (grafik który stworzył okładkę poprzedniego albumu grupy.


1. "Bloodbath & Beyond"
Od razu widać że to nie jest to samo co było na poprzednich albumach; Soulfly nie ociąga się z początkiem, i od razu przechodzi do rzeczy. Słyszymy szybkie, thrashowe brzmienie. Słuchając Inflikted grupy Cavalera Conspiracy spodziewałem się, że zostaniemy uraczeni riffami w stylu Beneath The Remains, czy chociażby Arise. A tu? Po prostu dostajemy bezpłciową, prostą kompozycję z punkowym riffem w tle. Sam tekst jest również okropny, składa się z prostych fraz które brzmią jakby zostały ułożone przez pięcioletnie dziecko. Pikanterii dodaje do tego kiepski wokal Maxa; ostatnim razem jego growl podobał mi się na Chaos A.D., jednak nie powiem, tam to potrafił to robić. Najprawdopodobniej jedyną zaletą tego utworu był riff w trakcie zwrotki, który był całkiem przyjemny w posłuchu. Utwór jest o ludziach którzy wzajemnie się zabijają na wojnie. To się kurna nazywa świetne przesłanie!

Ocena: 4,5/10 (+1 za riff, -4 za tekst, -2 za wokal)


2. "Rise Of The Fallen"
Jedyny singiel albumu. Dosyć przeciętny, niezbyt wygórowany. W utworze gościnnie wystąpił Greg Puciato. Niby nie przepadam za darciem ryja w metalcore'owym stylu "skacze małpa po drzewach", ale w przypadku Grega Puciato brzmi to całkiem nieźle. Co do zalet "Rise Of The Fallen" można trochę powymieniać: świetna praca gitary rytmicznej, dobry wokal Grega... ogólnie singiel nie jest zły, jednak dosyć rzadko go słucham. I tak jak już mówiłem w pierwszym utworze, zarówno wokal jak i tekst Maxa mnie dobija. Reszta wypada całkiem dobrze, zwłaszcza kompozycja którą przyjemnie się słucha. Utwór jest o dawnych żołnierzach, którzy zginęli na wojnie. Po jej zakończeniu, powstają z grobu by nawiedzić władze które zesłały ich na śmierć.

Ocena: 8,75/10 (+2 za kompozycję)


3. "Great Depression"
"Great Depression" nieco przypomina "Bloodbath & Beyond", z tą różnicą że więcej jest w nim życia. Przez dłuższy czas "Great Depression" zbytnio mną nie wstrząsa, pierwsza zwrotka brzmi całkiem nieźle; no, riff lekko mnie drażni jednak po jakimś czasie można się przyzwyczaić. To samo refren (najprawdopodobniej jeden z najlepszych na albumie). W końcu pojawia się druga zwrotka w czasie której Max traci pomysł na stworzenie sensownego tekstu: często słyszymy niepowiązane ze sobą frazy oraz jednowyrazowe człony które próbują zapełnić miejsce w czasie zwrotki.  Po drugim refrenie słyszymy riff zagrany na gitarze rytmicznej, słychać że Soulfly bardziej podeszło tutaj pod melodic death metal, po tym słyszymy solo na którym bardzo wyraźnie widać wpływy wspomnianego wcześniej gatunku. Utwór jest o wojnie między dwoma królestwami. W pierwszej zwrotce opisane są zniszczenia królestwa na które napadnięto, w drugiej z kolei walka pomiędzy nimi.

Ocena: 7,25/10


4. "Lethal Injection"
Utwór bardzo różni się od poprzednich utworów; praca perkusji jest lekko drażniąca, jednak wszystko naprawia riff oraz dobry wokal gościa - Tommy'ego Victora z grupy Prong. Utwór nie ma refrenu. Składa się tylko ze zwrotek, oraz przerywników pomiędzy nimi. Tak jak w przypadku poprzednika ponownie słyszymy duże wpływy melodic death metalu, w szczególności gdy słyszymy solówkę. W porównaniu do poprzednich utworów "Lethal Injection" jest naprawdę dobry. Niby jest krótki, ale mam wrażenie jakby została zminimalizowana ilość czynników które sprawiają wrażenie jakbym słuchał kakofonii. Kompozycja jest raczej prosta, tutaj zdecydowanie bardziej postarano się nad tekstem. Utwór jest o kimś kto ma zostać zabity poprzez zastrzyk trucizny. Wypominane są zbrodnie tej osoby, po czym przed ostatnią zwrotką padają słowa "Zaczynasz krwawić, twe życie rozpływa się, nastaje ciemność - koniec życia". Jakby nie było tej ostatniej zwrotki efekt byłby znacznie ciekawszy.

Ocena: 8,5/10 (+1 za kompozycję i za tekst)


5. "Kingdom"
Już wiem że ten utwór będzie miał taki podniosły, "królewski" styl. Po raz kolejny słychać ten riff kojarzący się z utworami z gatunku melodic death metal. "Kingdom" nie wygląda mi na coś wyszukanego, coś nad czym Max pracował naprawdę długo. Po drugiej zwrotce mamy zmianę klimatu, coś jak na albumie Conquer. Słyszymy speed-up i solo. Utwór jest dosyć prymitywny; pod względem kompozycji kojarzy mi się z Savages: jest ona prosta i nudna. Co innego tekst, wbrew pozorom jest to jeden z lepszych jakie możemy usłyszeć na albumie (obok "Lethal Injection" i "Rise Of The Fallen"). Pod tym względem jedynie refren ssie. Utwór jest o armii która w czasie natarcia na wrogie królestwo została schwytana w zasadzkę i wybita.

Ocena: 6,5/10 (+0,5 za tekst)


6. "Jeffrey Dahmer"
Mamy lekką zmianę klimatu. Kawałek jest szybki, nie jest to jednak napierdalanina pokroju "Great Depression" czy "Bloodbath & Beyond". To co rzuca się w słuch to niespójność zwrotki z kompozycją. To powoduje że "Jeffrey Dahmer" odstrasza. Podobnie jest z refrenem, tym razem jednak dostaje się irytacji. Możemy w nim usłyszeć słowa "Jeffrey Dahmer - master cannibal / Jeffrey Dahmer - master of the gruesome" - ale zawiało kiczem, boże! Co do stylu utworu przypomina mi nieco album Blunt Force Trauma grupy Cavalera Conspiracy. Co do kompozycji, ona wypada bardzo dobrze - przyjemnie się jej słucha, zdecydowanie napędza do słuchania albumu (już lepiej byłoby gdyby "Jeffrey Dahmer" był numerem 1 na albumie). Utwór jest o Jeffrey'u Dahmerze, seryjnym zabójcy działającym w latach 1978-1991.

Ocena: 7/10 (+1,5 za kompozycję, -0,5 za tekst)


7. "Off With Their Heads"
"Off With Their Heads" jest już inną bajką; kawałek który brzmi jakby został nagrany jako b-side Cavalera Conspiracy z sesji nagraniowej Inflikted. Od początku jesteśmy raczeni całkiem niezłym riffem. "Off With Their Heads" razi przede wszystkim beznadziejnym tekstem, przez cały utwór przewijają się tytułowe słowa. Słuchając Enslaved, czy chociażby Inflikted uważam że wokalista wpadłby na o wiele lepszy pomysł. Co do pojedynczych zwrotów pojawiających się w połowie, nie brzmią one aż tak źle. O dziwo, obok utworu "Warlord" Cavalera Conspiracy, są najlepsze pojedyncze zwroty stworzone przez Maxa Cavalerę, bardzo dobrze łączą się z kompozycją. Przy okazji, pod koniec możemy usłyszeć satysfakcjonujące outro z podniosłym stylem (o wiele bardziej wyrafinowanym w porównaniu do "Kingdom"). Utwór jest o prześladowaniach chrześcijan przez rzymian.

Ocena: 8/10 (+2,5 za kompozycję, +0,5 za outro -0,5 za kompozycję)


8. "Vulture Culture"
Utwór brzmi nieco jak kontynuacja "Off With Their Heads". "Vulture Culture" jest szybkie, mocne, żywe... coś na co czekałem na tym albumie od czasu "Lethal Injection". Swoją drogą po raz kolejny riff brzmi jak wyjęty z grupy Cavalera Conspiracy. Niby riff jest oparty na jednym schemacie, ale pasuje do pracy perkusji. Nie przynudza, czasem nawet zdarzą się całkiem ciekawe momenty (na przykład końcówka) Co do zwrotek, brzmią one całkiem nieźle, no może gdyby rzadziej powtarzały się zwroty "Vulture Culture", podobne odczucia mam co do refrenu. Pomimo tego w przeciwieństwie do poprzednich utworów ten kawałek brzmi całkiem nieźle. "Vulture Culture" jest o ludzkiej nienawiści która po pewnym czasie zaczyna się przeradzać w trzecią wojnę światową.

Ocena: 8,25/10 (+1 za kompozycję)


9. "Mega-Doom"
O! Jest coś na co długo czekałem. Kawałek z podniosłym stylem, który jednocześnie buduje napięcie. Utwór już nie przypomina tak bardzo tych poprzednich, bliżej jest mu do albumu Dark Ages w połączeniu z Prophecy. Rozpoczęty jest słowami brzmiącymi jakby miały być z biblii, tymczasem zapowiedziane są wydarzenia towarzyszące końcu świata. "Mega-Doom" ma w sobie coś, co sprawia że chce się go włączyć jeden raz, drugi, trzeci, a nawet dziesiąty. Jest to oczywiście nic innego jak podniosły styl, który towarzyszy nawet podczas speed-up'u. Nazwa może i jest dziwna, ale to naprawdę dobrze brzmi. Zwrotka jest trochę pogmatwana, ale to nic; bardzo pasuje do kompozycji. Potem schemat się powtarza jeszcze raz, aż w końcu utwór się psuje z powodu refrenu. Żeby jeszcze chociaż to było dobre, "Mega-Doom" dostałoby ode mnie co najmniej 9,5/10. Kawałek poprawia się dopiero pod koniec, niestety. Utwór jest o zagładzie świata, która ma wkrótce się rozpocząć. Przepowiadane są nierealne sytuacje takie jak ożywanie zmarłych, lub nawrócenie się ateistów.

Ocena: 8,75/10 (+3 za kompozycję, +1 za klimat)


10. "Counter Sabotage"
Od razu pomyślałem że to będzie coś ciekawego. Utwór rozpoczyna solówka, potem dochodzi jeszcze dobry riff w stylu Mediatora nowej Sepultury, potem jest szybka zwrotka (trochę w stylu "Vulture Culture"). Wszystko wygląda na dobrze do siebie dopasowane, nawet refren nie brzmi źle pomimo że są w nim tylko słowa "Counter sabotage will bring them to demise". Przez cały utwór coś się dzieje, od początku do końca. Są zwroty akcji, jednak są dopasowane. Widać że Max pomyślał znacznie dłużej nad tym utworem. Zwrotki w tym utworze są z lekka nierówne, ale muszę powiedzieć że są prawie najlepsze na albumie (lepsze były w "Mega-Doom"). Utwór jest kończony przez ostatni refren, w miarę zwalniający i dobrze kończący album. "Counter Sabotage" jest kontynuacją poprzedniego numeru; zapowiedziany jest koniec świata z rąk polityków którzy są opisywani jak antychryści w Biblii.

Ocena: 8,5/10 (+2 za kompozycję, +0,5 za tekst)


11. "Soulfly VII"
Taak, Soulfly po raz kolejny nas nie zawiodło. Po raz kolejny mamy nudny (aczkolwiek tradycjonalny) utwór instrumentalny. Wiecie, niby nie przepadam za tego typu utworami ale czuję że na każdym albumie tej grupy musi się coś w tym stylu pojawić. Niby one nie są tak ostre jak reszta utworów, ale zawsze jakaś odmiana. Utwór brzmi jak "Soulfly V" z albumu Dark Ages.

Ocena: 5,5/10


12. "Four Sticks"
Cover grupy Led Zeppelin. Jest to utwór instrumentalny Od razu od początku słyszymy bębny, oraz ostry riff. Przypomina mi trochę utwór "Soulfly VII" tyle że w ostrzejszej wersji. Jest to strasznie prosty kawałek, brzmi trochę jak loop który towarzyszy w czasie słuchania wiadomości w TV. W przypadku "Four Sticks" można zadać sobie to samo pytanie co w czasie słuchania "The Beautiful People" z albumu Conquer: co to właściwie tutaj robi? To jest jeszcze bardziej nudne niż 1/4 utworów na płycie!

Ocena: 4,5/10


13. "Refuse/Resist"
Spytacie się co na tym albumie robi utwór "Refuse/Resist". Jest to na nowo wykonany kawałek Sepultury. Na bębnach zasiadł Zyon Cavalera. Brzmi dosyć podobnie do oryginału, no tylko gitary są niżej nastrojone. Szczerze powiem ten kawałek na tym albumie nie robi takiego wrażenia jak w oryginale. Max powinien krzyczeć zamiast growlować, o wiele lepszy byłby efekt. Pomimo tego utwór ma bardzo wiele cech wspólnych z oryginałem (na przykład ta solówka, riffy). Jak na standardy tej grupy wszystko brzmi naprawdę dobrze, chociaż wolałbym żeby Max to zaśpiewał tak jak w oryginale, zabrzmiałoby to zdecydowanie lepiej. Utwór jest o zamieszkach, które powstały na skutek protestu przeciwko władzom.

Ocena: 8/10


14. "Your Life, My Life"
Jest to jedyny bonus do którego kompletnie nic nie mam. Cover grupy Excel. Utwór rozpoczyna gitara rytmiczna Igora Cavalery jr. (syna Maxa) oraz prowadząca Marca Rizzo, po czym z perkusją wkracza Zyon. Potem jest krótki wokalny wstęp (ani zwrotką ani refrenem tego nie nazwę) składający się ze słów "Your life, my life". Po tym wstępie znowu wkracza gitara rytmiczna (Igor zagrał na niej całkiem niezły riff). Potem utwór na chwilę przyśpiesza, potem zwalnia... jak widać utwór pomimo tego że ma w sobie niewiele wokalu ma dużo zwrotów akcji i zmian tempa. Z tym utworem jest jak z pociągiem za którego sterem stoi naćpany maszynista. Kawałek jest naprawdę nieprzewidywalny, co według mnie jest zaletą. Zawiera on tylko jedną zwrotkę, powtarzającą się 2 razy (za pierwszym razem jest powolna, następnie przyśpiesza). Ze zmianą prędkości zmienia się również riff, co nadaje dobrego klimatu dla utworu. Szczerze powiem dla mnie ten utwór najbardziej się podoba z tego albumu. Wszystko się w nim dzieje, nie ma nic niepotrzebnego.

Ocena: 9,25/10


Podsumowując Omen jest raczej kiepskiej jakości dziełem. Max stwierdził, iż agresja na albumie została zwiększona do maksimum. Szczerze powiedziawszy nie czułem jej, Omen przypominał raczej agresywnego przedszkolaka który skacze do nastolatka. Wiem że Maxa Cavalerę stać na stworzenie dobrego, agresywnego albumu czego dowodem był chociażby poprzednik (Conquer). Teksty były jeszcze gorsze jak wcześniej, słuchanie ich często wywoływało uczucie żenady. Kompozycje jeszcze ujdą, wiem jednak że ten efekt był niezamierzony. Do tego jeszcze ten brak plemiennych wstawek, które umilały słuchanie. Zamiast dobrego grania dostaliśmy tak naprawdę bezpłciową papkę która w rzeczywistości nie może się równać z poprzednimi dziełami. Styl grupy zdecydowanie podupadł, niestety hamburgery z serem i tłusty boczek nie działają dobrze na twórczość panie Cavalera!


Zalety:
- Podniosły nastrój utworów
- Całkiem dobre kompozycje
- Dobry singiel
- Dobre bonusy

Wady:
- Nowoczesność kastrująca album
- Growl Maxa
- Teksty
- Nuda
- Agresja której w ogóle nie czuć
- Straszna okładka


Okładka: 2/10
Teksty: 2/10
Kompozycje: 6,25/10

Ogólna ocena: 5,75/10


Cavalera Conspiracy - Blunt Force Trauma


Blunt Force Trauma jest drugim albumem amerykańskiej grupy death metalowej Cavalera Conspiracy. Został wydany 29 marca 2011 roku nakładem Roadrunner Records. Tak samo jak w przypadku Omena, cel był ten sam: "dopracować" formułę obraną wcześniej, zrobić coś tak odlotowego że aż tłum fanów zesra się z powodu brutalności na albumie. Pytanie więc nasuwa się samo: czy ostrzejszy znaczy lepszy? Kilka chwil wcześniej odpowiedziałem już na to pytanie. Wydaje mi się że Blunt Force Trauma będzie równie wielkim niewypałem jak Omen... Album był nagrywany od lutego do marca 2011, bonusy były dogrywane w maju. Album nie dostał się do rankingu Billboard 200, strona internetowa Allmusic oceniła album oceną 3,5/5, Sputnikmusic: 3/5, a Rockfreaks.net: 7/10.

Co do okładki to może nie będę się zbytnio rozpisywał. Wygląda bardzo podobnie do tej z albumu Inflikted, tyle że jest czarna i jest ozdobiona nieco lepszą czcionką. Przyznam szczerze, wygląda nowocześnie, stylowo i ogólnie jakbym pierwszy raz zobaczył tą okładkę najprawdopodobniej pomyślałbym że to będzie jakiś hard rock. Tak więc efekt już jest lepszy niż wcześniej, jednak fajerwerków dalej nie widzę. Jeśli bracia Cavalera są ponownie w zmowie to gdzie jest Michael Whelan ze swoim surrealizmem? Andreasa Kissera i Paulo Jr. da się jeszcze wybaczyć, ale Whelan?




1. "Warlord"
W przeciwieństwie do "Bloodbath & Beyond" początek jest bardziej rozwinięty. Riff może nie jest zbytnio odkrywczy, ale nie denerwuje. W porównaniu do Inflikted rzeczywiście jest ostrzej. Oczywiście jest coś czego nie lubię w utworach - jednowyrazowe człony. Pomimo tego ten zabieg da się wybaczyć, w szczególności tutaj. W końcu ten utwór jest pierwszy na liście, i dopiero się rozpoczyna. Kojarzy mi się trochę z "Dark Wood Of Error" nowej Sepultury z albumu Dante XXI, głównie ze względu na częste używanie werbli oraz ociężałe tempo. W tamtym utworze jednak praktycznie nic się nie działo. Wprawdzie podobnie jak na Omenie da się wyczuć prostotę. Po dłuższym czasie przewijania się jednowyrazowych członów dalej nie mam skwaszonej miny, wszystko brzmi dobrze. Utwór jest o pewnym dowódcy, który był kojarzony ze wszystkim co złe.

Ocena: 9/10 (+2 za dobry początek i za kompozycję)


2. "Torture"
Wsłuchując się w poprzedni utwór potraktowałem go nieco jak intro. Dopiero teraz mam wrażenie że zaczął się właściwy początek. Utwór powoli się rozpędza, jest bardziej thrashowy od poprzedniego. Tak samo jak w przypadku utworu "Mask" nowej Sepultury utwór rozpoczyna się od solówki. Potem zaczyna się moim zdaniem dobra zwrotka, z dobrym riffem, dopasowaną perkusją oraz wokalem. Refren już jest niestety gorszy. Składa się z nie pasujących do siebie słów: "Torture - Motherfucking torture". Zdecydowanie brakuje mi tutaj wstawek z Inflikted kojarzących się ze starą Sepulturą (rasowe riffy, świetne solówki i tym podobne). Po drugim refrenie utwór się kończy (co tak szybko?!). Utwór opowiada o definicji tortury. Właściwie to czemu miało to służyć? Nie ma żadnych powykręcanych palców, rozłupanych czaszek czy chociażby wydłubanych oczu, są tylko elektrowstrząsy, okaleczenia itp., zupełnie jakby Max traktował swoich fanów jak idiotów i dawał im lekcję pt. "Rodzaje tortur".

Ocena: 6/10 (-4 za tekst)


3. "Lynch Mob"
Trochę przyjemniejsza odmiana. Utwór rozpoczyna się od krótkiego gitarowego wstępu, następnie zwrotkę rozpoczyna Roger Miret z grupy Agnostic Front. Według mnie bardzo dobrze dopasował się do tego utworu, i swoją kwestię wykonał wyśmienicie. Sam riff pogrywający w tle dobrze do tego pasuje, zupełnie jakby Roger Miret był jednocześnie gitarzystą i twórcą kompozycji do "Lynch Mob". Szkoda tylko że tak krótko. Potem jest niezbyt długi refren, oraz druga zwrotka zaśpiewana przez Maxa Cavalerę, tekst jest trochę niespójny z kompozycją, jednak nie jest aż tak źle. Ogólnie mówiąc Lynch Mob jest całkiem niezły, podoba mi się świetny początek, oraz kompozycja. Tekst jest dobry, ale od drugiej zwrotki zaczyna się sypać, mianowicie kwestia Maxa jest nie do końca dopasowana. Utwór jest o bohaterze pokroju Punishera, tzn. o osobie która zabija zabójców.

Ocena: 8,5/10 (+2 za kompozycję, +0,5 za tekst)


4. "Killing Inside"
Utwór zaczyna się dosyć spokojnie, dosyć długo się rozpędza. Po chwili jednak jesteśmy raczeni żywym i dobrym riffem, do tego pasująca perkusja i wokal, coś jak na albumie Inflikted, tyle że na mocnych sterydach. Przez cały czas grany jest ten sam schemat, mianowicie: budowanie napięcia, ostra zwrotka, budowanie napięcia, zwrotka, solo, zwrotka i jeszcze raz zwrotka. Pomimo tego miałem kiedyś na to ostrą fazę. Teraz gdy emocje opadły, "Killing Inside" słucham od czasu do czasu. Da się jednak uznać ten utwór za ponadprzeciętny. "Killing Inside" jest o ludzkości która ma zmierzyć się z nadchodzącym konfliktem.

Ocena: 9,5/10 (+3 za kompozycję, +2 za tekst i za przebojowość)


5. "Thrasher"
"Thrasher" jest typowym kawałkiem wziętym z Omena: mnóstwo pojedynczych zwrotów, prosty (aczkolwiek niezły) riff, oklepany schemat i tyle. Przez większość czasu przelewa się słowo "Thrasher", zupełnie jak w "Off With Their Heads". Miałem wrażenie że tak naprawdę pisanie utworów dla Maxa było cholernie nudnym zajęciem. Stąd ten prosty do granic możliwości schemat w stylu "Torture". Ta prostota sama w sobie mnie dobija; słysząc to co się działo na Schizophrenii czy chociażby Beneath The Remains wydaje mi się że ten kawałek jest tylko głupim dowcipem ze strony braci Cavalera. Utwór jest o niszczycielu, który przygotowuje armię do zniszczenia całego świata.

Ocena: 2/10 (-4 za kompozycję, -2 za tekst)


6. "I Speak Hate"
Tak naprawdę to "I Speak Hate" był pierwszym utworem jaki usłyszałem na tym albumie. Różni się od swoich poprzedników. Jest żywy, zawiera świetną sekwencję riffów, coś jak połączenie Omena z Beneath The Remains (!). Po rozpoczęciu zwrotki domyśliłem się że to będzie coś zupełnie innego od poprzednich utworów; nie ma żadnych zakrzywień, nawet tekst brzmi świetnie, tak więc tutaj nie mam nic do zarzucenia. No, w czasie refrenu atmosfera się zmienia. Według mnie lepiej byłoby jakby refren był krótszy, składał się tylko ze sformułowania "I Speak Hate", a tymczasem to sformułowanie zostało parę razy powtórzone, dodano też słowa "do you understand / can't you understand". Póki co jest to mój numer 1 na tej płycie. Utwór zawiera pozytywny przekaz, mianowicie jest skierowany do osób które trafiły za kratki za niewinność. Opowiadana jest tu historia człowieka który był domniemanym sprawcą morderstw na zlecenie. Tymczasem ta osoba została wtrącona do więzienia i straciła zaufanie do społeczności. 

Ocena: 9,75/10 (+4 za kompozycję, +3 za tekst)


7. "Target"
Coś mi się wydaje że pechową literą Maxa Cavalery była litera "T". Oczywiście "Target" cholernie przypomina "Torture" i "Thrashera"; jest to szybki, thrashowy (aczkolwiek zrównoważony kawałek). Co dziwne, "Target" zostało skomponowane skomponowane średnio. Przypomina trochę outro do utworu "The Doom Of All Fires", z tą różnicą że tamto wypada znacznie lepiej. Owszem, słyszymy całkiem niezłe riffy, jednak są one kiepsko dopasowane do perkusji i tekstu. Skoro mowa o tekście, ten to jest prawdziwą bolączką. Został skonstruowany w sposób wyjątkowo prosty, w dodatku nie pasuje do kompozycji. Ostatecznie wyszło na "słaby". Utwór jest o szaleńcu, który chce zabić dowolną osobę w swoim otoczeniu. Super przesłanie, nie ma bata!

Ocena: 5/10 (-4 za tekst, -1 za klimat)


8. "Genghis Khan"
Utwór rozpoczyna się dziwnymi dźwiękami, coś w stylu "podmuch wiatru", następnie zaczyna się cała akcja. Słyszymy riff który wydaje mi się dobrze znany, skąd go znam nie jestem w stanie stwierdzić. Po wejściu zwrotki stwierdzam, iż wszystko nieźle się prezentuje, nawet refren który w przypadku tego albumu zazwyczaj zostawał w tyle. Tekst jest trochę słabszy, ale niezbyt to przeszkadza. Lekko odstaje od kompozycji, i to się słyszy. Pomimo tego został zbudowany dobrze, chociaż do "Gengis Khana" niezbyt pasuje. Po drugim refrenie utwór przyśpiesza i zaczyna się solo. Od tego momentu kawałek tylko zyskuje w moich oczach, chociaż szczerze powiem "I Speak Hate" było lepsze. "Genghis Khan" jest o Czyngis-czanie, twórcy Imperium Mongolskiego.

Ocena: 9,5/10


9. "Burn Waco"
Po usłyszeniu na wstępie samej perkusji uznałem że skądś to znam. Czyżby "Sepulnation" z albumu Nation nowej Sepultury? Brzmi bardzo podobnie, nawet ten gitarowy akord. Kawałek jest żywy, i zapowiada się ciekawie. Przynajmniej jakaś odmiana, a nie znowu te napierdalanie i napierdalanie... a właśnie, skoro o tym mowa... NAPIERDALAMYYYYY! Następuje speed-up, po czym "Burn Waco" się rozlatuje. Dla tej zwrotki CC mogło zrobić oddzielny utwór, gdyż wbrew pozorom brzmi to nie najgorzej. Gorsze jest to że poszczególne sekwencje nie pasują do siebie co brzmi jak zmieszanie albumu Crucificados Pelo Sistema grupy Ratos De Porao z "24 Hour Bullshit" z albumu Point Blank Nailbomb. oraz z całym albumem Schizophrenia. Konkretnie mówiąc pomimo że każdy z tych składników jest świetny, w połączeniu daje mieszankę która MUSI się rozlecieć. Oczywiście nie zabrakło tutaj powtarzających się sformułowań, które tak bardzo kocham że ciągle je słysze. Utwór jest o słynnym ataku FBI na gałąź Dawidową z Waco która mylnie została oskarżona o przestępstwa z udziałem broni.

Ocena: 8/10 (+4 za intro)


10. "Rasputin"
Szybki, thrashowy początek wprowadza mnie lekko w błąd. Mam wrażenie że "Rasputin" będzie czymś w stylu "Thrasher, czy chociażby "Torture"... gdy już chcę jęczeć, okazuje się że numer dziesiąty to porządna dawka dobrego grania. Utwór kipi wschodnim klimatem, podoba mi się ten zabieg. Tekst jest wprawdzie kiepski, ale jest dopasowany do utworu. Ociężały refren dodaje nastroju, słychać że Cavalera Conspiracy odstawia żarty na bok i zaczyna pokazywać swoją lepszą stronę. Po refrenie słyszymy świetną część, budującą napięcie. Gdy słuchałem tego utworu po raz pierwszy zastanawiałem się "co będzie dalej". I nie zawodziłem się - po drugim refrenie mamy krótkie, aczkolwiek dobre solo w stylu Marca Rizzo. Kawałek jest o Rasputinie - doradcy rosyjskiego cara Mikołaja II. W utworze opisana jest jego wyjątkowość, oraz zabójstwo - chciano go otruć, zastrzelić... ogólnie chciano się go pozbyć.

Ocena: 10/10 (+3 za kompozycję i za tekst)


11. "Blunt Force Trauma"
Początkowo myliłem go z utworem "Bloodbrawl" z albumu Inflikted. Utwór niezbyt różni się od kawałków typu "Target", "Thrasher, czy "Torture"... na pierwszy rzut oka. Na początku mamy lekcję w stylu "jak zrobić z trzech akordów riff?". Beznadziejna zwrotka, z nudnym riffem. Nic się ze sobą nie klei. Tekst również dobija, często słyszymy słowa "Blunt Force Trauma". Podobnie jest z refrenem. To wszystko jest ciszą przed burzą. Dopiero po drugim refrenie utwór się rozkręca, brzmi o wiele lepiej - słyszymy znacznie lepszy, melodyjny riff, krótką solówkę, oraz dopasowaną zwrotkę. Potem znowu słyszymy solówkę, a po niej już tylko... końcówka. Kurwa, jaka ulga! Outro zajmuje większą część utworu, aczkolwiek jest jednym z najlepszych w karierze Maxa Cavalery. Tylko jej mógłbym tutaj słuchać. "Blunt Force Trauma" jest o wstrząsie pourazowym. Sformułowanie to tak naprawdę nie pasuje do reszty utworu - słyszymy jedynie o latających bombowcach, wybuchach, niszczycielach... skąd tutaj wstrząs pourazowy?!

Ocena: 8/10 (-3 za tekst, +4 za outro)


12. "Psychosomatic"
Wchodzimy w strefę bonusów. "Psychosomatic" rozpoczyna się dosyć znajomo - teraz nie wiem gdzie to słyszałem, czy w którymś z nowszych albumów Soulfly czy na Inflikted... W każdym razie początkowy riff przypomina mi nieco ten z utworu "Lookaway" Sepultury z albumu Roots. Potem się rozkręca, i brzmi już tak samo jak większość utworów z tego albumu - słyszymy niezłą kompozycję w połączeniu ze średnim tekstem. Niepotrzebne jest tu sformułowanie "Psychosomatic", oczywiście norma na tym albumie. Potem jest refren, i schemat się powtarza, jednak od teraz utwór zaczyna brzmieć jakby lepiej. Potem jest drugi refren, który niedługo potem świetnie przechodzi w solówkę. Utwór jest o byłym żołnierzu, który pod wpływem wydarzeń na wojnie oszalał.

Ocena: 7,25/10


13. "Jihad Joe"
Tytuł skojarzył mi się nieco z grupą Acid Drinkers; no, może gdyby zamiast "Joe" wstawić "Janusz" :) Słychać że utwór jest czymś innym niż reszta. Rozpoczyna się powoli, trochę dziwacznym riffem, jednak znośnym. Po chwili jednak rozkręca się, i słyszymy w tle słowa "Jihad Joe, Jihad!". Następnie kawałek nieco przyśpiesza, i przypomina utwory: "Hungry" z albumu Beneath The Remains Sepultury, oraz któryś Slayera. Szczerze powiem do tak dobrego riffu można było napisać lepszy tekst. Pomimo tego ten efekt dodany do wokalu Maxa jest dobrze dopasowany. Pasuje do tej niepokojącej atmosfery. Po wstępnej solówce słyszymy całkiem niezły zwrot akcji. Utwór jest o Joe'u - osobie która zmieniła wiarę na islam. Przez to uznawana jest za kogoś kogo obchodzą jedynie zasady koranu.

Ocena: 7,5/10


14. "Electric Funeral"
Cover utworu Black Sabbath. Nie muszę chyba zbyt wiele się na ten temat wypowiadać - utwór ssie. Od samego początku słychać że "Electric Funeral" będzie czymś kiepskim, sam wypruty z jakiegokolwiek klimatu riff nam to mówi. Wokal (a raczej growling) to istna siermięga. Rozumiem że Max preferuje ostrą grę, zachowajmy jednak umiar! Nawet wersja instrumentalna była lepsza. Pamiętam że słuchając koncertu Soulfly z 2006 roku usłyszałem riff z tego utworu; został zagrany naprawdę klimatycznie i dobrze, jednak to było za czasów kiedy mózg wokalisty nie był ściśnięty przez zwały tłuszczu. Słuchając oryginału i coveru Pantery uznałem, że wokal wiele daje. Ciężko mi uwierzyć, jakim cudem można spierdolić tak dobry kawałek! Kojarzy mi się to trochę ze "Screaming For Vengeance" zagranym przez Nową Sepulturę. Utwór Black Sabbath jest czymś pomiędzy tymi coverami, z jednej strony słychać że Ozzy skupił się na innych kawałkach z Paranoid, a ten zostawił w spokoju; z drugiej strony "Electric Funeral" miało ogromny potencjał który wykorzystał zespół z Texasu. Utwór jest o świecie zniszczonym przez wojnę atomową.

Ocena: 2/10 (-6 za klimat)


15. "Six Pack"
Bonus z płyty winylowej (trudny do znalezienia). Cover grupy Black Flag - utwór jest bardzo krótki, z kiepską jakością. Ma za to niezłą kompozycję, i w tym przypadku możemy mówić o unowocześnieniu jako o zalecie tego utworu. Przez dłuższy czas brzmi to bardzo dobrze, nawet wokal Maxa bardzo dobrze tutaj pasuje. Utwór jest o alkoholiku, który potrzebuje do szczęścia sześciopaka.

Ocena: 7,5/10


Podsumowując szału nie ma, Blunt Force Trauma to dzieło niemalże na poziomie Omena. Utwory zostały średnio skomponowane, dosyć podobnie jak na Omenie. Co do tekstów chyba nie muszę mówić że są słabe? Podczas przesłuchiwania Blunt Force Trauma rzadko kiedy zdarzy się że przesłucham to dzieło w całości, jak już to musiałbym być naprawdę mocno znudzony. Tak się zastanawiam, czy aby na pewno Max wie co robi... czy ktoś jego pracę oceniał przed nagraniem tego wszystkiego? A może po prostu wszyscy powiedzieli że jest spoko bojąc się stwierdzić że jest do dupy, by go nie urazić? Owszem, są takie smaczki jak "Killing Inside", "I Speak Hate", "Genghis Khan" czy "Rasputin" - zostały one świetnie napisane, jednak czy to sprawi że Blunt Force Trauma się wybroni pod względem oceny? Nie sądzę...


Zalety:
- Niezłe kompozycje
- Różnorodność
- "Killing Inside", "Rasputin", "I Speak Hate"

Wady:
- Growl Maxa
- Nowoczesność kastrująca album
- Teksty
- Nuda
- Agresja której w ogóle nie czuć
- Kiepska okładka
- Beznadziejne bonusy


Okładka: 4/10
Teksty: 3,25/10
Kompozycje: 6,5/10

Ogólna ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!