Wyszukaj

29 marca 2014

Recenzja: Ektomorf - What Doesn't Kill Me


Kolejny dzień, kolejna recenzja. Węgrzy i niektórzy spoza granic dobrze wiedzą że Ektomorf gra na wysokim poziomie. Nie zawsze grają oryginalnie, ale to co robili zawsze ciekawiło. Większość albumów grupy lądowało równolegle w płytotece wraz z grupą Soulfly. Pora zabrać się za album który zmienił wszystko. Przed wami: Ektomorf - What Doesn't Kill Me.

What Doesn't Kill Me jest szóstym albumem studyjnym grupy Ektomorf. Został wydany 10 marca 2009 roku nakładem AFM Records. Po wydaniu Outcasta wieńczącego sukces grupy odchodzi z grupy brat wokalisty, basista Csaba Farkas - był on współautorem większości utworów grupy. Na jego miejsce wszedł Szalbolcs Murvai. Na scenie międzynarodowej album przemknął niedostrzeżony.

Okładka przedstawia wokalistę grupy, Zoltana Farkasa. Nie wiem co o okładce myśleć. Z jednej strony ma bardzo przyjemną dla oka kolorystykę, z drugiej jednak wygląda po prostu fatalnie. Kolorystyka poprawia jej wygląd, ale pytanie: po co umieszczać spreparowaną twarz wokalisty w grupie która na 100% nie jest projektem solowym? Już wolałem tamto oko z Kalyi Jag, przynajmniej można było się z czego pośmiać. A to nawet nie wygląda, bardziej pasuje jako okładka jakiegoś singla. Nie zachęca do kontaktu z albumem.

1. "Rat War
Rozpoczynamy album tym oto tytułem. Z początku nie podobał mi się ze względu na drastyczną zmianę stylu w porównaniu do poprzednich albumów. W porównaniu do utworów z albumu Outcast, "Rat War" brzmi nowocześniej, ciekawi, przyzwyczaja nas do nowego stylu grupy. Słyszymy drastyczne zmiany w tekście, ten został mocno spieprzony. Większość utworu wypełniają zwroty "get it on". Do takiej kompozycji można było napisać coś lepszego. Utwór jest o ludziach którzy wzajemnie chcą się przewyższać.

Ocena: 8/10

2. "Nothing Left"
W porównaniu do poprzedniego utworu jest spokojniejszy, ma nieco bardziej rozbudowaną kompozycję, jednak to co mnie najbardziej razi to beznadziejny tekst. W zwrotkach często słyszymy zwroty "It's all about to...". Utwór nie ma żadnych zwrotów akcji, wszystko brzmi tak samo od początku do końca, w dodatku ostatnia zwrotka brzmi tak samo jak pierwsza. Wyczuwam wielki spadek jakości albumu po odejściu Csaby Farkasa. Z tekstu "Nothing Left" jest typowym kawałkiem grupy, mianowicie mówi o fałszywym przyjacielu.

Ocena: 2/10

3. "What Doesn't Kill Me"
Nadszedł czas na posłuchanie singla. No cóż, na początku brzmi całkiem nieźle. Kompozycja może i nie jest najlepsza, ale nie wkurza. Zwrotka jest dosyć niedopasowana do kompozycji, jednak jest zdecydowanie lepsza niż na poprzednim utworze. Utwór wpada w ucho, przypomina trochę utwór "Inflikted" grupy Cavalera Conspiracy. Utwór ma parę zwrotów akcji, jak na razie najlepszy utwór na płycie. Utwór jest o kimś kto często walczył z przeszkodami, aż w końcu musi zmierzyć się ze swoim największym wrogiem.

Ocena: 8,5/10

4. "Revenge To All"
Początek jest trochę dziwny, ale potem z lekka utwór się rozkręca. Kompozycja jest dosyć słaba. Opiera się ona w większości na prostych riffach które brzmią jakby zostały zagrane przez dziecko. Podoba mi się za to praca perkusji, odstaje od kiepsko brzmiącej gitary. Tekst również został spieprzony - jest niedopasowany do kompozycji, brzmi kiepsko. Pomiędzy poszczególnymi wersami są długie przerwy, widać że Zoltan zbytnio się nie wysilał. Najpierw pisał kompozycję, a potem jakiś dopasowany tekst. Żenada... Pomimo tego błędu czytając tekst pomyślałem że lepiej byłoby gdyby w utworze zastosowano inną kompozycję. Utwór jest krytyką osób które ranią swoich bliskich.

Ocena: 3/10

5. "Love And Live"
Przez chwilę słyszymy spokój. Mam wrażenie że będzie to coś spokojnego, coś w stylu Outcast. Sromotna klęska - słyszymy prymitywną kompozycję, oraz totalnie zepsuty tekst. Zwrotki w utworze składają się ze zdań oddzielonych długimi przerwami. Ja pierdole. Niby refren jest lepszy w porównaniu do zwrotki, jednak nie poprawia on jakości utworu. "Love And Live" jest o pokonywaniu wszelkich barier, by pozostać sobą.

Ocena: 1/10

6. "I Can See You"
Utwór może się wydawać na początku taki jak pozostałe. Słyszymy dosyć szybki wstęp, z lekko niesmaczną kompozycją. Po chwili... wreszcie. Słyszymy coś co już nie niszczy naszych uszu. Gdy utwór zwalnia słyszymy całkiem dobrą kompozycję, coś co jest już nieco bliżej albumu Destroy tej samej grupy. Zwrotka jest średnia, trochę niedopasowana do kompozycji. Utwór przypomina mi trochę jeden z kawałków na albumie Conquer grupy Soulfly. Refren jest zdecydowanie najgorszym elementem, chociaż mocno nie wpływa na całokształt. Utwór jest o fałszywym przyjacielu dla którego główny bohater dał się poniżyć.

Ocena: 8,25/10

7. "I Got It All"
Utwór rozpoczyna się nawet nieźle. Przebojowa kompozycja, przypomina mi trochę "Revenge To All". Jak na razie prezentuje się całkiem całkiem - tekst jest lepiej dopasowany niż we wcześniejszych utworach. Brzmi bardzo przebojowo, idealny wybór na koncerty. Pomimo tego po niedługim czasie może się znudzić. Utwór jest o człowieku który wierzy w siebie, i korzysta ze swojej wewnętrznej siły.

Ocena: 7,25/10

8. "New Life"
Od początku słychać że utwór będzie czymś innym niż usłyszeliśmy do tej pory. Utwór ma dobrze dopasowane tempo do riffu (który jest taki sam jak w większości utworów na tej płycie), przez co kompozycja brzmi lepiej. Utwór jest bardzo przebojowy, wpada w ucho. Pomimo słabowatego tekstu słucha się go z przyjemnością. Utwór jest o człowieku który zyskał nowe życie poprzez odrzucenie przeszłości. "New Life" ma jasny przekaz: żyj teraźniejszością, zapomnij o przeszłości.

Ocena: 8,5/10

9. "Sick Of It All"
Kompletna zmiana klimatu. W utworze wystąpił Lord Nelson, amerykański raper. Wreszcie nie słyszymy tego samego riffu co w poprzednich utworach, jest za to bardzo przyjemny w słuchaniu, przebojowy utwór, coś co z pewnością nie powtórzy się na albumie. Oczywiście tekst jest dobrze dopasowany do kompozycji - Zoltan nie przeszkadza zbytnio raperowi w tworzeniu dzieła. Jeszcze jedną zaletą jest to, że utwór ma odpowiednią długość (3 minuty), przez co ani nie zanudza, ani nie daje uczucia niedosytu. Utwór jest o rasizmie, który powoli zaczyna już być nudny.

Ocena: 9/10

10. "It's Up To You"
Ponieważ słucham tego utworu więcej niż raz, nie nazwę go klonem "Rat War". Mamy inny, przebojowy klimat z lepszym tekstem. Przyjemnie się tego słucha, pomimo że niektóre elementy są średnie. Kompozycja jest średnia, nadrabia przebojowością większą niż w poprzednich utworach. Tekst jest nawet dobrze dopasowany do kompozycji, nie razi niektórymi elementami. Utwór jest o pokonywaniu barier, by móc pozostać sobą.

Ocena: 7,75/10

11. "Envy"
Po raz kolejny zmiana w kompozycji. Jak na razie brzmi całkiem nieźle. Kompozycja jest całkiem niezła, to samo tekst. Wreszcie coś co mnie ucieszyło, utwór ma najwięcej elementów z albumu Destroy. Przyjemnie się go słucha. Zdecydowanie lepiej brzmi to niż poprzedni utwór. Utwór ma dwie wady: jest tylko jeden dobry zwrot akcji (mogło być ich więcej), oraz jest za krótki. "Envy" jest o osobie chorobliwie zazdrosnej, która wszystkim działa na nerwy swoją zazdrością.

Ocena: 8/10

12. "Scream"
Teraz to zostałem jeszcze bardziej zaskoczony. Wreszcie słyszymy bardzo dobrą kompozycję, zbliżającą się stylem do albumu Redemption. Tekst jest raczej średni, często słychać powtórzenia w stylu "Victims of the...". Pomimo tego nie mam zamiaru narzekać, utwór wydaje mi się być czymś naprawdę solidnym. Wreszcie jest coś czego zabrakło na tym albumie - elementy cygańskiego folkloru. Przeczuwam że "Scream" mógł zostać napisany przed odejściem Csaby Farkasa. Zdecydowanie kawałek dorównuje dla "Sick Of It All". Utwór jest o wszystkich którzy cierpią, bez znaczenia jaki jest powód tego cierpienia.

Ocena: 9/10

13. "Breed The Fire"
Jak na razie utwór wydaje się być średni - słyszymy riff przypominający nieco ten z utworu "Eutanazia" z albumu z 1998 roku. Po chwili jednak się rozkręca - pojawia się kompozycja która napędza utwór. Po raz kolejny słychać że jest to zwiastun nadchodzących zmian w grupie, mianowicie chodzi mi o wcześniej wspomniany album Redemption. Kompozycja do końca utworu jest średnia, niby są jakieś zwroty akcji, jednak niewiele one dają. Tekst jest dopasowany do kompozycji, jednak jest trochę dziwnie ułożony. W porównaniu do poprzedniego utworu nie cieszy tak michy, jednak "Breed The Fire" nie jestem w stanie pogardzić. Utwór jest o furii która przychodzi w czasie starcia z wrogiem.

Ocena: 8/10

14. "Born For Destruction"
Na początku jesteśmy witani przez kiepską kompozycję (jak ja dawno tego nie mówiłem), potem słyszymy jeszcze gorszą zwrotkę. Na początku utwór jest niezdatny do słuchania, ogólnie wkurza. Jest jednak pewien zwrot akcji, który cieszy - solówka która brzmi jak połączenie "Blood Fire War Hate" grupy Soulfly oraz albumu Outcast. Bardzo przyjemny dla ucha zwrot akcji, który z pewnością podwyższy ocenę. Pomimo tego utwór nie jest czymś specjalnym, ale ten szczególik cieszy. Nie znalazłem tekstu do utworu

Ocena: 5,5/10

I tak kończymy tą recenzję. Album jest zdecydowanie niejednoznaczny. Mamy dobre momenty, oraz te totalnie spieprzone. Jeden powie że What Doesn't Kill Me to gówno, bo grupa nie gra jak Soulfly, drugi powie że świetny album bo... grupa wreszcie nie gra jak Soulfly... Ja jednak jestem zawiedziony, chociaż nie mam zamiaru mówić że jest to gówno. Owszem, jest gorszej jakości niż Outcast wydany 3 lata wcześniej, ale po co go skreślać tylko dlatego że Ektomorf zmienił styl i stworzył 3 czy 4 gówniane utwory na tym albumie? Co do samej zmiany stylu, niektórzy mogą myśleć że What Doesn't Kill Me został wydany na tej samej zasadzie co Instinct w 2005 roku. Problem w tym że zmiany w Instinct nie były złe, mowa... niektórzy bardzo je polubili. Album który za chwilę ocenimy szybko się fanom znudził, i po wydaniu albumu Redemption w 2010 roku został zapomniany.

Okładka: 1/10
Teksty: 4/10
Kompozycje: 5/10

Ogólna ocena: 5,5/10

Album do przesłuchania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!