Wyszukaj

4 marca 2014

Recenzja: Hatebreed - Supremacy


Witam. Dzisiaj omówię album którego nie słuchałem od wieków. Mój pierwszy album grupy Hatebreed, tym samym jeden z pierwszych krążków metalowych. Będąc brzdącem 15-latkiem bardzo lubiłem słuchać tego albumu, teraz jednak myślę że dojrzałem i jestem w stanie to zrecenzować bez zbędnego podniecania się "aaa, zajebisty album 10/10". Tak więc, przed wami: Hatebreed - Supremacy.

Album Supremacy został wydany 29 sierpnia 2006 roku nakładem Roadrunner Records. Po wydaniu średniego albumu Rise Of Brutality, do grupy dołączył drugi gitarzysta, Frank Novinec. Idealną okazją do wypróbowania gitarzysty było nagranie wyżej wymienionego albumu. Wokalista Hatebreed - Jamey Jasta zapytany o znaczenie tytułu albumu odpowiedział: "Ma to znaczyć przezwyciężenie depresji, smutku, winy... Chcieliśmy ukazać, że zawsze znajdzie się nadzieja, jednak by coś zmienić musisz zacząć od siebie. Nikomu nie pomożesz, jeśli nie pomożesz sobie". Album zyskał 31 miejsce w rankingu Billboard 200.

No cóż, nie potrafię stwierdzić co konkretnie przedstawia ta okładka. Na pierwszym planie widzimy chimerę mającą korpus w kształcie czaszki. Trzyma ona dwie buławy. Nad nią unosi się korona. Na drugim planie są globusy, lub mapy... wszystko jest w złotym kolorze. Okładka kojarzy mi się trochę z tym surrealizmem Michaela Whelana, lub Zdzisława Beksińskiego. I nie myliłem się, jest to surrealizm, twórcą tej okładki jest Meran Karanitant, znany ze współpracy z Sodomem. Okładka jak dla mnie jest średnia, ale klimatyczna.

1. "Defeatist"
Od razu na początku budowane jest napięcie do albumu. Od razu na początku słyszymy odgłosy słyszane na linii frontu - karabiny, krzyki zabijanych żołnierzy, wybuchy bomb... Całkiem dobrze to napięcie jest budowane. Po chwili zaczyna się cała akcja. Rozpoczęło się od krzyku, potem słyszymy ostrą zwrotkę która brzmi naprawdę świetnie. Szybkie, metalcore'owe brzmienie. Pomimo że metalcore jest jednym z gatunków za którym nie przepadam ten utwór brzmi lepiej niż zacnie. Po zwrotce jesteśmy raczeni refrenem, całkiem niezły wybór na koncerty. W refrenie słyszymy słowa: "Cause you HATE yourself, and you HATE this world, and you HATE that fact, that's you HATE every moment!". Naprawdę ciekawie zbudowany utwór. Po drugiej zwrotce, nieco inaczej brzmiącej od tej pierwszej (zmiana prędkości i riffu) znowu mamy refren... Utwór zacny, idealny na rozpoczęcie albumu. Utwór jest o osobie która się poddała w życiu, podporządkowała się innym. Ten utwór jest do niej zwrotem: "walcz choćby nie wiem co!".

Ocena: 9/10

2. "Horrors Of Self"
Słyszymy kolejny naprawdę ostry utwór. Rozpoczęty został budującym napięcie, mrocznym riffem oraz wrzaskami Jamey'ego, od czego aż włosy na głowie się jeżą. Potem pojawia się zwrotka, bardzo podobna do tej z poprzedniego utworu, jednak jest nieco krótsza. Tak samo refren, także jest dosyć krótki, zawiera jedynie słowa: "Confront the horrors - OF SELF!". Ogólnie utwór jest znacznie krótszy od poprzedniego. Utwór po drugim refrenie nabiera takiej żywości, przypomina mi trochę parę utworów z albumu Hatebreed wydanego w 2009 roku. Pomimo tej krótkości, utwór jest naprawdę bardzo dobry. Tak samo jak poprzednik, utwór jest o walce ze swoimi problemami.

Ocena: 8/10

3. "Mind Over All"
Od razu słychać zmianę. Utwór jest wolniejszy, żywszy, bardziej ustabilizowany, mniej agresywny... pomimo tego słucha mi się go lepiej niż numeru pierwszego. Dosyć długa zwrotka, ciekawie brzmiący refren. Po drugim refrenie utwór zwalnia. Pod koniec powtarza się refren; w utworze jest mowa o ludzkim umyśle, jako najwyższej sile. Wyrażony jest jasny przekaz: "używając umysłu osiągniesz wszystko".

Ocena: 8,5/10

4. "To The Threshold"
Pierwszy singiel albumu, wolniejszy od trzech poprzednich utworów, przy tym nieco cięższy. Tutaj zaczynam czuć delikatne połączenie ze sobą Sepultury Chaos A.D, oraz Set It Off grupy Madball. Czuje się przy okazji klimat znany z albumu Perseverence tego samego wykonawcy. Utwór jest kolejnym świetnym wyborem na koncerty. Zwrotka długa, ale niezbyt rozwinięta, słuchając refrenu ma się wrażenie jakby się było dyscyplinowanym. W sumie tak jak w albumie Urban Discipline grupy Biohazard przekaz jest bardzo jasny, co na pewno odbije się na ocenie, a skoro mowa o tekście: utwór brzmi jakby miał dodawać otuchy pokonanym żołnierzom w walce.

Ocena: 8,5/10

5. "Give Wings To My Triumph"
Utwór rozpoczyna się dosyć spokojnie. Słyszymy spokojny riff, jak na razie bez wokalu. Czyżby jakaś odmiana? To tylko cisza przed burzą. Po chwili słyszymy wokal, po raz kolejny ostry, metalcore'owy. Utwór brzmi jakby został wyjęty z albumu The Divinity Of Purpose. Mamy do czynienia z naprawdę długą zwrotką, w momencie gdy następuje refren utwór nieco zwalnia. Podoba mi się ta przebojowość, nieco w stylu utworu "Mind Over All". W szesnastej sekundzie drugiej minuty po raz kolejny zaczyna się zwrotka, a potem coś w stylu breakdownu, przy okazji powtarzając refren. Utwór jest o kimś kto panuje nad swoim życiem, i wie że jest w stanie osiągnąć sukces.

Ocena: 8/10

6. "Destroy Everything"
Drugi singiel albumu, jednocześnie wisienka na torcie. Jak na razie najwolniejszy utwór, ale przebojowy i naprawdę, "słuchable". Idealny wybór na koncerty. Od razu na początku słyszymy refren. Potem krótka zwrotka (przez większość utworu ta sama). Tak naprawdę to utwór przez praktycznie cały czas ma tą samą budowę, pomimo tego dawno temu potrafiłem go słuchać przez cały czas. Świetny, przebojowy, mocny - tylko tak mogę to dzieło opisać. Wbrew pozorom utwór nie jest o niszczeniu budynków przez wojska, czy coś w tym stylu, jest on o niszczeniu wszelkich barier które zapobiegają osiągnięciu sukcesu.

Ocena: 10/10

7. "Divine Judgement"
Od razu na początku zaczyna pobrzmiewać bas. Po chwili jednak utwór przyśpiesza, znowu mamy ten klimat z pierwszych dwóch utworów. Dobra odmiana po jednym z najwolniejszych utworów na płycie. Jesteśmy raczeni średniej długości zwrotką, oraz krótkim refrenem. Utwór jest nieco bardziej prymitywny od poprzednich, ale tak naprawdę to jest tylko cisza przed burzą. Po chwili jesteśmy raczeni przez naprawdę dobry breakdown, ciężko kroczący w stronę naszych uszu. I tak przez większość piosenki. Powtarzają się czasem różne zwroty wokalne, i tym podobne. Utwór jest o kimś, kto się zestarzał i zaczyna bać się śmierci. Pod wpływem tego zaczyna być bogobojnym. Tak naprawdę w przeszłości był grzesznikiem, i jest ryzyko trafienia do piekła.

Ocena: 8/10

8. "Immortal Enemies"
Od razu po usłyszeniu perkusji mam wrażenie że to będzie coś naprawdę ciężkiego, coś w stylu "Horrors Of Self", tyle że zamiast krzyku mamy tutaj taki wokalny wstęp. Potem utwór przyśpiesza, i brzmi trochę jak "Put It To The Torch" z albumu The Divinity Of Purpose tego samego wykonawcy. Potem jest krótka zwrotka, wstęp przed refrenem... utwór jest bardzo żywy, ma w sobie coś co zatrzymuje na dłuższy czas. Fajnie się tego słucha. Jest parę momentów niespodziewanych, jednak te dodają uroku. Utwór jest o nieskończonym konflikcie, który przenosi się przez pokolenia.

Ocena: 8,25/10

9. "The Most Truth"
Utwór zaczyna się dosyć spokojnie. Typowo dla tego albumu. Powoli się rozpędza, brzmi nieco rockowo, ale to nie przeszkadza. Po chwili nieco przyśpiesza, w czasie refrenu ponownie przyśpiesza... jak na razie jest to jedyny utwór którego nie polecam. Owszem, wokal jest świetny, kompozycja jest z lekka prymitywna, jednak najgorszy jest tutaj tekst. Nie mówię że jest zły, ale z lekka bezsensowny. Pomimo silnego bólu emocjonalnego jest w stanie żyć dalej, i uświadamia sobie że "ból jest tylko dlatego aby powiedzieć mi że wciąż żyję".

Ocena: 6/10

10. "Never Let It Die"
Od początku nieco kojarzy mi się z "Destroy Everything", jednak jest wolniejsze. Podoba mi się początkowa kompozycja, to samo krótka zwrotka, wstęp przed refrenem; jednak refren już taki satysfakcjonujący nie jest. Jest całkiem nieźle, pamiętam że lubiłem kiedyś tego słuchać, ze względu na dobrą kompozycję. W drugiej minucie zwrotka zmienia jakby swój schemat, pojawia się gitara rytmiczna która jest dobrze dopasowana. Utwór jest o tym samym co większość utworów na tej płycie, mianowicie: "pomimo trudności nie poddawaj się i walcz".

Ocena: 8,5/10

11. "Spitting Venom"
Najszybszy utwór na płycie, tym samym jeden z moich ulubionych. Wyczuwa się tutaj inspirację grupą Obituary, jednak utwór brzmi bardziej thrashowo. Po raz kolejny jesteśmy raczeni świetną zwrotką oraz przebojowością. Tym razem w porównaniu do dwóch ostatnich utworów mamy dobry tekst. Jest parę momentów zmieniających bieg utworu, jednak nie szkodzą. Podoba mi się tu refren: "Believe what you may, say what you will, I spit in the eyes of your world, SPIT, SPIT, SPIT!!!". Napędza utwór, ma się wrażenie że zaraz jeszcze bardziej przyśpieszy. "Spitting Venom" kojarzy mi się z gloryfikacją subkultur i krytyką braku różnorodności.

Ocena: 9,75/10

12. "As Diehard As They Come"
Od razu na początku słyszymy świetną kompozycję, nadaje mrocznego klimatu dla reszty utworu. Potem zaczyna się zwrotka, refren... wszystko brzmi świetnie, gdyby nie to że w połowie drugiej minuty utwór zwalnia, co nie podoba mi się. Ten breakdown pojawił się zdecydowanie za wcześnie. Nie zmienia to jednak faktu że jest dobry. Utwór jest gloryfikacją ludzi tych, którzy obrali sobie cel, i uparcie do niego dążą.

Ocena: 8,25/10

13. "Supremacy Of Self"
Ostatni utwór z wersji zwykłej. Początek od razu wprowadza mocny, agresywny nastrój do zwrotki. Cały utwór brzmi świetnie, od zwrotek po refreny. Tutaj jednak refren jest najlepszy, jest to kolejna pozycja którą grupa zapewne grywa na koncertach. Utwór brzmi naprawdę świetnie, i kiedyś codziennie go słuchałem. Przypomina mi "Destroy Everything" w wielu momentach. Ta sama przebojowość, równie dobra kompozycja, o końcówce już nie mówiąc. Także świetna. Jedyna wada to to, że utwór jest trochę za krótki. Utwór jest o konflikcie który sprawia wrażenie nierozwiązywalnego pokojowo. Jednak aby to zrobić należy "przeważyć się".

Ocena: 9/10

14. "New Hate Rising"
Pierwszy utwór z wersji na ITunes. Utwór jest dosyć prymitywny, najprawdopodobniej został nagrany nieco wcześniej niż pozostałe utwory. Brzmi jakby został wyjęty z albumu Rise Of Brutality tego samego zespołu. Wskazuje na to nieco prymitywna kompozycja, oraz tekst. W porównaniu do pozostałych utworów ten wypada dosyć biednie, chociaż nie mówię że jest zły. Na dłuższą metę potrafi jednak zanudzić. Utwór jest o wojnie którą odczuwają na własnej skórze ludzie.

Ocena: 6/10

15. "Severed"
Kolejny utwór który brzmi jakby został wyjęty żywcem z albumu Rise Of Brutality. Nie ma jeszcze gitarzysty Franca Novineca. Pierwotnie utwór został napisany w 1996 roku. Utwór jest ciężki, ogólnie mówiąc dobry. Jednak nie pasuje on do reszty albumu. Tutaj zdecydowanie rządzi wokal, bardzo pasuje do ostrego riffu (który przez cały utwór się nie zmienia). Utwór jest o ludzkości która została zmarnowana przez wiarę powodującą zaślepienie. Nie jest to krytyka rodem ze Slayera, krytykowani są fanatycy zaślepieni przez religię.

Ocena: 8,5/10

O utworze "Pollution Of The Soul" opowiem w recenzji albumu Hatebreed z 2009 roku.

Podsumowując Supremacy do dzisiaj jest czymś naprawdę wyjątkowym. Pomimo takiego a nie innego gatunku (hardcore punk) ma swój uniwersalny styl. Większość utworów ma bardzo dobre kompozycje, świetne teksty ze szczerym i bezpośrednim przekazem. W porównaniu do reszty albumów różni się właśnie tą bezpośredniością, agresją, miejscami ociężałością. Niby to już czwarty album grupy Hatebreed, ale fajnie jest zapoznać się z nim na początku, najprawdopodobniej najlepszy album tej grupy. Album jest mistrzowsko dopracowany, są małe zboczenia, ale co z tego. Wierzcie lub nie, ale przesłuchałem wszystkie albumy tej grupy, i Supremacy wydaje mi się najlepszy. Teraz nie słucham tej grupy z tego względu, iż moje gusta nieco się zmieniły. Pomimo tego bardzo fajnie jest przypomnieć sobie stare czasy, jak się słuchało tego. Polecam! :)

Okładka: 8/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,75/10

Ogólna ocena: 9,5/10

Album do przesłuchania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!