Wyszukaj

21 marca 2014

Recenzja: Rammstein - Reise, Reise


Witam w kolejnej recenzji. Ostatnio chodząc na siłownie coraz częściej słyszę Rammsteina. Są to utwory z albumów z lat 1995-2001. Ogólnie to nie słucham Rammsteina, ale interesuję się tym zespołem, zwłaszcza dlatego że ich styl jest dosyć ciekawy. Nie tylko chodzi mi o same utwory czy albumy, ale też o sam ich wygląd, prezencję oraz świetne koncerty. Dzisiaj zamierzam omówić jedną z najciekawszych pozycji tego zespołu. Tak naprawdę nigdy go do końca nie przesłuchałem, ale słuchając singla "Mein Teil" miałem poćwiartowany mózg, tak więc stworzenie recenzji tego albumu może być dla mnie ciekawym doświadczeniem. Przed wami: Rammstein - Reise, Reise.

Reise, Reise jest to czwarty album niemieckiej grupy Rammstein. Został wydany 27 września 2004 roku nakładem Motor Music. Poprzedni album, Mutter wydany w 2001 roku podbił scenę międzynarodową. Grupa będąc jeszcze pod wpływem rosnącej popularności postarała się stworzyć coś jeszcze lepszego, coś co może kiedyś dotyczyć niektórych z nas. Dzieło Rammsteina jest inspirowane katastrofą samolotu Boeing 747, który rozbił się w sierpniu 1985 roku. Uważa się że spośród wszystkich katastrof samolotowych ta miała najwięcej ofiar (520). Album dotarł na 61 pozycję w rankingu Billboard 200, dostał też 17 miejsce w polskim rankingu OLiS. Pytanie czy na pewno wszystko poszło zgodnie z planem? Czy tylko singiel "Mein Teil" jest tu zdatny do słuchania? Za chwileczkę się o tym przekonamy.

Pierwszy kontakt z albumem gwarantuje okładka z teksturą samolotowej czarnej skrzynki. Od razu widać że większość utworów będzie smutnych/ponurych, większość z nich będzie miała treści związane z katastrofami samolotowymi.

1. "Reise, Reise"
Album zaczyna się bardzo spokojnie. Słyszymy powiewający wietrzyk, następnie pojawiają się syntezatory (w końcu to gatunek Neue Deutsche Hertze, Nowa niemiecka agresja). Słychać że utwór jest ociężały, ponury, ogólnie słucha się go z niepokojem. Wszystkiego dopełnia dobry wokal Tilla Lindermanna, brzmiący naprawdę ponuro, nadający takiego niepokojącego klimatu. Jest bardzo dobrze dopasowany do ociężałej kompozycji. Ogólnie mówiąc utworu słuchało mi się z przyjemnością, nie miałem napadów szału. Bardzo dobry wybór jako pierwszy utwór, nie mam żadnych zastrzeżeń. Utwór brzmi jak stara żeglarska piosenka, widać to w szczególności po tekście. Został zaśpiewany jak przez kapitana wspominającego stare dzieje. Kawałek jest o ludziach, którzy wszczęli bunt na pokładzie statku, i przy pomocy harpunów pozabijali wszystkich rybaków na pokładzie, i wrzucili ich do morza. Utwór może być o dzisiejszych piratach.

Ocena: 9,75/10

2. "Mein Teil"
Utwór rozpoczyna się ponurym graniem skrzypiec. Potem utwór staje się cięższy. Niby jest szybszy od poprzedniego, ale ta ponura atmosfera jest już naprawdę na wysokim poziomie. Wszystko jest naprawdę ponure: zwrotka, refren, ponury wokal Tilla. Słucha się tego z dużą przyjemnością. Częste są zwroty akcji, dodające tylko pikanterii do utworu. Szczerze powiem, że nie polecam tego utworu dla kogoś o słabych nerwach, niektóre momenty mogą przyprawić o palpitację serca, są tak zajebiste. Z pewnością jest to coś, co słuchacz zapamięta na długo. Utwór został zainspirowany aktem kanibalizmu. Basista grupy udzielając wywiadu stwierdził, iż grupę zainspirował artykuł w gazecie ukazujący kanibala. Wszyscy byli tak zszokowani, że postanowili napisać o tym piosenkę.

Ocena: 10/10

3. "Dalai Lama"
Jak na razie wszystko wygląda na spokojne. Czyżby pierwsza odmiana? Skądże. To tylko ten złudnie spokojny początek. Tak naprawdę jest on tylko zmyłką do tego, co się będzie działo potem. W refrenie zaczyna się czuć tą mroczną atmosferę. Wprawdzie nie jest ona tak wyraźna jak w poprzednich utworach, ale nie to jest najważniejsze. Po raz kolejny słyszymy, że wszystko zgrabnie się ze sobą łączy (tekst i kompozycja). W czasie zwrotek niezbyt wiele się dzieje, jednak wciąż jestem zaniepokojony atmosferą tego utworu. Wszystko się pogłębia wraz z refrenem, wtedy zaczyna się czuć tą niepokojącą atmosferę z poprzednich utworów. Wbrew pozorom, utwór nie jest o Dalai Lamie. Jest on o katastrofie samolotu Boeinga 747. W utworze omówiona jest historia ojca, oraz jego małego synka, którzy lecą samolotem do rodzimego kraju, by zdążyć "na urodziny mamy". Przerywa im rozbicie się samolotu, nazywane przez autorów "marszem zagłady".

Ocena: 9,5/10

4. "Keine Lust"
Utwór zaczyna się bardzo spokojnie. Jednak po tym co zdążyłem usłyszeć na wcześniejszych utworach mam wrażenie że to będzie tylko na zmyłkę. I nie myliłem się. Po chwili utwór przyspiesza, brzmi trochę szybciej od poprzednich, także w przeciwieństwie do nich ma takie marszowe tempo, brzmi jak żołnierska pieśń. Przekonujemy się o tym słuchając refrenu. Tak jak w przypadku poprzednich utworów nie mam nic do zarzucenia, wszystko jest do siebie dopasowane, brzmi dobrze, nic się ze sobą nie gryzie. Nie czuć już tego niepokoju jaki czuliśmy w poprzednim utworze. "Keine Lust" jest o otyłym człowieku, który z powodu przejedzenia nie ma na nic ochoty. Jedyne co chce robić to leżeć i liczyć muchy. Polecam do tego utworu teledysk.

Ocena: 9,25/10

5. "Los"
Na początku słyszymy gitarę akustyczną, od razu kojarzy mi się nieco z niektórymi kompozycjami Ektomorfa. Po raz kolejny mam wrażenie że ten utwór nie będzie taki spokojny bez przerwy. Zaskoczył mnie moment gdy weszła perkusja - dalej słyszymy riff zagrany na gitarze akustycznej, a perkusja swoje... No, zaletą tego utworu jest to, że jest żywy; przyjemna odmiana po słuchaniu czegoś co wywoływało ostre ciary od słuchania. Przed refrenem słyszymy taki niepokojący przerywnik. I to jedyna mroczna strona tego utworu. Nic więcej. Pomimo tego nie narzekam, mało tego - utwór byłby idealny do słuchania w radiu, czy chociażby w restauracji. Grupa w tym utworze wspomina swoje początki, jak to ludzie się z nich nabijali z tego powodu, iż grają muzykę wyjętą z zupełnie innej beczki, do tego grają muzykę kontrowersyjną. W dodatku śmieją się z tych osób, które wątpiły w ich sukces.

Ocena: 9/10

6. "Amerika"
Utwór rozpoczyna się dosyć dziwnie, brzmi jakby został zaśpiewany w latach czterdziestych ubiegłego wieku przez komunistę. Pomimo tego dłużej nie ma co narzekać, dalej utwór przyśpiesza, i nabiera takiego marszowego tempa powodującego kołysanie się. W ciągu zwrotki ma się uczucie niepokoju, ma się wrażenie że wydarzy się coś niespodziewanego. Utwór jest prosty w budowie, ale w tym przypadku to jest zaleta, przeczuwam że tak jak w przypadku utworu "Du Hast" na koncercie fani sami go śpiewają. Refren składa się ze słów "We're all living in America, America - ist wunderbar!". Nie nudziłem się ani chwilę, utworu słucha się naprawdę dobrze. Utwór jest o Ameryce, która opanowała cały świat nie tylko swoimi produktami, markami oraz polityką, ale także kulturą. Taki z lekka prześmiewczy akcent utworu.

Ocena: 9,75/10

7. "Moskau"
Utwór zaczyna się dosyć nietypowo. Jest z lekka mroczny, ale jednocześnie bardzo przebojowy. W utworze wzięła udział wokalistka Victoria Fersh. "Moskau" brzmi jakby został zagrany przez zupełnie inną grupę, jednak po chwili przekonujemy się że jest to Rammstein. Po wielu ociężałych utworach (nie licząc "Los" i "Amerika") mamy do czynienia z czymś naprawdę nietypowym, koncertowym, przyjemnym, i do tego ze szczyptą mrocznego nastroju. Utwór ma bardzo dobry refren, słuchając go czekałem tylko na to. Słowa "Moskau - raz dwa tri - Moskau - pasmatri" dodają mu tylko przebojowości. Wszystko jest do siebie dopasowane, słucha się tego z przyjemnością, nie mam żadnych zarzutów. W przeciwieństwie do poprzedniego utworu "Moskau" jest o potędze Rosji w dzisiejszych czasach. Jest ona porównywana do starej, grubej kobiety która przeszła operację piersi (zapewne chodziło o upadek komunizmu w 1991 roku).

Ocena: 10/10

8. "Morgenstern"
Wyczuwam powrót klimatów z początku albumu. Utwór zaczyna się bardzo niespokojnie, po chwili jednak robi się bardzo gwałtowny, jednak jednocześnie zrównoważony. Potem zaczyna się zwrotka. Wreszcie słyszymy ten mroczny nastrój z pierwszych utworów w refrenie. Pomimo tego ten utwór już nie jest tak ciekawy jak poprzednie, mam wrażenie jakby coś się wypaliło. Ta żywiołowość towarzysząca od szóstego utworu jednak dalej nie zawodzi. Słychać jednak, że dalej wszystko jest ze sobą dobrze sklejone, do kompozycji został napisany dobry tekst. Utwór jest o porannej gwieździe która rozświetla ziemię. Z powodu strachu główny bohater nie chce aby ta wschodziła.

Ocena: 9/10

9. "Stein Um Stein"
Utwór rozpoczyna się bardzo spokojnie, słyszymy pianino i kompozycję. Smutny nastrój utworu potrafi złapać za serce. Po chwili bardzo gwałtownie pojawia się refren; niby Till wzmacnia głos pod koniec zwrotki, jednak nie sądziłem że to będzie takie gwałtowne! Utwór również jest nie najgorzej sklejony, ale szczerze powiem to już nie jest to samo co wcześniej. Niby Till daje z siebie wszystko, jednak słychać że czegoś tutaj brakuje. Utwór jest o człowieku który ma wkrótce zostać zamurowany.

Ocena: 8,75/10

10. "Ohne Dich"
Bardzo spokojny początek, zapewne coś czego jeszcze nie było na tej płycie. Wokal Tilla daje mi do zrozumienia, że to może być miłosna ballada. W sumie to nawet się zdziwiłem, to nie jest w stylu Rammsteina. Spokojna zwrotka, i uwaga - spokojniejszy refren (!). Atmosfera panująca w tym utworze niektórych potrafi urzec, słucha się tego z pewną przyjemnością. O połączeniu tekstu z kompozycją nie muszę nic mówić, wszystko jest ze sobą dobrze połączone. Początkowo "Ohne Dich" miał znaleźć się na bonusowej wersji albumu (po wydaniu albumu nagrano demówkę o tej samej nazwie). Utwór jest o ukochanej kobiecie która odeszła przedwcześnie. Opisane w utworze są zmiany jakie zaszły po odejściu kobiety, jak bardzo świat się bez niej zmienił.

Ocena: 9/10

11. "Amour"
Po raz kolejny słyszymy spokojny początek. Po chwili utwór nieco przyśpiesza, i brzmi jak typowy utwór gatunku muzyki popularnej lat 90-tych. W czasie zwrotki utwór jest tak samo spokojny, tak samo z pierwszym refrenem. Przyjemnie się go słucha, tak jak "Los". Pomimo tego szkoda, że nie ma więcej utworów w stylu "Mein Teil", czy "Dalai Lama". Pomimo że utwór ma dobrą kompozycję i tekst powiem, że niestety nieco mi się przejadła spokojna atmosfera albumu. Nawet jak utwór staje się ostrzejszy niezbyt wiele to zmienia. "Amour" jest o miłości jako uczuciu które krzywdzi człowieka.

Ocena: 8,25/10

"Reise, Reise" jest to bardzo dobry album. Pierwsze utwory urzekły mnie atmosferą przyprawiającą o niepokój, czasem o strach. Od piątego utworu album staje się znacznie żywszy, utwory "Amerika" i "Moskau" brzmiały naprawdę świetnie. Z pewnością fani świetnie się przy nich bawią do dziś. Pozostałe pomimo zupełnie innego klimatu wcale nie są gorsze. Do tekstów i kompozycji nie mam się co czepiać, w wielu utworach brzmią one naprawdę świetnie. Rammsteina nie trudno jest rozpoznać, ze względu na styl którego nikt nie jest w stanie podrobić. Zdecydowanie polecam, wszystkim którzy lubią metal. Czasem zamiast posłuchać Mayhemu czy Slayera, można dla odmiany posłuchać Rammsteina. Obiecuję że się nie zawiedziecie ;)

Okładka: 9/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 10/10

Album do przesłuchania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!