Wyszukaj

3 marca 2014

Recenzja: Sodom - Agent Orange


Witam w kolejnej recenzji! Tu Adi666! Jak mogliście zauważyć, ostatnio wzięła mnie faza na Sodoma. Coraz częściej piszę recenzję tej grupy, zauważam również bardzo mocne strony tej grupy. Teraz jednak, przyszedł czas, aby zabrać się za jeden z największych klasyków niemieckiego thrash metalu. Patrząc jednak na inne dzieła tej grupy, wydaje mi się że trzeci album studyjny Sodomu jest lekko przereklamowany. Skoro na naszym blogu trwa sezon remake'ów, to wydaje mi się że powinienem się zająć tym albumem ze względu na to, jak wcześniej została napisana ta recenzja. Przed wami: Sodom - Agent Orange.

Agent Orange jest trzecim albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Został wydany 1 lipca 1989 roku nakładem Steamhammer Records. Jest to ostatni album wykonany z gitarzystą Frankiem Blackfire Gosdzikiem. Przesłuchując Agent Orange, album wydał mi się rozszerzoną wersją Persecution Mania, głównie ze względu na podobieństwo w brzmieniu albumu; istotną różnicą wydało mi się dopracowanie albumu; między innymi dlatego krążek jest wychwalany ponad poprzednika. Dzisiaj zastanowię się, czy Agent Orange jest lepsze od poprzednika, czy może jest to coś na równym poziomie. Album uznawany jest za wielkiego klasyka niemieckiego thrash metalu.

Okładka namalowana przez Andreas Marschalla prezentuje się naprawdę dobrze. Na pierwszym planie widzimy ludzi siedzących w helikopterze; jeden z nich obsługuje karabin maszynowy, i ostrzeliwuje to co znajduje się na ziemi. Grafika jest wykonana bardzo dobrze, przyjemnie się na nią patrzy; a ponieważ Agent Orange jest albumem koncepcyjnym na temat wojny w Wietnamie, okładka bardzo pasuje również do utworów.


Lista utworów:

1. Agent Orange
2. Tired And Red
3. Incest
4. Remember The Fallen
5. Magic Dragon
6. Exhibition Bout
7. Ausgebombt
8. Baptism Of Fire
9. Don't Walk Away
10. Ausgebombt (german)

Jak już mówiłem, Agent Orange wydaje się być rozszerzoną wersją Persecution Mania. To prawda, muzyka którą napisali panowie z Sodomu jest znacznie bardziej profesjonalna w porównaniu do poprzednika. Ostatecznie Agent Orange wydaje mi się zbytnio przereklamowane. Ludzie jarają się tym krążkiem prawie jak Reign In Blood, zupełnie jakby Sodom wprowadził jakiś standard. Dla mnie Agent Orange jest poniekąd ciekawe, aczkolwiek tylko raz przesłuchałem to w stu procentach. Zdecydowanie bardziej spodobały mi się Persecution Mania i Better Off Dead. Jedno trzeba przyznać: album znacznie przewyższa większość wydawnictw tej grupy stworzone bez perkusisty Christiana Witchhuntera (nie wliczając M-16 i Sodom). Album rozpoczyna się od szalonej młóćki Agent Orange. Już od początku Sodom pokazuje na co ich stać; jest to jeden z najlepszych utworów na płycie. Pod numerem drugim, dostajemy gorszy kawałek, Tired And Red. Dalej znajduje się kolejny świetny utwór, Incest. Po nim jest najwolniejszy utwór z płyty przypominający trochę z brzmienia Metallikę, Remember The Fallen. Jest to świetny (aczkolwiek prosty) kawał muzyki z przyjemnym rytmem, oraz wpadającym w ucho riffem. Po świetnym graniu dostajemy kolejny, słabszy kawałek, Magic Dragon. Numer szósty to kolejny średniak, Exhibition Bout. Pod numerem siódmym dostajemy zajebistą, wpadającą w ucho thrashowo-punkową jatkę w postaci Ausgebombt. Sodom kontynuuje częstowanie nas dobrą muzyką na Baptism Of Fire. Don't Walk Away jest coverem grupy Tank niezbyt dopasowanym do reszty utworów. Numer dziesiąty to bonus w postaci Ausgebombt w wersji niemieckiej.

Szczerze przyznam, teksty to najmocniejsza strona Agent Orange. Są bardzo dobrze napisane, świetnie współgrają z kompozycjami, oraz zwykle dotyczą ważnych tematów. Skoro Agent Orange jest albumem koncepcyjnym omawiającym wojnę w Wietnamie, to większość tekstów powinno dotyczyć właśnie jej... Tymczasem, tematyka albumu jest różnorodna. Większość jednak dotyczy konfliktów zbrojnych (Agent Orange [1], Remember The Fallen, Ausgebombt, Baptism Of Fire). W Tired And Red, grupa przytacza wady kary śmierci, i potępia ją. Magic Dragon wydaje się mieć dwa znaczenia: po pierwsze, utwór może być o samolocie Douglas AC-47 Spooky zwany potocznie "Magic Dragon", który był maszyną szturmową stosowaną w Wietnamie. Utwór może być również o samolocie, który leci zrzucić bombę atomową na Hiroszimę. W Exhibition Bout, grupa potępia zwyczaj korridy (walki z bykiem). W Don't Walk Away podmiotem lirycznym jest mężczyzna, którego teściowa nie zgadza się na związek jego, i jego dziewczyny.

Podsumowując, Agent Orange to całkiem dobry album. Nie przebija jednak swojego poprzednika. W porównaniu do Persecution Mania, grupa włożyła więcej serca na stworzenie tego krążka: muzyka jest bardzo profesjonalna, a teksty zostały bardzo dobrze napisane. Poziom tego dzieła podchodzi mi mniej więcej pod Hell Awaits: wprawdzie jest się z czego cieszyć, jednak nie na dłuższą metę. Zdecydowanie największą bolączką tego albumu jest problem z niektórymi utworami: pewna część jest świetna, i zdatna do słuchania; inne zostały stworzone na znacznie niższym poziomie. Pomimo tego, album jest godny polecenia.



Zalety:
- Solidna dawka thrashu
- Bardzo dobre kompozycje
- Wokal
- Świetne teksty poruszające ważne tematy
- Okładka
- Mnóstwo dobrych solówek i riffów
- Klimat

Wady:
- "Efekt rollercoaster'a"



Okładka: 9,5/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 8/10

Ocena ogólna: 8,25/10

2 komentarze:

  1. dont' walk away nie stworzył sodom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, to jest cover grupy Tank. Lepiej by się tego słuchało na Better Off Dead, tutaj mi ten utwór nie pasował.

      Usuń

Obserwuj nas!