Wyszukaj

30 kwietnia 2014

Recenzja: Metallica - St. Anger


Jestem dosyć poważnym człowiekiem. Zazwyczaj próbuję szukać dobrych albumów, jednak czasem musi się trafić czarna owca, często nawet w najlepszej grupie. Dzisiaj chciałem zrecenzować HIM - Dark Light. Uznałem że to może być całkiem niezła muzyka będąca czymś pomiędzy heavy metalem a hard rockiem, z tekstami o miłości. Jednak gdy zobaczyłem jedno ze zdjęć grupy, oraz posłuchałem jednego z utworów to myślę sobie: "Cholera, co ja robię? Zabieram się za jakieś gejowskie pipczenie dla dziewczynek z podstawówki, a nie poważny metal". Odstawiłem to, i postanowiłem zabrać się za coś nieco poważniejszego, mianowicie St. Anger Metalliki.

St. Anger jest ósmym albumem studyjnym Metalliki, został wydany 5 czerwca 2003 roku przez wytwórnię Elektra Records. Ostatnio zainteresowałem się Metalliką samą w sobie - na mój pierwszy ogień poszły albumy Ride The Lightning i Master Of Puppets, stwierdziłem że są świetne. Potem przyszedł czas na lżejsze kawałki, te po 1991 roku. W moje ręce trafiły albumy Metallica oraz Reload. Ten ostatni skonfrontowałem jakiś czas temu z albumem The Great Southern Trendkill Pantery. Teraz mamy St. Anger. Czytając kilka opinii zauważyłem, że są one niejednoznaczne. Jeden oceni album 10/10 za innowacyjny styl, inny 0/10 bo "Metallica się sprzedała". Postanowiłem hejterom nie ufać, i wyrobić swoje zdanie. Album zyskał 2 platynowe płyty w USA. Na początku pomyślałem: nieźle. Dopóki nie zobaczyłem producenta - Bob Rock - człowiek który zgwałcił i zabił twórców thrash metalu.

Okładką zajął się artysta współpracujący z Metalliką już wcześniej, mianowicie stworzył okładkę do ...and Justice For All. Okładka przedstawia zaciśniętą pięść związaną liną. Okładka najprawdopodobniej ukazuje pięść człowieka który próbuje uwolnić się od swoich problemów, może się ona odnosić do samego wokalisty, James'a Hetfielda mającego wówczas długotrwałe problemy z alkoholem. Szczerze powiem okładka stylem nieco przypomina ...and Justice For All. Może się podobać, nawet zachęca do zapoznania się z albumem.



1. "Frantic"
Pierwszy kontakt z albumem... No cóż, kompozycja sama w sobie nie jest aż taka zła. Brzmi nawet nieźle - całkiem fajna gitara, niezły riffw Jest jednak coś co burzy mój spokój w brutalny sposób - perkusja, a właściwie jej brak - "bonk bonk bonk bonk"... i tak w kółko. Lars Ulrich zastąpił swój całkiem przyzwoity zestaw perkusyjny na stare garnki z kuchni babci. Aby w pełni wyczuć potencjał tego utworu polecam zapoznać się z tym coverem perkusji w dobrej jakości. Co do samego wokalu James'a brzmi nowocześnie - James zaśpiewał naprawdę przyzwoicie. Wokal nie wkurza, świetnie zgrywa się z kompozycją. Gdyby nie perkusja oceniłbym utwór naprawdę wysoko. James Hetfield w utworze opisuje swoją walkę z alkoholizmem.

Ocena: 6/10 (perkusja Lars'a)
Ocena: 8,75/10 (cover)

2. "St. Anger"
Początek jest dosyć przyzwoity - perkusji prawie nie słychać. Powolne budowanie napięcia przez gitarę. Po chwili jednak garnki Larsa odnajdują moje uszy i je gwałcą. W tym samym momencie utwór wzmacnia się - w tym momencie również brzmi całkiem nieźle, jednak jest problem - "bonk bonk bonk". W czasie szybszego tempa jest tylko gorzej. Gdy się uspakaja brzmi to nieco lepiej, jednak dalej irytuje. A szczerze powiem utwór jest całkiem przyzwoity - większość utworów z Reload przy nim wysiada. Całkiem ciekawy rockowy klimat, bardzo dopasowany. Wokal również bardzo dobry. Kawałek jest wzorowany na tych starych piosenkach z Kill 'em All. Słuchając tego utworu ma się ochotę powiedzieć: "Lars, wypierdalaj z Metalliki". Tylko on tutaj zawalił. Polecam zapoznać się z coverem.

Ocena: 7/10 (perkusja Lars'a)
Ocena: 9,25/10 (cover)

3. "Some Kind Of Monster"
Na początku jest spokojnie i bardzo niepozornie. Potem nieco się wyostrza - brzmi dość nowocześnie, ogólnie nie jest źle. Tylko ta perkusja: "bonk bonk bonk". Ten riff kojarzy mi się nieco z albumem Reborn In Defiance Biohazardu, brzmi całkiem nieźle - nadaje utworowi takiego chłodnego nastroju. Szczerze powiedziawszy cały czas mam chęć usłyszeć co jest dalej. Wokal James'a brzmi dobrze, z pewnością lepiej niż na Reload. W porównaniu do poprzednich utworów "bonk bonk" wkurza mnie jeszcze bardziej, nie daje się oswoić z utworem, jest to naprawdę denerwująca cecha tego albumu. Utwór jest o złych stronach wokalisty James'a Hetfielda.

Ocena: 6,75/10

4. "Dirty Window"
Początek jest prosty do opisania: "Refuse/Resist" Sepultury zagrane bez gitary, na samych garnkach. I tak przez jakiś czas. Dopiero jak dochodzi gitara utwór brzmi trochę jak hardcore w połączeniu z... country?! Tak naprawdę gitara z brzmienia przypomina tą na której grał Andreas Kisser. Cała reszta utworu to jakieś żarty - James drze się jakby straszył świnie na farmie, Lars pogrywa na garnkach, Andreas Kisser stroił gitarę dla Kirka na brudno (i gitara brzmi tutaj najlepiej). Pomimo niskiego nastrojenia gitary riff raz brzmi dobrze, a raz komicznie. James Hetfield opowiada w utworze jak zmieniał się pod wpływem lat.

Ocena: 2/10

5. "Invisible Kid"
Po raz kolejny w utworze gitara brzmi na brudno, zupełnie jak w Sepulturze. Według mnie Metallica powinna była tego spróbować już dawno. Problem w tym że obok niej dalej słyszymy stare garnki. "Bonk, bonk, bonk"... kurwa, te garnki to jest przesada. Inną wadą utworu jest to, że ten riff jest po prostu kiepski. Co z tego że gitara jest nisko nastrojona jak riff jest beznadziejny? Wokal jest średni, nie wkurza, dobrze jest wpasowany do utworu. Oczywiście w kółko powtarzający się riff oraz "bonk bonk bonk" są zapewne nieśmiesznym żartem ze strony Metalliki (nie, TO NIE JEST ŻART TYLKO PONURA RZECZYWISTOŚĆ). Perkusja dobija mnie jeszcze bardziej niż wcześniej. Utwór jest długi, nudny, i w ogóle nie związany z tymi ze starych czasów. "Invisible Kid" jest o kimś kto nic nie osiągnął poprzez swój strach.

Ocena: 2,5/10

6. "My World"
Znowu słyszymy bębny w stylu "Refuse/Resist" Sepultury. Tym razem gitara jest nastrojona tak samo jak w utworach "Frantic", "St. Anger" oraz "Some Kind Of Monster". Długi, 40-sekundowy początek składający się z jednego riffu, oraz "bonk bonk bonk". Potem jest zwrotka która przez chwilę brzmiała całkiem dobrze. Ta przerwa w wokalu co jakiś czas była tak naprawdę zbędna. Wiem na co stać Metallikę, i na pewno grupa wstawiłaby coś ciekawego w to miejsce. Ogólnie mówiąc utwór jest nudny, przestałem go słuchać po dwóch minutach, nie ma tu nic ciekawego. Kawałek jest o dziecku które pod wpływem osób które je skrzywdziły zamknęło się w sobie.

Ocena: 1,25/10

7. "Shoot Me Again"
Zaczyna się co najmniej średnio - Metallica próbuje tymi piskami podnieść jakoś napięcie. Niedługo potem słyszymy riff który brzmi jak ten z "Dying" grupy Obituary. Od tego momentu utwór się rozkręca. Wreszcie coś co brzmi całkiem dobrze. Niby słychać te "bonk bonk bonk", ale już tak w uszy się nie rzuca. Mrocznie brzmiący wokal w czasie zwrotki nadaje ciekawego nastroju, tak samo w czasie zwrotki. Dobry riff sprawia że po prostu się kołyszę. Przy "Shoot Me Again" można zatrzymać się na dłuższy czas. Utwór jest o kimś kto często był oszukiwany. Z tego powodu przestał się przejmować wszystkimi którzy chcą go oszukać. Polecam cover.

Ocena: 7,25/10 (perkusja Lars'a)
Ocena: 9,25/10 (cover)

8. "Sweet Amber"
Słuchając początku mam wrażenie że to będzie typowa ballada Metalliki. Jednak nie, niedługo potem utwór się rozkręca - wszystko znacznie przyśpiesza. Po raz kolejny słyszymy w kółko grający ten sam riff, "bonk bonk bonk", oraz denerwujący wokal. Noo, wyczuwam powrót Metalliki stworzonej dla mas. Miejscami brzmi nawet ciekawie, czasem w czasie zwrotki brzmi dobrze, oraz refrenu. Pomimo tego jednak nie da się zatrzymać przy nim na dłużej. "Bonkanie" ryje dziurę we łbie, i po prostu aż się prosi nacisnąć "STOP". Utwór jest o kobiecie która była zwykłą tanią dziwką, która "bez swoich gabarytów" nie byłaby kimś.

Ocena: 4,5/10

9. "The Unnamed Feeling"
Początek kojarzy mi się z utworem "Embodiment" grupy Carnal. W każdym razie riff jest dosyć podobny. Utwór jak na razie brzmi dosyć spokojnie. Słychać obie gitary, oraz bębny. Rozkręca się powoli, raczej nie zanosi się na coś lepszego. Po chwili przyśpiesza, i o dziwo nie jest źle - "bonk bonk" praktycznie nie słychać. Brudny riff wprowadza mroczny nastrój. Perkusja o dziwo nie przeszkadza, gorzej z wokalem. Nie pasuje do utworu który bardziej przypomina "Manifest" Sepultury z albumu Chaos A.D. Im dłużej słucham James'a tym bardziej nie chce mi się kontynuować słuchania. Utwór jest o kimś kto jest bliski szaleństwa, i domaga się pomocy.

Ocena: 7/10

10. "Purify"
Początek sugeruje mi że będzie to kolejny szybki utwór. Nie minęło kilka sekund, już słyszymy bonkanie, oraz coś w stylu intra z utworu "Some Kind Of Monster" - ta sama prędkość, podobny riff... Wokal jest taki sobie, w zwrotce ssie na całej linii - w refrenie na szczęście jest jakaś poprawa - niby jest jakiś klimat, James drze się w niebo głosy, ale wiem że słyszałem gorsze momenty na tym albumie. Mam nadzieję że to co najgorsze już dawno minąłem. Ten utwór jest akurat średni, James śpiewa w nim o zapomnieniu o ciężkiej przeszłości.

Ocena: 6/10

11. "All Within My Hands"
Od razu na początku: "bonk bonk bonk bonk bonk bonk..."... dobra, wytrzymam... jest to ostatni utwór. Nie powiem, co do tego "bonkania" mam jeszcze jakąś cierpliwość, jednak jak na jeden album jest to zbytnio przesadzone. Riff - całkiem dobry, pomimo tego utwór się rozlatuje z powodu złego tempa dyktowanego przez perkusję - trochę za szybko. W czasie zwrotki robi się lżej - lekki riff, "bonk bonk bonk" w tle, oraz wokal który brzmi jak u wokalisty J.B.O. No, jedynie refren zasługuje na uwagę, przypomina trochę ten z utworu "Shoot Me Again". Niedługo po rozpoczęciu drugiej zwrotki wyłączyłem utwór, był on tak prymitywny że nie chciało mi się go słuchać. Utwór jest o miłości jako sile która człowieka więzi.

Ocena: 3/10

Następcą albumu Reload w dziedzinie "najsłabszego albumu Metalliki" zostaje St. Anger. Cieszę się że to już koniec, od tego "bonk bonk bonk" po prostu rzygać mi się chciało - każdy utwór który włączę - "bonk bonk bonk", i tak kurwa w kółko!! Czasem miałem tego dosyć. Co do reszty to szczerze powiem, mogło być gorzej: gitara dobra i ciekawa, momentami słabsza, zdecydowanie ona była tutaj najlepsza. James z kolei śpiewał dosyć nowocześnie jak na tamte czasy, wyszukał nowe brzmienia, pomimo tego w większości utworów zastosował nie wiadomo jakie "fiku miku", często darł się jak wieśniak śpiewający dla przyjemności. Nie mieści mi się w głowie jakim cudem to GÓWNO przez wielkie "G" dostało aż 2 platynowe płyty, nie mam pojęcia jakim cudem Metallica całkiem dobre pomysły na utwory tak łatwo zmarnowała, nie wiem też dlaczego Lars Ulrich znalazł się w czołówce najlepszych perkusistów skreśliłem to gdyż jeszcze Lars mnie pozwie :)

Okładka: 8/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 5,5/10 (nie wliczając kiepskiego perkusisty 8,5/10)

Ogólna ocena: 5/10

27 kwietnia 2014

Konfrontacja: Slayer - Christ Illusion vs Kreator - Enemy Of God


Witam! W tej "konfrontacji" porównam albumy: Slayer - "Christ Illusion" oraz Kreator - "Enemy Of God". Slayera wszyscy powinniście znać - jeden z najlepszych zespołów metalowych w historii. A Kreator jest jednym z najlepszych niemieckich zespołów metalowych. Zresztą, już napisaliśmy jedną konfrontację "Kreator vs Sodom", więc jeśli czytaliście - będziecie wiedzieć o czym mowa. Zaczniemy od omówienia "Christ Illusion".

1. Slayer - Christ Illusion

Album "Christ Illusion" został wydany 4 sierpnia 2006 roku nakładem American Recordings. Jest to pierwszy album z Dave Lombardo od czasu jego odejścia w 1992 roku. Jak większość z was wie - żaden wielki zespół nie będzie grał wiecznie, przykładem jest tu Metallica, która po 1991 roku całkowicie zmieniła styl i zaczęli grać hard rocka zamiast thrash metalu. Slayer jest również jednym z tych zespołów, które w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych stały na wysokim poziomie. Od tamtych czasów minęło już 20-30 lat. Czy Slayer pozostał wierny swojemu staremu stylowi i nadal potrafi pokazać fanom co potrafi?

Co można powiedzieć o okładce? Została ona namalowana przez tego samego artystę co okładki albumów "Reign In Blood", "South Of Heaven" i "Seasons In The Abyss" - Larry'ego Carrolla. Widzimy na niej okaleczonego Jezusa stojącego w morzu krwi a wokół niego poucinane głowy. Jedna z nich przypomina Maryję, reszta prawdopodobnie to twarze dwunastu apostołów. Z powodu tego obrazu, okładka została zakazana w niektórych krajach. To co tu widzimy oraz nazwa płyty ("Iluzja Chrystusa") sugeruje z jakimi tekstami na płycie się spotkamy. Oprawa graficzna jak widać została dopracowana co do najmniejszego szczegółu - na klatce piersiowej Jezusa można dojrzeć nawet napis "Jihad".

 

                                             Album do przesłuchania
1. Flesh Storm
Pierwsze skojarzenia - utwór Metalliki "Blackened". Mam na myśli tylko intro. Po chwili zaczynamy słyszeć typową dla Slayera pracę instrumentów. Bardzo szybki utwór. Po marnym "God Hates Us All" możemy zauważyć, że Slayer wraca do formy. W okolicy refrenu oczywiście typowe dla nich zwolnienie. To wszystko przypomina starsze albumy Slayera. Utwór jest krytyką konfliktów oraz tego w jaki sposób media się utrzymują - przykład: "kogoś zamordowano? Tak, zróbmy z tego nie wiadomo co, piszemy artykuły, kręcimy filmy". Wskazują na to wersy "The cameras are whores / For the daily bloodshed".

Ocena: 9/10

2. Catalyst
Podobnie jak w poprzednim utworze, po paru sekundach zaczyna się jazda. Cały Slayer :) Po pierwszym refrenie słyszymy króciutkie solo, które idealnie pasuje do tego utworu. Urozmaica go. Pod pewnymi względami utwór jest niemal identyczny jak poprzedni. Niektóre dźwięki i riffy brzmią bardzo, bardzo podobnie. Jednak to nie jest to samo. Kolejny bardzo dobry utwór. Warto zwrócić uwagę również na tekst - jest on porównaniem postrzegania świata przez osobę wierzącą oraz niewierzącą. Podmiotem lirycznym jest ateista. Ciekawy pomysł, tekst podwyższy ocenę całego utworu.

Ocena: 9/10

3. Skeleton Christ
Teraz dla odmiany coś trochę wolniejszego. Z początku ten utwór mnie nudził, jednak po paru przesłuchaniach bardzo go polubiłem. Jest spokojnie do czasu, aż usłyszymy refren. Tam utwór bardzo przyspiesza. Wszystko tutaj idealnie do siebie pasuje. Najmocniejszymi stronami utworu zdecydowanie są refreny, solówka oraz uwaga... tekst. Jest jednym z najlepszych tekstów metalowych jakie widziałem. Krytykuje religię chrześcijańską, Kościół żerujący na słabych i przekonujący ich do oddawania pieniędzy. Podmiot liryczny nazywa religię chrześcijańską "jebaną kpiną bez żadnego zrozumienia dla rzeczywistości" ("it's all the fucking mockery - no grasp upon reality"). Tekst podobnie jak w poprzednim utworze podwyższy ocenę, chociaż niektórym religijnym osobom niespecjalnie się może spodobać.

Ocena: 10/10

4. Eyes Of The Insane
Słyszeliśmy dwa szybsze utwory oraz jeden nieco wolniejszy. To teraz mamy coś takiego "pomiędzy". Od początku słyszymy klimatyczny riff wprowadzający niespokojną atmosferę. Mocną stroną jest refren i solówka. Nawet ci, których powolne zwrotki mogły znudzić, obudzą się, gdy usłyszą refren. Wtedy utwór zaczyna nabierać właściwego tempa. Refren już jest szybszy. Po chwili słyszymy solówkę, również świetną. Zdecydowanie można przy tym się zatrzymać na dłuższy czas. W tekście podmiotem lirycznym jest żołnierz, który powrócił z wojny. Nie może otrząsnąć się z okropnych wspomnień, które "przebłyskują przed jego oczami". Ten tekst jest krytyką wojen i konfliktów.

Ocena: 9,25/10

5. Jihad
Utwór zaczyna się spokojnym "melodyjkowaniem". Zupełnie jak nie Slayer. Ale spokojnie fani "Reign In Blood" i ogólnie starszych albumów. Utwór po chwili się rozkręca. Po dwóch wolniejszych utworach teraz mamy pewien powrót do pierwszej części albumu. Brzmi to naprawdę bardzo szybko. Zauważcie, że przez pierwsze dwie minuty słyszymy conajmniej 4 różne riffy. Złożony utwór. Spodobał mi się od razu. Tekst również zasługuję na uwagę - kolejny świetny. Opowiada o ataku na wieże World Trade Center 11 września 2001 dokonanego przez islamską organizację terrorystyczną. Tekst ciekawy jest głównie dlatego, że wszystko to opisane jest z perspektywy zamachowca. Widać, że Slayer szczególnie pomyślał nad tym tekstem.

Ocena: 9,25/10

6. Consfearacy
Nieco dziwny tytuł. Czemu? Bo takie słowo w języku angielskim nie istnieje. Jest to połączenie "conspiracy" oraz "fear". Tłumaczyć możemy jako "spisek strachu". Od początku słyszymy agresywny riff i świetną pracę perkusji. W końcu Lombardo wrócił do Slayera, efekty słyszalne. Utwór przypomina "Flesh Storm", jednak jest od niego minimalnie gorszy. Niby bardzo dobry riff, wokal i w ogóle, jednak czegoś mu brakuje i jest nieco słabszy od pozostałych utworów. W tekście podmiot liryczny zastanawia się, czy istnieje jakiś lepszy ustrój polityczny od demokracji, która jak wszyscy wiemy ma wiele wad. W końcu stwierdza, że "anarchia jednak jest lepsza" i decyduje się na obalenie rządu.

Ocena: 8,5/10

7. Catatonic
Chyba najwolniejszy utwór na płycie. Prawdopodobnie Slayer próbował zrobić coś takiego jak na płycie "Seasons In The Abyss" czy też "South Of Heaven" - aby styl był zróżnicowany. Jednak odrobinę przesadzili. Utwór jest zbyt wolny i niektórych może znudzić. Moim zdaniem nie jest okropnie. Riff jest dobry. Jednak słuchać tego godzinami bym nie potrafił. Jedyna rzecz jaka się tu wyróżnia to wstęp przed refrenem i sam refren. Prawdopodobnie najgorszy utwór z tego albumu a i tak dosyć dobry. Tekst opowiada o wszechobecnej religii, która wpływa na życie nawet tych ludzi, którzy są niewierzącymi. Dosyć życiowy tekst. Przykład: dlaczego w szkołach jest taki przedmiot jak "religia"? Dyskryminuje osoby innych wyznań/niewierzące. To już któryś z kolei tekst, który dotyka religii i wierzeń. Jak widzicie, okładka do tej płyty pasuje.

Ocena: 8/10

8. Black Serenade
Po nieco gorszym od reszty utworze słyszymy "Black Serenade". Brzmi to o wiele lepiej. Ci, którzy słyszeli singiel Slayera do płyty, która ma zostać wydana w 2015 roku, skojarzą go na pewno z tym utworem. "Implode" zbudowany jest według podobnego schematu. Powolny start i ogromne przyspieszenie. W "Black Serenade" mamy aż dwie solówki. Obie niesamowite. Po prostu zagrane bezbłędnie. Podmiot liryczny w tekście zdaje się być kimś, kto postanowił odejść od Boga na rzecz szatana. Prawdopodobnie uznał, że Bóg tylko wykorzystuje swoich wiernych i w ogóle im nie pomaga, wręcz przeciwnie - zsyła na nich nieszczęścia. Zdesperowany człowiek szuka dla siebie jakiejkolwiek pomocy.

Ocena: 10/10

9. Cult
Utwór zaczyna się podobnie jak "Wicked" z albumu "Diabolus In Musica". Też spokojnie, a potem się rozkręca. Jednak tu koniec podobieństw. Po chwili przyspiesza i słyszymy agresywny wokal. Nie nudziłem się ani przez sekundę słuchając tego. Każdy element został mistrzowsko zagrany, od pierwszego dźwięku po ostatni. Można się przy tym zatrzymać naprawdę na dłuższy czas. Jeden z moich ulubionych utworów Slayera. Jednak świetne brzmienie to jeszcze nie koniec! Tu jest jeszcze tekst, jak wszystkie na tej płycie - niesamowity. No, osobom bardzo religijnym się niespecjalnie spodoba, szczególnie refren ("religion is hate, religion is war" itd). Podmiot liryczny wymienia wszystkie wady Kościoła oraz religii. Nazywa to wszystko oszustwem. Tekst jest pełen nienawiści. Czasem nawet padają takie zdania jak "The target's fucking Jesus Christ / I would've lead the sacrifice / And nailed him to the crucifix" (tłumaczenie: "celem jest jebany Jezus Chrystus / Sam poprowadziłbym ofiarowanie / I przybiłbym go do krzyża"). Macie przykład. Utwór został naprawdę świetnie zrobiony i można tego długo, długo słuchać.

Ocena: 10/10 (nawet dałbym 11)

10. Supremist
Ostatni utwór z wersji podstawowej. Słyszymy różne riffy, każdy sprawia, że aż zaczynam się kiwać. Niesamowicie rytmiczne. Wpadające w ucho. Przy "Supremist" można się naprawdę na długo zatrzymać. Świetna rzecz. Mamy tu też przykład kolejnego świetnego tekstu. Podmiotem lirycznym jest szatan, który opowiada o tym jak to zburzy królestwo Boga i tak dalej (nie, nie jestem żadnym satanistą, nazywając to "świetnym tekstem" mam na myśli jego budowę oraz różnego rodzaju określenia, środki stylistyczne).

Ocena: 9/10

11. Final Six
Utwór z wersji bonusowej. Ostatni (tak, niestety) na tym albumie. Zaczyna się spokojnym pobrzękiwaniem na gitarce, niczym "Spill The Blood" z "South Of Heaven". Po chwili słyszymy nieco mroczny riff. Podobnie jak w poprzednim utworze, zaczynam się kiwać. W drugiej minucie wszystko się rozkręca. Słyszymy wokal. Znowu typowy Slayer :) Agresywnie to brzmi. Świetny refren. Utwór pełen energii. Jak słuchać to tylko głośno! Tekst opowiada o końcu dominacji religii chrześcijańskiej. Według podmiotu lirycznego to islamskie organizacje terrorystyczne do tego doprowadzą. Z powodu religii wybuchnie trzecia wojna światowa i tak dalej. Muszę przyznać, że to ostatnie jest dosyć realne.

Ocena: 9/10

Podsumowując, "Christ Illusion" to jest naprawdę świetny album! Niesamowite, że Slayer po tylu latach nie spadł z poziomu! To jest lepsze nawet od "Divine Intervention" i "Reign In Blood" (nie rozumiem czemu ten ostatni album jest tak uwielbiany, dla mnie nie jest niczym szczególnym, po prostu nudzi). Jeśli miałbym zrobić ranking 5 najlepszych albumów Slayera, bez wątpienia bym umieścił tam "Christ Illusion". Świetna okładka, teksty i kompozycje! Polecam ten album każdemu słuchaczowi metalu. Przejdziemy do oceny końcowej.

Zalety:
- Świetny wokal
- Dave Lombardo na perkusji
- Świetne solówki
- Niesamowite teksty
- Niepowtarzalny styl i klimat
- Powrót do starych albumów Slayera
 Wady:
- Niektóre utwory są nie do końca dopracowane ("Consfearacy", "Catatonic")

Okładka: 9/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,25/10

Ocena końcowa: 9,5/10

 2. Kreator - Enemy Of God


Drugim albumem jak wspominałem jest "Enemy Of God" Kreatora. Został wydany 10 stycznia 2005 roku przez wytwórnię Steamhammer Records. Gdy spojrzę na tytuł ("Wróg Boga") wydaje się, że teksty będą dotyczyły tego samego co na poprzednim albumie jaki omówiłem.

Na okładce widzimy człowieka, którego mózg podłączony jest do różnych urządzeń. Gdy spojrzę na tytuł odnoszę wrażenie, że chodzi tu o manipulację religii. Mogę się jednak mylić, spójrzmy na utwory (i ich teksty).

 

                                             Album do przesłuchania

1. Enemy Of God
Zaczyna się niespokojnym riffem, który trzyma nas w napięciu, a po chwili zaczyna się ostra jazda - zupełnie jak na "Christ Illusion". Brzmi to naprawdę nieźle. Nigdy nie lubiłem specjalnie tego zespołu, ale muszę przyznać, że ten utwór im się naprawdę udał. Przypomina trochę "Consfearacy" z poprzedniego albumu jaki omówiłem. Niezłe solo. Tekst jednak nie krytykuje religii chrześcijańskiej, a fanatyków religijnych, którzy wypaczają znaczenie religii tak jak jest im wygodnie.

Ocena: 8,5/10

2. Impossible Brutality
Zaczyna się miarowymi uderzeniami bębnów. Po chwili słyszymy melodyjny riff w stylu Sodomu. Utwór wydaje się być jeszcze lepszy niż poprzedni. Wolniejszy, ale bardziej rytmiczny. Polubiłem go głównie ze względu na świetny refren i melodię. Niby refren jest bardzo prosty, a dobry. Można przy tym się zatrzymać na dłuższy czas. Do tej pory nie wierzyłem, że coś takiego jak Kreator naprawdę będzie dobrym przeciwnikiem dla Slayera, ale po dwóch bardzo dobrych utworach zaczynam zmieniać zdanie. Po jakimś czasie utwór przyspiesza. Nie nudzi, wiele zwrotów akcji. Tekst zdaje się krytykować ustrój totalitarny, który opiera się na maksymalnej kontroli i brutalności.

Ocena: 9,5/10

3. Suicide Terrorist
Słuchając tego przypomina mi się album "Conquer" Soulfly (jest on nieco nowszy, jednak wiem już na czym to było wzorowane :) ). Instrumentalnie wszystko mi się podoba, jednak wokal niezbyt pasuje do takiej ciężkiej kompozycji. Nieco gorszy utwór od obu poprzednich, ale i tak nie jest zły. Tekst opowiada o terrorystach samobójcach. Podmiot liryczny zastanawia się, jak bardzo trzeba mieć umysł zniszczony przez religię, aby zrobić coś takiego. Chyba jednak moje przypuszczenia co do okładki były słuszne.

Ocena: 7,5/10

4. World Anarchy
Początek piosenki BARDZO przypomina Slayera. Jakieś krzyki, świetna praca perkusja, szybkość agresja. Przypomina "Cult" z "Christ Illusion" jednak nie jest to aż tak dobre. Słucham tego z przyjemnością. Lepsze od poprzedniego utworu, chociaż są tu też nudniejsze momenty. Końcówka mnie zaskoczyła. Bardzo spokojna. Ciekawe urozmaicenie dla utworu. Według podmiotu lirycznego w każdym państwie na świecie niedługo będzie anarchia i tak dalej. Nudny schemat i nie było to zbyt kreatywne.

Ocena: 8/10

5. Dystopia
Znowu słyszę riff kojarzący się z albumem Soulfly "Conquer". Jeśli widzieliście recenzję płyty Testamentu "Dark Roots Of Earth" to zapewne pamiętacie, że utwory na tej płycie to po prostu plagiat. Zatem, gdy posłuchacie tego utworu będziecie mogli dodać do listy zespołów z których Testament kopiował jeszcze... Kreatora. Bardzo dobre solo. Jeden z lepszych utworów na płycie. Kreator w tekście stwierdza, że "Bóg umarł i zostawił świat samemu sobie". Jest to pewne wytłumaczenie dla nieszczęść na świecie.

Ocena: 8,5/10

6. Voices Of The Dead
Zaczyna się spokojnym pobrzękiwaniem. Czyżby jakaś ballada? Jednak nie. Po spokojnym wstępie i zwrotce zaczyna się właściwy utwór. Słyszymy bardzo melodyjny riff, który przypomina album "Draconian Times" Paradise Lost. Niby wszystko brzmi dobrze, ale po jakimś czasie zaczyna nudzić i nie potrafiłbym słuchać tego dłuższy czas. Średni utwór. Tekst zdaje się opowiadać o potencjalnym życiu pozagrobowym - "dziś w koronie stoi tu żebrak, który niegdyś żył na kolanach".

Ocena: 6,5/10

7. Murder Fantasies
Zaczyna się w stylu Megadeth. Prosty riff (jak w większości utworów Megadeth). Zwrotki średnie, czekam na refren, może coś ciekawego... jednak nieee. Zdecydowanie nie mój styl. Zwyczajnie nudzi. Jeszcze gorsze niż poprzedni utwór. Mam nadzieję, że pozostałe utwory takie nie będą, bo zanudzę się na śmierć (tak jak ostatnio, gdy próbowałem odsłuchać w całości album Megadeth). Przynajmniej solo jest dobre. Podmiotem lirycznym w utworze prawdopodobnie jest psychopata, którego jedynym pragnieniem jest zabijać, aby "poczuł krew spływającą po ostrzu noża".

Ocena: 6/10

8. When Death Takes Its Dominion
Zaczyna się ciekawym, wpadającym w ucho riffem. Wydaje się, że to będzie coś dobrego w porównaniu do dwóch poprzednich utworów. Polubiłem utwór od razu ze względu na dużą ilość melodii w wielu miejscach. Tekst również jest ciekawy. Opowiada o możliwym kataklizmie. Przedstawia taki scenariusz: "wszyscy sobie fajnie żyją, a tu nagle katastrofa biologiczna, wszyscy giną" no i tytułowa śmierć "dominuje".

Ocena: 8/10

9. One Evil Comes - A Million Follow
Również zaczyna się melodyjnie. Znowu mam skojarzenia z albumem Soulfly "Conquer". Zwrotki średnie, ale refren jest dosyć dobry. Głównie on sprawia, że z przyjemnością słucham tego utworu - od początku czekam na refren :) Dobre solo. Tekst jest podobny do poprzedniego - przesłanie jest proste. "Nigdy nie jesteśmy bezpieczni, zawsze coś się może zdarzyć, nie ma ucieczki przed przeznaczeniem".

Ocena: 8,5/10

10. Dying Race Apocalypse
Zaczyna się spokojnie, podobnie jak "Voices Of The Dead". Jednak po chwili słyszymy riff w stylu Metalliki(!) i świetną melodię. Wydaje mi się, że będzie to coś dobrego. Jednak tak nie jest. Ciągle ten sam riff. Nuda, ziewam. A tu nagle niespodzianka. Zmiana rytmu, melodii. Dobry refren. Ale trwa to dosyć krótko i znowu ten sam nudny riff. Nieee, zdecydowanie nie dla mnie. Tekst również nudny, znowu opowiada o katastrofach i kataklizmach. No ile można o tym samym? I to już tak trzy piosenki pod rząd. I to w odróżnieniu od Slayera - przedstawiane jest to w identyczny sposób.

Ocena: 6,5/10

11. Under A Total Blackened Sky
No niestety, ta końcówka tego albumu taka trochę gorsza. Znowu taki sam schemat utworu. Zero różnorodności. Prawie to samo co kilka poprzednich utworów. I ja wcześniej mówiłem, że Kreator będzie bardzo dobrym przeciwnikiem dla Slayera... No cóż, przynajmniej pierwsza część albumu była bardzo dobra. Utwór - totalna nuda. Tekst opowiada o nieszczęściach dotykających wszystkich ludzi. Według podmiotu lirycznego "musimy żyć pod tym zaciemnionym niebem, do czasu aż umrzemy". Nie jest źle pod tym względem, nareszcie jakaś odmiana.

Ocena: 7/10

12. The Ancient Plague
Zaczyna się takim "podniosłym" i uroczystym riffem, który kojarzy się z intrem do płyty "...And Justice For All" Metalliki (początek "Blackened"). Powolny utwór, wygląda na to, że będzie to ballada. Ale po raz kolejny się pomyliłem i po minucie utwór robi się agresywny. Brzmi lepiej niż poprzednie utwory i ratuje tą płytę. Tym razem wadą jest tekst, po raz kolejny jest w nim mowa o zarazie przez którą zginą ludzie. No ile można? Chyba chłopakom z Kreatora skończyły się pomysły. Przynajmniej brzmi to nieźle.

Ocena: 8/10

Utwory w wersji bonusowej to "Toxic Trace" i "Coma Of Souls". Są to wersje na żywo. Same piosenki pochodzą z innych albumów. Omówię je, podczas ich recenzji. Przejdźmy do oceny końcowej.

Zalety:
- Dobry wokal
- Niezła praca perkusji
- Dobre solówki
Wady:
- Druga część albumu = totalna nuda, te same riffy, te same teksty
- Niezbyt kreatywne teksty

Okładka: 9/10
Teksty: 7,5/10
Kompozycje: 8/10

Ocena ogólna: 8,25/10

Wygrywa Slayer (co raczej nie jest niespodzianką). Kreatorowi zabrakło pomysłów, aby dorównać Slayerowi. Płytę rozpoczęli bardzo dobrze, jednak wszystko zepsuło się pod koniec.

Recenzja: Bullet For My Valentine - Temper Temper

Witam, dzisiaj opiszę album "Temper Temper" zespołu Bullet For My Valentine. Został wydany 8 lutego 2013 roku. Jest przez fanów krytykowany - zespół nieco poeksperymentował tym razem. Jednak album niekoniecznie musi być czymś beznadziejnym. Czy fani mają rację czy też jest tu coś ciekawego?

Okładka jest dosyć prosta. Po prostu widzimy na środku zakrwawione dłonie, napis "Bullet For My Valentine". Niezbyt wysilili się jeśli chodzi o okładkę. Prymitywna i zbytnio nie zachęca do kontaktu z albumem. Dobra, teraz utwory.

1. Breaking Point
Pierwszy utwór na płycie jest również ostatnim singlem z tego albumu. Od początku tego utworu czuję podobny klimat co na albumie "Enslaved" Soulfly oraz "Infernal Connection" Acid Drinkers. Jednak wokal jest inny. Nie powiem, żeby taki był zły, ale nie pasuje do tej kompozycji. Mam mieszane odczucia jeśli chodzi o ten utwór, ale wszystko zmienia się, gdy słyszę solówkę po prostu wyjętą z albumu Soulfly "Enslaved". Bardzo dobrze się to prezentuje. Tekst opowiada o człowieku, który przyrzekł zemstę ludziom, którzy niesprawiedliwie go skrzywdzili.

Ocena: 8,5/10 

2. Truth Hurts
Zaczyna się niemal identycznie co "Regurgitated Guts" Death, ale to koniec podobieństw. Po chwili znowu daje się słyszeć klimat wyżej wspomnianego albumu "Enslaved" Soulfly. Jednak mimo to, "Truth Hurts" wypada nieco gorzej niż poprzedni utwór. Sprawia miejscami wrażenie chaotycznej kupy dźwięków, skleconej bez starań. Mocnym punktem jest jednak refren, klimatyczny i wpadający w ucho. Tekst również. Jest złożony, opowiada o człowieku, który stracił wszystko i postanawia postawić wszystko na jedną kartę. Nie obchodzi go czy przeżyje czy nie.

Ocena: 8/10

3. Temper Temper
Pierwszy singiel i utwór tytułowy. Powiem, że przebija oba pozostałe utwory. Wyczuwam w nim znowu taki klimat jak na smutniejszych utworach z płyty "Enslaved" Soulfly. Gdy raz to włączę, to po prostu nie mogę przestać słuchać :) Głównie ze względu na świetny refren "temper, temper - time to explode! / feels good when I lose control". Nie nudziłem się ani chwili słuchając tego utworu. Tekst opowiada o człowieku bliskim szaleństwa z wściekłości. Bullet For My Valentine dobrze ukazało emocje ludzkie. Utwór może być też krytyką wad ludzi, przez bezsensowną złość i nieporozumienia wybuchają konflikty.

Ocena: 9,5/10

4. P.O.W (Prisoner Of War)
Trzeci singiel. Zaczyna się IDENTYCZNIE jak utwór "Strangler" zespołu Soilwork. Zresztą słychać, że utwór wzorowany był na Soilwork. Dużo melodii, spokojny. Też wygląda to nieźle, ale gorzej niż w przypadku poprzedniego utworu. Tekst opowiada o żołnierzu, który po powrocie z wojny nadal nie może otrząsnąć się z okropnych wspomnień. Niczym w "Eyes Of The Insane" Slayera :)

Ocena: 8,5/10

5. Dirty Little Secret
Utwór zaczyna się dziwnym brzęczeniem oraz miarowymi uderzeniami bębnów przypominającymi te z "The Mediatora..." nowej Sepultury. Wydaje się, że utwór się rozkręca, a tu niespodzianka. Wygląda na to, że będzie to spokojna ballada. Nie brzmi to źle, jednak nie potrafię się przekonać do takich rzeczy. Brzmi to dosyć nijako. W odróżnieniu od świetnych ballad metalowych jakie nagrała Metallica, ten utwór jest bardzo niekonkretny. Tekst jest listem pewnego człowieka do kobiety, która go wykorzystała, a potem się go wyparła.

Ocena: 6,5/10

6. Leech
Zaczyna się niemal identycznie jak "Soulcollector" grupy Bloodbath, jednak po chwili nabiera cech Bullet For My Valentine. Utwór polubiłem głównie z powodu chwytliwego refrenu. Cały czas mamy do czynienia z żywym riffem i dobrym wokalem. Niektórzy mogą powiedzieć, że wokal nie pasuje do tekstu, ale dla mnie jest w porządku. Utwór jest odezwą do darmozjadów, idiotów wtrącających się w nieswoje sprawy, osób, które wykorzystują innych. Polecam, można przy tym zatrzymać się na dłużej, tak jak przy "Temper Temper".

Ocena: 9,25/10

7. Dead To The World
Zaczyna się bardzo spokojnie. Niestety, mam od początku wrażenia, że zostało to zerżnięte z "Welcome Home (Sanitarium)" Metalliki. Również zaczyna się solówką, gitara brzmi podobnie. Taka ballada. Jednak jak w przypadku "Dirty Little Secret" nie dorasta nawet w połowie do poziomu ballad Metalliki. Mimo to, przyjemnie jest sobie posłuchać tego utworu. Tekst opowiada o człowieku, któremu nie powodziło się w życiu łatwo, stracił nadzieję i czuje, że "umarł dla świata", czyli duchowo.

Ocena: 8/10

8. Riot
Powiem, że jak dotąd jest to najgorszy utwór na płycie. Krótki, bardzo nijaki. Budowa jest bardzo prosta. Jedynie solówka jest jego mocnym punktem - przypomina te z płyt "Enslaved" Soulfly i "Christ Illusion" Slayera. Chyba najlepsza część utworu, a trwa... parę sekund. Tekst opowiada o buncie ludzi przeciwko władzy.

Ocena: 6/10

9. Saints & Sinners
Utwór zaczyna się dość dobrym riffem. Klimatem nieco przypomina wiele razy wspomniany album Soulfly "Enslaved". Jednak po chwili niestety utwór się psuje. Zamienia się w dosyć chaotyczną kupę. Trudno jest się w niego głębiej wsłuchać. Tekst krytykuje ludzkość. Na świecie jest wielu grzeszników, którzy popełniają wiele złych czynów.

Ocena: 7/10

10. Tears Don't Fall (II)
No, nareszcie coś porządnego. To właśnie na to czekałem od początku tego albumu :) Jest to druga część bardzo dobrego utworu "Tears Don't Fall" z albumu "The Poison". Riff jest bardzo podobny, niemal ten sam. Polubiłem ten utwór głównie ze względu na dobry wstęp przed refrenem i refren. Najlepszy utwór na płycie. Gdy usłyszałem go pierwszy raz, chciałem słuchać i słuchać ciągle. Wpadające w ucho. Tekst jest wiadomością do innego człowieka, prawdopodobnie jakiejś kobiety, który/która skrzywdził(a) podmiot liryczny.

Ocena: 10/10 

11. Livin' Life (On The Edge Of The Knife)
Na starcie znowu słyszę podobne dźwięki co na albumie Soulfly "Enslaved". Utwór spodobał mi się już po pierwszym odsłuchaniu głównie ze względu na bardzo dobry refren. Niesamowicie klimatyczny. Mamy tu taki przykład łączenia "spokojnej gry z ostrością" :). Tekst jest prośbą pewnego człowieka do jego ukochanej, aby nie odchodziła.

Ocena: 8,75/10 

UTWORY BONUSOWE

12. Not Invincible
Zaczyna się dosyć agresywnym riffem. Utwór wydaje się jednym z najbardziej agresywnych na całej płycie. Od razu mi się spodobał. Jednak gdyby wokal był nieco inny, bardziej w metalowym stylu, utwór byłby o wiele lepszy. Bardzo dobra praca perkusji. Tekst krytykuje wszystkich wścibskich ludzi, szpiegów, donosicieli i nawołuje ludzi do walki z nimi, by nie pozwolić im wpieprzać się we wszystkie sprawy.

Ocena: 8/10

13. Whole Lotta Rosie
Jest to cover AC/DC. Nie wiem co o nim myśleć. Nie różni się zbytnio od oryginału. Sam niezbyt przepadam za muzyką AC/DC, ale fanom tej grupy może się spodobać. Rockowy kawałek. Tekst wydaje się nieco niepoważny. Podmiot liryczny opowiada o pewnej kobiecie. Zachwyca się nią i wychwala. Cały tekst wydaje się nieco prześmiewczy, jak na płycie Acid Drinkers "Are You A Rebel?".

Ocena: 7,5/10 

14. Scream Aim Fire
Utwór zaczyna się agresywnymi uderzeniami bębnów oraz solówką. Już zaczyna się podobać, ale nagle pojawia się wokal. Do tego utworu niespecjalnie taki styl pasuje. Psuje cały efekt instrumentów. Podobnie jak w "Not Invincible", lepiej by to brzmiało, gdyby zaśpiewał ktoś inny. Instrumentalnie utworowi nie mam nic do zarzucenia. Tekst krytykuje wojny i wszelkiego rodzaju konflikty, które doprowadzają do śmierci wielu ludzi.

Ocena: 8/10 

"Temper Temper" to dosyć dobry album. Miejscami zdarzyło się parę nieco słabszych utworów, lecz większość była dobra. Przejdźmy do oceny końcowej.

Okładka: 5/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 8/10 

Ocena ogólna: 7,75/10

18 kwietnia 2014

Recenzja: J.B.O - Laut!


Dzisiaj przygotowałem dla was niespodziankę. Ech, Niemcy - znani są z pięknych aut i dróg, brzydkich kobiet, schizowego techno, Rammsteina oraz świetnego piwa. Niewielu jednak z was zna grupę heavy metalową stworzoną przez Niemców Hannesa Holzmanna i Vito C. (wokalistów i gitarzystów) dla czystej beki. Grupa parodiuje utwory bardziej znanych heavy metalowych wykonawców, np. Metalliki, czy Nirvany. Teraz zapoznamy się z jednym z ich pierwszych albumów. Przed wami: J.B.O - Laut!

Laut! został wydany 5 maja 1997 roku nakładem wytwórni Lavine/BMG Records. Tydzień od wydania albumu Laut! zyskał pierwsze miejsce na 13 niemieckich listach przebojów, przy okazji pozostając na nich przez dłuższy czas. Do końca 1997 roku album sprzedał się w liczbie 150 tysięcy kopii. Album w Niemczech pokrył się złotem.

Szczerze powiedziawszy po grupie która tworzy muzykę dla jaj spodziewałbym się jakichś ciekawych scenariuszy, coś jak na starych okładkach grupy Acid Drinkers. Tutaj tak naprawdę nie ma nic - widzimy tylko napis, pod spodem jest gitara oraz butelka po piwie. Patrząc na tą okładkę po raz pierwszy, nie zapoznając się w dodatku z zespołem J.B.O pomyślałbym że grupa gra glam metal, lub blues'a.

1. "Bolle"
Pierwszy utwór jest jednocześnie singlem, oraz jednym z nielicznych oryginalnych dzieł grupy na tym albumie. Od razu na początku słychać że to będzie coś naprawdę popieprzonego. Utwór kojarzy mi się nieco ze starymi utworami Acid Drinkers, kiedy to grupa robiła z muzyki jakieś wygibasy. Tutaj wcale nie jest gorzej. Utwór brzmi trochę rockowo, ale to nie jest najdziwniejsze - Hannes śpiewa jakby naćpał się czegoś naprawdę mocnego. Ten sam schizowy schemat, i klimat znany z przedszkola robią z mózgu sieczkę. Po przeczytaniu tekstu dostałem zadyszki. To jest takie durne że aż śmieszne. Utwór jest o gościu o imieniu Bolle, który miał pecha - zepsuł mu się samochód, walnęła w niego ciężarówka, potem wziął prowiant i szedł przez 18 godzin na imprezę, następnie wylądował w szpitalu gdzie amputowano mu nogi... ten tekst po prostu trzeba rozumieć.

Ocena: 8,5/10

2. "Wir Sind Die Champignons"
Parodia utworu Queen "We Are The Champions", przerobione na "My Jesteśmy Grzybami". Jak na razie słychać że jest to spokojna ballada, wydaje się że nie ma w tym nic głupiego. Zostało zagrane bardzo podobnie do utworu Queen. Nie no, brzmieniowo brzmi jak Queen, ważniejsza tutaj jest treść. Utwór jest o... grzybach rosnących w lesie, i o tym jak ludzie ich szukają. Ogólnie mówiąc kawałek słaby, nie było mi do śmiechu. Owszem, zagrane całkiem nieźle, jednak spodziewałem się czegoś z czego będę mógł się pośmiać.

Ocena: 5/10

3. "Hose Runter!"
Utwór brzmi trochę jak białoruska piosenka zagrana w czasie imprezy alkoholowej w Rosji. Jak na metal jest to naprawdę dziwnie zagrane, utwór ma żywy, skoczny klimat... problem w tym że bliżej temu do Eneja niż do prawdziwego metalu. Ale cóż, swój świat, swoje kredki. Kawałek jest o gościach którzy porównują swoje penisy.

Ocena: 6/10

4. "Drogen Teil 1"
No cóż, utwór rozpoczyna się nietypowym wstępem, mianowicie wokalista przedstawia nam coś. Mówi coś, jednak nie rozumiem co. Następnie zaczyna się muzyczka... tak, muzyczka. Utwór który brzmi jakby przed nagrywaniem grupa wciągała coś NAPRAWDĘ MOCNEGO. Polecam słuchać tylko po czymś mocnym. Jak metal to nie brzmi, ale można parsknąć śmiechem podczas słuchania utworu. Tak naprawdę kawałek jest tylko przerywnikiem pomiędzy jednym kawałkiem a drugim.

Ocena: 7,5/10

5. "Ein Bißchen Frieden"
Utwór jest parodią Rammsteina, oraz Nichole (niemieckiej wokalistki soulowej). Utwór rozpoczyna się symfonią. Następnie słyszymy dosyć dziwną kompozycję - utwór został zagrany w stylu Rammsteina, słychać to głównie po częstotliwości używania stopy. Pomimo tego ten wesoły riff nie jest w ich stylu. Następnie pojawia się wokal który brzmi jak u Tilla z Rammsteina. Sparodiowanie wokalu Tilla przez Hannesa powoduje nagłe napady śmiechu. Zapewne z tego powodu że Till utwory z Rammsteina śpiewał bardzo poważnie. Tutaj wszystko brzmi bardzo komicznie, w szczególności wokal. Utwór jest parodią piosenki o miłości.

Ocena: 8,5/10

6. "Liebe Ist Süsse"
Utwór jest spokojną balladą, w której bardziej liczy się przekaz niżeli sama kompozycja. Nie zauważyłem nic z czego mógłbym się śmiać. No cóż, utwór niby zawiera jakieś tam zwroty akcji (w drugiej minucie), o dopasowaniu nie ma co tu mówić, ja to oceniam żeby się pośmiać! Miejscami utwór przypomina trochę grupę Hevisaurus - grupa tworzy muzykę metalową dla przedszkolaków. Szczerze mówiąc jedyne z czego miałem bekę to te końcowe "lalalalalalala". Utwór jest parodią piosenki o miłości, zawiera słowa w stylu "Jesteś wisienką na moim torcie", lub "Jesteś najlepsza do mojego komina".

Ocena: 5/10

7. "Die Scheisse"
Utwór zaczyna się "budowaniem napięcia" przez organki. Następnie jest właściwy utwór, skoczny, żywy, niezbyt ciekawy. I oczywiście, jedyną rzeczą z której można się tu śmiać jest tekst. Utwór jest o... gównie. W utworze pojawiają się słowa w stylu "gówno zawsze zostanie z tyłu", lub "wszystko co złe wydalamy z gównem", i "zobacz jakie to jest miękkie". No comment.

Ocena: 6,5/10

8. "Roots Bloody Roots"
Tak naprawdę to na to czekałem od początku tego albumu. Drugi singiel albumu, za razem parodia utworu "Roots Bloody Roots" Sepultury z Roots. Utwór został zagrany bardzo podobnie jak oryginał. Sam wokalista brzmi jak Max Cavalera. Przez pierwsze kilka sekund można się zastanawiać co jest w tym dziwnego, dopiero potem słyszymy... operowy głos, kompletnie niepasujący do ostrego, groove metalowego hymnu. Zapewne o to chodziło, aby utwór się rozleciał. Pavarotti miejscami brzmi komicznie w niektórych częściach utworu. Utwór dokładniej omówię kiedy indziej, w recenzji albumu Roots Sepultury.

Ocena: 8,75/10

9. "Der Star Trek"
Utwór rozpoczyna się spokojnym, klimatycznym wstępem rodem ze Star Trek. Dopiero potem się zaczyna. Słyszymy zmieszanie punku z syntezatorem. Utwór nie śmieszy swoim brzmieniem, tak samo tekstem. Pomimo tego utwór jest żywy, ktoś kto lubi tego typu klimaty mógłby dobrze się przy tym bawić. Utwór jest o życiu grupy J.B.O po osiągnięciu sukcesu.

Ocena: 8/10

10. "Ein Guter Tag Zum Sterben"
Utwór trochę kojarzy mi się z pewnym utworem Metalliki, nie jestem jednak w stanie stwierdzić z jakim. Jest to ballada. Jak już mówiłem, w tego typu utworach nie liczy się kompozycja, ważny jest przekaz. Utwór jest o przygotowywaniu śniadania o drugiej nad ranem będąc na kacu. Porównuje żarcie do wymiocin, więc chce wyjechać zjeść coś na mieście, jednak dostrzega że ma rozwalony samochód.

Ocena: 7,5/10

11. "Drogen Teil 2"
Utwór jest czymś w rodzaju przerywnika. Słyszymy jak naćpany facet przyjeżdża pod czyjś dom. Gdy wchodzi do środka dostrzega ptaka z Ulicy Sezamkowej, i pyta się go co on tutaj robi. Ten na to mu odpowiada że szuka "Al.E.Kaufen". Sam nie wiem co o tym myśleć - tak naprawdę to jest takie głupie że jedyny naród jaki to zrozumie to Niemcy.

Ocena: 3/10

12. "Angie"
Utwór jest coverem The Rolling Stones. Grupę znam tylko ze słyszenia, jednak nie zagłębiałem się w jej twórczość. Pomimo tego już słychać że ten cover został zrobiony bardzo nieudolnie - wokalista strasznie fałszuje. Najprawdopodobniej był to efekt zamierzony, aby utwór ze spokojnej ballady zamienił się w coś z czego można się pośmiać. Nie no, niby kompozycja jest w pełni oryginalna, jednak tutaj całego dzieła dopełnia to całe fałszowanie, a także lament wokalisty który miejscami potrafi człowieka rozjebać śmiechem, w szczególności jego końcówka. Warto dotrwać do końca. Utwór jest o pewnej dziewczynie - Angie, w której wokalista The Rolling Stones się zakochał.

Ocena: 9/10

13. "Medtl Gschdanzl"
Cholerna dziwna nazwa, ale nie ona jest najważniejsza. Utwór na początku zaczyna brzmieć jak coś zagranego przez grupę Twisted Sister - podobna praca gitar, te darcie mordy na początku. Następnie utwór brzmi jak tango zagrane na gitarze, a potem... spokojna zwrotka która swoją głupkowatą atmosferą potrafi człowieka doprowadzić do płaczu ze śmiechu. Niby krótka, ale nie wygląda aż tak źle. Jedyne co mnie wkurza jest to "JUUUHUUU" co jakiś czas, tak naprawdę to nic nie dodaje do utworu. Kompozycja całkiem pasuje do tego głupiego nastroju w kawałku. Tak naprawdę nie wiadomo o czym jest utwór. Pojawiają się coś o wypadku drogowym, przeszukiwania na lotnisku, w każdym razie tyle z tego zrozumiałem tłumacząc to na Google tłumacz który tylko przybliża znaczenie tekstu.

Ocena: 8,5/10

14. "Drogen Teil 3"
Trzecie "Drogen Teil". Na początku jest jakieś paplanie. Potem zaczyna się kolejna idiotyczna muzyczka... goście grają jak debile, i zapewne o to chodziło. Grają jakiś przebój który znam ze słyszenia, jednak nie wiem co to jest. Tak czy siak strasznie fałszują, do tego używają gitary akustycznej oraz grają na kubkach zamiast na perkusji. Szczerze powiem dobrze że jest to ostatnie "Drogen Teil", bo czwartego już bym nie zniósł.

Ocena: 7/10

15. "Ein Fest"
Cover grupy Village People, oryginalnie nazwany "Go West". No cóż, utwór zaczyna się marszowym tempem, z tą gitarą brzmi trochę jak Hevisaurus. Wokalista śpiewa w miarę normalnie. Szczerze mówiąc nie śmieszył mnie w ogóle ten utwór. Ot, zwykłe rockowe granie. Przyjemne dla ucha, ale nie śmieszne. Utwór jest zaproszeniem tłumu ludzi do świętowania sukcesu grupy. Nawet niezłe na zakończenie.

Ocena: 6,5/10

Podsumowując zawiodłem się na tym albumie. Nastawiłem się na coś z czego długo będę się śmiał, tak naprawdę salwy radości dostawałem w małych dawkach. Grupa cechuje się bardziej brakiem dojrzałości niżeli świetnym poczuciem humoru. Rzeczywiście, było parę ciekawie zrobionych parodii, były utwory z których się śmiałem... co do reszty nie wiedziałem jak ona znalazła się na płycie. Pomimo tego jeżeli J.B.O wystartowałoby w głosowaniu na najbardziej bekowy zespół lat 90-tych XX wieku, to nie wybrałbym jego i zagłosował najprawdopodobniej na Acid Drinkers. Pamiętam że z Are You A Rebel długo się śmiałem. Przy nim Laut jest hymnem żałobnym.

Okładka: 3/10
Teksty: 9,25/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 6,5/10

15 kwietnia 2014

Konfrontacja: (Nowa) Sepultura - Dante XXI vs Ektomorf - Outcast


Witajcie w kolejnej konfrontacji. Od razu nasuwa się pierwsze pytanie: "Jak to możliwe że ta banda wypierdków z Węgier jest w stanie konkurować z Sepulturą?". Gdy Nowa Sepultura wydała Roorbacka, nie mieściło mi się w głowie jak można wydać tak zepsuty album. No cóż, w Against nie zagłębiałem się zbytnio, Nation mi się nawet spodobał. Pytanie jaki będzie Dante? Czy będzie tak samo beznadziejny jak poprzednik? Przekonamy się o tym porównując go z jednym z najbardziej znanych albumów Ektomorfa. Oto konfrontacja: Nowa Sepultura - Dante XXI vs Ektomorf - Outcast.

Nowa Sepultura - Dante XXI



Dante XXI jest czwartym albumem Nowej Sepultury z Derrickiem Greenem na czele. Został wydany 14 marca 2006 roku nakładem SPV Records. Początkowo album miał zwać się "Dante 05", gdyż pierwotnie chciano go wydać pod koniec 2005 roku. Prace jednak się przedłużyły, i album nazwano "Dante XXI". Tak jak większość współczesnych albumów Nowej Sepultury, Dante XXI jest albumem koncepcyjnym - inspirowany był "Boską Komedią" Dantego Alighieri. Wielu krytyków oceniało pozytywnie album, mówiąc że od niego rozpoczęła się złota era Derricka Greena w grupie. Oceniają album jako w pełni thrashowy, ostry, lekko inspirowany muzyką rockową oraz klasyczną. Według danych z 2008 roku album sprzedał się w nakładzie ponad 120 tysięcy egzemplarzy zyskując przy okazji 2x złoto. W rankingu Billboard 200 Dante XXI osiągnął 45 miejsce. No, jak widać takie osiągnięcia to zaszczyt. Widać że krytycy ocenili ten album naprawdę pozytywnie. Ciekaw jestem czy grupa się czegoś nauczyła od ostatniej porażki.

Okładka wygląda dosyć ubogo. Na pierwszym planie widzimy Dantego Alighieri wyglądającego jakby został żywcem wyjęty z komiksu. W tle widzimy teksturę z krzyżyków. Nie wiem czy taka forma ekspozycji do Dantego pasuje, ale wiem że można było okładkę wykonać zdecydowanie lepiej, bo widać że czegoś tu brakuje. Ten kto czytał "Boską Komedię" Dantego zapewne wie jakie zwariowane wizje miał bohater. Według mnie idealnym pomysłem byłoby zastosowanie surrealizmu, okładka by jakoś wyglądała.

1. "Lost" (intro)
Tak. Intro. Jedno minutowe intro próbujące podnieść napięcie, brzmi dosyć mrocznie. Słychać wiadomość odwróconą w czasie. To buczenie w tle kojarzy się nieco z albumem Roots, przychodzą na myśl te dobre utwory z plemiennym brzmieniem. Nawet pozytywnie zachęca do zapoznania się z albumem.

2. "Dark Wood Of Error"
Na początku wszystko gra, jednak po chwili dostajemy jednak z liścia w twarz. Dosłownie. Słyszymy "Dark Wood Of Error", które jest tylko kontynuacją intra. Słyszymy jedynie gitarę grającą ten sam riff, oraz cały czas werble słyszane przez większość utworu. Dopiero potem pojawia się wokal, który wreszcie coś wnosi. Gdyby nie ten długi początek nie byłbym zmęczony słuchaniem tego. Chociaż muszę przyznać na swój sposób od tej pory utwór nie brzmi aż tak źle. Są w nim pewne ilości albumu Arise, jednak muszę niestety przyznać że wyraźniej się je słyszy w porównaniu do albumów Soulfly (nie licząc Dark Ages oraz Conquer). Utwór jest o biednym kraju w życie którego wtrąciły się trzy inne, by w brutalny sposób szerzyć demokrację.

Ocena: 7/10 (wraz z intrem)

3. "Convicted In Life"
Po chwili znowu na początku słyszymy perkusję, jednak po chwili utwór ładnie rusza. Słychać że wszystko jest nawet nieźle dopasowane, taki Roorback na dopingu. Czasem lekko się rozjeżdża, jednak nie jest aż tak źle. Wszystko ratuje ciekawa kompozycja. Jest parę zwrotów akcji które brzmią całkiem przyzwoicie, co ja gadam - cały utwór jest przyzwoity. Brzmi jak wyjęty z Arise, oraz skarcony przez wokal Derricka Greena, który raz brzmi lepiej, raz gorzej. Utwór jest o człowieku który przez całe życie musiał pracować i dokonywać wyborów. Krytykuje on ludzi którzy nie musieli w życiu nic robić.

Ocena: 9/10

4. "City Of Dis"
Początek całkiem niezły, pierwsze skojarzenie: Nation w połączeniu z Roots. Jak na razie utwór brzmi całkiem dobrze. Po niedługim czasie utwór przyśpiesza - słyszymy dobrą perkusję, oraz średni riff. Szczerze powiedziawszy wokal jest nawet nieźle dopasowany. Cholera, po raz kolejny mam wrażenie że więcej jest w tym starej Sepultury niż w Soulfly. Gdy się w utwór zagłębimy zauważymy, że zaczyna brzmieć jak Chaos A.D. Im bardziej się w to zagłębiam, mam wrażenie że Andreas Kisser pisze znacznie lepsze utwory niż Max, ale nie zmienia to faktu że Sepultura rozpadła się przez niego. Utwór jest o ludziach którzy zostali odrzuceni przez innych za swoje przekonania.

Ocena: 9,25/10

5. "False"
Po raz kolejny słyszymy długi początek. Dopiero potem się rozkręca i przypomina połączenie albumów Roots oraz Chaos A.D. Dziwne, bo pierwszy raz od czasu albumu Roorback wokal Derricka mnie naprawdę wkurza. Pomimo tego utwór został zagrany całkiem ciekawie - dobra perkusja, i nie najgorszy riff. Potem zwrot akcji, breakdown i... trąby?? Nie wierzy mi się. Tak naprawdę nie wiem po co je tu dali, nie były one potrzebne. Utwór jest o politykach którzy dokonali nadużyć władzy.

Ocena: 6,5/10

6. "Fighting On"
No, jest coś co zaczyna się dosyć spokojnie. Brzmi nawet nieźle, utwór brzmi jak wyjęty z albumu Nation. Z czymś mi się kojarzy, jednak nie jestem w stanie stwierdzić z czym. Pomimo tego wiem że utwór przypomina Chaos A.D i Kairos w brzmieniu. Tekst z kompozycją są dobrze połączone, wokal nie wkurza. Jest też parę zwrotów akcji, parę momentów dzięki którym można powspominać starsze albumy grupy. Jedyne czego tu brakuje to tylko drugiego Cavalery. Ten utwór jest jak kotlet schabowy z frytkami w którym zabrakło kotleta. Kawałek jest tak jakby kontynuacją utworu "Convicted In Life", mianowicie jest o ludziach którzy dzielą się na tych którzy musieli ciężko pracować, oraz na tych którzy wszystko od razu dostali.

Ocena: 8,5/10

7. "Limbo"
Znowu jakieś intro, tym razem jest coś odmiennego. Na pierwszy rzut oka brzmi kiepsko, jednak pomimo tego kojarzy się ze Schizophrenią z 1987 roku. Słychać skrzypce które brzmią jak intro z wcześniej wspomnianego albumu, oraz gitara która brzmi jak ta z "The Abyss".

8. "Ostia"
Wraz z końcem intra zaczyna się "Ostia". Brzmi jak wyjęta z albumu Nation. No, niby słychać nawet niezły riff, dobrze brzmiącą perkusję, oraz wokal który za bardzo się nie wcina w resztę. Jednak jest coś co zdecydowanie psuje utwór - symfonia. Po co ona tu jest to nie rozumiem. Rozumiem moment w 1:20 - gitarze towarzyszą skrzypce, jest nawet fajnie zagrane, ale to wszystko. Przypomina trochę utwór "Treachery" z albumu Enslaved grupy Soulfly. Pozostałe użycie symfonii jest nieuzasadnione. Utwór jest o władzy jako sile pochodzącej z piekła. Z powodu kradzieży jakich dokonali politycy ludność popadła w biedę, i zaczęła popełniać samobójstwa w wigilię.

Ocena: 6,5/10 (wraz z intrem)

9. "Buried Worlds"
Od razu na początku słyszymy dziwne dźwięki. Potem pojawia się gitara i perkusja. Słychać duże zgranie - dobra perkusja, średni wokal oraz dobra gitara. Jedynym mankamentem jest to, że utwór brzmiałby o wiele lepiej z Maxem Cavalerą. Schemat jest niezmienny, jednak nie jest to wada. Utworu da się słuchać z pewną przyjemnością, brzmi jak wyjęty z Chaos A.D pozbawiony dobrego wokalu. "Buried Worlds" jest o osobie która jest fałszywym autorytetem, i próbuje mówić ludziom co jest dla nich dobre.

Ocena: 8,25/10

10. "Nuclear Seven"
Utwór zaczyna się spokojnie - ten początek brzmi trochę jak "Border Wars" z albumu Nation. Potem utwór rozkręca się, pojawia się wokal i niepokojące brzmienie. Po raz kolejny wszystko jest ze sobą dobrze połączone. Poza tym, po raz kolejny kompozycja brzmi dobrze. I znowu wokal wszystko psuje. Jest bardziej żywiołowa w porównaniu do poprzednich albumów. Najlepszym momentem w utworze jest solówka chyba najlepsza jaka pojawiła się w utworach Nowej Sepultury. Utwór jest o siedmiu krajach które posiadają bombę atomową i grożą nią w celu zaprowadzenia złudnego porządku.

Ocena: 9/10

11. "Repeating The Horror"
Po raz kolejny słyszymy scenariusz wyjęty z albumu Nation. Gdy zaczyna się wstęp przed wokalem, utwór się rozlatuje, nie wiadomo co jest czym - raz brzmi jak Nation, raz jak Chaos A.D. Poza tym ten wokal - Derrick często doprowadza do kurwicy nieuzasadnionym darciem mordy. Jedyną zaletą jest kompozycja w czasie zwrotki która bardziej by pasowała do końcówki refrenu. Kompletny bezsens. Utwór jest zachęceniem do działania w życiu. Przekaz jest jasny: "lepiej jest robić coś niż nic".

Ocena: 4/10

12. "Eunoe"
Boże... co to właściwie ma być?! Jest to tylko 12 sekund bezsensownego grania na... skrzypcach. Zapewne kolejne intro. Nie wiem skąd ono się tu wzięło, ale nic nie wprowadza do albumu. Beznadzieja.

13. "Crown And Miter"
O ja pierdole. Słyszymy "Activist" z Roorbacka w zmienionej formie. Coś tak czułem że w pewnym momencie zacznie się ta zmiana na gorsze. Nie wiedziałem jednak kiedy to nastąpi. Po raz kolejny perkusja jest dobra, gitara średnia, a wokal... katastrofa. Zdążyłem sobie już wyrobić całkiem niezłe zdanie o albumie, a tu nagle pojawia się takie gówno. Utwór jest o postępie życiowym który się pojawia wraz z zagarnięciem władzy.

Ocena: 1,25/10 (wraz z intrem)

14. "Primium Mobile"
Kolejne intro które próbuje mnie wyprowadzić z równowagi. Tak naprawdę jest to tylko bezsensowny zapychacz albumu. Pamiętajmy że Nowa Sepultura była zdolna do tego przez te parę lat.

15. "Still Flame"
Utwór rozpoczyna "upijaaa, upijaaa". Potem pojawia się spokojne pogrywanie na gitarze, i... hinduski folklor. Nie spodziewałem się tego w albumach Nowej Sepultury. Ogólnie mówiąc całkiem przyjemny akcent do albumu, zdecydowanie pasuje jako outro. Chociaż słuchając tego liczyłem na większe fajerwerki. Pod koniec utworu ten nieco się wzmacnia, jakby był wstępem do kolejnego utworu. Pomimo tego słyszymy tylko darcie mordy Derricka Greena, i... koniec. Tak, koniec. I po co to wszystko było? Myślałem że rozpocznie się właściwa akcja, a tu tylko tyle.

Ocena: 5/10 (wraz z intrem)

16. "Screaming For Vengeance"
O nie... wisienka na torcie. Utwór który śni mi się do dziś. Dawno temu włączyłem go sobie przez przypadek i do teraz mam z nim beznadziejne wspomnienia. Cover grupy Judas Priest wykonany bardzo nieudolnie. Gitara jest średnia, perkusja jest zdecydowanie najlepsza z tego wszystkiego. Ale wokal... KURWA MAĆ!!! Jak można to aż tak zjebać?! Taki ktoś nie powinien śpiewać tego utworu, trzeba to zrobić z wyczuciem. Już wolałbym gdyby za utwór zabrał się Andreas Kisser. Kiedyś bardzo lubiłem Judas Priest, pamiętam że tamtym utworem długo się jarałem, a tutaj wszystko jest spieprzone oprócz solówki i perkusji. Dramat. Coś czuję że ostatnie utwory z Dantego są preludium do badziewia zwanego "A-Lex".

Ocena: -1/10!

17. "Scratch The Surface"
No cóż, jak na razie zaczyna się całkiem dobrze. Przypomina mi trochę "Messiah" z Revolusongs. Miejscami brzmi ciekawie, chociaż już zmęczyłem się ostatnimi gównianymi utworami, i nie mam siły tego słuchać. Wokal jest całkiem nieźle dopasowany do ogólnego brzmienia, perkusja i gitara również prezentują się całkiem dobrze.

Ocena: 6,75/10

Dante XXI jest średni. Pierwsze 10 utworów zdecydowanie zrobiło na mnie pozytywne wrażenie - większość z nich brzmi dobrze, połączenie brzmienia z Arise, Chaos A.D oraz Nation. Po tym zwątpiłem że na albumie znajdzie się coś czego nie będę dawał rady słuchać. Jak widać, myliłem się - od 11 utworu słyszałem już sam szajs, a rodzynkiem tutaj był "Screaming For Vengeance" które jest tak kiepskie, że mógłbym uznać to za obrazę grupy Judas Priest. Album z niewiadomej przyczyny zawiera 17 utworów, kilka z nich jest zapychaczami w postaci intra, lub kiepskiej fuszery. Pomimo tego przez większość albumu jesteśmy się w stanie przekonać do tego jak dobrym kompozytorem jest Andreas Kisser. Tak naprawdę Dante nie zasługuje na to złoto, jakby wszystkie utwory były tak dobre jak pierwsza dziesiątka to może... cieszę się chociaż że grupa wyszła z dołka zwanego "Roorback".

Okładka: 4,5/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 7,25/10

Ogólna ocena: 7/10

Zalety:
- Zdecydowana poprawa w związku z albumem Roorback
- Dobre teksty
- Pierwsze 10 utworów (dobra robota)
- Połączenie stylu Chaos A.D, Arise oraz Nation
- Dobre kompozycje (pierwsze 10 utworów)

Wady:
- Ilość utworów z czego większość jest niepotrzebnymi zapychaczami
- Ostatnie 7 utworów psują album
- Kiepskie kompozycje (ostatnie 7 utworów)
- Cover "Screaming For Vengeance" grupy Judas Priest
- Nazwa "Sepultura"



Ektomorf - Outcast


Outcast jest szóstym albumem studyjnym Ektomorfa. Został wydany 27 października 2006 roku nakładem Nuclear Blast. Po udanych albumach Destroy oraz Instinct przyszedł czas na preludium do tego wszystkiego. Po wydanym w 2005 roku albumie Instinct grupa zabrała się do pracy. Zoltan z bratem zainspirowani twórczością Maxa Cavalery długo pracowali, próbowali dopracować brzmienie do perfekcji, aż w końcu udało się. Na albumie pojawiło się parę nowszych brzmień które fani zdecydowanie polubili. W ramach tego popularność Ektomorfa bardzo wzrosła na scenie międzynarodowej; grupa zaczęła regularnie koncertować, nawet raz wybrała się na trasę koncertową z Soulfly.

Okładka przedstawia rycinę na której znajduje się Ek Chuah. Był on majskim bogiem wojny, często opiekował się kupcami i podróżnikami. Słynął ze swojej dzikości i gwałtowności. Gardził on ludźmi prowokującymi do wojen. W 15 miesiącu Muan składano mu w ofierze pręgowanego psa pomalowanego na kolor kakaowy. Okładki Ektomorfa często przedstawiały konkretną rzecz, zazwyczaj były one biednie wykonane. Ta akurat wygląda całkiem ciekawie pomimo swojej ubogości.

1. "Outcast"
Rozpoczęcie albumu - słyszymy spokojną folklorystyczną muzykę. W tle coraz głośniej pobrzmiewa australijskie didgeridoo. Po chwili didgeridoo gwałtownie cichnie, i pojawia się świetny riff. Pierwsze co na myśl przychodzi to: cholera, ale to jest podobne do Sepultury z czasów Roots. Niewiele w tym oryginalności, ale bardzo dobrze się tego słucha. Muzyka jest żywa, agresywna - tekst i kompozycje są ze sobą świetnie dopasowane, utwór ma parę zwrotów akcji, ale jest to tylko przejście do breakdown'ów w połowie, oraz pod koniec. Zoltan bardzo dobrze manipuluje swoim głosem, słychać to przede wszystkim w czasie zwolnień. Tak czy siak jak na początek perfetto - takie węgierskie "Roots Bloody Roots". Utwór jest o człowieku który odrzuca zasady innych ludzi, i żyje tak jak mu podpowiada instynkt. Przy okazji łączy się duchowo z innymi "wyrzutkami".

Ocena: 10/10

2. "I Choke"
Kolejny świetny utwór na horyzoncie - "I Choke". Jest trochę szybszy i prostszy od poprzedniego (gitarzysta gra jednym akordem w czasie zwrotek), jednak równie żywy. Po raz kolejny wszystko jest ze sobą dobrze dopasowane. Utwór nie ma żadnych zwrotów akcji, jednak pomimo tego może się podobać. Żywa zwrotka, prosta do zaśpiewania na koncercie, świetnie zespolona z riffem. Tak samo refren. Ten zawiera tylko słowa "I Choke" oraz "I cannot breathe". Jak już wspomniałem w recenzji najnowszego albumu Ektomorfa Retribution, utwór "You Can't Control Me" był w większości wzorowany na "I Choke". I dalej nie wiem czemu grupa chciała na nowo nagrać kawałek który i tak jest świetnie zagrany. Utwór jest o kimś kto próbuje żyć w społeczeństwie, jednak nie daje rady, gdyż to odbiera jemu wolność osobistą.

Ocena: 9,75/10

3. "Ambush In The Night"
Kolejny utwór rozpoczęty od folkloru, w tym momencie dostaję lekkich skojarzeń z albumem Destroy, a w szczególności z utworem "From Far Away". Po chwili zaczyna się akcja - świetny riff, dobra prędkość. Utwór już nie jest aż tak żywy jak poprzednie, jednak i tak dobrze się go słucha. Utwór kojarzy mi się nieco z "I And I" Soulfly z albumu Dark Ages. Utwór jest dobrze napisany. Po raz kolejny tekst z kompozycją są dobrze połączone. Utwór ma jeden ciekawy zwrot akcji, mianowicie w 15 sekundzie drugiej minuty. Do riffu dochodzi jeszcze jeden człon. "Ambush In The Night" jest o żołnierzach którzy pewnej nocy napadli na wioskę pełną biednych ludzi, następnie poddali ich segregacji - jedni poszli do gett, inni zostali rozstrzelani.

Ocena: 9,5/10

4. "I'm Against"
Zanosi się na kolejny dobry utwór. Słyszymy mocny riff, oraz wtórująca jemu perkusja. Po chwili utwór zaczyna brzmieć jak "Face Your Fear" z albumu Retribution, pomimo tego da się wyczuć znaczne różnice. "I'm Against" brzmi nieco lepiej. Słucha się go bardzo dobrze; brzmi jak połączenie utworów "Seek'n Strike" oraz "The Prophet" grupy Soulfly. Wiadomo jednak że fanom grupy to nie przeszkadza. Brzmienie utworu jest bardzo dobre - żywe, mocne, agresywne... pod koniec przybiera dziwną formę - brzmi jak "Born For Destruction" z albumu What Doesn't Kill Me, pomimo tego nie ma się co denerwować, "I'm Against" powstało wcześniej. Utwór jest o kimś kto odwrócił się od społeczeństwa z powodu złej polityki państwa.

Ocena: 9,75/10

5. "We Rise"
Kolejny utwór, już nie tak dobry jak poprzednie. Nieco wolniejszy od "Ambush In The Night", jednak szybszy od pozostałych. Tekst i kompozycje są ze sobą dobrze połączone, utwór ma kilka zwrotów akcji. Pomimo tego "We Rise" w miarę szybko się nudzi. Zdecydowanie brakuje mu tego czegoś, co miały cztery poprzednie kawałki. Pomimo tego tekst ma dobry - utwór jest kierowany do cyganów, by ci pomimo strachu walczyli ze swoimi problemami.

Ocena: 8,25/10

6. "Red I"
Utwór zaczyna się dosyć spokojnie. Po chwili jednak zaczyna brzmieć trochę jak "I'm Against". Nie brzmi jednak już tak dobrze. Pomimo tego, utwór jest żywy i agresywny. Tak naprawdę utwór jest dosyć przeciętny jak na ten album, a przekonaliśmy się o wartości tego krążka już na początku. "Red I" kojarzy się nieco z utworami z albumów Destroy oraz I Scream Up To The Sky. Początkowo nie rozumiałem o co chodzi z tym tytułem, "Red I", jednak czytając tekst dowiedziałem się o co chodzi - utwór jest o nienawiści do rasizmu. Można powiedzieć że wokalista opowiada nam historię swojego życia, o tym jak on i jego rodzina byli kiedyś dyskryminowani. Tak więc "Red I" oznacza "Ja czerwony", czyli "cygan".

Ocena: 8,5/10

7. "Who Can I Trust"
W miarę spokojny utwór zagrany na gitarze akustycznej. Pomimo tego utwór jest dosyć ostry, nadaje mu jej wokal Zoltana który nie bardzo pasuje do gitary akustycznej. Zdecydowanie wolałem scenariusz z późniejszych albumów, gdy Zoltan zamiast krzyczeć po prostu śpiewał. Pomimo tego utwór może zapaść w pamięć, krzyk "Who Can I Trust" może kojarzyć się z wołaniem do boga o pomoc. Kawałek jest najlżejszy z całego albumu. W porównaniu do poprzednich utworów w tym samym stylu ("Fly", "Forgotten Fire" itp.) brzmi naprawdę nowocześnie. Utwór jest o kimś kto został zdradzony przez przyjaciela, przez co uznał że nie może ufać społeczeństwu, i zaczyna pokładać swoje nadzieje w bogu.

Ocena: 8,5/10

8. "Leave Me Alone"
Od razu na początku mam skojarzenia z utworem "Ambush In The Night", jednak jest jakby... agresywniejszy. Poza tym, ma znacznie prostszy tekst składający się ze zwrotek która ma te same słowa, to samo z refrenem, ogólnie mówiąc prosta budowa. Pomimo tego utwór zaliczyłbym jako nieco powyżej średniego, przyjemnie się go słucha. Pomimo prostego tekstu utwór ma parę cieszących ucho zwrotów akcji. Kawałek jest o człowieku którego życie się rozsypało pod wpływem zdrady bliskiej osoby.

Ocena: 8,25/10

9. "Fuel My Fire"
Cover grupy L7. Od razu widać że jest to coś zupełnie innego od poprzednich utworów - żywszy, bardziej skoczny, do tego bardziej rockowy. Jak dla mnie brzmi naprawdę dobrze. Dobra gitara Zoltana (tak, Zoltan jest gitarzystą prowadzącym) świetnie pasuje do riffu stworzonego przez L7, perkusja nie zostaje w tyle, świetnie prowadzi utwór. Kolejny przyjemny w słuchaniu kawałek na tym albumie którym fan grupy nie pogardziłby. Utwór jest o nieufności do ludzi które wytworzyło się pod wpływem zdrady bliskiej osoby.

Ocena: 9/10

10. "I Confront My Enemy"
Utwór rozpoczyna się... śpiewem starych cyganek?! Nie no, na Destroy i Instinct jeszcze to jakoś brzmiało, podsycało nastrój, a tu? Początkowo unikałem tego utworu z powodu tego wstępu, jednak za nim krył się całkiem dobry utwór. Prymitywny, ale ostry. Zapewne najbardziej prymitywny utwór na płycie. Pomimo tego jakoś tak go lubię, kij z tym intrem. Tekst z kompozycją są nierówne w zwrotkach, przez co lekko psuje się opinia. Warto jednak poczekać do refrenu, który za każdym razem jest coraz lepszy, idealny na koncerty. Wprawdzie zawiera tylko słowa "I confront my enemy", ale jest czego słuchać. Utwór jest o osobie, która pomimo przeciwności losu nie poddaje się, i walczy ze swoimi wrogami.

Ocena: 7,75/10

11. "Hell Is Here"
Po raz kolejny początek w stylu "Ambush In The Night", jednak w tym przypadku nie ma czego żałować, utwór jest naprawdę dobry, w szczególności jak się rozpędzi; ta hardcore'owa żywiołowość sprawia że aż chce się spędzić z nim więcej czasu. Gdy pojawia się zwrotka kolejne zaskoczenie. Zauważyłem że większość tekstów w utworach Ektomorfa z tego albumu ma w miarę prostą budowę, ten jest jednak skomplikowany. Co do refrenu, kojarzy mi się z utworem "Living Sacrifice" grupy Soulfly. Dokładnie ten sam schemat, z tą różnicą że pod koniec refrenu zastosowano solówkę. Pod koniec utwór nieco słabnie, pojawia się folklor. Widać że album zaczyna się kończyć. Utwór kończy się outrem "Chamunda" które bardzo ciekawie kończy album. Utwór jest o ziemi jako piekle w którym dzieje się wiele okropnych rzeczy.

Ocena: 9,5/10

Outcast jest albumem który zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie spośród pozostałych albumów Ektomorfa. Grupa stworzyła ten album łącząc wiedzę z ubiegłych lat z futuryzmem który całe szczęście nie kastruje albumu ze świetnego brzmienia. Na albumie nie ma zbędnych zapychaczy, album jest ustabilizowany - zawiera lżejsze kawałki, ostrzejsze, ogólnie mówiąc jak na standardy grupy jest bardzo dobry. No, jedyną wadą były monotematyczne teksty. Co do kompozycji, to jak już mówiłem nabrały tego futuryzmu. Podsumowując można więc powiedzieć że grupa osiągnęła swój szczyt. Zapewne żaden z fanów wówczas się nie domyślał że Csaba Farkas w 2008 roku opuści grupę, a Ektomorf wkrótce wyda jeden ze swoich najsłabszych albumów. 

Okładka: 6,5/10
Teksty: 8,5/10
Kompozycje: 9,25/10

Ogólna ocena: 8,5/10

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Dobra budowa tekstów
- Nowoczesność nie niszcząca dobrego brzmienia
- Wokal
- Żywiołowość i agresja większości utworów
- Bardzo stabilny album pod względem brzmienia

Wady:
- Teksty monotematyczne


Szczerze powiedziawszy nie mogłem inaczej postąpić, Outcast zwycięża to starcie z dużą przewagą. Pomimo tak niskiej oceny jaką zyskał Dante XXI było kilka utworów które mi się spodobały. Brzmiały prawie jak te z dawnych lat Sepultury, jedyne czego mi w nich brakowało to dobrego wokalisty. Pozostałe to były głównie niepotrzebne zapychacze. Z kolei na albumie Węgrów nie znalazłem ani jednego kiepskiego utworu, wszystkie są dobre.

Obserwuj nas!