Wyszukaj

11 kwietnia 2014

Recenzja: Slayer - Reign In Blood


Niedawno wróciłem do słuchania Slayera. Od dawna go nie słyszałem, a jak już miałem czelność się z nim spotkać, to najczęściej było to dzieło niezbyt wyrafinowane, np. albumy World Painted Blood, czy Diabolus In Musica. Pomimo tego i tak w ciągu roku Slayera słuchałem raz czy dwa. Dopiero niedawno postanowiłem że przesłucham większą część dyskografii grupy - jako pierwszego odkopałem klasyka. Przed wami: Slayer - Reign In Blood.

Reign In Blood grupy Slayer został wydany 7 października 1986 roku nakładem Def Jam Records. Jak rzucisz metalowi hasło "Reign In Blood", ten ci odpowie "Slayer kurwa!!". A teraz tak na poważnie - album jest trzecim i najpopularniejszym dziełem w dorobku grupy. Fani zapewne wiedzą jak brzmi Hell Awaits - tak naprawdę nie był to zły album, jednak został zagrany nieudolnie - te prymitywne riffy, przesterowany wokal oraz żadnych fajerwerków w perkusji. Przypominało trochę Ride The Lightning w które wstąpił szatan. Co do Reign In Blood, na początku chciałem go skonfrontować z Master Of Puppets Metalliki, jednak mój kolega mnie ubiegł. Trudno się mówi. Czy Reign In Blood to Master Of Puppets w ciele szatana? Sprawdźmy!

Okładka została stworzona przez Larry'ego Carrolla, i na pierwszy rzut oka prezentuje się mizernie - widać niewyraźne postacie, wszystko jest w dwóch kolorach... Warto jednak się przyjrzeć: W tle widać różne postaci kojarzące się z religią, chrześcijańską i satanistyczną - widzimy szatana siedzącego na tronie który niosą papież w skórze diabła, Samael oraz Carl Panzram (przynajmniej na takiego wygląda) jako upadłego anioła. Wokół jest pełno krwi (wycieka ona z rąk szatana), oraz trupów. Patrząc na to dokładnie można się lekko przestraszyć, okładka z pewnością zapada w pamięć. Przypomina mi trochę prawosławne ikony które się wiesza na ścianie, ze względu na kolorystykę, oraz zdeformowane postaci wyglądające trochę jakby tworzyły wyklejankę.

1. "Angel Of Death"
A więc, utwór rozpoczyna agresywny początek. Rozpędza się dodając tego niezbędnego napięcia, jednak po chwili następuje wyładowanie któremu uroku dodaje krzyk wokalisty. Jak na pierwszy utwór brzmi zabójczo. Utwór jest żywy, mroczny, całkiem przyjemnie się go słucha. Świetny, rozpoznawalny wokal, szybka perkusja znacznie bardziej podrasowana w porównaniu do poprzednich albumów, oraz tekst - ostre słowa, mroczne przesłanie. Wszystko sprawia że utwór jest świetny. Wszystko poprawia zmiana klimatu. Potem jest solówka, według wielu osób uznana za jedną z najlepszych jaką kiedykolwiek stworzono. Utwór jest o Josefie Mengele - nazistowskim lekarzu znanym z brutalnych eksperymentów na więźniach. Nie będę nic więcej mówił, warto ten tekst przeczytać.

Ocena: 10/10

2. "Piece By Piece"
Utwór na początku prezentuje nam marszowe, żywe tempo. Następnie się rozpędza, i zaczyna brzmieć bardzo podobnie do wcześniej wspomnianego "Angel Of Death". Pomimo tego ten utwór też ma w sobie coś ciekawego. Więcej jest zwrotów akcji, po raz kolejny mamy świetne zgranie, dobre riffy i oczywiście perkusja która pęęęędzi że ja pierdole, bez żadnych efektów komputerowych. Szczerze powiedziawszy jak utwór się skończył poczułem lekki niedosyt. Spodziewałem się czegoś więcej, pomimo tego utwór i tak mnie pozytywnie zaskoczył. "Piece By Piece" jest najprawdopodobniej o Jeffrey'u Dahmerze - seryjnym zabójcy i kanibalu mordującym ludzi w stanie Wisconsin w USA.

Ocena: 9,5/10

3. "Necrophobic"
No cóż, na pierwszy rzut oka nic specjalnego - zwyczajna napierdalanina. No cóż, Jeff zagrał świetny riff, Kerry mu pomógł, Tom również świetnie zaśpiewał, jednak tutaj oni są tylko wsparciem dla mistrza w swoim fachu - Dave'a Lombardo. Z tego co słyszałem to dzięki albumowi Reign In Blood do Dave'a należy rekord najszybszego perkusisty świata. Jak się zagłębimy usłyszymy że Dave bardzo dobrze manipuluje bębnami, co chwilę zmienia - raz pracuje stopa, potem werble, i ten cały schemat się ciągnie aż do krótkiego breakdown'u. W słuchaniu nawet nie przeszkadza mi to że ten utwór jest dość krótki. Na początku nie przepadałem za tym utworem, jednak doceniłem go gdy porównałem poprzednie, tak naprawdę nigdy nie słyszałem ciekawiej brzmiącej perkusji. Patrząc na tekst tego utworu mam wrażenie że utwór ma powodować nekrofobię. Kawałek przedstawia najgorsze sposoby umierania. Polecam zapoznać się z tekstem, słabszym psychicznie odradzam.

Ocena: 10/10

4. "Altar Of Sacrifice"
Tak samo jak poprzedni utwór ten również mógłby być "wisienką na torcie zwanym Reign In Blood". Tak naprawdę Jeff przestroił nieco gitarę wygrywając nieco wyższe dźwięki. Oczywiście perkusista niezawodny, tak samo wokalista, oraz Kerry grający solówkę. Po raz kolejny wszystko jest ze sobą dobrze dopasowane, utwór ma parę zwrotów akcji umilających słuchanie. Jedyną wadą jest to, że utwór jest nieco za krótki. "Altar Of Sacrifice" jest kończone średnim tempem, które następnie zwalnia, przeradzając się w breakdown. Utwór jest o rytualnych mordach dziewic na cześć szatana.

Ocena: 9,75/10

5. "Jesus Saves"
Po breakdownie "Altar Of Sacrifice" przeradza się w ten oto utwór. Zaczyna się całkiem ciekawie, coś jak "Bitter Peace" z albumu Diabolus In Musica. Pomimo tego ten wstęp brzmi znacznie ciekawiej. Potem utwór szybko się rozkręca. Teraz zamiast nazistów Slayer atakuje religię chrześcijańską. Utwór, można powiedzieć leci jak szatan - zwrotka rozbudowana, to samo z refrenem. Potem znowu zwrotka, szybkie solo, refren, solo... cholera. Kolejny przykład na to że Dave jest mistrzem perkusji, to on tutaj ustala zasady - Jeff, Kerry i Tom muszą współpracować, inaczej z utworu nici. "Jesus Saves" jest agresywnym atakiem na kościół. Pojawiają się tam zwroty w stylu "życie mija ci na całowaniu dupy" (chodzi o całowanie krzyża), lub "w niewidzialnym człowieku pokładasz swe nadzieje". Utwór jest po prostu o próbach szukania nadziei w bogu, gdy zbliża się koniec życia.

Ocena: 10/10

6. "Criminally Insane"
Utwór rozpoczyna się spokojnie, jednak jest to cisza przed burzą, i po tym co zdążyłem usłyszeć jest to oczywiste. Utwór powoli, ale skutecznie buduje napięcie. Oczywiście w czasie zwrotki wszystko wyładowuje. Po raz kolejny, zwrotka na szybko, to samo refren, krótka pauza i... solówka, bardzo fajnie wkraczająca do akcji. Utwór dosyć szybko się kończy, jednak nie narzekam, długość ma taką jaką powinien mieć. "Criminally Insane" jest o psychopacie który zabija każdego kto znajdzie się w zasięgu jego wzroku.

Ocena: 9,5/10

7. "Reborn"
Początek dosyć żywy i krótki. Po chwili się rozkręca i zaczyna brzmieć jak "Altar Of Sacrifice" i "Jesus Saves". Po raz kolejny słyszymy szaleńczo szybkie tempo, dobrą gitarę, perkusję, solówki... teraz jednak nie jest to aż tak kunsztowne jak było na początku. Utwór jest szybszy w porównaniu do poprzednich, jednak słychać że czegoś tu brakuje. No, niby jest solo, jest wszystko tak jak trzeba, tyle że teraz panuje chaos (dobrze przeczytaliście). Wcześniej pomimo tej szaleńczej prędkości wszystko było ze sobą ładnie poukładane, teraz jednak zrobił się niezły bałagan, przez co niektóre dźwięki nie brzmią świetnie. Utwór jest o czarownicy która spłonęła na stosie za odrzucenie chrześcijańskiej wiary. Tak więc pomimo tego wszystkiego można dociec, że utwór ma pozytywne przesłanie, mianowicie nie powinno się oceniać ludzi po ich wyznaniu.

Ocena: 8,75/10

8. "Epidemic"
Utwór już nieco bardziej ustabilizowany, wolniejszy, żywszy, widać że różni się od pozostałych - w zwrotkach tekst już nie jest ciasno upchany, Tom śpiewa wszystko z miarową swobodą. Tak naprawdę utwór nabiera większej wartości po wstępnej solówce, oraz po zwrocie akcji. Uroku dodaje mu tekst między solówkami, oraz to wykrzyczane zdanie: "Years will pass before it can be cured". Wszystko daje świetny, ustabilizowany utwór z ciekawymi momentami. Kawałek jest o malarii z którą zmagają się ludzie z biedniejszych krajów. W utworze ludzki organizm jest postrzegany jako królestwo pasożytów będące "dumnym i silnym narodem".

Ocena: 9,75/10

9. "Postmortem"
Zdecydowanie wolniejszy utwór od poprzednich. Żywe, marszowe tempo, nie buduje napięcia aczkolwiek przygotowuje do ciekawego brzmienia. Tak naprawdę tutaj prędkość nie ma znaczenia, bardziej liczy się tutaj rytm, bardzo żywy, świetnie współpracujący z gitarami i wokalistą. Co najdziwniejsze, utwór nie ma solówki, jako jedyny z tego albumu. Pomimo tego nie można odmówić Slayerowi dobrego smaku. Pod koniec kawałek nieco przyśpiesza, by po chwili przerodzić się w coś, co fani zapamiętają na bardzo długo, mianowicie jest to outro do "Postmortem", i jednocześnie intro do następnego utworu. Szybkie napierdalanie rodem z "Jesus Saves", dobry tekst, świetna gitara... zdecydowanie następny kawałek będzie czymś nieprzeciętnym. Utwór jest o człowieku który zmarł. Następnie gdy wydaje się że ma typowe objawy śmierci, budzi się w grobie.

Ocena: 9,75/10

10. "Raining Blood"
No i zaczyna się - "Raining Blood". Zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych. Utwór rozpoczyna gitara rytmiczna nadająca mrocznego klimatu dla utworu. W tle słychać burzę. To nie jest to samo co na poprzednich numerach, żarty się skończyły. Teraz Slayer dowala do pieca - słyszymy riff (kto tego riffu nie zna) który dawno temu został uznany za jeden z najlepszych jakie powstały. Potem utwór umiarkowanie przyśpiesza. Pomimo zmiany klimatu, dalej słychać te mroczne brzmienie gitary, szybką perkusję, oraz wokal, tym razem bardziej ustabilizowany, dzięki któremu całe zwrotki nie są upchane w pięciu sekundach. Po raz kolejny utwór nie jest najdłuższy, jednak świetnie kończy podstawową wersję albumu - pod koniec słyszymy dobrą solówkę, oraz odgłosy burzy. Utwór jest o pewnym człowieku który po śmierci trafił do czyśćca. Postanowił się zemścić, zabijając tamtejszych ludzi. Następnie udaje się do nieba i zabija wszystkich aniołów, po czym wraca na Ziemię i podziwia deszcz krwi.

Ocena: 10/10

11. "Aggressive Perfector"
Pierwotnie utwór znalazł się na bonusowej edycji albumu Show No Mercy z 1983 roku. W 1986 roku został jednak nagrany ponownie, jest znacznie szybszy i ciekawiej zagrany. Utwór stabilnie się rozpoczyna, następnie jest długa, lecz upchana w krótką zwrotka, potem refren... ogólnie mówiąc wokal nie brzmi aż tak źle, jednak jest parę niedopracowanych momentów. To co zasługuje tutaj na szczególną uwagę jest świetny riff - Jeff dobrze zagrał swoją partię, Kerry stworzył świetną solówkę, Dave'a już słabiej słychać, ale to nic - w 10 poprzednich utworach był on bardzo wyraźny. I tak wolę to od oryginalnego nagrania z 1983 roku. Utwór jest o kimś, kto pod wpływem swojej chciwości podąża w stronę szatana.

Ocena: 9,5/10

12. "Criminally Insane (Remix)"
Nie, to nie jest żaden technomłot. Utwór rozpoczynają znajome dźwięki. Co tu robi gitara rytmiczna z "Raining Blood"? Po chwili jednak słychać że jest to poczciwe "Criminally Insane". Jak na razie brzmi dokładnie tak samo, jednak po chwili dostrzegamy zmiany, jedną z nich jest to że zamiast wokalu słyszymy solówkę Kerry'ego Kinga. Tom pojawia się dopiero w czasie refrenu właściwego utworu. Co najdziwniejsze utwór jest spokojny - zawiera wiele elementów z wersji oryginalnej, jednak zdecydowanie odpycha mnie przesterowany wokal Toma, oraz powolna perkusja. Zdecydowanie nie podoba mi się to. Szybkie gitary Jeffa i Kerry'ego nie współgrają ze spokojną perkusją Dave'a. Nie, zdecydowanie wolę oryginał. Uznajmy że jest to tylko kiepski bonus, i że nie wlicza się w 100% do albumu.

Ocena: 4/10

Podsumowując Reign In Blood w pełni zasługuje na miano "najbardziej agresywnego albumu w historii metalu", jest on skomplikowany, aczkolwiek świetny. Na wszystkich utworach Dave dyktował szaleńcze tempo (Lars Ulrich się przy nim chowa), Jeff zagrał budujące napięcia riffy, Kerry zagrał świetne solówki, a Tom bardzo dobrze zaśpiewał. Nie da się nie docenić profesjonalizmu i zgrania chłopaków ze Slayera. Kompozycje prowokują do pogo, teksty są tak okropne że aż zajebiste, świetny agresywny wokal. Pomimo że niektóre utwory są do siebie bardzo podobne warto się w nie wszystkie zagłębić - każdy ma swój urok, jedne są lepsze, inne gorsze, aczkolwiek warto posłuchać wszystkiego. Jedyną kiepską wadą jest ostatni remiks utworu "Criminally Insane". Recenzując ten album zafundowałem sobie świetny powrót do słuchania Slayera. :)

Okładka: 10/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 10/10

Album do przesłuchania

2 komentarze:

  1. "Utwór jest o Josefie Mengele (...) Zazwyczaj pracował jako strażnik w obozie Auschwitz-Birkenau, jego typowy dzień wyglądał tak: "skatuję se dzisiaj parę żydów, a następnie poślę ostatnich 400 do komory"

    Ja pierdolę... tak trudno zajrzeć choćby do wikipedii i sprawdzić kim był Mengele zamiast wymyślać farmazony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, typowy farmazon. Pomyliło mi się, on był lekarzem. Dzięki.

      Usuń

Obserwuj nas!