Wyszukaj

23 maja 2014

Konfrontacja: Biohazard - Urban Discipline vs Madball - Set It Off


Lata 80 ubiegłego wieku określane są jako najlepsze dla hardcore punka. Wówczas dominowały takie grupy jak Cro Mags, Agnostic Front, Sick Of It All, czy Bad Brains. W latach 90-tych było równie dobrze. Pomimo tego wcześniej wspomniane grupy poszły w odstawkę. Cro Mags już nie było "unikalne", Agnostic Front się przejadło, Bad Brains zaczęło grać reggae (boże...). Powstały takie grupy jak Strife, Hatebreed, Sick Of It All dalej jakoś tam funkcjonowało. Jednak do najważniejszych grup grających nowojorski hardcore lat 90-tych należą Biohazard i Madball. Przed wami: Biohazard - Urban Discipline oraz Madball - Set It Off.


Biohazard - Urban Discipline



Urban Discipline jest drugim długogrającym albumem grupy Biohazard. Został wydany 10 października 1992 roku nakładem Roadrunner Records. Początek roku 1992 zaowocował zmianą stylu grupy. Postanowiono odłożyć nieudaną inspirację grupą Black Sabbath, i stworzyć coś własnego. Billy z Evanem zainteresowali się rapem i hardcorem, i postanowili połączyć te oba gatunki. I tak powstało pierwsze dzieło z gatunku rapcore, do dziś dosyć ważny gatunek w metalu (czasem mylony z nu metalem). Album trafił na 277 miejsce w rankingu 500 najlepszych albumów według magazynu Rock Hard. Przy okazji zbierał bardzo pochlebne recenzje.

Okładka przedstawia dosyć dziwnie przerobione zdjęcie - czarno-białe miasteczko w którym bawią się dzieci, oraz samochód zmierzający na nie. Z kolei na górze jest czerwone niebo z chmurką w kształcie symbolu zagrożenia biologicznego. Nie wiem jaki ma to związek z "biohazardem", ale okładka jakoś wygląda. Pomimo że wygląda nieco dziwnie (między innymi przez efekt wyklejanki), może się podobać. Taka "wyższa rangą sztuka, tuż obok surrealizmu".


1. "Chamber Spins Three"
Pierwszy utwór, przypomina nieco "Survival Of The Fittest" z poprzedniego albumu. Po chwili przekonujemy się że ten utwór bardzo się różni od wcześniej wspomnianego kawałka - słyszymy typowe cechy albumu hardcore punkowego (żywiołowość, agresja, nisko nastrojone gitary), a także rapu (wokal w czasie zwrotki bardzo dobrze pokrywający się z hardcore'ową kompozycją). Naprawdę dobrze się tego słucha, utwór nie nudzi się, brzmi naprawdę dobrze. Jak na rok 1992 dalej czuć bijący zapach świeżości, wydaje się jakby rapcore ponownie się rodził. Świetne uczucie. "Chamber Spins Three" jest o ludziach żyjących z przestępczości. Grupa jako przykład podaje skorumpowanego policjanta, który zamiast chronić społeczeństwo, urządził sobie rzeź. Przy okazji, grupa uczy nas jak prawdziwy mężczyzna powinien postępować w życiu.

Ocena: 10/10

2. "Punishment"
Utwór rozpoczyna się klimatycznym wstępem z filmu "Punisher" z 1989 roku. Bohater pyta się boga "dlaczego niewinni umierają, a karygodność prosperuje, gdzie jest sprawiedliwość, gdzie jest kara?". Następnie mówi: "jeżeli już odpowiedziałeś na to pytanie, jeżeli pokazałeś światu, tu jest sprawiedliwość, tu jest kara, we mnie". Bardzo klimatyczny, mroczny początek. Następnie całość powoli się rozkręca - z typowego dla Biohazardu żywego utworu, do szybkiego hardcore'u. W czasie zwrotki nie jest już tak różowo - z pewnością jest słabiej jak w poprzednim utworze, mroczny klimat się po prostu ulatnia, pod względem brzmieniowym już nie jest tak dobrze. Dla wielu fanów najlepszy utwór jaki stworzyła grupa, ja sam jednak nie wiem dlaczego, po prostu nie potrafię go docenić. Co do tekstu, utwór jest o niewinnej osobie która została skazana na karę więzienia, i zastanawia się "dlaczego?".

Ocena: 9/10

3. "Shades Of Grey"
Utwór od początku brzmi tak "hardcore'owo" - mocny riff z żywym tempem. Krótka zwrotka, średni refren, ogólnie mówiąc przez dłuższy czas nic się nie dzieje. Dopiero gdy słyszymy solówkę wiadomo już że to wszystko co ten utwór ma do pokazania (nie licząc żywego, ciekawego tempa). Reszta jest dosyć słaba w porównaniu do tego co się działo w poprzednich utworach. W "Shades Of Grey" autorzy opisują zawistnych ludzi jako tych, którzy nie są w stanie poradzić sobie z życiem sami, i muszą innych naśladować.

Ocena: 7,75/10

4. "Business"
Utwór ciekawie się rozpoczyna - od początku nabiera takiego poważnego, hardcore'owego nastroju. Wszystkiego dopełnia wokal Billy'ego i spokojne tempo. Ten nastrój z poprzednich utworów gdzieś się ulatnia - robi się bardziej koncertowo, nieco spokojniej, trochę więcej w tym czystego hardcore'u. Nieco odstaje od "Punishment" i "Chamber Spins Three", chociaż póki co jest to jeden z lepszych utworów. W tym utworze grupa potępia komercję w przemyśle muzycznym.

Ocena: 9/10

5. "Black And White And Red All Over"
Rozpoczyna się dosyć żywo. Przypomina nieco "Chamber Spins Three". Wszystko jest dosyć do siebie podobne - zwrotka, refren, riff. Pomimo tego nie ma co narzekać, też jest dobrze. Utwór ma nieco inną atmosferę, trochę rzedszą. Same w sobie brzmienie jest dobre. Jednak zdecydowanie, nie jest to samo. Utwór jest o narastającym rasizmie i faszyzmie, które wkrótce doprowadzą do konfliktu na skalę światową. Warto poczytać ten tekst, grupa w bezpośredni i mocny sposób omawia nam cały temat.

Ocena: 9,5/10

6. "Man With A Promise"
Od razu na początku przypomina nieco "Business". Dopiero potem przyśpiesza, i zaczyna brzmieć jak parę kawałków z poprzedniego albumu. Czysty hardcore, ciekawie zagrany, chociaż w porównaniu do poprzednich utworów nie ma już tyle świeżości. Kawałek brzmi jak ten ze swojej epoki. Dopiero tutaj możemy zauważyć wiek albumu. Bardzo żywy, dobry utwór, idealny na hardcore'owe koncerty. Utwór jest o człowieku który został zdradzony, i jego zamiarem było morderstwo. Jest to dosyć nietypowy kawałek, gdyż wokalista/główny bohater opisuje się jako winowajcę, jako ktoś kto zdradził. Również warto poczytać ten tekst.

Ocena: 9,25/10

7. "Disease"
"Disease" jest jednym z utworów które mniej lubię z tego albumu - kawałek rozpoczyna się trochę podobnie do "War Pigs" grupy Black Sabbath. Potem gdy utwór "się rozkręca", utwór zaczyna się rozlatywać - słabowaty riff, żadnej ciekawszej akcji. Brzmi trochę jak wyjęty z albumu State Of The World Address. Jedyną ciekawszą stroną tego utworu jest refren oraz solówka. Utwór jest o mężczyźnie który zostawił kobietę, która traktowała go jak śmiecia. Cieszy się z tego, i uznał że był to dobry pomysł.

Ocena: 7/10

8. "Urban Discipline"
Teraz przyszedł czas na jednego z moich faworytów - ciekawy, budujący napięcie początek, następnie takie typowo hardcore'owe granie - pełne życia, mocne, ze świetnym riffem przypominające trochę utwór "Black And White And Red All Over". Z każdą sekundą utwór podoba mi się bardziej. Dopiero w czasie zwrotki utwór nabiera takiego typowego charakteru dla tej grupy - słychać że kawałek pod tym względem przypomina wcześniej wspomniane "Black And White And Red All Over". Jest kilka zwrotów akcji, dobry refren, solówka, zmiany tempa... wszystko tu jest. Utwór jest o nauce ulicy, zwanej tutaj "miejską dyscypliną". Opisywana jest ona jako bardzo ważny element bycia prawdziwym mężczyzną, jako coś bardzo ważnego, dzięki czemu sobie poradzisz w życiu. Warto przeczytać ten tekst.

Ocena: 10/10

9. "Loss"
Już nieco spokojniejszy utwór - z początku brzmi jak ballada; gitara akustyczna, spokojny, melodyjny śpiew Evana, oraz brak spójności z rapcorem który grupa ówcześnie dysponowała. Dopiero po minucie utwór się rozkręca - zaczyna się typowa akcja dla tego albumu. Lekko ponura atmosfera, hardcore'owe granie, ciekawy riff, oraz dobry wokal chłopaków z Biohazardu. Utwór przez dłuższy czas brzmi tak samo, pomimo tego stwierdzam że atmosfera jest gęsta. Przez dłuższy czas przyjemnie się tego słucha. Utwór jest o kimś kto niegdyś stracił przyjaciela, który zginął za niewinność. Bohater utworu nie rozumie tego, pyta się "jak tak można"

Ocena: 9,25/10

10. "Wrong Side Of The Tracks"
Pierwotnie utwór znalazł się na albumie Biohazard z 1990 roku. W porównaniu do poprzednika ten kawałek jest szybszy, oraz unowocześniony. Niegdyś naprawdę lubiłem go słuchać - ciekawa, hardcore'owa atmosfera, dobry riff, ciekawa prędkość, no typowy hardcore, zagrany naprawdę ciekawie, coś jak utwory z albumu który za chwilę omówię. Utwór dotyczy wojen gangów rozgrywających się w Nowym Jorku.

Ocena: 9/10

11. "Mistaken Identity"
Tak samo jak w przypadku poprzednika, tego również lubiłem słuchać - typowe hardcore'owe napierdalanie, coś jak w "Lockdown" grupy Madball. To przychodzi dopiero z czasem, gdyż na początku słyszymy riff w stylu "Chamber Spins Three". W porównaniu do poprzednika atmosfera typowa dla tego albumu jest już słyszana. Tymczasem rapcore poszedł w odstawkę. Pomimo tego przyjemnie się tego słucha. Utwór jest o kimś kto został skazany na karę więzienia za nic. Twierdzi, że policja go zamknęła gdyż nie znalazła prawdziwego przestępcy.

Ocena: 9,75/10

12. "We're Only Gonna Die (From Our Arrogance)"
Cover grupy Bad Religion. Tak samo jak w przypadku poprzedników atmosfera hardcore'u jest bardzo gęsta. Ten kawałek jednak wyraźnie się wyróżnia - przypomina trochę zwykły punk, tyle że z nisko nastrojonymi gitarami, i wesoła atmosferą. Dziwne, jak tego słucham czuję się jakbym słuchał starszych kawałków Big Cyc (?!). Przyjemny do posłuchania kawałek, jednak nie na dłuższą metę - nie wyróżnia się na tle innych. Utwór jest o człowieku, który "dla swojego dobra" utworzył wojny międzyludzkie.

Ocena: 8,25/10

13. "Tears Of Blood"
Ostatni utwór, bardzo nietypowy - najspokojniejszy ze wszystkich tu zgromadzonych. Atmosfera jest zupełnie inna, coś na wzór kilku ballad z albumu Reborn In Defiance z 2012 roku. Ten hardcore jeszcze trochę czuć, chociaż nie tak bardzo jak w poprzednikach. Kawałek przypomina połączenie utworów "Decay", "Killing Me", oraz "Season The Sky" ze wcześniej wspomnianego albumu. Ponieważ Reborn In Defiance poznałem wcześniej niż Urban Discipline (co niestety jest zbrodnią dla fanów hardcore'u), ten kawałek jest dla mnie jednym z najciekawszych z Biohazardu. Kawałek bardzo ciekawą atmosferą kończy album. Utwór jest o aspołecznym człowieku, który poddał się, i ma chęć popełnić samobójstwo.

Ocena: 10/10

Urban Discipline jest dla mnie albumem wyjątkowym. Poznałem go dosyć późno, jednak potrafiłem go docenić - każda chwila z nim spędzona była przyjemną chwilą. Pierwsza część albumu, bardzo unowocześniona. Nawet pomimo 22 lat Urban Discipline do dzisiaj brzmi dosyć futurystycznie. Ostrego kopa w szczególności dostałem od "Chamber Spins Three" - wszechobecne zgranie, żywiołowość, bardzo dobre riffy, oraz niekompletna rezygnacja z rdzennego hardcore punka była pomysłem opłacalnym. Co do drugiej części, mamy tutaj już typowy hardcore punk, w stosunku do poprzedniego albumu nie brzmi już tak mdle. Warto posłuchać tego albumu przede wszystkim dla szczerego przekazu, który jest dla mnie jednym z najlepszych jakie usłyszałem w muzyce. Szczerze. :)

Okładka: 8,5/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,25/10

Ogólna ocena: 9/10

Zalety:
- Po 22 latach nadal czuć świeżość
- Bardzo dobre, żywiołowe kompozycje
- Samodzielność
- Świetny, szczery przekaz

Wady:
- Niektóre utwory wypadały dosyć słabo na tle innych

Madball - Set It Off


Set It Off grupy Madball został wydany 26 lipca 1994 roku nakładem Roadrunner Records. Po latach tworzenia demówek (które bardzo dobrze się przyjęły w Nowym Jorku) grupa postanowiła wreszcie wydać swój pierwszy longplay. Grupa dosyć długo mnie interesowała, poznałem ją w czasie słuchania jednego z internetowych radiów. Nazwa łatwa do zapamiętania, ciekawa okładka, oraz brutalność. Jak tego nie zapomnieć? Wpadł mi w rękę Set It Off. Pamiętam że kilka kawałków mi się spodobało, co jednak z resztą? Album jest ceniony przez fanów hardcore punku, należy do jednych z najlepszych wydawnictw gatunku hardcore punk.

Okładka przedstawia mężczyznę podającego dziecku pistolet. Na pierwszy rzut oka nic, okładka wydaje się po prostu durnym zdjęciem. "Set It Off" znaczy dosłownie "uruchom" (jednak w tej sytuacji znaczy "strzel"). Można więc rozmyślać na wiele sposobów jaki był przekaz grupy dla nas. Nie podpasowała mi okładka, wydaje się ona dość słaba.


1. "Set It Off"
Na początku - długie intro, nagranie z Nowego Jorku przejeżdżającego radiowozu. Trochę zniechęca swoim długim wstępem który bardziej pasuje jako oddzielny utwór. Potem zaczyna się cała akcja - jeden z najbardziej znanych riffów dla fanów hardcore'u - ciekawe, żywe brzmienie, ostrość, oraz to co najbardziej lubimy - hardcore. Słychać tutaj wpływ Agnostic Front oraz Cro Mags. Szczerze powiedziawszy słyszałem lepsze utwory z gatunku New York Hardcore, pomimo tego ten uważam za równie ciekawy jak "We Gotta Know" Cro Mags, czy inne tego typu. Utwór jest o mężczyźnie który zabił swojego fałszywego przyjaciela ze względu na to, iż ten był nieuczciwy.

Ocena: 8,75/10

2. "Lockdown"
W porównaniu do poprzednika kawałek znacznie szybszy - wyżej nastrojona gitara, dobry riff, utwór pędzi jak japoński pociąg. Teraz to naprawdę słychać ten hardcore - szybkie, agresywne tempo utrzymuje się przez niecałe 2 minuty (czyli przez cały utwór). Co do tekstu, to w tym przypadku "Lockdown" jest odpowiednikiem utworu "Mistaken Identity" Biohazardu - utwór jest o niewinnym człowieku który trafił do więzienia.

Ocena: 9/10

3. "New York City"
W tym momencie bardzo wyraźnie słychać wcześniejszy album - coś jak "Chamber Spins Three" Biohazardu. Żywe tempo oraz ciągła ciekawość namawiają mnie do tego bym zapoznał się z utworem dłużej. W porównaniu do poprzedników jest znacznie lepsza akcja. Pod koniec utworu słyszymy breakdown. W sumie to dziwne, gdyż utwór wydaje się dłuższy niż w rzeczywistości jest (trwa 2 minuty). "New York City" jest o realiach Nowego Jorku. Tak samo jak w utworze "Urban Discipline" wokalista poucza, byśmy się nie pakowali w kłopoty, gdyż na ulicy jest niebezpiecznie.

Ocena: 9,5/10

4. "Never Had It"
Coś jak utwór "Lockdown" - również szybkie napieprzanie, różni się jednak tym, że przypomina trochę grupę Bad Religion. Zresztą, nad nim trudno jest nadążyć - akcja zmienia się bardzo szybko. Kawałek nieco zwalnia, a następnie się kończy, trwa tylko 57 sekund. Utwór jest osobistą opinią wokalisty na temat hardcore punka, który twierdzi że "lepiej było w latach 80-tych".

Ocena: 5/10

5. "It's Time"
Utwór przypomina trochę "New York City" - jest równie żywy, atmosfera hardcore'u jest bardzo gęsta. Kawałek był wyraźnie wzorowany na Cro Mags. Szczerze powiem, utwór brzmi dla mnie dosyć znajomo. Z tytułu go w ogóle nie kojarzę, wiem że słyszałem go tylko raz, pomimo tego to wszystko znam. Nie da się ukryć zadowolenia ze słuchania. W utworze wokalista przekazuje nam... o czym ma być ten album. Co najdziwniejsze w piątym utworze, który z takim przekazem powinien być raczej pierwszy... ale ja się nie znam, utwór brzmi bardzo dobrze, koniec kropka.

Ocena: 9,75/10

6. "C.T.Y.C"
Tak samo jak w "Never Had It" kawałek bardzo szybko się zaczyna, z brzmienia przypomina trochę Bad Religion. Tak samo jak w poprzedniku atmosfera hardcore'u jest gęsta, oraz ciekawa. Typowy nowojorski hardcore. Dopiero tutaj słyszę że grupa brzmi bardziej oryginalnie, zresztą - podobne brzmienie ma album Legacy z 2005 roku. Utwór jest o pewnym przyjacielu grupy, który zmarł. Ponoć Freddy (wokalista grupy) do dzisiaj często o nim wspomina.

Ocena: 9/10

7. "Across Your Face"
Utwór rozpoczyna się dosyć niespodziewanie. Na początku - pisk. Potem cała akcja się zaczyna. Utwór pędzi, potem zwalnia, i brzmi podobnie do fragmentu utworu "Always Believe In Yourself" Ektomorfa. "Across Your Face" jest kolejnym krótkim, aczkolwiek żywym kawałkiem (trwa minutę i 10 sekund). Utwór jest o człowieku który zdradził swoich przyjaciół.

Ocena: 7/10

8. "Down By Law"
Początek, akcja zaczyna się niespodziewanie - kawałek przypomina trochę "Loss" grupy Biohazard z brzmienia. Pomimo tego więcej w tym czystego hardcore'u. Kawałek brzmi ciekawie, przypomina trochę "Set It Off" - to samo tempo, podobna konstrukcja, żywiołowość, oraz typowa atmosfera dla Madball. Tak samo jak w przypadku utworu "It's Time" mam wrażenie jakbym ten kawałek słyszał już dawniej, co jest naprawdę ciekawym uczuciem. Tak samo jak w przypadku poprzednika utwór jest o kimś kto zdradził swoją ekipę.

Ocena: 9,25/10

9. "Spit On Your Grave"
Kolejny szybki kawałek. Przypomina nieco "Lockdown", również jest jednym z pierwszych kawałków grupy jakie usłyszałem. Atmosfera hardcore'u jest bardzo gęsta, tak samo jak poprzednicy ten kawałek jest równie żywy. Pomimo tego słychać że czegoś w nim brakuje, jest dosyć prymitywny. Utwór jest o byłym członku ekipy (o której jest ciągle mowa w albumie) który został zamordowany przez swoją zdradę. Bohater nie przejmuje się jego śmiercią, i w myślach wypomina mu błędy.

Ocena: 7,25/10

10. "Face To Face"
Utwór od razu przypomina trochę kawałek "Set It Off" - w porównaniu do poprzednika tempo jest wolniejsze, pomimo tego jest bardzo żywiołowo. Jaka atmosfera jest nie muszę mówić. Niedługo potem utwór przyśpiesza, i brzmi jak "Lockdown". Pomimo tego nie jest to coś wyjątkowo ciekawego. Utwór jest o człowieku który zdradził swoją ekipę.

Ocena: 8,5/10

11. "Smell The Bacon (What's With You)"
Pierwszy utwór grupy, tym razem nagrany w studiu. Na początku słychać syrenę. Potem zaczyna pogrywać bas, niezły riff, żywiołowa hardcore'owa atmosfera. Po chwili utwór przyśpiesza na moment, i kończy się - trwa tylko 47 sekund. Nic ciekawego. Jakby był dłuższy to może coś by z tego było. Utwór jest o pewnym gościu z ekipy ciągle wymienianej w utworach, który został gliniarzem. Grupa potraktowała to jako akt zdrady.

Ocena: 3/10

12. "Get Out"
Utwór rozpoczyna się dosyć spokojnie - dopiero potem bardzo gwałtownie przyśpiesza. Do czasu zmiany akcji utwór jest najszybszy z tego albumu. Potem na chwilę uspakaja się, potem znowu przyśpiesza. Ogólnie mówiąc niepotrzebny zapychacz, tak jak w przypadku poprzednika. Utwór nie ma żadnego sensownego przekazu - "po prostu wynoś się".

Ocena: 2,5/10

13. "The World Is Mine"
No, wreszcie jest jakaś odmiana po tym gównie które słyszeliśmy wcześniej - utwór brzmi jak spowolnione "Spit On Your Grave". Tempem i nastrojem przypomina nieco utwory "New York City", "It's Time" oraz "Down By Law". Kolejna ciekawa kompozycja na albumie - żywe tempo, dobre brzmienie, wreszcie coś czego da się słuchać. Utwór jest o pewnym człowieku który osiągnął wszystko żyjąc jak kryminalista, po czym swój gang zmienił w imperium.

Ocena: 8,75/10

14. "Friend Or Foe"
Cover grupy Agnostic Front. Zaczyna się dosyć spokojnie. Słychać że nie jest to utwór tej grupy - zupełnie inny początek, brak jakiegokolwiek zaskoczenia oraz zupełnie inne brzmienie w porównaniu do poprzedników. Po chwili utwór gwałtownie przyśpiesza, o dziwo od tej pory nie ma żadnych większych zwrotów akcji. Utwór brzmi tak samo od początku do końca. Niby typowy hardcore, jednak brzmi on słabo w porównaniu do poprzednich kawałków (nie licząc zapychaczy). Utwór jest o pewnym człowieku któremu wiele rzeczy wypomina przyjaciel. Ten się go pyta "jesteś moim przyjacielem, czy wrogiem?".

Ocena: 5/10

Set It Off to potężna dawka hardcore'u. Podczas słuchania każdego utworu z głośników wylewała się fala hardcore'owej atmosfery. Wiele kawałków brzmiało dosyć ciekawie - jedne były wzorowane na innych grupach, inne z kolei ekipa z Nowego Jorku wykonała praktycznie sama. Innym cieszącym aspektem była żywiołowość utworów. Większości słuchało się z przyjemnością. Nie brakowało jednak wad - tu pierdolony zapychacz, tam bezsensowny utwór, jeszcze gdzieś indziej dziwny przekaz... Madball zapewne tak chciało pokazać swoją "oryginalność", jednak ja niestety tego nie docenię. Nie zmienia to jednak faktu że Set It Off jest albumem który naprawdę mi się spodobał.

Okładka: 6/10
Teksty: 7,5/10
Kompozycje: 8,25/10

Ogólna ocena: 8,25/10

Zalety:
- Solidna dawka hardcore'u
- Utwory typu crossover były bardzo dobre
- Ciekawa atmosfera
- Dobry wokal
- Bardzo dobre, żywiołowe kompozycje

Wady:
- Bezsensowna monotematyczność
- Przed posłuchaniem Set It Off radzę przesłuchać inne albumy z tego gatunku
- Miejscami bezsensowne zapychacze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!