Wyszukaj

11 maja 2014

Konfrontacja: Obituary - The End Complete vs Sarcofago - The Laws Of Scourge


Rozpoczął się już maj, nasz blog rozkwita jak kwiaty na jednej z okładek powyżej, wsiadam do auta i słucham muzyki. W moje ręce wpadły albumy: Obituary - The End Complete i Sarcofago - The Laws Of Scourge. Obie grupy znacie z poprzednich konfrontacji z Sepulturą. Cause Of Death grupy Obituary walczyło z Arise, i przegrało o dużą ilość punktów. Rotting grupy Sarcofago z kolei wygrało z Bestial Devastation. Która grupa tym razem odniesie zwycięstwo?

Obituary - The End Complete



Trzeci longplay Obituary został wydany 21 kwietnia 1992 roku nakładem Roadrunner Records. Po sukcesie związanym z dwoma pierwszymi albumami przyszedł czas by dowalić nieco do pieca. Obituary postanowiło zagrać nieco inaczej w porównaniu do Cause Of Death - uspokojono nieco charakterystyczny/wkurwiający (niepotrzebne skreślić) growling Johna Tardy'ego, przestrojono gitary na niższy ton, oraz zmieniono nieco budowę utworów. Krytycy ocenili album pozytywnie. Tak samo jak na Cause Of Death, produkcją albumu zajął się Scott Burns. The End Complete jest najlepiej sprzedającym się albumem w historii wytwórni Roadrunner Records, sprzedał się w liczbie pół miliona egzemplarzy.

Jak widać jak coś zmieniać, to najlepiej jak najwięcej. Tym razem okładką nie zajął się znany z Sepultury Michael Whelan, a Andreas Marschall współpracujący z grupą Blind Guardian. Okładka przedstawia post apokaliptyczny świat w którym dominuje szarość, ciemna zieleń, itp. Ponadto niebo pokrywają czarne chmury. Okładka jest ciekawie wykonana, ukazuje mrok który najprawdopodobniej pojawi się na albumie. Malarz dobrze wykonał swoją robotę.


1. "I'm In Pain"
Od początku w utworze powoli i ociężale kroczy ostry breakdown. Perkusja dyktuje spokojne tempo, gitara pogrywa trochę szybciej. Potem breakdown przeradza się w rytmiczną, i przyjemną do posłuchania zwrotkę. Utwór ma kilka satysfakcjonujących momentów, zwrotów akcji, świetną solówkę, ozdobiony jest w bardzo dobry riff. Jak tak tego słucham to myślę sobie że Cause Of Death przy tym albumie to będzie popierdółka dla 12-latków. Końcówka jest trochę spartolona, ale nie szkodzi, i tak większość utworu zdecydowanie rządzi. Nawet tekst się zmienił, jest znacznie lepiej w porównaniu do poprzedniego albumu. Utwór jest o przybyciu antychrysta, którego zamiarem będzie terroryzowanie Ziemi.

Ocena: 9,5/10

2. "Back To One"
Teraz słyszymy coś szybszego, bardziej rytmicznego, coś bardziej grindcore'owego. Miejscami przypomina Tomb Of The Multilated grupy Cannibal Corpse. Przyjemnie się tego słucha. Wokal jest świetnie zgrany z riffem i perkusją, nie mam do tego zarzutów. Co do tego breakdown'u rozpoczynającego się od połowy, nie jest on czymś satysfakcjonującym. Ponownie akcja zaczyna się pod koniec, tuż po zakończeniu breakdown'u. Utwór jest o strachu przed nadchodzącą śmiercią który paraliżuje człowieka.

Ocena: 8,25/10

3. "Dead Silence"
Kawałek rozpoczyna się dosyć powoli, kojarzy mi się nieco z poprzednim albumem tej grupy. John Tardy znowu drze się jakby chciało mu się kupę, tak jak większość utworów na poprzednim albumie, ten nie pędzi zbytnio. Jest spokojny, często zmienia się akcja... i tak jak w poprzednim utworze, znowu mam skojarzenia z Cannibal Corpse. Zapewne ulubionym perkusistą Donalda Tardy'ego (perkusisty) jest Paul Mazurkiewicz. Utwór jest o ludobójstwie zorganizowanym przez armię szatana.

Ocena: 8/10

4. "In The End Of Life"
Ciężki początek, budzi pewne skojarzenia z albumem Cause Of Death, słychać to głównie po sfiksowanym riffie pasującym bardziej do Cannibal Corpse, oraz ich równie popierdolonych utworów. W tym momencie grupa wróciła do Cause Of Death, znowu słychać to charakterystyczne darcie japy Johna, jakby miał problemy z wydalaniem się. Utwór przypomina mi nieco "Body Bag". Przez większość czasu utwór jest nudny, dopiero solówka nadaje mu jakiegoś smaczku, pomimo tego to nie jest to samo co było na "I'm In Pain", gdzie solówka była świetna. Utwór jest o masowym morderstwie dokonanym przez złe moce.

Ocena: 6/10

5. "Sickness"
Po raz kolejny przychodzi mi na myśl Cause Of Death - charakterystyczny riff, przypominający trochę początek utworu "Dying". Ogólnie mówiąc od początku brzmi nieźle, tak samo zresztą jest gdy się słucha zwrotki. Dopiero ta przerwa w wokalu między zwrotkami psuje wszystko. Wszystko wraca na właściwy tor podczas drugiej zwrotki. Utwór jest równie ciężki jak poprzedni, całego ciężaru nadaje mu gitara. Kawałek nie jest czymś wyszukanym, wiem że słyszałem lepsze rzeczy. Utwór jest o trupach które wstają z grobu na skutek pewnej anomalii.

Ocena: 7,75/10

6. "Corrosive"
Podobny początek jak w przypadku poprzedniego utworu - nic wyszukanego, niezbyt mi się podoba. Dopiero w czasie zwrotki się rozkręca - przypomina mi nieco połączenie albumów Cause Of Death oraz Far Beyond Driven Pantery. Ten sam schemat trwa dosyć długo, nie ma tu zbyt wiele ciekawego. Prawie żadnych zwrotów akcji, słabowata solówka... jednak dopiero po solówce słyszymy coś ciekawego - powoli rozkręcające się outro. Brzmi ciekawie, i chce się go słuchać. Ale jest to jedyna zaleta utworu, więcej nie znalazłem. Kawałek jest o kimś kto zmienia się w złoczyńcę na skutek religii.

Ocena: 5/10

7. "Killing Time"
Tym razem początek brzmi dosyć podobnie jak ten z utworu "I'm In Pain". Mam nadzieję że utwór będzie równie dobry. Pogrywa nam w tej chwili dosyć długie intro, coś jak w utworze "Dying". Akcja zaczyna się dopiero od połowy. Po raz kolejny utwór brzmi dosyć podobnie do tych z Cause Of Death. Tym razem jest w tym trochę więcej finezji - gdy utwór przyśpiesza, zaczyna brzmieć lepiej. Słyszymy również całkiem dobrą solówkę, po tym kolejna zwrotka, znowu solo... ogólnie mówiąc nie jest aż tak źle. W porównaniu do poprzednich utworów kawałek jest do przełknięcia. Utwór jest o nieumarłych, którzy powstali z grobu, i sieją zniszczenie na świecie.

Ocena: 8,25/10

8. "The End Complete"
Intro rodem z albumu Cause Of Death, brzmi trochę nijako. Dopiero w czasie zwrotki się rozkręca - chłodne brzmienie, oraz żywiołowość (tego się nie spodziewałem). Riff całkiem niezły, jeżeli mam mówić o wokalu to jest to coś w stylu utworu "I'm In Pain" - John Tardy zachował swój charakterystyczny ryk, jednak nieco go "uspokoił". Kawałek jest do przełknięcia, nie jest aż taki zły. Dominuje tutaj atmosfera niepokoju. Pomimo tego że utwór brzmi całkiem ciekawie, nie ma zbyt wielu zwrotów akcji - po jednej ze zwrotek słyszymy niezbyt długą solówkę. Potem utwór jeszcze bardziej się rozkręca - cały utwór przyśpiesza, wokal jest agresywniejszy, zaczyna to brzmieć lepiej. Utwór jest o ludzkim niepokoju i strachu związanym z nadejściem końca świata.

Ocena: 8,5/10

9. "Rotting Ways"
Noo, wreszcie coś zupełnie odmiennego - mroczny wstęp budujący napięcie, powolne kroczenie, agresywny wokal, oraz mrok wylewających się z głośników - to jest Obituary takie jakie chciałbym słyszeć. Po zwrotce utwór powoli, ale skutecznie przyśpiesza, aż chce się wiedzieć co będzie dalej. Wreszcie jest to coś co w niedużym stopniu brzmi jak Cause Of Death, bo powoli zacząłem się tym nudzić. Od drugiej minuty słyszę dosyć znajomy riff, coś jak ten od połowy utworu "Dying". Z tego co zauważyłem to większość utworu jest instrumentalna. Może to i dobrze? W końcu Obituary robi całkiem niezłe fragmenty instrumentalne w utworach, przekonałem się w sumie słuchając utworu "Dying" z albumu Cause Of Death. Naprawdę, zakończenie godne tego zespołu. Utwór jest o ludziach którzy umierają młodo. W utworze śmierć jest przedstawiona jako "cichy zabójca", "ktoś kogo nie spodziewasz się".

Ocena: 9,25/10

Szczerze wam powiem, The End Complete nie jest czymś czego mógłbym słuchać godzinami, czy dniami - dla mnie wystarczy to jedno przesłuchanie. Albumu na pewno nie pobiorę, bo z pewnością nie jest to mój ulubiony styl grania. W każdym razie miejscami album był lepszy od poprzednika, częściej jednak zawodził - riffy słabowate, nie rozwalały atmosferą. Częściej miałem ochotę skakać od jednego kawałka do drugiego. Co do tekstów to szczerze powiem, bardzo się poprawiły, gdy na Cause Of Death miałem trudności z ich przełknięciem, tutaj zdecydowanie lepiej mi się ich słuchało, jedyną ich wadą była monotematyczność. Co do samych utworów: było parę ciekawszych smaczków ("I'm In Pain", "Back To One", "The End Complete", "Rotting Ways"), większość jest przeciętna (lub słaba). Myślałem że tym "ciekawym smaczkiem" będzie cały album. Niestety, zawiodłem się.

Okładka: 8,75/10
Teksty: 8/10
Kompozycje: 6,75/10

Ogólna ocena: 6,5/10

Zalety:
- Dobre teksty
- Bardzo dobra okładka
- Lepszy styl w porównaniu do poprzednika

Wady:
- Słabe kompozycje
- Brak emocji w większej części utworów
- Większość utworów była bezpłciowa, nie dało się wyczuć tej mrocznej atmosfery

Sarcofago - The Laws Of Scourge


The Laws Of Scourge grupy Sarcofago zostało wydane w sierpniu 1991 roku nakładem Cogumelo Records. W porównaniu do dwóch poprzednich albumów wiele się zmieniło, mianowicie zrezygnowano z black metalu. Fragment wywiadu z Wagnerem Lamounierem: "W czasie gdy wydawaliśmy I.N.R.I. mieliśmy po 16 lat. Inspirowaliśmy się przede wszystkim Venomem i Hellhammerem. Teraz jednak dojrzeliśmy, i postanowiliśmy nieco zmienić styl, nie rezygnując jednocześnie z satanistycznych tekstów.". The Laws Of Scourge został ciepło przyjęty przez krytyków, na portalu Allmusic.com album dostał ocenę 4,5/5.

Okładka przedstawia młodą kobietę uduszoną cierniem i leżącą w trumnie usłanej różami. W porównaniu do poprzedniej okładki (z albumu Rotting) ta już nie przedstawia szokującego, satanistycznego obrazu rodem z biblii szatana, przedstawia po prostu obraz zmarłej kobiety ubranej w gotycki strój. Okładka została ciekawie stworzona, przypomina nieco stare obrazy rodem z renesansu, zapada w pamięć.


1. "The Laws Of Scourge"
Przyjemny dla ucha początek, coś jak refren z "Cryps Of Eternity" Slayera z albumu Hell Awaits. Potem szybki początek... słychać że Sarcofago zmieniło się na lepsze - grupa tym razem postawiła na mroczną atmosferę, a ekstremalną agresję po prostu zostawiła. W tym momencie mottem grupy było: "Co za dużo to niezdrowo". Wagnera wokal również się polepszył - dawny lider Sepultury śpiewa niższym tonem. Gerald Minelli zaczął grać znacznie lepsze riffy, perkusista gra trochę jak Paul Mazurkiewicz z Cannibal Corpse. Świetna atmosfera sprawia że chce się posłuchać jeszcze raz, ale to dopiero po recenzji. Utwór jest o piekle, nazwanym tutaj "szkołą", w której "uczniowie" (lub potępieni) uczą się o prawach biczowania od nauczycielki, Pani Śmierć.

Ocena: 9,75/10

2. "Piercings"
Tak samo jak w przypadku poprzednika - świetny początek, bardzo klimatyczny, mroczny, lekko zawiewa grupą Death w połączeniu z Bestial Devastation Sepultury. Bardzo stabilne przejście z wolnego początku do szybszej części przed zwrotką. Następnie jest zwrotka, która po raz kolejny urzeka dobrym wokalem. W porównaniu do poprzednika utwór jest jednak wolniejszy. Atmosfera mroku nadal nas nie opuszcza, jest jak na razie jedną z najlepszych jakie słyszałem w utworach (obok Rammsteina). Od połowy czwartej minuty słychać jeszcze bardzo klimatyczną, ciekawie złączoną solówkę z riffem. Utwór jest o Śmierci, która tak naprawdę tylko wykonuje polecenia szatana (zabija na jego cześć).

Ocena: 8,75/10

3. "Midnight Queen"
Nie jestem pewny, ale początek sugeruje mi że będzie to najprawdopodobniej ballada - bardzo spokojny, smutny początek, coś jak piosenka żałobna. Po pół minuty utwór cichnie, i myślę sobie "zaraz zacznie się sieczka", a tu: dalej pobrzdękuje gitara. Dopiero po 46 sekundach od początku wchodzi gitara prowadząca, i wreszcie wszystko staje się jasne - utwór zmienia się w jeden, wielki, ciężki utwór. Gdy jeszcze wchodzą klawisze, utwór kojarzy mi się jakby został stworzony wraz z grupą Lordi. Bardzo klimatyczny kawałek, przez głośniki wylewa się mrok. Idealnie nadaje się jako ścieżka dźwiękowa do jakiegoś horroru. Dobry riff, praca wokalu, dobre tempo, oraz ciekawe zwroty akcji. Warto posłuchać. Utwór jest o młodej dziewczynie, która jako dziecko zaczęła się prostytuować. Nic więcej nie powiem, warto ten tekst przeczytać. Jest czymś w rodzaju "mrocznej bajki na dobranoc".

Ocena: 9,5/10

4. "Screeches From The Silence"
Kolejny utwór przypominający "Crypts Of Eternity" Slayera. Żywa, przyjemna atmosfera rodem ze Slayera, przede wszystkim w czasie zwrotki. Dobra praca bębnów, dobry riff, oraz dobrze dopasowany wokal. Po minucie utwór przyśpiesza, zaczyna przypominać trochę niektóre, słabsze utwory z South Of Heaven Slayera. W pewnym momencie kawałek przeradza się w takie typowe thrashowe granie, zdecydowanie przyjemne dla ucha. Tak jak poprzednicy, utwór jest bardzo zrównoważony. Jedyne co było według mnie zbędne to użycie tych klawiszy przed końcem, tworzą taką trochę schizową atmosferę. Utwór jest o człowieku który popełnił samobójstwo z powodu braku zadowolenia z życia, samotności.

Ocena: 9,25/10

5. "Prelude To A Suicide"
Utwór rozpoczyna się dosyć poważnie - pełna niepokoju atmosfera, riff rodem z jakiegoś horroru gore. W pewnym momencie utwór zamienia się w coś cięższego, i żywszego, przyjemnie się tego słucha - rasowy riff, dobra praca perkusji, i na tym kończą się zalety - najsłabszym momentem jaki tutaj znalazłem była zdecydowanie zwrotka. Po tym co zdążyłem usłyszeć wiem że grupę stać na coś lepszego. Zwrotka ma trochę prymitywne brzmienie, coś jak poezja śpiewana w stylu karaoke. Tak naprawdę nie ma tu zbyt wiele do słuchania, ale warto ze względu na początek oraz końcówkę utworu. "Prelude To A Suicide" opowiada o mężczyźnie który popełnia samobójstwo z powodu śmierci ukochanej kobiety. Po raz kolejny warto przeczytać ten tekst.

Ocena: 8,25/10

6. "The Black Vomit"
Pierwotnie utwór pojawił się na albumie I.N.R.I. z 1986 roku, był on znacznie bardziej prymitywny. Tutaj jest bardziej zrównoważony, nieco wolniejszy, bardziej przejrzysty, zdecydowanie lepiej się go słucha. Klimat z poprzednich albumów już się nie ujawnia, "The Black Vomit" całkowicie się zmieniło. Niby jest ten satanistyczny tekst o czarnych rzygach, ale brak tego charakterystycznego chaosu, co dla starszych fanów może zadziałać na niekorzyść. Nie ma tu żadnych zwrotów akcji, pomimo tego utwór ma świetny, żywy riff, idealny na stare koncerty grane dla satanistów. Utwór jest o typowym sataniście, który sam się chwali, że "jest piekielnym wypierdkiem", przy okazji wyzywając boga, Jezusa, oraz wszystkich wyznawców.

Ocena: 9,75/10

7. "Secrets Of A Window"
Na początku pogrywają same bębny, potem jeszcze dochodzi gitara. Ten riff powoli prowadzi nas do zwrotki. W czasie całego utworu czuje się taką chłodną, mroczną atmosferę. Spokojne tempo i klawisze dodatkowo podkręcają klimat. Co do samej zwrotki, jest ona średnia. Pomimo tego przerwy między nimi wydają się całkiem niezłe - ten sam riff co przed zwrotką, tyle że wyostrzony; bez klawiszy, oraz ze wzmocnionym brzmieniem. W połowie trzeciej minuty formuła utworu bardzo się zmienia - wszystko się uspakaja, pogrywa lekka, przyjemna dla ucha gitara, utwór zmienia się w mroczniejszą wersję "Cemetery Gates" Pantery. Warto tej części instrumentalnej posłuchać. Utwór opowiada o kimś, kto wspomina piękne czasy spędzone ze swoją zmarłą dziewczyną. W czasie tych wspomnień ma myśli samobójcze.

Ocena: 8,75/10

8. "Little Julie"
Początek... dosyć dziwny. Kojarzy mi się nieco z Nirvaną. Takie spokojne pogrywanie na gitarze, z nutką mrocznego klimatu. Utwór z czasem staje się coraz mocniejszy. Gdy w końcu zaczyna się ta prawdziwa akcja utworu, cały riff zaczyna kojarzyć mi się z albumem Arise Sepultury. Jak na spokojny utwór, jest on dosyć chaotyczny (jakaś nowość). Nie rozumiem z niego zbyt wiele z tekstu, pomimo tego muszę przyznać - świetna kompozycja, jedna z lepszych na tym albumie, chociaż zdecydowanie nie w stylu Sarcofago. Utwór jest o pedofilu, który porwał i zamordował 11-letnią Julię w 1987 roku, gdyż ta zauroczyła go.

Ocena: 9,5/10

9. "Crush, Kill, Destroy"
Przyszedł czas na ostatni utwór, jeden z mocniejszych na płycie (obok "The Black Vomit"). Ciekawa, mroczna atmosfera, black metalowy chaos połączony z dojrzałością. Pomimo rozbrajającego chaosu całkiem przyjemnie powinno się go słuchać dla amatorów black metalu. Po refrenie utwór zmienia się nie do poznania. Dopiero tutaj słychać te "The Laws Of Scourge", mianowicie słyszymy rasowe solo, zrównoważone tempo. Dopiero potem utwór wraca do dawnego, chaotycznego stadium. Utwór jest kierowany do satanistów, którzy chcą manifestować swoją nienawiść do świata. Świetny wybór na koncerty.

Ocena: 9,5/10

W porównaniu do ostatniego albumu Sarcofago zagrało coś co można w większym stopniu zrozumieć. Utwory nie są już aż tak chaotyczne - z tego co widziałem to większość tekstów jest monotematycznych, ale to jest raczej zrozumiałe. Prawdopodobnie Wagner zadedykował ten album swojej zmarłej dziewczynie. Co do kompozycji, są one znacznie lepsze, bardziej zrównoważone, wreszcie słychać że to dzieło nie zostało stworzone przez bandę rozwydrzonych nastolatków. Zdecydowanie najgłupszym akcentem na albumie były klawisze, które niewiele wnosiły. No, czasem tylko przeszkadzały w słuchaniu. Ale tak to album zdecydowanie polecam.

Okładka: 9,25/10
Teksty: 9,25/10
Kompozycje: 8,5/10

Ogólna ocena: 8,5/10

Zalety:
- Świetne teksty
- Bardzo dobra okładka
- Szczerość
- Lepszy styl w porównaniu do poprzedników
- Dojrzałość
- Dobry wokal
- Bardzo dobre kompozycje

Wady:

- Zbędne klawisze

2 komentarze:

  1. Da się jeszcze w czerwcu zrobić coś z Obituary; ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, w czerwcu Obituary odpada. Możliwe że w przyszłym miesiącu coś jeszcze zrobię.

      Usuń

Obserwuj nas!