Wyszukaj

20 czerwca 2014

Konfrontacja: Exodus - Bonded By Blood vs Slayer - Show No Mercy


Witajcie w kolejnej konfrontacji. Już minęło 7 miesięcy od stworzenia naszej pierwszej recenzji na blogu (Konfrontacja: Slayer - Seasons In The Abyss vs Metallica - ...And Justice For All). Z tej okazji postanowiłem że zrecenzuję dwóch mistrzów thrash metalu pierwszej połowy lat 80-tych, nie licząc Metalliki. Oba albumy są bardzo doceniane przez fanów gatunku, przez co warto przyjrzeć się im bliżej. Poza tym, ostatnio często słucham Exodusa i Slayera, więc tym bardziej mi się to opłaca :) Dzisiaj skonfrontuję ze sobą Exodus - Bonded By Blood i Slayer - Show No Mercy.


Exodus - Bonded By Blood


Bonded By Blood jest pierwszym dziełem amerykańskiej legendy thrashu, Exodusa. Został wydany 25 kwietnia 1985 roku przez wytwórnię Combat Records. Początkowo Bonded By Blood miał zostać wydany w 1984 roku, prace jednak się przedłużyły z powodu odejścia Kirka Hammetta z zespołu, oraz sporu z wytwórnią. Przez wielu Bonded By Blood uważany jest za kultowy, został dobrze przyjęty przez fanów, oraz często dawano mu wysokie noty. Często porównywano go do albumu Kill'Em All Metalliki, ze względu na duże podobieństwo, oraz przynależność obu krążków do Combat Records. W 2008 roku album doczekał się remake'u zatytułowanego Let There Be Blood; wszystkie utwory zostały ponownie nagrane, tyle że z Robem Dukes'em. Według danych z 2007 roku, Bonded By Blood sprzedał się w ilości 92 tysięcy kopii w USA.

Okładka przedstawia bliźniaki syjamskie symbolizujące dobro i zło na błękitnym tle. W czasie gdy dobry bliźniak jest przerażony i chce się uwolnić, zły pokazuje znak szatana i szczerzy zęby. Taka ciekawostka; według wielu fanów zły bliźniak przypomina nieco Kirka Hammetta (najprawdopodobniej jest to dowcip grupy która chciała zrobić karykaturę gitarzysty na jednej ze swoich okładek). Co do samego wyglądu, widać że nie była zbyt droga, widać również że w porównaniu do okładek Slayera czy Sepultury (z późniejszych lat) nie wysilano się nad nią zbyt długo. Pomimo tego pracę można pochwalić, fajnie się na nią patrzy, i od samego myślenia że złym bliźniakiem może być Kirk Hammett można parsknąć śmiechem.


1. "Bonded By Blood"
Utwór rozpoczyna szum przypominający nieco lecący samolot na niskiej wysokości. To co słyszymy później jest naprawdę dobre - agresywna perkusja, bardzo dobry thrashowy riff (wpada w ucho) przypominający nieco utwory z Kill'em All Metalliki. Prawdziwa akcja zaczyna się w czasie gdy słyszymy zwrotkę - bardzo dobry, klimatyczny wokal Paula Baloffa, żywiołowość, oraz szybsza gra na perkusji. Kawałek jest naprawdę przyjemny w słuchaniu, thrash z krwi i kości. Sama jakość nagrania jest również bardzo dobra, zupełnie jakby to był już któryś z rzędu album grupy. Utwór jest o złej stronie muzyki metalowej, omawiane jest życie black metalowców którzy pod wpływem muzyki stracili nad sobą kontrolę, i w trakcie koncertu zamordowali osobę z pierwszego rzędu.

Ocena: 10/10

2. "Exodus"
Kolejny utwór i kolejna dawka emocji - od razu zaczyna się akcja. Mocny riff, thrashowa perkusja, oraz po raz kolejny bardzo dobry wokal Paula. Cóż, wprawdzie kawałek wygląda na nieco żywszy, jednak zdecydowanie, w porównaniu do poprzednika czegoś mu brakuje. Klimat typowego thrashu jest trochę bardziej rozrzedzony, pomimo tego i tak słucha się tego bardzo dobrze. W pewnym momencie jeszcze pogrywa rasowa solówka, nieco w stylu brytyjskich grup metalowych. Utwór jest o seryjnym zabójcy który pod wpływem swoich czynów doprowadził do masowej emigracji w pewnym mieście.

Ocena: 9/10

3. "And Then There Were None"
Przyszła pora na kolejny kawałek - teraz coś w stylu utworu "Ride The Lightning" Metalliki, w połączeniu z kawałkami Judas Priest. Słyszymy wpadający w ucho rasowy riff, mrocznie brzmiący wokal oraz lekko dziwny, przyjemny refren budzący skojarzenia z brytyjskimi grupami rockowymi. Sam w sobie utwór jest lepszy od poprzednika, jest żywszy, ma w sobie trochę więcej mrocznego klimatu. Dopiero po drugim refrenie można usłyszeć ile Exodus wziął z ówczesnej Metalliki (chyba że utwór został skomponowany przez Kirka Hammetta). Utwór jest o końcu świata który nadejdzie poprzez zbyt intensywne użycie broni atomowej.

Ocena: 9,25/10

4. "A Lesson In Violence"
Utwór dosyć szybko się rozpoczyna - słyszymy bardzo dobry riff, po chwili jeszcze dołącza perkusja nadająca szybkiego tempa. Następnie dochodzi wokal, równie dobry jak w poprzednich utworach. "A Lesson In Violence" jest jednym z moich ulubionych kawałków, głównie ze względu na świetną, thrashową atmosferę, trochę jak w utworze "Bonded By Blood" - żywiołowość, agresja, gwałtowność i adrenalina. Nie licząc riffu, perkusji oraz wokalu jedną z rzeczy jaka najbardziej mi się spodobała jest solówka - klimatyczna, ostra, dodająca skrzydeł. Utwór jest o szatanie, który naucza ludzkość przemocy, poprzez przemoc.

Ocena: 10/10

5. "Metal Command"
Dobra, teraz to jestem zaskoczony - teraz pobrzmiewa utwór który bardzo różni się od poprzedników. Słychać że utwór oparty jest częściowo na grupie Megadeth, oraz przede wszystkim na Metallice, w szczególności na utworze "Hit The Lights". Pomimo tego nie powinienem być zdziwiony; utwór został napisany przez Marka Whitakera, wcześniej pracującego przy albumie Kill'em All Metalliki. Atmosfera rodem ze starego giganta thrash metalu jest w stanie przyciągnąć - słyszymy bardzo żywiołowe brzmienie, zupełnie jak z tych starych metalowych koncertów z lat 80-tych. Najłatwiej jest go porównać do pierwszego "Bonded By Blood". Utwór jest o grupie metalowej (mowa jest tu o tym Exodusie) która w czasie trasy koncertowej daje fanom mnóstwo radości.

Ocena: 9,75/10

6. "Piranha"
Pora przyjrzeć się jednemu z najbardziej znanych utworów grupy - Piranha. Od razu początek, i to słynne "tum tum tum tum tum tum tum tss". Kawałek pędzi jak szatan, jest szybszy od poprzednich. Dopiero potem zwalnia tworząc przyjemną dla ucha kompozycję. Co do zwrotki i refrenu, to powiem tyle - są średnie. W poprzednich utworach było znacznie lepiej. Tutaj to co zrobiło na mnie duże wrażenie to głównie riff przed zwrotką i w czasie sola, praca perkusji oraz sama solówka. Reszta jest nudnawa. Pomimo tego utwór z powodzeniem można nazwać "ponadprzeciętnym". Bardzo wpada w ucho, warto posłuchać. Utwór jest o piraniach jako zwierzętach o szatańskiej naturze. W utworze nazywane są "pupilami Lokiego".

Ocena: 9/10

7. "No Love"
Utwór rozpoczyna się dosyć dziwnie - słyszymy delikatne pogrywanie na gitarze akustycznej - właściwie to takiego intra bym się nie spodziewał po Exodusie. Następnie zaczyna się właściwa akcja - rozbrzmiewa gitara grająca riff przypominająca "And Then There Were None" zmieszane z utworami Judas Priest. Teraz utwór przypomina bardziej zwykły heavy metal - jak na Exodusa jest dosyć spokojnie, jednak wokal oczywiście kipi agresją. Po drugim refrenie utwór przyśpiesza, przypomina nieco refren utworu "Crypts Of Eternity" Slayera z albumu Hell Awaits, aż chce się zaśpiewać "I have seen the darkened depths of Hell". Widać że w tym przypadku Exodus pobierał lekcje od Slayera, pomimo tego kawałek nie jest ciekawy. Powiem tyle: słyszałem lepsze. Utwór jest o wykonywaniu satanistycznego rytuału czarnej mszy.

Ocena: 6,5/10

8. "Deliver Us To Evil"
Od razu na początku widać powiązanie z albumem Show No Mercy Slayera - słyszymy riff przypominający nieco "Metal Storm / Face The Slayer". Po chwili jednak się uspakaja. Jednak nie - znowu zaczyna się cała akcja. Zaczyna się zwrotka, kawałek robi się bardziej kiczowaty - co z tego że Paul ma dobry wokal, jak w tym utworze zaśpiewał dosyć słabo. Po zwrotce była długa przerwa podczas której się nudziłem, potem nastąpił refren który zmienił wszystko na chwilę. Ten kawałek już nie ma takiej atmosfery jak poprzednicy - miało to być coś znacznie poważniejszego, z "mroczną" atmosferą, która zwyczajnie nie pasuje. Owszem, miejscami jest co do słuchania, na przykład dziwny riff w czasie solówki przypominający trochę utwór "Injustice System" grupy Sick Of It All. Jedną z wad jest sam schemat - jest to dosyć prosta konstrukcja. Szczerze powiedziawszy mam wrażenie że jest to jeden z pierwszych kawałków Exodusa. Utwór jest drugą częścią poprzedniego utworu, mianowicie również jest o rytuale czarnej mszy.

Ocena: 3/10

9. "Strike Of The Beast"
I w ostatnim utworze słyszę dziwnie znajomy riff. Kojarzy mi się to trochę z "Whiplash" Metalliki z Kill'em All. Utwór w miarę spokojnie się rozpędza, by potem zamienić się w coś co nieco przypomina "Piranhę". Ciekawie słucha się tutaj zwrotki (w której przerwa nie szkodzi), i samego refrenu. Utwór jest agresywny, i żywiołowy, chociaż to nie jest to samo co słyszeliśmy w pierwszych sześciu utworach. Przynajmniej to jest jakoś zdatne do słuchania - Paul Baloff najprawdopodobniej wzorował się na Tomie Araya podczas wykonywania tego utworu. Cóż, utwór nie jest aż taki zły jak 2 poprzednie - owszem, solówka słabowata, ale za to bardzo dobry refren i zakończenie albumu. Utwór jest o piekielnym stworze, który zaatakował przechodnia na ulicy.

Ocena: 7,5/10

Warto było posłuchać Bonded By Blood. Zdecydowanie, w tym przypadku wyższość przewyższyła mniejszość, która zdecydowanie była utrapieniem. Pierwsze 6 kawałków bardzo dobrze wypadło - żywiołowość, atmosfera metalu z lat 80-tych, oraz inne tego typu. Dopiero jak przekroczyłem numer siódmy zaczęła się kakofonia ze strony grupy. Albo to ja narzekałem, albo po prostu Exodus pozostałe kawałki wykonał na szybko. Cóż, skoro oceniam całokształt, to w tym przypadku dobrze wypadły tekst i wokal. Kompozycje tylko przy pierwszych sześciu utworach zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Bonded By Blood może i warto zaliczyć do thrash metalowych klasyków, jednak powiedzmy sobie szczerze - lepszy od Ride The Lightning czy Reign In Blood to na pewno nie jest. W każdym razie należy mu się drugorzędna pozycja w tym przypadku.

Okładka: 8/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 9/10

Ogólna ocena: 9,25/10

Zalety:
- Świetny wokal
- Dobre kompozycje
- Dobre teksty
- Rasowe solówki
- Śmieszny kawał z okładką (Kirk Hammett jako zły bliźniak)
- Pierwsze sześć utworów
- Wciągająca atmosfera starego thrash metalu
- Bardzo dobra jakość nagrań (jak na pierwszy album Exodusa)

Wady:
- Pod koniec album się po prostu zepsuł
- Miejscami było trochę archaicznie
- Zbyt niska samodzielność (wyraźna inspiracja Kill'em All Metalliki)


Slayer - Show No Mercy



Show No Mercy został wydany 3 grudnia 1983 roku nakładem Metal Blade Records. Slayer powstał w 1981 roku z inicjatywy gitarzysty Jeffa Hannemana. Niedługo po założeniu grupy zaprosił do współpracy Kerry'ego Kinga, Toma Arayę oraz Dave'a Lombardo. Początkowo grupa grała utwory z gatunku NWOBHM (był to pomysł Kerry'ego, by tworzyć covery Iron Maiden i Judas Priest). Kiedyś Slayer występował jako support dla grupy Bitch (grupa zagrała 8 utworów, z czego 6 było coverami); Brian Slagel, założyciel Metal Blade Records zainteresował się grupą, i postanowił że zaproponuje im kontrakt. Po tym jak Slayer zebrał pieniądze, przystąpiono do nagrań. W końcu 3 grudnia pojawił się pierwszy album z szyldu Metal Blade Records. Grupie zarzucano kiepską produkcję i miksowanie, jednak ostatecznie Show No Mercy stał się najlepiej sprzedającym się albumem z Metal Blade (obok Tomb Of The Multilated Cannibal Corpse).

Okładka nie jest zbyt urodziwa - przedstawia szatana trzymającego miecz na czarnym tle. Obok są napisy "Slayer", oraz "Show No Mercy". Widać tutaj ten cały kicz, niegdyś najprawdopodobniej modny. No ale cóż, da się to zrozumieć. "Niskie fundusze". Zresztą, Tom i Kerry ledwo się wyrobili z opłaceniem wynajmu studia nagraniowego oraz kupna instrumentów.


1. "Evil Has No Boundaries"
Początek albumu, i od razu uderzenie z całej pety - kawałek przypomina trochę "Bonded By Blood". Tak samo jak w tamtym utworze agresywna atmosfera rzuca się w uszy. Początkowo bardzo lubiłem ten utwór, z biegiem czasu jednak uważam że jest strasznie chaotyczny. Pomimo tego pamiętam że podobał mi się ze względu na żywiołowość i agresję. Cóż, thrash metal dopiero się rodził, a ten utwór wygląda mi na jego podwaliny. Patrząc na to co Slayer osiągnął z biegiem lat można stwierdzić, że "Evil Has No Boundaries" jest po prostu prymitywne - utwór opiera się na jednym, góra dwóch riffach, oraz ma prosty schemat. Pomimo tego strasznie daje chaosem. Utwór jest o diabelskich siłach, które uwolniły się z piekła, i sieją spustoszenie w świecie żywych.

Ocena: 8,5/10

2. "The Antichrist"
Kolejny utwór, i kolejna zmiana - widać że na ten kawałek poświęcono więcej czasu. Słyszymy kilka dobrych riffów przechodzących między zwrotkami i refrenami, dobra, rytmiczna praca perkusji, oraz ogólnie - żywiołowa, koncertowa atmosfera, dobry wokal... wiele rzeczy tutaj nie zawodzi. Pomimo tego czasem odczuwałem pewien niedosyt, głównie przed ostatnim refrenem, pomimo tego w tym momencie warto pochwalić wokal Toma - bardzo dobrze nim operuje, widać że ma mocne płuca. Tak czy siak pamiętam że nieźle się kiedyś jarałem tym utworem, głównie za sprawą atmosfery jak na "Bonded By Blood". Utwór jest o antychryście, który porzucił rolę chrześcijanina, gdyż uznał, że szatan jest mu w stanie zaoferować więcej.

Ocena: 9/10

3. "Die By The Sword"
I ten kawałek bardzo się wyróżnia - przypomina nieco utwór "Motorbreath" Metalliki z albumu Kill'em All. Ma to samo tempo (podobną pracę perkusji), oraz trochę inny riff, pomimo tego każdy mózg znający Metallikę zauważy różnicę. Po pierwszym przesłuchaniu kawałek może wydać się nieco dziwny - nie dość że czuć w nim inspirację grupami grającymi NWOBHM, utwór jest dziwnie zatytułowany, to jeszcze Tom dosyć śmiesznie operuje wokalem, jak nie on. Pomimo tego utwór może znaleźć swoich wielbicieli - jest bardzo żywiołowy, rasowy, idealna gratka dla miłośników starego thrash metalu oraz NWOBHM, jest to takie "Motorbreath" dla satanistów. Utwór jest o prześladowaniu chrześcijan przez satanistów, zawiera "przesłanie": "przejdźcie na naszą stronę, bo nasz bóg ma wiele do zaoferowania, a wasz to kłamstwo, jeśli się nas wyprzecie, umrzecie". Cóż, tytuł może i dziwny, ale przesłanie jakże religijne.

Ocena: 8,75/10

4. "Fight Till Death"
No i ten utwór się wyróżnia - szybki riff z nieco niżej nastrojoną gitarą, oraz szybszą perkusją (chyba podwaliny Hell Awaits). Dopiero tutaj słyszymy w miarę solidną dawkę thrashu jak na '83 rok - mroczne brzmienie, agresja, oraz całkiem dobry schemat - średniej długości zwrotka z pauzami, niezły refren (w porównaniu do poprzednika), rasowe solo (naprawdę czuć podwaliny Hell Awaits). Szczerze powiedziawszy słyszę ten utwór po raz pierwszy, i wydaje mi się dobry - gitara nastrojona jak na albumie "Live Undead", typowo thrashowa atmosfera, oraz ciekawość aż do końca. Utwór jest czymś w rodzaju kontynuacji "Evil Has No Boundaries" - jest o ataku wojsk szatana na Ziemię.

Ocena: 9,5/10

5. "Metal Storm / Face The Slayer"
Ponownie wracamy do poprzedniego, wysokiego nastrojenia. Utwór ma dosyć długie, gitarowe intro, trochę archaiczne, jednak dawniej brzmiało całkiem całkiem. Po nim zmienia się riff, utwór zaczyna przypominać "Die By The Sword", pomimo tego jest nieco wolniejszy. Jak na razie najwolniejszy kawałek jaki słyszę na tej płycie. Dopiero gdy nastaje zwrotka, utwór nieco przyśpiesza. Całkiem przyjemnie się go słucha - słychać że Tom jest dobrym wokalistą, jednak tekst do którego śpiewa jest niespójny z kompozycją, przez co wychodzi takie nie wiadomo co. To co zdecydowanie warto tutaj pochwalić to samą kompozycję, co chwilę są jakieś ciekawe zmiany. Utwór jest najprawdopodobniej o mitycznym minotaurze, który w swoim labiryncie spotkał intruza, i chce go zabić.

Ocena: 8,75/10

6. Aggressive Perfector
Utwór pochodzi z wersji japońskiej albumu z 1985 roku wydanego przez Roadrunner Records (w bonusie oryginalnej wersji z 1983 roku znalazł się na płycie pod numerem 11). Kawałek rozpoczyna się podobnie do "Hit The Lights" Metalliki z Kill'em All. Następnie zaczyna się cała akcja - kawałek przypomina trochę "Die By The Sword", z tą różnicą że jest nieco wolniejszy, i ma wyżej nastrojoną gitarę. Całkiem przyjemnie się go słucha. Posiada całkiem przyjemną dla ucha kompozycję, jest bardzo żywiołowy, ogólnie dziwię się że nie został wydany w oryginalnej wersji albumu. Kawałek został ponownie nagrany w 1986 roku, znalazł się w edycji bonusowej albumu Reign In Blood; ponieważ opowiedziałem o nim wcześniej, nic więcej nie powiem.

Ocena: 9,25/10

7. "Black Magic"
Nowsi fani dobrze znają ten utwór - "Black Magic". Slayer po dzisiejszy dzień z niego nie rezygnuje, zresztą nie ma się co dziwić - kawałek rozpoczyna pełna napięcia kompozycja (początkowo przypomina "Evil Has No Boundaries"), powoli rozpędza cały utwór. Słyszymy typowy dla starego metalu riff, słychać że kawałek ma swoje lata. Zwrotka rozpoczyna się podobnie jak w utworze "Bonded By Blood" Exodusa. Jest to jeden z ciekawszych kawałków na tej płycie, mianowicie w porównaniu do pozostałych utworów z tej płyty ten tak szybko się nie zestarzał, wciąż jest regularnie grany na koncertach. Warto utwór posłuchać - kawałek jest żywy i jednocześnie mroczny, zawiera w sobie wiele ciekawych zwrotów akcji, oraz przede wszystkim dobre solo. Utwór jest o rytualnym, satanistycznym zabójstwie niewinnego człowieka zorganizowane przez satanistów. Śmierć z ich rąk porównywana jest do przeklętych, magicznych rytuałów.

Ocena: 9,75/10

8. "Tormentor"
Jeszcze jedna ciekawa pozycja na tej płycie, tym samym mój ulubiony utwór z Show No Mercy. Słyszymy dobry riff słyszany obok perkusji grającej w tym samym tempie co "The Antichrist". Utwór jest bardzo żywiołowy, brzmi "wesoławo", pomimo mrocznej tematyki w porównaniu do poprzedników jest całkiem miłą odmianą. Po raz kolejny możemy usłyszeć kunszt wokalisty - Tom szybko od krzyku potrafi przejść do melodyjnego wokalu (od zwrotki do refrenu). Również warto zwrócić uwagę na solo, jednak nie przebije "Black Magic". Pomimo tego kawałek godny polecenia. Utwór jest o pewnej osobie lub sile, która przychodzi w nocy, i dręczy ludzi którzy wracają samotnie do domu w nocy.

Ocena: 9,5/10

9. "The Final Command"
Utwór rozpoczyna bardzo szybki riff, do którego następnie dochodzi rytmiczna perkusja. W porównaniu do poprzedników kawałek jest bardzo chaotyczny, kojarzy się trochę z Sarcofago. Między początkiem a zwrotką jest pewna zmiana tempa, która dezorientuje przy pierwszym przesłuchaniu. W utworze zwrotka bardzo szybko przechodzi w refren, przez co nie da się za bardzo wyczuć czy słuchamy aktualnie zwrotki, czy refrenu. Kawałek przypomina trochę "Epidemic" z Reign In Blood - zagrany jest w tym samym tempie, i ma podobną budowę. Utwór jest o Blitzkriegu zorganizowanym przez Niemcy (Blitzkrieg opierał się na błyskawicznym ataku na dany kraj).

Ocena: 8,25/10

10. "Crionics"
Pierwsze co mi przychodzi na myśl: "Metal Storm/Face The Slayer". Tempo jest to samo, riff nawet podobny (zmieszany z tym z "Black Magic"). Po raz kolejny możemy się przekonać jak dobrym wokalistą jest Tom Araya - tym razem melodyjnie śpiewa, z tego powodu utwór brzmi jak "Motorbreath" z Metalliki. Kawałek nie jest niczym odkrywczym - średni riff i zwrotki, kompozycja też taka sobie, takie lekko niedorobione "Metal Storm/Face The Slayer", pomimo tego może się spodobać. Utwór jest o pewnym zwykłym człowieku, którego marzeniem jest się pozbyć wszystkich oszustów na świecie. Zdaje sobie sprawę, że to marzenie jest nierealne, więc ma nadzieję że w tym przypadku zadziała karma.

Ocena: 7,75/10

11. "Show No Mercy"
Dopiero tutaj mamy przedsmak tego co będzie się działo na Hell Awaits - słyszymy szybką, agresywną perkusję i mocny riff. W porównaniu do poprzedników dostajemy znacznie większą dawkę agresji - najpierw na szybko słyszmy zwrotkę, potem szybki refren, i tak do solówki. Tak samo jak w "Tormentor", Tom z szybkiego, agresywnego wokalu w zwrotce, przechodzi w melodyjny. Pomimo niewielu zwrotów akcji, kawałek jest przyjemny w słuchaniu, idealny jako końcówka albumu, tak jakby Slayer chciał powiedzieć: "proszę bardzo, deserek i życzymy smacznego" :) Utwór jest o rytualnych mordach na cześć szatana.

Ocena: 9,25/10

Show No Mercy jest całkiem niezłym albumem. Owszem, ze Slayera słyszałem wiele lepszych albumów, jednak zawsze warto wiedzieć od czego się to wszystko zaczęło. Jak widać Kerry King dobrze wiedział jak zmieszać teksty z tematyką satanistyczną z kompozycją w gatunku NWOBHM, przy okazji grając na albumie całkiem dobre solówki (jednak nie tak dobre jak w późniejszych albumach). Widać było że Dave Lombardo dopiero uczył się grać na perkusji, i jego styl grania jeszcze nie był tak zaawansowany jak na Reign In Blood, podobnie zresztą jak pozostali członkowie zespołu. Na albumie dominowała głównie tematyka satanistyczna, utwory były agresywne, czasem mroczne (ewentualnie żywiołowe). Czasem słuchając Show No Mercy miałem wrażenie że słucham Sarcofago zmieszane z Iron Maiden i Metalliką. Inną ciekawą cechą jest różnorodność, z którą miałem do czynienia praktycznie bez przerwy. Ech, dzisiejsze albumy Slayera tego nie mają. Może i krążek nie jest majstersztykiem, ale jak już wspominałem, warto usłyszeć jak Slayer zaczynał.

Okładka: 5/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 8,25/10

Ogólna ocena: 8,5/10


Zalety:

- Całkiem dobre kompozycje
- Agresja i bezwzględność
- Kontrowersyjne teksty
- Świetny wokal
- Różnorodność
- Rasowe solówki
- Wciągająca atmosfera starego thrash metalu

Wady:

- Album brzmi bardzo przestarzale
- Miejscami ujawniała się prymitywność

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!