Wyszukaj

25 czerwca 2014

Konfrontacja: Sepultura - Schizophrenia vs Death - Scream Bloody Gore (remake)


Stali bywalcy na naszym blogu zapewne zauważyli, że recenzje ostatnio idą pełną parą, chociaż w tym tygodniu nie było newsów. Zresztą, tak sobie myślę czy one na pewno mają sens? Tym razem nadszedł ten moment aby pomyśleć nad błędami przeszłości, i uprościć/poprawić nieco jedną z recenzji. W końcu najprawdopodobniej niedługo będziemy robili podsumowanie do Sepultury. Ogólnie mówiąc sami widzieliście że ta recenzja mi nie wyszła, mimo wszystko dzięki za przeczytanie wyświetlenie jej, i jednocześnie przepraszam że ją sknociłem. Tego nawet sam nie dałem rady przeczytać. Z tego powodu zamierzam odnowić konfrontację Sepultura - Schizophrenia i Death - Scream Bloody Gore. Zapraszam do zapoznania się z lekturą :)


Sepultura - Schizophrenia


Schizophrenia jest drugim albumem studyjnym Sepultury, został wydany 30 października 1987 roku przez Cogumelo Records. Jeszcze przed rozpoczęciem prac nad albumem odszedł gitarzysta Jairo Guedz, twierdząc że "Sepultura nie jest czymś czego szukał. Wkrótce na jego miejsce zatrudniono Andreasa Kissera. Od razu po dołączeniu ten postanowił wprowadzić parę zmian: zaczął komponować utwory, nauczył Maxa i Paulo stroić gitary, i zaproponował zmianę gatunku dla grupy. Tworzenie muzyki i nagrania odbywały się w sierpniu 1987 roku (jedyny kawałek nagrany później to Troops Of Doom, nagrana w 1990 roku na Florydzie, wydana przez Roadrunner Records). Album został wymieniony w liście 100 najlepszych death metalowych albumów według magazynu Decibel, jednak na którym miejscu powiem wam dopiero pod koniec recenzji, aby nie spoilerować ;)

Na początku gdy zobaczyłem tą okładkę (jeszcze nie słuchając Sepultury) miałem wrażenie że w tamtych czasach grupa musiała być naprawdę prymitywna. Na okładce widzimy zawiniętego w prześcieradła Indianina, a nad nim jakąś nocną marę. Okładka nie jest brzydka, ale nie pasuje do tytułu. Mam wrażenie że narysował ją ten sam artysta co robił okładki do Morbid Visions czy Rotting i The Laws Of Scourge Sarcofago.


1. "Intro"
Dosyć nudnawe intro. Od razu na początku słyszymy dźwięki wydawane przez skrzypce które mają niby wprowadzić napięcie (wiem że skądś je znam). Następnie są słowa wykrzyczane przez wokalistę, jest to odwrócone słowo "Schizophrenia".

2. "From The Past Comes The Storms"
Szybki start! W porównaniu do Morbid Visions czuje się tą świeżość, nawet pomimo tego że Schizoprenia ma już 27 lat na karku. Igor nie gra na perkusji... on w nią NAPIERDALA. Andreas Kisser również pokazuje, że jest dobrym gitarzystą, i prezentuje swoje pierwsze riffy. I wreszcie wokal Maxa - słyszymy bardzo dużą zmianę, zdecydowanie na lepsze. Na poprzednim albumie Max darł ryja bez opamiętania, co gorsza jego głos był strasznie przesterowany, ale o tym dokładniej wkrótce. Wszystko tu jest w najlepszym porządku: od pierwszych riffów, po wokal i aż do solówki. Utwór jest o końcu świata który ma wkrótce nadejść przez ludzką zachłanność.

Ocena: 9,5/10 (wraz z intrem)

3. "To The Wall
Tak jak poprzedni numer, utwór zaczyna się szybko i gwałtownie, chociaż widać że jest spokojniej - Igor gra spokojniej, Max również się uspokoił, ciekawe... Pomimo tego i tak kompozycja brzmi dobrze. Perkusja idealnie komponuje się z gitarą i agresywnym wokalem Maxa. Kawałek ma parę zmian tempa, dobre refreny, kilka ciekawych momentów, dobre solo w 3 minucie... również bardzo dobry numer. Słuchając tego utworu przypomniał mi się album Conquer grupy Soulfly. Widać na jakich dokonaniach Soulfly się wzorowało. Tekst został napisany przez Vladimira Korga z zespołu Chakal, kawałek jest o więźniu oczekującym egzekucji w postaci rozstrzelania. Opisywane są towarzyszące mu odczucia oraz niepokój.

Ocena: 9,5/10

4. "Escape To The Void"
Po raz kolejny słyszymy szybki riff, mocne walenie w gary... coś jak na ostatnim albumie grupy, z Derrickiem Greenem na czele. Po wstępnym solo ponownie doznaję skojarzeń związanych z albumem Conquer Soulfly, a konkretnie z refrenem "Paranoia". Muszę przyznać widzę spore podobieństwo. Pamiętam że jak pierwszy raz posłuchałem tego numeru nie mogłem się doczekać co będzie potem. I w sumie się nie zawiodłem. W drugiej minucie po raz kolejny zaskoczenie; znowu słyszę "Fall Of The Sycophants", a konkretnie moment z... również drugiej minuty, no to jest dopiero ciekawe :) Niedługo potem pojawia się rasowe solo, podobne do tego z wcześniej wspomnianego numeru. Utwór jest o końcu świata zapowiedzianym w "From The Past Comes The Storms". Ludzie umierają poprzez zatrute powietrze, posiadają pasożyty w ciele, i inne tego typu. Zwraca się on do człowieka który jest za to odpowiedzialny, i ma do niego żal, że nie chciał przestać w krytycznym momencie.

Ocena: 8,25/10

5. "Inquisition Symphony"
Utwór instrumentalny. Pomimo że za takimi nie przepadam, tą akurat bardzo polubiłem ze względu na świetną kompozycję. Utwór zaczyna się dziwnym burczeniem, po chwili dochodzi gitara akustyczna. Niedługo potem wszystko się wzmacnia, doszła jeszcze spokojna perkusja. Riff brzmi jak wyciągnięty z utworu "The Call Of Ktulu" Metalliki - ta sama prędkość, brzmienie gitar jest bardzo podobne, co najlepsze - gitary Kirka oraz Andreasa są tymi samymi modelami, w dodatku tak samo nastrojonymi. Gdy pierwszy raz słuchałem "Inquisition Symphony" czekałem na wokal. Utwór miał sprawiać wrażenie zagranego na skrzypcach (w sumie Apocalyptica zrobiła jego cover, właśnie na skrzypcach). 5 minuta: bardzo dobre solo, uwalniające napięcie. "Inquisition Symphony" napisali Andreas Kisser i Max Cavalera. Początkowo uznałem go za "najlepszy instrumental", jednak powiem tyle: gdyby nie podobieństwo do "The Call Of Ktulu", byłoby naprawdę świetne.

Ocena: 9,5/10

6. "Screams Behind The Shadows"
Na początku słyszymy riff trochę w stylu "Zombie Ritual" grupy Death, oraz stopę. Niedługo potem przyśpiesza, tworząc całkiem zgrabną kompozycję. Sam w sobie kawałek jest całkiem niezły, pamiętam żę go kiedyś lubiłem. Duże znaczenie mają tutaj ciekawy riff, oraz bardzo dobre, klimatyczne solo. Utwór jest o cieniu przeszłości, który zaczął dręczyć ludzi w jego otoczeniu. Niby taki trochę bezsensowny temat, ale można go rozumieć na parę sposobów: Może to być seryjny zabójca który wrócił do swojego dawnego środowiska; utwór może też być o jakimś przykrym wydarzeniu które zdarzyło się dawno temu, a teraz ludzie którzy w nim uczestniczyli muszą w nim uczestniczyć ponownie.

Ocena: 8,75/10

7. "Septic Schizo"
Utwór zaczyna się dosyć gwałtownie. Rozpoczyna ją sekwencja różnych riffów, które na początku odebrałem jako utwór instrumentalny. Właściwa akcja zaczyna się od pierwszej minuty. Utwór gwałtownie przyśpiesza, i pojawia się wokal. Zwrotki oddziela bardzo dobry riff. Z układu nieco przypomina mi utwór "Screams Behind The Shadows", tyle że ten kawałek zawiera nieco mniej części instrumentalnych. Wszystko wygląda całkiem ciekawie, pomimo lekkiego skomplikowania słucha się go dosyć przyjemnie. "Septic Schizo" jest o wariacie mającym wkrótce wyjść ze szpitala psychiatrycznego. Boi się on powrotu do rzeczywistości oraz tego co będzie w przyszłości. Chciałby zostać na swoim miejscu gdyż wie, że niczego nie osiągnął w życiu, i że nie jest potrzebny społeczeństwu.

Ocena: 9,25/10

8. "The Abyss"
Krótki utwór instrumentalny zagrany na gitarze akustycznej. Przypomina mi trochę "Forgotten Fire" Ektomorfa, oraz intro do utworu "...And Justice For All" Metalliki. Tak jak w tych dwóch kawałkach, tu też czuć taki lekki powiew piękna, ale przy okazji prymitywności. Nie zostało to zagrane profesjonalnie.

Ocena: 7/10

9. "Rest In Pain"
No, tak jak poprzednie numery, ten utwór również zaczyna się bardzo gwałtownie. Mamy ostry, budujący napięcie riff oraz średnie tempo które za pół minuty przerodzi się w coś naprawdę dobrego. Utwór szybko zbudował napięcie, i w czasie ekstremalnej zwrotki daje upust. Przypomina mi to trochę "Nightmare" grupy Sarcofago z albumów INRI oraz Rotting. W porównaniu do Sarcofago słychać że Max w swoim wokalu ma więcej profesjonalizmu. Po zwrotce pojawia się refren, krótki aczkolwiek nawet niezły na koncerty. "Rest In Pain" nie wydaje się być czymś wyjątkowym, pomimo tego lepiej się go słucha niż "Escape To The Void". Utwór wydaje się być kontynuacją "Septic Schizo" - jest o śmierci osoby która nie przysłużyła się w żadnym stopniu dla społeczeństwa. Słowa "Rest In Pain" (spoczywaj w bólu) są najprawdopodobniej wypowiedziane przez społeczeństwo, które nie chciało gościć w swoim gronie wariata.

Ocena: 8,75/10

10. "Troops Of Doom"
Remake "Troops Of Doom" z albumu Morbid Visions. Utwór został nagrany w 1990 roku, i trafił na reedycję płyty. Kawałek rozpoczynają bębny, i wysokie akordy wydawane gitarą. Robią ciekawe, budujące napięcie wrażenie. Początek w porównaniu do oryginału jest nieco szybszy, bez zbędnych jęków Maxa Cavalery. Wszystko prezentuje się znacznie lepiej, zwiewniej, wszystko co zbędne zostało wyeliminowane. Także po klimatycznym wstępie wszystko się zmieniło -  słyszymy świetnie dopracowany riff, oraz bardzo dobre naparzanie w gary. Utwór jest o wydarzeniu wspomnianym w Apokalipsie św. Jana w biblii (końcu świata zafundowanym przez antychrysta). Zwrotki wydają się być cytatami z biblii (uwięziony mesjasz, zniszczenie wszechświata, ludzie omamieni przez diabła). Wspomniany jest również "deszcz ognia" z biblii, który został zmodyfikowany na głowice nuklearne. Tekst jest naprawdę ciekawy, jeden z najlepszych napisanych przez Maxa Cavalerę.

Ocena: 10/10

11. "The Past Reborns The Storms"
Jest to wersja demo "From The Past Comes The Storms". W porównaniu do oryginału "The Past Reborns The Storms" jest znacznie wolniejsze, i nie prezentuje się już tak ciekawie. Pomimo tego nie jest aż tak źle.

Ocena: 8/10

Pozostałe 2 utwory to wersje instrumentalne "To The Wall" i "Septic Schizo".

Dobrze było wyczyścić z kurzu ten album, w końcu krył w sobie całkiem wielki kawałek muzyki. Wszystkie utwory pomimo widocznego podobieństwa, jednak się różnią - wszystko zostało dobrze dopracowane. W tamtym momencie widać było ile Sepultura zyskała zatrudniając Andreasa Kissera. Pomimo tego że album jest dosyć stary, w pewnych momentach kryje sobie dużo świeżości. Z pewnością najlepszą stroną tego albumu są kompozycje, i między innymi za nie polecam ten album.

Okładka: 5/10
Teksty: 8,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 8,25/10

Zalety:
- bardzo dobre kompozycje
- bardzo dobre teksty skłaniające do refleksji
- wokal Maxa
- świetne riffy (a raczej ich sekwencja)
- wiele zwrotów akcji
- świetne solówki
- pomimo 27 lat, nadal czuć świeżość

Wady:
- niepasująca okładka
- kiepskie intro
- niezmienny schemat utworów

Death - Scream Bloody Gore


Scream Bloody Gore jest to pierwszy album Amrykańskiej grupy Death. Został wydany 25 maja 1987 roku nakładem Combat Records. Album był punktem zwrotnym w dziedzinie ekstremalnego metalu. Ian Christie w swojej książce "Sound Of The Beast: The Complete Headbanging History Of Heavy Metal" wspomniał, iż ten album mógłby rywalizować ze wszystkimi kawałkami z gatunku hardcore punk (co wydaje się być kompletną bzdurą), z kolei stary magazyn muzyczny Metal Forces w 1987 roku wspomniał, iż grupa Death doprowadziła swoją muzykę metalową do ekstremum. Album został wymieniony w liście 100 najlepszych death metalowych albumów według magazynu Decibel, jednak dopiero pod koniec recenzji powiem wam na którym miejscu znalazł się ten album.

Okładka wygląda całkiem nieźle, kojarzy się trochę z Watykanem; zapewne dlatego że trzy szkielety odziane w czerwone szaty przypominają kardynałów. Ten czwarty, w fioletowej szacie siedzący na tronie, wygląda na papieża. Okładka może być nieco dwuznaczna: w jednym przypadku może oznaczać to, że w przyszłości panowanie nad światem może objąć śmierć. W drugim przypadku okładka może nam sugerować, iż w Watykanie żyją fałszywi, źli i obłudni ludzie, którzy zamiast coś robić dla religii opijają się mszalnym winem. Okładka jest bardzo klimatyczna, ciekawie się prezentuje, skłania do refleksji, coś jak plakat propagandowy.


1. "Infernal Death"
Album został rozpoczęty ociężałym riffem. Od razu zdajemy sobie sprawę że to nie jest na żarty, że to będzie ostra gra. Utwór dalej kroczy, dochodzi jeszcze krzyk Chucka Schuldinera. Po chwili cała akcja przyspiesza, dochodzi do tego nieco skomplikowany riff, trochę w stylu "Septic Schizo" Sepultury. Kawałek przez dłuższy czas ma taką samą budowę, jest szybko, hałaśliwie... ale stabilnie. O dziwo. Przez dłuższy czas słyszymy przede wszystkim hałas, dodajmy stabilny. Robi wrażenie. Utwór jest o... układaniu stosu ludzkich ciał, i o podpaleniu go. Prawdopodobnie ci ludzie zginęli wskutek jakiejś choroby, może świadczyć o tym wers: "Skin grows black and withered / decayed smell will rise!".

Ocena: 9,75/10

2. "Zombie Ritual"
Utwór rozpoczyna charakterystyczny, wpadający w ucho wybrzdąkany riff na gitarze rytmicznej. Wówczas ten mroczny klimat utworu daje się wczuć, który następnie będzie się unosił przed pierwszą zwrotką, rozumiecie: "budowanie napięcia". "Zombie Ritual" ma prostą budowę, nie jest skomplikowany... ale za to jaki klimatyczny! W death metalu jest jego coraz więcej, jednak ten pojawił się stosunkowo wcześnie (zapewne jako jeden z pierwszych). Powiem że jest to pierwszy utwór Death'u jaki usłyszałem, przede wszystkim dzięki nowej Sepulturze i ich coverze umieszczonym na najnowszym albumie.Tak samo jak w przypadku poprzednika utwór ma prostą budowę. Utwór jest o "Rytuale Zombie" - umarlak poprzez pocałunek uśmierca żywą osobę.

Ocena: 10/10

3. "Denial Of Life"
Utwór rozpoczyna się gwałtownie i chaotycznie. Niekoniecznie wszystko z tego rozumiem. Po chwili przyspiesza, zmieniając riff. Przy okazji, zauważyłem podobieństwo schematów między "Zombie Ritual" a tym utworem. W czasie zwrotki utwór brzmi trochę jak "Sarcastic Existence" Sepultury z albumu Beneath The Remains, oraz "Track time: 6,66 sec" grupy Acid Drinkers z albumu Infernal Connection. Przy okazji, zauważyłem że im dalej "brnę" w ten album, tym lepsze słyszę solówki. "Denial Of Life" jest o osobie która ma wkrótce popełnić samobójstwo na skutek choroby psychicznej. Osoba ta miała zwidy, widziała zmarłych którzy przepowiadali jej, że wkrótce będzie im się kłaniać. W czasie gdy podcina sobie żyły, zauważa że to nie ma sensu. Pomimo tego i tak jest już za późno - osoba umiera.

Ocena: 9,5/10

4. "Sacrificial"
Po raz kolejny słyszymy całkiem ciekawy początek, podobnie jak w pierwszych dwóch utworach. Po raz kolejny Death udowadnia nam że to co zagra, to nie są żarty. Spodziewając się tego samego schematu, zaskoczyło mnie to że od razu, bez uprzedzenia słyszymy zwrotkę. Gdy wcześniej utwory miały jakiś szybszy wstęp, tutaj od razu słyszymy to. Ciekawe. "Sacrificial" jest o fałszywej osobie poddawanej torturom w ramach ofiary. Najpierw brzuch ofiary jest przecinany, potem ktoś sra mu do niego, ktoś wypowiada słowa "time to pay the gruesome price / a stupid cunt we sacrifice"... a następnie gość jest ścinany przy pomocy siekiery. Po raz kolejny bardzo mi się podobają tutaj teksty.

Ocena: 9,5/10

5. "Multilation"
"Multilation" rozpoczyna się od razu szybkim riffem. Tak samo jak w poprzednikach tempo jest szybkie. W pewnym momencie utwór przypomina "Necromancera" z Bestial Devastation Sepultury. W czasie refrenu słyszymy nawet dobry riff, jeden z lepszych na tym albumie. Tak w ogóle, refren jest dziwny, ale klimatyczny, trochę jak w "Alcoholic Coma" z albumu Rotting grupy Sarcofago. I oczywiście solo, jeszcze lepsze jak w poprzedniku. Utwór jest o osobie która dokonała na kimś złym samosądu. Tnie go nożem tak, aby ten czuł jak największy ból. Następnie ucina mu głowę, patrzy się w nią i zaczyna świętować. Po egzekucji wiesza zwłoki "na wystawę". Czy mi się wydaje, czy grupa Death uznaje śmierć za zabawę? Miałem podobne uczucie słuchając poprzedniego numeru.

Ocena: 9,25/10

6. "Regurgitated Guts"
Niezbyt szybki początek, kojarzy mi się trochę z "Necromancerem" Sepultury. Następnie kawałek zaczyna przypominać nieco spowolnione "Zombie Ritual", nieco zmodyfikowane, ale jednak przypomina. W każdym razie sądząc po tytule mogłem się tylko domyśleć że to będzie coś naprawdę ciekawego. W każdym razie "Multilation", lub "Infernal Death" są równie strasznymi tytułami. Całkiem dobra kompozycja, i jeszcze lepszy tekst: utwór jest o skierowany do złej osoby, która niedługo ma zginąć. Zostanie ona zabita przez kaznodzieję samobójcę, i jego piekielnego sługę. Zwiastunem jego przybycia ma być deszcz dżdżownic. Gdy przyjdzie, wypruje mu flaki, i rozkaże mu je zjeść. Tekst trochę w stylu Cannibal Corpse, nie powiem :)

Ocena: 9,75/10

7. "Baptized In Blood"
Utwór ponownie zaczyna się powoli (coraz częściej tak się zaczyna), tym razem trochę bardziej prymitywnym riffem. I tak jak reszta utworów, po chwili przyspiesza. Ogólnie mówiąc kompozycja może być, jak na razie nie wydaje się być odchylona od pozostałych. Pędzi, ma nawet podobny schemat, ogólnie mówiąc widać że Death dopiero się uczyło tworzyć muzykę. Utwór jest o chrzcie nowo narodzonego dziecka. Umarli uważają, że gdy zostanie ochrzczone w krwi, stanie się opętane i złe.

Ocena: 9,5/10

8. "Torn To Pieces"
Od razu utwór zaczyna się ostrym początkiem. Potem słyszymy brzmienie, takie trochę w stylu grup Judas Priest i Metalliki. Utwór nieco wolniejszy, i stabilniejszy od poprzedników, co jednak wychodzi na lepsze. Aż tak mrocznie już nie jest, pomimo tego da się znieść. Tak samo jak w poprzednikach, utwór aż do refrenu ma tą samą prędkość, dopiero potem zwalnia. Przy okazji, niedługo po solo słyszymy riff w stylu "From The Past Comes The Storms". Tym razem Death złamało zasadę "im dalej w album tym lepsze solo". To raczej wydaje się być dosyć prymitywne. Utwór jest o pewnej grupie złych ludzi (najprawdopodobniej kanibalach), którzy przed pożarciem swoich ofiar torturują je. Jedną z praktyk jest wieszanie kobiet za piersi. Aż chciałoby się przytoczyć okładkę albumu Torture grupy Cannibal Corpse!

Ocena: 9,75/10

9. "Evil Dead"
Z tego co pamiętam, "Evil Dead" był jednym z moich ulubionych kawałków grupy. Nie chcę obrazić fanów death metalu, ale początek przypomina nieco fragment utworu z gatunku muzyki popularnej, pomimo tego nie przeszkadza to. Po tym dziwnym riffie zaczyna się jazda. Dobre brzmienie, żywiołowość, mrok - wszystko tu jest (prócz muzyki popularnej, z tą precz!). Death udowadnia nam, że stara się jak może wcisnąć nam muzykę najlepszej jakości. Im dłużej słucham tego albumu, tym bardziej w to wierzę. Utwór najprawdopodobniej jest o zarazie, która ma niedługo przyjść na dany obszar. Ludzi najprawdopodobniej zaatakują pasożyty, świadczy o tym niejednoznaczna zwrotka: "trapped inside a life which is not yours, spirits within causing terror, fear and darkness".

Ocena: 10/10

10. "Scream Bloody Gore"
No, i nadszedł czas na utwór tytułowy, ostatni na wydaniu oryginalnym płyty. Agresywny, i szybki początek. Przeczuwam że ten utwór jest jednym z pierwszych grupy, mianowicie ma dziwnie kiepską jakość wykonania. Nie słucha się go już tak przyjemnie, więcej w tym prymitywności, być może był pisany na szybko. W riffie zagranym przez gitarę rytmiczną słychać element w stylu Beneath The Remains, zresztą, to samo czuję słuchając riffu, dosyć klimatycznego. "Scream Bloody Gore" nie wydaje mi się być wielkim arcydziełem, jednak breakdown w pewnym momencie poprawił nieco sytuację. Utwór jest o morderstwie dziewicy; ucięto jej głowę, która następnie posłużyła do lizania waginy, potem ta sama głowa zlizuje krew z obciętej ręki. Ta śmierć wywołuje reakcję łańcuchową, następne trupy idą na rzeź ludzkości. O ludzie... Nie wiem kto to wymyślił, ale na pewno miał nie po kolei. :)

Ocena: 9/10

11. "Beyond The Unholy Grave"
Słysząc początek mam wrażenie że gdzieś to słyszałem. Przypomina mi to trochę intro utworu "Mypath" grupy Soulfly z albumu Conquer. Tak czy siak całkiem niezły początek. Po chwili utwór rozpędza się, i pędzi! Bardzo pasuje riff lekko w stylu Acid Drinkers. Poza tym, mam pewne skojarzenie z albumami Conquer grupy Soulfly oraz Schizophrenią Sepultury. Potem pojawia się zwrotka, a po zwrotce... kurwa mać... skądś znam tą kompozycję! Słuchacze Acid Drinkers powiedzą "I Fuck The Violence And I'm Sure I'm Right". Od razu utwór zaczęła mi się kojarzyć z wiadomo czym, apelem o to by zaprzestać przemocy, tak jak to było w przypadku Acid Drinkers. W obecnie omawianym przez nas numerze podoba mi się jednak bardziej riff w czasie zwrotki. O dziwo, ten bonus jest naprawdę dobry, najczęściej są sknocone (zazwyczaj pisze się je na szybko). Utwór jest o "posłańcu zła" bezczeszczącym groby.

Ocena: 10/10

12. "Land Of No Return"
Kurna... już po raz kolejny mam deja vu, jakbym gdzieś to słyszał. I w sumie wiem skąd: "Rotting" z albumu o tym samym tytule grupy Sarcofago, oraz "Crush, Kill, Destroy" również tej samej grupy z albumu The Laws Of Scourge. Kolejna ciekawa, mroczna kompozycja na której wzorowali się inni :) Potem pojawia się przyjemna dla ucha, żywa zwrotka, coś jak na imprezę black metalową. Pomimo tego że po raz kolejny jest to coś, co "powtarza się", to brzmi całkiem nieźle. Kawałek jest o "miejscu z którego nie ma wyjścia", miejscu "ciała wiecznie gniją". Może chodzić o piekło, czyściec, lub inne miejsce, na przykład teren skażony uranem.

Ocena: 9,75/10

Death zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Pierwszy solidny album z gatunku death metal był dosyć nierówny pod względem jakości poszczególnych utworów; jedne brzmią stabilnie, inne z kolei są naprawdę pogmatwane, i trudno z nich cokolwiek wyłapać. Dziwne, ale w większości utworów schemat się powtarza, jednak nie ma co narzekać, zawsze atakują nas inne riffy, solówki, intra, TEKSTY. Pomimo tego, kto by się przejmował taką bzdurą jak powtarzalność, warto tego posłuchać! Klasyczna gratka dla maniaków naprawdę mocnego metalu, jak na lata 80-te. Gorąco polecam!

Okładka: 9/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,25/10

Zalety:
- świetne teksty
- świetne kompozycje
- bardzo dobre, rasowe riffy
- dobre solówki
- bardzo dobry wokal Chucka
- żywe i ostre piosenki
- mroczny klimat
- okładka

Wady:
- niezmienny schemat utworów

Schizophrenia zajęła 70 pozycję na liście 100 najlepszych death metalowych albumów według magazynu Decibel, z kolei Scream Bloody Gore zajęło... 21 pozycję. Widać jaka jest różnica między poziomami, jeżeli nie ujawni ich moja ocena, to zrobią to rankingi w metalowych czasopismach.

7 komentarzy:

  1. "Okładka nie jest brzydka, ale nie pasuje do tytułu"

    Faktycznie, co może mieć wspólnego schizofrenia i kaftan bezpieczeństwa...

    "w sumie Apocalyptica zrobiła jego cover, właśnie na skrzypcach"

    Taaak.. wiolonczela czy skrzypce - jeden pies, co nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, moje recenzje z roku 2014 nie były dobre, masz prawo wskazać jakie popełniam błędy, bym w przyszłości je poprawił w remake'ach. Na przyszłość jednak zachowaj sarkazm dla siebie, gdyż nie wydajesz się przez to mądrzejszy - tym zachowaniem pokazujesz swoje chamstwo.

      Skomentuję jednak argument dotyczący okładki Schizophrenii - chodziło mi o to, że grafika nie ukazuje pełnego obrazu tytułowej schizofrenii, dlatego powiedziałem, że okładka nie pasuje do tytułu. Bardziej spodziewałbym się jakiejś szaleńczej wizji, bądź wariata zabijającego swoją ofiarę widelcem. Wystarczy na tą okładkę spojrzeć - nie jest brzydka, ale wyraźnie czegoś tu brakuje. Tak trudno to zrozumieć?

      Usuń
  2. "tym zachowaniem pokazujesz swoje chamstwo" :D

    Że tak zapytam delikatnie - jesteś metalowcem/słuchaczem metalu, czy drażliwą cipką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chcesz mi przez to powiedzieć, że muszę zaakceptować chamstwo metalowców, bo oni tacy są, to nie - tego nie zaakceptuję nigdy. Jakiś kretyn ci wbił do głowy, że tak jest i teraz próbujesz rozmawiać w ten sposób z ludźmi, których nie znasz. Chamem może być dowolna osoba na świecie, ale metalowiec przede wszystkim kocha gatunek muzyki jakiego słucha. Zatem odpowiadając na twoje pytanie - jestem metalowcem.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie. Chciałem przez to powiedzieć, że sadząc recenzje kulawą polszczyzną, pełne kuriozalnych stwierdzeń, rażącej ignorancji i kompromitujących błędów merytorycznych nie powinieneś robić fochów, gdy ktoś zwraca Ci uwagę na merytorykę właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiem, że pisząc recenzje w roku 2014 popełniałem mnóstwo karygodnych błędów. Wszystko to wynikało ze stylu w jakim pisałem recenzje; z Michałem myśleliśmy, że jesteśmy oryginalni, a tak naprawdę tylko bezsensownie się męczyliśmy i popełnialiśmy błędy nawet ich nie widząc. Kiedyś pewna osoba w dobitny sposób udowodniła nam, jak bardzo byliśmy żałośni w tym co robimy; po takim komentarzu zmiany musiały nastać. Sam teraz widzisz jak bardzo zmienił się sposób recenzowania począwszy od roku 2015; wkurzył mnie sarkazm, gdyż dobitnie przypomniał mi, jak zły był to okres na naszym blogu.

      Dlatego staram się, aby współczesne recenzje na blogu były wyzbyte dawnych błędów. Z pewnością nie uniknę niektórych byków, ale ćwiczę umiejętność pisania. Pozdrawiam.

      Usuń

Obserwuj nas!