Wyszukaj

1 sierpnia 2014

Recenzja: Kabanos - Kiełbie We Łbie (Lato z Hardcore Punk 2014)


Nie tak dawno w naszym mieście był Festiwal Muzyki Rockowej Rockowisko 2014, i ja jak to ja po prostu nie mogłem tego przegapić. Poszedłem z kolegami; przesłuchaliśmy kilka grup których nazw nie potrafiliśmy zapamiętać. Zresztą, i tak słabo grali. W pewnym momencie zagrała ta grupa - "Kabanos". Tak mi się spodobała że postanowiłem ją dodać do Lata z Hardcore Punk 2014. Wprawdzie nie jest to hardcore punk z krwi i kości, bardziej mieszanka metalu alternatywnego, punka oraz hardcore'u zmieszane z dobrym humorem (debilcore). Oto przed wami pierwszy album polskojęzyczny na naszym blogu: Kabanos - Kiełbie We Łbie.

Kiełbie We Łbie jest trzecim albumem studyjnym grupy Kabanos, został wydany 10 marca 2012 roku, przez wytwórnię Fonografika Sp. J. Wprawdzie jest to dopiero trzeci album grupy, przez co można pomyśleć że album był nagrywany przez takich jak ja. Jednak nie - grupa powstała w 1997 roku, a jej inspiracją były takie osobistości jak System Of A Down, Machine Head, czy Faith No More. W 2000 roku grupa miała już kilka utworów, które można było grać na koncertach, a w 2007 roku pojawił się ich pierwszy album Zęby W Ścianę, który najprawdopodobniej kiedyś omówimy. Album nic nie osiągnął za granicą. Jednak dzięki niemu grupa zdobyła niemałą popularność, i ma możliwość zagrać na przystanku Woodstock 2014.

Okładka przedstawia faceta z żarówką zamiast głowy. Została wykonana w dosyć prosty sposób, jednak nie sądzę żeby ukazywała "kiełbie we łbie". Jak już to ponadprzeciętną pomysłowość grupy na tworzenie muzyki, tekstów, itp. A skoro tytuł "kiełbie we łbie" bardziej oznacza samą w sobie muzykę, to uważam że nazwa pasuje, okładka niekoniecznie. Sam pomysł na nią wydaje mi się być niedorzeczny. W projekcie okładka musiała wyglądać beznadziejnie. Pomimo tego ten kto stworzył tą okładkę musiał zastosować jakąś specjalną technikę malarską by sprawić, żeby wyglądała ciekawie.

1. "Baleron W Kartoflach Pod Keczupem"
Patrzę na tytuł, i nie wiem o co chodzi. I nie wiem jak mam do tego utworu podejść... Początek albumu, bardzo rasowy; słyszymy podwójną stopę, trochę w stylu Ślimaka (Macieja Starosty) z Acid Drinkers i rasowy riff. Następnie kawałek się uspakaja, by przejść spokojną melodyjną zwrotkę. A po zwrotce jak myślicie co będzie? Nie, to nie będzie dalsza melodyjna część; mianowicie znowu dostajemy wpierdol od dobrego riffu (nie tak rasowego jak na początku, ale ujdzie). Gdy pierwszy raz usłyszałem Kabanosa, grupa nieco skojarzyła mi się z System Of A Down. Różnica jednak polega na tym, że ich muzyka jest ostrzejsza, i mniej poważna. W końcu to debilcore (boże, ale ta nazwa jest durna): muzyka ma być jednocześnie ostra i głupia. Kawałek trwa 6 minut, ale warto go dosłuchać do końca, za każdym razem może coś nas zaskoczyć.  Sam tekst w utworze jest zaskakujący; utwór jest o ograniczeniach, które zniewalają człowieka. Zenek (wokalista) opisuje brudną, i nieprzyjemną atmosferę tak, jakby była ona zupełnie odmiennym światem. Główny bohater marzy o tym, by uwolnić się od wszystkiego, co trzyma go w zamknięciu.

Ocena: 9,25/10

2. "Baba I Dziad"
Słyszymy kolejny kawałek, który mocno się zaczyna; typowo heavy metalowe brzmienie. W porównaniu do poprzednika, "Baba I Dziad" jest znacznie ostrzejsze; w tym momencie Kabanos bierze garściami z heavy metalu, w każdym razie wskazują na to bardzo rasowe riffy, dobry wokal, oraz refren idealny na koncerty (na początku wykrzyczane "BABA I DZIAD", następnie melodyjnie zaśpiewany fragment). Słucha się tego naprawdę przyjemnie, widać że Kabanos długo studiował błędy z poprzednich albumów (tak, dałem radę jeszcze przesłuchać fragment albumu Zęby W Ścianę). Gdy posłuchałem końcówki wydała mi się ona śmieszna (właściwie to nad czym ja się zastanawiam to MA BYĆ ŚMIESZNE), głównie za sprawą znanej rymowanki "siała baba mak". Nie wiem czy dobrze rozumiem ten utwór, ale "Baba I Dziad" wydaje się opowiadać o parze małżonków, pomiędzy którymi nie ma miłości. Co gorsza, żyją w takim stanie od wielu lat (aż się zestarzeli). Oczywiście, i w takiej przykrej sytuacji Kabanos stosuje humor. :)

Ocena: 9/10

3. "Bagno"
Kolejny szybki kawałek, nieco jednak lżejszy od poprzedników; słychać jak gitarzysta dobrze operuje riffami, tworząc ciekawą kompozycję. Gdy usłyszałem zwrotkę zauważyłem, że "Bagno" jest bardziej zainspirowane poprzednimi albumami, które jak dla mnie brzmiały dosyć słabo, może kiedyś o nich opowiem. Słychać że zwrotka jest bardzo skoczna, nawet niezła na imprezy. Zdecydowanie nie mój klimat (ani tego bloga). Pomimo tego słucham. Im dalej w to brnę (jak w bagno), tym bardziej nie chce mi się tego słuchać. Jednak słucham, i słucham... i zdecydowanie najlepszą częścią kompozycji jest końcówka. Co do tekstu, to ten wydaje się być ogólnie, najlepszą częścią utworu. Jest on o pokonywaniu trudności przeszkadzającym nam w osiągnięciu celu.

Ocena: 7,25/10

4. "Klocki"
Tytuł (jak trzy poprzednie) jest dziwny. Im dziwniejszy tytuł, tym mam większy opór z zapoznaniem się z utworem. Co jeśli będzie to spokojna rockowa pioseneczka o klockach lego? No nic, jedziemy z tym koksem - moim uszom ukazuje się bardzo przebojowa i skoczna, rockowa kompozycja. Pomimo tego wyraźnie czuć brak tej ostrości, co mi się nie podoba. To są metalorecenzje czy plastikorecenzje? Słucham i słucham, i coraz bardziej wydaje mi się to nudne, zaczynam żałować swojej decyzji związanej z recenzją tego albumu. Chociaż co może być gorsze tego lata od Circle Jerks i Misfits? No nic, przeżyję. Kawałek nie podoba mi się głównie z powodu tej całej skoczności, i braku jakiejkolwiek ostrości. Przy okazji słuchając tego wszystkiego cały czas mam wrażenie jakby to był utwór dla dzieci, a nie poważnych słuchaczy. Patrząc na tekst nie potrafiłem go zrozumieć. Chociaż wydaje mi się że kawałek jest raczej o czerpaniu radości z życia, oraz o pokonywaniu przeciwności.

Ocena: 5,5/10

5. "Rakieta"
Od razu słyszymy początek w stylu System Of A Down, zmieszane z Acid Drinkers. W porównaniu do poprzednika tej ostrości jest naprawdę dużo. Słyszymy rasowy, ostry riff, dobrą pracę perkusji... widać że jak czerpać inspirację, to od mistrzów w swoim fachu. Właściwie to podoba mi się to bardziej niż wcześniej wspomniane SOAD. Im dłużej tego słucham tym wydaje mi się to lepsze, co rusz znajduję ciekawe zwroty akcji: budująca napięcie zwrotka, ostry refren i odrobinę lżejszy wstęp do zwrotki (pomimo tego mój ulubiony). Naprawdę dobry kawałek, na pewno go polubię. Pod koniec kawałek się uspakaja, pomimo tego dalej ma ten swój ciekawy, agresywny klimat. Wbrew pozorom "Rakieta" nie jest o locie na księżyc, czy wojnie atomowej; utwór jest o plotkach, które mają zły wpływ na ludzkość. Według wokalisty, plotka jest to po prostu wymyślenie prawdy lepszej dla innych, na co wskazują słowa "Bum, bum, rakieta bum! Woły chcą słyszeć że...".

Ocena: 9,5/10

6. "Pijawki"
Kolejny kawałek, i kolejna ostra muzyka. Słyszymy dosyć nudny wstęp, następnie kawałek nieco się rozkręca tworząc rytmiczną, aczkolwiek w miarę ostrą muzykę, bardzo w stylu System Of A Down. W każdym razem słychać to po zwrotce i refrenie. Słuchając tego kawałka nie bawiłem się aż tak dobrze jak przy "Rakiecie", czy "Baleronach W Kartoflach Pod Keczupem". Z drugiej strony nie jest źle. Słuchając "Pijawek" wydało mi się, że kawałek miał raczej szokować, a nie śmieszyć. Wskazuje na to np. pierwsza zwrotka, zawierająca słowa: "Kurtyna w górę, tam są pijawki! Opite, pełne, nienasycone. Rzucają piękne, choć puste słowa, w ich sercach zdrada się chowa". Jak sama nazwa wskazuje, utwór "Pijawki" jest o fałszywych przyjaciołach, którzy są z nami tylko po to, aby nas wyzyskiwać. Co najlepsze, "pijawką" może być osoba po której najmniej się tego spodziewamy.

Ocena: 8,25/10

7. "Monopol"
Początek, i od razu nasuwają mi się pewne skojarzenia; ten początkowy riff kojarzy mi się z kawałkiem "Eutanazia" Ektomorfa z albumu z 1998 roku. Następnie słyszymy nawet niezłą zwrotkę, następnie refren. Kawałek jest raczej średni, w każdym razie słyszałem lepsze. W każdym razie, w porównaniu do poprzedników kawałek jest bardziej monotonny, mniej jest tej ostrości, tak więc ocena "9" tutaj na pewno nie wchodzi w grę. Utwór jest o współczesnym człowieku jako istocie, która dąży do bycia bogatym, niezależnie od tego kim jest i jaką ma pracę, w tym przypadku liczy się postęp.

Ocena: 8/10

8. "Motyl"
Patrząc na ten tytuł mam wrażenie że to będzie coś w stylu "Balerona W Kartoflach Pod Keczupem". A jeśli nie, to jakaś lekka ballada o miłości. No nic, zobaczymy! Słucham... i szczerze to jestem trochę zaskoczony. Kawałek jest ostry, aczkolwiek ma w sobie dobrze skorygowane brzmienie: przyjemna dla ucha sekwencja zagrana przez gitarę rytmiczną, całkiem niezły riff, dobrze dopasowana perkusja... Innym zaskoczeniem jest wzorowanie się na Kornie, w każdym razie słychać to w czasie zwrotki. Cóż, może i nie jest idealny kawałek, ale jest lepszy niż dwa poprzednie: "Pijawki" i "Monopol". W każdym razie, ma coś w sobie. Utwór jest o kimś, kto nie potrafi odnaleźć siebie, i chciałby być kimś, kim tak naprawdę nie jest. Jako przykład podany jest motyl, który chciałby być bocianem, czy krową. Pomimo tego nie dostrzega w sobie żadnego piękna.

Ocena: 8,75/10

9. "Buraki"
Jest to pierwszy singiel do tej płyty. W porównaniu do poprzedników kawałek rozpoczyna się spokojnie, i delikatnie. Spokojna i odprężająca atmosfera... chwilowo. Potem kawałek się wzmacnia, tworząc ostrzejsze, chociaż trochę niestabilne dzieło. Pierwsza część zwrotki jest słabsza, zagrana tak, by było agresywnie. Następna jest druga część, bardziej melodyjna, i jak dla mnie znacznie lepsza. W każdym razie nawet tutaj czuć te mocne brzmienie. "Buraki" były bardziej inspirowane punkiem, w każdym razie cały czas to słychać. Pomimo tego nie narzekam. Utworu bardzo przyjemnie się słucha. Ostre brzmienie połączone z delikatnością, takie coś można polubić. Refren jest zdecydowanie najlepszą częścią kawałka. Kurna, Rockowisko 2014 - pod sceną drą się wszyscy "MAM NA TO WSZYSTKO WYJEBANE!". Szykują się wspomnienia. Tak samo jak na początku, pod koniec towarzyszy nam spokojna i miła atmosfera.Utwór jest o ludziach, którzy wszystkiego muszą się czepiać i krytykować. Zenek zachęca nas, słuchaczy, byśmy nie przejmowali się gadaniem, tylko przyjęli to wszystko na spokojnie.

Ocena: 9,25/10

10. "Psy, krowy i kapusta"
Tak samo jak w poprzedniku czuć dużą inspirację punkiem. Pomimo tego ten kawałek jest szybszy, i bardziej zrównoważony. Tak tego słucham, i szczerze nie jestem w ogóle zaciekawiony. Dopiero w czasie słuchania refrenu nieco się wczuwam, i nawet mam chęć buchnąć śmiechem. Charakterystyczne riffy, wokal i tekst robią z mózgu sieczkę. Dalej już idzie łatwo; słyszymy nawet niezły riff, oraz żywiołowość. Bardzo podoba mi się tu praca gitar; wszystkie pracują bardzo rasowo. Raz na rockowo, potem ostrzej, to delikatnie, to melodyjnie... ogólnie podziwiam wyczucie Kabanosa w tej sprawie. Nie mam pojęcia o czym jest ten utwór. Wszystkie wersy wydają mi się po prostu bezsensownie skleconymi fragmentami wersów. Pomimo tego dobra kompozycja, oraz humor dają się we znaki :)

Ocena: 8,75/10

11. "Pancerz"
Kolejny kawałek, i kolejna odmiana - rytmiczna (lekko groove metalowa) perkusja, rockowy riff... i zwrotka. Spokojna, ale zaśpiewana w dosyć śmieszny sposób. Prawdziwy piorun uderza dopiero w czasie refrenu; wokalista drze się jak opętany, jednocześnie cały utwór staje się ostrzejszy. Pomimo tego nie potrafię jakoś czuć się w ten kawałek. Przez dłuższy czas kawałek jest jak flaki z olejem. Niby ma odrobinę tej ostrości, jednak w porównaniu do poprzednich kawałków widać jak wiele mu brakuje: nie jest zbyt śmieszny, ani ostry, nie ma wielu ciekawych momentów, ogólnie wolałbym słyszeć ten kawałek na płycie Zęby W Ścianę. Wbrew pozorom utwór nie jest o wojnie i żółwim pancerzu, jak już to jest on o miłości. Zenek opisuje kobietę jako kogoś, kto ochroni go przed światem z którym nie potrafi walczyć.

Ocena: 6,25/10

12. "Paliwoda"
No, przyszedł czas na ostatni kawałek. Tym razem liczę na coś ostrzejszego niż "Pancerz", czy "Klocki". Odpalam utwór, od razu słyszę skomplikowany riff w stylu Machine Head, czy Marca Rizzo, oraz podwójną stopę na perkusji. Tak samo jak w przypadku "Motyla" kawałek brzmi jakby był inspirowany na Kornie. Słychać to głównie po podobnym stylu gry, oraz wokalu w czasie zwrotki. Przez większość utworu Zenek głównie krzyczy, charczy, growluje... jest to chyba pierwszy utwór w którym nie słyszałem tego jego melodyjności. W utworze bardzo satysfakcjonującym momentem jest końcówka: przypomina nieco "If I Weren't" Ektomorfa z albumu I Scream Up To The Sky. Następnie kawałek znowu wraca do starego stadium. Nie wiem czy "Paliwoda" aż tak dobrze nadaje się jako ostatni kawałek. W każdym razie znacznie lepszymi kandydatami na to miejsce były kawałki "Baba i Dziad" oraz "Buraki". Co do samego przesłania utworu: Zenek opisuje pewną osobę, która dała radę pokonać wszystkie swoje słabości, i uchodzi za "niepokonaną". Wokalista zwraca się do wszystkich wrogów tytułowej paliwody, i ostrzega ich: "Zadrzecie z nim, marny wasz los".

Ocena: 8,25/10

Album jest najpewniej jedynym dziełem tego typu które mi się spodobało. Owszem, nie do końca przepadam za mieszaninami punka i metalu, jednak w tym przypadku zrobiło to na mnie pozytywne wrażenie. Na pewno to z powodu ponadprzeciętnego humoru, oraz pewnego rodzaju profesjonalizmu. Początkowo miałem wrażenie że album będzie strasznie lekki w brzmieniu, i nie wiedziałem czy podjąłem dobrą decyzję w związku ze zrobieniem recenzji. Wydaje mi się że opłacało się zrecenzować Kiełbie We Łbie: ostra muzyka połączona z lekkim brzmieniem, dobra kompozycja, ciekawe teksty... zapewne każdy kto usłyszał tylko pierwsze utwory zespołu zastanawiałby się, jakim cudem ta grupa doszła aż do takiego poziomu. Z mojego punktu widzenia album nie jest idealny, ale warto posłuchać. Dla odmiany, jak znudził ci się Slayer, Venom czy inny szatan, warto zapoznać się chociażby z Kabanosem. Zawsze jakaś alternatywa.

Okładka: 6,75/10
Teksty: 8,25/10
Kompozycje: 8,5/10

Ogólna ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!