Wyszukaj

27 października 2014

Recenzja: Sarcofago - Hate


Witam w kolejnej recenzji. Ach, brazylijski death metal. Czy może być coś bardziej uroczego? Rasowe riffy, piękno łączone z agresją, oraz precyzja gry. Nie tym razem drodzy czytelnicy, dzisiaj zajmę się grupą będącą hipsterami w dziedzinie brazylijskiego death metalu; mianowicie dosyć często korzystała ona z rozwiązań, na które pozostałe grupy by się nie skusiły. Szerzej o tym wypowiem się w trakcie recenzowania albumu. Owy krążek odkryłem stosunkowo niedawno, między innymi dlatego ostatnio Sarcofago zagościło na moim blogu w maju. Przed wami: Sarcofago - Hate.

Hate jest piątym albumem (w tym czwartym longplay'em) brazylijskiej grupy death/black metalowej Sarcofago. Został wydany w marcu w 1994 roku nakładem Cogumelo Records. Pamiętam jak recenzowałem jeszcze The Laws Of Scourge. Gdy opisywałem wstęp do albumu wstawiłem fragment wywiadu z Wagnerem Lamounierem bodajże z 1991 roku. Wokalista opowiadał o swojej decyzji zmiany stylu grania na lżejszy. W 1994 roku grupa postanowiła zadziałać wbrew swoim postanowieniom na przyszłość, i stworzyć album który będzie jeszcze mocniej kopał po dupie niż I.N.R.I.. W tym celu trzeba było zwolnić dotychczasowego perkusistę, i zastąpić go kimś (albo czymś) innym. Ponieważ Wagner co do tego albumu miał niecne plany, postanowił zatrudnić... automat perkusyjny! Wokalista uznał, iż stworzył takie utwory, których nie da rady zagrać człowiek, stąd jego decyzja. W porównaniu do poprzednich albumów, Hate został potraktowany negatywnie przez fanów.

Okładka została stworzona przez brazylijskiego fotografa, Andre Silvę. Przedstawia ona... oko. Aż mi się przypomina jak opowiadałem na temat okładek z oczami na albumie Kalyi Jag Ektomorfa. Cytuję: "Okładka przedstawia... oko. Oko Zoltana Farkasa. Bez żadnych fajerwerków, samo oko, czaicie bazę?! ". Tutaj jednak zwykłe ludzkie oko zostało przedstawione w naprawdę złowieszczy sposób. Zmrużenie, corpse paint i czerwono-niebieskie oświetlenie pokazują nam, iż album nie będzie żartem ze strony Sarcofago. Grafika dobrze się prezentuje, w każdym razie podoba mi się znacznie bardziej niż ta którą widziałem na okładce I.N.R.I., czy chociażby The Worst.


1. "Introduction / Song For My Death"
Intro do albumu nie odzwierciedla tego co się stanie za chwilę; słyszymy automat perkusyjny który pracuje najszybciej jak się tylko da; w tle słychać niezrozumiałe dźwięki, coś co przypomina jęki. Wprawdzie intro jest słabe, jednak po chwili zaczyna się właściwy utwór, "Song For My Death". Rozpoczyna się on "waleniem w werbel" automatu perkusyjnego (boże, jak to dziwnie brzmi). Następnie dochodzi jeszcze gitara, która zdecydowanie w tym utworze rządzi. Nisko nastrojona świetnie tworzy złowieszczy nastrój. Wszystko jednak psuje właśnie ten automat perkusyjny; utwór jest dosyć szybki, przez co owy automat brzmi jak strzały z karabinu automatycznego! Po chwili jest zwrotka; automat już nieco zwolnił, aczkolwiek dalej daje w uszy. Nawet nie mam czasu poskarżyć się na wokal, który jest przesterowany! Pomimo tego, ta część kojarzy mi się trochę z utworem "Necromancer" Sepultury. Refren? Szkoda gadać; pierwszy plan oczywiście automat perkusyjny. Utwór jest krytyką rasy ludzkiej; zarzuca się im obojętność, a także bezczelność (mówią o tym np. słowa "Money, power and blue sky, means nothing when people die").

Ocena: 6,25/10 (+2 za klimat, -4 za sztuczność, wraz z intrem)

2. "Pact Of Cum"
Tak samo jak w przypadku poprzedniego utworu, znowu słyszymy automat perkusyjny. O dziwo, w tym momencie brzmi o wiele bardziej naturalnie; podwójna stopa, + występowanie werbla co jakiś czas. Do tego słyszymy wokal; nie potrafię jednak powiedzieć co to jest (czy zwrotka, czy refren, nie wiem). Po chwili przez dłuższy czas nie słyszymy automatu, zamiast tego pogrywa przyjemny dla ucha, klimatyczny riff. Po chwili jednak ten automat niestety się odzywa. Podczas słuchania tego kawałka przypomina mi się utwór "Rotting" z albumu o tej samej nazwie. Pamiętam również, że owa ścieżka miała mniej więcej to samo tempo, pomimo tego że została zagrana przy pomocy żywego perkusisty (można?). Podobnie jak poprzednik, utwór kipi porządnym, mrocznym klimatem. Niestety, automat dalej wkurza sztucznością psując przy tym cały utwór. Utwór jest o parze która uprawia ostry seks. Wokalista przedstawia w utworze biczowanie, seks oralny i analny, oraz nieustające szatańskie pożądanie.

Ocena: 6,75/10 (+3 za klimat, -3 za sztuczność)

3. "The God's Feaces"
Na początku słyszymy riff kojarzący się nieco z albumem The Laws Of Scourge, a konkretnie z utworem "Screeches Through The Silence". W pewnym momencie wkracza automat perkusyjny, o dziwo brzmiący całkiem naturalnie. W tym momencie nie mam zastrzeżeń, czekam jednak na jakieś potknięcie. Po niedługim czasie zaczyna się zwrotka. Szczerze powiedziawszy tego się nie spodziewałem: ponury wokal, całkiem naturalny automat, oraz całkiem niezła gitara. Pomimo tego utwór dalej ma wady, brzmi trochę jak jakiś utwór demo z poprzedniego albumu: prosty schemat, żadnego klimatu... Dopiero po drugim refrenie coś zaczyna się dziać. Atmosfera zostaje podkręcona, przy okazji jest w tym nieco więcej agresji. Gdy utwór się kończy, pozostaje pewien niedosyt. Jeżeli już Sarcofago postawiło w tym albumie na różnorodność, to niech chociaż ten utwór rodem z The Laws Of Scourge trochę dopracują, gdyż strasznie tu nudą wieje. A dopiero w cz Utwór jest o grupie ludzi która uważa się za "boże odchody". Osoby które siebie tak mianowały, uważają że powołani są do bycia satanistami. Utwór może być również o upadłych aniołach żyjących w piekle.

Ocena: 6,5/10 (-2 za nudę)

4. "Satanic Terrorism"
Gdy utwór się rozpoczyna, przypomina mi się czas gdy poznawałem album Rotting tej samej grupy. Pamiętam jak skarżyłem się na chaos na albumie. Ten kawałek pod względem chaosu przebija wyżej wymieniony album. Od początku słyszymy napierdalanie automatem perkusyjnym, nieludzkie (tym razem wkurzające) jęki z "Introduction", oraz niezrozumiały riff... rzecz jasna przez automat, oraz wyżej wymienione jęczenie. Po chwili rozpoczyna się zwrotka. Wreszcie jestem w stanie co nieco wyłapać. "Satanic Terrorism" ma w sobie jakiś tam klimat, przypomina nieco utwory z albumu Rotting... szczerze powiedziawszy myślałem, że Rotting będzie miało znacznie niższy poziom niż album Hate. Po budowie utworu słychać że coś z nim jest nie tak. Przez cały czas kawałek jest bardzo prosty (coś jak "Christ's Death" z albumu I.N.R.I.), w połączeniu z tekstem, "Satanic Terrorism" brzmi trochę jak pierwszy utwór metalowy stworzony przez bandę gimnazjalistów. "Necromancer" Sepultury był nieporównywalnie lepszy. W utworze grupa wychwala subkulturę satanistyczną. Sarcofago opisuje ich jak wielkich żołnierzy, którzy walczą o swój kraj.

Ocena: 6,25/10 (-2 za prymitywność)

5. "Orgy Of Flies"
Od początku zanosi się na coś całkiem ciekawego. Słyszymy przyjemny dla ucha klimatyczny riff, trochę w stylu "The Thing That Should Not Be" Metalliki. Następnie wkracza perkusja; brzmi całkiem realistycznie, chociaż trochę bez polotu. Jest to zdecydowanie inny poziom w porównaniu do poprzednich utworów. Słyszymy dobrą zwrotkę z klimatycznym wokalem, riffem... nawet refren brzmi świetnie, póki co najlepszy na albumie. Tak samo jak "The God's Feaces", utwór brzmi jakby był demówką z albumu The Laws Of Scourge; w przeciwieństwie do numeru trzeciego, "Orgy Of Flies" słucha się z przyjemnością. Wprawdzie wciąż czegoś tu brakuje, jednak nie śmiem więcej narzekać. Gitara pracuje naprawdę zajebiście, wokal również nie jest zły... jedyne na co muszę się poskarżyć, to tylko ta mdła perkusja. W utworze grupa przeklina boga o stworzenie ludzi różnych ras. Poniekąd utwór ma dobre przesłanie (nie chodzi o atak na chrześcijaństwo), mianowicie "Orgy Of Flies" jest również krytyką wojen na świecie.

Ocena: 8,75/10 (+2 za klimat, +1 za bardzo dobry refren)

6. "Hate"
Gdy usłyszałem ten utwór pierwszy raz, pomyślałem sobie: "co to kurna jest??". Słyszymy intro rodem z gospelu, tyle że w dosyć śmiesznym wydaniu. Pogrywające organki/pianino, czy co to kurna jest... a potem wgniatające w ziemię wokale męskie i żeńskie śpiewające "Jesus is the love, in my heart... <w tym momencie utwór jest przerywany przez głośne beknięcie, i wtargnięcie niepowołanych gości>. Tak samo jak wiele poprzednich utworów, "Hate" jest dosyć szybkim utworem, zaopatrzonym w świetny, klimatyczny riff. Jedyne co mi się tu nie podoba, to ten sztuczny automat który powraca do nas z impetem. To co z kolei naprawia sytuację, to bardzo dobra zwrotka, refren, solówka, + skomplikowana praca gitary. I jak już mówiłem, jedyną wadą tego utworu jest kiepska perkusja... no, poniekąd jeszcze prosty tekst. Utwór nie ma w sobie żadnego przesłania, jest on po prostu o kimś, kto nienawidzi wszystkiego co go otacza, al'a Kurt Cobain.

Ocena: 7,5/10 (-1 za sztuczność)

7. "The Phantom"
"The Phantom" jest kolejnym szybszym utworem. Ten jednak różni się w porównaniu do poprzednich, mianowicie automat perkusyjny brzmi tutaj bardziej naturalnie (wówczas jedynie w wolniejszych utworach brzmiał jak zwykła perkusja). Pomimo tej "naturalności", kawałek wydaje się być średnio zagrany. Słyszymy średnią zwrotkę, całkiem niezły, klimatyczny refren (przed którym automat się "usztucznia")... a potem głos rodem z utworu "The Vatican" nowej Sepultury. Dopiero po tym momencie utwór zwalnia zamieniając się w coś naprawdę zajebistego. Miałem przez chwilę wrażenie że słucham "Anal Vomit" (ten utwór pobrałem wcześniej), o którym wypowiem się za kilka chwil. Klimat, naturalna perkusja, oraz ciekawy wokal. Czasem zdarzają się jakieś zboczenia w postaci szybszego walenia w "werbel", aczkolwiek w tym momencie nie mam zamiaru się o nic czepiać. W utworze grupa krytykuje chrześcijaństwo. Wokalista uważa nauki Jezusa Chrystusa za bezużyteczne, Biblię uznaje jako zbiór bajek, a samych chrześcijan jako osoby słabe.

Ocena: 8/10 (+2 za dobre outro)

8. "Rhabdovirus (The Pitbull's Curse)"
Od razu na początku słyszymy całkiem niezły, klimatyczny riff. Pomimo tego jestem zaniepokojony, gdyż wiem że utwór będzie szybki. Po chwili moje obawy się spełniają; ba, automat perkusyjny tak napierdala, że cały utwór totalnie się rozlatuje. Nic z tego nie rozumiem, nie ma tu się z czego cieszyć, po prostu chaotyczny nonsens. Chce mi się przełączyć, jednak czekam do końca. Dopiero po jakimś czasie zaczynamy słyszeć outro wyprute z klimatu. Wprawdzie perkusja jest wolniejsza, aczkolwiek nadal brzmi strasznie sztucznie. Jak dla mnie zdecydowanie najgorszy utwór na albumie. Tekst oraz tytuł utworu wskazują na to, że utwór jest o osobie zarażonej rabdowirusem (wścieklizną) spowodowanej przez niezaszczepionego psa. Jakby dłużej się zastanowić, wścieklizna może zainspirować :)

Ocena: 1/10 (-6 za sztuczność, -2 za nudę)

9. "Anal Vomit"
Przyszedł czas, by opowiedzieć o swoim faworycie, "Anal Vomit". W intrze słyszymy dźwięki burzy, dzwony, oraz obniżone głosy kobiet znane z utworu "The Lust" z albumu Rotting. Potem jeszcze słyszymy śmiechy, i w końcu wkracza syntezator. Po chwili można się domyśleć, dlaczego "Anal Vomit" jest w tym przypadku moim ulubieńcem. Od tej złowieszczo brzmiącej gitary przechodzą silne ciarki po plecach. Poza tym, ten refren brzmi naprawdę zajebiście. W czasie zwrotki kawałek nieco się psuje, aczkolwiek nadal nie brzmi aż tak źle. Wokal Wagnera w tym przypadku nie robi na mnie większego wrażenia, znacznie lepiej brzmiał on na "Orgy Of Flies". Utwór jest dosyć prosty, aczkolwiek swoim klimatem wgniata w ziemię. Pod koniec drugiej zwrotki możemy usłyszeć riff znany z utworu "The Phantom". Nie jest to jednak outro. Po raz ostatni usłyszymy refren. Grupa w utworze zachęca fanów do walki o to, co im się należy.

Ocena: 9/10 (+3,5 za klimat, +1,5 za dobry refren)

10. "The Beggar's Uprising"
"The Beggar's Uprising" jest ostatnim utworem, za razem outrem albumu. Główną rolę na tym albumie odgrywa automat perkusyjny, który gra z najszybszą jak to możliwe prędkością. Do tego słyszymy w tle różne dźwięki, typu jęczenie, bekanie, czy piski. Jako outro brzmi całkiem nieźle, chociaż tak naprawdę nie nadaje się jako oddzielna ścieżka. Można powiedzieć że tutaj nic nie ma.

BRAK OCENY

Podsumowując Hate jest raczej słabym albumem. Trudno jest mi w to uwierzyć, że Sarcofago tak bardzo obniżyło swój poziom. Po całkiem ciekawym "The Laws Of Scourge" można było stwierdzić że grupa jest w stanie się wybić. Sam pomysł na powrót do brzmienia z lat 80-tych był całkiem niezły, w teorii album miał potencjał: nisko nastrojone gitary tworzące złowieszczy nastrój, agresywny wokal, + całkiem ciekawe kompozycje. W praktyce? Wagner postanowił zastosować automat perkusyjny który bardzo często brzmiał jak karabin maszynowy, i to zgubiło ten album. Z drugiej jednak strony, nie tylko automat perkusyjny był wadą. Niektóre utwory same w sobie były bardzo prymitywne ("The God's Feaces", "Rhabdovirus (The Pitbull's Curse)"). Z tekstami było podobnie; raz zdarzały się lepsze, raz gorsze. Automat perkusyjny jednak dawał w kość, przez co dobry materiał na album został po prostu zepsuty.

Zalety:
- Złowieszczy klimat
- Świetne brzmienie gitar
- Bardzo dobra okładka
- Wokal
- Różnorodność
- Przekaz w niektórych utworach ("Orgy Of Flies", "Rhabdovirus, "Anal Vomit")

Wady:
- Automat perkusyjny (duża wada)
- Kiepskie intro i outro albumu
- Obniżenie poziomu w stosunku do poprzednika


Okładka: 9,5/10
Teksty: 7,25/10
Kompozycje: 6,75/10

Ogólna ocena: 6,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!