Wyszukaj

28 grudnia 2014

Konfrontacja: Cavalera Conspiracy - Pandemonium vs Obituary - Inked In Blood


Witam w kolejnej konfrontacji! Czytelnicy, którzy śledzą naszego bloga od dawna wiedzą że bez najnowszego dzieła Cavalera Conspiracy ani rusz. Założę się, że gdybyśmy mieli więcej czytelników pojawiłoby się pytanie: "A czemu nie zrecenzujecie najnowszego albumu Behemotha zamiast brać się za to gówno?" Odpowiedź jest prosta: kochamy projekty Maxa Cavalery, i niestety, nawet jeśli ich recenzje nie będą przyjmowane z uśmiechem, to i tak będziecie się ich spodziewać. By nie poprzestać na jednej recenzji fikuśnego albumu, postanowiłem dać krążek który od czasu wydania singla stał się bardzo wyczekiwanym dziełem roku 2014. Przed wami: Cavalera Conspiracy - Pandemonium i Obituary - Inked In Blood.


Cavalera Conspiracy - Pandemonium


Pandemonium (zwane również Babylonian Pandemonium) jest trzecim dziełem amerykańskiej grupy death metalowej Cavalera Conspiracy. Został wydany 31 października 2014 roku nakładem Napalm Records. Pod koniec roku 2013 zostaje zatrudniony nowy basista, Nate Newton znany z formacji Converge. Krążek miał być odstępstwem od wcześniejszego grania death metalu z groove metalem. Max podsunął bratu pomysł w związku ze zmianą stylu: "Jebać groove, mamy napierdalać! Masz grać tak jak wtedy gdy miałeś 15 lat.". Tak też się stało; singiel "Bonzai Kamikazee" pojawił się we wrześniu, opinie w związku z nim były mieszane. Jeszcze przed jego wydaniem, wydawało mi się że Pandemonium nie będzie takim bezpłciowym szajsem jak Blunt Force Trauma. Po wydaniu singla moja opinia była mieszana, ale o tym potem. Album został ciepło przyjęty zarówno przez krytyków jak i fanów, często jest uznawany za najlepszy album spośród dzieł Cavalery z lat 2013-2014 (Savages i Killer Be Killed).

Grafika została wykonana przez Stephana Doitschinoffa, znanego ze współpracy z Nową Sepulturą przy tworzeniu okładki do Dante XXI. Pamiętam jak z początku strasznie głowiłem się nad okładką. Nie miałem pojęcia co ona może przedstawiać. "Może to jest surrealistyczny obraz w stylu Arise, czy Chaos A.D.?". W pierwszym planie jest czaszka, obok kościste ręce, kominy elektrowni, trzy planety, schody, serce mroku i płonące flagi... "Co to do cholery może być?". W drugim planie zauważyłem gąsienice, koła oraz lufę, zdałem sobie sprawę że jest to czołg zmieszany z różnymi szczegółami. Okładka jest całkiem niezła, prezentuje się przyjemnie dla oka... jedynym problemem jest to że tak naprawdę nie rozumiem o co w niej chodzi.


1. "Babylonian Pandemonium"
Kawałek rozpoczyna się od długiego, aczkolwiek dobrego intra budującego napięcie. Pamiętam jak słuchałem tego pierwszy raz. Jedyne co myślę: "Może jednak Pandemonium nie będzie wcale takie złe?". Po chwili słyszymy agresywne walenie w perkusję, oraz riff zagrany nisko nastrojoną gitarą. Samo "Babylonian Pandemonium" jest raczej dziwnym kawałkiem. Mniejsza o to że jest w kiepskiej jakości. Słyszymy zajebistą zwrotkę lekko w stylu Omena, oraz kiepski refren psujący wrażenie. Co jeszcze mnie zaskoczyło? Przesterowany wokal Maxa, który dodatkowo buduje klimat, a także ta niesamowita agresja i klimat które zdecydowanie są czymś nowym od braci Cavalera. Nie jestem w 100 % pewien o czym może być "Babylonian Pandemonium"; utwór najprawdopodobniej jest o przepowiedniach proroka Izajasza. Zapowiada on napaść na Jerozolimę, Szinear i Królestwo Judy króla Babilonii, Nimroda.

Ocena: 8,75/10 (+3 za klimat, +2 za kompozycję)


2. "Bonzai Kamikazee"
Drugi utwór rozpoczyna się intrem w postaci odwróconej w czasie gry na perkusji. Po chwili słyszymy właściwy riff rodem z Blunt Force Trauma. Samo "Bonzai Kamikazee" kojarzy mi się lekko z utworem "Rasputin". Samo "Bonzai Kamikazee" jest cholernie prostym kawałkiem, pomimo tego nie jest wcale złe. Igor gra przez większość czasu na jedno kopyto, przez długi czas słyszymy prosty riff lekko w stylu Andreasa Kissera z czasów A-Lex Nowej Sepultury. Z perspektywy czytelnika "Bonzai Kamikazee" wydaje się czymś podobnym do poprzednika, jest to jednak coś zupełnie innego; owszem, rytm jest ten sam. Gitara jest jednak nastrojona nieco wyżej, sam kawałek zamiast kojarzyć się z agresją i brutalnością przypomina raczej pędzący samolot. Utwór jest poświęcony Kamikadze - pilotom z Japonii którzy walczyli z USA w czasie II Wojny Światowej.

Ocena: 8,75/10 (+2,5 za klimat, +1,5 za kompozycję)


3. "Scum"
Trzeci kawałek, i powrót do brzmienia rodem z "Babylonian Pandemonium". Od samego początku "Scum" było moim faworytem, zwłaszcza z powodu ciężkiej kompozycji nietypowej dla braci Cavalera. Nisko nastrojona gitara, brutalny riff i mocna perkusja oraz agresywny, przesterowany wokal, wszystko ze sobą zmiksowane tworzy coś naprawdę nietypowego. W porównaniu do poprzedników refren jest dobry, nawet pomimo tego że tak samo jak wcześniej słyszymy słowa tytułowe. W połowie "Scum" nieco zwalnia tempo. A szkoda, na początku gdy tego słuchałem miałem wrażenie że "Scum" do końca wyciśnie słuchacza. Co dziwne, pomimo tego że "Scum" jest przepełnione pojedynczymi zwrotami, wygląda dobrze. Do tak agresywnego kawałka wydaje się to pasować. Utwór jest skierowany do polityków, którzy uprzykrzają życie ludzkości.

Ocena: 8,75/10 (+4 za klimat, +2 za kompozycję)


4. "I, Barbarian"
Od samego początku wita nas brutalne intro, samo "I, Barbarian" prezentuje się dosyć przyzwoicie. Niestety, psuje się z powodu prostej i słabej zwrotki. Niestety, refren jest równie słaby. Z początku liczyłem że bardzo polubię "I, Barbarian", tak naprawdę dosyć rzadko tego słucham. Kawałek jest bardzo chaotyczny: skomplikowane riffy, agresywna perkusja oraz wokal kompletnie się ze sobą nie łączą, przez co "I, Barbarian" przypomina raczej papkę. Po drugim refrenie utwór zmienia się. Słyszymy ociężałą kompozycję, brutalny riff tworzący ciekawy klimat. I tak to ciągnie się aż do końca. Pomijając pierwszą połowę, "I, Barbarian" jest całkiem dobre, pomimo tego i tak nie polubię. Utwór jest o upadku Cesarstwa Rzymskiego spowodowanym przez atak Wandalów i Wizygotów (tj. Barbarzyńców).

Ocena: 6,25/10 (-1 za zbędny chaos, +1 za drugą połowę utworu)


5. "Cramunhao"
Sam kawałek w porównaniu do poprzedników jest znacznie bardziej melodyjny. Od razu rozpoczyna się od solówki i agresywnego riffu. Przed zwrotką perkusja się wycisza, i co chwilę słyszymy coś w rodzaju bekania (muszę przyznać, odstrasza to i początkowo nie chciałem zbytnio słuchać utworu). Ostatecznie "Cramunhao" stało się jednym z moich faworytów na albumie: słyszymy bardzo dobrą zwrotkę, miażdżący wstęp do refrenu w stylu "Babylonian Pandemonium", i oczywiście klimatyczny refren; wprawdzie składa się z tytułowych słów, brzmi jednak znakomicie. "Cramunhao" jest połączeniem brutalnego grania z melodyjnym graniem. Utwór jest istnym połączeniem gry z czasów Beneath The Remains i Arise z najlepszymi cechami Savages. Nie licząc tych odbeknięć przed zwrotkami "Cramunhao" jest ideałem. Utwór jest o osobie, która zaprzedała duszę diabłu. Z tego powodu kierowane są do niej groźby trafienia do piekła po śmierci.

Ocena: 9,5/10 (+4 za kompozycję, +2 za klimat i za połączenie brutalności z pięknem)


6. "Apex Predator"
Utwór rozpoczyna się od klimatycznego intra. Na początku słyszymy jedynie solówkę zagraną przez Marca Rizzo. Dopiero potem dochodzi gitara prowadząca i rasowy bas. Zdecydowanie "Apex Predator" jest czymś innym w porównaniu do poprzednich kawałków, spośród nich przypomina najbardziej "Bonzai Kamikazee". Utwór jest szybki, perkusja mocno daje o sobie znać. Wokal Maxa Cavalery w zwrotkach mógłby być lepszy, aczkolwiek w refrenie wypada wyśmienicie. Obok "Scum", "Apex Predator" ma najlepszy refren na albumie. Jedyne czego mi tutaj brakuje to wplecionych zwrotów akcji które spowodowałyby że utwór byłby jeszcze większą bombą. Nie mam jednak większych zastrzeżeń, "Apex Predator" jest czymś na co warto zwrócić uwagę. Sam kawałek brzmi jakby został napisany za czasów Conquer grupy Soulfly. "Apex Predator" może mieć dwa znaczenia. 1: Utwór jest o drapieżniku, który został pozbawiony swojego naturalnego środowiska. 2: "Apex Predator" jest o zniewolonym kraju przez rząd.

Ocena: 9,5/10 (+3 za kompozycję, +1 za intro)


7. "Insurrection"
"Insurrection" rozpoczyna się od agresywnego intra zagranego na perkusji. Po chwili słyszymy muzykę lekko w stylu "Cramunhao": agresywna, melodyjna solówka i niepozorna gitara prowadząca w tle. Sama zwrotka w "Insurrection" jest średnia, nie wyróżnia się wśród tłumu; jest rzecz jasna przepełniona typowymi powtórzeniami dla Maxa Cavalery (I see the...), tak samo druga zwrotka. Niestety, w porównaniu do utworu "Scum", do "Insurrection" ten zabieg praktyczniwoe nie pasuje. Jest to chyba najgorszy tekst z Savages, pomimo tego utwór da się lubić za kompozycję. Zdecydowanie lepszy jest refren, jeden z bardziej rozbudowanych w Pandemonium. Słyszymy słowa: "New dark age - Insurrection!". Na podziw zasługuje również ociężałe outro w stylu Savages. O dziwo, wokalnie "Insurrection" nie zostało niczym wzbogacone, po prostu słyszymy lekko przesterowany wokal Maxa, bez żadnych demonicznych głosów. Tak samo jak "Babylonian Pandemonium", utwór jest o przepowiedniach Izajasza związanymi ze zniszczeniem Jerozolimy.

Ocena: 7,25/10 (-2 za tekst)


8. "Not Losing The Edge"
Sam kawałek rozpoczyna się od bardzo niepozornego intra; w pewnym momencie dochodzi jeszcze gitara grająca bardzo dobry riff na miarę "Cramunhao". Po raz pierwszy na albumie Cavalera Conspiracy jesteśmy w stanie usłyszeć plemienne wstawki w postaci sitaru (zwróćcie uwagę że na Inflikted i na Blunt Force Trauma ich nie było). Sam utwór jest jednocześnie łagodny i brutalny. Kawałek ma dosyć spokojną zwrotkę w stylu Savages, oraz brutalny refren. Można również znaleźć całkiem sporo zwrotów akcji. "Not Losing The Edge" da się lubić właśnie za połączenie piękna i brutalności, słucha się go z przyjemnością, i jedyne na co się czeka to outro które jest równie dobre jak intro. Tak samo jak w przypadku poprzednika, kawałek nie został niczym wzbogacony ze strony wokalnej. Utwór wydaje się być kontynuacją "Cramunhao": mowa jest o człowieku, który po zaprzedaniu duszy diabłu zdaje sobie sprawę, że popełnił błąd. Z tego powodu ucieka z piekła, ścigany jest jednak przez sługusów szatana.

Ocena: 8,75/10 (+4 za intro i outro utworu, +2 za połączenie brutalności i piękna)


9. "Father Of Hate"
Utwór rozpoczyna się od intra przypominającego lekko "The Vatican" Nowej Sepultury z Mediatora. Pomimo tego niedługo potem "Father Of Hate" dostaje speed-up'a. Igor rzecz jasna gra na jedno kopyto, znacznie większe zaangażowanie słychać ze strony gitarzystów: jest melodyjnie i agresywnie. Tak samo wokal. Do połowy utwór jest dosyć nudny, potem jednak zaczyna się coś dziać, przez co rośnie częstotliwość zwrotów akcji. To jakaś solówka, to breakdown... można się tym trochę nacieszyć. Najlepszy jest jednak tekst, zdecydowanie coś dla fanów starej Sepultury. Utwór jest skierowany do Andreasa Kissera. Traktuje on grupę stworzoną przez braci Cavalera jak swoją własność, i jeszcze zbiera z tego powodu laury. Wydaje się to być poniekąd odpowiedzią na utwór "Mask" Nowej Sepultury z albumu Kairos.

Ocena: 8,5/10 (+3 za tekst, +1 za kompozycję)


10. "The Crucible"
Od samego początku słyszymy agresywne intro dodające uroku. Niedługo potem słyszymy zupełnie inny kawałek od poprzednich: "The Crucible" jest postawione na brutalność. Poza tym, wokalnie udzielił się nowy basista grupy, Nate Newton. Wbrew pozorom jego agresywny wokal bardzo pasuje do "The Crucible", dodaje niezbędnego klimatu. Do Pandemonium powrócił również niski, przesterowany wokal Maxa. I niestety, on tutaj jest najgorszy. Poza tym, kwestie byłego lidera Sepultury brzmią beznadziejnie. Wparwdzie są dobrze napisane, zostały jednak źle wplecione w kompozycje. Skoro mowa o kompozycji, może fajniej by było gdyby "The Crucible" zostało zaśpiewane przez Nate'a Newtona? Zwłaszcza że "The Crucible" ma mnóstwo zwrotów akcji, bardzo się wyróżnia na tle pozostałych kawałków (melodyjność połączona z BRUTALNOŚCIĄ). Utwór jest o polowaniu na czarownice z Salem z 1692 roku.

Ocena: 7,75/10 (+2 za wokal Nate'a Newtona, +1 za tekst i kompozycję, -2 za połączenie tekstu i kompozycji)


11. "Deus Ex Machina"
"Deus Ex Machina" wydaje się być powrotem do czasów Enslaved; jest to zupełnie coś innego: rozbudowana kompozycja, prawie siedem minut muzyki, rozważne operowanie brzmieniem, a także niezwykle dobry jak na Cavalerę tekst (ostatnio taki dobry słyszałem właśnie na Enslaved)... wydaje się być to połączeniem wszystkich poprzednich utworów. Typowe Soulfly z lat 2005-2012. Agresja wprawdzie jest wyczuwalna, nie jest jednak jej tak dużo jak w poprzednikach. "Deus Ex Machina" nadrabia wszystko klimatem i właśnie tym skomplikowanym, death metalowym brzmieniem. Słucha się go bardzo przyjemnie, i jest to zdecydowanie jeden z ciekawszych bonusów wśród wszystkich z albumów Soulfly i Cavalera Conspiracy razem wziętych. Wydaje mi się że Max Cavalera więcej nad nim pracował niż nad niektórymi kawałkami z wersji oryginalnej. Zdecydowanie polecam! Utwór jest o Deus Ex Machina - jest to nieoczekiwany zbieg wydarzeń prowadzący do wyjścia z bardzo trudnej sytuacji. W tym przypadku "trudną sytuacją" jest życie ludzkości na Ziemi. W pewnym momencie nadchodzi zapowiedziana apokalipsa, i następuje zbawienie.

Ocena: 9,5/10 (+4 za klimat, +3 za kompozycję i tekst)


12. "Porra"
Dla Cavalera Conspiracy "Porra" jest bardzo nietypowym kawałkiem. Pamiętam że z początku spodziewałem się czegoś w stylu "Porrada" z albumu Prophecy. Utwór rozpoczyna się od etnicznej wstawki w postaci berimbau oraz gitary flamenco. W tle słyszymy głos Chico Science z grupy Nacao Zumbi. Jest to zdecydowane przeciwieństwo do "Deus Ex Machina"; muzyka zdecydowanie bardziej w stylu Prophecy. W porównaniu do poprzednich kawałków słucha się go znacznie przyjemniej, nie jest to jakaś brutalna kompozycja. Nawet zwrot akcji w drugiej minucie niewiele zmienia, nadal "Porra" jest przyjemne w słuchaniu. Nie znalazłem tekstu w internecie.

Ocena: 8,25/10 (+2 za kompozycję)


Podsumowując nie zawiodłem się na Pandemonium, jest to album na który warto się namyślić i go posłuchać. Muzyka była czymś w pewnym sensie innowacyjnym w brzmieniu braci Cavalera: dominowało brutalne, szybkie granie bez nacisku na groove metal. Pojawiły się również bardzo nietypowe zabiegi, takie jak mocno przesterowany wokal (niski oraz demoniczny), oraz nacisk na perkusję w miksie (dalej jednak twierdzę że miks został spieprzony). W tym przypadku wydaje mi się, że Max z Igorem spełnili swoje fantazje w związku z albumem Morbid Visions. Jedyne co najprawdopodobniej nie należy do nowości to teksty. Nadal są dosyć słabe, czasem nie były dopasowane do kompozycji i zawiewały prymitywnością, jedyny moment kiedy z ich powodu cieszyła mi się micha był w utworze nr. 9, kiedy to Max Cavalera wytknął błędy dla Andreasa Kissera. Teksty są jednak znacznie lepsze w porównaniu do rok wcześniej wydanego Savages. Wprawdzie nie jest to najlepszy album wydany w 2014 roku, jednak i tak polecam się nim zainteresować, tak z czystej ciekawości, co ten Cavalera znowu zaserwował.


Zalety:
- Kompozycje
- Brutalność
- Klimat
- Innowacyjne brzmienie
- Połączenie agresji z pięknem
- Bardzo dobre riffy i melodyjne brzmienie
- Okładka
- Bardzo dobre bonusy

Wady:
- Jakość miksu
- Częste spadki jakości muzyki
- Teksty


Okładka: 8/10
Teksty: 5,5/10
Kompozycje: 8,5/10

Ogólna ocena: 7,25/10


Obituary - Inked In Blood


Inked In Blood jest dziewiątym albumem studyjnym amerykańskiej grupy death metalowej Obituary. Został wydany 28 października 2014 roku nakładem Relapse Records. Słuchając ostatniego albumu grupy uznałem że dla Obituary przyda się odświeżenie; album przypominał trochę Morbid Tales grupy Celtic Frost połączone z crossover thrashem i Cause Of Death. Ponieważ wiedziałem że grupie kończą się pomysły, data wydania ich najnowszego dzieła nie zdziwiła mnie. Najnowsze dzieło Obituary było raczej niespodziewanym wydawnictwem, nikt nie podejrzewał że w tym roku pojawi się ich najnowszy album. Inked In Blood zostało zapowiedziane wraz z wydaniem niespodziewanego singla "Visions In My Head". Przed wydaniem albumu odszedł długoletni basista grupy, Frank Watkins; zastąpił go Terry Butler. Album został doceniony zarówno przez krytyków jak i fanów, obecnie uważany jest za jeden z najlepszych albumów z gatunku death metal wydanych w roku 2014.

Okładka jak na Obituary jest bardzo nietypowa. Patrząc na nią zastanawiam się czy przypadkiem ktoś nie podmienił jej z okładką A Skeletal Domain grupy Cannibal Corpse. W centrum przedstawiony jest przepołowiony korpus przybity do ściany z oderwanymi rękoma i odciętą głową. Na środku oczywiście napisane jest "Obituary". Sama grafika sugeruje, że chłopaki z Florydy nieco zmienią swoje brzmienie. Nie licząc albumu Darkest Day, ostatnia okładka jaka najbardziej mi się podobała była na albumie Cause Of Death. Ta zdecydowanie rządzi, przebija wszystkie poprzednie.

NIE ZNALAZŁEM FILMU ANI PLAYLISTY

1. "Centuries Of Lies"
Album rozpoczyna się od hardcore'owego uderzenia. Kojarzy mi się to nieco z albumem Lowest Of The Low grupy Terror. Słychać jednocześnie typowe zabiegi wokalne dla grupy, takie jak bezduszne darcie mordy. Zazwyczaj uważałem to jako wadę tej grupy, pomimo tego tutaj wypada to naprawdę świetnie, pasuje do hardcore'owej kompozycji. Wszystko fajnie się ze sobą łączy: tekst, wokal, gitara i perkusja. Wprawdzie niewielki wysiłek, ale już słychać że kilka lat przerwy dobrze zrobiło dla grupy. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7,5/10


2. "Violent By Nature"
Drugi utwór rozpoczyna się od ociężałego intra w stylu Slowly We Rot. Słyszymy ciężką perkusję, ostry riff i krzyki wokalisty. Słychać że "Violent By Nature" znacznie bardziej pasuje jako intro do albumu. Po intrze słyszymy krótką pauzę dodającą klimatu. Następnie słyszymy bardzo dobrą zwrotkę zdecydowanie w innym stylu niż wszystkie poprzednie utwory. Dopiero tutaj Obituary pokazuje to co potrafi najlepiej. W pewnym momencie riff zaczyna mi się nudzić. Całe szczęście w odpowiednim momencie wkracza zwrot akcji (połowa pierwszej minuty). Słyszymy zupełnie inny riff, nakręcający na słuchanie. Pomimo stosunkowo wolnego tempa, utwór ma wiele zwrotów akcji typowych dla tego gatunku; budzi to moje skojarzenia oczywiście z albumem Cause Of Death; można powiedzieć że tych momentów jest mnóstwo. Pomimo nowoczesnego brzmienia grupa nie rezygnuje ze starych zasad, a to jest dobre. Zdecydowanie "Violent By Nature" bardziej pasuje na numer 1. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 9,5/10 (+3 za kompozycję i za klimat, -0,5 za początkową nudę)


3. "Pain Inside"
Kolejny kawałek rozpoczyna się od brutalnego, ociężałego uderzenia w stylu albumu The End Complete zmieszane z intrem do utworu "Cause Of Death" z albumu o tej samej nazwie. Samo intro brzmi naprawdę solidnie, bardzo dobrze nakręca do słuchania. Słuchając dalej, "Pain Inside" jest zdecydowanie hardcore'owym uderzeniem w stylu Black Sabbath (kojarzy mi się jednocześnie crossover'owym brzmieniem State Of The World Address grupy Biohazard). Utwór kipi ociężałym klimatem, spowodowany jest przez brutalne riffy i krzyki wokalisty al'a Cause Of Death (bez paniki, nie są przesterowane). Szczerze powiedziawszy jestem mocno zaskoczony tym, że teksty do Inked In Blood do tej pory nie pojawiły się w internecie.

Ocena: 9,75/10 (+3,5 za klimat, +3 za kompozycję, +2 za brutalność)


4. "Visions In My Head"
Jak już mówiłem na wstępie, "Visions In My Head" było niespodzianką od Obituary dla fanów; pamiętam jak pierwszy raz go posłuchałem, istna magia! Po tamtym czasie równie dobrze się go słucha. Rozpoczyna się od porządnego, agresywnego riffu. Dopiero tutaj słychać jak Obituary dowaliło do pieca, łącząc muzykę ze swoich najlepszych lat. Wokal w zwrotce jest bardzo przebojowy, połączenie brzmienia perkusji i gitary tworzą coś co zapada w pamięć. "Visions In My Head" jednocześnie dostarcza nam ciężkiego klimatu rodem z gotyckich imprez. Często zdarzają się również niespodziewane zwroty akcji, co powoduje dodatkowe zaciekawienie. Jedyną wadą tego utworu jest najprawdopodobniej brak pomysłu na riff w piętnastej sekundzie trzeciej minuty (Slayer - "Seasons In The Abyss"). Sama solówka jest jednak bardzo dobra, pasuje do skopiowanego riffu. Udam że tego riffu nie usłyszałem. O dziwo, tekstu również nie znalazłem (!).

Ocena: 10/10 (+4 za kompozycję, +3 za klimat i przebojowość)


5. "Back On Top"
Patrząc na tytuł, wydaje mi się że "Back On Top" powinno być czymś rasowym rodem z Motorhead. Od początku "Back On Top" kojarzy mi się z grą w stylu Black Sabbath i Biohazard. Rasowe, ale i brutalne granie przyprawia o uśmiech. Zwroty akcji, połączenie ociężałej gry z melodyjnymi solówkami jest zdecydowanie czymś na co warto czekać. Równie dobra jest praca wokalna Johna Tardy'ego. Wprawdzie nie jest to tak dobre jak poprzedni utwór, jednak warto do tego dotrwać. Tekstu również nie znalazłem w internecie.

Ocena: 9,5/10 (+3 za kompozycję, +1 za brutalność i rasowość)


6. "Violence"
"Violence" jest już czymś w stylu "Centuries Of Lies", łączy ze sobą hardcore'owe granie z muzyką Celtic Frost. Utwór jest w większości grą na jedno kopyto, kojarzy mi się trochę z "Augebombt" Sodomu z albumu Agent Orange. Jest to zdecydowanie rasowa gra w bardziej w stylu Cause Of Death, grupa pokazuje że pomimo odświeżonego brzmienia nie ma zamiaru w stu procentach zmieniać swojego stylu, i pozostać przy starszym graniu. Przy okazji, żadnego tekstu z Inked In Blood nie znalazłem w internecie, więc co będę się produkował. Będę opisywał tylko kompozycję.

Ocena: 8,5/10 (+2 za rasowość i przebojowość)


7. "Inked In Blood"
Utwór "Inked In Blood" jest zdecydowanym powrotem do czasów The End Complete. Wita nas ociężała kompozycja, z lekko rockowym oddźwiękiem. Sam utwór przypomina lekko połączenie utworu "Dying" z Cause Of Death z "Seven Faces" Slayera z albumu God Hates Us All. W utworze możemy usłyszeć dwa dobre riffy, oraz agresywny wokal. W przeciwieństwie do poprzednich utworów zwrotów akcji jest tyle co kot napłakał, nie ma wielu zmian tempa, oraz eksperymentów. Jedyne co słyszę to bujającą kompozycję, która wbrew pozorom wciąga. I tyle na ten temat, po utworze tytułowym spodziewałem się czegoś lepszego.

Ocena: 7,25/10 (+1,5 za dobre riffy i solówki, -1 za niedosyt)


8. "Deny You"
"Deny You" wydaje się być kontynuacją "Inked In Blood" niczym "Cause Of Death" utworu "Dying". Od początku zawiewa nudą, słyszymy słabe riffy w połączeniu z dobrym wokalem i perkusją. Oczywiście tak samo jak poprzednik jesteśmy raczeni brzmieniem w stylu Cause Of Death. "Deny You" nie jest czymś szczególnym. Tak samo jak poprzednik mało ma zwrotów akcji, i jest nudnym, aczkolwiek ociężałym graniem. Oczywiście to na czym się nie zawiedziemy to solówki które co rusz wgniatają w krzesło. Na jakieś większe fajerwerki nie liczyłbym jednak.

Ocena: 6,25/10 (+1 za solówki, -2 za nudę)


9. "Within A Dying Breed"
Nazwa utworu od początku skojarzyła mi się z "Dying Breed" grupy Five Finger Death Punch. Jednak w przeciwieństwie do niego, "Within A Dying Breed" jest ociężałą muzyką w stylu The End Complete. Niestety, tak samo jak w przypadku dwóch poprzednich utworów czegoś mi tu po prostu brakuje. Wprawdzie zarówno riff jak i wokal brzmią całkiem dobrze, jednak po Obituary spodziewałbym się czegoś więcej. Zapoznając się z Inked In Blood oraz kilkoma poprzednimi albumami zawsze mogłem liczyć na jakieś ciekawe zwroty akcji, i ogólnie brak nudy pod tym względem. Dopiero od trzeciej minuty coś zaczyna się dziać. Kompozycja nieco przyspiesza, sam utwór zaczyna nieco interesować. Pomimo tego zastanawiam się, czemu dla Obituary chciało się skomponować pięciominutowy kawałek z brakiem finezji.

Ocena: 6,75/10


10. "Minds Of The World"
Od początku "Minds Of The World" nabiera kształtu hardcore'owego brzmienia. Nie jestem jednak w stu procentach pewien co z tego wszystkiego wyjdzie. W pewnym momencie dostajemy jednak kawałek którego w ogóle bym się tutaj nie spodziewał... thrash?! Słychać typową prostą perkusję dla thrashu (uderzanie w werbel i talerz). Cóż, całkiem ciekawa odmiana, jednak thrash w wykonaniu Obituary niezbyt mi podchodzi. Jedyne z czego można się tutaj pocieszyć to solówki, reszta to nic nadzwyczajnego. Utwór przypomina trochę "Infected Voice" Sepultury z albumu Arise.

Ocena: 7,25/10


11. "Out Of Blood"
Kolejny kawałek i kolejne skojarzenia z Black Sabbath. Niestety, ten utwór wypada podobnie jak poprzednie: bolączką są tutaj nudne, bezpłciowe riffy. Wokal i perkusja brzmią całkiem nieźle, jednak to jedyne zalety. "Out Of Blood" trwa już ponad 2 minuty, a ja nadal nie usłyszałem żadnego ciekawszego zwrotu akcji! Oczywiście pod koniec usłyszymy solówkę, jednak nie jest ona tak dobra jak we wcześniejszych utworach. Ogólnie mówiąc nuda.

Ocena: 4/10 (-2 za nudę)


12. "Paralyzed With Fear"
No, wreszcie ostatni kawałek z wersji oryginalnej. Mam nadzieję że "Paralyzed With Fear" nie będzie taką słabostką jak poprzedni kawałek. Utwór się rozpoczyna. Jest to szybszy kawałek w stylu Celtic Frost. Przypomina typowy kawałek z albumu Cause Of Death połączony z "Visions In My Head". Utwór jest stosunkowo szybki, ma całkiem ciekawe zwroty akcji, wpada w ucho i ma wiele ciekawych zwrotów akcji. W połowie pierwszej minuty utwór zwalnia, przypomina coś w stylu "Out Of Blood", ewentualnie "Inked In Blood". Pomimo tego riff przewodni nie jest taki zły, nadaje poniekąd klimatu do utworu; przebojowy wokal Johna również poprawia sytuację.

Ocena: 7,75/10 (+2 za kompozycję, +1 za przebojowość, +0,5 za klimat)


13. "Intoxicated"
Kolejny utwór jest zdecydowaną odmianą. Gitara jest nastrojona na wyższe tony, poza tym utwór nie brzmi jak coś co wcześniej słyszeliśmy ze strony Obituary. Od początku "Intoxicated" wita nas crossoverowym klimatem. Słucha się tego całkiem nieźle, do czasu zwrotki w stylu Cause Of Death. Od tamtej pory utwór się psuje: słyszymy nudny riff, dodatek w postaci nudnego riffu i agresywnej perkusji. Dopiero po minucie dostajemy coś nowego: ciężki, ale i szybki kawałek muzyki. Zdecydowany powrót do początku lat 90-tych. Po drugiej minucie dostajemy z kolei speed-up... ogólnie nie będę tego wszystkiego tłumaczył, utwór ma mnóstwo zwrotów akcji, przypomina bardziej instrumental w stylu "Dying".

Ocena: 7,25/10 (+2 za kompozycję)


14. "Bloodsoaked"
"Bloodsoaked" w porównaniu do poprzednika rozpoczyna się od brutalnej, powolnej kompozycji. Po minucie słyszymy wokal, przypomina nieco ten jaki słyszałem w utworze "Cause Of Death" z tego samego albumu. Po jakimś czasie jednak mam takie samo zdanie jak o "Intoxicated": istny powrót do lat 90-tych. Tak samo jak poprzednik, utwór jest również w większej części kawałkiem instrumentalnym. W porównaniu do takiego "Paralyzed With Fear", kończy album zdecydowanie lepiej. Pomimo tego "Bloodsoaked" nie jest niczym szczególnym.

Ocena: 6,5/10


Podsumowując Inked In Blood zaskoczył mnie. Wprawdzie pod względem brzmienia nie przebił Pandemonium, jednak w porównaniu do poprzednich albumów Obituary prezentuje się lepiej. Fani często się kłócą o to który album Obituary jest najlepszy, zazwyczaj wśród kandydatów są dwa pierwsze albumy, Slowly We Rot i Cause Of Death. Tak naprawdę wydaje mi się że Inked In Blood bije na głowę tamte dwa. Jest to odświeżona (ale nie futurystyczna) wersja Obituary: nie tylko wnosi coś nowego, ale też gra na starych zasadach. To co mnie rozczarowało na tym albumie, to brak tekstów w internecie. Szczerze powiedziawszy spodziewałem się tego że pojawią się po co najmniej miesiącu od wydania albumu, a tu proszę! W internecie pustki... Słychać jednak że teksty są lepsze niż w poprzednich utworach, nie bardzo wiem czego dotyczyły, ale przynajmniej z kompozycją układały się w nieźle brzmiącą całość.


Zalety:
- Kompozycje
- Połączenie brutalności z rasowością
- Klimat
- Dobre teksty
- Bardzo dobre riffy i melodyjne brzmienie
- Połączenie stylu z lat 90-tych z odświeżonym stylem
- Okładka

Wady:

- Spadek jakości brzmienia muzyki po numerze 6
- Słabe bonusy
- Niska różnorodność


Okładka: 9,25/10

Teksty: 8/10 (-1 za brak tekstów)
Kompozycje: 8,25/10

Ogólna ocena: 8/10

2 komentarze:

  1. cytuje ,istny powrót do lat 90-tych" w "Intoxicated",zarówno "Intoxicated" jak i "Bloodsoaked" zostały nagrane w latach 90-tych i pochodząz albumu "slowly we rot",czyżby autor nie znał tej pyty ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam Slowly We Rot, słuchałem tego sporo razy. Tą recenzję tworzyłem, gdy nie znałem dobrze debiutu Obituary.

      Usuń

Obserwuj nas!