Wyszukaj

13 grudnia 2014

Recenzja: Slayer - Divine Intervention


Witajcie w kolejnej recenzji. Ten album został początkowo skonfrontowany z trzecią płytą Anthraxa o tytule Among The Living. Ponieważ nie pamiętam co robiłem rok temu, nie będę się rozbestwiał nad słowami wstępu, od razu was zaproszę do przeczytania tej godnej przerobienia konfrontacji. Na razie nie mam na to czasu, więc czekajcie cierpliwie na remake. Przed wami: Slayer - Divine Intervention.

Divine Intervention jest szóstym albumem Amerykańskiej grupy thrash metalowej Slayer. Został wydany 27 września 1994 roku nakładem wytwórni American Recordings. Jest to kolejny kontrowersyjny album tej grupy, ich przyczyna jest jednak inna niż zazwyczaj. Po nagraniu Seasons In The Abyss odchodzi z grupy Dave Lombardo, tłumacząc to narodzinami dziecka. Okazało się że Dave nie ma zamiaru przez dłuższy czas wracać do Slayera, z tego powodu na jego miejsce został zatrudniony Paul Bostaph znany z grupy Forbidden. Nie od dziś wiadomo że wielu fanów thrash metalu jest równie agresywnych jak ich ulubiony gatunek muzyki, tak więc zarówno krytycy jak i słuchacze usilnie szukali wad: "eee, wokal przesterowany, pierdole, 1/10", "dlaczego Dave nie gra na perkusji? 1/10", "dlaczego ta gitara jest tak nisko nastrojona! 1/10!", "nie ma basu, 1/10!!!", "znowu mama mi zrobiła kanapkę z szynką a nie z serem! 1 KURWA na 10!!!!!!!" i inne tego typu... Zdecydowanie jestem typem osoby która szanuje Slayera bez względu na to w jakim składzie grają. Oceniam tylko ich muzykę, ale to jest oczywiste.

Po raz pierwszy od 1986 roku Slayer zrywa kontrakt z Larrym Carollem, tym razem wziął się za okładkę Wes Benscoter, twórca grafik w stylu surrealistycznym. Wyżej wymieniona nazywa się "Divine Intervention", została ona wykonana zdecydowanie w stylu odpowiednim dla Slayera, ukazane okno ma kształt Slaytagramu (loga Slayera). Okładka prezentuje się groźnie, widać że grupa zaprezentuje nam ostre granie. Pomimo tego pozostaje lekki niesmak, brakuje mi tutaj szczegółów typu latające głowy, czy chociażby zniekształcone szatańskie postacie. Divine Intervention ma również drugą okładkę, znacznie bardziej kontrowersyjną od powyższej. Przedstawia ona fana który wyciął sobie żyletką na rękach napis "SLAYER". Ostatecznie znalazła się ona na wersji winylowej albumu.





1. "Killing Fields"
Od razu w słuch zaczynają się rzucać zmiany: utwór rozpoczyna agresywna perkusja Paula Bostapha. Po chwili rozbrzmiewa nisko nastrojona gitara dodająca klimatu. Coś w tym stylu w intrze słyszałem w utworze "South Of Heaven", z tą różnicą że "Killing Fields" pomimo średniego tempa jest dosyć brutalnie zagrane. Gdy rozbrzmiewa głos Toma Araya, myślę sobie: "I czemu ci ludzie się go czepiają?". Tom Araya brzmi tutaj naprawdę dobrze! Wydaje mi się że szperanie w wokalu było konieczne, wystarczy posłuchać sobie album Live Intrusion aby się o tym przekonać. "Killing Fields" brzmi naprawdę porządnie: dużo zwrotów akcji, ciężkie riffy oraz agresywna perkusja z naciskiem na podwójną stopę. Ciekawym elementem utworu jest speed-up pod koniec drugiej minuty, dodaje tego ciężkiego klimatu do utworu, zdecydowanie pasuje do Slayera. Kawałek jest o socjopacie nie potrafiącym kontrolować swojego gniewu. Z powodu nagłego przypływu złości, pozabijał wszystkich ludzi w swojej okolicy.
Ocena: 9,5/10 (+3 za agresję i ociężałość, +2 za klimat)


2. "Sex. Murder. Art."
Drugi utwór jest już z zupełnie innej bajki. Wprawdzie dalej słyszymy agresywną perkusję oraz nisko nastrojoną gitarę, jednak kawałek jest zdecydowanie szybszy od poprzednika. Praca instrumentów robi tutaj wrażenie: agresywne riffy i wokal, oraz szybka perkusja. Zdecydowanie coś przy czym można zatrzymać się na dłużej. Utwór jest czymś w rodzaju "Piece By Piece" z albumu Reign In Blood: krótkie, zdecydowane, klimatyczne i szybkie. Outro nieco zmienia ten kawałek: zmiana riffu oraz tempa perkusji trochę pogorszyło brzmienie. Muzyka staje się chaotyczna, przez co kiepsko się tego słucha. "Sex. Murder. Art." jest jednak w czołówce moich ulubionych utworów Slayera, głównie za tą swoją specyficzność. Cały utwór został napisany przez Toma Araya: "Sex. Murder. Art." jest napisem z koszulki wokalisty, sam kawałek został napisany pod wpływem złości, po tym jak Tom pokłócił się ze swoją dziewczyną.
Ocena: 9,75/10 (+4 za agresję, +2 za klimat, -0,5 za outro)


3. "Fictional Reality"
Kolejny utwór rozpoczyna się od razu od agresywnego napierdalania, bez żadnych inter i tym podobne. Sam utwór jest średni, ma jednak kilka całkiem niezłych riffów i zwrotów akcji. W pierwszej części utworu "Fictional Reality", słyszymy bardzo niepozorne riffy, wokalnie Tom również nie powala na kolana. Paul Bostaph wprawdzie gra podobnie jak w "Killing Fields", jak dla mnie nie zgrywa się on dobrze z riffami słyszanymi w utworze. Dopiero po drugiej zwrotce coś się dzieje: breakdown oraz agresywna solówka które dopiero nadają dla utworu klimatu. Niedługo potem utwór wraca do poprzedniego stanu, i się kończy. Jak dla mnie jest to zdecydowanie najsłabszy kawałek z płyty. "Fictional Reality" jest o anarchii panującej w społeczeństwie po odejściu polityków.
Ocena: 7,5/10


4. "Dittohead"
Podobnie jak w poprzednim utworze, "Dittohead" od razu zaczyna sieczkę. Z tą różnicą że ten kawałek to szybka jazda w stylu Reign In Blood. Utwór jest dosyć skomplikowany, często jego akcja się zmienia. Klimatu w stylu utworów "Killing Fields" oraz "Sex. Murder. Art." niestety tutaj nie ma, utwór jest postawiony przede wszystkim na agresywne napierdalanie. A szkoda, "Dittohead" mianowicie prezentowałby się całkiem przyzwoicie. Utwór jest czymś w rodzaju kontynuacji "Fictional Reality": w "Dittohead" jest mowa o kraju, który wskutek odejścia polityków został opętany przez anarchię.

Ocena: 8,25/10


5. "Divine Intervention"
Kolejny kawałek jest totalnym odlotem, zupełnie nie przypomina poprzednich kawałków. Brzmi jakby został napisany za czasów South Of Heaven: dominuje w nim powolna, ociężała gra i niespokojna atmosfera. Bardzo podoba mi się tutaj praca gitar która co chwilę coś w nosi. W połowie pierwszej minuty słyszymy krzykliwy wokal Toma Araya. Słychać że wokalista włożył mnóstwo energii w zaśpiewanie zwrotki; refren jest równie dobry jak poprzednia część: bardzo dobry riff i agresywny wokal. Wydaje mi się że utwór bardziej pasowałby na koniec, głównie dlatego że pod względem budowy przypomina nieco kawałek "Seasons In The Abyss": długie intro, zwrotka i refren, solo, znowu zwrotka i refren i w końcu outro. Utwór jest o duszy stojącej przed sądem ostatecznym. Za życia należała do grzesznika; z tego powodu bóg zadaje jej niewyobrażalny ból. Wydaje mi się że Tom bardzo dobrze odwzorował cierpienie tej duszy. Warto ten tekst przeczytać.

Ocena: 9,25/10 (+4 za klimat, +2 za tekst)


6. "Circle Of Beliefs"
Od początku jesteśmy witani zwrotką. Podobnie jak w przypadku "Fictional Reality", kawałek jest agresywnie zagrany; z tą różnicą że "Circle Of Beliefs" zostało lepiej skomponowane, nie ma jakichś tam dziur przeszkadzających w słuchaniu. W utworze możemy usłyszeć mnóstwo zmian tempa, oraz agresywne riffy złączone z szybką perkusją. Jak dla mnie jest to jedna z ciekawszych pozycji na płycie, Slayer pokazuje nam czym kieruje się podczas tworzenia płyty. Teraz agresja nie jest na pierwszym miejscu, zdecydowanie grupa postawiła na klimat i zrównoważenie. Zdecydowanie gorszy jest tekst: przypomina nieco ten jaki słyszałem w grupie Soulfly, zdania są dziwnie ze sobą zespolone, widać że tekst był pisany w pośpiechu. Całe szczęście jest to jedyna wada utworu. "Circle Of Beliefs" jest atakiem na kościół. Osoba wypowiadająca się w utworze wmawia chrześcijanom, iż ich trud się nie opłaca, gdyż nie ma czegoś takiego jak zbawienie.

Ocena: 9,25/10 (+3 za agresję i klimat, -1 za tekst)


7. "SS-3"
Kolejny kawałek od początku jest dosyć podobny do poprzednika: na początku słyszymy intro zagrane nieco w stylu "Fictional Reality". Następnie pojawia się krótki wstęp i powolna zwrotka w marszowym tempie. Jest to jeden z nielicznych przebojowych kawałków na płycie, można to usłyszeć po refrenie który nieźle brzmiałby w refrenach. Po drugiej minucie utwór przyspiesza, tworzy się z tego kawałek w stylu "Circle Of Beliefs". "SS-3" jest genialne samo w sobie, można w nim usłyszeć bardzo dobre riffy od początku do końca, towarzysząca im perkusja również jest niezawodna, poza tym utwór kipi złowieszczym klimatem. "SS-3" jest o zamachu na obergruppenführera (odpowiednik generała) jednostki SS, Reinharda Heydricha.

Ocena: 10/10 (+4 za kompozycję, +1 za klimat)


8. "Serenity In Murder"
Od początku "Serenity In Murder" rozpoczyna się agresywnym intrem, przypominającym nieco końcówkę utworu "SS-3". W pewnym momencie kawałek zwalnia, i rozpoczyna się zwrotka. W "Serenity In Murder" dominuje agresja w połączeniu z ociężałością, ponury wokal Toma dodaje temu wszystkiemu dobrego klimatu. Pod koniec pierwszej minuty możemy usłyszeć speed-up oraz solówkę. Niestety w porównaniu do wszystkich poprzednich utworów, "Serenity In Murder" jest ubogie w jakiekolwiek zwroty akcji, jest to dosyć prosty, krótki kawałek w którym jedyną ciekawą rzeczą jest tak naprawdę zwrotka za którą ma u mnie plus. "Serenity In Murder" jest o pewnej osobie, która czerpie ogromną przyjemność z zabijania.

Ocena: 8/10 (+2 za klimat, -1 za długość utworu)


9. "213"
"213" obok "Serenity In Murder" oraz "Divine Intervention" jest jednym z najbardziej klimatycznych kawałków na płycie. Co się dziwić, zdecydowanie jest to utwór w stylu South Of Heaven. "213" rozpoczyna się od naprawdę ociężałego, klimatycznego intra. Między innymi dlatego warto przesłuchać ten kawałek. Po intrze utwór przyspiesza ujawniając kilka ciekawych zwrotów akcji (rzecz jasna wszystkie dają po mordzie klimatem). Następnie słyszymy dobrą zwrotkę, niedługo potem refren, po jakimś czasie dostajemy jeszcze klimatyczne solo... wszystko kipi złowieszczym klimatem, niczym z powieści Lovecrafta. Z tą różnicą że Slayer rzadko kiedy inspiruje się Lovecraftem. W przypadku Slayera są to satanizm, druga wojna światowa oraz seryjni mordercy. "213" jest o Jeffrey'u Dahmerze. Co dziwne, jest to pierwszy utwór jaki powstał o tym seryjnym zabójcy, co najlepsze: zabójca z Milwaukee zginął 2 miesiące po wydaniu Divine Intervention.

Ocena: 9,5/10 (+4 za klimat)


10. "Mind Control"
"Mind Control" jest zdecydowanie moim faworytem na tym albumie. Jest to za razem ostatni kawałek z płyty. Jest to utwór postawiony zdecydowanie na agresję, chociaż nie brakuje mu ponurego klimatu w stylu "Circle Of Beliefs" oraz "SS-3" (jak dla mnie "Mind Control" powinno znaleźć się na płycie po "SS-3", tam by najlepiej pasowało). "Mind Control" ma dosyć prostą budowę, aczkolwiek jest wzbogacony w bardzo dobre riffy, agresywną kompozycję oraz jak dla mnie najlepsze solówki na albumie. Przypomina odrobinę "Raining Blood" z albumu Reign In Blood. Utwór jest kolejnym atakiem na kościół; w "Mind Control" wypowiada się "uosobienie religii" które kontroluje ludzkie umysły.

Ocena: 10/10 (+4 za kompozycję, +2 za klimat)


Podsumowując Divine Intervention zrobił na mnie równie dobre wrażenie co Among The Living Anthraxa. Naprawdę, nie rozumiem dlaczego ten album jest taki niedoceniony, jak dla mnie jest on równie dobry co jego poprzednik. Kompozycje były na wysokim poziomie, Slayer pomimo zmiany perkusisty nie stracił poziomu; wręcz przeciwnie, przed grupą otworzyły się nowe wrota do rozwoju thrash metalu (szkoda tylko że Slayer zmarnował to wydając wolniejszy album Diabolus In Musica). Do wokalu nawet czepiać się nie będę, wiem że po prostu ten zabieg był konieczny. Niestety, brakowało mi na płycie tekstów Kerry'ego Kinga oraz Jeffa Hannemana, Slayer przesadził z tekstami napisanymi przez Toma Araya. Inną cechą jaką zauważyłem podczas słuchania był miksing. Przypominał on bardziej ten jaki słyszałem na albumie Hell Awaits, po szóstym krążku Slayera spodziewałem się czegoś lepszego. Pomimo tego album jest godny polecenia; ma swój klimat, grupa włożyła w niego więcej serca niż w następce. Poza tym, jest to ostatni tego typu album Slayera, więc warto to uszanować. :)


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Klimat
- Bardzo dobre brzmienie Drop B
- Okładka
- Wokal
- Bardzo dobre solówki
- Świetny debiut nowego perkusisty w Slayerze

Wady:

- Spadek jakości tekstów
- Słaby miksing
- Brak różnorodności


Okładka: 7,5/10

Teksty: 7/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,25/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!