Wyszukaj

17 stycznia 2015

Konfrontacja: Cannibal Corpse - Eaten Back To Life vs Deicide - Deicide



Witam w kolejnej konfrontacji! Dzisiaj będziemy zabijać ludzi i rozlewać ich świeżą krew po pokoju, a także śmiać się z chrześcijan i wmawiać im jacy oni są głupi z pomocą dwóch klasyków death metalu początku lat 90-tych. Jakby się bliżej temu wszystkiemu przyjrzeć, jest ich naprawdę mnóstwo, na naszym blogu pojawiła się zaledwie garstka tego co jest uważane za klasykę. Oba albumy zostały wyprodukowane przez słynnego producenta popularnego w tych latach, Scotta Burnsa. Nie muszę chyba mówić jaki poziom reprezentują dzieła którymi zajął się wyżej wymieniony producent. Zawsze warto jednak się przekonać czy przypadkiem wyżej wymienione albumy nie są odmieńcami wśród reszty. Przed wami: Cannibal Corpse - Eaten Back To Life vs Deicide - Deicide.


Cannibal Corpse - Eaten Back To Life


Eaten Back To Life jest pierwszym albumem studyjnym amerykańskiej grupy brutal death metalowej Cannibal Corpse. Został wydany 17 sierpnia 1990 roku nakładem wytwórni Metal Blade Records. Grupa powstała w wyniku połączenia członków innych grup z Buffalo: Tirant Sin, Beyond Death oraz Leviathan. Chris Barnes był założycielem Tirant Sin, występował w niej wraz z Bobem Rusay'em oraz Paulem Mazurkiewiczem. W Beyond Death występowali Alex Webster i Jack Owen. Z kolei Leviathan był późniejszą grupą Chrisa Barnes'a, z którą nagrał demo. Wkrótce po utworzeniu Cannibal Corpse pojawiła się ich pierwsza EP-ka. Eaten Back To Life został pozytywnie przyjęty zarówno przez krytyków jak i fanów; z powodu okładki został zakazany w niektórych krajach. Album został dedykowany dla Alfreda Packera.

Okładka została utworzona przez Vincenta Locke'a, specjalizującego się rzecz jasna w obrazach kontrowersyjnych. Na pierwszym planie widoczny jest żywy trup rozrywający sobie brzuch z którego wypadają wnętrzności. Poza nim widoczny jest cmentarz. Znacznie wolałem późniejsze, bardziej brutalne okładki grupy (np. Butchered At Birth, czy chociażby Torture), pomimo tego Vincent Locke jak zwykle nie zawiódł. Pomimo tego że artysta jeszcze nie do końca wypracował ten styl którym byliśmy raczeni przez następne 15 lat, okładka i tak wygląda ciekawie, zwłaszcza z powodu tego w miarę realistycznego obrazu wypadających z brzucha flaków.


Lista utworów:

1. "Shredded Humans"
2. "Edible Autopsy"
3. "Put Them To Death"
4. "Mangled"
5. "Scattered Remains, Splattered Brains"
6. "Born In A Casket"
7. "Rotting Head"
8. "The Undead Will Feast"
9. "Bloody Chunks"
10. "A Skull Full Of Maggots"
11. "Buried In The Backyard"

Kompozycyjnie Eaten Back To Life raczej nie był dla mnie wielkim objawieniem. Jest to pierwszy album grupy, więc raczej nie byłem tym zaskoczony, czasem kompozycja zawiewała lekko grupą Obituary. To co zdecydowanie zaskakuje to gitary które brzmią podobnie jak na South Of Heaven Slayera. Pierwszy utwór "Shredded Humans" jest za razem jednym z najlepszych kawałków na płycie; kipi agresją, brutalnością oraz świetnym klimatem, przyjemnie się go słucha. Numer dwa, "Edible Autopsy" jest czymś innym od poprzednika; dosyć chaotyczny utwór postawiony zdecydowanie na brutalność. "Put Them To Death" to typowy, rasowy kawałek muzyki death metalowej; kojarzy mi się trochę z "Inner Self" Sepultury. W porównaniu do poprzedników nie wypada tak dobrze, jednak wciąż nie jest źle. "Mangled" jest naszym numerem czwartym na liście. Przypomina lekko "Shredded Humans", z tą różnicą że mniej klimatyczne i bardziej zrównoważone. "Scattered Remains, Splattered Brains" przypomina poprzednie utwory; tak samo jak "Edible Autopsy" jest postawiony na brutalność. "Born In A Casket" ma w sobie coś co sprawia że chce się go słuchać, nie mam do niego większych zastrzeżeń: kipi ponurością i brutalnością. "Rotting Head" obok "Put Them To Death" jest jednym z prostszych utworów z płyty, kojarzy mi się nieco z typowym utworem z albumu The Bleeding. "The Undead Will Feast" podobnie jak poprzednik jest prosty w budowie; jest od niego nieporównywalnie słabszy, nie słucha mi się go tak dobrze. Następnie jest niepozorne, aczkolwiek brutalne "Bloody Chunks"... i pora na dwa najlepsze utwory z płyty (rzecz jasna obok "Shredded Humans"): "A Skull Full Of Maggots" wypełnione po brzegi zajebistym klimatem, ciekawymi riffami oraz brutalnością, oraz "Buried In The Backyard" z długim, aczkolwiek świetnym intrem. To na co warto tutaj czekać, to właśnie ta dwójka podchodząca pod style trzech późniejszych albumów. Warto dotrwać do końcówki.

O dziwo, jak na Cannibal Corpse teksty są różnorodne. Kręcą się jednak wokół tych samych zagadnień: brutalność, krew, flaki i roztrzaskane czaszki. Każdy utwór jest pod tym względem inny. "Shredded Humans" jest na temat wypadku samochodowego spowodowanego przez pijanego kierowcę. "Edible Autopsy", "Scattered Remains, Splattered Brains" oraz "Rotting Head" są o szalonym chirurgu, który dokonuje eksperymentów na swoich pacjentach. "Mangled", "Bloody Chunks" oraz "Buried In The Backyard" opisują akt kanibalizmu, oraz przyjemność z nią związaną. "Put Them To Death" oraz "The Undead Will Feast" są o nieumarłych, którzy za życia zostali zamordowani w brutalny sposób. W pewnym momencie powstają z grobu, by się zemścić na swoich oprawcach. "Born In A Casket" jest o nekrofilii jako upodobaniu stworzonym przez samego szatana, a "A Skull Full Of Maggots" jest o rozkładającym się ciele w grobie. Spośród całej dyskografii Cannibal Corpse z Chrisem Barnes'em, teksty z Eaten Back To Life wydają mi się przypadać najbardziej. Nie tylko są bardzo dobrze napisane, ale jak już mówiłem, wyróżniają się różnorodnością.

Zalety:
- Dobry wokal
- Bardzo dobra okładka
- Klimat
- Agresja i brutalność
- Świetne teksty
- Różnorodność

Wady:
- Średnie kompozycje


Okładka: 9/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 7,5/10

Ogólna ocena: 8/10


Deicide - Deicide


Deicide jest pierwszym albumem studyjnym death metalowej grupy Deicide. Został wydany 25 lipca 1990 roku nakładem Roadrunner Records. Deicide jest kontrowersyjną grupą muzyczną z Tampy, została utworzona przez wokalistę i basistę Glenna Bentona oraz perkusistę Steve'a Asheim. Do składu dołączyli bracia gitarzyści Brian i Eric Hoffmanowie. Jak sama nazwa wskazuje ("Deicide - bogobójstwo"), teksty grupy zazwyczaj dotyczyły tematyki antyreligijnej. Tak samo jak w przypadku Cannibal Corpse z Eaten Back To Life i Obituary z Cause Of Death, dla Deicide rok 1990 był przełomowy; nie muszę chyba mówić dlaczego. Płyta sprzedała się w nakładzie ponad 110 tys. egzemplarzy w USA według danych z 2003 roku. Album został oceniony pozytywnie zarówno przez krytyków jak i samych fanów, do dzisiaj uznawany jest za jeden z najważniejszych death metalowych klasyków. Rozum zazwyczaj w takich sytuacjach podpowiada mi, abym nie ufał krytykom. Zobaczmy co zaprezentowało Deicide!

Nie mam pojęcia co przedstawia okładka. Możliwe że będąc metalowcem powinienem wiedzieć co jest na niej przedstawione; najprawdopodobniej jestem niedoukiem. Jest to coś w rodzaju medalionu z twarzą po środku. Grafika przypomina nieco pierwszą wersję okładki do albumu A-Lex Nowej Sepultury; nawet pomimo wyraźnego niedosytu pod względem tła, grafika prezentuje się złowieszczo i miło się na nią patrzy.


Lista utworów:

1. "Lunatic Of God's Creation"

2. "Sacrificial Suicide"
3. "Oblivious To Evil"
4. "Dead By Dawn"
5. "Blaspherereion"
6. "Deicide"
7. "Carnage In The Temple Of The Damned"
8. "Mephistopheles"
9. "Day Of Darkness"
10. "Crucifixation"

Kompozycje powiewają fajnym wietrzykiem oldschool'u. Kojarzą mi się z Cannibal Corpse z czasów Butchered At Birth. Muzyka jest przede wszystkim szybka i bardzo brutalna. Riffy są pełne brutalnego grania, w grze na perkusji większą część grania zajmują blast beaty. Do tego wszystkiego można dodać ponury klimat albumu. W rzeczywistości kompozycje nie były tak dobre jak się spodziewałem, jest to jedyny kulejący aspekt albumu; pod tym względem album wypadł gorzej od Cannibal Corpse.Wokal kipi agresją, kojarzy mi się trochę z Chrisem Barnes'em za młodu, głośny wokal wspierający dodaje temu wszystkiemu uroku, wszystko brzmi nie dość że ponuro, to jeszcze brutalnie. Numer jeden, "Lunatic Of God's Creation" kojarzące się z "Meat Hook Sodomy" wcześniej wspomnianej grupy; jest to średniak, wiem że grupę stać na coś lepszego. Z każdym następnym utworem na albumie jest lepiej; potem są brutalne "Sacrificial Suicide" oraz "Oblivious To Evil". Po jakimś czasie Deicide rozpoczyna to prawdziwe przedstawienie: słyszymy "Dead By Dawn", najprawdopodobniej jeden z najlepszych utworów na albumie. Dominacja brutalnej gry, masa przyjemnych dla ucha zwrotów akcji, oraz potężnych solówek. Numer pięć: "Blaspherereion". Utwór od samego początku wydaje się być jeszcze lepszy od poprzednika; kojarzy się lekko z Behemothem, muzyka jest bardziej postawiona na klimat; nie znaczy to że nie uświadczymy brutalnego grania. Następny jest utwór tytułowy, "Deicide". Sam początkowy riff nakręca do słuchania, tak więc od razu komunikuję że od numeru 4 rozpoczyna się jazda. "Carnage In The Temple Of The Damned" to numer 7. Oczywiście kolejny, porządny (aczkolwiek bardziej zrównoważony) kawałek na płycie. W "Mephistopheles" brutalne granie nie kończy się, słyszymy jatkę nieco w stylu Behemotha, z odrobiną zajebistych riffów. Dwa ostatnie utwory na albumie to "Day Of Darkness" oraz "Crucifixation", będące już czymś nieco w stylu pierwszych ścieżek z albumu.

Podobnie jak w przypadku Behemotha, teksty wszystkich utworów są napisane nieco w stylu modlitwy. Jak już mówiłem, teksty dotyczą przede wszystkim tematyki antyreligijnej. "Lunatic Of God's Creation" jest o mrocznej stronie ludzkiej natury. "Carnage In The Temple Of Damned", "Dead By Dawn" i "Sacrificial Suicide" dotyczy rytualnego samobójstwa; "Oblivious To Evil" jest o rytualnym zabójstwie dziecka w imię szatana. "Day Of Darkness" jest o końcu świata, który spowodował nawrócenie się ludzkości. W "Deicide" wypowiada się szatan, który uważa się za zabójcę Jezusa. "Mephistopheles" oraz "Blaspherereion" jest o ataku piekielnych sił na eden. Z kolei w "Crucifixation" zawarta jest herezja, jakoby to szatan został ukrzyżowany, i cierpiał za ludzkość. Widać więc że na brak różnorodności tekstów nie ma co narzekać.


Zalety:
- Dobra okładka
- Agresja i brutalność
- Dobry klimat
- Bardzo dobre teksty
- Wokal
- Ciekawe rozwiązania

Wady:

- Brak różnorodności
- Średnie kompozycje


Okładka: 8,5/10

Teksty: 9/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 7,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!