Wyszukaj

3 lutego 2015

Konfrontacja: Slayer - Hell Awaits (+ Haunting The Chapel) vs Sodom - Persecution Mania (+ Expurse Of Sodomy)


Witam w kolejnej konfrontacji. Dzisiaj wraz z Sodomą i Gomorą Sodomem i Slayerem wybierzemy się na wycieczkę do czasów Drugiej Wojny Światowej wychwalając przy tym szatana. Posłuchamy muzyki o tym jak to ludzie siebie nienawidzą, oraz jakimś dziwnym trafem doprowadzają siebie do zagłady za sprawą dwóch, bardzo ważnych kamieni milowych w muzyce thrashmetalowej. Przypomina mi się trochę konflikt aliantów i hitlerowców, z tą różnicą że w pokojowej atmosferze. Przed wami: Slayer - Hell Awaits z EP Haunting The Chapel, oraz Sodom - Persecution Mania wraz z Expurse Of Sodomy


Slayer - Hell Awaits


Hell Awaits jest drugim albumem amerykańskiej grupy thrashmetalowej Slayer. Został wydany 15 sierpnia 1985 roku nakładem Metal Blade Records. Owa konfrontacja wyszła z tego, iż trafiłem na egzemplarz płyty Hell Awaits z wmieszanymi utworami z albumu Haunting The Chapel (która została wydana rok wcześniej), co mnie bardzo cieszy. Po cieszącym się popularnością Show No Mercy, Slayer wydaje wyżej wymienioną EP-kę, aby ukazać fanom kierunek w jakim grupa zamierza iść w przyszłości. Album nie osiągnął wielkiej popularności, bardziej spodziewano się tego, że Slayer nie podoła. Co się wydarzyło później chyba nie muszę mówić. Hell Awaits ma zarówno swoich przeciwników, jak i zaciekłych obrońców. W czasach kiedy album był wydawany, był jednym z najbardziej agresywnych krążków z tego gatunku.

Okładka przedstawia demony spadające w piekielną otchłań. Nie wygląda ona na specjalną drożyznę; wiadomo, był to drugi album grupy, toteż nie ma sensu spodziewać się rewelacji. Muszę jednak powiedzieć, że w porównaniu do Show No Mercy, na okładkę patrzy się znacznie lepiej.


Lista utworów:

1. Hell Awaits
2. Kill Again
3. At Dawn They Sleep
4. Haunting The Chapel
5. Praise Of Death
6. Necrophiliac
7. Captor Of Sin
8. Crypts Of Eternity
9. Hardening Of The Arteries
10. Chemical Warfare


Z początku uważałem ten album za straszny prymityw. Przyznaję się bez bicia, że kiedy to powiedziałem, dopiero się ze Slayerem zapoznawałem. Miałem już zaliczone takie krążki jak God Hates Us All, Christ Illusion oraz World Painted Blood, toteż uznałem że grupa tworząc takiego starocia nie popisała się. Kiedyś na komputerze miałem utwory bez remasteringu, wypadały one naprawdę blado w porównaniu do obecnej wersji albumu; ich jakość była kiepska, poza tym muzyka była cicha, przez co notorycznie musiałem zrobić głośniej, aby móc sobie posłuchać Hell Awaits. Było to dosyć uciążliwe, toteż album rzadko kiedy gościł u mnie w głośnikach. W pewnym momencie nabyłem egzemplarz po masteringu z utworami z Haunting The Chapel. Ostatecznie stwierdziłem, że lepiej mi się go słucha niż Show No Mercy, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Numer pierwszy to Hell Awaits; utwór ma strasznie długie intro w którym co chwilę słyszymy odwrócone w czasie słowa "join us"; utwór bardzo lubię zwłaszcza za tą agresję, która niegdyś była uznawana za coś niespotykanego w metalu. Można powiedzieć że Slayer po intrze się rozkręcił na dobre. Później słyszymy jeszcze lepsze od poprzednika Kill Again. Utwór prawie idealny, jedyne czego mi tutaj brakowało to blast beat'y, które w niektórych miejscach pasowałyby idealnie (chociaż w tamtych czasach metalowcy spytaliby się mnie "a co to jest?"). Numer trzy to At Dawn They Sleep. W porównaniu do poprzednich utworów, At Dawn They Sleep jest już znacznie bardziej zrównoważone, utwór jest stosunkowo powolny, aczkolwiek ma w sobie dobry klimat i masę ciekawych riffów. Następnie rozbrzmiewa całkiem dobre Haunting The Chapel, będące czymś bardziej w stylu albumu South Of Heaven. W słuch rzuca się tutaj agresywne, aczkolwiek zrównoważone brzmienie perkusji. Następny na liście jest mój faworyt, Praise Of Death. Utwór przypomina nieco Kill Again; z tą różnicą że jest to trochę bardziej klimatyczny kawałek z masą ciekawych riffów, solówek, a także agresywnym podejściem do muzyki. Kolejny jest równie dobry Necrophiliac. Slayer pokazuje, że połączenie agresji, brutalności i ciężkiego klimatu to dla nich niczym splunięcie. Następne jest średnie Captor Of Sin; po nim słyszymy najwolniejszy kawałek z płyty, Crypts Of Eternity. Utwór bardziej w stylu Show No Mercy, w tym momencie grupa postawiła na rasowość odkładając na moment czystą agresję. Następne jest brutalne Hardening Of The Arteries. Slayer wraca do thrashowego napierdalania, przy tym chwaląc się outrem w stylu utworu Hell Awaits. Ostatni na liście jest Chemical Warfare na którym Slayer prezentuje całkiem przyjemną dla ucha dawkę thrashowego łojenia w połączeniu z dobrymi riffami, i outrem brzmiącym identycznie jak intro do Ghosts Of War z albumu South Of Heaven.

Jak na Slayera, teksty zostały dosyć słabo napisane. Ich budowa kojarzy mi się z Seven Churches grupy Possessed; tak samo jak w wydawnictwie grupy Jeffa Becerry, trudno tu znaleźć jakąkolwiek inwencję twórczą. W utworach często można znaleźć zwroty typu "hell", "satan", "sadistic", "fear" i tym podobne. Z brakiem inwencji twórczej chłopaków ze Slayera wiąże się monotematyczność; większość utworów dotyczy satanizmu oraz wierzeniach związanych z nim (Crypts Of EternityCaptor Of Sin, Necrophiliac, At Dawn They Sleep, Captor Of Sin) . Na drugim miejscu jest z kolei tematyka wojenna (Hell Awaits, Chemical Warfare). Czasem dawało się usłyszeć coś na temat śmierci (Kill Again, Praise Of Death). Pozostałe numery są na inne tematy od powyższych; Hardening Of The Arteries jest o końcu świata spowodowanym przez ludzką obłudę.

Podsumowując, Hell Awaits to płyta warta uwagi. Nie jest może jakimś thrasowym ideałem pokroju Reign In Blood, warto jednak się zainteresować jak brzmiał Slayer przed swoimi latami świetności. Do kompozycji nie mam jakichś tam wielkich zarzutów, muzyka obfitowała w dobre riffy, iście brutalne granie, ale i unikalne brzmienie i klimat. Teksty niestety były najgorsze spośród wszystkich albumów Slayera, widać że chłopaki nie mieli w tamtym okresie ciekawszych pomysłów, i praktycznie w każdym utworze możemy usłyszeć sformułowania "hell", "darkness", "fear" i tym podobne. Widać jednak było, że grupa nie stała w miejscu, i próbowała się jakoś rozwijać. Pomimo wad, Hell Awaits jest zdecydowanie bardziej dopracowanym dziełem w porównaniu do poprzednika.


Zalety:
- Solidna dawka thrashu
- Bardzo dobre kompozycje
- Wokal
- Połączenie rasowości z Show No Mercy z nowymi rozwiązaniami
- Utwory z Haunting The Chapel jako dodatek
- Mnóstwo dobrych solówek i riffów
- Bardzo dobre intro
- Klimat

Wady:
- Kiepska jakość utworów (dotyczy wersji bez remasteringu)
- Słabe teksty jak na Slayera


Okładka: 7/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 9/10

Ogólna ocena: 8,5/10


Sodom - Persecution Mania


Persecution Mania jest drugim albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Został wydany 1 grudnia 1987 roku nakładem Steamhammer Records. Tak samo jak w przypadku Hell Awaits, Sodom wydaje krążek zapowiadający zmiany w brzmieniu zespołu. Expurse Of Sodomy zapowiada pójście w stronę thrash metalu, nawet pomimo tego że EP-ka wciąż ma w sobie coś z black metalu (który niegdyś był głównym gatunkiem Sodomu). Niedługo potem pojawia się słynna Persecution Mania, często porównywana ze Schizophrenią Sepultury. W porównaniu do poprzedniego LP, Obsessed By Cruelty, album zebrał mnóstwo pochlebnych recenzji. Obecnie płyta jest uznawana za klasykę thrash metalu.

Okładka przedstawia żołnierza trzymającego karabin maszynowy. Stoi on na cmentarzu we mgle; w tle z kolei jest miasto i zachodzące słońce. Wyżej przedstawiona grafika prezentuje się podobnie jak omówiona wcześniej okładka do albumu Hell Awaits. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że przyjemniej się na nią patrzy, bardzo pasuje do klimatycznego, agresywnego grania.


Lista utworów:

1. Nuclear Winter
2. Electrocution
3. Iron Fist
4. Persecution Mania
5. Enchanted Lands
6. Procession To Golgotha
7. Christ Passion
8. Conjuration
9. Bombenhagel
10. Outbreak Of Evil
11. Sodomy And Lust
12. The Conqueror
13. My Atonement


Szczerze powiedziawszy zastanawia mnie, dlaczego Persecution Mania jest porównywana do Schizophrenii. Słuchając jej bardziej kojarzy mi się z wyżej omówionym Hell Awaits. Są one jednak bardziej... Sodomowe: więcej w tym mrocznego klimatu, muzyka jest bardziej postawiona na brutalne, thrashowe granie, a gitary są nisko nastrojone. Jak na drugie wydawnictwo grupy, Persecution Mania prezentuje się naprawdę dobrze, zasługuje na pełne wyróżnienie. Szczerze powiedziawszy znacznie bardziej wolę ten album od często wychwalanego Agent Orange, aczkolwiek wydaje mi się że oba wydawnictwa są tak naprawdę na podobnym poziomie. Do wady można zaliczyć tutaj kiepską jakość nagrań. Album rozpoczyna się od mocnego uderzenia w postaci Nuclear Winter. Z początku uważałem ten utwór za ideał Sodomu, dopóki nie poznałem reszty, tak więc jedyne co mogę w tym przypadku stwierdzić, to to że grupa dopiero się rozkręca; nie oznacza to jednak, że utwór nie prezentuje się okazale! Numer dwa to Electrocution. Z początku nie przepadałem za tym kawałkiem, polubiłem go dopiero po jakimś czasie. Ostatecznie wydaje mi się że to jedna z najlepszych pozycji na albumie: mnóstwo ciekawych riffów, klimat oraz brutalne uderzenie lekko w stylu Slayera. Dalej grupa zwalnia tempo coverem Motorhead, Iron Fist; utwór jest raczej średni, niczego ciekawego tutaj nie uświadczymy. Następny jest średniak, Persecution Mania. Numer 5 to powrót do thrashowej młóćki w postaci Enchanted Lands. Jest to kolejny zajebisty kawałek ze stajni Sodomu. Następnie grupa raczy nas brutalnym uderzeniem w postaci instrumentalu, Procession To Golgotha. Tuż po nim zaczyna się kolejny, wielki thrashowy potwór, Christ Passion. Następny kawałek to Conjuration; utwór jest zdecydowanie bardziej w stylu grupy Motorhead, kawałek przypomina połączenie Persecution Mania z Ausgebombt z albumu Agent Orange. Bombenhagel jest kolejnym powrotem do thrashowych łomotów, z tą różnicą że w porównaniu do poprzedników jedyne słowo jakie mi się tu narzuca to... chaos; zwykle w utworach thrashowych mi on nie przeszkadza, tutaj jednak brzmi to trochę prześmiewczo (co bardziej pasuje do solowego projektu Toma Angelrippera ze szczyptą humoru). Następny jest nieco mniej skomplikowany kawałek, Outbreak Of Evil. Wraz z tym utworem, Sodom spuszcza nieco z tonu, by w numerze 11 dać nam solidny wpierdol w postaci Sodomy And Lust. Album Expurse Of Sodomy jest takim kompromisem między tym dawnym stylem Sodomu, black metalem, a nowym thrashem, czego Sodomy And Lust jest najlepszym dowodem: brutalna kompozycja, a także ponury klimat rodem z grup pokroju Bathory. Numer 12, The Conqueror, jest kolejną, zwiększoną dawką klimatycznego, thrashowego grania zmieszanego z black metalem. Następnie w My Atonement, grupa nieco zwalnia. Dawka porządnego grania jednak się nie kończy, mianowicie utwór jest ponurym, ociężałym walcem, który miażdży wszystko na swojej drodze. W tym przypadku Sodom połączył brutalność z rasowością, co szczerze powiedziawszy grupie zwykle nie wychodzi... warto jednak na ten numer zwrócić uwagę.

Co do tekstów, są one średnie. Ich budowa jest prosta, jednak są one tak dobrze dopasowane do kompozycji, że na początku spodziewałem się czegoś bardziej skomplikowanego. Dopiero po ich przeczytaniu spotkała mnie niespodzianka, aczkolwiek nie jest źle. Większość tekstów dotyczy wojen, oraz związanych z nimi konsekwencjami (Nuclear Winter, Persecution Mania, Enchanted Lands, Bombenhagel). Dalej są utwory na temat satanizmu, a konkretnie czarnej mszy (Conjuration Sodomy And Lust). Następnie jest dominacja zła nad dobrem (Outbreak Of Evil i The Conqueror). Electrocution jest o więźniu, który został skazany na śmierć z powodu wielu, poważnych przestępstw takich jak gwałty, ludobójstwo, pedofilia itp. Iron Fist jest o rycerzu śmierci, który zabija swoje ofiary po to, aby wtrącić je do piekła. W Christ Passion jest mowa o pierwotnym znaczeniu chrześcijaństwa, którego ludzie przez wieki nie rozumieli, przez co w czasach średniowiecza doprowadzali do ludobójstw oraz wojen na tle religijnym. Z kolei My Atonement jest o ludziach, którzy na łożu śmierci nawrócili się, w czasie gdy będąc u szczytu sił żyli w sposób niegodziwy dla chrześcijanina.

Podsumowując, Sodom wydając Persecution Mania udowodnił, że nie tylko amerykanie potrafią grać thrash. Grupa spuściła ze smyczy niezwykle agresywny krążek, który nie tylko robił furorę w latach 80-tych, ale i dzisiaj jest szczególnie doceniany. Często miałem wrażenie, że album jest nawet lepiej dopracowany od swojego następcy, Agent Orange. Kompozycje zostały napisane bardzo dobrze; muzyka cholernie dawała o sobie znać, bardzo dobrze mi się tego słuchało. Czasem zdarzyło się coś, co wyróżniało się od reszty pod względem negatywnym (np. Persecution Mania, czy chociażby Bombenhagel). Polecam ten album, jeżeli szukasz odskoczni od Slayera nie chcąc przy tym rezygnować z thrashu.

Zalety:
- Solidna dawka thrashu
- Bardzo dobre kompozycje
- Dobre teksty poruszające ważne zagadnienia
- Różnorodność
- Okładka
- Brutalność
- Czysta agresja
- Wokal
- Klimat
- Mnóstwo dobrych solówek i riffów

Wady:

- Kiepska jakość utworów


Okładka: 8,25/10

Teksty: 8/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,25/10



Konfrontację wygrywa Persecution Mania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!