Wyszukaj

9 marca 2015

Konfrontacja: Machine Head - Burn My Eyes vs Fear Factory - Demanufacture


Witam w kolejnej konfrontacji! Jeżeli przeczytaliście w informacjach o tym, że planujemy robić sezony remake'ów, to tak naprawdę dobrze wiecie co się święci. Obecnie i tak jest ich mnóstwo, jednak my chcemy aby nasze najlepsze recenzje czytało się jeszcze lepiej, i były oceniane bardziej rzetelnie. Dzisiejszą konfrontację przygotowaliśmy wraz z MrCommando1995; on tak samo jak wcześniej oceni album grupy Machine Head - Burn My Eyes, ja zaś zabiorę się za Fear Factory - Demanufacture.


Machine Head - Burn My Eyes


Witam! Jak już wspomniał Adi666, tą konfrontację napiszemy wspólnie (podobnie jak porównanie albumów Soulfly - Enslaved i Sepultury - Kairos). Po dłuższym czasie wreszcie znalazłem czas, by zabrać się za pisanie recenzji. Mimo to nie jestem pewien, czy będę w stanie publikować je często i regularnie. Czasami brakuje weny, często czasu. W każdym razie zapraszam do czytania!

Burn My Eyes to pierwszy studyjny album Machine Head. Został wydany 9 sierpnia 1994 roku przez Roadrunner Records. Warto zwrócić uwagę na to, że płyta była najlepszym debiutem tej wytwórni. To już mówi nam, że Burn My Eyes może być czymś wartym poznania. Producentem był Colin Richardson - ten sam, który również pracował z Fear Factory na pierwszych albumach.

Grafika przypadła mi do gustu, szczególnie ze względu na kolorystykę. Dominują na niej ciepłe kolory - kontrastuje z okładką Demanufacture. Przedstawia tajemniczą postać, z której oczu strzelają błyskawice. Uważam, że jeśli chodzi o oprawę graficzną, to Machine Head triumfuje nad Fear Factory. Okładka Burn My Eyes sprawia wrażenie lepiej wykonanej niż ta Demanufacture. Oprawa graficzna Fear Factory jest nieco uboga w porównaniu z tą Machine Head.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8,5/10 - gasmask_colstomy
- 4,75/10 - hells_unicorn
- 0,5/10 - CHRISTI_NS_ANITY8
- 9/10 - Tziff5
- 9,25/10 - The Thrasher



Lista utworów:

1. Davidian
2. Old
3. A Thousand Lies
4. None But My Own
5. The Rage To Overcome
6. Death Church
7. A Nation On Fire
8. Blood For Blood
9. I'm Your God Now
10. Real Eyes, Realize, Real Lies
11. Block
12. Alan's On Fire (Poison Idea cover)

Wyżej wspomniałem, że Burn My Eyes było najlepszym debiutem wytwórni Roadrunner Records, i że w związku z tym może być czymś wartym poznania. Moje oczekiwania potwierdziły się już w momencie, gdy odpaliłem pierwszy utwór - Davidian. Jest to dosyć żywy kawałek, który kończy niesamowity breakdown. Jednak to jeszcze nic w porównaniu z następnym utworem. Następny w kolejce jest Old. Moim zdaniem najlepszy utwór na płycie. Pamiętam, że kiedyś potrafiłem słuchać tego w nieskończoność. Później mamy A Thousand Lies oraz None But My Own - również bardzo dobre kawałki z ciekawą atmosferą. Chwilę po nich Machine Head na chwilę spada z poziomu i słyszymy średnie The Rage To Overcome. Jednakże to tyko jeden utwór - po chwili słyszymy niesamowity Death Church, utwór wręcz idealny (podobnie jak Old). Zaraz po nim przychodzi kolej na klimatyczne A Nation On Fire oraz agresywne Blood For Blood. Są to również bardzo dobre utwory. Jak widać, słuchając Burn My Eyes napotykamy różne utwory - wolne i klimatyczne oraz te szybsze i bardziej agresywne. Duża różnorodność. Po Blood For Blood przychodzi czas na I'm Your God Now. Ten utwór dowodzi tego, co napisałem wyżej. Jest to spokojna ballada, całkowicie się różniąca od szybkiego Blood For Blood. Duża różnorodność sprawia, że każdy znajdzie na tej płycie coś dla siebie. Trzy ostatnie utwory - Block, Real Eyes, Realize, Real Lies oraz Alan's On Fire - są już o wiele gorsze od reszty. Machine Head prawdopodobnie skończyły się pomysły. Trzy kawałki, które wymieniłem, są bardzo bezpłciowe i w ogóle do mnie nie przemawiają.

Jeśli chodzi o teksty, to podobnie jak w przypadku kompozycji mamy dużą różnorodność. Davidian opowiada o oblężeniu Waco (posiadłości należącej do amerykańskiej sekty Gałęzi Dawidowej) przeprowadzonym przez FBI. Old i Death Church mówią o tym, jak Kościół manipuluje ludźmi. A Thousand Lies i Block są zwrócone przeciwko kłamliwym politykom. W None But My Own, The Rage To Overcome oraz Blood For Blood podmiotami są ludzie znienawidzeni przez społeczeństwo, pragnący, by okazano im chociaż odrobinę szacunku. W tekście A Nation On Fire został poruszony ważny problem zbyt szybkiego rozwoju technologii, która zostaje wykorzystana w niewłaściwym celu. Jak mówi podmiot liryczny "świat wydaje więcej na zabijanie niż na leczenie". I'm Your God Now opowiada o kimś, kto został zniszczony przez narkotyki, a Alan's On Fire to list pewnego człowieka skierowany do fałszywego przyjaciela. Podmiot liryczny zarzuca adresatowi obłudę i nieszczerość. Jak widać Machine Head w swoich tekstach poruszyło różne tematy - polityka, religia, narkomania, nienawiść, oszustwo.

Podsumowując, Burn My Eyes to bardzo dobry album. Znajdziemy tutaj wiele świetnych kompozycji, tekstów. Za sprawą dużej różnorodności każdy znajdzie tutaj coś dla siebie - na płycie są utwory lekkie i spokojnie jak I'm Your God Now oraz agresywne i szybkie jak Blood For Blood. Po przesłuchaniu tego albumu nie dziwiłem się, czemu był to najlepszy debiut wytwórni Roadrunner Records. Płyta jest wprost niesamowita! Polecam.

Zalety:
- duża różnorodność
- bardzo dobre kompozycje
- bardzo dobre teksty
- dobry wokal
- dobra okładka

Wady:
- trzy ostatnie utwory

Najlepsze utwory: Davidian, Old, A Thousand Lies, Death Church, A Nation On Fire

Okładka: 7,5/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 9,5/10

Ocena ogólna: 9,5/10


Fear Factory - Demanufacture


Demanufacture jest drugim albumem studyjnym amerykańskiej grupy industrial metalowej Fear Factory. Został wydany 13 lipca 1995 roku nakładem Roadrunner Records. Niedługo po wydaniu albumu grupa stwierdziła, iż Demanufacture jest dla nich tym, czym jest dla Slayera Reign In Blood. Według Dino Cazaresa (gitarzysty), album był bardzo pracochłonnym dziełem; pomimo tego grupa dobrze wiedziała co chce osiągnąć. Gdy Colin Richardson (producent) uznał, że grupa napisała złą muzykę, został wyrzucony. Demanufacture jest albumem koncepcyjnym, został stworzony na bazie serii filmów Terminator. Obecnie krążek jest uznawany za klasykę industrial metalu. Zyskał również status złotej płyty.

Okładka jest bardzo charakterystyczna. Kojarzy mi się trochę ze starymi koszulkami z lat 90-tych, możliwe że to dlatego że kiedyś widziałem kogoś w tej koszulce; czy to był nastolatek słuchający FF, czy może pani z zieleniaka... nie wiem. Sam bym nawet chciał sprawić sobie taką koszulkę ;) Grafika przedstawia mechaniczny kręgosłup z rozciągniętymi żebrami (z prawej) i kodem kreskowym (z lewej). Wygląda ona całkiem dobrze, pasuje do gatunku w jakim gra grupa. Jedyne co mi tutaj nie pasuje, to to że trochę tu pusto, ale to tylko szczegół.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9,5/10 - Sigillum_Dei_Ameth
- 1,75/10 - gasmask_colstomy
- 10/10 - Orbitball
- 7,5/10 - PseudoGoatKill



Lista utworów:

1. Demanufacture
2. Self Bias Resistor
3. Zero Signal
4. Replica
5. New Breed
6. Dog Day Sunrise
7. Body Hammer
8. Flashpoint
9. H-K (Hunter-Killer)
10. Piss Christ
11. A Therapy For Pain
12. Your Mistake
13. Resistancia


Ciężko mi było się przyczepić do kompozycji. Album został naprawdę solidnie wykonany! Kompozycje zostały napisane z sercem, grupa udowadnia nam, że industrial metal również może być tym "true metalem"; grupa połączyła ze sobą wpływy groove metalu i industrial metalu. Wpływy techno bardzo rzucają się tu w słuch, czasem to sprawia że muzyka wydaje się mechaniczna, co wbrew pozorom jest tu zaletą. Wszystko jest ze sobą bardzo ładnie połączone: wokal, perkusja, automat perkusyjny i gitary. Co najlepsze, nawet pomimo podobieństw, Fear Factory stworzyło bardzo różnorodne utwory. Muzyka zawiewa ciężkim, futurystycznym klimatem rodem z wojen ludzkości z maszynami. Co do wokalu Burtona C. Bell'a, jak już mówiłem jest dobrze dopasowany do kompozycji. Sam wokalista potrafi śpiewać zarówno melodyjnym głosem, jak i brutalnym growlem. Słuchając go, skojarzył mi się nieco z Derrickiem Greenem z Nowej Sepultury zmieszanym z Robem Flynnem z Machine Head. Pierwszy utwór, Demanufacture, jest brutalnym młóceniem. Wielu uważa ten utwór za najlepszy jaki stworzyło Fear Factory; dla mnie owszem, jest to bardzo dobry kawałek, jednak wiem że grupa dopiero za jakiś czas dowali porządnie do pieca. Dwa następne kawałki to Self Bias Resistor i Zero Signal, między którymi trudno jest mi znaleźć jakiekolwiek różnice, aczkolwiek ta dwójka prezentuje się dla mnie równie dobrze jak utwór tytułowy. Numer czwarty to nieco wolniejsza od pozostałych Replica. Od tego momentu Fear Factory rozkręca się, dając nam porządny kawał muzy, w tym mechaniczne do granic możliwości New Breed. Rzecz jasna jest to typowy przedstawiciel industrial metalu, słucha się go całkiem przyjemnie. Następne jest rasowe Dog Day Sunrise, będące coverem grupy Head Of David. Kawałek bardzo przyjemny dla ucha, warto go posłuchać. Jakiś czas później słyszymy Body Hammer. Utwór kojarzy mi się z Vai Toma No Cu grupy Nailbomb (kto zna, ten wie!). Kolejny jest mechaniczny Flashpoint, kojarzący się trochę z New Breed (można powiedzieć że na początku oba utwory myliłem). Następny na liście jest mój faworyt, H-K (Hunter-Killer), utwór który wbija w fotel swoim niesamowitym ciężarem. Udziela się tu również świetny klimat. Z kolei Piss Christ jest czymś w stylu dwójki Self Bias Resistor i Zero Signal. A Therapy For Pain jest 10-minutową balladą. Z początku byłem do niej sceptycznie nastawiony, jednak gdy jej słuchałem uświadomiłem sobie że nawet ten utwór mógłby być moim faworytem, po prostu trzeba przesłuchać. Od numeru 12 zaczynają się bonusy, którymi są Your Mistake oraz Resistancia. W przeciwieństwie do utworów od 1 do 11, te bonusy są bardzo słabe, chociaż Resistancia jeszcze jakimś cudem ujdzie w tłumie.

Jak już mówiłem, Demanufacture jest albumem koncepcyjnym. Został stworzony na bazie serii filmów Terminator, toteż teksty dotyczą przede wszystkim walki ludzkości z maszynami. Za ich pisanie odpowiadał wokalista, Burton C. Bell. Do ich budowy nie mam żadnych zastrzeżeń. Demanufacture, Flashpoint, Resistancia i Your Mistake są o walce obywateli z nieuczciwym rządem. Body Hammer, H-K (Hunter-Killer), New Breed i Self Bias Resistor jest o przejęciu władzy na świecie przez roboty. Piss Christ jest o zwątpieniu w religię przez ludzkość, gdy ta przeżywa swoje czarne godziny. W Replica wypowiada się osoba, która jest traktowana przez rząd jak maszyna robocza. Zero Signal i A Therapy For Pain są o człowieku, który będąc na łożu śmierci zdał sobie sprawę z tego, że nic w życiu nie osiągnął. Co do Dog Day Sunrise, nie jestem pewien o czym jest ten utwór; z jednej strony może być o człowieku, który czuje się zmęczony swoją pracą, z drugiej strony może być to kawałek o kimś kto ciężko pracuje by uszczęśliwić swoją dziewczynę.

Podsumowując, Demanufacture grupy Fear Factory to bardzo dobry album. Wydaje mi się że to dzieło musiało przynieść ogromną rewolucję w tak mało znanym gatunku jak industrial metal. Kompozycje przyciągały uwagę swoją niepowtarzalnością: zgranie elektroniki z brutalnymi gitarami nie zawsze daje takie pozytywne efekty. Teksty również miały swój pozytywny wkład w album, nie miałem się do czego przyczepić. Album w pełni zasługuje na miano klasyka industrial metalu. Aż mnie dziw bierze, że gdy się rodziłem, album dopiero był tworzony! Jak ten czas szybko leci. W pełni polecam!

Zalety:
- Bardzo dobre połączenie elektroniki z metalem
- Połączenie agresji z rasowością
- Bardzo dobre kompozycje
- Dobrze napisane teksty i ich tematyka
- Dobra okładka
- Bardzo dobry wokal
- Różnorodność

Wady:
- Słabe bonusy

Okładka: 8,5/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 10/10

Konfrontację wygrywa album Demanufacture. Wprawdzie obie płyty zostały skomponowane na bardzo dobrym poziomie, dzieło Fear Factory zwycięża ze względu na wykorzystanie ciekawszych pomysłów nie tylko na teksty, ale także precyzyjne połączenie groove i industrial metalu. Sprawiło to, że Demanufacture to wyjątkowy album godny większej uwagi niż Burn My Eyes.

2 komentarze:

  1. I jedno i drugie ma swoje lata. Ma swoją moc,ma swoją jakość. W 1996 r. FF mnie powaliło. MH natomiast wolę z odsłuchu, na dobrym sprzęcie brzmi potężnie. Dziś jednak oba zespoły (z racji wieku i doświadczenia etc.) nieco odchodzą do lamusa. Tzn. rzadziej atakują moje potrzeby...;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku inaczej to działa, niekoniecznie w sposób jaki to opisałeś. Osobiście bardziej zmieniłem wykonawców, aniżeli gatunki muzyki metalowej. Tak czy owak, teraz już rozumiem nalot na muzykę metalową lat 90-tych. To brzmienie tak bardzo stało się komercyjne, że zaczęli się nim interesować ludzie spoza subkultury. Obecnie nu metal jest upadłym gatunkiem, gdyż wszyscy mieli go dosyć (metalowcy, bo "jest gówniany" i pozostali, bo stał się niemodny). Moda przemija, a prawdziwy metal zawsze będzie żył. Pozdrawiam :)

      Usuń

Obserwuj nas!