Wyszukaj

10 marca 2015

Konfrontacja: Sarcofago - I.N.R.I. vs Sextrash - Sexual Carnage


Witam w kolejnej konfrontacji! Już od czasów napisania recenzji do albumów Bestial Devastation i Rotting zastanawiałem się, jak ja opiszę pierwszy album Sarcofago. Zastanawiałem się, jak ja mam do tego podejść, nie znałem przecież brazylijskiej sceny death/black (do której w połowie lat 80-tych należała również Sepultura). Spędziłem trochę czasu nad I.N.R.I., oswoiłem się, i postanowiłem sobie, iż wkrótce będzie trzeba zrobić recenzję. Zdałem sobie jednak sprawę, iż recenzja dla tego albumu to za mało. Szukałem kandydata do konfrontacji, i oto mam Sextrash będące iście zaskakującym zespołem. Pod jakim względem? O tym w tej konfrontacji! Przed wami: Sarcofago - I.N.R.I. vs Sextrash - Sexual Carnage.


Sarcofago - I.N.R.I.


I.N.R.I. (Iseus Nazarenus Rex Iudaeorum, Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski) jest pierwszym albumem studyjnym brazylijskiej grupy death/blackmetalowej, Sarcofago. Został wydany w lipcu 1987 roku nakładem Cogumelo Records. Sarcofago powstało w roku 1985 w Belo Horizonte z inicjatywy wokalisty i gitarzysty, Wagnera Lamouniera, który przed utworzeniem własnego projektu został wyrzucony z Sepultury. Do grupy dołączyli Gerald Incubus Minelli (gitara basowa, wokal wspierający), D.D. Crazy (perkusja), oraz Zeder Butcher (gitara prowadząca). Jako główne inspiracje, Wagner Lamounier wymieniał Hellhammera, Slayera, Bathory, Venom i Celtic Frost. Jakiś czas po wydaniu I.N.R.I., z grupy odeszli D.D. Crazy oraz Zeder Butcher, którzy dołączyli do formacji Sextrash (co ciekawe, zagrali na ich debiutanckim krążku, Sexual Carnage). Album jest uznawany za jeden z najważniejszych krążków z brazylijskiego gatunku metalu ekstremalnego.

Album I.N.R.I. ma dwie okładki: powyższa jest z edycji zremasterowanej z roku 1992; poniższa pochodzi z wersji oryginalnej albumu. Obie specjalnie się nie różnią (głównie kolorem): przedstawione jest zdjęcie grupy Sarcofago będącej na cmentarzu. Od lewej do prawej: Zeder Butcher, Wagner Lamounier, D.D. Crazy, Gerald Incubus. Cytat z wikipedii: "Grupa ma na sobie skórzane ubrania, pasy z pociskami oraz corpse paint - w ten sposób prezentują swój black metalowy styl". Nie przepadam za tego typu okładkami, zwykle wyglądają jak albumy rodzinne. Co mnie zaskoczyło, obie grafiki prezentują się nawet dobrze (w szczególności ta z wersji oryginalnej). Sarcofago nie prezentuje się na nich jak wesoła rodzinka na wycieczce, wyglądają bardziej jakby prezentowali definicję swojej subkultury, ukazując przy tym siebie. Pomysł w teorii kiepski, w praktyce, przyznam że nawet się udał. Wolałbym jednak, żeby ta grafika znalazła się w tylnej części płyty.



Lista utworów:

1. Satanic Lust
2. Desecration Of Virgin
3. Nightmare
4. I.N.R.I.
5. Christ's Death
6. Satanas
7. Ready To Fuck
8. Deathrash
9. The Last Slaughter
10. Recrucify
11. The Black Vomit

Wagner Lamounier w jednym z wywiadów z 1991 roku stwierdził, iż za czasów I.N.R.I. byli jedynie bandą rozwydrzonych dzieciaków, która dorwała się do instrumentów, i zaczęła tworzyć muzykę. Nie dziwią mnie wysnute po latach wnioski, I.N.R.I. to wyłącznie napierdalanie. Co gorsza, jest to cholernie prymitywne napierdalanie. Brak tu większej różnorodności, w postaci lżejszych utworów, czy chociażby jakichś porządnych zwrotów akcji... jest to wyłącznie gra na jedno kopyto. Po pewnym czasie album po prostu przestaje zaskakiwać. Czasem też mnie wkurzały ryki w tle udające wokal wspierający. Owszem, niektórzy lubią takie klimaty. Ja tam znacznie bardziej wolałem The Laws Of Scourge, a nawet Hate z tym jebanym automatem! Zdziwiło mnie jednak moje nastawienie do albumu: wprawdzie byłem zirytowany tym brakiem różnorodności, jednak Sarcofago jakimś dziwnym trafem wiedziało, jak utrzymać słuchacza w pionie. Pod numerem pierwszym dostajemy całkiem dobre Satanic Lust. Wprawdzie jest to w większej mierze młóćka, jednak tutaj przynajmniej grupa pokusiła się o wykorzystanie całkiem dobrych riffów. Jest to jeden z najlepszych utworów na albumie. Desecration Of Virgin to kolejna brutalna łomotanina. Podobnie jak w przypadku Satanic Lust, Sarcofago wykorzystało całkiem dobre riffy, muzyka jest klimatyczna... Po I.N.R.I. raczej się takiego czegoś nie spodziewałem. Pod numerem trzecim dostajemy wolniejszy utwór (który i tak z czasem przyspiesza), Nightmare. W porównaniu do remake'u z albumu Rotting, ten utwór prezentuje się raczej kiepsko. Utwór o tytule I.N.R.I. to muzyka składająca się praktycznie z blast beat'ów. Podobnie jest z utworem Christ's Death; z tą różnicą, że tutaj mamy jakieś zmiany tempa, riffów, i tym podobne... obok Nightmare i Satanic Lust wydaje mi się to być najbardziej rozbudowany utwór na płycie. Z kolei Satanas jest jednym z najdziwniejszych utworów na płycie. Tak samo jak w I.N.R.I., w większości składa się z blast beat'ów [1]. Później dostajemy Ready To Fuck, które brzmi trochę jak kontynuacja utworu Desecration Of Virgin. Deathrash to wyłącznie napierdalanie. Z kolei The Last Slaughter wydaje się być odwrotnością utworu Nightmare: na początku mamy napierdalanie, później utwór zwalnia. Recrucify jest intrem do następnego utworu; brzmi to podobnie do The Curse z albumu Bestial Devastation, z tą różnicą że zostało wykonane lepiej. Ostatni kawałek to The Black Vomit, którego remake został nagrany na albumie The Laws Of Scourge z roku 1991. Podobnie jak w przypadku Nightmare, remake tego utworu również jest o wiele lepiej dopracowany niż wersja pierwotna. 

W przypadku tego typu muzyki trudno jest doszukiwać się jakichkolwiek nierówności w budowie tekstów. Wystarczyłoby jakbym powiedział, iż zostały one napisane tak jak powinny do tego gatunku metalu. Co do tematyki, podobnie jak w przypadku kompozycji, nie ma tu za wiele. Teksty dotyczą głównie satanizmu i negatywnego nastawienia wobec religii (Christ's Death, The Last SlaughterI.N.R.I., Nightmare, Satanas, The Black Vomit), a także seksu i rozdziewiczania dziewic (Desecration Of Virgin, Ready To Fuck, Satanic Lust, ). Deathrash jest o muzyce metalowej, która czasem doprowadza człowieka do szaleństwa (w tym przypadku do chęci destrukcji).

Podsumowując, I.N.R.I. jest słabe. Nie mam pojęcia, jakim cudem Wagner Lamounier uznał, że to dzieło jest dobre; czy oni chcieli stworzyć coś, czego da się słuchać, czy tylko ponapierdalać i obrażać boga i ruchać dziewice? Nie rozumiem toku myślenia tych gości; zdecydowaną bolączką tego albumu jest monotonia i gra na jedno kopyto. Na wymienianiu wad ta recenzja jednak się nie skończy, I.N.R.I. ma również zalety. Album miał w sobie potencjał, którego nie udało się wykorzystać; często słyszałem utwory z całkiem porządnymi riffami. Wydaje mi się, że Wagner zauważył to dopiero za czasów albumu Rotting (grupa stworzyła parę remake'ów utworów z I.N.R.I.). Muzyka w pewnym sensie przyciągała; śmieszyła mnie również nieporadność tych gości. Większość utworów zostało kiepsko skomponowanych, teksty i zabiegi wykorzystane przez grupę czasem mnie śmieszyły. Warto jednak tego przesłuchać raz na jakiś czas.

Zalety:
- Muzyka zapada w pamięć
- Dobre remake'i utworów z późniejszych lat

Wady:
- Brak różnorodności
- Monotonia
- Słabe kompozycje
- Kiepskie rozwiązania


Okładka: 7,5/10
Teksty: 6,75/10
Kompozycje: 5,5/10

Ogólna ocena: 6/10


Sextrash - Sexual Carnage


Sexual Carnage jest pierwszym albumem studyjnym brazylijskiej grupy death/blackmetalowej Sextrash. Został wydany w sierpniu 1990 roku nakładem Cogumelo Records. Na temat albumu i grupy jest mało informacji. Sextrash powstało w roku 1987 z inicjatywy byłego perkusisty grupy Sarcofago, D.D. Crazy, Oswalda Scheida (wokalisty), Tommy'ego Simmonsa (gitara basowa) oraz Zedera Butchera (gitara). Przed wydaniem Sexual Carnage, powstaje EP-ka o nazwie XXX. Album został dostrzeżony jedynie na terenie Brazylii, obok albumu I.N.R.I. uważany jest za najlepszy album grup undergroundowych działających na terenie Belo Horizonte.

To, co łączy grafikę Sexual Carnage z tą z I.N.R.I., jest oczywiste: jako okładkę wstawione zostało zdjęcie grupy. W przeciwieństwie do panów z Sarcofago, chłopaki prezentują się na niej kiepsko; zdjęcie przedstawiające chłopaków z Sextrash pieszczących dziwkę zostało zrobione najprawdopodobniej w jednym z burdeli, ale co ja tam wiem... nie ma żadnych informacji w internecie na temat okładki. Chłopaki wyszli na niej beznadziejnie; sama grafika bardziej pasowałaby do grupy, która gra punk, czy chociażby heavy metal dla beki, a nie do gości którzy tworzą muzykę pokroju Sarcofago. Już wolałbym widzieć na tej grafice samą dziwkę, czy chociażby członków grupy w jakichś lepszych pozach, ewentualnie zupełnie inny projekt okładki. Jedno muszę im przyznać: okładka jest kontrowersyjna.


Lista utworów:

1. Intro
2. Psychoneurosis
3. Delirium Tremens
4. The Instantiable Pleasure Of Delight
5. Seduced By Evil
6. Alcoholic Mosh
7. Obscene Symphony
8. Black Church
9. Night Pigs
10. Genital Tumor
11. Outro

Kompozycje są kiepskie, aczkolwiek dziwnie oryginalne jak na brazylijski black metal. Z początku grupa wydała mi się marną podróbą grupy Sarcofago; uznałem, że grupa gra niemalże tak samo jak grupa z Wagnerem na czele w połączeniu z Sepulturą z lat 80-tych. Podobieństw owszem, nietrudno się doszukać; w porównaniu do wyżej wymienionych grup, gitary Sextrash są ostre niczym żylety, w ich muzyce jest mnóstwo agresji i niepojętego klimatu, czasem miałem nawet wrażenie, że chłopaki zrobili ten album zwyczajnie dla beki. I oczywiście, tak samo jak na I.N.R.I., Sextrash praktycznie bez przerwy napierdalało. Patrząc na komentarze dotyczące Sextrash, zauważyłem, iż fani bardzo często nazywają tą grupę "drugim Sarcofago". Intro przypomina trochę utwory The Curse (z Bestial Devastation Sepultury) oraz Recrucify (z I.N.R.I.); muzyka kipi ponurym klimatem, i zajebiście nakręca do słuchania albumu. Numer dwa to całkiem porządna dawka pierdolnięcia w stylu Satanic Lust oraz Satanas, Psychoneurosis mające w sobie całkiem ciekawe zwroty akcji lekko w stylu Turbo, oraz porządne riffy al'a Sarcofago z czasów Rotting. Numer trzy to równie porządne Delirium Tremens. Pod numerem czwartym dostajemy z początku spokojne The Instantible Pleasure Of Delight, które w pewnym momencie zmienia się w kolejny kawałek pędzący niczym stara babcia do kościoła na mszę. Z kolei na Seduced By Evil, Sextrash nieco zwalnia tempo. Pod następnym numerem dostajemy kolejny rozpierdol w postaci Alcoholic Mosh. Dalej dostajemy utwór podobny do Nightmare z albumu Rotting, Obscene Symphony. Kolejny jest podobny do utworu Satanas z albumu Rotting, Black Church. Po nim dostajemy kolejną dawkę takiej samej młóćki, Night Pigs oraz Genital Tumor. Outro do albumu Sexual Carnage brzmi niemalże tak samo jak jego intro.

Patrząc na teksty, po raz kolejny pomyślałem o Sarcofago. Podobnie jak w przypadku kompozycji, ten kto je pisał włożył coś od siebie. Słychać tutaj jednak dużą inspirację dziełami grupy Wagnera Lamouniera. Jak już mówiłem na wstępie, w przypadku Intra, panowie z Sextrash zainspirowali się The Curse. Niestety, największą wadą tekstów na tym albumie jest monotematyczność. Praktycznie wszystkie dotyczą seksu (The Instantiable Pleasure Of DelightNight Pigs, Seduced By EvilObscene Symphony, Genital Tumor), w połączeniu z utworami które brzmią niemalże tak samo, wydaje się to być całkiem porządną bolączką. Black Church jest o kościele, który został założony przez antychrysta, gdy ten przejął władzę na Ziemi. Psychoneurosis jest o demonie, który w nocy atakuje ludzi chodzących po ulicach. Alcoholic Mosh jest o człowieku, który zginął w trakcie metalowego koncertu [2]. Delirium Tremens jest o perypetiach mężczyzny uzależnionego od alkoholu.

Podsumowując, Sexual Carnage to równie słaby album jak I.N.R.I.. Tak samo jak w przypadku Sarcofago, zastanawiam się, jakim cudem ktoś pomyślał że pomysł na stworzenie tego typu albumu będzie dobry? Tak samo jak w przypadku I.N.R.I., album został kiepsko skomponowany. Muzyka jaką stworzyła grupa Sextrash jest nudna i monotonna, a dodatkowo Sexual Carnage zostało przeładowane blast beat'ami. I jeszcze te teksty, w przypadku których dominowała tematyka seksu... Żeby nie ta monotonia i brak różnic między utworami, teksty jeszcze jakoś by uszły. Podobnie jak w przypadku Sarcofago, Sexual Carnage miało jakąś tam zaletę... Wydaje mi się, że gdybym po raz pierwszy usłyszał I.N.R.I. i Sexual Carnage, szybciej zapamiętałbym ten drugi, ze względu na bardziej wyraziste brzmienie i potężny klimat który został w album władowany. Oczywiście i to dzieło miało niewykorzystany potencjał. A szkoda; tutaj wolałbym dostać coś w stylu The Laws Of Scourge.

Zalety:
- Muzyka zapada w pamięć
- Klimat

Wady:

- Brak różnorodności
- Monotonia
- Beznadziejne kompozycje
- Kiepskie rozwiązania
- Słabe teksty


Okładka: 3/10

Teksty: 5,25/10
Kompozycje: 5,75/10

Ogólna ocena: 6/10



Mamy remis. I.N.R.I. i Sexual Carnage to dzieła stworzone na tym samym, kiepskim poziomie. Kompozycje: niemalże ta sama, uboga muzyka, oraz kiepskie teksty. Szczerze przyznam, są to moje guilty pleasure. Niby nie jest to żadna muzyczna rewelacja (ani nawet typowy przeciętniak), ale jakoś lubię ich sobie posłuchać.


Przypisy:

[1] Tutaj jednak zamiast wokalu możemy podziwiać niezrozumiałe pomruki, wycie, burczenie, i inne dźwięki symulujące niestrawność. Same riffy również sprawiają, iż chce się powiedzieć "what the fuck?". Brakowało tutaj jeszcze latających krokodyli, hipopotamów pływających pontonem, oraz polityków, którzy traktują obywatela jak świętość.

[2] W jego trakcie mocno się upił, po czym urwał mu się film. Tłum ludzi zadeptał go na śmierć. 

10 komentarzy:

  1. Nie rozumiem dlaczego dałeś I.N.R.I
    taką słabą ocenę. Ta płyta , jakbyś nie wiedział to jedna z pierwszych dokonań drugiej fali Black Metalu obok Deathcrush Mayhem.

    Dałbym temu dziełu 9/10 bo ja (i duża większość fanów metalu) szanuje tą płytę gdyż jest to jak już mówiłem jedno z pierwszych dokonań stricte Black Metalowych i po prostu trzeba docenić pionierów tegoż gatunku.

    Ta recenzja jest do poprawy i pokazuje tylko jak niską masz wiedzę na temat muzyki metalowej.


    Dziwne ze duża większość bardzo szanuję te płytę jako , gdyż jest jed

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytałem sobie to po raz kolejny - może i za mocno ten album potraktowałem, wydaje mi się że remake pojawiłby się dosyć późno jak już. Nie jestem jednak pewien, czy bardzo zmieniłaby się moja opinia na temat I.N.R.I.

      To że oceniłem ten album słabo nie znaczy jeszcze, że mam niską wiedzę na temat metalu - to po prostu świadczy o tym, że mało wiem na temat black metalu (dosyć rzadko tego słucham). Mam jednak nadzieję, że w przyszłości poszerzę swoje horyzonty :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Drugiej fali ? człowieku, jak słuchałem Sarcofago to nie wiedziałem jeszcze gdzie jest Norwegia :)) Oczywiście było to później niż Venom i Bathory ale gdzieś w połowie, między Bathory a Mayhem.

      Usuń
    3. Masz fatalną wiedzę gimnazjalisto i zajmij się lepiej obieraniem ziemniaków niż słuchaniem metalu.

      Usuń
  2. A ja się zgadzam z Adim zdecydowanie kiepski debiut takie ''Satanic Lust'' jest tysiąc razy lepsze na ''The Worst''. Najbardziej ssie produkcja z resztą ''Rotting'', ''The Laws Of Scourge'' i ''Hate'' są i tak najlepsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie do końca mi o to chodziło - to że I.N.R.I. oceniłem tak nisko, nie znaczy to że The Worst ocenię lepiej. W każdym razie przekonacie się o tym wkrótce.

      Usuń
    2. To ''The worst'' jest taka słaba? Trzyma poziom poprzedniczek

      Usuń
    3. No nie podoba mi się The Worst. Ale wiesz, to jest mój blog, mam prawo tutaj opowiedzieć co myślę o danym dziele. Zdecydowanie więcej opowiem o The Worst niedługo, możliwe że nawet zmienię swoje zdanie co do tego albumu.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeżeli pod koniec recenzji piszesz że INRI jest słabe, to jest to przerażające że człowiek z tak drastycznie minimalnym zrozumieniem tematu i absolutnie ignoranckim podejściem do sprawy pokusił się o pisanie swojego bloga. To trochę tak jak kierowcy którzy od 20 lat codziennie jeżdżą samochodem a zupełnie nic z tego nie kumają

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj nas!