Wyszukaj

15 marca 2015

Recenzja: Sepultura - Morbid Visions


Witam w kolejnej recenzji! Tak, wreszcie nadszedł ten dzień! Zabieram się za album Sepultury, którego recenzję planowaliśmy zrobić od dawna. Pierwszy album chłopaków z Brazylii trafił na naszą podstronę "potwierdzone recenzje" dosyć dawno temu, najprawdopodobniej znajduje się na niej od roku. Ponieważ w ubiegłym tygodniu zabrałem się za dwa, stare death/blackmetalowe albumy grup Sarcofago i Sextrash, postanowiłem iż będzie to idealny moment na trzeci, i najprawdopodobniej ostatni album brazylijskiej sceny metalowej z lat 80-tych; jak dobrze wiemy, fani Sepultury zwykle są wobec siebie podzieleni: jeden woli grupę z Maxem Cavalerą na czele z lat 1987-1996, ktoś inny lubi Derricka Greena, a ktoś tam jeszcze woli tą kapelę w jej początkowym stadium. I tak lądujemy w roku 1986. Max jeszcze nie wiedział, że za 10 lat będzie musiał odejść z zespołu. Przed wami: Sepultura - Morbid Visions.

Morbid Visions jest pierwszym albumem studyjnym brazylijskiej grupy thrashmetalowej Sepultury. Został wydany 10 listopada 1986 roku nakładem Cogumelo Records. Debiut tej grupy ma różne opinie: jedni fani go uwielbiają, inni nienawidzą. Ostatecznie nie stał się równie popularny jak pozostałe albumy z czasów Maxa Cavalery. Patrząc na Morbid Visions z dzisiejszej perspektywy, wydaje się to być nadzwyczaj nietypowy album jak na zespół Maxa Cavalery. Album zyskiwał średnie noty, został zauważony dopiero po sukcesie późniejszych albumów grupy. Jest to ostatni album z gitarzystą prowadzącym, Jairo Guedzem.

Na okładce przedstawiona jest biblijna góra Golgota, na której stoją trzy krzyże z wiszącymi na nich ludźmi. Jak można się spodziewać, jedną z postaci ukazanych na grafice jest Jezus. Przedstawione krzyże są obejmowane przez węże wyłaniające się z zapaści; Jezusa (postać po środku) dodatkowo ściska demon. W teorii pomysł jest bardzo dobry. W praktyce, artysta mógł nad tym posiedzieć dłużej: dokładniej przedstawić Golgotę, ładniej narysować demona, oraz bardziej postarać się nad wężami. Pomimo tego, można nacieszyć tym oko. Nie jest źle. Zdecydowanie lepiej wygląda grafika do wersji albumu wydanej z okazji 25-lecia istnienia wytwórni Cogumelo Records (grafika widoczna poniżej). Była to jednocześnie edycja zremasterowana albumu zawierająca utwory z Bestial Devastation.




Lista utworów:

1. Morbid Visions
2. Mayhem
3. Troops Of Doom
4. War
5. Crucifixion
6. Show Me The Wrath
7. Funeral Rites
8. Empire Of The Damned

Przyznam się bez bicia, że z początku album w moich oczach był kiepski: surowość bijąca po uszach, chaos i brak włożonego serca w stworzenie go. Ostatecznie przesłuchanie go do końca zakończyło się szerokim uśmiechem na twarzy. Morbid Visions ma swoje świetne momenty: ciekawe riffy, dobre solówki, klimat, oraz połączenie piękna z brutalnością, co jest sporym zaskoczeniem. Kompozycje napisane przez Maxa Cavalerę i Jairo Guedza są nawet dobre; co ciekawe, album Morbid Visions prezentuje się o wiele lepiej niż Roorback, czy chociażby A-Lex. Jest również znacznie lepiej wykonany niż I.N.R.I. i Sexual Carnage omawiane wcześniej. Z pewnością już w tamtych czasach Sepultura wyróżniała się na tle pozostałych grup grających w tym stylu. Zdecydowanie zdziwiło mnie to podobieństwo do albumu Omen grupy Soulfly. Gitary są ostre jak brzytwy, brzmienie perkusji przypomina trochę nawalanie w garnki... po prostu surowość wylewa się litrami. Niestety, ogromną bolączką jest tutaj beznadziejna jakość wersji oryginalnej albumu, dopiero edycja zremasterowana brzmiała jak należy. Album rozpoczyna się od ostrego uderzenia w postaci bardzo dobrego Morbid Visions. Numer dwa to całkiem dobra dawka kunsztu Maxa Cavalery, Mayhem. Numer trzy to zdecydowanie mój faworyt, Troops Of Doom. Utwór został bardzo dobrze skomponowany: często pojawi się dobry zwrot akcji, czasem włos się zajerzy na plecach; niestety, utwór nie dorasta do pięt wersji ze Schizophrenii. Kolejny kawałek, to kolejna po Mayhem i Morbid Visions młóćka, War. Crucifixion jest jednym z pierwszych utworów Sepultury jakie poznałem; jest to całkiem porządna dawka brutalnego grania w połączeniu z porządnym klimatem. Pod szóstką kryje się utwór przypominający Primitive Future z albumu Beneath The Remains, Show Me The Wrath. Po raz kolejny chłopaki pokazują co potrafią zrobić naprawdę dobrze na Funeral Rites. Ostatni utwór jest równie dobry jak poprzednie, Empire Of The Damned.

Teksty na albumie są raczej średnie. Do tego jak zostały napisane raczej nie ma się co czepiać. Słychać jednak, że Sepultura to grupa składająca się wyłącznie z chrześcijan, i zainteresowanie satanizmem było jedynie modą. Zdecydowanie, ich teksty o antyreligii w porównaniu do Sarcofago wypadają słabo. Inną bolączką tekstów było dopasowanie do kompozycji. Ich tematyka dotyczyła zwykle spraw antyreligijnych (Morbid Visions, Crucifixion, Funeral Rites, Empire Of The Damned), oraz wojen (Mayhem, War, Troops Of Doom). Utwór Show Me The Wrath jest o barbarzyńcach, którzy żyją z grabienia i zabijania.

Podsumowując, Morbid Visions to dobry album. Z początku spodziewałem się katastrofy: wersja oryginalna albumu to kiepski żart. Utwory miały beznadziejną jakość, muzyka brzmiała jakby ktoś dodał do niej masę niepotrzebnych filtrów, a instrumenty były sztuczne. Panował taki chaos, że szukanie zalet nie wchodziło w grę. Dopiero długa przerwa od Morbid Visions, i wersja zremasterowana sprawiły, że odetchnąłem, i zacząłem szukać zalet w albumie. Album został dobrze skomponowany: chłopaki z Sepultury połączyli brutalność, klimat oraz piękno (jak widać, w latach 1984-1997 był to raczej standard). Wychodzi na to, że w porównaniu do I.N.R.I. oraz Sexual Carnage, Morbid Visions stanowi zupełnie inną, wyższą ligę.


Zalety:
- Całkiem dobre kompozycje
- Klimat
- Połączenie brutalności i piękna
- Muzyka zapada w pamięć
- Okładka

Wady:
- Brak różnorodności
- Kiepska jakość wersji oryginalnej
- Beznadziejny, przesterowany wokal

Okładka: 7,5/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 7,5/10

Ogólna ocena: 7/10

3 komentarze:

  1. Fajna recenzja. Lubie Sepulture aż do odejścia Maxa. Bardzo cenię sobie Morbid Visions gdyż jak słyszałeś chłopaki mieli ciekawe pomysły , byli tylko trochę za bardzo buntowniczy i dlatego wyszedł im jakby nie patrzeć Black Metal.

    Zachęcam do posłuchania epki i pierwszego loga Sodomu czyli In the sign of Evil i Obsessed by Curetly gdyż są w podobnym klimacie co Morbid .
    Stary dobry Black/Trash Metal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuchałem obu albumów. Muszę przyznać, że In The Sign Of Evil jest całkiem spoko; w przypadku Obsessed By Cruelty musiałbym się wczuć. Wydaje mi się, że jak już robiłbym recenzję, to obu albumów na raz (tak jak to zrobiłem z Persecution Mania i Expurse Of Sodomy).

      Usuń
  2. Ja uwielbiam ten album, to jeden z najlepszych albumów, jakie kiedykolwiek powstały. Klimat jest pop prostu niepowtarzalny.

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj nas!