Wyszukaj

30 maja 2015

Recenzja: Marduk - Panzer Division Marduk


Witam w kolejnej recenzji. Wy wiecie i ja wiem, że ostatnia recenzja była po prostu nieporozumieniem. Po prostu musiałem zrobić taki "hołd" dla grupy Kabanos za wypromowanie naszego bloga, niestety błędnie pomyślałem że dobrym pomysłem będzie konfrontacja. Ale nieważne, postanowiłem wam zrobić pewną rekompensatę: dwa dni po ostatnim wpisie zabieram się za recenzję następnego dzieła. Nasz blog w ostatnim czasie zyskał wyjątkowo na popularności, za co dziękuję. Od tej pory coraz częściej będą pojawiać się albumy przez was zaproponowane. Czas zająć się dziełem znacznie bardziej poważnym niż konfrontacja metalu alternatywnego z punkowym gównem. Tym razem wezmę na widelec jedną z najbardziej popularnych szwedzkich grup blackmetalowych. Przed wami: Marduk - Panzer Division Marduk.

Panzer Division Marduk jest szóstym albumem studyjnym szwedzkiej grupy grającej black metal Marduk. Został wydany w lipcu 1999 roku nakładem Osmose Productions. Wielu fanów uważa, iż najlepszy okres Marduka przypada na końcówkę lat 90-tych XX wieku. Grupa zaczyna interesować się tematyką wojenną, tym samym wytacza nowy rozdział w swojej historii: Marduk staje się znany z pisania tekstów na temat wojen, każde nowe wydawnictwo tego typu staje się znanym i lubianym albumem. Po wydaniu, Panzer Division Marduk staje się jednym z najbardziej znanych albumów blackmetalowych stworzonych przez szwedów.

Panzer Division Marduk ma dwie okładki. Na pierwszej (powyższej) widoczny jest szwedzki czołg-centurion A41 Stridsvagn 104. Centurion był pierwszym powstałym czołgiem szybkim; stosowany był w trakcie II Wojny Światowej, oraz Wojny Koreańskiej. Szczerze przyznam, że zainteresowałem się tym albumem ze względu na okładkę - prezentuje brutalny krajobraz i realia wojny, sama kolorystyka podkreśla klimat albumu. Od razu wiadomo z czym słuchacz będzie miał do czynienia. Na drugiej grafice (poniższa, pojawiła się na wydaniu albumu z roku 2008) przedstawiony został czołg Panzer VI E "Tygrys". Ta z kolei nie prezentuje się już tak dobrze, zaśmiardła mi lekko sztucznością i nudą. Jak już kiedyś wspomniałem, okładka potrafi nam co nieco opowiedzieć na temat albumu. Jak z wikipedii wynika, czołgi tego typu były używane do "szybkiego, niespodziewanego ataku", nie były one zbyt mocno uzbrojone.


Wybrane oceny z Metal Archives:

- 1,5/10 -EschatonOmega
- 9/10 - erebuszine
- 10/10 - Orbitball
- 9,5/10 - miniradman
- 7/10 - ravenhearted



Lista utworów:

1. Panzer Division Marduk
2. Baptism By Fire
3. Christraping Black Metal
4. Scorched Earth
5. Beast Of Prey
6. Blooddawn
7. 502
8. Fistfucking God's Planet
9. Deathride
10. Todeskessel Kurland

Na początku album mi się nie spodobał, z tego względu że większość utworów została zagrana na jedno kopyto. Zastanawiałem się przez chwilę, jakim cudem przesłuchałem Panzer Division Marduk w całości, przecież to wyłącznie napierdalanie. Pomyślałem, że może jestem idiotą skoro nie potrafię w tym chaosie znaleźć piękna. Z czasem jednak wyczułem, że to dzieło jest inne od tych, które poznałem do tej pory. Panzer Division Marduk spodobało mi się ze względu na świetne riffy, muzyka kojarzy mi się trochę z naszym rodzimym Behemothem. Dzieło Marduka skojarzyło mi się również z I.N.R.I. brazylijskiej grupy Sarcofago. Gdy tam powiedziałem, że "I.N.R.I. to wyłącznie napierdalanie, w dodatku prymitywne". W porównaniu do kapeli Wagnera Lamouniera, tutaj dało się wyczuć profesjonalizm i doświadczenie grupy. Album otwiera najprawdopodobniej najlepszy utwór z płyty, Panzer Division Marduk. Dwójka jest już nieco bardziej rozbudowana w porównaniu do poprzednika, tym razem jednak riff tak po dupie nie kopie; w moich głośnikach słyszę Baptism By Fire. Następne w kolejności jest Christraping Black Metal, Scorched Earth... po chwili Marduk prezentuje nam utwory nieco bardziej wyróżniające się od poprzednich: Beast Of Prey, Blooddawn oraz 502. Pod koniec Panzer Division Marduk zaczął mnie jednak męczyć; pod numerem ósmym jest utwór Fistfucking God's Planet. Przy Deathride Marduk powoli zaczyna zwalniać swoje szaleńcze tempo. Ostatni utwór na płycie to Todeskessel Kurland.

Panzer Division Marduk jest albumem koncepcyjnym. Budowa tekstów bardzo mi się spodobała, bardzo przyjemnie mi się je czytało. Zdecydowanie kluczową rolę odegrała tutaj inspiracja. Na albumie grupa "wychwala" II Wojnę Światową, uznaje ją za wielkie dzieło szatana, toteż większość tekstów będzie dotyczyło właśnie jej (Panzer Division Marduk, Baptism By Fire, Beast Of Prey, Blooddawn, Scorched Earth, Deathride). Marduk nie rezygnuje jednak z tematyki antyreligijnej (Christraping Black Metal, Fistfucking God's Planet). Utwór 502 został poświęcony batalionowi czołgów ciężkich 502. Tekstu do Todeskessel Kurland nie znalazłem w internecie.

Podsumowując, Panzer Division Marduk to niezły album. Spodziewałem się katastrofy, warto było jednak przesłuchać tego w całości. Obok Satanic Rites grupy Hellhammer, jest to na razie najlepszy tego typu album jaki miałem okazję przesłuchać. Największe wrażenie zrobił na mnie ten cały klimat albumu: agresja podniesiona do maksimum, bardzo dobre, przemyślane riffy, oraz teksty dotyczące drugiej wojny światowej. Niestety, w pewnym momencie album mnie zmęczył ciągłym napierdalaniem w perkusję. Marduk zagwarantował mi muzyczną wyprawę do wojska. Na koniec pozwolę sobie porównać Panzer Division Marduk do służby wojskowej: tylko miękkie cipki odpadną na początku. ;)

Zalety:
- Dobre, przemyślane kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Przekaz
- Agresja
- Klimat
- Okładka
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Monotonia
- Niektórym album może wydać się zbyt ciężki

Okładka: 8,5/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 7,5/10

Ogólna ocena: 8/10

28 maja 2015

Konfrontacja: Kabanos - Dramat Współczesny vs Usta Mariana - ...A Może Tak Usta Mariana?


Witam w kolejnej konfrontacji. Na wstępie chciałbym gorąco podziękować grupie Kabanos za wypromowanie naszego bloga Steel: Metalorecenzje. Jesteśmy wam za to bardzo wdzięczni. Wraz z MrCommando1995 życzymy wam wszystkiego najlepszego! Przede wszystkim udanych koncertów, witalności na scenie oraz dalszych, jeszcze lepszych pomysłów na albumy. Toteż tą konfrontację dedykujemy wam; jeżeli dojdzie do zwycięstwa grupy przeciwnej, będziemy liczyli w przyszłości na bardziej dopracowany materiał. Jeden z moich czytelników podsunął mi jakiś czas temu pomysł, aby zrobić kolejną recenzję waszego najnowszego dziecka. Na początku miała być to recenzja, postanowiłem jednak pójść o krok dalej. Skonfrontuję album Kabanosa z mało znaną grupą punkrockową z Poznania, Usta Mariana. Mam nadzieję że ta nietypowa konfrontacja jak na naszego bloga sprawdzi się. Przed wami: Kabanos - Dramat Współczesny vs Usta Mariana - ...A Może Tak Usta Mariana?


Kabanos - Dramat Współczesny


Dramat Współczesny jest czwartym albumem polskiej grupy muzycznej grającej metal alternatywny, Kabanos. Został wydany 28 lutego 2014 roku nakładem wytwórni Wesołe Baloniki. Przed wydaniem albumu, Kabanos dosyć często był jednym z zespołów grających na przystanku Woodstock. Od wydania Kiełbie We Łbie do wydania Dramatu Współczesnego Kabanos zagrał na Woodstocku 2 razy. Pierwszy raz zagrali na Małej Scenie w roku 2012 promując album Kiełbie We Łbie (za występ uzyskali nagrodę Złotego Bączka); po raz drugi panowie zagrali w roku 2013 grając na Dużej Scenie. Następnie powstał Dramat Współczesny; dzieło zostało wypromowane na przystanku Woodstock w Pokojowej Wiosce Kryszny, gdzie Kabanos zagrał swój najdłuższy koncert trwający prawie 3 godziny.

Na okładce widzimy maski teatralne będące symbolem dramatu. Patrząc na tą grafikę, wydaje mi się że Kabanos chciał przekazać fanom pewną wiadomość: "życie we współczesności jest niczym przedstawienie teatralne". Grafika nawet mi się podoba, prezentuje się znacznie bardziej dojrzale w porównaniu do poprzednich okładek. Spędzając te "kilka chwil" z Kabanosem, wydaje mi się jednak, że album będzie tak samo głupkowaty jak te poprzednie dzieła ;)

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 7/10 (Rockmetal.plSzamrynquie)
- 8/10 (Rocknrollwwersjiblond.blogspot.com)
- 7/10 (Laboratoriummuzycznychfuzji.com, Adrian Koter)


Lista utworów:

1. Kompost
2. Melancholia
3. Szarlatan
4. Czary Mary
5. Auta Aleksa
6. Trupy
7. Brzydota
8. Na Chama
9. Snob
10. Amore Mio
11. Serce
12. Paznokcie

Nie mam pojęcia jak mógłbym określić ten krążek... Kabanos zdziwaczał, czy co? Muzyka napisana przez panów z Kabanosa jest zdecydowanie dojrzalsza w porównaniu do pozostałych albumów. Standardowo grupa zainspirowała się System Of A Down; do tego dochodzi również garść pomysłów zapożyczona od Acid Drinkers, Drowning Pool i Illusion. Nie wiem jednak, czy Dramat Współczesny jest skutkiem dojrzewania panów z Kabanosu, czy może jest to eksperyment. Album jest zdecydowanie ostrzejszy od poprzedników, brzmienie Kabanosa zaczęło oscylować między metalem alternatywnym a heavy metalem. Nie podoba mi się jednak miks: bas jest ledwo słyszany, przez co ostrzejsze utwory brzmią pustawo. Po pierwszych dwóch utworach zbytnio nie słychać zmiany stylu grupy. Pod numerem pierwszym słyszymy bardzo dobry numer Kompost. Następna w kolejności jest lżejsza Melancholia. Pod trójką grupa daje w palnik, prezentując jeden ze swoich bardziej agresywnych numerów, a za razem jeden z najlepszych kawałków z płyty: Szarlatan. Dalej jest ballada Czary Mary. Następny numer, Auta Aleksa cechuje rytmika i żywiołowość w stylu Sinnera grupy Drowning Pool. Następnie słyszymy: Trupy, Brzydota, Na Chama; pod dziewiątką dostajemy jeden z najlepszych utworów z płyty, Snob. Trzy ostatnie numery to Amore Mio, Serce oraz Paznokcie.

Co do tekstów, nie uległy one znaczącej zmianie. Standardowo ich tematyka dotyczy ważnych społecznych kwestii, styl w jakim zostały napisane nie jest zbyt dojrzały. Teksty grupy rzadko kiedy oscylują wokół jednego tematu; najczęściej pojawiały się utwory na temat ludzi zawistnych i zazdrosnych (Szarlatan, Trupy, Na Chama), a także nieszczęśliwej miłości (Auta Aleksa, Czary Mary, Melancholia). Brzydota i Serce są utworami o tym, aby nie oceniać kogoś po wyglądzie, tylko na podstawie jego charakteru. Kompost jest o człowieku, który nie dopasował się do grupy wśród której przebywa. W Amore Mio grupa krytykuje mężczyzn, którzy rozkochują w sobie kobietę tylko po to, aby ją zaliczyć. Utwór Paznokcie jest o ciężkim życiu, poświęceniach i troskach rodzica. Snob jest krytyką ludzi nieakceptujących gustów innych.

Podsumowując, Dramat Współczesny to dobry album. Powstaje jednak pytanie, czy najnowsze dzieło Kabanosa przebija poprzednią płytę, Kiełbie We Łbie? Mam wrażenie, iż Dramat Współczesny jest na tym samym poziomie co album wydany 2 lata wcześniej. Prawda, jest to trochę inna płyta, aczkolwiek równie dobrze dopracowana. Wiele rozwiązań spodobało mi się, np. zmiana stylu grupy (rezygnacja z elementów punkowych i zastąpienie ich lżejszym metalem). Zdecydowanie na minus wychodzi tutaj miks, który nie przypadł mi do gustu ze względu na słabą jakość basu. Pomimo tego, polecam album.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Dobrze napisane teksty
- Przekaz
- Okładka
- Dojrzałe brzmienie

Wady:
- Słaba jakość basu

Okładka: 8/10
Teksty: 8,25/10
Kompozycje: 8/10

Ogólna ocena: 8/10


Usta Mariana - ...A Może Tak Usta Mariana?


...A Może Tak Usta Mariana? jest pierwszym albumem polskiej grupy muzycznej grającej punk rock Usta Mariana. Został wydany 29 marca 2013 roku przez nieznaną wytwórnię. Ogólnie w internecie jest bardzo mało informacji o grupie. Wiadomo jednak, że grupa powstała w Gnieźnie w roku 2008, panowie określają swój gatunek jako punk rock. Album nie osiągnął żadnego sukcesu, do dzisiaj na stronie grupy można pobrać album za darmo.

Po grafice można dostrzec, iż grupa będzie cięła koszty tak bardzo jak się tylko da. Zresztą, nie dziwi mnie to. Usta Mariana to młoda grupa, która chyba raczej długo nie pogra. Na okładce przedstawiony jest przepychacz do kibla trzymany przez jednego z członków grupy. Możliwe, że "ustami Mariana" jest właśnie ten przedmiot.

BRAK RECENZJI W INTERNECIE


Lista utworów:

1. Dekrety
2. Kryzys
3. Jurek Jedzie
4. Jaguara Białego
5. PKP
6. Do Góry Dolary
7. Krystyna
8. Nie Zatrzymasz Mnie

Nie mam zielonego pojęcia o punku. Hardcore jeszcze jakoś toleruję, zdołałem jakoś poznać ten gatunek, zrecenzować kilka tworów. Na punk rocku nie znam się za bardzo, mam jednak nadzieję że uda mi się omówić ten krążek jakiś cudem. Jest to dosyć prosty i krótki album. Żywiołowa kompozycja jest całkiem ok, aczkolwiek miałem czasem chwile, gdy chciałem przeskoczyć do następnego numeru. Czasem można było dostrzec parę cech hardcore'u. Niestety, wiele utworów jest dosyć do siebie podobnych... czy to dobrze? Usta Mariana rozpoczynają od szybkiego, stanowczego grania w utworze Dekrety. Pod dwójką słyszymy nieco bardziej ustabilizowany numer, Kryzys. Pod numerem trzecim znajduje się utwór inaczej skonstruowany w porównaniu do poprzednich: Jurek Jedzie. Następnie słyszymy niczym nie wyróżniające się Jaguara Białego, nieco ostrzejsze od reszty PKP. Pod szóstką słyszymy bardziej skoczny kawałek Do Góry Dolary, jeden z lepszych numerów na płycie Krystyna, oraz całkiem dobre Nie Zatrzymasz Mnie.

Teksty napisane przez panów z Ust Mariana nie spodobały mi się, zostały one napisane w dosyć chaotyczny sposób. Czasem miałem wrażenie, że tekściarz nie do końca wiedział co chce przekazać odbiorcom, dało się też dostrzec, że ten kto pisał teksty szukał rymów na siłę. Przykład w utworze Jurek Jedzie: "Pytam Jurek, którą ona kończy teraz zimę? A on na to mówi, że to Justin Bieber."; trudno określić o czym jest ten utwór, po przeczytaniu tekstu pomyślałem, że jest to utwór poświęcony jakiemuś Jurkowi, który często przesiadywał przy komputerze. W Dekretach wypowiada się osoba, która zastanawia się nad tym, w jaki sposób ma osiągnąć sukces. Nie Zatrzymasz Mnie jest o typowym leniu. W Kryzys, Jaguara Białego, PKP i Do Góry Dolary, Krystyna sam tytuł wskazuje na tematykę.

Podsumowując, album jest słaby. Sam na siebie zastawiłem pułapkę recenzując album punkowy. Kompozycje są średnie, pomiędzy niektórymi utworami nie znalazłem wielkich różnic; spośród wszystkich wyróżniłbym całkiem dobre Dekrety, Krystyna, Nie Zatrzymasz Mnie, oraz denerwujące Jurek Jedzie. Z kolei teksty wydały mi się napisane na siłę, przy czym sam przekaz stracił na wartości. Nie poszedłbym na koncert Ust Mariana, nie zatrudniłbym ich nawet do grania na moim weselu. Polecam osobom lubującym się w punku, ja zdecydowanie tego gatunku mam dosyć.

Zalety:
- Żywiołowość i energia
- Rasowy punk

Wady:
- Monotonia
- Przekaz
- Słabe kompozycje
- Kiepskie teksty pisane na siłę
- Okładka
- Album nie zapada w pamięć

Okładka: 2/10
Teksty: 5,25/10
Kompozycje: 4/10

Ogólna ocena: 4,5/10

Konfrontację wygrywa album: Dramat Współczesny. Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia dlaczego zdecydowałem się skonfrontować album grupy grającej metal alternatywny z kapelą punkową. Konfrontacja jest bezsensowna, co zresztą widać. Właściwie to sam się sobie dziwię, że zdecydowałem się zrobić cokolwiek z punkiem.

13 maja 2015

Recenzja: Biohazard - Reborn In Defiance


Witam w kolejnej recenzji. Jakiś czas temu z MrCommando1995 rozmawialiśmy na temat pewnej grupy, której nie słuchaliśmy już od dosyć dawna. Mowa tu o Biohazardzie; wprawdzie ostatnim razem zajmowałem się grupą na początku tego roku, recenzując album Kill Or Be Killed (była to również ostatnia moja konfrontacja stworzona w starym stylu), ostatecznie jednak dzieło panów grających hardcore z Brooklynu nie zagościło u mnie w głośnikach. Całkiem niedawno przypomniał mi się pewien interesujący album: jak na razie ostatni krążek Biohazardu, pomimo swojego młodego wieku leży sobie zakurzony i czeka na lepsze dni. Pora, aby tym razem to dzieło zagościło w moim napędzie. Przed wami: Biohazard - Reborn In Defiance.

Reborn In Defiance jest dziewiątym albumem studyjnym amerykańskiej grupy rapcore'owej Biohazard. Został wydany 20 stycznia 2012 roku nakładem Nuclear Blast. Jest to pierwszy album od czasu State Of The World Address nagrany w oryginalnym składzie: Seinfeld, Graziadei, Schuler, Hambel. Z albumem wiązano wielkie nadzieje, powrót do starego, dobrego hardcore'u zagranego na takich płytach jak State Of The World Address, czy chociażby Urban Discipline. Niestety, jest to ostatni krążek nagrany wraz z długoletnim wokalistą Evanem Seinfeldem, który opuścił grupę niedługo po zakończeniu nagrań. Początkowo album miał zostać wydany w listopadzie 2011 roku, z niewyjaśnionych przyczyn premiera odbyła się dopiero 2 miesiące później. Album przemknął praktycznie niezauważony w internecie.

Dzieło Biohazardu zdobiły dwie okładki. Na pierwszej z nich zostało ukazane wyraźne zdjęcie płodu w łonie matki widocznego na USG. Grafika może symbolizować narodziny człowieka, który w przyszłości będzie musiał walczyć o swoje prawa z zepsutą władzą od dzieciństwa. Druga okładka jest już bardziej typowa dla grupy: po środku widoczny jest znak zagrożenia biologicznego; w tle z kolei widzimy budynki fabryk, z ich kominów wydobywają się zanieczyszczenia. Obie okładki są dosyć ubogie kolorystycznie, przedstawione są przede wszystkim ciemne barwy, zupełnie jakby grupa chciała nam pokazać od razu na początku z czym będziemy mieli do czynienia. Grafika numer jeden jest zdecydowanie jedną z najlepszych okładek zaprezentowanych przez grupę, bardzo mi się podoba. Dwójka to najzwyklejsze pójście na łatwiznę. Możecie zobaczyć ją poniżej.


Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 5/10 (MagazynGitarzysta.pl, Sebastian Urbańczyk)
- 6/10 (Machina.pl, Jakub Demiańczuk
- 7/10 (MetalStorm.net, Doc Godlin)
- 7/10 (MetalFan.pl, Edo)


Lista utworów:

1. 9Iiix6.941
2. Vengeance Is Mine
3. Decay
4. Reborn
5. Killing Me
6. Countdown Doom
7. Come Alive
8. Vows Of Redemption
9. Waste Away
10. You Were Wrong
11. Skullcrusher
12. Never Give In
13. Season The Sky


Billy Graziadei w wywiadach obiecał, iż fani dostaną starego Biohazarda. Wszyscy w to uwierzyli, zwłaszcza dlatego że panowie byli w tamtym okresie w oryginalnym składzie. Gość nie do końca wywiązał się z obietnicy, aczkolwiek nie potrafię się na niego za to wściekać, zwłaszcza dlatego że album nadal jest bardzo dobrym dziełem. Na Reborn In Defiance można dostrzec parę cech albumów Urban Discipline i Mata Leao. Nie jest to jednak aż takie hardcore'owo-rapcore'owo-metalowe granie jak za tamtych czasów. Biohazard bardzo przez ten czas ewoluował, jest to teraz zupełnie inna grupa. Grania w stylu Black Sabbath z którego grupa przez jakiś czas słynęła (takiego jakiego można było uświadczyć na State Of The World Address) nie uświadczymy, co dziwne nawet w porównaniu do poprzednika (Means To An End), album jest czymś zupełnie odmiennym. Przyznam jednak, że albumu słuchało się całkiem przyjemnie: kompozycje zostały napisane bardzo dobrze, pełno tutaj grania na podwójnej stopie, utwory lżejsze mieszały się z cięższymi, a na albumie dominował ponury klimat. Granie podchodziło mi lekko pod podrasowany nu metal zmieszany z hardcorem i heavy metalem. Słuchając Reborn In Defiance miałem wrażenie, iż Evan Seinfeld i Billy Graziadei są ze sobą skłóceni. W ubiegłych latach panowie obaj się darli do mikrofonu, raz jeden, raz drugi. Rola Evana spadła tutaj na drugi plan, zajął się on mianowicie wokalem wspierającym. Pod numerem pierwszym słyszymy intro o prostym tytule 9Iiix6.941, składające się ze zlepków kilku utworów z ubiegłych lat, w szczególności z albumu State Of The World Address (wyraźnie słyszane są tu intra z utworów How It Is oraz Five Block To The Subway). Pod numerem drugim dostajemy iście brutalny, hardcore'owy numer Vengeance Is Mine. Przy Decay chłopaki zwalniają tempo. Panowie przy Reborn wracają do szybkiego grania w postaci Reborn. Utwór ma swoje bardziej ociężałe momenty, aczkolwiek w dużej mierze grupa bardziej skupiła się na klimacie i lekkości. Następnie Biohazard prezentuje kolejny, wolniejszy kawałek, Killing Me. Następnie grupa przechodzi do jednego z bardziej brutalnych numerów na płycie, Countdown Doom. Po raz pierwszy od dawna słyszymy duet Seinfeld - Graziadei. Kolejnym utworem w stylu starego, dobrego Biohazardu (podobnie jak poprzednik) jest Come Alive: dosyć szybki, ciężki numer zaśpiewany przez obu wokalistów. Panowie zwalniają od numeru ósmego: Vows Of Redemption jest moim faworytem. Utwór jest jednym z łagodniejszych numerów na płycie, aczkolwiek panowie z Biohazardu bardziej skupili się tu na zbudowaniu odpowiedniego klimatu. Pod numerem dziewiątym słyszymy nieco szybszy utwór, Wasting Away. You Were Wrong jest całkiem przyjemną balladą. Ponownie słyszymy duet panów Seinfeld i Graziadei w numerze jedenastym, Skullcrusher. Grupa ponownie przyspiesza przy Never Give In; trzynastka świetnie kończy album iście ponurym utworem instrumentalnym, Season The Sky.

Tak jak na większości albumów grupy, tak i tutaj teksty są zdecydowanie najlepszym elementem. Tak jak na Urban Discipline i Uncivilization, Biohazard bawi i uczy. Najczęściej pojawiały się teksty na temat walki obywateli z polityką w trudnych czasach (Come Alive, Countdown Doom, Never Give In, Skullcrusher). W następnej kolejności dostajemy utwory, w których wypowiada się osoba zraniona przez osobę bliską (Killing Me, Waste Away, You Were Wrong, Reborn). Na albumie znalazły się też dwa kawałki, w których wypowiada się człowiek planujący zemstę na swoich oprawcach (Vows Of Redemption, Vengeance Is Mine). W utworze Decay grupa krytykuje rasę ludzką. Świat wraz z "postępem" powoli zaczyna upadać.

Podsumowując, Reborn In Defiance to całkiem niezły album. Zdecydowanie w porównaniu do innych recenzji w internecie, moja będzie się wyróżniać. Album wyjątkowo mi się spodobał, po tak długim czasie cieszę się z tego, że wyciągnąłem tą płytę z najgłębszych czeluści mojego pokoju. Kompozycje zdecydowanie na plusie: brutalne, hardcore'owo-heavy metalowe młóćki przeplotły się z lżejszymi, bardziej klimatycznymi numerami. Teksty jak zawsze zostały napisane bardzo dobrze, Evan i Billy jak zawsze mieli bardzo dobre pomysły i wenę w trakcie ich pisania. Nie spodobało mi się to, iż Evan Seinfeld dosyć rzadko odzywa się na albumie, swoje najlepsze momenty miał chyba tylko na Vengeance Is Mine i Come Alive. Zdecydowanie polecam!

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Okładka
- Bardzo dobre teksty
- Szczery przekaz
- Bardzo dobry duet Evan Seinfeld i Billy Graziadei
- Utwory zastygają w pamięci
- Brutalność, a za razem delikatność
- Klimat

Wady:
- Evan zbyt rzadko występował na froncie


Okładka: 9,5/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,5/10

6 maja 2015

Konfrontacja: Drowning Pool - Sinner vs Soil - Scars


Witam! Tak jest, przyszedł czas na długo oczekiwaną konfrontację: specjalnie z niej zrezygnowałem aby zrobić recenzję albumu Slowly We Rot grupy Obituary; pytacie się czemu w takim razie zdecydowałem się posunąć do stworzenia konfrontacji albumów z gatunku metalu alternatywnego? Mianowicie zostałem natchniony pewnym newsem, który nie tak dawno przeczytałem w internecie: "Z okazji 13 rocznicy wydania albumu Sinner, oraz śmierci wokalisty Dave'a Stage'a Williamsa członkowie grupy Drowning Pool otwierają fundację Indiegogo wspierającą American Heart Association z Dallas. Każdy kto wpłaci co najmniej 30$, dostanie koszulkę". Szukając odpowiedniego kandydata do konfrontacji, wybrałem grupę Soil, której wokalista do roku 2012 pracował z Drowning Pool. Przed wami: Drowning Pool - Sinner vs Soil - Scars.


Drowning Pool - Sinner


Sinner jest pierwszym albumem studyjnym amerykańskiej grupy grającej metal alternatywny Drowning Pool. Został wydany 5 czerwca 2001 roku nakładem Wind-Up Records. Album był promowany przez trzy single: Bodies, Tear Away oraz Sinner; pierwszy z nich jest najbardziej znanym utworem grupy, nagranie to przyczyniło się do tego, że album uzyskał platynę 6 tygodni po wydaniu. Do czasu serii zamachów z 11 września, był to jeden z najczęściej puszczanych teledysków w telewizji. W trakcie trasy koncertowej grupy, umiera wokalista Dave Williams na atak serca. Było to ogromnym wstrząsem zarówno dla członków Drowning Pool, jak i fanów. Trasa koncertowa zostaje dokończona z nowym wokalistą, Jasonem Jones'em. Album Sinner jest obecnie uznawany za najważniejszego klasyka spod gatunku metalu alternatywnego.

Na okładce najprawdopodobniej została przedstawiona martwa/śpiąca kobieta. Do jej czoła przykłada dłoń wytatuowany mężczyzna. Powyższą grafikę trudno mi było opisać, gdyż sytuacja na niej ukazana może być wieloznaczna: osoba, do której należy dłoń mogła zamordować tą kobietę z miłości, kochać się z nią, ewentualnie znęcać się nad nią psychicznie (do wszystkich wymienionych sytuacji pasuje określenie "grzesznik"). Okładka podoba mi się, ze względu na ukazaną w niej głębię, oraz tą wymienioną wyżej wieloznaczność.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 5/5 (SputnikMusic.com)
- 10/10 (Brutalland.webd.pl, Dominik)
- 3/5 (Allmusic.com)


Lista utworów:

1. Sinner
2. Bodies
3. Tear Away
4. All Over Me
5. Reminded
6. Pity
7. Mute
8. I Am
9. Follow
10. Told You So
11. Sermon

Metalu alternatywnego nie słucham od dosyć dawna. Może jeszcze za czasów gdy lubiłem Linkin Park jarałbym się takimi zespołami jak System Of A Down, czy chociażby wczesne Avenged Sevenfold. Czas upływa strasznie szybko, starzeję się - zdecydowanie z tego wyrosłem. Sinner ma wiele cech metalu alternatywnego, aczkolwiek muszę przyznać panowie są bardzo oryginalni. Muzyka zawiera w sobie głębię, łatwo się ją zapamiętuje, riffy wpadają w ucho (wszyscy są ze sobą bardzo dobrze zgrani), a dla wokalisty trudno jest cokolwiek zarzucić; Dave Williams ma bardzo charakterystyczną barwę. Gdy się go słucha, ma się wrażenie że bycie wokalistą to proste zajęcie: Stage świetnie lawiruje pomiędzy melodyjnym wokalem, a krzykiem i growlem; szczerze przyznam, iż gość jest o wiele lepszy nawet od wielkiej gwiazdy tego gatunku, Chestera Benningtona z Linkin Park. Przejdźmy jednak od słów do czynów, pora udowodnić wyższość Sinnera nad pozostałymi albumami z tego gatunku! Na początku słyszymy bardzo dobry numer tytułowy, Sinner. Sama muzyka wpada w ucho: bardzo dobre riffy, świetna perkusja, oraz energia. Pod dwójką dostajemy słynny singiel, Bodies. Pomimo sporej popularności tego utworu, nie wygląda to na jakiś przereklamowany kawałek. To rozpoczęło erę tego, gdy stacje radiowe zaczęły interesować się nieco ostrzejszymi gatunkami, niż proste techno i rap (nie mówię od razu o heavy metalu, bardziej chodzi mi o coś pomiędzy metalem a rockiem). Tak samo jak w poprzednim numerze, dużo jest tu energii i agresji. Po ostrej jeździe dostajemy nieco wolniejszy utwór, Tear Away. Tak samo jak w przypadku poprzedników, utwór wpada w ucho, ma również swoje ciekawsze momenty. Przy All Over Me, grupa wraca do ostrzejszego grania. Utwór jest klimatyczny, jest bardzo zgrany, i świetnie zaśpiewany. Nic dodać nic ująć, obok Bodies i Sinner najlepszy kawałek z płyty. Po nim przychodzi kolej na nieco bardziej eksperymentalny kawałek na płycie, Reminded. Później dostajemy kolejny, całkiem dobry numer, Pity. Od numeru siódmego, grupa nieco spada z poziomu prezentując gorsze utwory: Mute, oraz I Am.  Przy Follow, grupa wraca do przyjętej na tym albumie normy. Tak samo jak w Sinner i All Over Me, utwór łączy w sobie klimatyczne, i rytmiczne granie. Pod numerem jedenastym kryje się całkiem dobry numer, Told You So. Ostatnie na liście jest średnie Sermon.

Teksty które napisali panowie z Drowning Pool są różnorodne. Najczęściej można usłyszeć utwory w których wypowiada się osoba zraniona przez kogoś bliskiego (Tear Away, All Over Me, Reminded, Pity, Told You So, Sermon). Są również utwory na temat ludzi, którzy nie akceptują porażek, i próbują walczyć do samego końca (Bodies, Mute, I Am, Follow). Sinner zostało napisane dla kobiety, w utworze wypowiada się zakochany facet będący zawiedziony na swojej dziewczynie. Do tego jak teksty zostały napisane nie mam większych zastrzeżeń. Są one dobrze dopasowane do kompozycji, są skomplikowane... najprawdopodobniej napisanie ich zajęło dużo czasu.

Podsumowując, namęczyłem się pisząc tą recenzję; warto jednak było - Sinner to bardzo dobry album, aczkolwiek skomplikowany. Zabawa zaczyna się od okładki mającej kilka znaczeń; następnie dostajemy bardzo dobre, dające się zapamiętać utwory, oraz ciekawe teksty ukazujące wrażliwość twórców. Zmieszanie tych trzech składników daje bardzo dojrzały album (jak na metal alternatywny). Inną, bardzo dobrą zaletą był rozpoznawalny wokal Dave'a Williamsa. Zdecydowanie polecam Sinnera jako odskocznię od typowego heavy metalu. Po tym czego przed chwilą uświadczyłem, albumowi Scars nie daję dużych szans na zwycięstwo.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Utwory łatwo zapamiętają w pamięć
- Energia
- Świetny, rozpoznawalny wokal
- Szczery przekaz
- Różnorodność
- Ciekawe rozwiązania
- Bardzo dobre, dojrzałe teksty

Wady:
- Niektóre utwory były słabsze od pozostałych

Okładka: 7,5/10
Teksty: 8,75/10
Kompozycje: 9,25/10

Ocena ogólna: 9,25/10


Soil - Scars


Scars jest drugim albumem studyjnym grupy grającej metal alternatywny Soil. Został wydany 11 września 2001 roku nakładem J Records. Niedługo po wydaniu albumu Throttle Junkies, Soil rozpoczyna pracę nad nowym albumem.W roku 2000 ukazały się pierwsze utwory, które miały pojawić się na nowym albumie: Halo, My Own, oraz Need To Feel. Niedługo potem zaczęto nagrywać pełną wersję albumu: Halo zostało wybrane na pierwszy singiel, na samym początku utwór pojawił się na stacji WJRR. Na albumie zostały ze sobą połączone elementy groove metalu i nu metalu. Scars jest najbardziej dochodowym dziełem grupy.


Okładka jest prosta, aczkolwiek stylowa: widzimy napis "Soil" leżący w ziemi. Dopiero po przesłuchaniu albumu zauważyłem na grafice pewną aluzję do tego jak będzie brzmieć ten krążek: sama ziemia widoczna na okładce symbolizuje surowość i brud w dużej ilości. Kolory na grafice są ciemne, co może oznaczać że album będzie poważnym, lekko klimatycznym dziełem. Ogólnie grafika prezentuje się dobrze, chociaż nie sądzę żeby jakoś wyróżniała się pośród tłumu.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 4/5 (Merlin.pl)
- 7,5/10 (Blabbermouth.net)


Lista utworów

1. Breaking Me Down

2. Halo
3. Need To Feel
4. Wide Open
5. Understanding Me
6. My Own
7. Unreal
8. Inside
9. Two Skins
10. The One
11. New Faith
12. Why
13. Black 7
14. Center
15. Damaged You


Z początku zdawało mi się, iż Soil nie będzie miało szans przy Drowning Pool. Okazuje się, że Scars jest prawie tak samo dobre: niewiele temu brakuje do Sinnera. Tak samo jak wcześniej omówiony album, Scars ma swoje wzloty i upadki; w czasie gdy Drowning Pool spadło z poziomu dopiero pod koniec, Soil wymieszało lepsze numery ze słabszymi. Pomimo tego, album w większości był całkiem pozytywnym dziełem idealnym do posłuchania w domowym zaciszu po ciężkim dniu. Nie jestem zbytnio pewien czy muzyka napisana przez Soil jest oryginalna; to co grupa stworzyła kojarzy mi się z Metalliką z czasów Load i Reload w połączeniu ze stylem gry Andreasa Kissera z Sepultury. To co wydaje się dobrym zabiegiem, to połączenie surowości i brudnego grania z rasowością, rytmiką i energią. Do wokalu nie miałem zastrzeżeń: Ryan McCombs jest tak samo dobrym wokalistą jak Dave Williams z Drowning Pool, wydaje mi się że musiał on być idealnym następcą zmarłego Stage'a. Na początku dostajemy szybki, surowy numer w postaci Breaking Me Down. Dwójka to utwór wyraźnie zainspirowany Metalliką, Halo. Pod trójką Soil zwalnia tempo, dając nam do posłuchania czegoś spokojniejszego, Need To Feel. Numer czwarty to powrót do surowego brzmienia, Wide Open. Jeżeli ktoś chciał powrotu Soil łączącego surowość z przebojowością, to ma do posłuchania Understanding Me przy piątce. Podobna sytuacja jest przy My Own. Pod numerem siódmym dostajemy nieco bardziej klimatyczny kawałek, Unreal. Z kolei Inside jest zdecydowanie czymś bardziej skierowanym w stronę rockowego grania. Tuż po tym, chłopaki wracają do bardziej klimatycznego grania: w moich głośnikach leci Two Skins. Następne jest The One; w porównaniu do poprzednich numerów jest to nieco inna para kaloszy. Podobnie jak Breaking Me Down, jest to szybszy numer (Seether na swoim albumie Karma And Effect napisał podobny utwór o tym samym tytule) skierowany bardziej w stronę energicznego, rockowego grania. Następny numer, New Faith, budzi moje skojarzenia z Drowning Pool (brakowało tu jeszcze Stage'a). Dalej są już: brudne i energiczne Why, wolniejsze i bardziej klimatyczne Black 7, a także dwa bonusy: szybki numer w stylu Breaking Me Down Center, a także nieco spokojniejsze Damaged You

Patrząc na to jakie teksty napisał Ryan McCombs, Scars wydaje mi się podchodzić pod album koncepcyjny. Wokalista grupy musiał być w tamtym okresie nieszczęśliwie zakochany, co czasem jest zrozumiałe (możliwe że gość chce się w jakiś sposób wyżyć). Jak można się domyśleć, teksty dotyczą głównie tematyki miłosnej, czasem powiązanej z brakiem wolności osobistej (Breaking Me Down, Halo, Inside, Need To Feel, New Faith, The One, Unreal [1], Why, Wide Open). Pozostałe dotyczą po prostu oryginalności McCombsa na tle innych ludzi, oraz związanego z tym braku zrozumienia (Understanding Me, Black 7, My Own). Utwór Two Skins jest o ludzkiej dwulicowości. Tekstu do utworu Damaged You nie znalazłem w internecie. Do tego jak Ryan McCombs napisał to wszystko nie mam zastrzeżeń, widać że gość potrafi dobrze dobierać słowa. Szkoda tylko, że wokalista wybrał najbardziej oklepaną tematykę ze wszystkich i próbował zrobić z tego coś w rodzaju konceptu. Miłość, naprawdę? Aż 9 utworów na 15 jest o miłości! Nie oczekuję tutaj od razu terminatorów, wojen, szatanów i tym podobne, w końcu to metal alternatywny. Mógł dodać więcej tekstów na temat drugiego oblicza ludzkości, mógł napisać coś o podbudowaniu swojego ego, dałoby się nawet wcisnąć utwór o traumie z dzieciństwa! Mam jednak nadzieję, że na pozostałych albumach McCombs miał więcej weny.

Podsumowując, nie spodziewałem się że do Sinnera dobiorę niezwykle godnego kandydata. Scars to bardzo dobry album: grupa bardzo dobrze zespoliła surową grę z rockową energią i przebojowością. Kompozycje wychodzą zdecydowanie na duży plus; album jest idealną odskocznią, nadaje się praktycznie dla każdego do posłuchania: jest w nim zarówno ciężar, jak i lekkość. Gorzej było z tekstami: owszem, McCombs potrafi pisać teksty; szkoda, że ograniczył się do jednego lub dwóch tematów. Pomimo tego, Soil niemal dorównało panom z Davem Williamsem na czele. Zdecydowanie polecam jako dobrą odskocznię.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Muzyka zapada w pamięć
- Surowość
- Energia
- Rasowość
- Dobrze napisane teksty
- Bardzo dobry wokal
- Ciekawe rozwiązania

Wady:

- Ograniczona tematyka tekstów
- Niektóre utwory były słabsze od pozostałych


Okładka: 8/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 9/10

Ocena ogólna: 8,5/10


Konfrontację wygrywa album: Sinner. Dzieło grupy Drowning Pool przeważało nad Scars zdecydowanie lepiej napisanymi tekstami, a także bardziej dopracowanymi kompozycjami. Z kolei album grupy Soil prezentował się ciekawiej od strony graficznej.  Na zakończenie dodam, iż zdecydowanie pobiłem tutaj pewien rekord. To była konfrontacja, którą pisałem najdłużej ze wszystkich (konkretnie to 1 miesiąc i 2 dni).

Przypisy:

[1] Ten tekst jest o parze, która jest niezadowolona ze swojego życia seksualnego.

Obserwuj nas!