Wyszukaj

17 października 2015

Recenzja: Sodom - Sodom


Witam w kolejnej recenzji. Ostatnio z wpisami z Sodomem w głównej roli mieliśmy pewne problemy. Niedawno mieliśmy w planach stworzyć konfrontację Repentless vs Epitome Of Torture; plany jednak się zmieniły ze względu na ostatnie przemyślenia w sprawie tego rodzaju wpisów. Jak wiecie, niektóre nasze konfrontacje były nieudane ze względu na płyty mało do siebie podobne. Od tej pory wszystkie krążki będące kandydatami do "walk" będą dobierane bardzo starannie, tak więc niektóre wasze propozycje będzie czekała selekcja. Ponieważ Epitome Of Torture się nie pojawiło, zabiorę się za recenzję która tkwiła na naszym blogu od dość długiego czasu. Przed wami: Sodom - Sodom.

Sodom jest jedenastym albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Został wydany 24 kwietnia 2006 roku nakładem Steamhammer Records. Niemieccy weterani thrashu po odzyskaniu popularności w 2001 roku robią sobie dłuższą przerwę od wydawania albumów. Dopiero po długiej trasie koncertowej z bazy Sodomu słychać nowe wieści dotyczące następcy M-16. Tym razem kapela miała zaprezentować się jeszcze lepiej niż wcześniej, chłopaki z Niemiec postanowili stworzyć najprawdopodobniej najpoważniejszy album w swojej karierze. Było to za razem coś nowego w dorobku Sodomu; album łączył w sobie cechy brutalności, rasowości i przebojowości. Obecnie można go uznać za współczesnego klasyka thrash metalu.

Jedenasty album Sodomu posiada dwie okładki. Pierwsza grafika ukazuje tajemniczy obraz, w którym z czerni wyłania się piła motorowa i minigun. Jak można się domyśleć, jest to maskotka grupy skryta w cieniu, Knarrenheinz. Na górze umieszczony jest napis "SODOM". Druga grafika jest rozwinięciem pierwszej okładki. Ukazany jest na niej zniekształcony Knarrenheinz w jakiejś kosmicznej fabryce wśród stosu czaszek. Wyżej przedstawiona maskotka Sodomu prezentuje się zupełnie inaczej niż na poprzednich płytach: jest to cyborg zniszczony od dołu. Na twarzy z kolei nie ma maski gazowej z której jest znany. Skoro Knarrenheinz wygląda jak Predator któremu ktoś wsadził w dupę laskę dynamitu, to znaczy, że album będzie miał niewiele wspólnego z dotychczasowymi projektami Sodomu. Niemcy rozsieją porządną rozpierduchę!



Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9/10 - slayrrr666
- 8,75/10 - Peacesells215
- 9/10 - metal_worship
- 8,25/10 - Lane


Lista utworów:

1. Blood On Your Lips
2. Wanted Dead
3. Buried In The Justice Ground
4. City Of God
5. Bibles And Guns
6. Axis Of Evil
7. Lords Of Depravity
8. No Captures
9. Lay Down The Law
10. Nothing To Regret
11. The Enemy Inside
12. Kamikaze Terrorizer

Jedenasty krążek Sodomu bardzo mi się spodobał. Wydaje mi się, że nie skłamię mówiąc, że Sodom jest jedną z najlepszych płyt tej grupy. Oczywiście jest to coś zupełnie innego niż słynne już Agent Orange, czy chociażby Persecution Mania. Każdy wiedział jak gra Sodom; ich muzyka nie była zbyt skomplikowana, w porównaniu do wielu innych thrashowych kapel panowie grali wręcz banalnie. Ta prostota świetnie komponowała się z wpadającymi w ucho riffami. Na jedenastym albumie pojawiły się cechy progresywnego grania, muzyka stała się zdecydowanie bardziej złożona, czasem dało się usłyszeć elementy groove'u i death'u. Ostatecznie jednak trudno jest podporządkować tą płytę pod którykolwiek z wymienionych wyżej gatunków, Sodom jest thrashmetalową kapelą i miejmy nadzieję że tak zostanie. To co zdecydowanie łączy ten krążek z M-16 to koncertowa atmosfera, zdecydowanie poprawia ona komfort słuchania płyty. Dosyć irytującym standardem wytoczonym przez tą grupę jest kiepska jakość nagrań każdego albumu, czy to spowodowana kiepskim miksowaniem, czy chociażby celowym działaniem mającym nadać cechy surowości. Ta płyta zdecydowanie należy do dzieł beznadziejnie zmiksowanych. Perkusja brzmi jakby nagrywana była tanim mikrofonem, z kolei gitary zostały tak na siebie kiepsko nałożone, że czasem ciężko jest usłyszeć niektóre dźwięki. To tak jakby słuchać kilku sepleniących ludzi gadających te same rzeczy. Może jakby miks był podobny jak na M-16 byłoby lepiej. Nie wiem czy już mówiłem, ale Tom Angelripper przed mikrofonem czasem przypomina Toma Arayę ze Slayera. Z jednej strony może to być zaleta, fan byłby zadowolony z tego, że pewien znany niemiecki wokalista ma podobny głos do gościa z jednej z najważniejszych kapel thrashowych w historii. Z drugiej jednak, hejterom dałoby to pretekst do tego, że Sodom kopiuje Slayera. Od razu na początku grupa pokazuje fanom, że jest w stanie stworzyć coś naprawdę nietypowego. Po akustycznym intrze rozpoczyna się dość ponury numer o tytule Blood On Your Lips. Po jakimś czasie dostajemy szybszy numer stworzony bardziej do pomachania głową na koncercie: Wanted Dead. Później Sodom nieco zwalnia tempo nie rezygnując z koncertowej atmosfery połączonej z mrokiem. Dostajemy ciekawy numer Buried In The Justice Ground, oraz świetne City Of God podchodzące powoli pod flagowy numer Sodomu. Kolejnym numerem odpowiednim na koncertowe machanie głową jest Bibles And Guns. W dalszej kolejności dostajemy ponurawy numer Axis Of Evil. Kapela po raz kolejny daje kopa prezentując jeden z najszybszych utworów na płycie: Lords Of Depravity. Po niedługim czasie Sodom prezentuje jeden z bardziej klimatycznych numerów na płycie: No Captures, potem dostajemy świetny, zrównoważony utwór wpadający w ucho Lay Down The Law. Po nim Sodom po raz kolejny dociska mocniej pedał gazu. W głośnikach jest agresywne Nothing To Regret. Pod koniec słyszymy cięższy numer o nazwie The Enemy Inside, oraz coś co przypomina odrzut z Code Red: Kamikaze Terrorizer. Nie potrafiłem wskazać tutaj swojego faworyta, na tej płycie jest to niemożliwe. Jeżeli już, musiałbym wskazać kilka utworów.

Wielu fanów thrashu chyba wie jak wygląda przeciętny tekst Sodomu. Jest to zwykle prosty tekst chwytający za serce tematyką o trudach wojny. Pod wpływem muzyki tej grupy można by organizować parady antywojenne, czy tego typu rzeczy. Panowie są w formie, pomimo upływu lat nie widać po nich śladów starzenia się. O tekstach na tym albumie nie da się powiedzieć, że "również stały się poważniejsze"; najlepiej jest po prostu powiedzieć, że ich budowa się zmieniła. Blood On Your Lips jest o mężczyźnie, który pod wpływem ciągłych zabójstw na wojnie stał się osobą złą. W Wanted Dead podmiotem lirycznym jest szatan. Namawia on ludzkość do grzeszenia; w ten sposób umocni on swoją pozycję na tronie poprzez zbieranie ofiar. W Buried In The Justice Ground grupa krytykuje prowadzenie wojen jako sposób na rozwiązywanie konfliktów lub zatajenie pewnych prawd. City Of GodBibles And Guns i The Enemy Inside są o nacjach prowadzących konflikty zbrojne na tle religijnym. W tych utworach Sodom uważa, że religia powoduje szerzenie nienawiści na świecie. W Axis Of Evil wypowiadają się żołnierze polegli na frontach. Życzą oni źle swoim podwładnym z powodu wysyłania niewinnych ludzi na wojny. W Lords Of Depravity podmiotem lirycznym jest seryjny morderca. Jego ofiarami padają kobiety, które przed zabiciem gwałci. No Captures i Lay Down The Law są utworami o szalonym żołnierzu zabijającym na wojnie cywila wyznającego zupełnie inne poglądy niż on sam. Nothing To Regret jest opisem ludzkości rządzonej przez nienawiść. Grupa wytyka ludziom ich obojętność na tragedię i chęć szerzenia zła. W Kamikaze Terrorizer jest poświęcone japońskim samobójcom kamikadze. W utworze wypowiada się osoba, która nie widzi sensu w posyłaniu ludzi na śmierć. Podmiot liryczny wytyka ich władzom żerowanie na naiwności żołnierzy chcących zginąć za kraj.

Podsumowując, Sodom jest dziełem wartym uwagi. Chłopaki udowodnili, dwadzieścia lat po wydaniu debiutu są w stanie zagrać na wysokim poziomie. Nie zdziwiłbym się, gdyby ta kapela oszczędzała tą nazwę dla krążka będącego niesamowitym. Patrząc na okładkę słuchacz musiał wiedzieć, że album będzie dziełem innym od pozostałych. Tak też było: jak na Sodom album brzmiał bardzo dojrzale, w uszy rzucał się ciekawy klimat co powodowało, że album łatwo jest zapamiętać. Nad tekstami również dobrze się postarano. Jedyną wadą albumu do której niektórzy pewnie już się przyzwyczaili jest kiepska jakość nagrań. Polecam krążek fanom, którzy zwątpili w Sodom po odejściu Witchhuntera.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje

- Dobrze napisane teksty
- Okładki
- Klimat
- Przekaz
- Wysiłek włożony w album
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Jakość nagrań


Okładka: 9,5/10
Teksty: 9,75/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 9,75/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!