Wyszukaj

9 listopada 2015

Konfrontacja: Machine Head - Supercharger vs Virgin Snatch - In The Name Of Blood


Witam w kolejnej konfrontacji. Jak już kiedyś mówiłem, konfrontacje robione przez nas są ostatnio poddawane selekcji. Obecnie nie zestawiamy ze sobą zespołów, które na pierwszy rzut oka mogą być podobne, a w rzeczywistości znacząco się różnią między sobą. W tym przypadku jest raczej odwrotna sytuacja od tej przedstawionej przeze mnie - obie kapele na początku nie mają ze sobą nic wspólnego, dopiero gdy się im przyjrzymy wydają się być godnymi rywalami. Wykorzystałem do tej konfrontacji niedokończoną recenzję zespołu Machine Head, którą początkowo planowałem na lipiec 2014. Z odsieczą przychodzi mi zespół Virgin Snatch będący dość podobną kapelą do wcześniej wspomnianej formacji groovemetalowej z ameryki. Jak ta konfrontacja się potoczy? Zobaczcie sami. Przed wami: Machine Head - Supercharger vs Virgin Snatch - In The Name Of Blood.


Machine Head - Supercharger


Supercharger jest czwartym albumem studyjnym amerykańskiej grupy groovemetalowej Machine Head. Został wydany 2 października 2001 roku nakładem Roadrunner Records. Po nawet udanej próbie bycia nowoczesnym, Machine Head szuka swojego stylu. Chłopaki eksperymentują z brzmieniem, starają się połączyć nu metal znany nam z The Burning Red z groovemetalem granym ostatnio przez Machine Head w połowie lat 90-tych. Album nie odniósł tak dużego sukcesu jak poprzednik, krążek sprzedał się w nakładzie 45 tysięcy egzemplarzy na terenie USA.

Album zdobią dwie okładki. Na obu zostało przedstawione coś odmiennego od tytułowego Supercharger'a (pompy powietrza, sprężarki). W ich przypadku nie ma różnicy która jest lepsza, gdyż są do siebie bardzo podobne. Na obu widzimy coś, co przypomina generator prądu na którym powstało spięcie. Patrząc na nią można się domyśleć, że lider grupy nie przywiązywał uwagi do przekazu jaki mogłaby kryć okładka. Prawdopodobnie lider Machine Head uważał, że grafika nie musi zawierać jakiegoś istotnego przekazu, ważne że po prostu zdobi płytę. Nie licząc pewnych wyjątków (np. Burn My Eyes i The Burning Red), okładki tych groovemetalowców zawsze miały jakiś przekaz, tutaj mamy zwykłą ozdobę.


Wybrane oceny z Metal Archives:

- 4,5/10 - darkreif
- 0,75/10 - UltraBoris
- 4,5/10 - Tymell
- 3,75/10 - gasmask_colostomy


Lista utworów:

1. Intro (Declaration)
2. Bulldozer
3. White-Knuckle Blackout!
4. Crashing Around You
5. Kick You When You're Down
6. Only The Names
7. All In Your Head
8. American High
9. Brown Acid
10. Nausea
11. Blank Generation
12. Trephination
13. Deafening Silence
14. Supercharger
15. Hole In The Sky
16. Ten Fold


Pomimo wielu negatywnych recenzji i kiepskich wyników sprzedaży, płyta nie jest tak zła jak ją opisują. Jest to jeden z najgorszych krążków Machine Head, mógłbym to nazwać jako swoje guilty pleasure; zdecydowanie bardziej wolę to od przereklamowanego The Burning Red. Płyta nie miała żadnego potencjału na coś wielkiego, można spokojnie ją porównać do dzieł Ektomorfa, który został skazany na bycie zespołem trzymającym się z dala od legend. Jest to po prostu album mający odpowiadać trendom, chłopaki z Machine Head nawet nie chcieli stworzyć czegoś oryginalnego. Jak już mówiłem nie jest to zły krążek, aczkolwiek nie jest tak profesjonalny jak każda następna pozycja tej grupy. Płyta ma jednak zalety: Machine Head ma wyjątkowo dużo energii, muzyka wpada w ucho; płytę dodatkowo cechuje klimat bliski temu do Through The Ashes Of Empires. W takim razie warto zapoznawać się z tą płytą? Osoby znające Machine Head (z wyjątkiem tej płyty) nic nie tracą, ci co słuchali tej grupy od początku do końca wiedzą, czego mogli się spodziewać na następnej płycie. Zdecydowanie warto się zapoznać z tym albumem. Na początku witani jesteśmy przez dziwaczne intro nazwane Declaration. Później dostajemy trzy, bardzo dobre numery: Bulldozer, White-Knuckle Blackout! i singiel o tytule Crashing Around You. W dalszej kolejności dostajemy jeden z ostrzejszych numerów na płycie: Kick You When You're Down. W następnej kolejności dostajemy całkiem niezłą balladę zapowiadającą swoim stylem Through The Ashes Of Empires: Only The Names. Po tym utworze dostajemy średni utwór z dobrym refrenem: All In Your Head. W dalszej kolejności jest mój faworyt: American High; lubię ten utwór za energię i klimat. Dalej jest nudne intro Brown Acid, po czym dostajemy energiczny numer o tytule Nausea. Później dostajemy ponury, choć szybko nudzący się kawałek nazwany Blank Generation. Pod koniec wersji bez bonusów jest seria bardzo dobrych kawałków: szybkie, energetyzujące Threpination, świetna ballada Deafening Silence i podsumowujące płytę Supercharger. Dwa ostatnie numery to bonusy. Na początku dostajemy Hole In The Sky Black Sabbath przerobione na industrial; później słyszymy energiczne Ten Fold. Szczerze powiedziawszy wolałbym, żeby to ballada Deafening Silence była na końcu.

Teksty są lepsze w porównaniu do poprzednika. Jak już mówiłem wcześniej, Machine Head stworzyło album nowoczesny, toteż styl pisania został zmieniony. Rob Flynn napisał większość tekstów w języku potocznym, co dla mnie jest sporą wadą. Nie żebym uchodził za sztywniaka, ale do groove metalu po prostu taki styl nie pasuje! Jeżeli już Rob Flynn wymyśla utwory na poważne tematy, to niech pisze swoim językiem, a nie próbuje udawać młodzież, lub pisze byle gówno w stylu Limp Bizkit! Dla odmiany przekaz był całkiem dobry, nie miałem się zbytnio do czego czepiać. W większości Rob Flynn śpiewa o spełnianiu marzeń, dążeniu do celu po trupach i o cierpieniu. Raz na jakiś czas pojawia się tekst o tematyce wojennej, choć na tym albumie jest to raczej rzadkość. W Bulldozer Rob Flynn namawia fanów do pozbywania się ograniczeń w celu lepszego życia. White-Knuckle Blackout! poświęcone jest hormonowi walki - adrenalinie. Wokalista wychwala jego działanie, opowiada o jego pozytywnym wpływie na organizm. W Crashing Around You podmiotem lirycznym jest fałszywy przyjaciel pewnej osoby. Osoba mówiąca opowiada o tym, jak czerpie radość z cierpienia innych. Dość podobny przekaz do poprzedniego numeru mają Kick You When You're Down i Blank Generation. Mowa jest tu o ludziach z niższych sfer gnębionych przez tych "lepszych". Rob Flynn namawia ofiary uprzedzeń do nie poddawania się, pomimo ciężkiej sytuacji. Only The Names jest numerem poświęconym osobom uzależnionym od narkotyków. Podmiotem lirycznym jest nałóg, który doprowadził zwyczajną osobę na dno. Celem wokalisty było zachęcenie osób uzależnionych do walki z nałogiem. W All In Your Head wokalista kieruje swoje słowa do osoby przegranej po walce. Podmiot liryczny namawia ją, aby nie przejmowała się docinkami innych i spróbowała walczyć dalej. W American High Rob Flynn opowiada fanom o swoim dzieciństwie. Był to czas, gdy był nierozumiany przez innych, denerwowało go to, że nikt nie pozwalał mu na spełnianie marzeń. Nausea i Ten Fold skierowane są do osoby, która dla własnych zachcianek zdradziła swoich przyjaciół. Po jakimś czasie adresat żałował swojej decyzji z powodu popadnięcia w życiowe kłopoty. W Trephination po raz kolejny wokalista nawiązuje do swojego dzieciństwa. Rob Flynn opowiada o tym, jak w wieku pięciu lat był molestowany, mówi o utraconej niewinności. W Deafening Silence podmiotem lirycznym jest człowiek chory na depresję. Użala się on nad swoim losem, nawet pomimo tego, że najbliższa mu osoba chce mu pomóc. Supercharger wydaje się parodiować przekaz albumów Fear Factory. W utworze Machine Head wychwala swoją muzykę ponad wszystko, porównuje jej siłę do prądu elektrycznego. Grupa dziękuje fanom za motywację do działania. W Hole In The Sky jest mowa o pozytywnych aspektach życia po życiu. Podmiot liryczny jest zadowolony z tego, że wszystkie jego problemy zniknęły na zawsze z powodu śmierci.

Podsumowując, pomimo bycia najsłabszym albumem Machine Head, Supercharger daje się słuchać. Nie jest to zły krążek, aczkolwiek dla fanów tej kapeli poziom płyty jest zatrważająco niski. Kompozycje napisane przez grupę były trochę niedopracowane, choć dało się ich słuchać. Na korzyść tej płyty działa żywiołowość, energia, przebojowość i ciekawy klimat. Dla odmiany, teksty były najgorszą zmorą tej płyty. W czasie gdy przekaz był pozytywny, potoczny i prymitywny język psuł przyjemność ze słuchania tego, co Rob chce nam powiedzieć. Takie gadanie zostawmy chłopakom z ulicy produkującym muzykę dla czarnuchów. Nie polecam albumu osobom oczekującym od Supercharger'a poziomu The Blackening lub Through The Ashes Of Empires. Dla większości jest to płyta na jeden raz, choć w moim odtwarzaczu krążek wylądował całkiem sporo razy.

Zalety:
- Przekaz
- Żywiołowość i energia
- Przebojowość
- Riffy wpadające w ucho
- Klimat
- Nowoczesne brzmienie

Wady:
- Brak różnorodności
- Kiepskie intra
- Budowa tekstów


Okładka: 7,5/10
Teksty: 6/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 6,5/10



Virgin Snatch - In The Name Of Blood



In The Name Of Blood jest trzecim albumem studyjnym polskiej grupy thrashmetalowej Virgin Snatch. Został wydany 20 listopada 2006 roku nakładem Mystic Production. Płyta powstała rok po stworzeniu Art Of Lying. Po jej wydaniu z kapeli odchodzi basista Tomasz Pukacki (tak, ten z Acid Drinkers) występujący z grupą od 2003 roku. Panowie sprawdzają następców Titusa, gdy w końcu trafiają na Piotra Wącisza grającego z Virgin Snatch z przerwami do dziś. Płyta została nagrana w białostockim studiu Hertz.

Okładka została stworzona przez artystę o pseudonimie Seth. Trudno określić co jest przedstawione na grafice; na pierwszym planie widzimy zamaskowanego faceta w koszuli i krawacie. W tle przedstawiona jest jakaś hala, w której widzimy dwóch gości przypominających wyżej przedstawionego mężczyznę. Nie za bardzo wiem o co chodzi w tej grafice, widać że kryje się za nią jakiś przekaz. Widać, że osoba w centrum ma zaplamioną krwią koszulę; możliwe, że panowie z Virgin Snatch odwołują się do iluminatów, ewentualnie władzy która eliminuje niewygodnych jej ludzi? Nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie o to chodziło panom z Virgin Snatch. Tak czy siak design okładki mi się nie podoba, grafika jest nieczytelna i dość słabo narysowana. Panowie z Virgin Snatch na pewno nie szukali kogoś, kto stworzyłby im okładkę po taniości. Polecałbym wynająć artystę, który stworzyłby coś ładniejszego i bardziej czytelnego.


Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 9,25/10 - Metal Archives
- 8/10 - Teraz Rock
- 9/10 - Rockmetal.pl
- 10/10 - Brutalland
- 9/10 - Metalhammer


Lista utworów:

1. State Of Fear
2. Purge My Stain!
3. Bred To Kill
4. IV - Vote Of No Confidence
5. In The Name Of Blood
6. Omniscientia
7. Diminished Responsibility
8. You Know Where
9. Devoted Royality


Czym by było Machine Head, gdyby grało thrash/death metal? Nie zdziwiłbym się, gdyby kapela Roba Flynna wyglądała właśnie tak. Początkowo myślałem, że Virgin Snatch powstało jako coverband groovemetalowców z ameryki, ostatecznie na wiki znalazłem notkę mówiącą, że Virgin Snatch starało się pozbyć przydomku "polski Testament". Nie wiem ile jest w niej prawdy, wiem tylko tyle, że obecnie nasi rodacy brzmią jak kapela Roba Flynna. Nie jest to jednak wada, każda grupa metalowa ma jakieś inspiracje. Pomimo niezbyt wielu lat na karku, chłopaki potrafią pisać muzykę. Trochę jak w przypadku panów z Machine Head, muzyka Virgin Snatch cechuje się brutalnością i pięknem. Choć nie mają wielkiej popularności, tworzą dość profesjonalne dzieło. Bardzo lubię gitary na tym albumie, nastrojone na niskie tony nadają muzyce klimatu; warto również wsłuchać się w rasowe solówki i riffy. Agresywna perkusja również zrobiła na mnie dobre wrażenie, Jacek Nowak najprawdopodobniej uczył się od najlepszych w swoim fachu. Pomimo typowo thrashowego stylu gry możemy usłyszeć deathmetalowe growle. Trochę jak Burton C. Bell z Fear Factory w pierwszych latach tej formacji Łukasz Zieliński pokazuje, że potrafi połączyć ciężki wokal z czystym śpiewem. Jakieś wady? Panowie z Virgin Snatch pomimo całkiem sporej ilości dobrych numerów czasem stworzą coś bardziej nudnawego. W paru miejscach dokuczył mi kiepski miks (w szczególności w You Know Where, gdzie wokal był znacznie głośniejszy od gitary). Pomimo tych wad, płytę Virgin Snatch można określić jako ponadprzeciętną. Na początku nasi rodacy dają nam solidną porcję mięcha do opierdolenia: w głośnikach leci typowo thrashowe State Of Fear. W dalszej części leci kolejny niezły numer o tytule Purge My Stain!. Przy trójce dostajemy numer zdecydowanie bardziej w stylu Machine Head; jest to za razem mój faworyt i pierwszy utwór tej formacji jaki poznałem: Bred To Kill. W dalszej kolejności jest już nieco gorszy, aczkolwiek dalej niezły kawałek IV - Vote Of No Confidence. Pod piątką znajduje się prawdopodobnie najlepszy numer na płycie, tytułowy In The Name Of Blood. Chłopaki po raz kolejny przyspieszają granie na Omniscientia. Po tak dużej porcji dobrych numerów dostajemy słabszy numer: Diminished Responsibility. Później jest dobra, choć kiepsko zmiksowana ballada You Know Where, natomiast płytę kończy w kiepskim stylu nudny utwór Devoted Royality.

Teksty zostały dobrze napisane. Do ich budowy i tematyki nie ma co się czepiać. Płyta wydaje się być albumem koncepcyjnym, większość tekstów dotyczy chorej polityki, skorumpowanej władzy, a nawet sytuacji w naszym kraju! Virgin Snatch w wielu utworach krytykuje ludzkość za prowadzenie wojen, niezgranie się w sprawie wyboru władz kraju, oraz samych rządzących za oszukiwanie innych. W State Of FearPurge My Stain!Omniscientia i Diminished Responsibility wypowiada się człowiek chcący walczyć z rządem pomimo strachu. Oznajmia on władzy, że kraj w którym żyje nie da się łatwo oszukać. Bred To Kill skierowane jest do dyktatora, który tworzy kraj wojskowy. Podmiot liryczny chciałby mu powiedzieć, że to nie na tym życie polega. IV - Vote Of No Confidence i Devoted Loyality skierowane są do polskich władz. Osobę mówiącą denerwuje sytuacja w naszym kraju, irytuje ją brak możliwości zmian i zagłosowanie na kogoś wiarygodnego z powodu brak zgrania narodu. Podmiot liryczny wytyka władzom dążenie do upadku kraju. W In The Name Of Blood osoba mówiąca krytykuje ludzkość za usilne dążenie do władzy, chęci prowadzenia wojen i posiadania bogactwa. You Know Where dla odmiany jest utworem, w którym podmiot liryczny przeżywa śmierć bliskiej osoby. Postać ta jest tak przerażona stratą, że kieruje słowa nienawiści do boga, który przyjmuje zmarłych nie chcąc ich później oddać. 

Podsumowując, In The Name Of Blood jest bardzo dobrą płytą. Album został wykonany z sercem, Virgin Snatch udowodniło, że potrafi grać równie dobrze jak profesjonaliści. Pomimo pewnych wad, płyta jest ponadprzeciętna. Kompozycje zostały wykonane z sercem, pomimo niezbyt dużego doświadczenia panowie z Virgin Snatch udowodnili, że są przyszłością polskiego thrashu. Świetne wrażenie zrobiły na mnie gitary, nie tylko dobrze brzmią, ale grają porządne riffy i ciekawe solówki. Płyta ma w sobie nie tylko brutalność, ale i piękno. Przekaz i styl pisania tekstów również wywarły na mnie pozytywne wrażenie, z pewnością ludziom powinien spodobać się fakt, że chłopaki z Virgin Snatch poświęcają niektóre numery sytuacji w Polsce! Polecam album fanom nie tylko fanom Machine Head, ale i osobom lubiącym muzykę będącą na pograniczu thrash i death metalu.


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Dobrze napisane teksty
- Przekaz
- Bardzo dobre brzmienie gitar
- Połączenie brutalności i piękna
- Wokal Łukasza Zielińskiego
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Lekka monotonia w niektórych momentach
- Okładka
- Pod koniec album zaczął się psuć

Okładka: 5,5/10
Teksty: 9,75/10
Kompozycje: 8,25/10

Ogólna ocena: 8,5/10


Konfrontację wygrywa album: In The Name Of Blood. Płyta Virgin Snatch została wykonana znacznie bardziej profesjonalnie od dzieła Machine Head. W czasie gdy In The Name Of Blood przewyższało Supercharger'a jakością wykonania tekstów i kompozycji, album grupy z Robem Flynn'em na czele miał lepszą okładkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!