Wyszukaj

3 lipca 2016

Recenzja: Mayhem - De Mysteriis Dom Sathanas


Witam w kolejnej recenzji. Ze względu na zastój, ostatnio myślę nad kolejną zmianą stylu pisania, nieco bardziej przypominającą tradycyjną metodę - zrezygnuję ze wstępu i podawania ocen z innych serwisów, od razu będę ją recenzował. Zarówno aktualności jak i co nieco na temat albumów zaprezentuję na Facebooku podczas reklamowania posta; mam nadzieję, że w ten sposób nie tylko skrócę czas pisania (co przełoży się na częstsze wykonywanie recenzji), ale i moje wypowiedzi będą lepszej jakości. Ten post będzie jednym z ostatnich pisanych we współczesnym stylu. Przed wami: Mayhem - De Mysteriis Dom Sathanas.

De Mysteriis Dom Sathanas (Tajemnica Szatana) jest debiutanckim albumem studyjnym norweskiej grupy blackmetalowej Mayhem. Został wydany 24 maja 1994 roku nakładem Deathlike Silence Productions. Mayhem jest jednym z tych zespołów, które jeszcze przed wydaniem swojego długograja przeżyło masę przygód i obrosło w legendy. Zespół powstał w 1983 roku z inicjatywy wokalisty i gitarzysty Oysteina Aarsetha, znanego jako Euronymous, basisty Jerna Stubberuda o ksywce Necrobutcher i perkusisty Kjetila Mainheim'a. Po kilku latach grania jako trio, Aarseth zdecydował, iż zespół potrzebuje odpowiedniego wokalisty; grupa wielokrotnie zmieniała skład, który nieco się ustabilizował w roku 1988. Do kapeli trafia charakterystyczny gardłowy Per Yngve Ohlin znany jako Dead, a także nowy perkusista Jan Axel Blomberg, Hellhammer. Wokalista imponował innym swoim nietypowym stylem i szalonym zachowaniem. Przed rozpoczęciem sesji nagraniowej, Dead popełnił samobójstwo w 1991 roku strzelając sobie w głowę. Nowym wokalistą został Atiila Csihar, a niedługo później w zamian za Necrobutchera, do zespołu dołączył Varg Vikernes znany z Burzum. Poza tym, chłopaki zatrudnili na stanowisko drugiego gitarzysty gościa o ksywce Blackthorn. W tym składzie (Csihar, Euronymous, Hellhammer, Vikernes, Blackthorn) grupa wkracza do studia, aby nagrać debiut. Po ukończeniu płyty wybucha spór między Euronymousem, a Vargiem Vikernesem, który wkrótce potem kończy się tragicznie - Euronymous zostaje zadźgany nożem przez Vikernesa, ten za swój czyn trafia do więzienia na 21 lat. Mayhem się rozpada, a Necrobutcher wraz z Hellhammerem próbują działać w sprawie wydania płyty. Obecnie De Mysteriis Dom Sathanas jest jedną z najważniejszych płyt w historii black metalu.

Pomimo naprawdę zaskakującej historii związanej z początkiem zespołu, Mayhem nie wyróżniło się specjalnie w przypadku okładki. Przedstawiona jest na niej 900-letnia katedra Nidaros, którą Euronymous wraz z Vargiem Vikernesem planowali spalić. Choć nikt nie wysilał się zbytnio nad okładką płyty (jest to jedynie zdjęcie przepuszczone przez filtry), pasuje ona do surowości norweskiego black metalu i szalonej historii Mayhem.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9,75/10 - Noktorn
- 9,25/10 - Zoanthropic_Paranoia
- 10/10 - Darkwinterdweller
- 10/10 - _orc_
- 9/10 - hells_unicorn


Lista utworów:

1. Funeral Fog
2. Freezing Moon
3. Cursed In Eternity
4. Pagan Fears
5. Life Eternal
6. From The Dark Past
7. Buried By Time And Dust
8. De Mysteriis Dom Sathanas

Wiele osób (nawet niezaznajomionych z muzyką metalową) zna Mayhem nie kojarząc żadnej płyty; dziwactwa kryjące się w zespole spowodowały, że widząc logo kapeli widzimy przede wszystkim śmierć Dead'a i Euronymous'a, zmarłych wskutek nietypowych okoliczności. Czy takie początki nie zachęcają bardziej do zapoznania się z twórczością Mayhem'u od okładki? Owszem - i szczerze powiedziawszy, warto było. Choć nie znam się na black metalu, a większość zespołów tego gatunku obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg, De Mysteriis Dom Sathanas było warte poświęcenia. Na albumie dominuje istna rozpierducha ozdobiona ponurym, grobowym klimatem tworzonym przez gitary - w przypadku De Mysteriis Dom Sathanas to na nich warto się skupić, gdyż stanowią one istną symfonię dźwięków. Euronymous i Blackthorn odwalają kawał dobrej roboty, obaj goście pokazują, że są w swoich rolach świetni. Perkusista, choć w dużej mierze gra na jedno kopyto, ma bardzo dobrą kondycję; w końcu aby wykonywać część z tych utworów na koncertach, trzeba mieć nie tylko wyczucie, ale i mnóstwo energii. Sam wokalista, Atilla Csihar, nie wyróżnia się jakoś zbytnio na tle innych, blackmetalowych gardłowych. Nie zrozumcie mnie źle, facet potrafi nieźle się wydrzeć. Dobrze operuje zarówno w wysokich jak i niskich partiach; czasem nawet zaśpiewa melodyjnie. Początkowo Mayhem wcale nie powala; Funeral Fog przypomina bardziej rozgrzewkę. Chłopaki grają dość jednostajnie, niektórym może jednak przypasować gitarowa symfonia. Wiem jednak, że nie są to stuprocentowe możliwości zespołu. Dwa następne utwory: Freezing MoonCursed In Eternity są już nieco bardziej zróżnicowane. Zdecydowanie częściej możemy zaobserwować zmiany tempa, gitarowe partie i riffy prezentują bardzo przyzwoity poziom. Spośród wszystkich wymienionych kawałków najbardziej jednak podoba mi się Life Eternal. Tempo utworu jest dość zmienne; przez moment na początku zespół pędzi, po czym zdecydowanie zwalnia tempo. Od strony wokalnej i perkusyjnej nie ma fajerwerków - Csihar to pokrzyczy, to pomruczy, a Hellhammer pogra trochę jednostajnie. Wraz ze świetnymi gitarami, całość jednak brzmi genialnie. Po niezbyt wyróżniającym się From The Dark Past, przychodzi kolej na całkiem przyzwoity, pędzący kawałek o tytule Buried By Time And Past. Gitarowe symfonie świetnie współgrają z pędzącym na łeb na szyję perkusistą. Utwór tytułowy (De Mysteriis Dom Sathanas) w ciekawy sposób kończy płytę. Nie chodzi już tylko o kompozycję wgniatającą w fotel, tutaj wkraczają również melodyjne wokale przypominające trochę kapłański śpiew. Od połączenia tego ponurego głosu i kompozycji włosy jeżą się na plecach.

Teksty zostały bardzo dobrze napisane. Są jak najbardziej poprawne stylistycznie i w miarę zrozumiałe. Większość z nich napisał Per Yngve Ohlin (Dead); skupił się on na tematyce ludzkiej egzystencji, satanizmu, śmierci i przeszłości. Funeral Fog opowiada o nietypowym zjawisku pogrzebowej mgły, która ukazuje się na pewnym cmentarzu raz do roku. Akurat w dniu, w którym mgła się ukazuje, odprawiany jest pogrzeb. Podmiotem lirycznym w utworze Freezing Moon jest nieboszczyk. Wraz z innymi trupami wstaje on z grobu i podziwia noc. Pagan Fears opowiada o przedawnionych lękach i przesądach, które z czasem powracają. Tekst do utworu Life Eternal został napisany przez Dead'a tuż przed śmiercią. Podmiot liryczny opowiada o śmierci, która uwalnia udręczonego człowieka od smutku i bólu jaki czuje mając depresję. Buried By Time And Past jest przemyśleniami dotyczącymi ludzkiej egzystencji. Osobą mówiącą jest trup leżący w grobie, zastanawia się on nad tym jak wyglądało jego życie. De Mysteriis Dom Sathanas opowiada o odprawianiu rytuału czarnej mszy. Kapłan próbuje przywołać szatana, aby ten ukazał się wiernym.

Podsumowując, De Mysteriis Dom Sathanas to bardzo dobra płyta. Pomimo, że black metal jest jednym z mniej lubianych przeze mnie gatunków, nie żałuję czasu spędzonego z albumem. Kompozycje na albumie spodobały mi się, gitarzyści swoim stylem tworzyli świetne, gitarowe kombinacje, które doceni nie jedna osoba patrząca na technikę w metalu. Grobowy klimat i surowość dodają temu wszystkiemu smaczku, zdecydowanie poprawia to jakość słuchania. Inną zaletą jest dobrze wpasowany do zespołu wokalista zastępujący Dead'a, Atilla Cshiar. Z całym sercem mogę polecić De Mysteriis Dom Sathanas; z pewnością zostałem zachęcony do kontynuowania swojej przygody z muzyką blackmetalową.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Klimat
- Świetne, surowe brzmienie
- Wokal Atilli Cshiara
- Młodzieńcza energia
- Album porządnie wciąga
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niektóre utwory na płycie


Okładka: 7/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 9,75/10

Ogólna ocena: 9,75/10

15 maja 2016

Konfrontacja: Metallica - Ride The Lightning vs Anthrax - Among The Living


Witam po długiej przerwie w kolejnej konfrontacji. Wreszcie udało mi się znaleźć czas na zrecenzowanie tych dwóch płyt. Początkowo planowałem zrobić tą konfrontację jako prezent na drugą rocznicę założenia bloga, miałem opisać te dwie płyty razem z Michałem. W pewnym jednak momencie straciłem ochotę na omawianie tych dwóch pozycji, przez co konfrontacja przeleżała kilka miesięcy w lodówce. Jeszcze przed zastojem udało mi się to kontynuować, jednak dopiero w piątek zacząłem kończyć opisywanie tych dwóch dzieł. Mam nadzieję, że efekt finalny wam się spodoba; skoro częstotliwość pisania recenzji/konfrontacji znacząco spadła na tle poprzednich miesięcy, teraz mam więcej czasu na to, aby pomyśleć nad stylem pisania. Przed wami: Metallica - Ride The Lightning vs Anthrax - Among The Living.


Metallica - Ride The Lightning


Ride The Lightning jest drugim albumem studyjnym amerykańskiej grupy thrashmetalowej Metallica. Został wydany 27 lipca 1984 roku nakładem Megaforce Records. Rok po premierze Kill 'Em All, Metallica zabiera się za sesję nagraniową kolejnego dzieła. Nowy album ma znacząco różnić się od poprzednika; zabawowa, pijacka atmosfera ulatnia się na rzecz dojrzałego, a za razem klimatycznego grania. Jednym z ważniejszych kompozytorów na albumie zostaje Cliff Burton, będący zainspirowany muzyką klasyczną i literaturą Lovecrafta. Pomimo, że Metallica nie zatrudniła nikogo do produkcji albumu, Ride The Lightning uznano za jeden z najważniejszych kamieni milowych w historii zespołu. Płyta często jest wymieniana wśród najlepszych płyt thrashmetalowych wszech czasów, do dzisiejszych czasów album sprzedał się w nakładzie ponad 5 milionów egzemplarzy.

Pomysłodawcą okładki był sam zespół, twórca zaś pozostaje nieznany. Na grafice widzimy lewitujące krzesło elektryczne, w którego tle znajduje się burzowe niebo. Z pozoru okładka jest dziwna i groteskowa, kompletnie nie pasuje do tych Lovecraft'owych klimatów. Pomyślałem, że za takim widokiem musi się kryć jakieś głębsze znaczenie. Jak mój kolega Michał powiedział, na Ride The Lightning większość tekstów dotyczy śmierci, a sama okładka odnosi się do tytułowego utworu. Grafika po prostu przedstawia krzesło elektryczne widziane oczami skazańca; osoba ta wie, że będzie to obiekt, który przyczyni się do jego zagłady. Choć udało mi się rozgryźć tą okładkę, nadal dziwnie mi się na nią patrzy.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8,75/10 - DawnoftheShred
- 9,5/10 - hells_unicorn
- 10/10 - OlympicSharpShooter
- 9,25/10 - raZe
- 9,5/10 - grain_silo


Lista utworów:

1. Fight Fire With Fire
2. Ride The Lightning
3. For Whom The Bell Tolls
4. Fade To Black
5. Trapped Under Ice
6. Escape
7. Creeping Death
8. The Call Of Ktulu

Do Metalliki od zawsze miałem uprzedzenia, nawet dzisiaj słuchając tego zespołu czuję się z grubsza dziwnie. Wszystko za sprawą sukcesu, który zespół osiągnął po wydaniu The Black Album. Wówczas grupą zainteresowali się fanatycy muzyki popularnej zwykle nieprzepadający za metalem. W jednym ze swoich komentarzy (czy tam felietonów) wspominałem o tym, że jeden z moich znajomych (można ująć, że był on moim przeciwieństwem) słuchając w głośnikach mojego auta Metalliki, nie poznał tego zespołu. Można zatem ująć, że mało kto jest 100% fanem tej grupy; kochają ją metalowcy i rozgłośnie radiowe promujące wykonawców typu Michael Jackson, czy chociażby Elton John. Ride The Lightning zmieniło moją opinię dotyczącą tego zespołu, po dzisiejszy dzień pozostaje moim ulubionym wydawnictwem Metalliki. Wydawnictwo to przyćmiło wszelkie Load'y i inne znaczące kroki w stronę muzyki popularnej; pewien niesmak jednak pozostaje. Dla mnie jest to płyta idealna, właśnie tak powinien wyglądać postęp. Pomimo, że Ride The Lightning jest młodsze od Kill 'Em All jedynie o rok, wszystko zostało ulepszone - technika i styl gry nie są już tak prymitywne, riffy bardziej wpadają w ucho, a gitary cieszą michę; choć Ride The Lightning jest cięższe od poprzednika, dzieli razem z nim surowe brzmienie i młodzieńczą energię. Poza tym, udało się chłopakom zbudować lekko ponury, posępny klimat płyty. Wokal - choć na tle Kill 'Em All pozostaje bez zmian (nadal brzmi niedojrzale), prezentuje się przyzwoicie. Zdecydowanie bardziej wolę słuchać "dziecinnego" Hetfield'a, niż dojrzałego, operującego wkurzającą manierą. Na początku Metallica prezentuje krótkie, akustyczne intro, po czym przechodzi do jednego z najszybszych kawałków na płycie - Fight Fire With Fire. Jego kontynuacja - Ride The Lightning przypomina trochę najlepsze pozycje z Kill 'Em All - w końcu utwór został napisany jeszcze w 1983 roku. For Whom The Bell Tolls jest moim osobistym faworytem; prawdopodobnie tutaj Metallica osiągnęła swoją ekstremę. Utwór jest ciężki i ponury, początkowy bas w połączeniu z riffem wygrywanym na gitarach powoduje ciarki na plecach. Końcówka numeru również daje porządnie w kość. Fade To Black jest pierwszą balladą zespołu. Została zagrana z uczuciem, gitary z jednej strony brzmią podniośle, a z drugiej potęgują posępny klimat. Trapped Under Ice (tak samo jak Ride The Lightning) brzmieniowo również posiada ten zabawowy klimat Kill 'Em All. Również jest to pozycja godna polecenia. Po średnim Escape, przychodzi kolej na drugi, najlepszy kawałek na albumie: Creeping Death. Choć numer jest dość długi, świetnie się go słucha; główny riff, refreny, solówki... jak dla mnie jeden z lepszych utworów, jakie można usłyszeć w metalu. The Call Of Ktulu kończy płytę. Jest to nawet przyzwoity instrumental.

Teksty na albumie są bardzo dobrze napisane. Warstwa liryczna zespołu po raz pierwszy jest tak dojrzała, nie ma tu już nic na temat dzikich zabaw pod sceną i popijaw, tym razem zespół pisze o śmierci i konfliktach zbrojnych. Styl tworzenia tekstów jest taki sam, a jednak ze względu na ich tematykę, czytanie jest przyjemnością. Fight Fire With Fire jest zapowiedzią wojny nuklearnej, do której zmierza świat. Podmiot liryczny jest wyraźnie niezadowolony, jest zasmucony sytuacją, w jakiej znalazł się świat. W Ride The Lightning bohaterem utworu jest osoba skazana na śmierć na krześle elektrycznym. Podmiot liryczny mówi nam, iż wyrok jaki zapadł jest niewłaściwy; choć mężczyzna jest winny popełnienia jakiegoś przestępstwa, kara jaka go spotkała jest zbyt surowa. Osoba mówiąca panicznie boi się śmierci. For Whom The Bell Tolls jest zainspirowane powieścią Ernesta Hemingway'a o tytule Komu Bije Dzwon. Podmiot liryczny przedstawia historię żołnierzy broniących pewnego wzgórza (nie zdziwiłbym się, gdyby tym wzgórzem było Hamburger Hill poznane przeze mnie podczas słuchania Better Off Dead Sodomu). Żołnierze broniący lokacji są wybijani przez ogień artyleryjski lub bombowce. Ludzie którzy przetrwali oszaleli z bólu; czytając tekst można zadać sobie pytanie: "dlaczego ludzie wybrali taki bezsensowny sposób na rozwiązywanie sporów?". W Fade To Black podmiotem lirycznym jest osoba chorująca na depresję prawdopodobnie z nadmiaru złych życiowych doświadczeń. Uważa ona, iż z bólem jaki ona czuje nie da się żyć, przez co jedyną słuszną decyzją byłoby samobójstwo. W Trapped Under Ice podmiotem lirycznym jest człowiek umierający pod lodem. Czuje on ogromny ból, nie może się zdecydować, czy chciałby zostać uwolniony, by móc dalej żyć, czy wolałby zginąć, by nie czuć więcej bólu. W Escape wypowiada się osoba, której inni ludzie nie pozwalają być sobą. Ci, którzy ją krytykują chcą, aby dopasowała się do panujących standardów. Tekst do utworu Creeping Death został napisany na podstawie księgi wyjścia Starego Testamentu. Mowa jest tu o izraelitach wyprowadzanych przez Mojżesza z Egiptu do Ziemi Obiecanej. 

Podsumowując, Ride The Lightning to świetna płyta. Choć w dużej mierze krążki thrashmetalowe są do siebie podobne, drugie dzieło Metalliki mógłbym uznać za jeden z najlepszych przesłuchanych przeze mnie krążków z tego gatunku. Z pewnością zespół wyznaczył na nim standardy, których w przyszłości trzymały się inne kapele, toteż dla Metalliki między innymi za ten album należy się szacunek. Kompozycje są bardzo dobrze napisane, styl pisania chłopaków z Metalliki został zdecydowanie bardziej dopracowany; riffy wypadają naprawdę przyzwoicie, posępny klimat robi wrażenie. Teksty również zostały solidnie dopracowane - nie tylko dobrze je napisano, postarano się również nad doborem tematyki. Choć ta jest oklepana w dzisiejszych czasach, zespół wiedział, co należy zrobić, by to zmienić. Jak najbardziej polecam Ride The Lightning, jak dla mnie jest to jedna z tych płyt, którą każdy metalowiec powinien poznać przed zgonem.

Zalety:
- Świetne kompozycje
- Bardzo dobrze napisane riffy
- Pozytywny przekaz
- Trud włożony w stworzenie albumu
- Klimat
- Surowość
- Wokal James'a Hetfielda
- Młodzieńcza energia
- Album porządnie wciąga
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Nie znalazłem

Okładka: 7/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 10/10



Anthrax - Among The Living


Among The Living jest trzecim albumem studyjnym amerykańskiej grupy thrashmetalowej Anthrax. Został wydany 22 marca 1987 roku nakładem Megaforce Records. Anthrax wydając Spreading The Disease udowodnił, że jest w stanie mierzyć się z takimi osobistościami jak Slayer, czy chociażby Metallica; wówczas kapela dostała się w szeregi wielkiej czwórki thrashu. Wydając Among The Living, Anthrax przekonał pozostałych niedowiarków, że jest twardym zawodnikiem. Obecnie krążek uznawany jest za bardzo ważnego klasyka w historii thrash metalu, obecnie jest to jeden z bestsellerów Anthraxa.

Grafika została stworzona przez artystę Dona Brautigam'a, jej pomysłodawcą jest zaś perkusista zespołu, Charlie Benante; choć jego nazwisko nie jest zbyt znane, stworzył on między innymi grafiki do Master Of Puppets Metalliki i The Razor's Edge AC/DC. Na okładce został przedstawiony starszy mężczyzna wokół tłumu niewyróżniających się ludzi. Unosi on rękę w geście powitania, a także podnosi kapelusz; osoba ta świeci się jasnym światłem. Można się domyślić, iż postać ta rozpoczyna pewne przedsięwzięcie, które wkrótce rozprzestrzeni się na osoby otaczające ją. Możliwe, że bohater okładki obudzi wśród innych różnorodność, co może poniekąd wiązać się z historią powstania metalu. Choć wyraźnie widać, że jest tu ukryte znaczenie i przesłanie, to jednak grafika średnio pasuje jako okładka do albumu thrashmetalowego.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9/10 - Metal_Thrasher90
- 8,5/10 - Andromeda_Unchained
- 8,5/10 - autothrall
- 10/10 - morbert
- 8,5/10 - Babu


Lista utworów:

1. Among The Living
2. Caught In A Mosh
3. I Am The Law
4. Efilnikufesin (N.F.L.)
5. A Skeleton In The Closet
6. Indians
7. One World
8. A.D.I./Horror Of It All
9. Imitation Of Life

Pamiętam, że początkowo byłem oczarowany Among The Living. Anthrax rozwalił mnie swoją nadzwyczajną energią i bezpośredniością; zostałem wstrząśnięty tym stopniowym przejściem z lekkiego grania w pierwszym utworze, do ciężkiej, rasowej kompozycji i w końcu totalnego odlotu. Ogólnie mówiąc, nie był to dla mnie typowy zabieg dla thrashu lat 80-tych, nigdy czegoś takiego nie słyszałem. Teraz jak jestem już bardziej doświadczony w muzyce metalowej, nie robi to na mnie wrażenia; nie zmienia to jednak faktu, że doceniam Anthraxa za pomysłowość. Chłopaki postarali się przy tworzeniu albumu - płyta świetnie brzmi, słucha się jej z przyjemnością. Riffy wypadają naprawdę przyzwoicie, większość z nich wpada w ucho i kopie po dupie, co lepiej wpływa na częstotliwość odsłuchów. Większość numerów świetnie brzmiałaby na koncertach; są mało skomplikowane i po prostu zachęcają do machania głową. Muzycznie jest to typowy thrash, wokalnie - standardowo dla Anthraxa, a jednak gdy zespół wydawał Spreading The Disease, w thrashu była to nowość. Joey Belladonna zamiast krzyczeć, czy growlować jak na thrashmetalowego wokalistę przystało, śpiewa niczym Bruce Dickinson lub Rob Halford. Przypomina mi się recenzowana przeze mnie jakiś czas temu płyta Taking Over Overkill'a; gdy tam równie melodyjny wokal Bobby'ego Blitza uznałem za niepasujący, tutaj mam odmienne zdanie. Problem w tym, że Joey Belladonna ma tu mnóstwo energii i charyzmy, po prostu chce się go słuchać; facet świetnie wypada przy tych ciężkich brzmieniach. Na samym początku Anthrax wita nas tytułowym utworem Among The Living. Początkowo jesteśmy raczeni intrem w postaci plumkania, po czym zespół daje po garach. Równie dobrze wypada Caught In A Mosh. I Am The Law jest wolniejsze, aczkolwiek dużo cięższe od poprzedników. Z pewnością kawałek świetnie wypada na koncertach ze względu na świetny refren i bardzo dobre brzmienie. Efilnikufesin (N.F.L.), choć ma wkurwiający tytuł, jest dla mnie jednym z najlepszych numerów na płycie; myślę, że można byłoby nazwać ten kawałek odpowiednikiem Creeping Death zagranym przez Anthraxa. Tak samo jak przed chwilą wspomniany utwór Metalliki, N.F.L. został skonstruowany bezbłędnie; świetne riffy, bardzo dobry refren i wokal robią bardzo dobre wrażenie na słuchaczu. Dalsze w kolejności jest A Skeleton In The Closet, nieco słabszy numer od poprzednich moim zdaniem. Po nim jednak dostajemy jeden z najważniejszych numerów w karierze zespołu - Indians. Podobnie jak N.F.L., Indians rozwala system swoim brzmieniem. Intro nieco w stylu Iron Maiden brzmi ciekawie, zwrotki łączące ciężki riff z energicznym wokalem również wypadają spoko, jednak prawdziwy czad zaczyna się w refrenie; i niech ktoś mi tylko powie, że to chujowo brzmi na koncertach. Po Indians poziom grania Anthraxa mocno spada; jedyną zagraną na poziomie kompozycją jest od tej pory One World.

Teksty na Among The Living są bardzo dobre. Zostały napisane prostym językiem, przypominają one rozmowę. Wśród tematyki dominuje różnorodność; znajdziemy tu między innymi utwory na temat subkultury metalowej, coś o ideologiach nazistowskich i komunistycznych, a także numery dotyczące społeczeństwa. Utwór Among The Living może odnosić się do okładki albumu. Jest tu mowa o rozprzestrzeniającej się zarazie wśród ludzi żyjących na ziemi; może odnosić się to do powstania nienawiści, która doprowadziła do tego, że ludzie zaczęli walczyć między sobą. Utwór Caught In A Mosh odnosi się do nietolerancji wobec subkultury metalowej. Choć jej przedstawiciel próbuje być wobec drugiego człowieka przyjacielski, ten go krytykuje, co metalowcowi wyraźnie nie pasuje. W I Am The Law podmiotem lirycznym jest brutalny policjant zwany Sędzią. W swojej okolicy strzeże on porządku jak oka w głowie, walczy ze wszelkimi przejawami przestępczości. Efilnikufesin (N.F.L.) opowiada o śmierci komika Johna Belushiego. Zespół opisał początki jego kariery, po czym przeszedł do rzeczy twierdząc, iż jego talent doprowadził go do uzależnienia od narkotyków. A Skeleton In The Closet jest krytyką byłego nazistowskiego lekarza, który po upadku III Rzeszy uciekł za granicę. Podmiot liryczny pyta się go, dlaczego wolał jak tchórz uciec, aniżeli odpowiedzieć za swoje czyny przed sądem. Indians jest o prześladowaniach rdzennych mieszkańców ameryki po przybyciu białego człowieka na nowy ląd. Podmiot liryczny krytykuje czyny, do jakich dopuścili się ludzie; zamiast rozwiązać sprawę w sposób pokojowy, ci woleli wytępić Indian. One World zostało poświęcone niewinnym ludziom poległym wskutek takich ideologii jak komunizm, czy chociażby faszyzm. W A.D.I./Horror Of It All podmiotem lirycznym jest człowiek chory na depresję. Bohater utworu wspomina nam bliską sobie osobę, która zginęła wskutek zabójstwa. Imitation Of Life jest krytyką zespołów glammetalowych. Joey Belladonna nazywa je parodiami i imitacjami metalu, krytykuje wygląd członków tych zespołów. Tym bardziej jest zirytowany tą subkulturą, gdy dowiaduje się, że jednym z jej członków okazuje się jego przyjaciel.

Podsumowując Among The Living jest albumem godnym uwagi. W latach, gdy w amerykańskich zespołach thrashmetalowych kształtowała się Wielka Czwórka, Anthrax brzmiał naprawdę oryginalnie. Świetne riffy i brzmienie sprawiają, że człowiekowi aż chce się pójść na metalowy koncert, w chłopakach z Anthraxa jest tyle energii. Niecodziennie słyszy się grupę, która choć brzmi thrashmetalowo, ma wokalistę, który brzmi, jakby ulotnił się z heavymetalowego zespołu funkcjonującego na początku lat 70-tych. Jego czyściutki niczym samochód motomaniaka wokal świetnie komponuje się z brudną, rasową kompozycją. Przesłuchując Among The Living, przestałem mieć wątpliwości co do ich przynależności do liderów thrash metalu.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane riffy
- Pozytywny przekaz

- Niesamowita, młodzieńcza energia zespołu
- Trud włożony w stworzenie albumu
- Surowe brzmienie
- Melodyjny wokal Joey'a Belladonny świetnie dopasowany do brzmienia
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Dwa ostatnie utwory

Okładka: 7,5/10
Teksty: 9,75/10
Kompozycje: 9,25/10

Ogólna ocena: 9,5/10

Konfrontację wygrywa album: Ride The Lightning. Choć Anthrax siedział Metallice na ogonie, kapela dowodzona przez Jamesa Hetfield'a wypadła lepiej.

19 kwietnia 2016

Recenzja: Destruction - Sentence Of Death


Witam w kolejnej recenzji. Pamiętacie jak niegdyś omawiałem Infernal Overkill zespołu Destruction? Przyszedł czas na jego poprzednika. Zdecydowałem się omówić pierwszą EP-kę tej niemieckiej grupy po zapoznaniu się z nią. Chcę coś o niej opowiedzieć, gdyż nie potrafię przestać o niej myśleć. Pomimo, że ostatnia konfrontacja była moim priorytetem, nie potrafiłem się na niej skupić; z tego powodu musiałem dać upust emocjom i zacząłem pisać o tym dziele jeszcze przed dodaniem konfrontacji Obsolete vs Use Your Brain. Później nie dałbym już rady omawiać tego krążka. Poza tym, niedawno zajmowałem się Obsessed By Cruelty, podczas którego przypomniało mi się In The Sign Of Evil, które skojarzyło mi się z ową płytą. Nie przedłużając, przejdźmy do meritum. Przed wami: Destruction - Sentence Of Death.

Sentence Of Death jest pierwszą EP-ką niemieckiego zespołu thrashmetalowego Destruction. Została wydana 10 listopada 1984 roku nakładem Steamhammer Records. Początki zespołu przedstawiłem podczas omawiania Infernal Overkill, toteż nie będę się powtarzał. Trochę szkoda, że zdecydowałem się na ten czyn podczas recenzowania debiutanckiego longplay'a.

Nad okładką goście z Destruction się nie wysilali. Zespół miał dopiero 2 lata, chłopaki mieli niski budżet, toteż musieli jakoś ciąć koszty. Jednym z przejawów tego czynu jest właśnie grafika, na której przedstawione jest zdjęcie członków zespołu w swoich dawnych wcieleniach. Od lewej widoczni są: Marcel Schirmer, Mike Sifringer i Tom Senmann. Okładka w pierwszej chwili skojarzyła mi się z tą, która zdobi I.N.R.I. brazylijskiego Sarcofago. Podejdę więc do tego zdjęcia tak, jak zrobiłem to w przypadku kapeli Wagnera Lamouniera. Choć zdjęcie wygląda nieźle, a panowie ukazując siebie cieszą się z subkultury do której należą, Destruction ma zdecydowanie lepsze zdjęcia z początków działalności. Ta grafika zdobiąca Sentence Of Death jest jednym z tych gorszych, chłopaki wyglądają trochę sztucznie, niczym przebierańcy na Halloween. Nie zmienia to jednak faktu, że spośród najbardziej znanych niemieckich thrasherów, Destruction miało w tamtym okresie najlepszy image.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9,75/10 - Hellish_Torture
- 8/10 - Left Hand Ov Dog
- 9,25/10 - autothrall
- 8/10 - morbert
- 9/10 - CHRISTI_NS_ANITY8


Lista utworów:

1. Total Desaster
2. Black Mass
3. Mad Butcher
4. Satan's Vengeance
5. Devil's Soldier

Właściwie to nie mam pojęcia od czego zacząć, w mojej głowie jest mnóstwo zagadnień na temat tej płyty. Może od razu powiem, że jest to bardzo dobry krążek; gdyby nie ilość utworów, prawdopodobnie wypadałby dużo lepiej od Infernal Overkill. W muzyce Destruction jest mnóstwo agresji; gitary są ostre jak żylety, wokalista ma mnóstwo energii, a bębniarz? Ja pierdziele, słuchając Infernal Overkill miałem wrażenie, że Sandmann grał na kiepsko nagranym zestawie dla pięciolatków. Tutaj chłopak pokazał moc, jego bębny zostały bardzo dobrze nagłośnione, a jego tempo gry odpowiada szalonym standardom niemieckiego thrashu (kto oglądał film Get Thrashed, ten wie o czym mówię). Sentence Of Death jest porządnym, thrashmetalowym graniem z wpływami black metalu; zdecydowanie image chłopaków z Destruction świetnie pokrywa się z tym, co tu usłyszymy. Jatkę rozpoczyna intro do utworu, którego tytuł prawdopodobnie zawiera literówkę. Total Desaster choć ma dziwną nazwę, jest świetnym zaproszeniem do śledzenia postępów zespołu; chłopaki łoją na swoich instrumentach aż miło. Black Mass choć zostało zagrane wolniej, zdecydowanie bardziej mi się podoba. Udziela się tu piekielny klimat w stylu pierwszych zespołów blackmetalowych. Na albumie możemy też usłyszeć sztandarowe dla zespołu Mad Butcher, które osiągnęło popularność dopiero w roku 1987 za sprawą remake'u znajdującego się na EP-ce o tej samej nazwie. Jest to kolejna, świetna thrashowa petarda, idealna do pogowania. Satan's Vengeance jest już nieco gorszym kawałkiem na płycie, nadal jednak prezentuje przyzwoity poziom. Jest to ostatnia, dobra pozycja na krążku.

Warstwa liryczna albumu prezentuje się przyzwoicie. Teksty zostały dobrze napisane i są proste w zrozumieniu. Nawet przekaz nie jest zły; choć w dużej mierze dominuje tematyka satanistyczna, można też dostrzec jeden tekst na temat seryjnego mordercy i coś o marach sennych. W Total Desaster podmiotem lirycznym jest satanista. W utworze tłumaczy on, że w boga nie potrafił uwierzyć, gdyż mu nie pomógł. Dopiero wiara w szatana uczyniła go "lepszym człowiekiem", dla niego też składa ofiary z ludzi. Black Mass jest o koszmarze sennym, który przyśnił się bohaterowi utworu. Podmiot liryczny twierdzi, iż podczas modłów do boga w kościele został porwany przez demoniczne stwory. Mad Butcher opowiada historię seryjnego zabójcy, który zgwałcił kobietę przy użyciu noża. Zwabił swoją ofiarę do swojego domu, rozebrał i w brutalny sposób zabił. W Satan's Vengeance jest mowa o najeździe szatana na ziemię. Powodem jego natarcia są przestępstwa kościoła dokonane w przeszłości na niewinnych ludziach. Jako przykład podano palenie na stosie kobiet podejrzanych o czary. Devil's Soldiers opowiada historię czarnego rycerza będącego sługą szatana. Dla niego zabija ludzi będących chrześcijanami.

Podsumowując, Sentence Of Death to bardzo dobra EP-ka. Za jej sprawą Destruction pokazało, że będzie jednym z najważniejszych reprezentantów niemieckiego thrashu. Jak wcześniej mówiłem, płyta znacząco przebijałaby Infernal Overkill, gdyby była longplay'em. Kompozycje wypadły bardzo dobrze - chłopaki zagrali muzykę z niesamowitą energią i brutalnością; klimat albumu i dobre riffy sprawiają, że płyta zapada w pamięć. Moim zdaniem najbardziej znaczącą wadą jest ilość utworów. Jak najbardziej polecam Sentence Of Death, jest to definicja tego, jak brzmi niemiecki thrash - szybko, agresywnie, z przypierdem.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Przyzwoite teksty
- Młodzieńcza energia
- Bardzo dobre riffy
- Brutalność i piekielny klimat
- Porządny thrash
- Album mocno wciąga i zapada w pamięć

Wady:
- Ilość utworów
- Ostatni numer był gorszy od pozostałych

Okładka: 5/10
Teksty: 7,5/10
Kompozycje: 8,25/10

Ogólna ocena: 7,5/10

17 kwietnia 2016

Konfrontacja: Fear Factory - Obsolete vs Clawfinger - Use Your Brain


Witam w kolejnej konfrontacji. Z pewnością zauważyliście, że przerwy w tworzeniu postów są zdecydowanie dłuższe niż wcześniej. Wynika to z mojego braku formy i obowiązków, za co przepraszam. Dziwne, że przez ten czas Michał nie wziął się w garść i nie zechciał stworzyć swojej od dawna planowanej recenzji Fear Factory. Żeby nie było, że jestem niegrzeczny, mój współtowarzysz z bloga zajmuje się innym albumem tego zespołu, tak więc jesteśmy pogodzeni. Trzeci album tego industrialmetalowej kapeli chodzi mi od dłuższego czasu po głowie. Kilka osób zaproponowało nam zajęcie się tą płytą, wśród nich był Bartosz z RAM. Sam jednak zastanawiałem się nad tym krążkiem od czasu zrecenzowania Demanufacture, dopiero jednak teraz wziąłem się za robotę. Niedawno jednak wpadłem na pomysł, aby skonfrontować tą płytę z inną, industrialmetalową pozycją (także z mózgiem na okładce). Przed wami: Fear Factory - Obsolete vs Clawfinger - Use Your Brain.


Fear Factory - Obsolete


Obsolete jest trzecim albumem studyjnym amerykańskiej grupy industrialmetalowej Fear Factory. Został wydany 28 lipca 1998 roku nakładem Roadrunner Records. Zespół po wydaniu Demanufacture osiąga sukces, fani metalu na świecie wiedzą już, czym jest Fabryka Strachu. Grupa rusza w trasę koncertową, po czym w 1997 roku wydaje krążek zawierający remiksy z Demanufacture o tytule Remanufacture: Cloning Technology. Album został kiepsko odebrany. Pod koniec tego samego roku grupę spotkał zaszczyt otwierania koncertu reaktywowanemu zespołowi Black Sabbath. W końcu na początku roku 1998 Fear Factory zapowiada swoją nową płytę. Pomimo obaw fanów, Obsolete kontynuuje stylistykę zawartą na Demanufacture, tym razem obywa się bez konceptu związanego z Terminatorem. W porównaniu do poprzednika, Obsolete zostało przyjęte gorzej. Nie przeszkodziło to jednak płycie w uzyskaniu statusu złotej płyty.

Do Obsolete stworzono dwie grafiki, obie stworzył Dave McKean. Zarówno na pierwszej, jak i drugiej został przedstawiony ludzki mózg z wygiętym kręgosłupem, niczym witka (ogon) plemnika. Obie grafiki różnią się jedynie scenerią; na pierwszej z nich w tle mózgu przedstawiona jest ściana starego budynku z narysowanymi szkicami, obok również widać eksponat w postaci ludzkiego kręgosłupa. Na drugiej z kolei (obraz widoczny niżej) wyżej przedstawiony mózg przedstawiony jest jako okaz umieszczony w słoju. Grafika pasuje do nazwy oznaczającej przestarzałość, bardzo przyjemnie się na nią patrzy. Otoczka płyty przybliża nas również w stronę konceptu, jaki prezentuje Fear Factory. Tym razem mamy do czynienia ze światem opanowanym przez maszyny, w którym ludzki organizm uznany jest za przestarzały i niezdatny do życia w warunkach świata komputerów i robotów. Z tego powodu ludzki mózg jest przedstawiony jako relikt przeszłości, muzealny eksponat.


Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8,5/10 - hippie_holocaust
- 9/10 - Noktorn
- 4,5/10 - Tziff5
- 7/10 - demonomania
- 9,5/10 - corviderrant


Lista utworów:

1. Shock
2. Edgecrusher
3. Smasher/Devourer
4. Securitron (Police State 2000)
5. Descent
6. Hi-Tech Hate
7. Freedom Or Fire
8. Obsolete
9. Resurrection
10. Timelessness
11. Cars
12. 0-0 (Where Evil Dwells)
13. Soulwound
14. Messiah
15. Concreto

Choć Obsolete jest regresem w stosunku do poprzednika, Fear Factory nadal nieźle sobie radzi. Dlaczego tak to ująłem? Klimat tego zespołu gdzieś uciekł, mało tu tej charakterystycznej sztuczności i zmechanizowania spowodowanego połączenia dość prostych schematów gry z automatem perkusyjnym i elektroniki (wbrew pozorom, takie granie pasuje do industrialu). Na płycie jest wyraźnie mniej elektroniki, muzyka jest także nieco lżejsza od poprzedniczki. Zespół wyraźnie idzie w stronę kontrowersyjnego Digimortal; możliwe, że część fanów uznała Obsolete za początek końca, ku któremu wiele znanych zespołów chyliło się w latach 90-tych. Ja tam jednak mam odmienne zdanie, album to porządny kawał grania. Wyżej wspomniane braki nadrabiane są różnorodnymi schematami i surowszym klimatem w porównaniu do poprzednika. Wyraźnie słychać, że zespół próbuje poszerzać horyzonty, stara się grać jeszcze bardziej profesjonalnie niż wcześniej, skupiając się na różnorodności swojej muzyki. Brzmienie płyty również się zmieniło, w tym przypadku szukałbym jednak przyczyny w zmianie studia nagraniowego, w jakim Fear Factory tworzyło płytę. Gitary zyskały na wyrazistości, bębny brzmią też nieco lżej... brakuje też elementu często występującego na Demanufacture, chodzi mi mianowicie o automat perkusyjny. Jedynie wokal Burta pozostaje taki sam, facet zdecydowanie jest w świetnej formie. Zespół wita nas w świetny, nowoczesny sposób wałkując schemat pierwszych utworów z Demanufacture w nieco lżejszy sposób. W głośnikach leci wpadające w ucho Shock. Przy Edgecrusher Fear Factory ukazuje zupełnie inne oblicze. Utwór jest bardzo przebojowy, wypucowany. Kawałek wyraźnie jest inspirowany hip-hopem. Smasher/Devourer jest jednym z cięższych kawałków na płycie (nie wliczając bonusów); w porównaniu do poprzedników utwór jest ponury, zmechanizowany... jest to takie Fear Factory, jakie znamy z poprzednich lat. Innym utworem godnym polecenia jest "Digimortal'owe" Descent. Nie zdziwiłbym się, gdyby wielu fanów podczas pierwszego odsłuchu płyty zastanawiało się, czy ten utwór na pewno tu powinien być. Numer jest dość spokojnie zaśpiewany, wpada jednak w ucho za sprawą bardzo dobrych zwrotek i przyjemnych riffów. Później dostajemy dwa, bardzo ciężkie utwory na albumie kojarzące się z poprzednią płytą: Freedom Or Fire i tytułowe Obsolete. Pierwszy z nich (tak samo jak wcześniej wspomniane Shock) przypomina trochę pierwsze trzy utwory znane z Demanufacture. Obsolete w porównaniu do poprzedniego utworu jest nieco bardziej połamane i skomplikowane. Pod koniec wersji bez bonusów, album się uspokaja. Końcówka krążka niestety nie jest równie satysfakcjonująca co wcześniejsze numery. Od utworu jedenastego zaczynają się bonusy. Cars jest coverem Gary'ego Numana. Tutaj udzielił się sam twórca oryginału. Utwór został zagrany niemalże tak samo jak oryginał, z tą różnicą, że jest nieco szybszy i cięższy. 0-0 (Where Evil Dwells) jest coverem grupy Wiseblood. Swoim ciężarem numer przebija wszystkie poprzednie kawałki, pomimo, że zespół będący twórcą oryginału gra dużo lżejszą muzykę od Fear Factory. Utwór jest bardzo ociężały, niepokojący i ciekawie zbudowany. Soulwound jest remake'iem pochodzącym z pierwszej demówki Fear Factory, Concrete.

Warstwa liryczna albumu Obsolete prezentuje się przyzwoicie. Album jest dziełem koncepcyjnym, Fear Factory opowiada nam historię bohatera o ksywce Edgecrusher, któremu przyszło żyć w świecie opanowanym przez maszyny. By przeżyć, musi walczyć z robotami polującymi na niego. Historia Edgecrusher'a kończy się niestety tragicznie; zostaje on schwytany przez Securitron i skazany na śmierć. Do płyty został dołączony również komiks obrazujący wydarzenia ukazane na płycie. Taki trud włożony w przekaz z pewnością jest rzadko spotykany, za to Fear Factory ma u mnie duży plus. Koncept płyty został zainspirowany książkami Chłopcy z Brazylii Iry Levin, 1984 George'a Orwell'a i Nowy Wspaniały Świat Aldousa Huxley'a. W pierwszych dwóch utworach (Shock i Edgecrusher) przedstawia się główny bohater albumu: Edgecrusher. Osoba mówiąca chce nam udowodnić, że jest w stanie przywrócić porządek na świecie wprowadzając chaos w świecie robotów. W dwójce zostało wyjaśnione, dlaczego maszyny na niego polują. Jest on mianowicie uciekinierem, został za nim wystawiony list gończy. W utworze Smasher/Devourer przedstawia nam się tytułowy robot. Podmiot liryczny (będący za razem bohaterem utworu) chce nam pokazać, że nie należy z nim zadzierać. Jest on łowcą zaprogramowanym na zabijanie ludzi niezależnie od rasy i stanu majątkowego. Securitron (Police State 2000) jest opisem głównego komputera będącego czymś w rodzaju mechanicznego boga w świecie robotów. Jest on programem kontrolującym maszyny policyjne i systemy bezpieczeństwa. Descent jest pewną odmianą w stosunku do poprzednich utworów. Podmiotem lirycznym jest bezdomny człowiek zastanawiający się nad swoim losem. Jego zdaniem nie jest on w stanie nic zrobić, aby móc poprawić swoją sytuację i odbić się od dna. Hi-Tech Hate jest krytyką przywódców krajów prowadzących wojny. Wysyłają oni na bitwy niewinnych ludzi, za co zespół nazywa ich tchórzami. Freedom Or Fire prawdopodobnie odnosi się do śmierci mnicha Thich Quang Durc'a poprzez samospalenie (mówiłem o nim w trakcie recenzji debiutu Rage Against The Machine). Dokonał tego czynu w imieniu ludu, który był uciskany z powodu braku wolności wiary. Utwór Obsolete porusza temat zależności człowieka od maszyn. Ludzkość tworzy maszyny, aby te wyręczyły je z ciężkich zadań. To czyni ludzki trud przestarzałym; temat ten może odwoływać się do rolnictwa, budownictwa, produkcji i innych tym podobnych. W Resurrection wypowiada się osoba zmęczona życiem. Pomimo ciężkich starań w spełnieniu swoich marzeń, bohaterowi utworu nic się nie udaje. Aby odzyskać wiarę w siebie, prosi boga o pomoc. Podmiotem lirycznym w Timelessness jest człowiek skazany na śmierć poprzez zastrzyk trucizny. Osobą mówiącą, a za razem bohaterem utworu może być sam Edgecrusher, który został zlikwidowany przez Securitron. Utwór Cars poświęcony jest samochodom. Dla podmiotu lirycznego są one ostoją spokoju, miejscem bezpiecznym i idealnym do zastanowienia się nad sprawami życiowymi. W Soulwound wypowiada się człowiek wspominający pewne traumatyczne wydarzenie z jego życia. W przeszłości był torturowany i bity, co doprowadziło go do załamania psychicznego.

Podsumowując, Obsolete to bardzo dobra płyta. Pomimo, że moim zdaniem album nie równa się z Demanufacture, włożono w niego mnóstwo serca i pracy. Skupiono się przede wszystkim na ciekawym koncepcie, z pewnością daje to parę punktów więcej. Przy kompozycjach postarano się nieco mniej, nadal jest to jednak ponadprzeciętne granie. Sztuczność i futurystyczny klimat idealnie pasującą do industrialu w dużej mierze zastąpiła różnorodność i surowość. Pomimo paru cech wspólnych do Demanufacture, Obsolete jest czymś zupełnie innym. Zdecydowanie warto zapoznać się z tą płytą, z pewnością takie granie uraduje zmysły.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Świetne teksty
- Trud włożony w koncept
- Różnorodność
- Bardzo dobre riffy
- Brzmienie albumu
- Wokal Burtona
- Nowoczesność
- Ciężar i surowość
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niektóre utwory na albumie

Okładka: 9,25/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9/10

Ogólna ocena: 9,5/10


Clawfinger - Use Your Brain



Use Your Brain jest drugim albumem studyjnym szwedzkiej grupy rap/industrial metalowej Clawfinger. Został wydany w 1995 roku nakładem Warner Music Group. 2 lata po ciepło przyjętym w Europie Deaf, Dumb, Blind, Clawfinger zabiera się za kolejną płytę. Napisano ją po zakończeniu trasy z zespołami Anthrax, Just D i Alice In Chains; nie była ona jakimś wielkim progresem w stosunku do poprzednika, a jednak stała się najbardziej popularnym wydawnictwem grupy. W roku 2004 wydano reedycję Use Your Brain z kilkoma utworami bonusowymi.

Na okładce został przedstawiony granat, którego skorupa posiada teksturę ludzkiego mózgu. Porównanie obu "urządzeń" jest dość ciekawe, można powiedzieć, że mają ze sobą parę cech wspólnych. W tym przypadku mózg jest symbolem reakcji, postawy, bądź czynności jaką wykonamy w odpowiedzi na bodziec (tzn. np. na widok czegoś). Oczywiście porównując to do granatu, zawleczka byłaby tym bodźcem, a mózg zostałby skorupą z materiałem wybuchowym wewnątrz. Grafika choć jest prosta, przyjemnie się na nią patrzy za sprawą ciekawej symboliki.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 6,25/10 - Rate Your Music
- 5/10 - All Music


Lista utworów:

1. Power
2. Pay The Bill
3. Pin Me Down
4. Wipe My Ass
5. Die High
6. It
7. Do What I Say
8. Undone
9. What Are You Afraid Of
10. Back To The Basics
11. Easy Way Out
12. Tomorrow
13. Better Than This
14. Three Good Riffs
15. Armageddon Down

Długo po zakończeniu Obsolete przymierzałem się do tej płyty. Nie miałem pojęcia jak mam do tego wydawnictwa podejść, co mam powiedzieć. Pomimo, że zespołem zainteresowałem się dużo wcześniej, nie miałem okazji przesłuchiwać płyt w pełni. Całe zamieszanie z niechęcią do tej recenzji wynikało z tego, że zamiast podejść do Use Your Brain jak do każdego innego albumu, próbowałem tutaj doszukiwać się na siłę zalet myśląc, że jest to zajebisty krążek. Teraz wiem, że to był błąd; ta płyta jest bardzo przeciętna, większość utworów brzmi bardzo do siebie podobnie z powodu braku różnorodności schematów grania (wstęp, zwrotka, refren, zwrotka, refren, itd.). Granie jest prymitywne, często nudne i cholernie przewidywalne. Po industrialu spodziewałem się większej różnorodności, przebojowości, ewentualnie paru mrugnięć w kierunku fanów groove'u, bądź thrashu. Prawdopodobnie tylko raz Use Your Brain zainteresowało mnie sobą mocniej. Z zaletami streszczę się, gdyż za wiele ich tu nie ma. Niektóre riffy wydały mi się spoko, wokal Zaka Tella również mi się spodobał, do tego jak płyta brzmi również nie mam zarzutów (nagrania wyraźne, częsta elektronika, gitary wysunięte na pierwszy plan). Z kawałkami na albumie jest trochę ciężko, gdyż jak już mówiłem, wiele z nich nie wyróżnia się zbytnio. Start płyty nie brzmi jednak źle; pierwsze dwa utwory są bardzo do siebie podobne, Power i Pay The Bill są przyzwoitymi pozycjami wpadającymi w ucho. Przy Pin Me Down zespół nieco zmienia swoje oblicze; robi się ciężko i klimatycznie, Clawfinger prawdopodobnie jest ciężki jak nigdy przedtem. Przez pewien czas grupa niczym nie ciekawi, do czasu utworu Do What I Say. Jest to prawdopodobnie najlepsza pozycja na płycie; jest to szybko zagrany, ciężki metalowy numer z mniejszą ilością elektroniki. Z pewnością furorę robił na koncertach refren śpiewany przez dziecko. Undone również jest przyzwoitą pozycją na krążku. Kawałek zdecydowanie kojarzy mi się z albumem Digimortal Far Factory; jest to bardzo energiczna i zgrabna pozycja, przyjemnie się jej słucha. Dość zaskakującą pozycją było dla mnie Easy Way Out. Kawałek skojarzył mi się nieco z Rammstein'em, z tą różnicą, że było w tym więcej sztuczności i mechaniki typowej dla industrialu. Three Good Riffs wydaje się być czymś stworzonym dla jaj. Kawałek składa się z kilku zmiksowanych i zniekształconych piosenek, oraz infantylnych krzyków Zaka Tella do mikrofonu. Jest to całkiem sympatyczna odmiana na tle niektórych nudnych utworów na albumie. Nie polecam słuchać tego w słuchawkach.

Choć kompozycje nie były zadowalające, warstwa liryczna rekompensuje brak różnorodności w utworach i od czasu do czasu atakującą nas nudę. Teksty zostały przyzwoicie napisane, do tego dość łatwo było je zrozumieć. Poza tym, przekaz jest bardzo pozytywny; zespół najczęściej krytykuje wszelkie przejawy dominacji i rasizmu, często także pojawiają się także utwory na temat polityki i wojen. Power jest zaadresowane do osoby odpowiedzialnej za prowadzenie wojen. Podmiot liryczny krytykuje działania bohatera lirycznego, który prawdopodobnie zatracił się w tym co robi, przez co przestał odróżniać dobro od zła. W Pay The Bill została przedstawiona rozmowa bogacza i biedaka. W pierwszych dwóch zwrotkach podmiotem lirycznym jest mężczyzna, któremu powiodło się w życiu. Odpowiada on negatywnie na prośbę o pomoc ze strony biednego i oskarża go o lenistwo, przy okazji chwaląc się, ile można osiągnąć mając w czymś talent. W trzeciej zwrotce biedak odpowiada bogaczowi twierdząc, iż w młodości musiał opuścić szkołę, by zacząć pracować na swoje utrzymanie. W utworze zawarty jest morał, by nie patrzeć stereotypowo na innych ludzi i nie oceniać ich po pozorach. Pin Me Down pod względem przekazu przypomina poniekąd poprzednika; podmiotem lirycznym jest człowiek będący z jakiegoś powodu obiektem drwin. Przyczyną tego może być ciążący na niej stereotyp. Wipe My Ass jest ostrą krytyką rasizmu ze strony fanów nazizmu. Podmiot liryczny jest zażenowany tym, że pomimo wielu lat od zakończenia Drugiej Wojny Światowej, nadal znajdą się ludzie, którzy będą uznawali czystość rasy i nienawidzili każdego, kto ma inny kolor skóry. Die High jest krytyką narkomanii. Adresatem lirycznym jest osoba uzależniona od narkotyków. Osoba mówiąca zachęca bohatera utworu do rzucenia nałogu, udowadniając mu, że narkotyki niszczą życie. It ciężko jest mi zinterpretować. Podmiotem lirycznym jest prawdopodobnie mężczyzna zdradzony przez kobietę. Myśli o niej, jednocześnie planuje on swoją zemstę. Po czasie dochodzi między nimi do spotkania, w czasie którego kobieta prawdopodobnie ginie. W Do What I Say podmiotem lirycznym jest nadgorliwy ojciec próbujący wychować swojego syna na prawdziwego mężczyznę. Chłopcu wyraźnie nie podoba się to w jaki sposób jest traktowany przez rodzica, cierpi on z powodu metod wychowawczych jakie są na nim stosowane w domu. Dochodzi on do wniosku, iż ojciec steruje nim ze złośliwości. W przyszłości dzieciak ma zamiar również być nadgorliwcem i sterować innymi. W Undone podmiotem lirycznym jest mężczyzna cierpiący za swoje błędy przeszłości. Prawdopodobnie jest on więźniem, który będąc dzieckiem, nauczył się rozwiązywać konflikty przemocą; po czasie rehabilituje się i dochodzi do wniosku, iż sposób w jaki rozwiązywał problemy jest niewłaściwy. What Are You Afraid Of jest kolejną krytyką rasizmu. Tym razem podmiot liryczny skarży się na niesprawiedliwość panującą w społeczeństwie; osoba mówiąca uważa, iż odmieńca łatwiej jest oskarżyć o coś niż kogoś, kto nie wyróżnia się w tłumie. Back To The Basics jest skierowane do kobiet. Podmiot liryczny zachęca je do naturalności, gdyż w tej postaci są one najpiękniejsze i najłatwiej jest je pokochać. Osoba mówiąca potępia "sztuczność" kobiet, gdyż faceci patrzą na nie jak na dmuchane lalki, które służą tylko do seksu. Easy Way Out jest skierowane do ludzi mających depresję. Podmiot liryczny zachęca ich do walki z chorobą, gdyż życie jest najważniejsze. Samobójstwo (będące "łatwą drogą ucieczki") jest złym sposobem na walkę z depresją, gdyż ten czyn pociągnąłby za sobą cierpienie osób najbliższych. Tomorrow jest krytyką wojny. Podmiot liryczny chciałby, aby w przyszłości na świecie zapanował pokój, gdyż konflikty zbrojne między ludźmi są bezcelowe.

Podsumowując, Use Your Brain to przeciętny album. Kompozycyjnie krążek niczym ciekawym się nie wyróżniał; większość utworów jest do siebie bardzo podobnych za sprawą często wałkowanych schematów. Muzyka praktycznie niczym nie zaskakiwała, przez co nie było podstaw, aby płyta zapadła w pamięć. Od czasu do czasu zdarzył się kawałek z lepszym riffem, jest to jednak za mało, by uznać płytę za co najmniej dobrą. Dla odmiany, teksty prezentowały się naprawdę przyzwoicie. Zostały one dobrze napisane, a ich przekaz robi pozytywne wrażenie. Nie mam podstaw, aby polecić ten album. Praktycznie niczym mnie nie zaskoczył, fanów takiego grania również nie zaciekawi.

Zalety:
- Bardzo dobre teksty
- Niektóre riffy na albumie
- Wokal Zaka Tella
- Brzmienie albumu
- Przekaz
- Okładka

Wady:
- Brak różnorodności
- Brak elementu zaskoczenia
- Częsta nuda
- Album nie zapada w pamięć

Okładka: 8/10
Teksty: 9,75/10
Kompozycje: 6/10

Ogólna ocena: 6,5/10

Konfrontację wygrywa album: Obsolete. Fear Factory stworzyło zdecydowanie lepszą płytę od szwedów z zespołu Clawfinger.

4 kwietnia 2016

Recenzja: Sodom - Obsessed By Cruelty


Witam w kolejnej recenzji. Dzisiejszy wpis tworzę spontanicznie, w ogóle nie planowałem omawiać debiutu Sodomu w kwietniu. Obstawiałem, że w tym miesiącu zabiorę się za chłam w postaci Masquerade In Blood, ewentualnie podejdę do Code Red. Myślałem także o konfrontacji jakiejś płyty z jednym z dzieł Kreatora, ewentualnie Destruction. Pomysłów miałem wiele, a jednak wypadło na to. Podczas recenzowania In The Sign Of Evil powiedziałem, iż prędzej czy później zabiorę się za to dzieło. Mój komentarz na temat tej płyty był jednak negatywny. Przed wami: Sodom - Obsessed By Cruelty.

Obsessed By Cruelty jest pierwszym albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Początkowo został wydany w maju 1986 roku nakładem Metal Blade Records. Późniejsza wersja krążka pojawiła się na półkach sklepowych kilka miesięcy później, wydała go wytwórnia Steamhammer Records. W roku 1985 z zespołu odchodzi gitarzysta Grave Violator. Jego miejsce zajmuje Michael Wulf, z którym Sodom przystępuje do nagrań. Początkowo płytę nagrano w Berlinie i wydano ją w maju. Niestety wytwórnia nagraniowa nie była usatysfakcjonowana efektem, Obsessed By Cruelty zostało nagrane ponownie w studiu w Norymberdze. Tom Angelripper opisuje obie wersje jako "zupełnie do siebie niepodobne", Euronymous z Mayhem uznał zaś Obsessed By Cruelty za najważniejszą inspirację jego zespołu. Na tle wielu innych płyt Sodomu, Obsessed By Cruelty osiągnęło niską popularność. Wersja albumu wydana przez Steamhammer została zremasterowana w roku 2016, od końca lutego można ją zakupić.

Twórcą grafiki jest Reinhard Wieczorek, za jej projekt odpowiadają zaś Christian Witchhunter i Tom Angelripper. Okładka prezentuje się dość ciekawie - sprawia wrażenie ponurej i hipnotyzującej. Została przedstawiona na niej czaszka obdzierana ze skóry. Przyczyniają się do niej dwie, tajemnicze postacie z długimi pazurami; z płynącej krwi tworzy się napis "Obsessed By Cruelty". Okładka wygląda naprawdę spoko, zarówno pomysł jak i wykonanie bardzo mi się spodobały. Twórca popełnił jednak pewien błąd; dlaczego artysta zdecydował się stworzyć napis "Obsessed By Cruelty" samodzielnie? Gdyby do grafiki użyto jednej z dostępnych czcionek, nie wyglądałoby to jak lukrecjowe żelki roztapiające się w mikrofalówce. Kto wie, może on chciał w ten sposób nadać bardziej czarno-magiczny klimat grafice; wiecie, ręce mogą należeć do czarownicy, a pod ich wpływem z krwi tworzy się napis. Jak już jednak mówiłem, nie podoba mi się wykonanie tego.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 10/10 - Hellish_Torture
- 8,5/10 - Metal_Thrasher90
- 8/10 - hells_unicorn
- 7,75/10 - autothrall
- 8,5/10 - CHRISTI_NS_ANITY8


Lista utworów:

1. Intro
2. Deathlike Silence
3. Brandish The Sceptre
4. Proselytism Real
5. Equinox
6. After The Deluge (jedynie w wersji Steamhammer)
7. Obsessed By Cruelty
8. Fall Of Majesty Town
9. Nuctemeron
10. Pretenders To The Throne
11. Witchhammer
12. Volcanic Slut

Ponieważ album został nagrany dwukrotnie, porównam niemiecką wersję Obsessed By Cruelty z amerykańską. Nie pozostaje mi nic innego jak dwukrotny odsłuch. Najpierw jednak omówię to, jak album został skomponowany. Słychać, że Sodom próbował grać ciężej niż na In The Sign Of Evil. Tak samo jak wyżej wspomniana EP-ka, Obsessed By Cruelty jest inspirowane twórczością Venomu. Muzyka jest jednak zdecydowanie szybsza, riffy są ponure; po speedmetalowych zapędach z poprzedniej EP-ki nie ma praktycznie śladu. Która wersja płyty bardziej mi się spodobała? Ciężko powiedzieć - obie edycje są tak różne jak dzień i noc. Wersja wydana przez Metal Blade (niemiecka) brzmi bardzo rasowo; gitary są surowe, bębny ciężkie i wyraźne, bas został przyzwoicie nagłośniony, a wokal Angelrippera czasem powoduje szybsze bicie serca. Dużą jej wadą jest niska różnorodność utworów, wszystkie brzmią bardzo do siebie podobnie. Ze względu na tą surowość i specyficzną atmosferę, krążek brzmi po prostu blackmetalowo. Obsessed By Cruelty wydane przez Steamhammer ma lepszą jakość, jest jednak bardziej chaotyczne. Witchhunter gra nierówno na kiepsko nagranej perkusji, gitary są dużo cichsze od bębnów (przy tym wyłapywanie dźwięków jest dużo trudniejsze), a bas jest ledwo słyszany. Nie znaczy to jednak, że jakość amerykańskiej wersji jest tu jedyną zaletą. Muzyka jest pełna energii, a niektóre schematy utworów zostały ulepszone. Tym razem słychać też, że Sodom ma zapędy thrashowe, oddalając się od zagranego nieco wcześniej black metalu. Nie przeszkadza to jednak zespołowi w przypominaniu debiutu Sarcofago. W jednym obie wersje są zgodne - album jest średnio skomponowany; większość utworów to jednostajne napierdalanie, schematy są proste, riffy w dużej mierze nie powalają. Czasem zdarzą się jednak kwiatki, o których za chwilę opowiem. Ogólnie mówiąc, płyta nie jest zła, In The Sign Of Evil jednak nie przebija (nawet pomimo tego, że przewagą Obsessed By Cruelty jest bycie longplay'em). Wśród najlepszych utworów ciężko jednak jest wymienić jakieś konkretnie odstające pozycje; wiele z nich brzmi do siebie podobnie, z pewnością to utrudni mi selekcję. Przez jakiś czas debiut Sodomu prezentuje się bardzo przeciętnie, warto jednak przeboleć pierwsze 7 minut albumu. Wraz z pojawieniem się utworu Brandish The Sceptre, na płycie robi się zdecydowanie ciekawiej. Utwór z wersji europejskiej brzmi bardzo dobrze, blackmetalowa otoczka w postaci surowego brzmienia i agresywnie zagranych riffów bardzo tu pasuje. Numer z edycji amerykańskiej jest chaotyczny i mało wyrazisty. Inną niezłą pozycją na albumie jest nieco wolniej zagrane od poprzedników Proselytism Real. Moim zdaniem dobrze by było, gdyby utwór pojawił się jako remake na EP-ce Expurse Of Sodomy; słychać, że zespół wyraźnie kieruje się w stronę tego, co zostanie zaprezentowane na Persecution Mania. Podobna sytuacja jest przy Equinox, z tą różnicą, że jest to zdecydowanie szybszy kawałek od poprzednika. W tym przypadku muszę wyróżnić bardzo energiczną wersję amerykańską zagraną trochę w stylu In The Sign Of Evil; niemiecki odpowiednik wydał mi się trochę mdły, nie wyróżniał się zbytnio na tle poprzednich numerów. After The Deluge kojarzy mi się ze wczesnym Slayerem (główny riff kojarzy mi się z tym, który pojawił się w Crypts Of Eternity z Hell Awaits). Nic jednak nie przebije numeru tytułowego: Obsessed By Cruelty. Riff początkowy tego utworu jest jednym z najlepszych jakie Sodom zaserwował w swojej karierze. Tak samo jak w przypadku Equinox, Obsessed By Cruelty zostało stworzone lepiej na wersji amerykańskiej. To jest jednak nic przy tym, co zostało zagrane na koncertówce Mortal Way Of Live. Przez jakiś czas kapela niczym nie zaskakuje, do czasu krótkiej napierdalaniny o tytule Witchhammer. Jest to prawdopodobnie najszybszy numer na płycie, można przy nim trochę pomachać głową. Utwór zarówno w wersji niemieckiej jak i amerykańskiej dobrze brzmi.

Warstwa liryczna albumu prezentuje się przeciętnie. Teksty zostały napisane w podniosłym stylu, często jednak miałem problem ze zrozumieniem ich. Niektórych z nich nie potrafiłem zinterpretować, część z nich prawdopodobnie omówiłem źle. Utwory na albumie są na tematy związane ze śmiercią, bluźnierstwem, antyreligią, historią biblijną i wojną. W Deathlike Silence podmiotem lirycznym jest umierający człowiek. Bohater utworu chciałby trafić do piekła, by móc żyć w jedności z szatanem. W Proseltyism Real bohaterem utworu jest diabeł gromadzący swoją armię. Ożywia on wszystkich zmarłych na ziemi, aby móc przejąć władzę nad boską krainą. W utworze After The Deluge została opisana biblijna historia Arki Noego. Bohater z rozkazu boga zabrał na statek swoją rodzinę i zwierzęta, by uniknąć potopu. W Obsessed By Cruelty została przedstawiona historia szalonego rycerza opanowanego przez siły zła. Był on znany z dokonywania brutalnych mordów na chrześcijanach. W Fall Of Majesty Town została przedstawiona biblijna historia zniszczenia miast Sodomy i Gomory. Bóg zaplanował sobie anihilację tych dwóch miejsc ze względu na rozpustę i grzeszność ich mieszkańców. W Pretenders To The Trone została przedstawiona historia dyktatora, który zamordował własne dzieci będące pretendentami do tronu. Dokonał tego czynu, gdyż sam chciał do końca swojego życia władać krajem. Witchhammer jest opisem egzekucji za czasów średniowiecza kobiet podejrzanych o uprawianie czarów. Kościół za wszelką cenę chciał się ich pozbyć, ich zdaniem jedynym sposobem na całkowite pozbycie się problemu wiedźm jest egzekucja tych istniejących. Bohaterką utworu Volcanic Slut jest doświadczona dziwka biorąca udział w seksualnej orgii.

Podsumowując, Obsessed By Cruelty jest średniakiem. W porównaniu do In The Sign Of Evil jest to duży spadek z formy. W dużej mierze na albumie została zaprezentowana prosta gra na jedno kopyto; mało który riff powala na kolana, technika również nie została dopracowana... ogólnie mówiąc, trochę bida z nędzą. Utwory na poziomie każdego następnego albumu cieszyły michę niesamowicie, dla nich warto przeboleć niekiedy wpadającą nudę. Teksty były dość średnie; zostały nie średnio napisane, przynajmniej tematyka nie była zła. Problemem było jednak zinterpretowanie tego, co zespół chce nam przekazać. Osobiście uważam, że Obsessed By Cruelty jest najbardziej nietypową płytą Sodomu. Krążek nie spodoba się zarówno osobom tolerującym zespół począwszy od Persecution Mania do Tapping The Vein, jak i tej grupie ludzi lubującej się w albumach wydanych w składzie z lat 1997-2010. Prawdopodobnie Obsessed By Cruelty tolerowane jest przez wielu fanów black metalu ze względu na wpływ albumu na przyszłość gatunku.

Zalety:
- Przekaz
- Piekielny, ponury klimat albumu
- Surowe brzmienie
- Okładka
- Wokal Toma Angelrippera
- Trud włożony w stworzenie albumu

Wady:
- Niska różnorodność
- Niektóre utwory na albumie

Okładka: 9/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 5,5/10

Ogólna ocena: 6/10

29 marca 2016

Konfrontacja: Hatebreed - Perseverance vs Terror - Lowest Of The Low


Witam w kolejnym remake'u. Z góry przepraszam za brak aktywności na blogu, miałem ostatnio sporo spraw do załatwienia. Nie miałem czasu na prowadzenie tego bloga, toteż przez dość długi czas było tu pusto. W trakcie tej przerwy pomyślałem sobie, że przydałaby się korekta stylu pisania recenzji. Zamiast opisywać wszystkie utwory, będę wymieniał te najlepsze; mam nadzieję, że przez to moje wypociny uzyskają jakiś lepszy status :) Wiele osób słuchających hardcore uważa, że gatunek ten obowiązywał przede wszystkim w latach 80-tych i 90-tych. Cóż, nie bez przyczyny, w końcu w XXI wieku hardcore powoli zaczyna dogorywać. Grupy grające go najczęściej przerzucają się na inne gatunki, najczęściej jednak interesują się świeżutkim metalcorem. Istniały jednak zespoły, które próbowały przywrócić świetność temu gatunkowi. Zarówno Terror jak i Hatebreed postanowiły dzielnie kontynuować twór takich kapel jak Madball, czy chociażby Sick Of It All. Przed wami: Hatebreed - Perseverance vs Terror - Lowest Of The Low.

Hatebreed - Perseverance


Perseverance jest drugim albumem studyjnym amerykańskiej grupy hardcore'owej Hatebreed. Został wydany 12 marca 2002 roku nakładem Universal Music Group. Jeszcze przed wydaniem płyty, Jamey Jasta robi szarady w składzie. W 1999 roku z zespołu zostają usunięci gitarzysta Matt McIntosh i perkusista Jamie Muckinhaupt. Na ich miejsce wchodzą: gitarzysta Sean Martin i bębniarz Rigg Ross; nowy garowy nie sprawdził się jednak w zespole, w 2001 roku został zastąpiony przez Matta Byrne grającego z Hatebreed do dzisiaj. W tym składzie grupa tworzy swoją drugą płytę, będącą wrotami do sławy chłopaków Jamey'ego Jasty. Po dziś dzień Perseverance uznawane jest za jedno z najważniejszych wydawnictw tego zespołu.

Okładka budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jest dość prosta, z drugiej jednak widać, że kryje się za nią pewien przekaz. Przedstawione jest na niej logo grupy za którym znajdują się dwie skrzyżowane ze sobą buławy w płomieniach. Moim zdaniem ogień jest symbolem energii, męskości i zniszczenia, zaś skrzyżowane ze sobą buławy oznaczają konflikt i honor w prowadzeniu wojny. Taka symbolika pasowałaby również do nazwy albumu, "wytrwałość". Grafika zdradza nam to, co zespół chciałby nam przekazać na płycie. Zdecydowanie Hatebreed usiłuje nam wpoić to, że w życiu nic nie dostaniemy za darmo, należy walczyć o swoje marzenia.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 9,75/10 - Metalorecenzje (dawna ocena)
- 7/10 - Lambgoat
- 8/10 - Sputnik Music
- 7,25/10 - Don't Cry Out Loud
- 10/10 - Ultimate Guitar (ocena recenzenta)


Lista utworów:

1. Proven
2. Perseverance
3. You're Never Alone
4. I Will Be Heard
5. A Call For Blood
6. Below The Bottom
7. We Still Fight
8. Unloved
9. Bloodsoaked Memories
10. Hollow Groud
11. Final Prayer
12. Smash Your Enemies
13. Healing To Suffer Again
14. Judgement Strikes (Unbreakable)
15. Remain Nameless
16. Outro
17. Condemned Until Rebirth

Do niedawna Hatebreed było u mnie zespołem zapomnianym. Po awarii dysku twardego z kwietnia 2014 kompletnie straciłem zainteresowanie tą kapelą. W styczniu 2016 będąc lekko znudzonym zespołami ostatnio słuchanymi przeze mnie odkopałem Hatebreed; załączyłem sobie Perseverance, i... o kurwa. Ciężko opisać co czułem słuchając ten album po raz pierwszy od (prawie) dwóch lat. Prawdopodobnie po tak długim czasie w pełni doceniłem tą płytę. Brzmienie jest zajebiste, muzyka porządnie daje w kość swoją brutalnością, bezpośredniością i energią. Właściwie to nie byłbym zdziwiony, gdyby Hatebreed w tym momencie grało zdecydowanie ciężej niż część metalowych kapel. Większość utworów świetnie brzmiałoby na koncertach. W porównaniu do Satisfaction Is The Death Of Desire postęp jest ogromny. Tam dostaliśmy jednolicie zagrany, wypucowany "hardcore" bez pałera, tutaj wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Bębny nie brzmią już jak "tapanie" w stylu Tapping The Vein Sodomu, w tym napierdalaniu czuć moc. Bas (wcześniej ledwo słyszany) bardzo dobrze wzmacnia gitary wygrywające przyzwoite riffy. Nie zapominajmy też o frontmanie tego zespołu, Jamey'im Jasta. Już na początku działalności Hatebreed słychać było, że facet ma talent. Tym razem jednak pokazał, że nie ma z nim żartów. Ponieważ dzisiaj zdecydowałem, że wprowadzę nowy styl, wymienię najlepsze pozycje na płycie; przyznam jednak, że jest ich dość sporo, każdy utwór czymś się wyróżnia. Zespół na wstępie prezentuje szybki utwór wprowadzający nas w brutalną atmosferę płyty: Proven. Później jednak album robi się nieco bardziej różnorodny; Perseverance, You're Never Alone i I Will Be Heard to prawdopodobnie trzy, najlepsze kompozycje na krążku. Utwory wpadają w ucho, świetnie brzmią i idealnie pasują na koncerty (zwłaszcza tyczy się to I Will Be Heard). Przy A Call For Blood Hatebreed przechodzi w dość delikatny sposób z koncertowego i energicznego oblicza w bardziej agresywną, typowo hardcore'ową grę. Po nim dostajemy kolejne, dwa świetne numery: początkowo niepozorne Below The Bottom z czasem prezentuje się coraz lepiej. We Still Fight jest bardziej bezpośrednie i cięższe od wcześniejszych utworów, jest to kolejna kompozycja godna polecenia. Jest to również najszybszy kawałek ze wszystkich na płycie. W Bloodsoaked Memories Hatebreed prezentuje zupełnie inne oblicze. Nie ma tu solidnych, bezpośrednich akcji i ciężkich riffów; dostajemy za to dość (nie)spokojny na tle poprzedników numer zrealizowany w post-apokaliptycznym klimacie. Utwór jest połączony z ciężkim i agresywnym Hollow Ground. Pod względem stylu wykonania przypomina nieco połączenie czterech pierwszych utworów z albumu. Mniej od pozostałych utworów lubię Final Prayer, warto jednak się nim zainteresować ze względu na obecność Kerry'ego Kinga ze Slayera. Smash Your Enemies przytłacza swoim ciężarem. Pomimo, że utwór jest dość prosty w porównaniu do poprzednich kawałków (utwór oryginalnie znalazł się na EP-ce Under The Knife), miażdży swoim zajebistym wykonaniem. Healing To Suffer Again rozpoczyna się świetnym riffem, później utwór przechodzi w mieszankę stylów I Will Be Heard i Hollow Ground. Po szybkim i wpadającym w ucho Judgement Strikes (Unbreakable) dostajemy najdłuższy, a za razem jeden z bardziej skomplikowanych numerów na Perseverance: Remain Nameless. Outro jest kilkusekundową wersją utworu Tear It Down znanego z The Rise Of Brutality.

Uważam, że chłopaki z Hatebreed potrafią pisać teksty. To, że są one dobrze stworzone nie muszę mówić, najlepiej wypada jednak przekaz; choć w dużej mierze mamy do czynienia z monotematycznością, warstwa liryczna tego zespołu nadal jest jedną z ciekawszych z jakimi można się spotkać. W przeciwieństwie do wielu innych kapel, Hatebreed kieruje swój przekaz od serca dla fanów, aby ci kroczyli przez życie dumni i niepokonani. Na płycie dominują teksty motywujące, często jest mowa o nieszczęściu, depresji i spełnianiu swoich marzeń. W Proven zespół motywuje nas do bycia sobą. W Perseverance, You're Never Alone, Hollow Ground grupa namawia fanów spełniania marzeń i walki ze swoimi demonami. W I Will Be Heard Jamey motywuje nas do niepoddawania się pomimo porażek. Przy A Call For Blood Hatebreed na moment odchodzi od motywowania nas, przechodząc do bronienia uciskanych. Utwór może być dedykowany krajom, które cierpią z powodu dyktatury; nie zdziwiłbym się również, gdyby A Call For Blood było poświęcone zwierzętom zabitym w trakcie wiwisekcji. W Below The Bottom podmiot liryczny kieruje swoje słowa do ludzi, które z powodu swojego nałogu spadły na dno. Jamey pokazuje adresatowi, dlaczego jego najbliżsi się od niego odwrócili, udowadnia mu, że to jego uzależnienie odbiera mu wszystko, co ma najcenniejsze. We Still Fight jest dedykowane ludziom, którzy w swoich krajach muszą walczyć z okrutną władzą. Jamey Jasta oddaje hołd ofiarom dyktatur. W Unloved wypowiada się osoba zraniona przez swojego życiowego partnera. Podmiot liryczny wytyka swojej "miłości" brak zainteresowania i zmianę na gorsze w ciągu lat bycia ze sobą. Bloodsoaked Memories wydaje się być kontynuacją poprzednika. Podmiotem lirycznym jest osoba odchodząca od swojego partnera życiowego. Wydaje się być ona zmęczona tym, że jej mąż/żona ciągle żyje przeszłością i nie potrafi się z nią pogodzić. Final Prayer jest krytyką wszelkich wad ludzkości. Osoba mówiąca ma uprzedzenia wobec żądnych władzy dyktatorów, oraz wszelkich wielkich korporacji wyzyskujących dobra natury. W Smash Your Enemies podmiotem lirycznym jest mężczyzna dokonujący zemsty na swoim wrogu. Bezskutecznie próbował rozwiązywać sytuację w najlepszy możliwy sposób na granicy rozsądku; będąc przypartym do muru uznał, że jedynym wyjściem z sytuacji będzie zabójstwo. W Healing To Suffer Again podmiotem lirycznym jest osoba, która po wielu latach bycia w kiepskiej sytuacji postanowiła walczyć o swoje życie. Bohater utworu uznał, że życie nadzieją było jego największym błędem, przez długi czas myślał, że sytuacja w której się znalazł rozwiąże się sama. Podmiot liryczny aby zagłuszać jej przebieg zapijał swoje smutki alkoholem. W Judgement Strikes (Unbreakable) i Remain Nameless wypowiada się osoba mająca chęć spełniać swoje marzenia. Ma ona jednak do czynienia z bliskim mu człowiekiem (prawdopodobnie rodzicem), który zabrania mu przedsięwzięcia jakichkolwiek kroków do możliwości spełnienia się. Podmiot liryczny nie jest z tego zadowolony i krytykuje rodzica za to, że w życiu się poddał nie chcąc być szczęśliwym.

Podsumowując, Perseverance to świetna płyta. Hatebreed od czasu Satisfaction Is The Death Of Desire poczyniło ogromne postępy, tworząc swoje opus magnum. Kompozycje spodobały mi się, brutalność i bezpośredniość Perseverance wgniata słuchacza w ziemię; większość riffów na albumie wpada w ucho, ciężar muzyki motywuje i daje adrenalinowe kopy. Teksty na albumie również prezentują bardzo dobry poziom. Zachęcają one słuchaczy do zmiany swojego życia na lepsze, walki ze swoimi problemami i spełniania marzeń. Myślę, że gdyby nie ten album, hardcore byłby dużo biedniejszy. Jak najbardziej polecam tą płytę.

Zalety:
- Świetne kompozycje
- Bardzo dobre teksty
- Szczery i dosadny przekaz
- Żywiołowość
- Brutalność
- Agresja
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Nie znalazłem

Okładka: 8/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 10/10


Terror - Lowest Of The Low


Lowest Of The Low jest pierwszą EP-ką amerykańskiej grupy hardcore'owej Terror. Album został wydany 28 stycznia 2003 roku nakładem wytwórni Bridge 9 Records. Po tym jak Scott Vogel (wokalista grupy) opuścił Buried Alive, założył Terror. Co dość dziwne, Vogel w niewielkich odstępach czasu opuszczał dotychczasowe zespoły w których bywał i tworzył nowe. Facet był już w Reverend, Against All Hope i Fadeaway jako perkusista, oraz Slugfest, Despair i Buried Alive jako wokalista. Każdy zespół po odejściu Vogela się rozpadał. W 2002 roku pojawił się Terror, który do dziś jest najważniejszym i najdłuższym projektem wokalisty. Od razu po założeniu grupy rozpoczęto nagrania. Jak już mówiłem, początkowo krążek został wydany w 2003 roku, w 2005 roku pojawiła się reedycja albumu wydana przez Trustkill Records. Album jest jednym z najważniejszych dzieł grupy, pomimo tego sprzedał się w niewielkiej ilości w pierwszym tygodniu.

Okładka przedstawia bielika z rozpostartymi skrzydłami na pomarańczowym tle, z tarczą na piersi. Przypomina mi to nieco awers z Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych. Na wiki przeczytałem, że bielik na awersie trzymał gałązki oliwne i strzały (symbolizujące zdolności do pokoju i wojny). Ponieważ w domenie USA pokój zawsze przeważał ("tak kurwa, na pewno"), głowa bielika jest zwrócona w stronę gałązek oliwnych. Cóż, z tego co wiem to muzyka tej grupy jest raczej jedną z najbardziej agresywnych spośród tego gatunku, więc bielik z gałązkami oliwnymi jest trochę nie na miejscu. Chyba że chodzi tu o to, że ktoś komuś proponuje pokój, a w środku kipi ze złości (co może sugerować agresywna barwa okładki). No cóż, można do tej koncepcji chwilę dochodzić, jednak podoba mi się.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 6,5/10 - Metalorecenzje (dawna ocena)



Lista utworów:

1. Better Off Without You
2. Don't Need Your Help
3. Nothing To Me
4. Keep Your Distance
5. Another Face
6. Push It Away
7. Life And Death
8. What Have We Done
9. Lowest Of The Low

Lowest Of The Low od początku zapowiadało się na przyzwoite wydawnictwo; niczym Hatebreed na początku swojej kariery, płytę cechują bezpośredniość i czysta brutalność. Może i nie jest to tak różnorodne granie, aczkolwiek chłopakom nie daleko do zespołu Jamey'ego Jasty. Gitary i riffy brzmią wściekle, w połączeniu z szybkim tempem gry z pewnością dadzą nam solidnego, adrenalinowego kopa. Nie ma tu miejsca na jakieś skomplikowane akcje, solówki, różnorodność i techniczne rozpierdole... mamy po prostu wciskający w fotel hardcore. Co z tego, że brak wyżej wymienionych zalet metalu, ten gatunek swoją bezpośredniością ma nas skutecznie zmotywować do działania; albo da nam po ryju za niepowodzenie, albo po sukcesie zmusi nas do pokonywania jeszcze większych barier. Jakieś wady? Większość utworów jest do siebie bardzo podobnych, często towarzyszyło mi przy odsłuchu uczucie deja vu. Z jednej strony tak naprawdę tak powinno być; a jednak słuchając tego coś mi nie pasuje. Lowest Of The Low bardzo przypomina Perseverance pod względem agresji i bezpośredniości, a jednak tamto wydawnictwo było dużo bardziej zróżnicowane. Terror przede wszystkim goni na łeb na szyję, rzadko ma czas na zaprezentowanie jakiegoś solidnego, ociężałego wgniatacza (w przeciwieństwie do Hatebreed). Poza tym, płyta była stanowczo za krótka - poświęcenie 17 minut na dziewięć utworów jest nie na miejscu. Pierwszy utwór na liście świetnie rozpoczyna jazdę bez trzymanki. Pomimo szybkiego początku wyraźnie słychać, że Better Off Without You był planowany jako numer jeden. Kawałek świetnie nas wprowadza w brutalną atmosferę krążka. Don't Need Your Help od samego początku skojarzyło mi się z Wasting Away zespołu Nailbomb. Utwór kopie po dupie nieco słabiej od poprzednika, nie brzmi jednak źle. Nothing To Me - czysta, hardcore'owa zajebioza. Świetny riff zajebiście kopie po dupie, uroku dodaje ciężkie jak ruski KRAZ intro i późniejsze szybkie, bezpośrednie tempo gry. Keep Your Distance brzmieniem przypomina poprzedni utwór; ze względu na intro, kawałek skojarzył mi się nieco z Terrorizerem (konkretnie to z utworem Storm Of Stress). Przy Push It Away wreszcie coś zaczęło się zmieniać - Terror zaprezentował nieco wolniejszy numer, agresją jednak dorównuje poprzednim numerom. Zdecydowanie utwór przypadł mi do gustu. Numer tytułowy - Lowest Of The Low - wypada zajebiście, obok Nothing To Me i Better Off Without You jest jednym z najlepszych kawałków na płycie. W niezłym stylu kończy album.

Warstwa liryczna na płycie Lowest Of The Low prezentuje się przyzwoicie. Scott Vogel niczym panowie z Biohazardu przekazuje nam smutną prawdę na temat ludzkiej natury, oraz rady jak przetrwać w naszej chorej rzeczywistości. Podmiot liryczny często krytykuje ludzkość za bezduszność i brak poszanowania dla innych. Pomimo wyraźnego zainteresowania tego typu tematyką, nie mamy do czynienia z monotematycznością; większość tekstów dotyczy innych spraw, wszystkie poruszają kwestie ważne dla naszego gatunku. Better Off Without You jest krytyką nowego członka ekipy, z którą prowadza się podmiot liryczny. Osoba mówiąca uważa, iż przybysz uważa się za kogoś ważnego tylko dlatego, że wszystkich zna i próbuje innych pouczać. W Don't Need Your Help i Keep Your Distance podmiot liryczny odrzuca pomoc drugiego człowieka. Tłumaczy to tym, że nauczył się radzić sobie sam, gdy jego przyjaciele się od niego odwrócili. Nothing To Me jest krytyką osób podążających za trendami. Zdaniem podmiotu lirycznego, ludzie będący modnymi nie potrafią być sobą, wolą kopiować swoich idoli, aniżeli próbować pokazać siebie. W Another Face osoba mówiąca opowiada nam o sztuce przetrwania na ulicy. Bohater utworu nie miał nikogo, kto by mógł mu pomóc w życiu, toteż jedyne co potrafi, to przeżyć w chorym społeczeństwie. W Push It Away podmiot liryczny udowadnia nam, że cały świat jest nam wrogi. Człowiek niszczeje wskutek brania używek i kontaktu z fałszywymi ludźmi. W Life And Death bohaterem utworu jest ubogi człowiek. Jego zdaniem kwestią szczęścia nie jest majątek, a radość z dawania i z tego, co się ma. W What Have We Done wypowiada się osoba pożarta przez stres. Z powodu nadmiaru złych przeżyć nie potrafi ona poradzić sobie z życiem. W Lowest Of The Low wypowiada się osoba, która jest świadkiem porażki swojego wroga. Twierdzi ona, że wynikiem życiowego niepowodzenia rywala jest karma spowodowana brakiem szacunku do innych ludzi.

Podsumowując, Lowest Of The Low to nawet niezła płyta. Bezpośredniość i agresja to jej największe zalety. Album bardzo dobrze brzmiał, większość riffów wgniatało mnie jako słuchacza w ziemię. Warstwa liryczna również prezentowała dobry poziom. Problemem jest jednak brak różnorodności schematów według których utwory zostały napisane; często miałem wrażenie, że aktualnie lecący numer leciał nie tak dawno w głośnikach. Inną wadą jest długość płyty, moim zdaniem na hardcore to trochę za mało. Nie zdziwiłbym się, gdyby Terror po tym wydawnictwie pokazał prawdziwą klasę tworząc parę świetnych albumów. O tym przekonam się jednak za jakiś czas.

Zalety:
- Przyzwoite kompozycje
- Dobre teksty
- Pozytywny przekaz
- Bardzo dobry wokal
- Bezpośredniość i agresja
- Brutalność
- Energia
- Okładka

Wady:
- Niska różnorodność
- Długość albumu

Okładka: 8/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 6,25/10

Ogólna ocena: 6,75/10


Konfrontację wygrywa album: Perseverance. Hatebreed powaliło mnie na kolana swoją płytą; zespół pod każdym względem wypadł lepiej od kapeli Scotta Vogela, która dopiero rozpoczynała swoją karierę.

Obserwuj nas!