Wyszukaj

25 stycznia 2016

Konfrontacja: Deicide - Serpents Of The Light vs Cannibal Corpse - Vile


Witam w kolejnej konfrontacji. Początkowo chciałem wam napsuć krwi tworząc recenzję dwóch płyt numetalowych; później jednak zdałem sobie sprawę, że Limp Bizkit i Korn to strata czasu, zbyt ostry szajs na tego bloga. Nie żebym hejtował te zespoły, ale tak naprawdę daleko temu do prawdziwego metalu, chciałem się za to zabrać ze względu na swój sentyment. Myślę, że nie powinienem jednak robić tego ani sobie, ani wam. W zamian za obawy na oczekiwanie na recenzję numetalową, przygotowałem dla was dwa uznane klasyki death metalu. Przed wami: Deicide - Serpents Of The Light vs Cannibal Corpse - Vile.


Deicide - Serpents Of The Light


Serpents Of The Light jest czwartym albumem studyjnym amerykańskiej grupy deathmetalowej Deicide. Został wydany 20 października 1997 roku nakładem Roadrunner Records. Album ukazał się dwa lata po znanym z kontrowersyjnej okładki Once Upon The Cross. Wielu krytyków uznało czwarte wydawnictwo Deicide za najważniejszy kamień milowy w ich twórczości. Płyta sprzedała się w Stanach Zjednoczonych w ilości 53 tysiące egzemplarzy w ciągu pierwszego roku. Serpents Of The Light obecnie należy do klasyki death metalu.

Okładka została stworzona przez mało znanego artystę, Nizina R. Lopeza. Pracował on również z Morbid Angel i Thrash Or Die. Grafika jest dosyć dziwna; przedstawia ona zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa w grocie wyglądającego bardziej jak zombie. Na przeciwko jego widzimy dłonie złożone do modlitwy i księgę, z której wychodzą różne potworności (konkretnie to ciernie, dłoń i światło). Nad martwym Jezusem tworzy się aureola pod wpływem światła świecącego z książki. Grafika jest jedną z tych, które przed polubieniem trzeba dokładnie obejrzeć. Deicide za jej sprawą śle fanom przekaz, według artysty Jezus nie mógł powstać z grobu, gdyż jest to niemożliwe. W rzeczywistości Jezus był nieumarłym, będącym kimś bliżej zombie. Księga widoczna na okładce jest najprawdopodobniej biblią, która nadaje Jezusowi status świętego; wszystkie potworności z niej wypływające ukazuje jej potworność. Początkowo grafika wydawała mi się prymitywna ze względu na widocznego Jezusa dziwnej pozie i te dłonie złożone do modlitwy. Dopiero teraz jednak widzę, że artysta natrudził się przy tworzeniu tej grafiki. Jako suplement dodam, iż fajnie by było, gdyby Deicide mianowało Jezusa Chrystusa jako swoją maskotkę :)

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 7,75/10 - StainedClass95
- 9/10 - Necroticism89
- 9,5/10 - Noktorn
- 8,5/10 - MethylinInfo
- 9,75/10 - ad



Lista utworów:

1. Serpents Of The Light
2. Bastard Of Christ
3. Blame It On God
4. This Is Hell We're In
5. I Am No One
6. Slave To The Cross
7. Creatures Of Habit
8. Believe The Lie
9. The Truth Above
10. Father Baker's

Serpents Of The Light zdecydowanie przypadło mi do gustu. Zwykle traktowałem tą kapelę z dystansem z powodu debiutu, który w większości był wpierdolem bez serca. Tym razem chłopaki dobrze wiedzą co robią, ich muzyka brzmi naprawdę przyzwoicie i rasowo. Ostre riffy i solówki podnoszą adrenalinę, wokal Glena Bentona brzmi znakomicie. Ponury klimat nie został tak dopracowany jak na debiucie, nie jest jednak źle. W zamian dostajemy sporą różnorodność numerów, każdego słucha się z mniejszą, bądź większą radością. Od początku Deicide daje nam porządny wpierdol; chłopaki prezentują nam naprawdę zajebisty numer tytułowy, Serpents Of The Light; nie zdziwiłbym się, gdyby to był jeden z najlepszych kawałków w karierze Deicide. Utwór idealnie nadaje się do pomachania głową, jest poza tym świetnym popisem gitarowym braci Hoffman. Dwójka wypada nieco gorzej od poprzednika, można jednak porządnie się pobawić przy takim graniu jak na Bastard Of Christ. Trójka (Blame It On God) jest kolejnym pokazem umiejętności braci - wioślarzy, tak samo jak przy Serpents Of The Light, od tego riffu może włos się zajeżyć na plecach. Kolejnym przyzwoitym numerem na naszej liście jest This Is Hell We're In. Tak samo jak poprzednie numery, jest to pokaz klasy i profesjonalizmu. Po jakimś czasie mamy lekki spadek z formy - riffy nie są już tak dobre jak wcześniej, tempo nieco zwolniło. W głośnikach leci I Am No One; mam jednak nadzieję, że właśnie słucham najgorszego numeru z Serpents Of The Light. Całe szczęście, przy Slave To The Cross chłopaki wracają na właściwy tor - może i nie ślą nam lawiny blast beat'ów, można jednak nacieszyć się przyzwoitymi riffami. Następne w kolejności jest niezłe Creatures Of Habit. Moje obawy się potwierdzają jednak przy ósemce - Believe The Lie jest kolejnym przeciętniakiem. The Truth Above skojarzyło mi się trochę z graniem Morbid Angel, a jednak nie jest tak dobrze jak myślałem. Całe szczęście, końcówka albumu jest rekompensatą ostatnich cierpień - dostajemy zajebisty utwór do pomachania głową, Father Baker's.

Warstwa liryczna albumu wypada całkiem nieźle. Teksty zostały dobrze napisane, nie miałem zastrzeżeń. Przekaz jest typowy dla Deicide - antyreligia, obraza boga i Jezusa Chrystusa, głoszenie że biblia to kłamstwo... do wyboru do koloru. Nie spodziewałem się jednak w tym pozytywnego przekazu; czasem Deicide powie nam jak księża robią nas w chuja, czasem też chłopaki odwołają się do historii aby móc pokazać nam jak za pomocą wypraw krzyżowych szerzono chrześcijaństwo. W Serpents Of The Light, podmiot liryczny namawia słuchacza do ateizmu, by móc być wolnym od kłamstw szerzonych przez biblię. Wymienia on zalety odrzucenia boga i wady przyjmowania jego nauk. Utwory Bastard Of ChristI Am No One i Believe The Lie są ostrą krytyką chrześcijaństwa. Podmiot liryczny życzy śmierci wszystkim osobom głoszącym słowo boże, nazywa ich naiwniakami i kretynami wierzącymi we wszystko, co jest napisane w biblii. Blame It On God w porównaniu do poprzedniego numeru niesie bardziej pozytywny przekaz. Podmiot liryczny krytykuje boga za surowość i niesprawiedliwość. Jego zdaniem bóg jest źródłem wszelkiego zła na świecie, gdyż to on karze ludzkość za błędy, których dopuścił się sam bóg w przeszłości. W This Is Hell We're In podmiotem lirycznym jest człowiek mający depresję. Przygotowuje się on do popełnienia samobójstwa, ma on jednocześnie nadzieję, że jego męki nie potrwają długo. Slave To The Cross również niesie za sobą pozytywny przekaz. Przedstawiona jest tutaj historia wypraw krzyżowych, które opierały się na brutalnym szerzeniu wiary chrześcijańskiej. Podmiot liryczny ostro krytykuje inkwizycję, według niego jej działania były niesprawiedliwe i nie do przyjęcia. W Creatures Of Habit, Glen Benton rzuca się na księży. Podmiot liryczny krytykuje ich za wyłudzanie pieniędzy dla własnych celów (nie na kościół). The Truth Above opowiada o nieuchronnej przyszłości, gdy religia zacznie zanikać. Podmiot liryczny jest zadowolony z tego, że coraz więcej ludzi neguje chrześcijaństwo. Father Baker's opowiada historię pewnego sierocińca, w którym zakonnice biły dzieci, by nauczyć ich szacunku do chrześcijaństwa. Podmiot liryczny współczuje dzieciom, które muszą wierzyć w coś, w co nie chcą.

Podsumowując, Serpents Of The Light mocno mnie zaskoczyło. Naprawdę nie spodziewałem się aż tak dobrego albumu po Deicide - chłopaki odwalili kawał porządnej roboty. Album jest dopięty niemal na ostatni guzik, kompozycje robią pozytywne wrażenie - bracia Hoffmanowie na gitarach grają porządne riffy i solówki dające się zapamiętać. Glen Benton jest w świetnej formie wokalnej i twórczej, teksty napisane przez niego niosą za sobą czasem pozytywny, czasem negatywny (choć uzasadniony) przekaz. Jak najbardziej polecam Serpents Of The Light, z pewnością spodoba się fanom death metalu.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Świetne riffy
- Ponury klimat
- Brutalność
- Wokal Glena Bentona
- Okładka
- Różnorodność
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niektóre utwory były niedopracowane

Okładka: 9,75/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,5/10


Cannibal Corpse - Vile


Vile jest piątym albumem studyjnym amerykańskiej grupy brutal deathmetalowej Cannibal Corpse. Został wydany 21 maja 1996 roku nakładem Metal Blade Records. Historia tej płyty rozpoczyna się od 1995 roku. Na ten rok Cannibal Corpse planuje wydać swój piąty krążek, utwory zostały napisane, część płyty nagrano. Zaplanowano nawet nazwę: Created To Kill. Okładka nie ujrzała jeszcze światła dziennego, choć została skończona. Wydawało się, że chłopaki z Buffalo wydadzą swoją płytę w tym roku, a jednak coś się popsuło. Gdy wyszło na jaw, że Chris chce pójść w stronę lżejszego grania (zwłaszcza w stronę groove metalu), został wyrzucony z zespołu. Z tego powodu przyszłość chłopaków z Buffalo wisiała na włosku, a jednak zdecydowano się przyjąć nowego gardłowego. Został nim George Fisher, były lider formacji Monstrosity; chłopaki przerobili gotowe utwory i rozpoczęli sesję nagraniową ze świeżym nabytkiem. Płyta została nazwana Vile; wielu fanów Cannibal Corpse nie doceniło jej, możliwe że słusznie.

Okładka została stworzona przez Vincenta Locke'a. Przedstawiony jest na niej przepołowiony, zgniły trup po wykonanej sekcji. Z dolnej części jego ciała wychodzą larwy. Pewien szczegół musiał przyciągnąć uwagę fanów Cannibal Corpse, chodzi mi mianowicie o zmienione logo zespołu (a nie o widocznego kutasa, wy wstrętne zboczuchy). Patrząc na nie z pewnością nie jedna osoba pomyślała, że deathmetalowcy zrobili tym krok w tył, niegdyś zajebiste, zgrabne logo przypominające rany szarpane zostało zastąpione niezgrabnym czymś. Tym sposobem chłopaki chcieli odciąć się od byłego lidera grupy, Chrisa Barnes'a, będącego twórcą dawnego napisu. Co do samej grafiki, nie jest ona zła, prezentuje się jednak gorzej od poprzednich. Postać widoczna na niej wygląda tak, jakby ożyła w trakcie sekcji zwłok; przerażeni lekarze przywiązali ją pewnie do filarów jaskini drutem kolczastym, aby nigdy się z niej nie wydostała. Poza powyższą wersją okładki, powstały jeszcze dwie inne. Jedna to wersja ocenzurowana, druga fanowska. Na grafice z cenzurą przedstawiona jest sama twarz tego samego trupa. Nie widać jednak na niej elementów gore (zniszczonych szwów i pękniętej czaszki). Ogólnie mówiąc, Vincent Locke poszedł z tym na łatwiznę, Tomb Of The Mutilated i The Bleeding miały zajebiste okładki z cenzurą, ta stworzona do Vile jest po prostu lipna. Wersja fanowska niewiele się różni od oryginalnej; zostały zmienione kolory i pozycja napisów. Wersja stworzona przez fana prezentuje się najlepiej ze wszystkich trzech.


Wybrane oceny z Metal Archives:

- 5/10 - SweetLeaf95
- 9/10 - psychosisholocausto
- 5/10 - hells_unicorn
- 5/10 - Noktorn
- 10/10 - MorbidAtheist666


Lista utworów:

1. Devoured By Vermin
2. Mummified In Barbed Wire
3. Perverse Suffering
4. Disfigured
5. Bloodlands
6. Puncture Wound Massacre
7. Relentless Beating
8. Absolute Hatred
9. Eaten From Inside
10. Orgasm Through Torture
11. Monolith
12. The Undead Will Feast

Vile na początku zapowiadało się na totalne gówno. Wiecie o czym mówię; lipne logo, okładka inna od pozostałych (+ kiepska wersja ocenzurowana) i nowy wokalista. Gdy włączyłem album po raz pierwszy, wydał mi się średni. Dopiero po czasie polubiłem Vile, obecnie uważam to za jedno z najlepszych dzieł wykonanych z Georgem Fisherem. Jak dla mnie, piąty album Cannibal Corpse przebija każde następne wydawnictwo grupy, w każdym razie do czasu wydania Kill. Jest agresywnie i brutalnie, choć mało przebojowo jak na Kanibali z nowym krzykaczem. Z pewnością dobrą robotę robi tutaj duet Jacka Owena i Roba Barretta. Cieszcie uszy, gdyż na tym wydawnictwie usłyszymy ich po raz ostatni; chłopaki uzupełniają się niczym bracia Hoffman na Deicide, grają potężne, przyjemne dla ucha riffy. Ich granie przypomina mi trochę rozpierduchę na The Bleeding, choć nie jest tak ciężko i klimatycznie. Późniejsze wydawnictwa w duecie Owen - O' Brien nie są już tak dobre, o tym jednak opowiem później. Panowie prezentują spory poziom umiejętności. Nowy gardłowy również świetnie się spisał, pokazał on starym fanom, że może być świetnym następcą Barnes'a. Nie mówię tego na wyrost (wiecie, że nie przepadam za zmianami wokalistów), Fisher naprawdę dobrze daje sobie radę. Czasem chciałoby się usłyszeć Barnes'a w Cannibal Corpse, aczkolwiek nie powinniśmy narzekać - pan z szeroką szyją jest zajebisty na swoim miejscu. Już na początku Kanibale dają porządny wpierdol: Devoured By Vermin. Ten początkowy krzyk w jego wykonaniu brzmiał niczym przywitanie. Dwójka choć nieco wolniejsza od poprzednika, również nieźle kopie po dupie: Mummified In Barbed Wire; utwór niewiele się różni od wersji zagranej z Barnes'em. Moim osobistym faworytem na Vile jest numer Perverse Suffering. Jest brutalnie, agresywnie, gitarzyści grają porządne riffy. Następny utwór na liście jest mniej lubianym kawałkiem przeze mnie, nie jest jednak zły. W głośnikach da się usłyszeć Disfigured (roboczo nazwane Unburied Horror). Niedługo potem, Cannibal Corpse znacząco zwalnia tempo. W głośnikach leci ociężałe Bloodlands. Po niedługim czasie, dla odmiany dostajemy słabszy numer: Puncture Wound Massacre. Na Created To Kill utwór wcale nie brzmi lepiej. Po tym niezbyt dobrym przedstawieniu, dostajemy świetny instrumental: Relentless Beating. Absolute Hatred jest kolejnym średniakiem, w przeciwieństwie do Puncture Wound Massacre, utwór rozkręca się w pewnym momencie, prezentując przyzwoity poziom. Od tej pory album ponownie zaczyna się rozkręcać, prezentując przyzwoity poziom do samego końca. Pod numerem dziewiątym znajduje się agresywne i wpadające w ucho Eaten From Inside (roboczo nazwane Gallery Of The Obscene). Numer idealnie nadaje się do pomachania głową. Następne w kolejności jest Orgasm Through Torture (roboczo nazwane Created To Kill), jest to kolejny przyzwoity utwór na liście. Oryginalną wersję albumu kończy ciężkie Monolith, w którym użyczył swojego głosu Glen Benton z Deicide. Ostatni numer został nagrany w trakcie sesji nagraniowej Vile, oryginalnie znalazł się na Eaten Back To Life. Jest to remake utworu The Undead Will Feast.

Teksty na albumie są bardzo dobre, nie miałem się do czego czepiać. Cannibal Corpse nawet w nowym składzie wywiązuje się ze swojego obowiązku idealnie. Nie tylko zostały dobrze napisane, przekaz również robi pozytywne wrażenie. Ich twór pobudza wyobraźnie, parę razy czytając je można było poczuć się niekomfortowo. Chłopaki w sposób ohydny i obrzydliwy opisują nam śmierć z dowolnego powodu; czy to z ręki seryjnego zabójcy, czy chociażby robali. Można wymieniać bez przerwy. Utwór Devoured By Vermin odnosi się do okładki albumu. Wypowiada się tu człowiek jedzony przez robaki, opowiada nam jak okropne jest to uczucie. Mummified In Barbed Wire zostało opowiedziane z perspektywy zabójcy duszącego drutem kolczastym swoją ofiarę. W sposób dość obrzydliwy zostało opisane nam, jaką radość daje mu odebranie komuś życia. W Perverse Suffering i Orgasm Through Torture wypowiada się masochista, fantazjujący o okaleczaniu się w trakcie stosunku. W utworze zostały opisane jego odczucia i radość związana z zadawaniem sobie bólu. Disfigured opowiada historię człowieka nienawidzącego samego siebie. Zostało tu opowiedziane w jaki sposób podmiot liryczny popełnił samobójstwo; na początku się pociął, po czym zalał wannę alkoholem i podpalił się. W Bloodlands wypowiada się mężczyzna błądzący po pustyni. Z powodu gorąca ma halucynacje, pod ich wpływem widzi porozwalane ciała ludzi. W Puncture Wound Massacre i Absolute Hatred podmiotem lirycznym jest psychopata. Włamał się on do domu uzbrojony w dwa noże, tam zaczął w brutalny sposób zabijać mieszkańców. Tekst do utworu Eaten From Inside wygląda nierealnie; opowiedziana jest tu historia człowieka, który eksplodował z nadmiaru nienawiści. Można powiedzieć, że była to czystko groteskowa śmierć. Monolith i The Undead Will Feast są o fikcyjnej przyszłości, w której cała ludzkość zostanie zjedzona przez żywe trupy.

Podsumowując, Vile to bardzo dobra płyta. Choć na początku zapowiadała się nieciekawie, dostaliśmy coś na przyzwoitym poziomie. Cały skład Cannibal Corpse się pozytywnie wykazał; Alex Webster z wioślarzami napisali bardzo dobre kompozycje, George Fisher zajebiście do nich wydarł mordę. Riffy wpadały w ucho, a jednak nie zrobiły na mnie tak wielkiego wrażenia jak na The Bleeding i Tomb Of The Mutilated. Teksty są najlepszą częścią tej płyty; nie tylko dobrze je napisano, ale postarano się też, aby pobudzały wyobraźnię. Jeżeli szukasz porządnej, deathmetalowej sieczki, koniecznie przesłuchaj Vile - płyta z pewnością ucieszy nie jednego fana tego typu muzyki.


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Przyzwoite riffy

- Przekaz
- Brutalność
- Wokal George'a Fishera
- Różnorodność
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niektóre utwory były niedopracowane


Okładka: 6,75/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 8,75/10

Ogólna ocena: 9/10


Konfrontację wygrywa album: Serpents Of The Light. Chłopaki z Deicide stworzyli lepsze kompozycje, ich dzieło posiadało również lepszą oprawę graficzną. Teksty obu kapel zostały napisane tak samo dobrze.

2 komentarze:

  1. Czego nie zrobicie recenzji Korna i Limb Bizkit, tyle na to czekałem,a ty mówisz, że jednak nie będzie. Zawiodłem się, bo to moje ukochane zespoły :((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam jesteś "Limb" i ":((((". Jeżeli już tak bardzo chcesz, to wytłumaczę ci dlaczego nie zajęliśmy się tym. Limp Bizkit to zespół który ma brzmienie typowo komercyjne, niczym Metallica w połowie lat 90-tych. Korn jeszcze by uszedł, aczkolwiek daruję go sobie.

      Usuń

Obserwuj nas!