Wyszukaj

31 stycznia 2016

Recenzja: Motorhead - Orgasmatron


Witam w kolejnej recenzji. Jak widzicie, wśród oczekujących wpisów niewiele jest pomysłów na standardowe recenzje. W takich momentach jak ten zwykle czytam wasze propozycje, aby poczuć natchnienie. No i znalazłem, jak w mordę strzelił. Ktoś z was polecał mi ostatnio Motorhead'a. Mam nadzieję że mi wybaczycie nieznajomość tego zespołu. Z nazwy i dwóch utworów znam zespół, a jednak nie miałem okazji zagłębić się jakoś w twórczość rock'n roll'owej potęgi. Do tego w świetny sposób zainspirował mnie do stworzenia paru heavymetalowych recenzji dokument Metal: A Headbanger's Journey. Jeżeli w tym momencie powiedziałem prawdę, to przez parę tygodni będę serwował wam albumy heavymetalowe. Przed wami: Motorhead - Orgasmatron.

Orgasmatron jest ósmym albumem studyjnym brytyjskiej formacji heavymetalowej Motorhead. Został wydany 9 sierpnia 1986 roku nakładem wytwórni muzycznej GWR. Po wydaniu Another Perfect Day, Lemmy Kilmister zmienia skład zespołu. Na raz wylatują gitarzysta Brian Robertson i perkusista Phil Taylor. Na ich miejsce zostają zatrudnieni wioślarz Phil Campbell i Pete Gill, do nich dołącza jeszcze drugi gitarzysta Michael Burston. W tym składzie nagrywają Orgasmatron, które obecnie zaliczane jest do najważniejszych wydawnictw Motorhead'u.

Na okładce przedstawiony jest pociąg z przodem w kształcie maskotki grupy, Snaggletooth'a. "Wcielił się" on w pędzący pociąg. Maszyna wygląda na niebezpieczną, z pewnością pędzi niepowstrzymana z ogromną prędkością. Może to być zobrazowanie sytuacji jaka panuje w muzyce Motorhead'u na tej płycie: ma być niebezpiecznie, szybko i niepohamowanie, muzyka ma wszystkich rozpierdalać swoją zajebistością i mocą. Ogólnie mówiąc, spodobała mi się oprawa graficzna. Poza tym, okładka płyty prezentuje się elegancko, mogłaby zdobić nawet koszulkę kierowcy Rolls Royce'a.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9,5/10 - Iron Wizard
- 9/10 - autothrall
- 7/10 - Metal_Thrasher90
- 9,25/10 - Acrobat
- 10/10 - Warpig


Lista utworów:

1. Deaf Forever
2. Nothing Up To Sleeve
3. Ain't My Crime
4. Claw
5. Mean Machine
6. Bulit For Speed
7. Ridin' With The Driver
8. Doctor Rock
9. Orgasmatron

Płyta zapowiada się całkiem przyzwoicie. Choć nie jest to mój ulubiony styl gry, muszę chłopaków z Lemmym na czele docenić. Gdyby nie ta kapela, wiele moich ulubionych zespołów dzisiaj by nie grało. Utwory łatwo wpadają w ucho, większość z nich pewnie przy drugim lub trzecim przesłuchaniu dałoby się zaśpiewać. Jest przy czym się pobawić i pomachać głową, tak muzyka Brytyjczyków emanuje energią. Jednocześnie jest to dojrzałe, męskie granie z przypierdem, coś zupełnie innego od muzyki słuchanej przeze mnie codziennie. Z wrażenia włączyłem płytę nawet po tworzeniu recenzji. Pomimo, że grupa pochodzi z Wielkiej Brytanii, album ma klimat typowo amerykański, aż chciałoby się zasiąść za kółkiem ogromnego ciągnika siodłowego w celu zawiezienia czegoś z Phoenix do Las Vegas. Nie narzekam, słychać że Lemmy to doświadczony kompozytor. Słychać również, że Orgasmatron starało się dorównywać trendom; poniekąd słychać inspirację AC/DC, Motorhead stara się jednak być sobą. Największym problemem Orgasmatrona jest najprawdopodobniej jakość nagrań. Gitary brzmią dość głucho, bas jest dość słabo słyszalny. Na samym początku Motorhead prezentuje się średniawo. Na liście mam utwór o tytule Deaf Forever. Dwójka wcale nie poprawia sytuacji Nothing Up To Sleeve. Dopiero przy trójce Motorhead zaczął na mnie robić pozytywne wrażenie; w głośnikach leci świetny utwór o tytule Ain't My Crime. To samo tyczy się numeru czwartego o tytule Claw. Słychać, na czym inspirowali się chłopaki z Sodomu tworząc Persecution Mania. Utwór Mean Machine skojarzył mi się trochę z naszym rodzimym KATem z czasów 666 i Venomem. Jest to kolejna, przyzwoita pozycja z Orgasmatronu. Motorhead zwalnia nieco trochę wraz z numerem szóstym, o dziwo prezentując jedne z najlepszych utworów na płycie. Najpierw dostajemy Bulit For Speed; jest to przyzwoity numer w motorowych klimatach, możliwe że jest to najlepsza pozycja na tej liście. Trochę to dziwne, że kawałek mający w nazwie "speed" jest wolniejszy niż wcześniejsze pozycje na liście. Ridin' With The Driver tak samo jak poprzednik daje kopa, jest to jednak nieco szybszy utwór od poprzedniego. Po raz kolejny utwór skojarzył mi się z Sodomem. W dalszej kolejności Motorhead już tak bardzo mi nie przypadł do gustu; w głośnikach leci utwór rodem z klubu ze striptizem o tytule Doctor Rock. Przez chwilę można poczuć tą barową atmosferę, do takiego numeru można wypić piwo lub dwa. Na końcu znajduje się numer tytułowy: Orgasmatron. Do niedawna był to jeden z nielicznych utworów Motorhead'u jakie znałem. Jest to dość spokojny kawałek z przyzwoitym riffem. Początkowo to to chciałem dać jako faworyt, do czasu usłyszenia Bulit For Speed.

Teksty na płycie spodobały mi się. Zostały dobrze napisane, są w dodatku dość proste do zrozumienia. Większość utworów jest na temat miłości, a także jazdy na motorze. Deaf Forever poświęcone jest ludziom, którzy zginęli na wojnach. Podmiot liryczny wspomina, iż wobec śmierci wszyscy są równi, nieważne po czyjej stronie byli. W Nothing Up To Sleeve, podmiot liryczny kieruje swoje słowa do kobiety. Porównuje on flirt z nią do magii. W Ain't My Crime wypowiada się mężczyzna zawiedziony wiernością swojej wybranki. Zrywa z nią, gdyż ta wciąż go okłamuje. Claw wydaje się być kontynuacją poprzedniego numeru. Tym razem podmiotem lirycznym jest kochanek pewnej kobiety. Zachęca ją do seksu, chciałby aby ta nie myślała o swoim mężu. W utworze Mean Machine jest mowa o samolocie, który przeleciał nam miastem w celu bombardowania. Podmiotem lirycznym jest pilot wyżej wspomnianej maszyny, jest zadowolony ze swojego wyczynu. W Bulit For Speed osoba mówiąca chwali się, że urodziła się po to, aby grać rock'n roll'a. Twierdzi ona, iż nie potrafi żyć bez koncertowania po świecie. Utwór Ridin' With The Driver opowiada historię kierowcy lubującego się w szybkiej jeździe. Ludzie bali się z nim przebywać, gdyż przejażdżka jako pasażer jego auta zazwyczaj była niebezpieczna. W Doctor Rock zawarta została metafora. Tytułowy "lekarz" jest tak naprawdę butelką alkoholu, lub narkotykiem. Podmiot liryczny proponuje ludziom przychodzącym do klubu "konsultację" z "lekarzem", dzięki któremu rozluźnią się i poczują lepiej. Orgasmatron jest krytyką fanatyzmu religijnego.

Podsumowując, Orgasmatron to bardzo dobra płyta. Do pierwszego kontaktu z jakimkolwiek wydawnictwem Motorhead'u kiedyś musiało dojść, i nie zawiodłem się. Choć na początku płyta wchodziła z lekkim oporem, później chłopaki z Wielkiej Brytanii mnie urzekli. Amerykański klimat, rasowe riffy i dojrzałe brzmienie z pewnością robią wrażenie. Lemmy udowadnia, że w tamtym okresie był w formie. Największą wadą albumu była jakość nagrań niezbyt satysfakcjonująca (w każdym razie dla mnie). Wiem jednak, że Orgasmatron nie jest najmocniejszą pozycją Motorhead'u, przy następnej okazji powinienem chyba zrecenzować coś nieco starszego. Jak najbardziej polecam Orgasmatrona, w szczególności dla udowodnienia, że Motorhead nie gra tylko dla metalowców. Z pewnością uradują się punki, ale i dojrzali słuchacze.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Przebojowość
- Energia
- Klimat
- Świetne połączenie punka i metalu
- Dojrzałe brzmienie
- Bardzo dobre riffy
- Muzyka zapada w pamięć

Wady:
- Pierwsze dwa utwory
- Jakość nagrań

Okładka: 9/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,25/10

2 komentarze:

  1. Podobają mi się twoje recenzje. Wgłębiasz się w płyty, w szczegóły, rozkładasz na czynniki pierwsze. Po prostu wkładasz dużo pracy w przygotowanie tekstu. W tym przypadku jeden szczegół jednak ci umknął: Motorhead nie grał heavy metalu. Ba, Lemmy twierdził, że oni grają po prostu rock'n rolla i nie identyfikował zespołu za metalowy, pomimo tego, że odbiorcami jego muzyki byli właśnie fani metalu:).

    Taki drobny szczegół, ale po za tym świetną robotę z tym blogiem robicie.

    Pozdr
    Łukasz

    gloriametalus.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, ale będę bronił swojego argumentu. Chyba, że przedstawisz mi jakiś naprawdę obronny :)

      Lemmy mógł uważać swój zespół za rock'n roll'owy, w końcu słychać, że Motorhead czerpało z niego dużymi garściami. A jednak zespół gra taką mieszankę heavy metalu i punka, za to teksty, energia i klimat mogą skojarzyć się z rock'n roll'em. A jednak jest tutaj ta metalowa ciężkość i punkowe riffy.

      Usuń

Obserwuj nas!