Wyszukaj

5 lutego 2016

Recenzja: Black Sabbath - Black Sabbath vs Judas Priest - Sad Wings Of Destiny


Witam w kolejnej konfrontacji. Drugi pod rząd wpis z płytami heavymetalowymi; zaskoczeni? Bardziej byłbym zdziwiony, gdybym zabrał się za dwa blackmetalowe krążki pod rząd. Otóż faza na heavy metal póki co nie mija, aż ciekaw jestem ile to potrwa. Dzisiaj zabieram się za dwa, legendarne zespoły tego gatunku. Od pierwszego z nich wszystko się zaczęło, drugi z kolei kontynuował zabawę doprowadzając metal do popularyzacji. Żeby zająć jeszcze trochę miejsca na wstępie, pragnę wam zapowiedzieć długo oczekiwany wpis Michała. Przepraszam że tak długo, chłopak po prostu nie ma tyle czasu na prowadzenie bloga. Przed wami: Black Sabbath - Black Sabbath vs Judas Priest - Sad Wings Of Destiny.


Black Sabbath - Black Sabbath


Black Sabbath jest debiutanckim albumem brytyjskiej grupy heavymetalowej Black Sabbath. Został wydany w piątek, 13 lutego 1970 roku nakładem wytwórni Warner Brothers. Zespół powstał w 1968 roku z inicjatywy wokalisty Ozzy'ego Osbourne'a i basisty Geezera Butlera pod nazwą Rare Breed. Jakiś czas później do grupy dołączyli gitarzysta Tony Iommi i perkusista Bill Ward z zamiarem tworzenia bluesa. Po skompletowaniu składu, Rare Breed zmieniło nazwę na The Polka Tulk Blues Band. Do składu dołączyli jeszcze gitarzysta Jimmy Philips i saksofonista Alan Clarke (niedługo później opuścili grupę). Po tym kapela zmieniła nazwę na Earth (pod tą nazwą stworzyli parę utworów), niedługo jednak potem członkowie zespołu inspirując się filmem nazwali się Black Sabbath. Obecnie album uznawany jest za klasyka heavy metalu, jest to przy tym jedno z najważniejszych dzieł tego typu.

Okładka została stworzona przez członków Black Sabbath. Przedstawiona jest na niej mroczna postać w jesiennym plenerze. Na grafice widzimy zaschnięte rośliny, drzewa pokryte czerwonymi liśćmi i budynek. Wyraźnie czuć, że Black Sabbath było zainteresowane tego typu klimatami, gdyż okładka wygląda naprawdę niepokojąco. Postać widniejąca na obrazie wygląda jak członek jakiejś średniowiecznej sekty, bądź wiedźma. Dzisiaj grafika wygląda tajemniczo, choć na pewno nie robi takiego wrażenia jak w latach 70-tych. Kiedyś ludzie uważali, że muzyka ma być piękna i ciesząca, wiele osób nie wiedziało, że można stworzyć muzykę ponurą i demoniczną. Z tego powodu Black Sabbath jako pierwsze od czasów średniowiecza odkopało Tryton - demoniczną nutę.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9/10 - Drequon
- 9/10 - Face_your_fear79
- 7,75/10 - The_Wandering_Mage
- 8/10 - SweetLeaf95
- 9,5/10 - radiohater


Lista utworów:

1. Black Sabbath
2. The Wizard
3. Behind The Wall Of Sleep
4. N.I.B.
5. Evil Woman
6. Sleeping Village
7. Warning
8. Wicked World

Black Sabbath było tą pierwszą kapelą grającą ciężkie brzmienia. Należy się jej więc szacunek, nieważne jakiej jakości wykonania była ta płyta. Wbrew pozorom, chłopaki z Black Sabbath mieli świetne inspiracje i nieźle zryte banie, a to już jest klucz do sukcesu. Grupa jako jedna z pierwszych gra kilka swoich utworów używając do tego trytonowej nuty, co stanowiło nie tylko o nowoczesności, ale i sprawiało, że ludzie bali się ich muzyki. Wszyscy byli przyzwyczajeni do śmiesznych kapelek popierdujących w czerni i bieli o kwiatkach, pięknie i miłości. W takim momencie Black Sabbath wyskakuje z szatanem, mrokiem, trytonem... Prawdopodobnie jest to jedyna taka ponura płyta Black Sabbath, później już chłopaków zaczęło to przerażać. Najważniejszą przyczyną rezygnacji z takiego grania jest wizja Geezera Butler'a. Nad swoim łóżkiem zobaczył widmo, które odcisnęło na nim piętno. Oprócz ciekawego, rozpoznawalnego klimatu dostajemy jeszcze porządne, rockowe kawałki inspirowane wyraźnie bluesem. Brzmienie Black Sabbath na debiucie jest ponadczasowe, o ciężkości płyty decydowały nisko nastrojone gitary; perkusja jest tu jedynie marnym pomrukiwaniem nadającym rytm. Płyta wita nas ponurym intrem: grzmoty, deszcz, bicie dzwonów... po tym wchodzi znany wielu ludziom iście potworny riff; Black Sabbath jest za razem moim faworytem. Po tak świetnym wstępie ludzie musieli się zesrać, liczyłem także na to, że przez całą płytę chłopaki to kontynuują. W drugim utworze... właściwie co to ma być, harmonijki!? Kto wpadł na tak beznadziejny pomysł, po cholerę wstawiać tutaj takie gówno? Aż chce się zacytować "wypierdalaj pan z tą harmoszką!". The Wizard pomimo wkurwiającego dźwięku harmonijki daje się jakoś słuchać ze względu na przyjemną atmosferę utworu. Chodzi mi tu o przyzwoite riffy i dopasowany głos Ozzy'ego. Dla odmiany, Behind The Wall Of Sleep jest relaksującym, rockowym kawałkiem z testosteronem. Pod numerem czwartym znajduje się jeden z najlepszych utworów na płycie. Za sprawą rozpoznawalnego, wpadającego w ucho riffu N.I.B. jest moim zdaniem jednym z najlepszych utworów Black Sabbath. Przy piątce znajduje się zajebisty, bluesowo-rockowy cover zespołu Crow: Evil Woman. Sleeping Village jest dość prymitywnym instrumentalem. Pomimo, że zawsze podchodzę do takich numerów z entuzjazmem, Sleeping Village ani trochę mi się nie spodobało. Pod numerem siódmym znajduje się aż 11-sto minutowy utwór będący coverem zespołu Aynsley Dunbar Retaliation: Warning. Numer może i nie został źle zagrany, napisany jest całkiem przyzwoicie... problem w tym, że można było to przedzielić na kilka mniejszych utworów, może nie byłoby wtedy tak nudno! Płyta miałaby więcej utworów, co byłoby zdecydowanie bardziej znośne. Dla osłody, na koniec dostajemy przyzwoity kawałek o tytule Wicked World.

Teksty zostały dobrze napisane. Co do tematyki, jak już wcześniej mówiłem, Black Sabbath było prawdopodobnie pierwszą grupą która nie tworzyła muzyki na temat tego co na świecie pozytywne, w większości omówione są negatywne aspekty życia. Najczęściej pojawiają się teksty na temat ludzkości opanowanej przez szatana, dobru które musi zostać przywrócone, a także o nieszczęśliwej (wręcz toksycznej) miłości. Black Sabbath opowiada o ludziach opanowanych przez szatana. Wskutek uczestnictwa w czarnej mszy szukają oni wiernych. The Wizard jest opowieścią o czarodzieju, który szerzył miłość i harmonię w miejscach, gdzie był. Za jednym machnięciem różdżki pozbywał się zła. W Behind The Wall Of Sleep podmiot liryczny opowiada historię człowieka uprowadzonego przez statek kosmiczny. Adresatowi wydaje się, że umarł w trakcie snu. N.I.B. z pozoru wydaje się być utworem o miłości, w którym podmiot liryczny wyznaje adresatce jak jest w niej zakochany. Omówiona została tutaj historia człowieka będącego pod wpływem szatana. Pan ciemności przyciąga adresata na swoją stronę, kusi go do grzechu i domaga się od niego bezgranicznej wierności. W Evil Woman i Warning wypowiada się mężczyzna zawiedziony wiernością swojej wybranki. Zrywa z nią, gdyż ta wciąż go okłamuje. W Wicked World podmiot liryczny krytykuje stosowanie wojen jako środka rozwiązywania konfliktów. Jego zdaniem jedyne do czego doprowadza zabijanie się na frontach to cierpienie.

Podsumowując, Black Sabbath to bardzo dobra płyta. Pierwsi w historii metalowcy nieźle się spisali tworząc jak na tamte czasy "hipsterski" album; w czasie gdy na co dzień muzyka lat 60-tych i 70-tych obfitowała w pozytywne aspekty życia i przyjemne brzmienie, Black Sabbath było odwrotnością tego wszystkiego. Album charakteryzuje ponurość i przekaz będący pierwszym na tematy rzeczywiste i pesymistyczne. Od samego początku do końca (od zobaczenia okładki do ostatniej nuty) można było poczuć się nieswojo obcując z tym krążkiem, zwłaszcza w latach 70-tych przesiąkniętych fałszywą miłością wobec bliźniego. Najbardziej wkurzyły mnie na tej płycie harmonijki w The Wizard, równie złą rzeczą było dziesięciominutowe miętolenie muzyki w Warning. Za sprawą jakże pozytywnych negatywnych aspektów Black Sabbath, debiut Brytyjczyków zasługuje na polecenie.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Wpadające w ucho riffy
- Okładka
- Ponury klimat
- Brzmienie albumu
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niepotrzebne i wkurzające harmonijki w The Wizard
- Niektóre utwory były niedopracowane

Okładka: 9,5/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 8,5/10

Ogólna ocena: 9/10


Judas Priest - Sad Wings Of Destiny



Sad Wings Of Destiny jest drugim albumem studyjnym brytyjskiej grupy heavymetalowej Judas Priest. Został wydany 23 marca 1976 roku nakładem Gull Records. Judas Priest podejmuje drugą w karierze próbę uzyskania popularności. Rocka Rolla została kiepsko przyjęta przez krytyków, a jednak zwróciła uwagę na zespół. Przed wydaniem Sad Wings Of Destiny Judas Priest wystąpiło w telewizji w programie The Grey Old Whistle Test. Jeszcze przed wydaniem albumu kapela została zaproszona na koncert w Reading Festival. Zarówno występ w telewizji jak i granie na wyżej przedstawionym festiwalu wpłynęło na wzrost popularności grupy. Nagrywanie płyty odbyło się w cierpieniach, z powodu niskiego budżetu chłopaki nie jedli w trakcie sesji nagraniowych. Chcieli oni przy tym stworzyć swój album idealny wkładając w niego mnóstwo serca. W trakcie trasy koncertowej promując Sad Wings Of Destiny zespół mało co się nie rozpadł z powodu niskich zarobków. Pomimo problemów, drugi krążek w karierze Judasów jest uznawany za jedno z najważniejszych ich dokonań.

Okładka została stworzona przez Patricka Woodroffe'a. Przedstawiony jest na niej anioł zesłany do piekła. Postać ukazana na obrazie wyraźnie cierpi, przeżywa katusze. Neil French, przedstawiciel grupy przedstawił chłopakom z Judas Priest swój pomysł, po czym zgłosił swój pomysł Davidowi Howellsowi (prezesowi Gull Records). Ten mając obraz odpowiadający konceptowi wykorzystał obraz wiszący w jego biurze. Przyznam, że grafika wygląda zajebiście, nie zdziwiłbym się, gdyby to była jedna z najlepszych okładek zespołu. Pasuje ona do ówczesnego, ponurego wizerunku Judas Priest.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 10/10 - stainedclass2112
- 9/10 - Chernobog
- 9,25/10 - autothrall
- 10/10 - DawnoftheShred
- 10/10 - PriestofSadWings


Lista utworów:

1. Victim Of Changes
2. The Ripper
3. Dreamer Deceiver
4. Deceiver
5. Prelude
6. Tyrant
7. Genocide
8. Epitaph
9. Island Of Domination

Początkowo błędnie myślałem, że Sad Wings Of Destiny zostało zainspirowane twórczością Black Sabbath. W rzeczywistości Judas Priest poszło tym samym tropem co kapela Tony'ego Iommi'ego inspirując się blues'em. Z drugiej jednak strony nie zdziwiłbym się, gdyby zespół choć odrobinę zainspirował się Black Sabbath; grupa pod banderą Roba Halforda była jednym z pierwszych heavymetalowych zespołów (w dodatku w 1976 roku byli bardzo młodzi), toteż mieli prawo grać na początku tak jak inne zespoły. Dobrze, że później wykorzystali niską różnorodność przemysłu muzycznego rozwijając swój styl. Płyta jest jednym z bardziej klimatycznych dzieł Judasów; w porównaniu do ponurego debiutu Black Sabbath, Sad Wings Of Destiny cechuje wręcz żałobny smutek. Album zdecydowanie została nadgryziona zębem czasu, obecnie brzmi ona staro i nie robi większego wrażenia na słuchaczu. Brzmienie nieprzyjemnie się zestarzało; tak samo jak w przypadku kapeli Tony'ego Iommi'ego, najcięższe są gitary, perkusja jest natomiast rytmicznym pukaniem w  werbel i talerze. Cóż na to poradzić, kiedyś tylko takie bębny produkowali. Tu muszę jednak pochwalić skład, który włożył naprawdę mnóstwo pracy w stworzenie płyty. Pomimo kiepskiego sprzętu, Alan Moore (perkusista) stara się jak może, aby zrobić wrażenie. Gitarzyści spisują się znakomicie na swoim stanowisku decydując o ciężkości krążka, wśród nich przyjemnie mruczy bas Iana Hill'a. Rob Halford pomimo młodego wieku już zapowiadał się na świetnego wokalistę. Od razu na początku Judas Priest zaczyna się prezentować od najlepszej strony. Tak samo jak w przypadku Black Sabbath, numer pierwszy będzie prawdopodobniej tą najlepszą częścią krążka. Na początku dostajemy świetny utwór do pobujania się o tytule Victim Of Changes. Słychać, że kawałek został zainspirowany twórczością Black Sabbath, a jednak chłopaki włożyli mnóstwo serca w stworzenie tego utworu. Mam nadzieję, że pozostałe numery będą równie świetne. The Ripper diametralnie różni się od poprzednika; kawałek jest lekko chaotyczny, dość szybko mnie znudził. Choć Judasi nadal lekko zalatują Black Sabbath, to tutaj stworzyli coś bardziej oryginalnego. Dreamer Deceiver jest świetną balladą ze strony Judas Priest. Tak samo jak Victim Of Changes, utwór jest relaksującą kompozycją idealną do pobujania się. Kontynuacją tego kawałka jest Deceiver. Jest to zdecydowanie szybszy, bardziej heavymetalowy numer. Prelude jest czymś w rodzaju instrumentalnego intra; zostało ono zagrane na organach. Judas Priest daje nieco gazu przy Tyrant. Jest to średni utwór wyraźnie inspirowany rock and roll'owymi zespołami. Podobna sytuacja jest z Genocide, tutaj jednak da się usłyszeć w jakim kierunku poszła grupa. Wraz z Victim Of Changes i Dreamer Deceiver prawdopodobnie stanowi trójcę Sad Wings Of Destiny. Utwór Epitaph jest balladą zagraną na pianinie. Z pozoru wydaje się to być jeden z kluczowych elementów płyty, w mojej opinii prezentuje się ona dość drętwo; grajek brzmi jakby improwizował w chaosie, Rob Halford z kolei prezentuje całkiem przyzwoity poziom. Od razu po nim dostajemy Island Of Domination kończące Sad Wings Of Destiny. Przyznam, że na koniec Judasi zaszaleli świetnym, rock and roll'owym numerem budzącym w moim przypadku skojarzenia z Black Sabbath.

Teksty na albumie Sad Wings Of Destiny zostały przyzwoicie napisane. Chwilę trzeba było poświęcić aby je zrozumieć, a jednak nie jest źle. Większość utworów jest na temat życiowych porażek i problemów, złudnych pokus. Znalazł się tu nawet numer poświęcony seryjnemu zabójcy. W Victim Of Changes podmiot liryczny kieruje swoje słowa do kobiety. Jako jej partner jest niezadowolony z tego jak bardzo zmieniła się na gorsze na starość; jego wybranka zaczęła na starość pić i zdradzać go z młodszymi od niego mężczyznami. W The Ripper podmiotem lirycznym jest seryjny morderca. Chwali się on swoją profesją i ostrzega ludzi przed jego wizytą. W Dreamer Deceiver i Deceiver zawarta została metafora. "Bohaterem" utworu jest uosobienie narkotyku; podmiot liryczny traktuje go jako żywą osobę, która potrafi uszczęśliwić każdego kogo do siebie przyciągnie. Okazuje się jednak, że szczęście jest złudne, gdyż kobieta będąca uosobieniem narkotyku oszukiwała swoje ofiary. Tyrant opowiada historię tyrana, który zawładną ludzkością. Osoba ta jest żądna władzy, pragnie aby ludzkość się jej pokłoniła. W utworze Genocide została przedstawiona historia oblężenia Jerycha. Kawałek był inspirowany biblijną księgą Jozuego. Epitaph jest opowieścią samotnym starcu. Osoba ta nieuchronnie zbliża się w stronę śmierci. Przed nadejściem tej chwili myśli o niewykorzystanych szansach w swoim życiu. Island Of Domination jest ponurą wizją świata spowitego ogólnoświatowym konfliktem. Podmiot liryczny obawia się utraty ludzkiej wolności.

Podsumowując, Sad Wings Of Destiny jest dobrym krążkiem. Z pewnością jest to płyta zapowiadająca zmiany na lepsze, ku którym kieruje się zespół. Słychać, że chłopaki z Judas Priest wkładają w swoją muzykę mnóstwo serca chcąc, aby ich album stał się czymś przyzwoitym. Dzieło może i nie jest wielce zachwycające, a jednak można nim trochę nacieszyć ucho. Świetna okładka zapowiadała przyzwoitą płytę, później doszedł numer Victim Of Changes w przyzwoity sposób "reklamujący" album brzmieniem i lekko smutnym klimatem. Największą wadą było to, że niektóre utwory na płycie wchodziły dość ciężko. Choć album nie jest złym dziełem, niektórych nie przyciągnie na długo; fanom Judas Priest Sad Wings Of Destiny powinno jednak przypaść do gustu.


Zalety:
- Przyzwoite kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Okładka
- Smutny klimat
- Brzmienie albumu
- Wokal Roba Halforda
- Wysiłek włożony w stworzenie albumu

Wady:

- Niektóre utwory były niedopracowane

Okładka: 10/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 7,5/10


Konfrontację wygrywa album: Black Sabbath. Brytyjczycy z Tonym Iommi stworzyli zdecydowanie lepsze kompozycje, Sad Wings Of Destiny posiadało lepszą okładkę. Teksty zostały stworzone na tym samym, bardzo dobrym poziomie.

8 komentarzy:

  1. "Z tego powodu Black Sabbath jako pierwsze od czasów średniowiecza odkopało Tryton - demoniczną nutę."

    Serio w to wierzysz? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W miejscu gdzie to napisałem są informacje na temat płyty. Na pewno ludzie próbowali wykorzystywać Tryton później, a jednak mało kto o nich słyszał. Gdy pojawili się Black Sabbath ze swoją muzyką, wszyscy uznali zespół za innowacyjny, tak więc nie zdziwiłbym się, gdyby odkopali oni Tryton po dość długim czasie.

      Usuń
  2. Litosci. Innowacyjne było u Sabbathów brzmienie i riffowanie. Tryton natomiast był szeroko wykorzystywany w muzyce klasycznej, później w bluesie, jazzie, muzyce filmowej, wreszcie w rocku (przed BS). Chodzi o największe nazwy, a nie jakieś persony, o których "mało kto słyszał". A tryton w tytułowym kawałku zaczerpnięty został od Gustawa Holsta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, najwidoczniej się pomyliłem.

      Usuń
  3. Spoko. W końcu najbardziej znany kawałek BS faktycznie oparty jest na trytonie, o którym śmiało można powiedzieć, że jest podkreślony grą całego zespołu w bezprecedensowy sposób.

    OdpowiedzUsuń
  4. Błąd. Ozzy w żadnym wypadku nie wcielił się w postać z okładki, zrobiła to jakaś modelka, ale nazwiska już nie pamiętam.
    Nie wiem, gdzie na Sad Wings Of Destiny słychać wpływy Black Sabbath, bo to pierwsze przejawy stylu zespołu. To, że coś brzmi nieco inaczej, jak Island Of Domination, nie oznacza, że było inspirowane muzyką Sabbathu, litości...To numer, który ma w sobie dużo bluesa. Ten gatunek muzyczny nie jest zarezerwowany jedynie dla BS, chociaż w tej kapeli przejawiał się w pierwszych latach. Victim Of Changes i kapela Iommiego? Sorry, ale nigdy w życiu. To przeciwieństwo tego, co Black Sabbath miało w zwyczaju nagrywać. Są tam bluesowe elementy, ale to nie oznacza, że pisząc ten numer jest napiętnowany BS. Trzeba rozróżniać wpływy bluesa od wpływów Black Sabbath, bo to dwie kompletnie różne rzeczy. VOC to idealny przykład stylów gitarowych Tiptona i Downinga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do płyty Black Sabbath, wielokrotnie słyszałem, iż w postać z okładki wcielił się sam Ozzy. Tak więc też napisałem.

      No właśnie, co do tej recenzji Judas Priest - może i źle do tego podszedłem, masz prawo mnie za to skrytykować. Powinienem był napisać, że Judas Priest poszło w ślady Black Sabbath chcąc grać ciężką muzykę.

      Usuń
    2. Ozzy w swojej autobiografii napisał, że to nie on wcielił się w tajemniczą postać zdobiącą okładkę, tak więc myślę, że to najpewniejsze źródło.

      Usuń

Obserwuj nas!