Wyszukaj

29 marca 2016

Konfrontacja: Hatebreed - Perseverance vs Terror - Lowest Of The Low


Witam w kolejnym remake'u. Z góry przepraszam za brak aktywności na blogu, miałem ostatnio sporo spraw do załatwienia. Nie miałem czasu na prowadzenie tego bloga, toteż przez dość długi czas było tu pusto. W trakcie tej przerwy pomyślałem sobie, że przydałaby się korekta stylu pisania recenzji. Zamiast opisywać wszystkie utwory, będę wymieniał te najlepsze; mam nadzieję, że przez to moje wypociny uzyskają jakiś lepszy status :) Wiele osób słuchających hardcore uważa, że gatunek ten obowiązywał przede wszystkim w latach 80-tych i 90-tych. Cóż, nie bez przyczyny, w końcu w XXI wieku hardcore powoli zaczyna dogorywać. Grupy grające go najczęściej przerzucają się na inne gatunki, najczęściej jednak interesują się świeżutkim metalcorem. Istniały jednak zespoły, które próbowały przywrócić świetność temu gatunkowi. Zarówno Terror jak i Hatebreed postanowiły dzielnie kontynuować twór takich kapel jak Madball, czy chociażby Sick Of It All. Przed wami: Hatebreed - Perseverance vs Terror - Lowest Of The Low.

Hatebreed - Perseverance


Perseverance jest drugim albumem studyjnym amerykańskiej grupy hardcore'owej Hatebreed. Został wydany 12 marca 2002 roku nakładem Universal Music Group. Jeszcze przed wydaniem płyty, Jamey Jasta robi szarady w składzie. W 1999 roku z zespołu zostają usunięci gitarzysta Matt McIntosh i perkusista Jamie Muckinhaupt. Na ich miejsce wchodzą: gitarzysta Sean Martin i bębniarz Rigg Ross; nowy garowy nie sprawdził się jednak w zespole, w 2001 roku został zastąpiony przez Matta Byrne grającego z Hatebreed do dzisiaj. W tym składzie grupa tworzy swoją drugą płytę, będącą wrotami do sławy chłopaków Jamey'ego Jasty. Po dziś dzień Perseverance uznawane jest za jedno z najważniejszych wydawnictw tego zespołu.

Okładka budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jest dość prosta, z drugiej jednak widać, że kryje się za nią pewien przekaz. Przedstawione jest na niej logo grupy za którym znajdują się dwie skrzyżowane ze sobą buławy w płomieniach. Moim zdaniem ogień jest symbolem energii, męskości i zniszczenia, zaś skrzyżowane ze sobą buławy oznaczają konflikt i honor w prowadzeniu wojny. Taka symbolika pasowałaby również do nazwy albumu, "wytrwałość". Grafika zdradza nam to, co zespół chciałby nam przekazać na płycie. Zdecydowanie Hatebreed usiłuje nam wpoić to, że w życiu nic nie dostaniemy za darmo, należy walczyć o swoje marzenia.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 9,75/10 - Metalorecenzje (dawna ocena)
- 7/10 - Lambgoat
- 8/10 - Sputnik Music
- 7,25/10 - Don't Cry Out Loud
- 10/10 - Ultimate Guitar (ocena recenzenta)


Lista utworów:

1. Proven
2. Perseverance
3. You're Never Alone
4. I Will Be Heard
5. A Call For Blood
6. Below The Bottom
7. We Still Fight
8. Unloved
9. Bloodsoaked Memories
10. Hollow Groud
11. Final Prayer
12. Smash Your Enemies
13. Healing To Suffer Again
14. Judgement Strikes (Unbreakable)
15. Remain Nameless
16. Outro
17. Condemned Until Rebirth

Do niedawna Hatebreed było u mnie zespołem zapomnianym. Po awarii dysku twardego z kwietnia 2014 kompletnie straciłem zainteresowanie tą kapelą. W styczniu 2016 będąc lekko znudzonym zespołami ostatnio słuchanymi przeze mnie odkopałem Hatebreed; załączyłem sobie Perseverance, i... o kurwa. Ciężko opisać co czułem słuchając ten album po raz pierwszy od (prawie) dwóch lat. Prawdopodobnie po tak długim czasie w pełni doceniłem tą płytę. Brzmienie jest zajebiste, muzyka porządnie daje w kość swoją brutalnością, bezpośredniością i energią. Właściwie to nie byłbym zdziwiony, gdyby Hatebreed w tym momencie grało zdecydowanie ciężej niż część metalowych kapel. Większość utworów świetnie brzmiałoby na koncertach. W porównaniu do Satisfaction Is The Death Of Desire postęp jest ogromny. Tam dostaliśmy jednolicie zagrany, wypucowany "hardcore" bez pałera, tutaj wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Bębny nie brzmią już jak "tapanie" w stylu Tapping The Vein Sodomu, w tym napierdalaniu czuć moc. Bas (wcześniej ledwo słyszany) bardzo dobrze wzmacnia gitary wygrywające przyzwoite riffy. Nie zapominajmy też o frontmanie tego zespołu, Jamey'im Jasta. Już na początku działalności Hatebreed słychać było, że facet ma talent. Tym razem jednak pokazał, że nie ma z nim żartów. Ponieważ dzisiaj zdecydowałem, że wprowadzę nowy styl, wymienię najlepsze pozycje na płycie; przyznam jednak, że jest ich dość sporo, każdy utwór czymś się wyróżnia. Zespół na wstępie prezentuje szybki utwór wprowadzający nas w brutalną atmosferę płyty: Proven. Później jednak album robi się nieco bardziej różnorodny; Perseverance, You're Never Alone i I Will Be Heard to prawdopodobnie trzy, najlepsze kompozycje na krążku. Utwory wpadają w ucho, świetnie brzmią i idealnie pasują na koncerty (zwłaszcza tyczy się to I Will Be Heard). Przy A Call For Blood Hatebreed przechodzi w dość delikatny sposób z koncertowego i energicznego oblicza w bardziej agresywną, typowo hardcore'ową grę. Po nim dostajemy kolejne, dwa świetne numery: początkowo niepozorne Below The Bottom z czasem prezentuje się coraz lepiej. We Still Fight jest bardziej bezpośrednie i cięższe od wcześniejszych utworów, jest to kolejna kompozycja godna polecenia. Jest to również najszybszy kawałek ze wszystkich na płycie. W Bloodsoaked Memories Hatebreed prezentuje zupełnie inne oblicze. Nie ma tu solidnych, bezpośrednich akcji i ciężkich riffów; dostajemy za to dość (nie)spokojny na tle poprzedników numer zrealizowany w post-apokaliptycznym klimacie. Utwór jest połączony z ciężkim i agresywnym Hollow Ground. Pod względem stylu wykonania przypomina nieco połączenie czterech pierwszych utworów z albumu. Mniej od pozostałych utworów lubię Final Prayer, warto jednak się nim zainteresować ze względu na obecność Kerry'ego Kinga ze Slayera. Smash Your Enemies przytłacza swoim ciężarem. Pomimo, że utwór jest dość prosty w porównaniu do poprzednich kawałków (utwór oryginalnie znalazł się na EP-ce Under The Knife), miażdży swoim zajebistym wykonaniem. Healing To Suffer Again rozpoczyna się świetnym riffem, później utwór przechodzi w mieszankę stylów I Will Be Heard i Hollow Ground. Po szybkim i wpadającym w ucho Judgement Strikes (Unbreakable) dostajemy najdłuższy, a za razem jeden z bardziej skomplikowanych numerów na Perseverance: Remain Nameless. Outro jest kilkusekundową wersją utworu Tear It Down znanego z The Rise Of Brutality.

Uważam, że chłopaki z Hatebreed potrafią pisać teksty. To, że są one dobrze stworzone nie muszę mówić, najlepiej wypada jednak przekaz; choć w dużej mierze mamy do czynienia z monotematycznością, warstwa liryczna tego zespołu nadal jest jedną z ciekawszych z jakimi można się spotkać. W przeciwieństwie do wielu innych kapel, Hatebreed kieruje swój przekaz od serca dla fanów, aby ci kroczyli przez życie dumni i niepokonani. Na płycie dominują teksty motywujące, często jest mowa o nieszczęściu, depresji i spełnianiu swoich marzeń. W Proven zespół motywuje nas do bycia sobą. W Perseverance, You're Never Alone, Hollow Ground grupa namawia fanów spełniania marzeń i walki ze swoimi demonami. W I Will Be Heard Jamey motywuje nas do niepoddawania się pomimo porażek. Przy A Call For Blood Hatebreed na moment odchodzi od motywowania nas, przechodząc do bronienia uciskanych. Utwór może być dedykowany krajom, które cierpią z powodu dyktatury; nie zdziwiłbym się również, gdyby A Call For Blood było poświęcone zwierzętom zabitym w trakcie wiwisekcji. W Below The Bottom podmiot liryczny kieruje swoje słowa do ludzi, które z powodu swojego nałogu spadły na dno. Jamey pokazuje adresatowi, dlaczego jego najbliżsi się od niego odwrócili, udowadnia mu, że to jego uzależnienie odbiera mu wszystko, co ma najcenniejsze. We Still Fight jest dedykowane ludziom, którzy w swoich krajach muszą walczyć z okrutną władzą. Jamey Jasta oddaje hołd ofiarom dyktatur. W Unloved wypowiada się osoba zraniona przez swojego życiowego partnera. Podmiot liryczny wytyka swojej "miłości" brak zainteresowania i zmianę na gorsze w ciągu lat bycia ze sobą. Bloodsoaked Memories wydaje się być kontynuacją poprzednika. Podmiotem lirycznym jest osoba odchodząca od swojego partnera życiowego. Wydaje się być ona zmęczona tym, że jej mąż/żona ciągle żyje przeszłością i nie potrafi się z nią pogodzić. Final Prayer jest krytyką wszelkich wad ludzkości. Osoba mówiąca ma uprzedzenia wobec żądnych władzy dyktatorów, oraz wszelkich wielkich korporacji wyzyskujących dobra natury. W Smash Your Enemies podmiotem lirycznym jest mężczyzna dokonujący zemsty na swoim wrogu. Bezskutecznie próbował rozwiązywać sytuację w najlepszy możliwy sposób na granicy rozsądku; będąc przypartym do muru uznał, że jedynym wyjściem z sytuacji będzie zabójstwo. W Healing To Suffer Again podmiotem lirycznym jest osoba, która po wielu latach bycia w kiepskiej sytuacji postanowiła walczyć o swoje życie. Bohater utworu uznał, że życie nadzieją było jego największym błędem, przez długi czas myślał, że sytuacja w której się znalazł rozwiąże się sama. Podmiot liryczny aby zagłuszać jej przebieg zapijał swoje smutki alkoholem. W Judgement Strikes (Unbreakable) i Remain Nameless wypowiada się osoba mająca chęć spełniać swoje marzenia. Ma ona jednak do czynienia z bliskim mu człowiekiem (prawdopodobnie rodzicem), który zabrania mu przedsięwzięcia jakichkolwiek kroków do możliwości spełnienia się. Podmiot liryczny nie jest z tego zadowolony i krytykuje rodzica za to, że w życiu się poddał nie chcąc być szczęśliwym.

Podsumowując, Perseverance to świetna płyta. Hatebreed od czasu Satisfaction Is The Death Of Desire poczyniło ogromne postępy, tworząc swoje opus magnum. Kompozycje spodobały mi się, brutalność i bezpośredniość Perseverance wgniata słuchacza w ziemię; większość riffów na albumie wpada w ucho, ciężar muzyki motywuje i daje adrenalinowe kopy. Teksty na albumie również prezentują bardzo dobry poziom. Zachęcają one słuchaczy do zmiany swojego życia na lepsze, walki ze swoimi problemami i spełniania marzeń. Myślę, że gdyby nie ten album, hardcore byłby dużo biedniejszy. Jak najbardziej polecam tą płytę.

Zalety:
- Świetne kompozycje
- Bardzo dobre teksty
- Szczery i dosadny przekaz
- Żywiołowość
- Brutalność
- Agresja
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Nie znalazłem

Okładka: 8/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 10/10


Terror - Lowest Of The Low


Lowest Of The Low jest pierwszą EP-ką amerykańskiej grupy hardcore'owej Terror. Album został wydany 28 stycznia 2003 roku nakładem wytwórni Bridge 9 Records. Po tym jak Scott Vogel (wokalista grupy) opuścił Buried Alive, założył Terror. Co dość dziwne, Vogel w niewielkich odstępach czasu opuszczał dotychczasowe zespoły w których bywał i tworzył nowe. Facet był już w Reverend, Against All Hope i Fadeaway jako perkusista, oraz Slugfest, Despair i Buried Alive jako wokalista. Każdy zespół po odejściu Vogela się rozpadał. W 2002 roku pojawił się Terror, który do dziś jest najważniejszym i najdłuższym projektem wokalisty. Od razu po założeniu grupy rozpoczęto nagrania. Jak już mówiłem, początkowo krążek został wydany w 2003 roku, w 2005 roku pojawiła się reedycja albumu wydana przez Trustkill Records. Album jest jednym z najważniejszych dzieł grupy, pomimo tego sprzedał się w niewielkiej ilości w pierwszym tygodniu.

Okładka przedstawia bielika z rozpostartymi skrzydłami na pomarańczowym tle, z tarczą na piersi. Przypomina mi to nieco awers z Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych. Na wiki przeczytałem, że bielik na awersie trzymał gałązki oliwne i strzały (symbolizujące zdolności do pokoju i wojny). Ponieważ w domenie USA pokój zawsze przeważał ("tak kurwa, na pewno"), głowa bielika jest zwrócona w stronę gałązek oliwnych. Cóż, z tego co wiem to muzyka tej grupy jest raczej jedną z najbardziej agresywnych spośród tego gatunku, więc bielik z gałązkami oliwnymi jest trochę nie na miejscu. Chyba że chodzi tu o to, że ktoś komuś proponuje pokój, a w środku kipi ze złości (co może sugerować agresywna barwa okładki). No cóż, można do tej koncepcji chwilę dochodzić, jednak podoba mi się.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 6,5/10 - Metalorecenzje (dawna ocena)



Lista utworów:

1. Better Off Without You
2. Don't Need Your Help
3. Nothing To Me
4. Keep Your Distance
5. Another Face
6. Push It Away
7. Life And Death
8. What Have We Done
9. Lowest Of The Low

Lowest Of The Low od początku zapowiadało się na przyzwoite wydawnictwo; niczym Hatebreed na początku swojej kariery, płytę cechują bezpośredniość i czysta brutalność. Może i nie jest to tak różnorodne granie, aczkolwiek chłopakom nie daleko do zespołu Jamey'ego Jasty. Gitary i riffy brzmią wściekle, w połączeniu z szybkim tempem gry z pewnością dadzą nam solidnego, adrenalinowego kopa. Nie ma tu miejsca na jakieś skomplikowane akcje, solówki, różnorodność i techniczne rozpierdole... mamy po prostu wciskający w fotel hardcore. Co z tego, że brak wyżej wymienionych zalet metalu, ten gatunek swoją bezpośredniością ma nas skutecznie zmotywować do działania; albo da nam po ryju za niepowodzenie, albo po sukcesie zmusi nas do pokonywania jeszcze większych barier. Jakieś wady? Większość utworów jest do siebie bardzo podobnych, często towarzyszyło mi przy odsłuchu uczucie deja vu. Z jednej strony tak naprawdę tak powinno być; a jednak słuchając tego coś mi nie pasuje. Lowest Of The Low bardzo przypomina Perseverance pod względem agresji i bezpośredniości, a jednak tamto wydawnictwo było dużo bardziej zróżnicowane. Terror przede wszystkim goni na łeb na szyję, rzadko ma czas na zaprezentowanie jakiegoś solidnego, ociężałego wgniatacza (w przeciwieństwie do Hatebreed). Poza tym, płyta była stanowczo za krótka - poświęcenie 17 minut na dziewięć utworów jest nie na miejscu. Pierwszy utwór na liście świetnie rozpoczyna jazdę bez trzymanki. Pomimo szybkiego początku wyraźnie słychać, że Better Off Without You był planowany jako numer jeden. Kawałek świetnie nas wprowadza w brutalną atmosferę krążka. Don't Need Your Help od samego początku skojarzyło mi się z Wasting Away zespołu Nailbomb. Utwór kopie po dupie nieco słabiej od poprzednika, nie brzmi jednak źle. Nothing To Me - czysta, hardcore'owa zajebioza. Świetny riff zajebiście kopie po dupie, uroku dodaje ciężkie jak ruski KRAZ intro i późniejsze szybkie, bezpośrednie tempo gry. Keep Your Distance brzmieniem przypomina poprzedni utwór; ze względu na intro, kawałek skojarzył mi się nieco z Terrorizerem (konkretnie to z utworem Storm Of Stress). Przy Push It Away wreszcie coś zaczęło się zmieniać - Terror zaprezentował nieco wolniejszy numer, agresją jednak dorównuje poprzednim numerom. Zdecydowanie utwór przypadł mi do gustu. Numer tytułowy - Lowest Of The Low - wypada zajebiście, obok Nothing To Me i Better Off Without You jest jednym z najlepszych kawałków na płycie. W niezłym stylu kończy album.

Warstwa liryczna na płycie Lowest Of The Low prezentuje się przyzwoicie. Scott Vogel niczym panowie z Biohazardu przekazuje nam smutną prawdę na temat ludzkiej natury, oraz rady jak przetrwać w naszej chorej rzeczywistości. Podmiot liryczny często krytykuje ludzkość za bezduszność i brak poszanowania dla innych. Pomimo wyraźnego zainteresowania tego typu tematyką, nie mamy do czynienia z monotematycznością; większość tekstów dotyczy innych spraw, wszystkie poruszają kwestie ważne dla naszego gatunku. Better Off Without You jest krytyką nowego członka ekipy, z którą prowadza się podmiot liryczny. Osoba mówiąca uważa, iż przybysz uważa się za kogoś ważnego tylko dlatego, że wszystkich zna i próbuje innych pouczać. W Don't Need Your Help i Keep Your Distance podmiot liryczny odrzuca pomoc drugiego człowieka. Tłumaczy to tym, że nauczył się radzić sobie sam, gdy jego przyjaciele się od niego odwrócili. Nothing To Me jest krytyką osób podążających za trendami. Zdaniem podmiotu lirycznego, ludzie będący modnymi nie potrafią być sobą, wolą kopiować swoich idoli, aniżeli próbować pokazać siebie. W Another Face osoba mówiąca opowiada nam o sztuce przetrwania na ulicy. Bohater utworu nie miał nikogo, kto by mógł mu pomóc w życiu, toteż jedyne co potrafi, to przeżyć w chorym społeczeństwie. W Push It Away podmiot liryczny udowadnia nam, że cały świat jest nam wrogi. Człowiek niszczeje wskutek brania używek i kontaktu z fałszywymi ludźmi. W Life And Death bohaterem utworu jest ubogi człowiek. Jego zdaniem kwestią szczęścia nie jest majątek, a radość z dawania i z tego, co się ma. W What Have We Done wypowiada się osoba pożarta przez stres. Z powodu nadmiaru złych przeżyć nie potrafi ona poradzić sobie z życiem. W Lowest Of The Low wypowiada się osoba, która jest świadkiem porażki swojego wroga. Twierdzi ona, że wynikiem życiowego niepowodzenia rywala jest karma spowodowana brakiem szacunku do innych ludzi.

Podsumowując, Lowest Of The Low to nawet niezła płyta. Bezpośredniość i agresja to jej największe zalety. Album bardzo dobrze brzmiał, większość riffów wgniatało mnie jako słuchacza w ziemię. Warstwa liryczna również prezentowała dobry poziom. Problemem jest jednak brak różnorodności schematów według których utwory zostały napisane; często miałem wrażenie, że aktualnie lecący numer leciał nie tak dawno w głośnikach. Inną wadą jest długość płyty, moim zdaniem na hardcore to trochę za mało. Nie zdziwiłbym się, gdyby Terror po tym wydawnictwie pokazał prawdziwą klasę tworząc parę świetnych albumów. O tym przekonam się jednak za jakiś czas.

Zalety:
- Przyzwoite kompozycje
- Dobre teksty
- Pozytywny przekaz
- Bardzo dobry wokal
- Bezpośredniość i agresja
- Brutalność
- Energia
- Okładka

Wady:
- Niska różnorodność
- Długość albumu

Okładka: 8/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 6,25/10

Ogólna ocena: 6,75/10


Konfrontację wygrywa album: Perseverance. Hatebreed powaliło mnie na kolana swoją płytą; zespół pod każdym względem wypadł lepiej od kapeli Scotta Vogela, która dopiero rozpoczynała swoją karierę.

Podsumowanie: Ektomorf


Witam w pierwszym w 2016 roku podsumowaniu. Przyszedł wreszcie czas na groovemetalowców z Węgier. Ich krążki dosyć często omawiałem, toteż zespół musiał kiedyś doczekać się swojego podsumowania. Od razu na wstępie upominam, że oceny wystawione w podsumowaniu są aktualne, w przeciwieństwie do tych w płytach.

Ektomorfa poznałem w połowie roku 2013 podczas słuchania ciężkich brzmień na Open.fm. Grupa spodobała mi się, jej surowe brzmienie, ciężkość i do tego klimat cygański z pewnością są rozpoznawalną rzeczą. Pierwsze dwa krążki jakie poznałem to Outcast i Redemption. Od tamtej pory albumy tej grupy regularnie można usłyszeć w moich głośnikach. Michał poznał tą kapelę w październiku 2013 roku, pierwsze jego płyty to Instinct i Outcast.


Grupa: Ektomorf

Działalność: od 1993

Gatunki: Groove metal, Thrash metal, Metal alternatywny

Lata największej popularności: 2004-2008

Tematyka tekstów: Rasizm, śmierć, cierpienie, miłość, życie, żałoba

Najlepszy skład (zdjęcie z 2004 roku):

* Tamas Schrottner - gitara (2004-2010, od 2012)
* Jozsef Szakacs - perkusja (1999-2010)
* Zoltan Farkas - wokal, gitara (od 1993)
* Csaba Farkas - gitara basowa, wokal wspierający (1993-2008)

Ilość wydanych albumów: 12 (w tym dwie demówki)

1. Hangok


Data wydania: 1996

Gatunek: Thrash metal, Hardcore punk

Recenzja napisana przez: Adi666

Wielu z was o tym nie wie, ale Hangok niegdyś znajdowało się na naszym blogu. Usunąłem tą recenzję na początku 2015 roku, gdyż to jak ją stworzyłem było idiotyczne (do tego skonfrontowałem ją z Under The Knife Hatebreed). Historia tego dzieła zaczęła się od wystąpienia kapeli w pewnym talent show organizowanym w mieście Szombathely. Grupa zaprezentowała kilka swoich kawałków, po czym zwróciła uwagę wytwórni LMS Music. Hangok powstało w piwnicy braci Farkas, co oczywiście słychać; płyta ma w sobie dużo młodzieńczej energii i agresji, z pewnością był w tym wszystkim potencjał. Kompozycje są nawet przyzwoite, chłopaki potrafią pisać muzykę; całe wrażenie psuje jednak garażowa jakość albumu i absolutny brak produkcji. Gdyby za czasów Kalyi Jag Ektomorf pokusił się o remake płyty, z pewnością byłoby to jedno z ich najważniejszych dokonań w karierze.

Najlepsze utwory (Adi666): Shalom, Engedélyezett Gyilkosság, Terror, A Romok Alatt, Jezus Var
Najlepsze utwory (240Michał): BRAK

Ogólna ocena (Adi666): 6/10
Ogólna ocena (240Michał): BRAK


2. Ektomorf



Data wydania: 1998

Gatunek: Metal alternatywny

Recenzja napisana przez: Adi666

Jeszcze przed stworzeniem albumu Zoltana Farkasa dotyka osobista tragedia; jego nienarodzone dziecko umiera, co owocuje w jego przypadku wieloletnią depresją. W tym samym czasie grupa zmienia gitarzystę; na miejsce Mihaly Jano wchodzi Bela Marksteiner. Zoltan Farkas tworząc materiał na drugą demówkę sprawia, iż cały jego smutek zostaje przelany na muzykę. Choć kolejne wydawnictwo grupy ma w sobie coś z poprzednika, to jednak znacząco się od niego różni; album jest w dużej mierze posępny i smutny, większość tekstów jest na temat depresji i wewnętrznego bólu. Młodzieńcza energia i agresja ustąpiła miejsce ponuremu klimatowi i smutkowi.

Najlepsze utwory (Adi666): Nem Engedem, 100% Gyulolet, Fereg, Eutanazia, Egyedul
Najlepsze utwory (240Michał): 393, Magamert, Ver, Eutanazia, Egyedul

Ogólna ocena: 6/10 (jednogłośnie)


3. Kalyi Jag


Data wydania: 2000

Gatunek: Metal alternatywny, Groove metal

Recenzja napisana przez: Adi666, 240Michał

W roku 1999 z grupy wylatuje wioślarz Bela Marksteiner. Zespół choć gra w trzy osoby, udaje mu się wydać pierwszy, pełnowymiarowy album studyjny (w dodatku w języku angielskim). Tym razem grupa łączy cygański folklor z groovemetalem inspirując się romungrańskim zespołem ze swoich okolic, Kalyi Jag. Pomysł na pewno jest dobry, połączenie folkloru z metalem jest ciekawym rozwiązaniem. Album może nie jest najlepszy, ale słychać, że ktoś wykonał go z sercem. Wiele riffów wpada w ucho, problemem mogą być jednak proste schematy niektórych utworów. Ogólnie mówiąc, w porównaniu do poprzednika słychać dużą poprawę w brzmieniu. Groovemetalowa ciężkość i energia niekiedy przeplatają się z cygańskimi piosenkami zagranymi na gitarze akustycznej, co pozwala nam na chwilę wkroczyć w świat romungrów. Choć dominuje tutaj radość i braterstwo, Zoltan nadal walczy z depresją.

Najlepsze utwory (Adi666): Romungro, For The Last Time, Open Up Your Eyes, Brothersong, Forgotten Fire
Najlepsze utwory (240Michał): Son Of The Fire, Sunto Del Mulo, Always Believe In Yourself, Brothersong

Ogólna ocena (Adi666): 7,25/10
Ogólna ocena (240Michał): 6/10



4. I Scream Up To The Sky



Data wydania: 2002

Gatunek: Nu metal, Metal alternatywny, Groove metal, Hard rock

Recenzja napisana przez: Adi666

Przed rozpoczęciem pracy nad płytą do zespołu dołącza gitarzysta Laszlo Kovacks. Po raz kolejny wokalista wkracza w tematy drugiej demówki, tzn. śmierć dziecka, żałoba i cierpienie po jego stracie. Po tak dobrym i energicznym krążku jak Kalyi Jag znów dostajemy płytę posępną i smutną. Najwidoczniej Zoltan Farkas nie uporał się jeszcze z przeszłością, próbując pokonać depresję przelewa cały swój smutek na muzykę. Lider grupy prawdopodobnie chciałby nam pokazać, jak to jest stracić kogoś bliskiego. Jest to duża zaleta płyty. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby nie to, że została ona wykonana na odpierdol. Składając to wszystko do kupy za chiny nie jestem w stanie zrozumieć, co Zoltan sobie myślał tworząc tak dziwny album. Wśród kilku niezłych, klimatycznych kawałków możemy znaleźć totalne odloty w postaci A Hard Day's Night (będące chujowym coverem Beatles'ów), I Miss You, Fajdalom Konnyei. Gdyby nie te wyżej wymienione spierdoliny, I Scream Up To The Sky byłoby znacznie bardziej zdatne do słuchania.

Najlepsze utwory (Adi666): I Scream Up To The Sky, FireAn Les Devla, If I Weren't, Oly Korban Eltem
Najlepsze utwory (240Michał): I Scream Up To The Sky, You Leech, If I Weren't, You Are

Ogólna ocena (Adi666): 5,5/10
Ogólna ocena (240Michał): 6,5/10


5. Destroy



Data wydania: 8.03.2004

Gatunek: Groove metal, Metal alternatywny


Recenzja napisana przez: Adi666

Destroy - choć ten album nie jest najlepszym dziełem Węgrów, to jednak cieszę się, że grupa go stworzyła. Jest to mianowicie ważny kamień milowy w historii Ektomorfa idącego dużymi krokami w stronę thrashu i groove'u. W kapeli braci Farkasów pojawia się doświadczony gitarzysta Tamas Schrottner, pomaga on zespołowi w osiągnięciu cięższego brzmienia. Słuchając tego albumu można powiedzieć, że Zoltana nie interesuje już tematyka śmierci i depresji, tym razem większość tekstów dotyczy rasizmu. Kompozycje są w miarę dobre, schematy zyskały na różnorodności, brzmienie stało się cięższe... większy problem stanowią riffy, które w porównaniu do poprzednich płyt wydały się gorsze. A jednak za granicą zainteresowano się chłopakami. Gdy pobrałem sobie ten album największą fazę na jego słuchanie miałem na początku. Niedługo potem krążek mi się znudził, obecnie słucham go sporadycznie. Tak czy owak zespół idzie w bardzo dobrym kierunku, w przyszłości zaowocuje to najlepszymi wydawnictwami w historii Ektomorfa mogącymi konkurować z Soulfly Maxa Cavalery.

Najlepsze utwory (Adi666): I Know Them, Gypsy, No Compromise, Only God, From My Heart
Najlepsze utwory (240Michał): Destroy, Gypsy, Only God, Painful But True, You Are My Shelter


Ogólna ocena (Adi666): 6,5/10
Ogólna ocena (240Michał): 7/10


6. Instinct



Data wydania: 29.03.2005

Gatunek: Thrash metal, Groove metal

Recenzja napisana przez: Adi666

No właśnie, o tym przed chwilą mówiłem. Instinct jest definicją tego jak powinien wyglądać progres. Wykorzystując ścieżkę obraną na Destroy, Ektomorf zaczyna grać coś zupełnie innego niż jeszcze 3 lata temu. Ciężkie gitary zostają nastrojone na wyższe tony, bębniarz daje pedał w podłogę, po czym zaczyna się jazda bez trzymanki. Instinct to jeden z najszybszych i najcięższych krążków tej grupy, jego dzikość i styl bardzo dobrze komponują się z tytułem. Muzyka pomimo prawie 11 lat na karku jest świeża niczym ciepła bułka, wokalista wyraźnie nam pokazuje, że jest w jeszcze lepszej formie niż rok temu. Choć riffy nie są najlepszą stroną tego krążka, to jednak jest się przy czym bawić na koncertach, pomagają w tym bardzo dobre teksty (prawdopodobnie najlepsze w karierze Zoltana Farkasa). Taki progres rok po ostatniej płycie się chwali.

Najlepsze utwory (Adi666): Set Me Free, Show Your Fist, Instinct, Fuck You All, I Will
Najlepsze utwory (240Michał): Set Me Free, Show Your Fist, Instinct, The Holy Noise, Until The End


Ogólna ocena (Adi666): 8/10
Ogólna ocena (240Michał): 7,5/10


7. Outcast



Data wydania: 27.10.2006

Gatunek: Groove metal, Thrash metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Patrząc na ten album można stwierdzić, że bracia Farkasowie polubili słowo "postęp", jest to trzecia płyta zespołu w ciągu trzech lat, a jednak nie słychać na niej zmęczenia i przepracowania jej twórców. Outcast wypada jeszcze lepiej od poprzednika. Znajdziemy tu trzy sztandarowe numery zespołu, które są grane i lubiane do dziś; między innymi z tego powodu wielu fanów kapeli uważa Outcast za opus magnum Ektomorfa. Zoltan planując muzykę na ten album postanowił nieco zredukować dzikość i agresję, a nadać jej więcej energii i skoczności tworząc dość proste, aczkolwiek wpadające w ucho riffy. Outcast to bardzo dobra, groovemetalowa pozycja idealna do pomachania głową na koncercie, a cygański folklor dodaje jej klimatu. Nie zdziwiłbym się, gdyby po tak dobrych albumach jak Instinct i Outcast frontman zespołu odnalazł wreszcie spokój.

Najlepsze utwory (Adi666): Outcast, I Choke, Ambush In The Night, I'm Against, Fuel My Fire
Najlepsze utwory (240Michał): Outcast, I Choke, Ambush In The Night, I'm Against, We Rise, Leave Me Alone


Ogólna ocena (Adi666): 8,75/10
Ogólna ocena (240Michał): 8/10


8. What Doesn't Kill Me...



Data wydania: 10.03.2009

Gatunek: Metal alternatywny, Heavy metal, Groove metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Po tak dobrej pozycji jak Outcast dobra passa grupy zaczyna się kończyć. Ektomorf robi trzyletnią przerwę od wydawania płyt, w trakcie której zespół opuszcza Csaba Farkas (zostaje on zastąpiony Szabolcsem Murvai). Zoltan zostaje sam i bierze sprawy w swoje ręce, co próbuje udowodnić tą płytą. Można wywnioskować po okładce i tytule, że pomimo odejścia brata ten się nie podda i wciąż będzie tworzył muzykę. Włączając album można dostrzec, że Zoltan nie radzi sobie dobrze w pojedynkę. Właściwie co to ma być? Cygański klimat i styl Romungrów gdzieś znika (uraczymy go jedynie na Scream), surowe i ciężkie riffy poprzedników spierdalają prawdopodobnie wraz z Csabą. Słuchając go można posądzić Zoltana o pójście w stronę mainstream'u, który jak wiadomo szkodzi muzyce. What Doesn't Kill Me... jest obrzydliwie lekkie i wypucowane, riffy są do dupy, a wszystkie utwory mają dokładnie takie same schematy. Ucierpiały także teksty, które tym razem cuchną prostotą i beznadzieją. Ogólnie mówiąc jest to duży regres, płyta wykonana na szybko i na odpierdol. Każdy by potwierdził, że już lepszy poziom prezentowały dwie pierwsze demówki Ektomorfa.

Najlepsze utwory (Adi666): Rat War, New Life, Sick Of It All, Scream
Najlepsze utwory (240Michał): BRAK


Ogólna ocena: 3/10 (jednogłośnie)


9. Redemption



Data wydania: 17.12.2010

Gatunek: Metal alternatywny, Groove metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Rok 2010 - Zoltan Farkas przeprowadza się z zespołem do Niemiec, by mieć stały dostęp do studia nagraniowego z którym podpisał kontrakt. Z powodu opuszczenia ojczyzny wokalistę po raz kolejny dotyka depresja. Jak sam zainteresowany stwierdził, Redemption zostało napisane w wyniku walki z wyżej wymienioną przypadłością. Cóż, nie ośmielę się podważać jego zdania - słychać, że Zoltan Farkas rok po gównianym wydawnictwie wraca do gry. Muzyka zawarta na albumie jest mieszaniną agresji Instinct, skoczności Outcast i czystości poprzednika. Album zyskał na melodyjności, a schematy utworów zaczęły się między sobą znacznie bardziej różnić. Do cygańskiego folkloru dołącza jeszcze ponura atmosfera niczym z horrorów, w którym bohaterem jest osoba zamknięta w ciemnym pokoju. Redemption zdecydowanie bardziej pasowałoby na następcę albumu Outcast.

Najlepsze utwory (jednogłośnie): Last Fight, I'm In Hate, Stay AwayNever Should, The One, Revolution, Cigany

Ogólna ocena (Adi666): 8,5/10
Ogólna ocena (240Michał): 7/10


10. Black Flag



Data wydania: 31.08.2012

Gatunek: Groove metal, Thrash metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Po wydaniu Redemption zespół zaczyna się sypać. Jego szeregi opuszcza bębniarz Jozsef Szakacs. Tamas Schrottner odchodzi w tym samym czasie, postanawia jednak wrócić do grupy w 2012. Nowym perkusistą Ektomorfa zostaje Robert Jaksa. W tym składzie Ektomorf prezentuje jedną ze swoich najlepszych pozycji; jest nią Black Flag będące przyzwoicie ciężkim i szybkim groovemetalowym krążkiem. Album daje się łatwo zapamiętać za sprawą atmosfery rodem z koncertów, a także zajebistych riffów. W porównaniu do Redemption, Black Flag nie jest już tak depresyjne; klimat albumu może nieco skojarzyć się z Outcast (wiecie, cygańskie granie i energia). Ludzie lubiący się czepiać tej węgierskiej kapeli za właściwie nie wiadomo co tym razem krytykowali zespół za podobieństwo do Machine Head. Jest to pierdolenie zazdrośników, Black Flag jest w rzeczywistości pozycją godną polecenia.

Najlepsze utwory (Adi666): Unscarred, The Cross, Black Flag, 12 Angels, Never Surrender, Kill It
Najlepsze utwory (240Michał): War Is My Way, Unscarred, Black Flag, Private Hell, Fuck Your God

Ogólna ocena (Adi666): 9/10
Ogólna ocena (240Michał): 7,5/10


11. Retribution



Data wydania: 31.01.2014

Gatunek: Groove metal, Metal alternatywny

Recenzja napisana przez: Adi666

Na początku Retribution wydało mi się całkiem przyzwoite. Cieszyłem się z tego, że zespół powraca do tworzenia muzyki w stylu swoich największych hitów. Pomimo, że rajcowałem się albumem przez około tydzień, moim zdaniem płyta wciąż była gorsza od poprzednich dzieł (nie wliczając 4 pierwszych wydawnictw i What Doesn't Kill Me...). Dopiero niedawno rozkminiłem, że zeszłoroczne dziecko Ektomorfa to odgrzewany kotlet. Potwierdza to między innymi pierwszy utwór niemalże identyczny do I Choke z Outcast. Z wyżej wspomnianą płytą mogą skojarzyć się też niektóre riffy i schematy, zespół próbuje udawać skoczność i klimat tamtego krążka, a jednak coś nie wychodzi. Nie ma tu nawet cygańskiego klimatu Outcast. Pomimo, że wyraźnie krytykuję zespół za pójście na łatwiznę nie uważam Retribution za płytę złą. Zoltan prawdopodobnie pogubił się chcąc stworzyć coś, co będzie brzmiało jak kotlet; może myślał, że fanów zainteresuje powtarzanie tego co było? Nie mam pojęcia.

Najlepsze utwory (Adi666): Face Your Fear, Lost And Destroyed, Save Me, Collapsed Bridge
Najlepsze utwory (240Michał): Ten Plagues, Face Your Fear, Escape, Lost And Destroyed, I Hate You

Ogólna ocena (Adi666): 6,75/10
Ogólna ocena (240Michał): 6,5/10


12. Aggressor




Data wydania: 23.10.2015

Gatunek: Thrash metal, Groove metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Aggressor podobnie jak poprzednik próbuje być płytą stworzoną na wzór krążków wydanych przez Ektomorfa 10 lat temu. Tym razem jednak nie ma mowy o bezczelnym odgrzewaniu i chodzeniu na łatwiznę (tak jak to było z You Can't Control Me). Tym razem Zoltan tworzy muzykę wzorując się na zaletach poprzednich dzieł. Tak powstał Aggressor - w przeciwieństwie do Retribution, płyta jest jak najbardziej udana. Jest skoczna, energiczna i bardzo agresywna (jak sama nazwa wskazuje), co jest niepodobne do Ektomorfa. Zespół najczęściej pokazywał się z najlepszej strony tworząc muzykę bardzo żywiołową, z prostym tekstem i wpadającym w ucho riffem. Tym razem jednak Ektomorf kopie po dupie jak nigdy!

Najlepsze utwory (Adi666): I, Holocaust, Move On, Evil By Nature, Eastside
Najlepsze utwory (240Michał): I, Evil By Nature, Emotionless World, You Lost, You Can't Get More, Eastside

Ogólna ocena (Adi666): 8/10
Ogólna ocena (240Michał): 7,5/10


Podsumowując, Ektomorf to ciekawy band. Może nie jest zespołem kultowym, nie da się jednak chłopaków nie polubić. Choć kapela nie ma już szans na uzyskanie równie wielkiej popularności jak jej wzór, Soulfly, chłopaki nie mają zamiaru się poddać i nadal tworzą muzykę fanom, którym spodobała się ich działalność. Lider zespołu, Zoltan Farkas dobrze wie, co należy zrobić, aby muzyka była tym, do czego została stworzona. Ma ona przede wszystkim cieszyć ludzi, wielokrotnie można to usłyszeć w ich wydawnictwach począwszy od Destroy. Pomimo, że początki nie były usłane różami, zespół pokazał na co go stać. Współczesne krążki Ektomorfa zdecydowanie przerastają obecne płyty wydawane przez zespół Maxa Cavalery, niegdysiejszego mentora braci Farkas. To już z pewnością świadczy o wartości groovemetalowców z Węgier.

15 marca 2016

Recenzja: KAT - Mind Cannibals


Witam w kolejnej recenzji. Zwykle słuchając KATa zapodaję sobie pierwsze trzy longplay'e + kilka utworów z Ballad. Ostatnio jednak mnie wzięło na zapoznanie się z resztą wydawnictw zespołu, między innymi stąd ta recenzja. Cóż, planowałem ją od dawna, jednocześnie unikałem tej płyty jak ognia, wiedząc, że na albumie nie wystąpili Ireneusz Loth i Roman Kostrzewski. Ostatecznie jednak spiąłem dupę, przygotowałem torbę na wymioty (na wszelki wypadek) i odtworzyłem krążek. Ostatnia płyta tego zespołu uchodzi za najgorszą, pytanie tylko, czy fani wkurwiają się na zespół za szarady w składzie, czy może dlatego, że został kiepsko stworzony? Zaraz się przekonam. Przed wami: KAT - Mind Cannibals.

Mind Cannibals jest ósmym albumem studyjnym polskiej grupy thrashmetalowej KAT. Został wydany 24 października 2005 roku nakładem wytwórni DBC. 3 lata po rozpadzie z 1999 roku spowodowanym przez nieustające kłótnie i śmierć Jacka Regulskiego, KAT wraca do gry. Niestety, konflikty nadal nie zostały zażegnane, przez co członkowie zespołu nadal się ze sobą nie rozumieją. Niedługo po nagraniu nowej wersji Ostatniego Taboru, z grupy wylatują bębniarz Ireneusz Loth i wokalista Roman Kostrzewski; tym samym znana kapela zostaje przepołowiona. Na ich miejsce zostają zatrudnieni perkusista Mariusz Prętkiewicz i niemiecki wokalista Henry Beck. Nikogo więc nie zdziwiłoby to, że Mind Cannibals będzie albumem anglojęzycznym. Po wydaniu płyty, KAT wybrał się w trasę koncertową po Europie, spotkał się jednak z chłodnym przyjęciem. U nas w kraju również nie było różowo, najnowsze dziecko zespołu sprzedawało się bardzo słabo.

Okładka jest paskudna; nie zdziwiłbym się, gdyby zwiastowała ona katastrofę. Za tą abominację odpowiedzialny jest artysta o pseudonimie Graal. Na grafice przedstawiona jest prezenterka wiadomości siedząca przy biurku, które drapie swoimi szponami. Zarówno pomysł na okładkę jak i wykonanie są do dupy. Jak widać, grafika jest połączeniem zdjęcia i okładki 3D. Skoro wiecie już jak traktuję 3D i zdjęcia jako oprawy graficzne, to wyobraźcie sobie co czuję patrząc na połączenie tych dwóch bluźnierstw! Modelka siedząca przy biurku prezentuje się niczym postać z billboardów reklamująca pastę do zębów. Dłonie (które jak mniemam miały być koloru krwistoczerwonego) wyglądają jak zmutowane papryczki chilli zanurzone w koncentracie pomidorowym. Rysy na biurku prawdopodobnie stworzył domorosły grafik korzystający z GIMPa po raz pierwszy. Rozczuliłem się już nad tym jak wygląda to paskudztwo, pytanie jednak jaki to miało nieść przekaz? Wzorując się na okładce, Graal chce nam przekazać, iż dziennikarze zanurzają swoje łapska w wiadrze wypełnionym keczupem i drapią biurko, a nie okłamują nas na polecenie polityków.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 7,5/10 - Metalside.pl
- 7/10 - Rockmetal
- 5/10 - ArtRock.pl
- 6/10 - Recka.blog.pl
- 6/10 - Considered Dead Blog



1. Mind Cannibals
2. Light Of Hell
3. Judas Kiss (The Corrupted Empire)
4. Uninvited Guest
5. Religious Clash
6. Dark Hole/The Habitat Of Gods
7. Coming Home
8. Voodoo Time
9. Puppets On The Strings
10. I've Been Waiting

KAT przed wywaleniem Lotha i Kostrzewskiego był naszą polską dumą, zespołem, który wyznaje zasadę "polacy nie gęsi, swój język mają". W ciągu 20 lat grupa wypracowała swój własny, rozpoznawalny styl będący połączeniem thrashu i heavy metalu. Roman Kostrzewski do tej ciężkiej muzyki tworzył świetne teksty w naszym ojczystym języku; w dodatku operował poezją śpiewaną, będącą w polskim metalu nowością. Zespół nagrywając na nowo Ostatni Tabor rok przed Mind Cannibals chciał nam pokazać, jak bardzo się zmienił w ciągu lat, i w jakim kierunku chce dążyć; miał to być ten sam KAT, tylko nieco unowocześniony. Choć nie był to zły utwór, zwiastował niespełnione obietnice. Rozumiem jeszcze, że w wyniku sprzeczki zrobiono szarady w składzie, ale jak już dobierać nowy skład, to mają to być odpowiedni do tego ludzie. Do Mariusza Prętkiewicza na swoim stanowisku nic nie mam, jego granie prezentuje przyzwoity poziom; gorzej jest z wokalistą, Henrym Beckiem. Nie do końca rozumiem, dlaczego Piotr Luczyk zdecydował się zatrudnić niemieckiego wokalistę do metalowej grupy znanej z tworzenia świetnych polskojęzycznych pozycji? To tak jakby zatrudnić spawacza na stanowisko dentysty! Po co im ta międzynarodowa popularność, skoro u nas chłopaki w przeszłości osiągali liczne sukcesy? Jak już mówiłem, Mind Cannibals było komercyjną porażką, nie doceniono tego ani za granicą, ani w Polsce. A wystarczyło tylko pozostać KATem, a nie być na siłę nowoczesnym niczym telewizja Polsat wzorująca się zachodnimi standardami; hajs na pewno by się wtedy zgadzał. Wracając jednak do recenzji, kompozycje na Mind Cannibals są nawet przyzwoite. Brzmienie nie jest złe, muzyka zdecydowanie zyskała na ciężkości. Pod tym względem Mind Cannibals może skojarzyć się z Różami Miłości. Wiemy, że od tamtej pory Luczyk pisał muzykę dość przeciętną na tle poprzednich płyt, a jednak nadal był to poziom w miarę przyzwoity. Tu jest nieco gorzej, aczkolwiek da się tego słuchać. Zarówno riffy jak i solówki wypadają spoko, tylko co mi z nich, jak czasem nawet najlepszy utwór psuty jest przez wokalistę? Henry Beck jedyne co robi to mruczy coś do mikrofonu; czasem może i krzyknie, a jednak nie wypada przekonywująco. Gdy go posłuchałem po raz pierwszy, byłem po prostu zdziwiony. Jakim cudem ktoś taki mógł zastąpić Kostrzewskiego? Już nie chodzi mi tylko o język w jakim śpiewa, ten facet tu po prostu nie pasuje. Kto wie, możliwe, że Piotr Luczyk wybrał tego gościa na wokalistę, gdyż tak naprawdę nie miał wyjścia? Poszukanie kogoś formatu Kostrzewskiego byłoby bardzo ciężkie. Gdyby Felicjan Andrzejczak (były wokalista Budki Suflera) był młodszy i chciał występować z KATem, pewnie byłby idealnym kandydatem; kto go słyszał, pewnie wie o czym mówię. Album rozpoczyna utwór tytułowy: Mind Cannibals. Słysząc riff przewodni morda zaczęła mi się uśmiechać, do czasu pojawienia się Henry'ego Becka... skoro tak, to ja już się obawiam dziewięciu następnych utworów. Podobnie wypada Light Or Hell; ciekawy riff przewodni cieszy michę, do wejścia wokalisty. Judas Kiss (The Corrupted Empire) rozpoczyna się od intra w stylu utworu Purpurowe Gody z Róż Miłości. Po niedługim czasie, zespół po raz kolejny prezentuje kompozycje na wysokim poziomie. Nowy wokalista wypada dobrze tylko w zwrotkach, później jednak wraca do wkurzającego mruczenia. Uninvited Guest jest małą odmianą w stosunku do poprzedników. Jak na KATowską muzykę prezentuje się nietypowo, z pewnością zespół wcześniej tak nie grał. Utwór jakimś cudem skojarzył mi się z płytą State Of Mind Report Acid Drinkers. Religious Clash jest jednym z szybszych numerów na płycie. W porównaniu do pierwszej trójki wypada jednak kiepsko, muzyka w ogóle nie ciekawi. Becka już nawet komentować nie będę. Dark Hole/The Habitat Of Gods wypada prawie dobrze za sprawą niezłych riffów i solówek. Oczywiście wiadomo kto spaprał sprawę. Z jakiegoś powodu, numer ten skojarzył mi się z Głos z Ciemności z Oddechu Wymarłych Światów. Dość kiepsko na tle innych wypada Coming Home. Nic w nim ciekawego nie usłyszymy. O dziwo, pod koniec Mind Cannibals wypada dużo lepiej. Co do Voodoo Time, nie zdziwiłbym się, gdyby to był najlepszy utwór z albumu. Prócz świetnego riffu przewodniego w stylu klasycznego KATa, usłyszymy także bardzo dobrą solówkę; nawet wokalista wypada całkiem przyzwoicie, co już jest pochwałą. Równie dobrze prezentuje się Puppets On The Strings. I've Been Waiting jest bardzo dobrą balladą przywodzącą na myśl klasyczne numery tego zespołu. Numer został bardzo dobrze zagrany, przyjemnie się go słucha. Niestety Henry Beck psuje całe uczucie śpiewając to bez emocji. Zdecydowanie lepiej by się tego słuchało, gdyby wokalista milczał.

Teksty zostały całkiem dobrze napisane. Choć tytuły utworów najprawdopodobniej wymyślał Piotr Luczyk (wyglądają one tak, jakby były wymyślane przez kogoś ledwo ogarniętego w angielskim), za warstwę liryczną na pewno był odpowiedzialny Henry Beck. W stosunku do tego co tworzył Roman Kostrzewski widoczny jest regres; twórca tekstów od czasu do czasu gubił się w tym, co chce nam przekazać, dość często powtarzają się równoważniki zdań; ogólnie mówiąc, powrót do czasów Metal And Hell! Jedyną różnicą jest to, że chłopaki z KATa pisząc teksty do debiutanckiego krążka ledwo znali angielski; tutaj odniosłem wrażenie, że twórca warstwy lirycznej do Mind Cannibals porozumiewał się tym językiem biegle. Pomimo znaczącej zmiany w zespole, przekaz niewiele się różni. Przede wszystkim w utworach jest mowa o ateizmie, ludzkim cierpieniu i polityce. Od czasu do czasu znajdziemy też coś o okultyzmie i mitologii. W utworach Mind Cannibals i Puppets On The Strings, podmiot liryczny krytykuje dziennikarzy za prezentowanie narodowi mało ważnych informacji, zatajając jednocześnie prawdę na niektóre tematy. W Light Or Hell adresatem lirycznym jest osoba chora na depresję; ma ona zamiar popełnić samobójstwo. Podmiot liryczny namawia ją do walki ze swoimi problemami. Utwór Judas Kiss jest mało zrozumiały. Osoba mówiąca prawdopodobnie szuka odpowiedzi na to, dlaczego na świecie dominuje zło. Podobnie jak w przypadku Light Or Hell, Uninvited Guest dotyczy człowieka chorego na depresję. Osoba mówiąca czuje się przytłoczona swoją beznadziejnością, jedyne wyjście ze swojej kiepskiej sytuacji jakie dostrzega to śmierć. W Religious Clash i Dark Hole/The Habitat Of Gods podmiotem lirycznym jest zmarły człowiek. Po śmierci spodziewał się on sądu ostatecznego, zamiast tego zastał ciemność. W Coming Home podmiotem lirycznym jest mężczyzna zbiegły z więzienia. Jako schronienie przed goniącymi strażnikami traktuje noc. W Voodoo Time mowa jest o walce obywateli pewnego kraju ze skorumpowaną władzą. W przypływie złości uprawiają oni voodoo mające pomóc im w osiągnięciu celu. W I've Been Waiting wypowiada się mężczyzna tęskniący za zmarłą kobietą. Podmiot liryczny bardzo przeżył śmierć swojej wybranki.

Podsumowując, Mind Cannibals to średnia płyta. Na pierwszy rzut oka, krążek wydaje się nawet dobry. Piotr Luczyk napisał bardzo dobre kompozycje; płyta bardzo dobrze brzmi, riffy i solówki prezentują przyzwoity poziom. To jednak nie wystarczyło, wszystko zepsuł nowy wokalista Henry Beck. Nie dość, że facet śpiewa po angielsku (co w przypadku KATa jest dziwne), to jeszcze tyle w nim charyzmy co w puszce po konserwie. W jego głosie nie ma emocji, najczęstszym zabiegiem wokalnym stosowanym przez niego było mruczenie do mikrofonu, albo krzyczenie bez serca. Jeżeli KAT ma taki być do końca, to już lepiej, żeby ten zespół po prostu się rozpadł bez słowa, niż próbował ratować się nowymi wydawnictwami. Pomimo wyraźnego niezadowolenia, warto było poznać Mind Cannibals. Teraz już wiem jak bardzo wpływa na odbiór muzyki charyzmatyczny frontman.

Zalety:
- Przyzwoite kompozycje
- Przekaz
- Bardzo dobre brzmienie
- Przyzwoite riffy

Wady:
- Beznadziejny frontman
- Niedopracowane teksty
- Beznadziejna okładka
- Album nie zapada w pamięć

Okładka: 0/10
Teksty: 5,5/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 5/10

6 marca 2016

Konfrontacja: Nocturnus - The Key vs Death - Human


Witam w kolejnej konfrontacji. Przez jakiś czas cholernie nie chciało mi się tego recenzować. A jednak uznałem, że powinienem się tym zająć; jeden z czytelników zaproponował mi skonfrontowanie czwartego albumu Death z debiutem kapeli Mike'a Browninga. Nie mam żadnych pomysłów na wstęp, tak więc bez zbędnego pieprzenia przejdźmy do tematu właściwego. Przed wami: Nocturnus - The Key vs Death - Human.


Nocturnus - The Key


The Key jest debiutanckim albumem studyjnym amerykańskiej grupy technical deathmetalowej Nocturnus. Został wydany w sierpniu 1990 roku nakładem Earache Records. Zespół Nocturnus powstał w 1987 roku z inicjatywy perkusisty i wokalisty Mike'a Browninga, wówczas do niedawna byłego członka Morbid Angel. W grupie przewijało się wielu muzyków, skład do końca działalności się nie ustabilizował. Prócz bębniarza/wokalisty Mike'a Browninga, w sesji nagraniowej The Key wzięli udział: gitarzyści Mike Davis i Sean McNenney, basista Jeff Estes i keyboardzista Louis Panzer. Spośród wszystkich albumów zespołu, The Key osiągnął największy sukces za sprawą świeżego podejścia do muzyki deathmetalowej. Popularność Nocturnusa nie osiągnęła jednak tak dużego stopnia jak w przypadku Death, czy chociażby Morbid Angel.

Okładka została stworzona przez znanego artystę Dana Seagrave'a. Zetknąłem się z jego pracami podczas omawiania Altars Of Madness zespołu Morbid Angel i Phantasmagorii The Mist (której okładkę stworzył wraz z Michaelem Whelanem). Inne znane grupy z jakimi artysta współpracował to: Suffocation, Warbringer, Pestilence i Monstrosity. Na grafice został przedstawiony ogromny robot siedzący na tronie. Trzyma on w prawej ręce pentagram, będący prawdopodobnie tytułowym kluczem do jakichś wrót. Postać znajdująca się na okładce przypomina trochę Deceptikona z kreskówki o Transformerach. Kto wie, być może jest to odwołanie do dominującej tematyki zespołu Nocturnus, tzn. science-fiction. Widać, że Dan Seagrave długo pracował nad okładką; jest ona bardzo szczegółowa, sam jej szkic musiał zająć bardzo dużo czasu. Pomimo, że obraz bardziej pasuje jako naścienny ozdobnik muzeum niżeli okładka, muszę docenić wysiłek artysty. Jest to solidna robota wykonana w pocie czoła.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8,75/10 - soul_schizm
- 9,5/10 - draconiondevil
- 10/10 - NocturneFreeze
- 9/10 - Xpert74
- 8,5/10 - Egregius


Lista utworów:

1. Lake Of Fire
2. Standing In Blood
3. Visions From Beyond The Grave
4. Neolithic
5. Undead Journey
6. B.C./A.D.
7. Andromeda Strain
8. Droid Sector
9. Destroying The Manger
10. Empire Of The Sands

Ze względu na lenistwo nie chciało mi się do tej płyty podchodzić, z niewiadomego powodu traktowałem debiut Nocturnusa jak zło konieczne. Minęło trochę czasu zanim się przekonałem, że naciśnięcie przycisku startu było warte zachodu. Słysząc album w całej swojej okazałości w pierwszej chwili pomyślałem sobie, że jest to industrialowe połączenie Death (Leprosy i Spiritual Healing), Morbid Angel (Altars Of Madness) i Sepultury (Beneath The Remains). Płyta nawet spodobała mi się; właściwie to gdyby nie inspiracja wyżej wspomnianymi pozycjami, album wszedłby zdecydowanie gorzej. Gitary brzmią przyzwoicie; ich ciężar w połączeniu z techniką gry z pewnością umilą słuchanie. Na niekorzyść Nocturnusa wypadają jednak niedopracowane riffy; zespół prawdopodobnie skupił się na technicznym aspekcie płyty. Gitarom wtórował keyboard, niekiedy można było usłyszeć również dźwięki elektroniki kojarzone z industrial metalem; wszystko tworzyło zgrabną całość. Prócz słabych riffów, do kotła z wadami dorzuciłbym jeszcze dwie rzeczy: czasem keyboard wychodził za bardzo na front, psując nie tylko harmonię całego albumu, ale także humory fanów słuchawek. Poza tym, po kilku sesjach z The Key płyta nie zapadła mi w pamięci (no, chyba że za sprawą częstego używania keyboard'u). Od razu na początku witani jesteśmy średnim intrem, na którym możemy usłyszeć dzwoneczki i keyboard. Całe szczęście to smęcenie nie trwa długo, gdyż po chwili dostajemy porządnego, deathmetalowego kopa w postaci Lake Of Fire. Podobna sytuacja jest w utworze Standing In Blood. Pod trójką znalazł się kawałek, który mniej zapadł mi w pamięci: Visions From Beyond The Grave. W przypadku Neolithic przez moment miałem wrażenie, że dostanę najlepszy numer z płyty; niestety, w pewnej chwili wyprowadził mnie z równowagi głośny, wkurzający keyboard. Jeszcze rozumiem, że takie coś pyrka sobie w tle, ale po cholerę robić z tego ogromny festiwal? Całkiem przyzwoicie wypadło za to Undead Journey. Numer swoją techniką skojarzył mi się trochę z albumem Utopia Banished zespołu Napalm Death. Jednym z utworów, który najbardziej zapadł mi w pamięci jest B.C./A.D.. Andromeda Strain jest jednym z najbardziej irytujących kawałków na płycie, oczywiście za sprawą cholernie głośnego keyboard'u. Współczuję osobom korzystających przy słuchaniu tego utworu w słuchawkach. Całe szczęście, po tym średniaku dostajemy naprawdę świetnie zagrany, zgrabny numer o tytule Droid Sector. Pod koniec Nocturnus prezentuje dość długie średniaki: Destroying The Manger i Empire Of The Sands.

Warstwa liryczna płyty prezentuje się bardzo dobrze. Teksty są napisane prostym językiem i łatwo je zinterpretować. To co chce nam w nich przekazać zespół jest dość różnorodne; prócz klasycznej tematyki grup deathmetalowych (tj. śmierć, dominacja szatana nad bogiem, antyreligia), grupa napisała coś na tematy związane z filmami science-fiction, tzn. zagłada z rąk kosmitów, niesamowity rozwój technologii doprowadzający do zagłady, itp. W Lake Of Fire podmiot liryczny opowiada o diabelskich stworzeniach torturujących udręczone dusze w piekle. Po skończonej dewastacji ofiary demonów są wrzucane do ognistego jeziora. Standing In Blood opowiada o zniszczeniu boskiego królestwa przez armię szatana. Po całym zajściu zabiera on jeńców (aniołów i zbawione dusze) do piekła. Bohaterem utworu Visions From Beyond The Grave jest nekromanta przywołujący zmarłych. Ludziom których spotka mówi, że jest w stanie sprawić, że za jego pośrednictwem można rozmawiać z nieżyjącymi. Neolithic i Empire Of The Sands są zapowiedziami nadciągającego końca świata. Podmiot liryczny twierdzi, iż Ziemia zostanie zniszczona wskutek globalnego ocieplenia. W Undead Journey podmiotem lirycznym jest osoba powstała z grobu. Po spędzeniu w trumnie wielu lat, osoba mówiąca chce nasycić się ludzkim mięsem, z tego powodu rusza na polowanie. Nawiasem mówiąc, ta historia pasowałaby do okładki Eaten Back To Life Cannibal Corpse. B.C./A.D. (Before Christ/Anno Domini) opowiada o losach chrześcijaństwa. Podmiotem lirycznym jest szatan gardzący tą religią; jego zdaniem Jezus Chrystus niepotrzebnie przychodził na Ziemię by zbawić ludzi, gdyż ci przez lata niczego się nie nauczyli. Ich wiara jest na pokaz, wolą grzeszyć na cześć szatana zamiast wychwalać chrześcijańskiego boga. Andromeda Strain opowiada o zagładzie ludzkości spowodowanej przez rozwój technologii. Zdaniem podmiotu lirycznego, w przyszłości ludzie stworzą tak potężną broń, że wzajemnie się powybijają w dość krótkim czasie. Droid Sector opowiada o zniszczeniu rasy ludzkiej przez najeźdźców z innej galaktyki. Kapitan statku kosmitów wysyła na Ziemię androidy, aby te wybiły jej mieszkańców. W Destroying The Manger jest mowa o wynalezieniu wehikułu czasu. Podmiot liryczny twierdzi, iż gdyby ludzie zaczęli tego wynalazku często używać w celu zmiany przeszłości, mogliby doprowadzić do katastrofy związanej z chaosem w przyszłości.

Podsumowując, The Key to bardzo dobry album. Po przesłuchaniu płyty poczułem lekki niedosyt, tak jakbym nie dostał w 100% tego, czego bym chciał. Pomimo tego, ciężko jest temu wydawnictwu postawić jakieś poważne zarzuty. Kompozycje są całkiem przyzwoite; słychać, że w utwory włożono serce. Zespół zagrał skomplikowany technicznie album z agresywnym brzmieniem. Kosmiczno-grobowy klimat zrobił na mnie pozytywne wrażenie, z pewnością było to coś nietypowego w death metalu. Osiągnięto to za sprawą częstego korzystania z keyboard'u (czasem nawet zbyt częstego...). Niestety płyta dość słabo zapadła mi w pamięć za sprawą muzyki, poza tym czułem niedosyt w sprawie riffów. Z tekstów jestem jednak zadowolony, to one sprawiły, że album może być pozycją oryginalną jak na death metal; tym razem nie przewijają się tematy związane z szatanem, oprócz tego posłuchamy czegoś na tematy science-fiction. Jestem jednak w stanie polecić ten krążek, w końcu jak na wydawnictwo deathmetalowe prezentuje się niestandardowo.

Zalety:
- Dobre kompozycje
- Dobrze napisane teksty
- Brzmienie albumu
- Ciekawy przekaz
- Skomplikowana, aczkolwiek bardzo dobra technika gry
- Klimat
- Zgrany skład

Wady:
- Niedopracowane riffy
- Niektóre utwory były gorsze od pozostałych
- Czasem keyboard psuł harmonię
- Album nie zapada w pamięć

Okładka: 9/10
Teksty: 9,25/10
Kompozycje: 7,25/10

Ogólna ocena: 7,75/10


Death - Human


Human jest czwartym albumem amerykańskiej grupy deathmetalowej Death. Został wydany 22 października 1991 roku nakładem Relativity Records. W trakcie trasy koncertowej promującej album Spiritual Healing, w grupie zaczynają wybuchać spory. Na początku z zespołu odchodzi James Murphy, by zasilić szeregi Obituary. Do grupy dołącza na chwilę Paul Masvidal, po czym zostaje zastąpiony Albertem Gonzalezem. Niedługo po odejściu Murphy'ego rozpoczyna się europejska część trasy koncertowej Spiritual Healing, w trakcie której grupa gra bez skonfliktowanego z resztą Schuldinera (zastąpił go na moment Louie Carrisalez). Po jej zakończeniu, Butler i Andrews zostają wyrzuceni z zespołu. Do nowego składu Death dołączają: gitarzysta Paul Masvidal, basista Steve DiGiorgio i bębniarz Sean Reinert. Z nową ekipą, Chuck Schuldiner tworzy czwartą płytę zespołu, obecnie uważaną za przełomową. Wielu fanów gatunku uważa Human za najlepszy album deathmetalowy.

Okładka została stworzona przez artystkę Rene Miville specjalizującą się w obrazach surrealistycznych. Współpracowała ona z zespołem do roku 1995; na grafice przedstawione są prześwietlone ludzkie ciała na brązowo-białym tle. Widoczne są ich kości, narządy wewnętrzne i mięśnie. Przyznam, że wyżej przedstawiona artystka stworzyła świetną okładkę, charakteryzuje się pięknem, oraz elegancją i surowością (za razem). Chuck Schuldiner zatrudniając na miejsce Eda Repki Rene Miville zdecydowanie poczynił krok naprzód.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8,25/10 - Metal_Thrasher90
- 10/10 - Orbitball
- 4,5/10 - RageW
- 8,75/10 - hells_unicorn
- 6,75/10 - autothrall


Lista utworów:

1. Flattering Of Emotions
2. Suicide Machine
3. Together As One
4. Secret Face
5. Lack Of Comprehension
6. See Through Dreams
7. Cosmic Sea
8. Vacant Planets
9. God Of Thunder

Choć słychać, że album został wykonany porządnie, zdecydowanie bardziej wolałem poprzednie wcielenie zespołu będącego dość prostym napierdalaniem z masą świetnych riffów i solówek z dużym wpływem thrashu. Ostatecznie jednak Death dążyło kierunku ukazanym na Human prezentując Spiritual Healing, w końcu w tamtym momencie zespół zaczął częściej eksperymentować ze zmianami tempa nadal stawiając duży nacisk na riffy. Przy tym zmniejszyła się agresja muzyki, nie było to już tak bezwzględne napierdalanie jak na Scream Bloody Gore, czy chociażby Leprosy. Wiadomo jak zostało potraktowane Spiritual Healing na tle pozostałych płyt, po prostu nie doceniono tego wydawnictwa; ot takie granie bez pałera poprzedników. Zapewne mało kto wierzył, że Death podniesie się przy czwartym krążku. Pomimo mojej niechęci do tego wydawnictwa, Human jest dużym krokiem naprzód; dominuje tutaj solidne, techniczne granie i zmiany tempa. Przy tym jednak ucierpiały riffy, niestety w moim przypadku ma to duże znaczenie. Za sprawą jakiejś ciekawej melodii łatwiej jest mi zapamiętać album, wówczas częściej do niego wracam i po raz setny raczę się świetnymi dźwiękami kojącymi duszę wydawanymi przez gitary. Skomplikowaną technikę gry traktowałem bardziej jako udowodnienie wszystkim swojej wartości jako muzyk i twórca. Tak też potraktowałem Human, jako swoisty pokaz umiejętności zespołu. Na pewno nie będę do tego wracał (w końcu to nie jest granie w moim typie), a jednak muszę docenić kapelę za ogromny wysiłek włożony w napisanie tego krążka. Nie zapominajmy też o świetnym składzie grupy, bez pomocy którego Human by się nie udało; nowo nabyty bębniarz Sean Reinert specjalizuje się w szaleńczych tempach, z kolei Paul Masvidal i Steve DiGiorgio świetnie nadążają za fantazjami Chucka. Tak czy owak widać, w jakim kierunku idzie zespół; gdyby nie powstanie tego albumu, prawdopodobnie nie poznałbym świetnego Symbolic posiadającego nie tylko świetną technikę, ale także bardzo dobre riffy. Kto wie, może nawet sam tytuł "Human" odnosi się do granic jakie człowiek mógłby przekroczyć wraz ze wzrostem umiejętności? Po takim czymś pomyślałem sobie, że każdy zespół grający muzykę death/thrashmetalową powinien mieć tego typu album, w którym większość wysiłku zespołu idzie na odpowiednie rozłożenie temp i nut, aby stworzyć skomplikowaną muzykę, którą czasem ciężko jest ogarnąć. Ogólnie mówiąc, Human to bardzo ambitny krążek. Rozpoczyna się on od perkusyjnego sola, po czym przechodzi do solidnie zagranego Flattering Of Emotions. Równie dobrze prezentuje się utwór Suicide Machine. Nieco gorzej zabrzmiał mi utwór Together As One. Warto jednak wsłuchać się w zajebistą solówkę wskakującą w pewnym momencie. Podobnie ma się sprawa w przypadku Secret Face. Utwór o tytule Lack Of Comprehension dla wielu osób jest tym sztandarowym numerem Death. Ten kawałek wypadł jak dla mnie najlepiej; przyznam, że jest świetny pod każdym względem (bardzo dobre riffy, technika, wokal...). See Through Dreams skojarzyło mi się nieco ze Spiritual Healing, tak samo jak poprzednik jest bardzo dobrze zagranym kawałkiem. Cosmic Sea jest pierwszym utworem instrumentalnym zespołu. Mamy okazję podziwiać Chucka i Paula Masvidala w swoim żywiole, napierdzielających świetne, techniczne riffy. Ostatnim utworem z oryginalnej edycji jest średniak Vacant Planets. Do edycji albumu z 2011 roku został dodany cover zespołu Kiss o tytule God Of Thunder. Jest to prawdopodobnie najbardziej nietypowy kawałek zespołu. W porównaniu do poprzednich numerów cechuje go dziwna lekkość i rockowy wydźwięk. Zresztą, czego mogłem się spodziewać, jest to cover zespołu Kiss.

Teksty na albumie są bardzo dobre. Chuck po raz kolejny podnosi poprzeczkę; w porównaniu do poprzednich wydawnictw, w tekstach zawartych jest więcej metafor, przy czym nieco ciężej jest je zrozumieć. Tematyka tekstów dotyczy w większości ludzkich problemów, zawiści i ignorancji. Flattering Of Emotions opowiada o osobie, która pod wpływem jakiejś tragedii zachorowała na schizofrenię. Bohater utworu nie pogodził się z porażką, co spowodowało w jego przypadku rozpacz i szaleństwo. W Suicide Machine podmiotem lirycznym jest osoba, która w wyniku wypadku zapadła w śpiączkę. Zastanawia się ona nad swoim losem i innych ludzi będących podpiętym do aparatury tylko dlatego, że ktoś nie może pogodzić się z odejściem bliskiej osoby. Together As One jest opisem bliźniaków syjamskich. Według Chucka Schuldinera, ludzie są zbyt przesądni i ślepo wierzą stereotypom nie chcąc zaakceptować odmienności. Podmiot liryczny współczuje bohaterom utworu twierdząc jednocześnie, że ludzie nie rozumieją ich cierpienia. W Secret Face osoba mówiąca ostrzega adresata przed ludzką dwulicowością. Zdaniem podmiotu lirycznego, na świecie jest mnóstwo osób, które z pozoru wydają się być miłe, a w rzeczywistości wyrządziły mnóstwo zła. Lack Of Comprehension jest krytyką ludzi, którzy oceniają innych za sprawą błędów przeszłości. Osoba mówiąca nie rozumie, dlaczego ktoś ma cierpieć tylko dlatego, że jego rozwiązane problemy wychodzą na światło dzienne za sprawą zawistnika. W See Through Dreams bohaterem lirycznym jest osoba niewidoma. W utworze opisane są jej uczucia i zmagania z codziennością; osoba mówiąca podziwia tych ludzi za to, że potrafią sobie radzić w życiu bez najważniejszego zmysłu człowieka: wzroku. W Vacant Planets podmiot liryczny pokazuje, że wierzy w życie pozaziemskie. Jednocześnie uważa, iż ludzie z powodu swojego sceptycyzmu (twierdząc, iż życie pozaziemskie nie istnieje) patrzą na świat nietrzeźwym okiem zapominając jednocześnie, że wszechświat jest nieskończony. God Of Thunder inspirowane jest mitologią grecką. Podmiot liryczny flirtuje z piękną kobietą nazywając ją "córką Afrodyty", sam natomiast mianował się jej panem Zeusem.

Podsumowując, Human to bardzo dobra płyta. Choć osobiście za nią nie przepadam, jestem pełny podziwu chłopakom z Death. Kompozycje są bardzo dobrze napisane, Chuck Schuldiner skupił się na skomplikowanej technice gry niestety zaniedbując riffy (jest to prawdopodobnie jedyna wada wytknięta trochę na siłę). Przy tym krążek cechuje duża różnorodność i nietypowy klimat. Nikogo chyba nie zdziwię mówiąc, że lider Death do swojego przedsięwzięcia zatrudnił naprawdę utalentowanych muzyków. W sumie to nawet cieszę się, że byłem w stanie dobrać się do tej płyty, zdecydowanie nabrałem większego szacunku do technicznego grania. Jak już mówiłem, zdecydowanie bardziej wolę poprzednie płyty zespołu, a jednak talent Chucka ukazany na tym wydawnictwie wymaga wysokiej oceny. Jak najbardziej polecam Human; jeżeli w pierwszej chwili nie docenisz płyty, potraktuj ją jako dowód na to, że zespół potrafi świetnie grać technicznie.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Różnorodność
- Pozytywny przekaz
- Agresywne granie
- Świetna technika gry
- Ciekawy klimat albumu
- Bardzo dobry skład grupy
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niedopracowane riffy

Okładka: 10/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,75/10


Konfrontację wygrywa album: Human. Zespół Chucka Schuldinera przewyższył grupę Mike'a Browninga wszystkimi elementami. Human posiadało lepszą okładkę, teksty i kompozycje. 

Obserwuj nas!